MITYNG 5/19/96

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


 

Samowystarczalność

 

„W 1979 r. - mówi delegatka z Okręgu Oklahoma Phyllis Mc C. - nasz dyrektor był dumny z faktu, że byliśmy jedną z trzech grup, których wkład finansowy do GSO był najwyższy. I dumni, że zachowaliśmy samowystarczalność. Uległo to jednak zmianie; zastanawiam się co sprawiło, że nasz procentowy wkład zmniejszył się na wszystkich poziomach służby?" Wierząc mocno, że „porozumienie (wymiana informacji?) jest podstawą każdego zrozumienia". Phyllis wyraża swoją opinię ponieważ, jak mówi, „z mojego doświadczenia wynika, że kiedy my alkoholicy zaczynamy rozumieć potrzeby to rośnie nasza odpowiedzialność".

Uwaga 1: Wraz ze zmianą oblicza AA powstają nowe wyzwania. Wiele grup spotyka się teraz w mieszka­niach; grupy są coraz mniejsze. Mniejsze grupy gro-madzą mniej pieniędzy i po pokryciu kosztów własnych coraz mniej pieniędzy przeznaczają na rzecz służby. Wiele grup spotyka się w klubach. Zamieszanie i brak zrozumienia powodują, że nie bardzo wiadomo, gdzie ma iść wkład - do klubów czy do AA".

Uwaga 2: Czy te drobne grupy tworzą grupy słabsze, mniej efektywne? Tradycja pierwsza ostrzega: „... żadne osobiste poświęcenie nie jest dostatecznie duże dla zachowania wspólnoty...", osobiste chęci i ambicje muszą zniknąć gdyby miały zniszczyć grupę. Staje się jasne, że grupa musi przetrwać w przeciwieństwie do jednostki. Czy niektórzy członkowie opuszczają grupę dlatego, że ich przyjaciele nie zostali wybrani do służb? Czy mogą oni być traktowani jako negatywny (gorszy) element grupy? Czy oni nie akceptują zbiorowego autorytetu grupy jaki wyraża się w jej zbiorowej świadomości?

Uwaga 3: Czy grupy i intergrupa mają ujednolicony wkład środków we wszystkie poziomy służb? Lub czy jesteśmy egoistyczni i samolubni dlatego, że finansujemy pewne nasze wypieszczone przedsięwzięcia? Czy dopuściliśmy do tego aby jedna ze służb stała się ważniejsza od innej? Jak również, w odniesieniu osobiście do członków czy mówiłem, że popieram ważność oddawania ducha AA, oddawania nas samych i naszych pieniędzy?

Patrząc wstecz na swoją drogę do trzeźwości, Phyllis kontynuuje: Dostrzegam, że na początku ta moja wizja była ograniczona bo odnosiła się do mojej osoby, mojej rodzimej grupy, mojego biura służby centralnej. Kiedy miałam trzy lata trzeźwości spotkałam Elizabeth E., delegatkę z Oklahomy, która została moją sponsorką. Poprzez jej przykład i dzielenie się ze mną swoim doświadczeniem zostałam wciągnięta do służby na szczeblu lokalnym i zaczęłam się uczyć głębo­kiego zrozumienia AA-owskiego stwierdzenia „Jestem odpowiedzialna ....".Gdy ktokolwiek, gdziekolwiek woła o pomoc chcę, aby dłoń AA zawsze była do niego wyciągnięta. I właśnie za to ja jestem odpowiedzialna. To głębsze zrozumienie uświadamia się w działaniu. Jak mówi Tradycja 9: Anonimowi Alkoholicy nie powinni nigdy stać się organizacją; dopuszcza się jednak tworzenie służb i komisji bezpośrednio odpowiedzialnych wobec tych, którym służą. Poprzez osobisty przykład i porozumienie, podkreśla Phyllis „ważność samowystarczalności staje się jasna". Kiedy idę do restauracji, napiwek staje się wyrazem mojego zadowolenia za dobrą obsługę. We wspólnocie otrzymałam trzeźwość i nowe, nieopisane, piękne życie. Jak bardzo wyrażam to co zawdzięczam Bogu i Wspólnocie. Moja wdzięczność jest okazywana poprzez przekazywanie posłania trzeźwości innemu alkoholikowi i przez to, że daję swój wkład w służby AA na wszystkich poziomach. Program AA można streścić w sześciu słowach: Ufaj Bogu, czyść dom, pomagaj innym!

Box 459

 


 

Ufaj Bogu, czyść dom, pomagaj innym!

 


 

VI Kongres AA

Zlot Radości

Warszawa 1966,

 

W dniach 30.08 - 01.09.1996 r., w gościnnych progach Akademii Wychowania Fizycznego im. J. Piłsudskiego w War­szawie, odbył się VI Kongres Anonimowych Alkoholików w Polsce oraz Międzynarodowy Zlot Radości - Warszawa 1996. Uczestniczyło w nim 121 Delegatów z 46-ciu Intergrup AA, repre­zentujących około 1100 Grup Anonimowych Alkoholików w Polsce oraz siedmioosobowa Rada Powierników wraz z personelem Biura Służby Krajowej - AA. Na Kongresie obecny był przedstawiciel światowej Służby AA- General Service Office - z Nowego Jorku. Świadczy to o znaczącej pozycji polskiego ruchu AA w skali międzynarodowej. W czasie trzydniowych obrad dyskutowano i dzielono się doświadczeniem nad sposobami niesienia posłania AA do ludzi cierpiących na chorobę alkoholową. Ważnym wydarzeniem Kongresu było przyjęcie przez wszystkich delegatów Karty Konferencji Służby Krajowej AA w Polsce. Usprawnia ona zasady wzajemnego współdziałania w strukturach służebnych AA, określa ich demokratyczny charakter, zgodnie z duchem tradycji naszej Wspólnoty. Obrady oraz poszczególne sesje delegatów odbywały się w atmosferze serdeczności i prawdziwego zaangażowania. Międzynarodowy Zlot Radości zgromadził 2800 uczestników z kraju i zagranicy. Byli goście z USA, Ukrainy, Białorusi, Litwy, Łotwy, Kirgizji, Słowacji, Włoch, Wielkiej Brytanii i Niemiec. W trakcie Zlotu odbyło się ponad 50 różnego rodzaju mityngów oraz spotkań z profesjonalistami, duchownymi, służbami ZK, lekarzami. Zaprezentowano własne programy artystyczne - monodramy, piosenki, wiersze, a także grafikę i malarstwo. Byli wśród nas ci co nie pili jeden dzień, ale i tacy, którzy dzięki programowi 12 Kroków wytrwali 34 lata. W ramach zlotu odbywały się mityngi innych wspólnot, w których zastosowano program 12 Kroków AA. Mieli więc swoje mityngi narkomani, hazardziści, erotomani, obżartuchy i nerwowi. Jak zawsze przy okazji Zlotów odbywały się mityngi bliźniaczych wspólnot Al-Anon, Al-Ateen oraz DDA. Powołano Krajową Radę Wspólnoty Al-Anon i jej Komitet Służby Krajowej. Wielu uczestników mogło się zaopatrzyć w literaturę, poradniki, biuletyny, broszury i czasopisma. Oferta była bardzo bogata. Nie zabrakło pamiątek i upominków tematycznie związanych ze Wspólnotą, i jej tradycją. Było wiele radości i serdecznych akcentów w prawdziwie rodzinnej atmosferze ludzi dobrej woli. Dziedziniec Zamku Królewskiego był miejscem pożegnania licznej rzeszy uczestników tego radosnego warszawskiego spotkania.


 

Literatura AA sprzyja trzeźwości.


 

Tradycja Czwarta

 

Każda grupa powinna być niezależna we wszystkich sprawach z wyjątkiem tych, które dotyczą innych grup lub AA jako całości. Członkowie każdej grupy, o ile tylko czynią to w duchu AA - mają prawo działać dla dobra ruchu przestrzegając tradycji i bacząc na jedność wspólnoty. Lecz wewnętrzne stosunki w każdej grupie są inne, wypracowane i zaakceptowane przez wszystkich uczestników grupy. W jakimś pokoiku trzech alkoholików przerabia Kroki. W innym miejscu zgromadzone w kościele audytorium 300 AA-owców słucha piciorysów. W jednych częściach Polski przyjęło się, że prowadzący mityng zaczyna od słów:" Mam na imię Janek i jestem alkoholikiem". W innych miejscowościach mówcy używają tylko imienia. Mityngi jednej grupy trwają 90 minut, innych 2 godziny. W każdej okolicy, w każdej części kraju lokalne grupy AA wypracowują swe zwyczaje według własnego uznania. Wolność jednak zawsze rodzi potrzebę odpowiedzialności. Choć więc każda grupa jest autonomiczna, nie podejmuje ona jednak żadnej akcji, która mogłaby przynieść szkodę jedności AA. A jeśli takie akcje podejmują, dezorganizują wspólnotę - łamią one tradycję ruchu stawiając się tym samym poza AA. Bill W. pisał "Bezwzględne przestrzeganie Tradycji przez wszystkie grupy AA jest przyznaniem się do faktu, że w AA są tylko ludzie i mogą oni popełniać grzechy. My pamiętamy, że tkwią w nas wady charakteru i wady te ciągle przenikają naszą wspólnotę Opierając się na doświadczeniach setek tysięcy alkoholików wypracowaliśmy nasze Tradycje chroniące naszą wspólnotę przed rozpadem". Rozbuchane super ego może inspirować niektóre grupy do szumnego reklamowania się bez konsultacji takiej reklamy z innymi grupami AA w ich mieście. Mogą też być grupy, które uznały, że złapały już byka za rogi, zamykają się w sobie i nie uczestniczą w Intergrupie. Może też się znaleźć grupa, która zdecyduje np, że "11 Tradycja jest przeżytkiem, że nastały inne czasy. Pokazując przebieg mityngu w telewizji przyczyniają się do rozwoju wspólnoty i jej umacniania." Jest jeden miernik określający, czy grupa jest jeszcze grupą AA: Wyraża się to w ignorowaniu sąsiednich grup i całego ruchu AA poprzez łamanie Tradycji. Tak więc Czwarta tradycja ma bardzo wiele wspólnego z czwartym krokiem. Sugeruje ona, że grupa aby uczciwie ocenić podejmowane przez siebie działania powinna za każdym razem pytać się swego sumienia:" Czy czasem nie łamiemy którejś z Tradycji?". Tak jak dla pojedynczego członka AA uczciwe realizowanie 12 Kroków prowadzi do szczęśliwej trzeźwości, w przypad­ku grupy jej mądrość wyraża się w tym, że szanuje ona Tradycje.

 

Dojrzała grupa pamięta zawsze, że Tradycje nie są hamującą formalnością, lecz sprawdzonym, bliskim do radcą i obiektywnym przewodnikiem dla wszystkich grup AA.

na podstawie dwunastu tradycji ilustrowanych

 


 

.. realizujemy 12-ty krok

Pozdrowienia z nad Rzeki w Dżungli.

 

„Pozdrowienia z nad Rzeki w Dżungli" rozpoczynają się krótką historią grupy AA, która ostatnio zajęła dużo uwagi personelowi GSO, zajmującemu się członkami wydzielonymi jako Zaoceaniczni. Historia razem z prośbą o zarejestrowanie nadeszła od George M. i innych członków anonimo­wej wspólnoty, mieszkających w pobliżu Tejaks: z farm, ranczy, nabrzeża i dżungli położonych w pobliżu Rio Dulce. Tejaks jest miejscowością odległą o kilkuminutową podróż łodzią od Fronteras w Gwatemali. Rio Dulce w tłumaczeniu oznacza „słodka woda" i dlatego grupa Anonimowych Alkoholików przyjęła nazwę „Słodkowodna" i swój pierwszy mityng odbyła 4 września 1995 roku, z udziałem 4 członków: dwóch trzeźwych, jeden po poślizgnięciu się (po wpadce) i jeden pijany. Obecnie grupa składa się z 8 trzeźwych i odbywa mityngi 10 razy w tygodniu, i pomaga wytrzeźwieć grupie hiszpańsko-języcznej w mieście Fronteras, również w pobliżu rzeki. Historia rozpoczyna się słowami: Pozdrowienia z nad rzeki z dżungli. Dzisiaj pada deszcz. Dziś jest środa, więc mamy spotkanie o 9 rano i o 4 spotkanie popołudniowe. Dziś jest dzień, w którym wreszcie pokazał się Marfi. Obecnie jest nas 8 osób. Dziewięć jeśli doliczyć Rebekę, która piła przez 5 dni pozostając na swojej barce. Realizując 12-ty krok, dwóch z AA, pomogło jej przestać pić. Jeden z nich miał 4 a drugi 7 dni abstynencji. Obecnie jest ona z powrotem w Key West, trzeźwa i uczęszcza na „mityngi". „Słodkowodna" grupa zaistniała od chwili kiedy Barry, szef małej przystani, poprosił kilku przyjaciół czy nie chcieliby spotkać się na mityngu. Psychiatra Bariego powiedział mu, żeby przestał pić i wstąpił do AA ale wtedy Barry nie był jeszcze dojrzały do tego kroku. Nieśmiały zaczątek pierwszej grupy zrobił Tom, który po ponad trzech latach trzeźwości powrócił do picia i tęgo się zalał. Kiedy Tom został poproszony o to aby przestał pić bo trzeba pomóc Barriemu, powiedział ,,0' key, ale ja nie mam zamiaru przestać pić". A na te słowa członkowie grupy odpowiedzieli „Dobrze, w porządku, potrzebujemy każdej pomocy, którą tylko możemy otrzymać". Na pierwszym mityngu dwaj trzeźwi członkowie pomyśleli „Czy ja naprawdę chcę poświęcać mój czas próżnym zmaganiom?". Ale coś im podpowiedziało, aby dać przynajmniej „szansę zrobienia szczerej próby". Po tym wszystkim miniaturowy mityng zaczął się toczyć. Tom przełamał pierwsze lody i kiedy był trzeźwy przez tydzień Jesika i Gene dołączyły do grupy, a Barry wytrzeźwiał kilka dni później. Matka Jesiki, Jenifer, poobserwowała aktywność linii bocznej i zdecydowała się być na grupie numerem siódmym. Historia toczy się dalej: „Jesika nie mogła przyjeżdżać na wszystkie mityngi ponieważ mieszka ona na dole rzeki, dopłynięcie łodzią do nas trwałoby ponad godzinę, więc zrobiliśmy kilka wycieczek olbrzymim kajakiem Barriego, do jej domu na kilka cudownych mityngów. Druga wycieczka była jednocześnie przyjęciem z okazji pierwszego miesiąca abstynencji Toma i okazją do wręczenia mu medalu z tej okazji (plastykowego). (Nasze medale są robione przez znanego w naszej okolicy ale anonimowego rzecznego rzemieślnika). My mieliśmy także radość z tego powodu, że mogli­śmy pojechać do Jenifer, do jej komfortowego domu ponad wodą (na palach), a kolacja jaką przygotowała z okazji mityngu była wyjątkowa". Jest tam tak wiele mityngów w tygodniu a tak niewie­lu członków grupy, że czasami każdy odczuwa, że słowa jego ulatują z wiatrem. Wtedy zapewne ktoś powiedziałby „No cóż, wkrótce będzie tutaj Marfi". I mityng toczy się dalej. Historia opisuje jak oni czują się dzisiaj: „Robimy mityngi w małym palapa (domku) Jesiki i Gene z trzema stronami tego domku otwartymi i tędy mamy bezpośredni kontakt z dżunglą. W dodatku na nasze mityngi zwykle przychodzą 4 psy, które są stałych członków naszej grupy, wiele kotów a nawet kotek z kociętami. One dają nam lekcje wzajemnej tolerancji. Często mityng jest przerywany okrzykiem „Hej popatrzcie, tam na konarze jest trogon ze zwisającą w dół lianą" lub „Popatrzcie", tam jest jeden z tych olbrzymich neonowo-błękitnych motyli". Po kilku minutach podziwiania cudów natury wracamy do mityngu ". Na niektórych mityngach mówimy na temat historii Gwatemali, a czasami zajmujemy się praktykami duchowymi Mayanów. Wczoraj czytaliśmy krótką, dobrze napisaną opowieść dotyczącą alkoholu. Troszkę poplotkowaliśmy, popijając kawę, a śmiejąc się i ciesząc pozostaliśmy trzeźwi. „Czasami ktoś z długą abstynencją lub służbista zmarszczy brwi z niezadowolenia i wymówi z wyrzu­tem, że to marnotrawstwo czasu, ale w końcu zrozumie, że siedzimy wewnątrz przepływającej, nagromadzonej pozytywnej energii, że jest to najwyższa wartość naszego programu. To ci ludzie powodują, że będąc na rzece (w łodzi) i podziwiając piękno przyrody znajdują motywację do trzeźwości i szczęśliwego życia. Nigdy nie przypuszczałem, że to jest możliwe". Historia się kończy, kiedy Marfi z 19-letnią abstynencją wraca z Alaski. „A kto to jest Marfi? On jest zdrowiejącym alkoholikiem, mimo ze skromniejszym, a dla nas, tych z mniejszą abstynencją, walczących o zadomowienie się w grupie, będzie kolejnym uratowanym, który ma gdzie wrócić. To jest Dwunasty Krok w prawdziwym działaniu: mityngi są światłem świecy dla każdego, zarówno alkoholika z dużą abstynencją jak i świeżo przybyłego, a grupa „Słodkowodna" bierze odpowiedzialność za to aby ten płomień podtrzymać nawet podczas deszczu".

Box 459

 


 

PATRZEĆ BEZ OBAWY W PRZYSZŁOŚĆ

 

Kiedy przybyłam do AA, powiedziano mi, że moją siłą wyższą może być wspólnota AA. Znaczyło to dużo, ponieważ dotąd jedyną rzeczą, która mnie w alkoholi­kach zdumiewała był ich sposób, w jaki zwracali się do Boga i pojmowali go (Modlitwa o Pogodę Ducha). Nie miałam od dawna szczęścia rozmawiać z Bogiem i nie byłam wcale pewna, czy Bóg istnieje. Gdy próbowałam się modlić, miałam mocne poczucie, że nikt mnie nie słucha. Lecz mój sponsor pomógł mi uświa­domić sobie, że alkohol był siłą większą, niż siły, które mogłam zgromadzić w sobie, by wydostać się z jego szpon. I mogłam stwierdzić, że siła, jaka powstawała pośród tych ludzi była większa, niż siła nałogu. Mogłam zwrócić moje życie i moją wolę w tę stronę, i zrobiłam to, na początku nawet wbrew sobie. I stała się wielka rzecz - przestałam pić. Tak więc zaczęłam chodzić na mityngi i czerpałam z tej siły. Powiedziano mi, że wcześniej lub później zwrócę się w stronę Boga i będę mogła rozmawiać z nim, podobnie, jak czyniło to wielu z nich. Stopniowo, z pomocą Kroków, nauczyłam się, jak trzymać się z dala od alkoholu, nauczyłam się dużo o życiu bez niego, tak aby „intuicyjnie" wiedzieć, co zrobić w sytuacjach, które poprzednio przytłaczały mnie. Od momentu, gdy wypiłam ostatniego drinka, minęło trochę czasu. Moje pojęcie siły wyższej, jakie mam, to poczucie, że AA jest siłą większą, niż ja sama i moje poczucie przynależności do większej całości. Wciąż nie wiem, jak rozmawiać z nią, chociaż czasem, gdy odmawiam Modlitwę na mityngach, wydaje mi się to dobrym sposobem. Medytuję, i to chyba czyni mnie chłonną na dobro. Lecz gdy myślę o trudnościach w przestrzeganiu Tradycji AA, które obserwuję, jak łamanie anonimowości lub mieszanie AA z innymi 12-stopniowymi programami, terapiami itp. bardzo szybko czuję się zagrożona. Nie chcę, aby AA przekształciła się tylko w jakiś azyl dla ludzi dysfunkcyjnych, z wiecznym bałaganem i niezrozumiałym żargonem. Wygląda mi na to, że większość świata szanuje Anonimowych Alkoholików i chciałabym, aby tak było w przyszłości, na wypadek, gdyby któraś z moich wnuczek, jeszcze małych, kiedyś potrzebowała Wspólnoty. Są przecież dzieci i wnuki innych ludzi, o których trzeba pomyśleć, nie tylko moje. Jestem więc bardzo zagorzała w obronie AA i jej tradycji. Tak zagorzała, że mój głos czasami staje się ostry i stara niecierpliwość zaczyna brać górę. Kilku moich przyjaciół w AA pomogło mi przyjrzeć się temu i zauważyłam, że im bardziej jestem wytrącona z równowagi z powodu łamania Tradycji AA, tym bardziej maleje moje pojęcie Siły Wyższej. Widzę, że AA jest w niebezpieczeństwie i to oznacza dla mnie, że Bóg, jak go rozumiem, jest w niebezpieczeństwie. Jedna z moich przyjaciółek określiła mnie, jako duchowo zatwardziałą i może ona ma rację. Nie czuję się tak, jakby moja trzeźwość znajdowała się w niebezpieczeństwie, ale może ona być zagrożona dopóki nie nauczę się oddzielać mojego związku z AA od strachu o moje osobiste „zbawienie". Zbawienie jest dziwnym słowem w ustach kogoś, kto, podobnie jak ja, ma problemy z nazwaniem swojej siły wyższej Bogiem lub nawet „Nim". Lecz AA była i jest moim zbawieniem i dlatego przeraża mnie wizja rozcieńczenia idei AA do lekarstwa na wszystkie choroby świata, przez przepełnione dobrymi chęciami dusze. Możecie sobie więc wyobrazić, jak reaguję na pogląd, iż anonimowość jest przestarzałą ideą. Odrobina obawy, którą zna każdy z nas, może być dobrą rzeczą. Może motywować mnie do spojrzenia na Tradycje i refleksji nad nimi. Ale jeśli staję się przy tym tak zaciekła w walce o anonimowość i jedność celu AA, że prawie dostaję piany na ustach, nie przynosi to ani mnie ani AA nic dobrego. Dobrze, AA jest moim zbawieniem. Lecz zaczynam widzieć, że nie może być moją jedyną siłą wyższą. Można codziennie poznać coś nowego z tą wiedzą. To, nad czym teraz pracuję, to lepsze poznawanie Boga i próba zrozumienia go.

 


 

Prawo do błędu

Czwarta tradycja, jest być może główną atrakcją naszej Wspólnoty. Gdzie bylibyśmy, gdyby nie było nic więcej, tylko zamknięte mityngi od piątej do siódmej wieczorem I nigdy: otwartych mityngów spikerskich lub wieczorów „urodzinowych", ognisk przy gitarze, mityngów dla początkujących czy też spotkań dyskusyjnych (forum tradycji) dla pogłębienia naszej wiedzy? Mamy prawo do wzrastania i podejmowania coraz to innych działań AA tak długo dopóki nie przekroczymy granic innej grupy lub nie adoptujemy żadnej zewnętrznej organizacji. W naszej Wspólnocie, jesteśmy obdarzeni wieloma utalentowanymi członkami i nasze pragnienie aby wzrastać i organizować wiele wspaniałych imprez AA jest nieograniczone. Tak więc zdarza się, że przekraczamy czasem nasze zasady. Ale prędzej czy później spostrzegamy nasze błędy i wracamy na właściwą drogę "liżąc rany" i badając co się stało, gdzie popełniliśmy błąd? Jesteśmy w istocie szczęściarzami mając doświadczonych członków, którzy wskazują na nasze błędy i ciągle czekają na sposobność wyciągnięcia pomocnej dłoni. Mamy też sponsorów, którzy dzielą się własnymi doświadczeniami. Co więcej, znajdujemy potem, że jako grupa poszerzamy naszą grupową świadomość i gdy błądzimy, to stwierdzamy, że mamy prawo do błędu tak długo jednak, dopóki nie stanie się to naszym nałogiem. Wówczas dochodzimy do punktu, w którym możemy uczynić naszą inwenturę grupy tak właśnie, jak to jest w Czwartym Kroku dla członka AA. Aktywna grupa rządząca się zasadami dzielenia się z innymi, "rotują-ca", okresowo spoglądająca w lustro jest grupą zdrową, grupą, która może najlepiej wypełnić swoje zobowiązanie do zawsze otwartych drzwi dla każdego potrzebującego.

 


Krótki szkic refleksyjno-wspomnieniowy

 

Niby to tak niedawno a to już wkrótce minie 21 miesięcy jak rozpoczynaliśmy pierwszy mityng w Zakładzie Karnym w Białołęce - 19.11.94 r. Inicjatorką powstania grupy była śp. niezapomniana Marysia a ja z Jurkiem „L" dołączyliśmy jako współzałożyciele. Pierwsze miesiące naszego wspólnego posłania do Z.K. napawały nas dumą i radością. Cieszył nas fakt, że jesteśmy pionierami na tym terenie i to, że rozpoczynamy czynnie wdrażać w życie 12-ty krok naszego wspólnego programu. Kiedy byliśmy przez kilka miesięcy razem to w chwili zwątpienia i słabości wspierałem się siłą przyjaciół. Skoro Oni mogą i potrafią, to dlaczego ja mam zrezygnować. Kiedy po kilku miesiącach z naszej założycielskiej grupy wycofał się z uczestnictwa Jurek „L", pozostałem ja ze śp. Marysią. Rozumieliśmy doskonale, że nasz przyjaciel wy­cofał się nie z powodu własnej słabości ale z uwagi na wyższą konieczność podyktowaną względami rodzinnymi. Oczywiście przez te pierwsze miesiące przewinęło się kilkanaście osób - przyjaciół z AA, którzy wspomagali grupę w Z.K. W większości jednak przypadków kończyło się to na krótkotrwałym uczestnictwie. Przyszły także, jak sobie przypominam, 3 miesiące, kiedy na mityngu byliśmy tylko z Marysią. I to właśnie ten okres uczestnictwa najbardziej mnie wzrusza i rozrzewnia. Pamiętam doskonale, kiedy Marysia powiadała - zostaliśmy jak dwa stare konie, które muszą cią­gnąć ten wóz. Dalszy tok myślowy sprowadzał się do tego, że jak to dobrze, że jesteśmy we dwoje i jedno może korzystać z siły drugiego. Jak to cudownie, że kiedy jednemu zabraknie siły, czy kiedy zwątpi, to drugi go wspiera i pomoże. Czuliśmy razem z Marysią, że tkwią w nas wewnętrzne siły, które nie zwiodą nas z obranej drogi mimo trudów, przeszkód i przeciwności. To na tej drodze kształtowała się moja pokora, zaufanie, miłość i wiara, niezłomność i umiejętność wyzbywania się wygodnictwa w imię wyższego dobra. Może trochę się zagalopowałem w wyszarpywaniu duchowych wartości tkwiących we mnie, może zabrzmi to jak coś na pokaz i błysk, ale przecież nie, ja wyrażam słowa mojego serca i umysłu zgodne na dzisiaj z moim sumieniem i uczciwością. Na dzień dzisiejszy bywa czasami o wiele trudniej niż kiedyś, ale zebrane wówczas doświadczenia i siły pozwalają mi trwać i pracować dla bezpieczeństwa własnej trzeźwości jak również przekazywać to co zdobyłem od innych, na rzecz tych którzy cierpią i są w potrzebie. Mimo moich wielokrotnych osobistych apeli o wsparcie, tak na grupach jak i w intergrupie, w niesieniu posłania do Z.K. często bywam osamotniony i czasami dochodzi do wewnętrznych nieporozumień i zwątpień. Jednak, jak do tej pory, ciągle udaje się, w moim przypadku, zwyciężać dobru nad obojętnością i zwątpieniem. To niesienie posłania do Z.K. jest dla mnie jak gdyby wyższą formą wtajemniczenia w swoje posłannictwo i spełnianie woli Boga. Chcę nieustannie pamiętać o tym co otrzymałem od Boga i Wspólnoty, i pragnę przez to dawać nieustające dowody wdzięczności, miłości i podzięki. Chcę serdecznie podziękować wszystkim, którzy wnieśli i dalej wnoszą choćby cząstkę swego posłania do Z.K. Jednocześnie pragnę zwrócić się z apelem do tych, którzy czują się wdzięczni, że coś otrzymali od Wspólnoty AA i nie potrafią znaleźć sposobu podzięki za otrzymane dary i łaski Boże. Wzywam Was kochani - wspomóżcie i wzmocnijcie szeregi wąskiego grona tych, którzy czynią to dotychczas, często z wielkim samozaparciem, poświęceniem i niekiedy czują się osamotnieni. Byłem ostatnio, z kilkoma przyjaciółmi z Warszawy, na kolejnym, drugim rocznicowym mityngu w Z.K. w Siedlcach. Do tej pory brzmią mi w uszach wręcz błagalne prośby przyjaciół z AA z tamtej strony kraty - przychodźcie i wspomagajcie nas, bo jest to dla nas ogromna szansa i nadzieja na zmianę dotychczasowego życia. Zadaj sobie pytanie przyjacielu, czy nauczyłeś się słuchać głosu wzywającego o pomoc? Czy nie odczuwasz potrzeby podzielenia się tym co otrzymałeś od Wspólnoty? Wiem, że ludzie z tamtej strony muru nie mają tego komfortu uczestnictwa w mityngach, który mnie jest dany i dlatego idę tam by dać szansę drugiemu człowiekowi. Chcę teraz powiedzieć, że scenariusz mityngów w Z.K. jest bardzo daleki od moich oczekiwań i przewidywań Chciałem aby powstała wyspecjalizowana grupa ludzi zdeklarowanych do pracy nad swoją chorobą i programem AA. Okazało się, że powstanie takiej stabilnej grupy w Z.K. „Białołęka" jest niemożliwe, bo warunki i regulaminy wewnętrzne w Z.K. nie pozwalają na stosowanie zintegrowania wszystkich chętnych do uczestnictwa w jednym mityngu na terenie Z.K. Dlatego też w pewnym okresie czasu zorganizowaliśmy na poszczególnych pawilonach mityngi informacyjno-spikerskie, gdzie przychodziło nawet po kilkanaście osób i to uważam za optymalne rozwiązanie, bo informacja o istnieniu Wspólnoty AA dotarła do większego grona przebywających w Z.K. Dodatkowym utrudnieniem w powstaniu zintegrowanej grupy w Z.K. „Białołęka" jest to, że większość ludzi tam przebywających jest w śledztwie, a więc jeszcze bez wyroku. To powoduje dodatkowe ograniczenia - wyrażenie zgody sądu na uczestnictwo. Zdarzało się kilka­krotnie, że zgłoszone osoby do uczestnictwa w mityngu nie zostały wpuszczone na teren Z.K. bo pozwolenie nie dotarło na bramę. Zdarzyło się, że osoby chętne do uczestnictwa w mityngu nie zostały doprowadzone. Trafia się często, że osoby zgłaszające się do uczestnictwa w mityngu są w tym czasie zatrudniane i są eliminowane z uczestnictwa. Poza tym co wymieniłem powstaje jeszcze wiele innych niespodzianek, które nie zachęcają do uczestnictwa. Jest zdumiewające dla mnie to, że mimo tylu utrudnień i przeciwności chodzę i uczestniczę w mityngach AA w „Białołęce". Właśnie w tych trochę utrudnionych warunkach może dokonywać się kształtowanie mojej pokory i ćwiczenie mojej niezłomności i wytrwałości. Cieszę się i dziękuję Bogu i Wspólnocie AA, że mogłem wejść na tę osobistą ścieżkę swojego zdrowienia, poprzez niesienie posłania do Z.K. To właśnie pierwsze symptomy i objawy mojej choroby alkoholowej spowodowały, że już w bardzo młodym wieku zetknąłem się z Z.K. jako pensjonariusz. I dlatego idę tam by przestrzec innych jak groźną, śmiertelną i nieuleczalną jest moja choroba. Ale jednoczęśnie chcę się dzielić dobrą nowiną, że z tą chorobą można żyć inaczej, byle by nie sięgnąć po pierwszy kieliszek. Dzielę się swoim doświadczeniem jaki byłem, jaki jestem, z czego korzystam bym mógł się zmieniać i rozwijać siłę ducha. Reasumując skrótowo, wystarczy być dobrym człowiekiem i dawać dowody wdzięczności za swoje trzeźwe życie. Dziękuję Ci Wspólnoto, że jesteś i żyjesz, bo dzięki Tobie żyję ja i przeogromne rzesze mnie podobnych.

Alek AA


 

Anonimowość

Pokora w działaniu

Wiatach 90-tych, kiedy wspólnotę Anonimowych Alkoholików postrzega się jako silę ku dobru, coraz więcej pełnych dobrych chęci członków, włączając liczne prominentne osobistości, posługuje się nazwą AA i wiąże swoją trzeźwość ze Wspólnotą - wszystko w intencji pomocy cierpiącym alkoholikom. Albo nie wiedzą oni o Tradycji Anonimowości, albo odrzucają ją jako „niemodną", albo myślą, że ważniejsze jest „niesienie posłania na zewnątrz" Nie jest to nic nowego. Jak współzałożyciel AA, Bill W. pisał ponad 40 lat temu w styczniu 1955 w Grapevine: „Stare archiwa w centrali AA ukazują wiele strat wynikających z takich doświadczeń łamania anonimowości. Większość z nich przynosi taką samą nauczkę. Mówią nam one, że my, alkoholicy jesteśmy największymi racjonalistami pod słońcem; że zasłaniając się pretekstem robienia wielkich rzeczy dla AA, możemy, łamiąc anonimowość, obudzić stare, zgubne pragnienia osobistej mocy i prestiżu, siły społecznej i pieniędzy - te same nieprzejednane popędy, które kiedyś prowadzały nas do picia; te same siły, które dzisiaj rozłamują świat. Co więcej, pokazują one wyraźnie, że ci, którzy łamią anonimowość, mogą pewnego dnia doprowadzić siebie i całe nasze społeczeństwo do upadku." Jak mówi cała literatura AA, Dwanaście Tradycji AA wielokrotnie zaleca nam porzucenie osobistych pragnień na rzecz wspólnego dobra, prowadząc nas do zrozumienia tego, że duch poświęcenia, symbolizowany przez anonimowość jest podstawą wszystkich Tradycji. Dobrze, ale jak konkretnie my, jako jednostki i jako członkowie grup mamy najlepiej przestrzegać tej zasady? Jak ocenimy, kiedy nie jesteśmy anonimowi i co możemy zrobić, aby uniknąć łamania anonimowości? Cofnijmy się do roku 1988, kiedy duża liczba przypadków łamania anonimowości doprowadziła do utworzenia specjalnego podkomitetu powierników: Komitetu Informacji Publicznej (Public Information Commitee). Jego zadanie, które nie miało nic wspólnego z obwinianiem mediów bądź opisywaniem od wewnątrz samej Wspólnoty, było podwójne: podniesienie świadomości członków: „co oznacza anonimowość i dlaczego jest tak ważna dla naszego przetrwania jako Wspólnoty; i zaapelowanie do wszystkich AA o pomoc w zachowaniu tej rękojmi". Kilka miesięcy temu, jako że komitet przygotowuje się do rozwiązania, po siedmiu latach intensywnej pracy, jego członkowie skonkludowali, że im bardziej grupy AA, intergrupy i regiony będą uczestniczyć w braniu na siebie odpowiedzialności za Tradycję Aninomowości, tym bezpieczniejsze będą one i my. Zbliżając się do końca swojej pracy, komitet zasugerował wiele tematów do dyskusji. Przedstawiamy kilka poniżej, wraz z niektórymi z licznych odpowiedzi, które można znaleźć w literaturze AA: Pytanie: Jaka jest relacja między anonimowością a ..egoizmem - egocentryzmem ... źródłem naszych problemów", jak jest to napisane w Wielkiej Księdze. Odpowiedź: Jeśli zapomnimy o zasadzie anonimowości, Bill W. często konkludował, że odskoczy wieko puszki Pandory wypuszczając egoistyczne ziemskie ambicje, tak fatalne dla naszego przeżycia. W ten sposób, wyjaśniał, „duchową treścią anonimowości jest poświęcenie osobistych pragnień wspólnemu dobru." Pytanie: Jak zachowujemy anonimowość wewnątrz, grupy? Odpowiedź: Zwykle nie jesteśmy wzajemnie anonimowi w naszych grupach i na mityngach. Jednak, słuszne jest, aby jednostki i grupy wykorzystywały własne sposoby. Duch Tradycji jest taki, że musimy rozumieć, iż zasada anonimowości jest dobra dla nas wszystkich i pamiętać, że przyszłe bezpieczeństwo i skuteczność AA zależy od jej zachowywania. Równocześnie, przywilejem wszystkich członków AA powinno być zachowywanie tyle osobistej anonimowości, ile potrzebują. Pytanie: Co z osobistą anonimowością na forum publicznym? Odpowiedź: Na poziomie osobistym, anonimowość gwarantuje, że nie zostaniemy zidentyfikowani, jako członkowie AA; na poziomie publicznym, włączając prasę, radio, TV i film, podkreśla równość wszystkich członków, przez nałożenie zakazu na tych, którzy mo­gliby w inny sposób wykorzystać swoje członkowstwo w AA, do osiągnięcia rozgłosu, władzy lub osobistych zysków. W duchu Jedenastej Tradycji. „Nasze stosunki z forum publicznym powinny cechować się osobistą anonimowością. Mamy na myśli to, że AA powinni unikać rozgłosu. Nasze nazwiska i zdjęcia jako członków AA nie mogą być nadawane, filmowane, ani publicznie drukowane. Nasze relacje społeczne powinny następować raczej według kryterium przyciągania, niż promowania. Nigdy nie ma potrzeby, aby sławić siebie. Czujemy, że lepiej pozwolić, by rekomendowali nas przyjaciele." Pytanie: Czy stawiamy niektórych AA na piedestale? Odpowiedź: Pisząc w październiku 1947 w Grapevine, Bill W. zajął się zjawiskiem piedestału: „Czasem -stwierdził - tytuł  'założyciel' nadawany jest prawie wyłącznie dr Bobowi i mnie ... Ta opinia jest głęboko wzruszająca dla nas obu ... ale zaczynamy zapytywać się siebie, czy ten przesadny nacisk na to będzie dobry dla AA na dłuższą metę." O tym, że sądzili, iż nie będzie dobry, świadczy jasna deklaracja Billa, że „jako indywidualni członkowie AA, powinniśmy pozostać anonimowi na forum publicznym ... dr Bob i ja czujemy, ta głośna zasada odnosi się także do nas. Nie widać żadnego powodu, aby robić wyjątek dla 'założy -cieli'." „Im bardziej my, wcześni członkowie AA zajmujemy środek sceny, tym bardziej stanowimy ryzykowny precedens wysoko spersonalizowanego i stałego przywództwa. Aby zabezpieczyć przyszłość AA, czyż nie jest to pierwsza rzecz, której powinniśmy starannie unikać? ... Choć chcielibyśmy na zawsze zatrzymać cudowną satysfakcję bycia wśród organizatorów AA, mamy nadzieję, że zaczniecie o nas myśleć jako jedynie o wczesnych członkach AA, nie jako 'założycielach'. Nie możemy też wstąpić do AA?" Dr Bob zmarł w listopadzie 1950 Bill w styczniu 1971 - i jego nazwisko i historia została rozpowszechniona w mediach publicznych po całym świecie po raz pierwszy. Na wiosnę, Generalna Konferencja Służb (General Service Conference) określiła, że , jest nierozsądnie łamać anonimowość członka nawet po jego śmierci, lecz, że ostateczna decyzja musi należeć do rodziny." Konferencja w roku 1992 potwierdziła ten pogląd, dodając, że „Archiwa AA będą chroniły anonimowość zmarłego członka AA tak samo, jak wszystkich innych członków." Rozpatrując wielkość dzisiejszej wspólnoty AA w przybliżeniu dwa miliony na całym świecie - liczba przypadków łamania anonimowości, chociaż bardzo przykrych i potencjalnie niebezpiecznych, gdy się już zdarzą, pozostaje względnie mała i rzadka. Według ra­portu o „źródłach Anonimowości", przedstawionego na Konferencji Służby Ogólnej w 1989 przez powierników Komitetu Archiwów, „może tak dziać się dlate­go, że gdy AA dojrzewa, jej członkowie pełniej rozumieją wartość jaką dla nich przedstawia anonimowość na forum publicznym."

 


 

Miesiąc wdzięczności może trwać cały rok!

 

Miesiąc wdzięczności może trwać cały rok! Wielu we wspólnocie określa trzy stadia uczenia się i wzrostu jako „Przyszedłem. Przyszedłem, aby. Przyszedłem, aby uwierzyć". Ale jak wykazują listy, które przychodzą z całego świata do GSO, może być też inne stadium: „Przyszedłem, aby wyrazić wdzięczność za moją trzeźwość, poprzez rozdawanie jej". Chociaż listopad został już od dawna ustanowiony jako miesiąc wdzięczności w USA, (październik w Kanadzie), jest jasne, że przeważająca liczba członków AA, wraz z naszymi profesjonalnymi przyjaciółmi, znajduje swoje własne drogi, aby wyrażać wdzięczność przez cały rok.

Francine A., Antelias, Liban.

Jesteśmy wdzięczni, że na naszą trzeźwość nie oddziaływują problemy, z którymi tu się stykamy za brak udogodnień, które są rzeczą, naturalną w krajach na­szego obszaru. Potrzebujemy Wielkiej Księgi po francusku, angielsku i arabsku, na które nas nie stać, jako że nasza grupa jest ciągle jeszcze mała. Ale największym wyzwaniem jest legalne otrzymywanie literatury. Także telefon, tak ważny dla naszych przyjaciół, nie działa właściwie i jest prawie niemożliwością kon­taktowanie się pomiędzy mityngami. Ale mimo to wszystko nie wygląda tak czarno. Mamy dwóch nowych członków, pracujemy na zalecanej literaturze i kontaktujemy się z lekarzami - mamy nadzieję na przyszłość.

Angel P., Stan Nowy Jork

Załączony czek jest z mojej własnej kieszeni, aby wspomóc naszą (więzienną grupę) i utrzymać jej pozytywny kierunek. Nie wszyscy w tych placówkach są nędznikami, którzy będą szkodzić, kiedy wyjdą na wolność. Niektórzy z nas walczą aby odwrócić nasze losy. Zaczynamy procesować się tu sami ze sobą, sięgając także na zewnątrz. Pomóżcie. P.S. Czy zauważyliście, że moje imię i znaczek na kopercie (anioł) wydają się bardzo z czymś kojarzyć!

Fr. Abraham Parayidathil (niepijący), Maharashtra, India.

Chciałbym przedstawić się jako misjonarz z Towarzystwa Misyjnego Sangli w Kalhapur. Jest zachętą i budzi satysfakcję, że Wasza wspólnota jest bogatym źródłem poradnictwa, pomocy i światła dla wielu organizacji zajmujących się problemami związanymi z alkoholem i narkotykami.

Terry W., Aurora, Illinois.

Piszę aby podziękować AA i w szczególności kobiecie, która pracuje w waszym biurze. Latami próbowałem zaprzestać picia i nie udało się to na dłużej niż dwa miesiące. Ale od czasu, gdy odpowiedziała Ona na mój list i wysłała mi kopię Wielkiej Księgi, uczęszczałem na mityngi i mam sponsora. Całe moje życie zmieniło się na lepsze Moja rodzina i ja sam dziękujemy tej pani.

Yvette R., Salt Lake City, Utah. (tłumaczenie z hisz­pańskiego) Więcej niż dwa lata temu napisałam do Was o pomoc, myśląc, że tylko ja mam tego rodzaju problem. Zdesperowana wyjaśniłam jak w maju 1994 policja zapukała do moich drzwi, informując mnie, że mąż mój został aresztowany. Teraz mogę Was poinformować, że po pierwszych trzech miesiącach w wię­zieniu, mój mąż przestał pić i został zwolniony. Od tego czasu był trzeźwy w AA a ja znalazłam pomoc dla siebie w Al-anon. Z głębi serca - muchas gracias. (Serdeczne dzięki).

Rich B„ North Bend, Oregon.

Chcę podziękować AA dzisiaj za moje życie i za życie mojej rodziny mojej żony, syna i córki - wszystkich nas uzdrowionych alkoholików. Wiem co to jest spać na progu, na wycieraczce i wiem, że minione 18 lat trzeźwości są więcej warte niż można wymarzyć. Załączam czek urodzinowy. Pragnę, aby ręka AA była wszędzie, dla tych, którzy jej potrzebują a może się zdążyć, że będą to moje wnuki. AA zwróciło nam nasze życie. Chce my teraz sami utrzymać AA przy życiu, dla wszystkich innych alkoholików, którzy potrzebują pomocy. Podobnie jak Rich, wielu alkoholików święci swoje rocznice AA wysyłając podarunki wdzięczności do GSO za jej służbę światową - zwykle 1$ za każdy rok trzeźwości. Jedna z grup kanadyjskich według tego urodzinowego planu zbiera kontrybucję od członków przez cały rok. W urodzinowy dzień grupy zebrane pieniądze wysyłane są do GSO jako urodzinowa kontrybucja. Wdzięczność łatwo zmienia się w akcję indywidualną lub grupową. Niektóre grupy AA zwołują spotkania na temat wdzięczności, wysyłają pieniądze do AA lub przekazują w darze "Grapevine" dla tych co przebywają stale w domu lub w więzieniach. Inne grupy udostępniają zestawy dla początkujących i spędzają czas organizując wysyłkę różnej literatury AA-owskiej. Indywidualni AA zapraszają sponsora lub sponsorkę na lunch lub rozpoczynają mityng od kroków lub tradycji, gdy zajdzie taka potrzeba. Witają także nowych i tych spoza miast, którzy pojawiają się na ich domowych grupach mityngowych. Słowo wdzięczność brzmi poważnie, godnie, ale faktem jest, że jego synonimy to humor i radość. Współzałożyciel AA - Bill W. zaobserwował w Wielkiej Księdze (str. 132) „Outsiderzy są często zaszokowani, kiedy wybuchamy śmiechem przy opi­sywaniu tragicznego doświadczenia z przeszłości. Dlaczego mielibyśmy się nie śmiać?" Wyzdrowieliśmy, dano nam siłę pomocy innym. Czy może być większy od tego powód do radości?

 


 

BILANS DNIA

 

Pod koniec dnia, często przed zaśnięciem, wielu z nas sporządza bilans dnia. Warto wtedy pamiętać, że obrachunek ze sobą nie jest tylko wykazem błędów i niedostatków. Dzień, w którym nie zrobiliśmy czegoś dobrego, istotnie byłby złym dniem. Ale przecież w rzeczywistości większość świadomego życia spędzamy konstruktywnie. Nie lekceważmy swoich dobrych intencji, myśli i uczynków. Nawet jeśli nie udało się nam coś, w co włożyliśmy wiele wysiłku, należy nam się za to właśnie, kto wie czy nie najwyższa ocena. A wtedy ból niepowodzenia może przekształcić się w cenną wartość: staje się bodźcem potrzebnym do tego, by iść naprzód. Ból jest kamieniem probierczym rozwoju duchowego, powiedział kiedyś ktoś, kto dobrze wiedział, o czym mówi. My w AA, którzy wiemy, że ból nałogu musiał poprzedzać trzeźwość, a później chaos emocjonalny poprzedzał pogodę ducha - całym sercem podpisujemy się pod tym stwierdzeniem. Przyglądając się rubryce strat w naszym bilansie dnia, powinniśmy uważnie zbadać motywy tych myśli lub uczynków, które wydają nam się niewłaściwe. W większości wypadków bez trudu do strzeżemy i zrozumiemy te motywy. Uniesieni dumą, gniewem, zazdrością, niepokojem lub lękiem, działaliśmy pod dyktando tych uczuć. Teraz trzeba więc uświadomić sobie te złe myśli i uczynki, pomyśleć o tym, jak trzeba było postąpić, i postanowić, że postaramy się z Bożą pomocą wykorzystać to doświadczenie w przyszłości. No i oczywiście musimy pamiętać o naprawieniu tego wszystkiego, co do tej pory jeszcze zaniedbaliśmy. Zdarzają się jednak przypadki, gdy jedynie bardzo wnikliwa analiza może wydobyć na jaw nasze rzeczywiste motywy. Zdarza się tak wówczas, gdy w grę wchodzi nasz odwieczny wróg: racjona­lizacja, czyli samousprawiedliwienie, które wybiela nasze ciemne postępki. Ulegamy wtedy pokusie uwierzenia, że postąpiliśmy w imię słusznych racji i motywów, chociaż wcale tak nie było. Skrytykowaliśmy, na przykład, „konstruktywnie" kogoś, kto rzekomo na to zasługiwał, gdy tymczasem rzeczywistym motywem było pragnienie wygrania nieistotnego sporu. Albo obgadaliśmy kogoś za plecami w przeświadczeniu, że pomagamy innym lepiej go zrozumieć, gdy w głębi duszy zależało nam na wywyższeniu siebie i podważeniu opinii o tamtym. Czasem raniliśmy naszych najbliższych, pozornie w celach „wychowawczych", żeby dać im nauczkę, podczas gdy naprawdę chcieliśmy ich ukarać. Popadaliśmy w depresję i narzekaliśmy na zdrowie, podczas gdy w istocie chcieliśmy pozyskać współczucie i uwagę innych. Ta przedziwna skłonność umysłu i uczuć przewija się w stosunkach międzyludzkich jak okiem sięgnąć. Często nieuchwytne i subtelne przekonanie o własnej słusz­ności może nadawać ton nawet najmniej znaczącym uczynkom i myślom. Codzienna nauka dostrzegania tych skaz, przyznawania się do nich i ich naprawiania jest istotą pracy nad charakterem i godziwego życia. Szczery żal za wyrządzone krzywdy, głęboka wdzięczność za uzyskane dary i gotowość do dalszej poprawy to zalety, do których powinniśmy wytrwale zmierzać. Tak rozpatrzywszy miniony dzień, nie pomijając dobrych uczynków i bezstronnie zbadawszy stan duszy, możemy szczerze podziękować Bogu za otrzymane błogosławieństwo i ze spokojnym sumieniem zasnąć.


... ŻYCIE ODZYSKANE

 

Minęło trochę ponad dwa lata odkąd nie kosztowałem alkoholu. Dziękuję Bogu za zrozumieniu cudu, jakiego doświadczyłem we Wspólnocie AA. Ostatniego lata, po około osiemnastu miesiącach trzeźwienia nagle uświadomiłem sobie, że praca nad programem AA daje mi znacznie więcej, niż tylko utrzymanie abstynencji. Odzyskiwałem, jedna po drugiej tak wiele rzeczy, z których zrezygnowałem dla alkoholu. To było wielkie odkrycie. Cofając się w czasie do okresu zaprzeczania, lecz na długo nim zostałem całkowicie opanowany przez nałóg, przychodziły przelotne myśli o zaprzestaniu picia. Myśli te były krótkie i szybko je odrzucałem, gdyż oznaczałoby to rezygnację ze zbyt wielu rzeczy. Jak mogłem radować się szeregiem rzeczy, skoro przyjemność z nich przypisywałem wyłącznie alkoholowi. Oczywiście było to błędne, jedyną rzeczą, z której trzeba zrezygnować, by być trzeźwym, jest alkohol. Okazuje się, że teraz robię to, co zawsze robiłem ale mam z tego więcej radości. Oto odkrycie z ostatniego lata. Przyjaciel dał mi karmnik dla ptaków, ale moja działka jest na tyle duża, że potrzebny byłby drugi. Zdobyłem plany, kupiłem materiały i zacząłem budować. Potem zbudowałem siedem dalszych na prezenty dla rodziny i przyjaciół. Przyszło mi na myśl, że przedtem nie tknąłem piły przez dziesięć lat. Bóg pozwolił mi odzyskać hobby, które kiedyś dawało mi wiele radości, a które porzuciłem dla gorzały. Co za prezent. Ostatnio, moja córka, która jest także moim wielkim przyjacielem powiedziała coś, co mnie bardzo poruszyło. Jedliśmy obiad, jak to mamy co tydzień w zwyczaju. „Tatusiu, powiedziała, nawet nie wiesz, o ile lepsze jest teraz moje życie. Wszystkie te nieskończenie długie dni, kiedy chorobliwie się o ciebie martwiłam, bezpowrotnie minęły". Oczy jej zaszły mgłą, gdy ciągnęła: „Wiedząc, że przebywasz gdzieś pijany albo prowadzisz samochód po pijanemu, czekałam tylko na telefon z policji, że zabiłeś kogoś, lub że sam nie żyjesz, albo jesteś w więzieniu". Moje stare kłamstwo, że moje picie to wyłącznie moja sprawa i że nie krzywdziłem nikogo, tylko siebie, wybuchło mi w twarz. Stosunki rodzinne zostały odnowione. Podobnie stosunki społeczne. Nie jestem już samotny, mój telefon znowu dzwoni. Uczęszczam znów do kościoła. Mam wielu nowych przyjaciół w i poza AA. Odnajduję starych, wiernych przyjaciół. Znów jestem zdrowy. Wzrasta moje poczucie własnej wartości. Jestem zapraszany i przyjmuję gości. Jestem we wspaniałych stosunkach z ludźmi i życie jest warte życia. Dla nas alkoholików w AA, trzeźwienie jest rzeczywiście czasem odzyskiwania.

xxx


Mityng dla początkujących

Otwórz swój zestaw

 

Kiedy zaczęłam poznawać program Anonimowych Alkoholików odkryłam, że kończąc swój związek z Królem Alkoholem mam prawdziwy problem. Ja musiałam sobie radzić z trudnościami rzeczywistego świata, a nie miałam żadnych praktycznych doświadczeń, jak sobie radzić z problemami dnia codziennego. Perspektywa bycia szczęśliwą, radosną i wolną nie była już realna. Wyszło na jaw i ja to zaakceptowałam, że życie bez uśmierzających efektów alkoholowych wydawało się pokiereszowane i marne. Przynajmniej nie siliłam się na dowcipy rankiem i nie sikałam w majtki. Jak tylko zaczęłam zdrowieć było dla mnie jasne, że krąg mojego alkoholizmu zamknął się i dalszy krzywdzący wpływ na innych został zatrzymany. To co sobie uświadomiłam i co myślałam wydaje się tak ważne dla nowoprzybyłych, by zrozumieli, że cały ten świat Anonimowych Alkoholików, znaczenie Programu Dwunastu Kroków, wspólnota, służba kontaktowa i dochodzenie do większej wartości osobistej - zaopatruje nas w pełen komplet narzędzi, które pozwalają nam iść przez życie bez konieczności sięgania po alkohol. Pomyśl o tym. Być w stanie przejść przez wszystkie realia życiowe bez konieczności sięgnięcia po alkohol! Urodziny, śmierci, śluby, pogrzeby, nowa praca, utrata pracy, awanse, uczucia zranienia, dobre samopoczucie, wyjazd na wakacje, bycie w domu chorym, nawiązywanie przyjaźni, utrata przyjaźni, spory, miłe i długie rozmowy w plenerze, rozgrywki pucharowe, podróże służbowe... To dla mnie mnóstwo możliwości, w których mogę poczuć się najpełniej już bez konieczności uciekania się do środków odurzających. Czym są te nowe narzędzia, które otrzymywałam w prezencie w ramach programu Anonimowych Alkoholików?

1. Dziel się swoimi uczuciami. Kiedy czujesz się zraniony wewnętrznie (lęk, obawa, zawiedzione nadzieje, złość itp.) podnieś słuchawkę telefonu i zadzwoń do kogoś, i uczciwie powiedz co jest twoim problemem. Kiedy jesteś zakłopotany i próbujesz poradzić sobie sam godzinami czy dniami, zrób sobie przysługę i za­dzwoń do kogoś by poprosić o pomoc. Jeśli zaczynasz rozważać plusy i minusy sięgnięcia po alkohol, działaj z takim samym pośpiechem, jakby twój dom się palił - tzn: idź natychmiast na mityng albo zadzwoń do kogokolwiek z AA i po­wiedz tym ludziom o czym myślisz. Punkt kontaktowy działa.

2. Pamiętaj to jest postęp, nie doskonałość. Pewnego dnia szamotałam się z czymś i wiedziałam, że potrzebowałam to zrobić, ale nie miałam odwagi zebrać się do działania. Lawirowałam bezustannie żeby tego nie zrobić i miałam męczący dzień. Zadzwoniłam do mego sponsora i on zaczął opowiadać mi o czymś, czego nie mógł zrobić tego dnia, ale miał nadzieję, że będzie mógł zrobić to jutro. W jego głosie była akceptacja i spokój dla tej sprawy i zrozumiałam, że znalałam mocne narzędzie. Być może nie będę mogła zrobić tego dzisiaj, ale może będę w stanie zrobić to jutro. Jestem istotą ludzką, która ma prawo błądzić. Im szybciej zdam sobie z tego sprawę i zaakceptuję to, tym lepiej będzie się toczyło moje życie.

3. Miej przyjaciół To stało się dla mnie jasne po wielu cierpieniach i nauczeniu się, że jeśli zamierzam wędrować tą nową ścieżką do wyzdrowienia będzie mi łatwiej i milej, jeśli będę w gronie ludzi podążających tą samą drogą. My potrzebujemy ludzi, którzy rozumieją o czym mówimy i chcą prowadzić życie, które jest szczęśliwe, radosne i wolne, i którzy mają wolę by podjąć potrzebne kroki aby to osiągnąć. Ja muszę pozbyć się starych dróg i pomysłów, i to będzie znacznie trudniejsze jeśli będę kontynuował wałęsanie się z moją starą bandą. My potrzebujemy szukać nowych przyjaciół i czynić z nimi to wszystko co prowadzi do świę­towania naszej drogi do wolności.

4. Żyj z Bogiem Przyjaciele w mojej grupie nauczyli mnie znajdywać przyjaciela w Bogu. Oni mówili „ty lepiej znajdź w nim pokrewną duszę kiedy jesteś sama w nowym środowisku, będziesz miała kogoś kto cię zbeszta  kogoś kto się tobą zaopiekuje i komu możesz się zwierzyć ze swoich problemów również". Tutaj jest wielki klucz dla mnie: ja wierzę, że jest Bóg wszechświata, wszechmogący i kochający. Pytanie - czy potrafię zaufać Mu? Czy rozmawiam obracając wszystko przeciwko Niemu i wtedy w moich myślach i działaniach kontynuuję zabawę w Boga? Nieszczęśliwie dla mnie najczęściej lubiłam grać rolę Boga. Robiłam to przez długi czas, to dawało odczucie przyjemności. Lecz wiesz co? Wczoraj stało się dla mnie jasne, Bóg jest znacznie lepszym kierównikiem niż ja. Im wcześniej zwrócę się do Niego myślami tym wcześniej otrzymam pogodę ducha. Potężne narzędzie!

5. Pomóż komuś Naprawdę, ktokolwiek to będzie. W moim długim życiu byłam przekonana że im więcej robiłam dla siebie tym miałam być szczęśliwsza. Egoizm (samolubstwo) i egocentryzm to korzenie mojego problemu. Słowa z Wielkiej Księgi zapadły głęboko w moje serce  „lekarstwem na twój problem jest pomagać innym". Ja czuję się szczególnie użyteczna gdy spędzam czas z nowym członkiem AA, zwłaszcza tym, który płacze z bólu. Pokora i wdzięczność przesączają się we wszystkie Me moje „wielkie problemy" tracąc znaczenie w ciągu minut. To jest naprawdę (rzeczywiście) interesujące nieprawdaż? Pomagając innym poma­gasz sobie. (Pomagaj innym a pomożesz sobie samemu). Pewnego dnia szłam do pracy kiedy zobaczyłam kobietę próbującą z trudem przeprowadzić swoje dzieci przez drzwi obrotowe. Jak zawsze śpieszyłam się. Lecz zatrzymałam się i pomogłam jej, i ona obdarowała mnie uśmiechem i powiedziała „Dziękuję Pani bardzo". Przyszło mi na myśl, że ta dwudziestosekundowa akcja była najważniejszą rzeczą jaką zrobiłam tego dnia, może tego tygodnia. Kiedy jesteś zapatrzony we wła­sne wnętrze, twoje problemy i twój świat wyciągnij jedno z twoich narzędzi z torby. To jest piękne. Kiedy schodzimy z drogi prowadzącej do zdrowienia, niewątpliwie wpadnie­my w szamotanie się z życiem. My zdołamy pokonać te wyboje jeśli będziemy pamiętali by otworzyć nasze A-owskie torby z narzędziami, mieli wolę użycia ich i pokornie podzielimy się nimi z innymi.

xxx

 


 

POGODY DUCHA I WYTRWAŁOŚCI

W TRUDNEJ DRODZE DO

SZCZĘŚLIWEJ TRZEŹWOŚCI

ŻYCZY

RADA REGIONU

AA - REGION WARSZAWA

 


 

Rycerz Pijalski

Oto rycerz pijalski!

Spójrzcie co za postawa;

Zdarzyło się mu nie wypić!

I to jest sprawa

 

Krzyczy: Hurra! To moja

Odwaga I męstwo!

Alkohol w niewoli, ja górą

Odniosłem zwycięstwo.

 

Nieusraszony jestem,

Drinka odmówiłem dumnie.

Hurra! hurra! Jam pierwszy

Śmiałek na tej wojnie!

 

Któż by się mógł porównać

Z takim bohaterem?

Niech mu sam król przyjdzie

Z największym orderem.

 

Dla mnie wszystkie zaszczyty!

Dla mnie cześć i chwała!

Nie piję w zaparte

Trzy dni to już działa!

Więc wołamy go

Przyjdź do nas na mityng - mój drogi

A pijalski - nie mogę

Zamkną mi monopolowy!

 

Władysław

 


 

12 KONCEPCJI DLA SŁUŻB ŚWIATOWYCH AA

 

1.Ostateczna odpowiedzialność oraz najwyższy autorytet służb światowych powinien zawsze spoczywać w zbiorowym sumieniu naszej Wspólnoty jako całości.

2. Konferencja Służb światowych jest czynnym głosem i skutecznym sumieniem całej naszej społeczności, dla prawic każdego praktycznego celu w jej światowych sprawach.

3. Dla zapewnienia efektywnego przewodnictwa winniśmy przyznać każdej służbie AA - konferencji, Radzie Służb, spółkom usługowym, personelowi, komitetom i wykonawcom tradycjonalne "Prawo Decyzji".

4. Na wszystkich szczeblach odpowiedzialności winno być zachowane tradycyjne "Prawo do Uczestnictwa" pozwalające na reprezentatywne głosowanie, w odpowiedniej proporcji do odpowiedzialności, którą każdy winien wykazać.

5. W całej naszej strukturze powinno obowiązywać "Prawo do Apelacji" tak, aby opinie mniejszości były wysłuchane, a osobiste skargi starannie rozpatrzone.

6. Konferencja uznaje, że główna inicjatywa i czynna odpowiedzialność za większość spraw służb światowych winna być spełniane przez powierników konferencji działających jako Zarząd Służb.

7. Karta i prawo zwyczajowe Zarządu Służb światowych są przyjętymi instrumentami, upoważniającymi do kierowania i prowadzenia spraw służb światowych. Karta Konferencji nie jest dokumentem prawnym, opiera się na tradycji i środkach finansowych przeznaczanych na uzyskanie ostatecznej skuteczności.

8. Powiernicy wytyczają ogólne kierunki działania, zarządzają finansami, sprawują pieczę nad ciągle aktywnymi służbami, co jest możliwe dzięki wybieraniu dyrektorów wszystkich tych jednostek.

9. Dobre przewodzenie służbom na wszystkich szczeblach jest nieodzowne dla naszego przyszłego funkcjonowania oraz bezpieczeństwa. Początkowo przewodzenie służbom, kiedyś sprawowane przez założycieli, musi być przyjęte przez powierników.

10.Odpowiedzialność ponoszona w służbach winna być odzwierciedleniem autorytetu w służbie, którego zakres winien być możliwie dokładnie określony.

11. Powiernicy winni zawsze zapewniać najlepsze komitety, dyrektorów służb, personel i doradców. Skład, kwalifikacje, sposób wprowadzania do służby, jak również prawa i obowiązki zawsze będą przedmiotem ich poważnej troski i zainteresowania.

12. Konferencja będzie przestrzegać ducha tradycji AA dbając o to, by:


 

- nigdy nie stała się ona ośrodkiem nadmiernego bogactwa i władzy,

- podstawową zasadą finansowania było zapewnienie wystarczających funduszy operacyjnych oraz niezbędnych rezerw,

- żaden z jej członków nie stanął na pozycji autorytatywnej władzy nad innymi,

- do wszystkich ważnych decyzji dochodzono za pomocą dyskusji i głosowania, a gdy tylko to możliwe podejmowano je jednomyślnie,

- nie stała się polem rozgrywek personalnych ani zarzewiem polemik publicznych,

- nigdy nie działała jak rząd i żeby podobnie jak społeczność, której służy na zawsze pozostawała demokratyczna w swym duchu i działaniu.

Sugeruje ona, że grupa aby uczciwie ocenić podejmowane przez siebie działania powinna za każdym razem pytać się swego sumienia:" Czy czasem nie łamiemy którejś z Tradycji?". Tak jak dla pojedynczego członka AA uczciwe realizowanie 12 Kroków prowadzi do szczęśliwej trzeźwości, w przypad­ku grupy jej mądrość wyraża się w tym, że szanuje ona Tradycje.

 

Dojrzała grupa pamięta zawsze, że Tradycje nie są hamującą formalnością, lecz sprawdzonym, bliskim do radcą i obiektywnym przewodnikiem dla wszystkich grup AA.

na podstawie dwunastu tradycji ilustrowanych

 


 

.. realizujemy 12-ty krok

Pozdrowienia z nad Rzeki w Dżungli.

 

„Pozdrowienia z nad Rzeki w Dżungli" rozpoczynają się krótką historią grupy AA, która ostatnio zajęła dużo uwagi personelowi GSO, zajmującemu się członkami wydzielonymi jako Zaoceaniczni. Historia razem z prośbą o zarejestrowanie nadeszła od George M. i innych członków anonimo­wej wspólnoty, mieszkających w pobliżu Tejaks: z farm, ranczy, nabrzeża i dżungli położonych w pobliżu Rio Dulce. Tejaks jest miejscowością odległą o kilkuminutową podróż łodzią od Fronteras w Gwatemali. Rio Dulce w tłumaczeniu oznacza „słodka woda" i dlatego grupa Anonimowych Alkoholików przyjęła nazwę „Słodkowodna" i swój pierwszy mityng odbyła 4 września 1995 roku, z udziałem 4 członków: dwóch trzeźwych, jeden po poślizgnięciu się (po wpadce) i jeden pijany. Obecnie grupa składa się z 8 trzeźwych i odbywa mityngi 10 razy w tygodniu, i pomaga wytrzeźwieć grupie hiszpańsko-języcznej w mieście Fronteras, również w pobliżu rzeki. Historia rozpoczyna się słowami: Pozdrowienia z nad rzeki z dżungli. Dzisiaj pada deszcz. Dziś jest środa, więc mamy spotkanie o 9 rano i o 4 spotkanie popołudniowe. Dziś jest dzień, w którym wreszcie pokazał się Marfi. Obecnie jest nas 8 osób. Dziewięć jeśli doliczyć Rebekę, która piła przez 5 dni pozostając na swojej barce. Realizując 12-ty krok, dwóch z AA, pomogło jej przestać pić. Jeden z nich miał 4 a drugi 7 dni abstynencji. Obecnie jest ona z powrotem w Key West, trzeźwa i uczęszcza na „mityngi". „Słodkowodna" grupa zaistniała od chwili kiedy Barry, szef małej przystani, poprosił kilku przyjaciół czy nie chcieliby spotkać się na mityngu. Psychiatra Bariego powiedział mu, żeby przestał pić i wstąpił do AA ale wtedy Barry nie był jeszcze dojrzały do tego kroku. Nieśmiały zaczątek pierwszej grupy zrobił Tom, który po ponad trzech latach trzeźwości powrócił do picia i tęgo się zalał. Kiedy Tom został poproszony o to aby przestał pić bo trzeba pomóc Barriemu, powiedział ,,0' key, ale ja nie mam zamiaru przestać pić". A na te słowa członkowie grupy odpowiedzieli „Dobrze, w porządku, potrzebujemy każdej pomocy, którą tylko możemy otrzymać". Na pierwszym mityngu dwaj trzeźwi członkowie pomyśleli „Czy ja naprawdę chcę poświęcać mój czas próżnym zmaganiom?". Ale coś im podpowiedziało, aby dać przynajmniej „szansę zrobienia szczerej próby". Po tym wszystkim miniaturowy mityng zaczął się toczyć. Tom przełamał pierwsze lody i kiedy był trzeźwy przez tydzień Jesika i Gene dołączyły do grupy, a Barry wytrzeźwiał kilka dni później. Matka Jesiki, Jenifer, poobserwowała aktywność linii bocznej i zdecydowała się być na grupie numerem siódmym. Historia toczy się dalej: „Jesika nie mogła przyjeżdżać na wszystkie mityngi ponieważ mieszka ona na dole rzeki, dopłynięcie łodzią do nas trwałoby ponad godzinę, więc zrobiliśmy kilka wycieczek olbrzymim kajakiem Barriego, do jej domu na kilka cudownych mityngów. Druga wycieczka była jednocześnie przyjęciem z okazji pierwszego miesiąca abstynencji Toma i okazją do wręczenia mu medalu z tej okazji (plastykowego). (Nasze medale są robione przez znanego w naszej okolicy ale anonimowego rzecznego rzemieślnika). My mieliśmy także radość z tego powodu, że mogli­śmy pojechać do Jenifer, do jej komfortowego domu ponad wodą (na palach), a kolacja jaką przygotowała z okazji mityngu była wyjątkowa". Jest tam tak wiele mityngów w tygodniu a tak niewie­lu członków grupy, że czasami każdy odczuwa, że słowa jego ulatują z wiatrem. Wtedy zapewne ktoś powiedziałby „No cóż, wkrótce będzie tutaj Marfi". I mityng toczy się dalej. Historia opisuje jak oni czują się dzisiaj: „Robimy mityngi w małym palapa (domku) Jesiki i Gene z trzema stronami tego domku otwartymi i tędy mamy bezpośredni kontakt z dżunglą. W dodatku na nasze mityngi zwykle przychodzą 4 psy, które są stałych członków naszej grupy, wiele kotów a nawet kotek z kociętami. One dają nam lekcje wzajemnej tolerancji. Często mityng jest przerywany okrzykiem „Hej popatrzcie, tam na konarze jest trogon ze zwisającą w dół lianą" lub „Popatrzcie", tam jest jeden z tych olbrzymich neonowo-błękitnych motyli". Po kilku minutach podziwiania cudów natury wracamy do mityngu ". Na niektórych mityngach mówimy na temat historii Gwatemali, a czasami zajmujemy się praktykami duchowymi Mayanów. Wczoraj czytaliśmy krótką, dobrze napisaną opowieść dotyczącą alkoholu. Troszkę poplotkowaliśmy, popijając kawę, a śmiejąc się i ciesząc pozostaliśmy trzeźwi. „Czasami ktoś z długą abstynencją lub służbista zmarszczy brwi z niezadowolenia i wymówi z wyrzu­tem, że to marnotrawstwo czasu, ale w końcu zrozumie, że siedzimy wewnątrz przepływającej, nagromadzonej pozytywnej energii, że jest to najwyższa wartość naszego programu. To ci ludzie powodują, że będąc na rzece (w łodzi) i podziwiając piękno przyrody znajdują motywację do trzeźwości i szczęśliwego życia. Nigdy nie przypuszczałem, że to jest możliwe". Historia się kończy, kiedy Marfi z 19-letnią abstynencją wraca z Alaski. „A kto to jest Marfi? On jest zdrowiejącym alkoholikiem, mimo ze skromniejszym, a dla nas, tych z mniejszą abstynencją, walczących o zadomowienie się w grupie, będzie kolejnym uratowanym, który ma gdzie wrócić. To jest Dwunasty Krok w prawdziwym działaniu: mityngi są światłem świecy dla każdego, zarówno alkoholika z dużą abstynencją jak i świeżo przybyłego, a grupa „Słodkowodna" bierze odpowiedzialność za to aby ten płomień podtrzymać nawet podczas deszczu".

Box 459

 


 

PATRZEĆ BEZ OBAWY W PRZYSZŁOŚĆ

 

Kiedy przybyłam do AA, powiedziano mi, że moją siłą wyższą może być wspólnota AA. Znaczyło to dużo, ponieważ dotąd jedyną rzeczą, która mnie w alkoholi­kach zdumiewała był ich sposób, w jaki zwracali się do Boga i pojmowali go (Modlitwa o Pogodę Ducha). Nie miałam od dawna szczęścia rozmawiać z Bogiem i nie byłam wcale pewna, czy Bóg istnieje. Gdy próbowałam się modlić, miałam mocne poczucie, że nikt mnie nie słucha. Lecz mój sponsor pomógł mi uświa­domić sobie, że alkohol był siłą większą, niż siły, które mogłam zgromadzić w sobie, by wydostać się z jego szpon. I mogłam stwierdzić, że siła, jaka powstawała pośród tych ludzi była większa, niż siła nałogu. Mogłam zwrócić moje życie i moją wolę w tę stronę, i zrobiłam to, na początku nawet wbrew sobie. I stała się wielka rzecz - przestałam pić. Tak więc zaczęłam chodzić na mityngi i czerpałam z tej siły. Powiedziano mi, że wcześniej lub później zwrócę się w stronę Boga i będę mogła rozmawiać z nim, podobnie, jak czyniło to wielu z nich. Stopniowo, z pomocą Kroków, nauczyłam się, jak trzymać się z dala od alkoholu, nauczyłam się dużo o życiu bez niego, tak aby „intuicyjnie" wiedzieć, co zrobić w sytuacjach, które poprzednio przytłaczały mnie. Od momentu, gdy wypiłam ostatniego drinka, minęło trochę czasu. Moje pojęcie siły wyższej, jakie mam, to poczucie, że AA jest siłą większą, niż ja sama i moje poczucie przynależności do większej całości. Wciąż nie wiem, jak rozmawiać z nią, chociaż czasem, gdy odmawiam Modlitwę na mityngach, wydaje mi się to dobrym sposobem. Medytuję, i to chyba czyni mnie chłonną na dobro. Lecz gdy myślę o trudnościach w przestrzeganiu Tradycji AA, które obserwuję, jak łamanie anonimowości lub mieszanie AA z innymi 12-stopniowymi programami, terapiami itp. bardzo szybko czuję się zagrożona. Nie chcę, aby AA przekształciła się tylko w jakiś azyl dla ludzi dysfunkcyjnych, z wiecznym bałaganem i niezrozumiałym żargonem. Wygląda mi na to, że większość świata szanuje Anonimowych Alkoholików i chciałabym, aby tak było w przyszłości, na wypadek, gdyby któraś z moich wnuczek, jeszcze małych, kiedyś potrzebowała Wspólnoty. Są przecież dzieci i wnuki innych ludzi, o których trzeba pomyśleć, nie tylko moje. Jestem więc bardzo zagorzała w obronie AA i jej tradycji. Tak zagorzała, że mój głos czasami staje się ostry i stara niecierpliwość zaczyna brać górę. Kilku moich przyjaciół w AA pomogło mi przyjrzeć się temu i zauważyłam, że im bardziej jestem wytrącona z równowagi z powodu łamania Tradycji AA, tym bardziej maleje moje pojęcie Siły Wyższej. Widzę, że AA jest w niebezpieczeństwie i to oznacza dla mnie, że Bóg, jak go rozumiem, jest w niebezpieczeństwie. Jedna z moich przyjaciółek określiła mnie, jako duchowo zatwardziałą i może ona ma rację. Nie czuję się tak, jakby moja trzeźwość znajdowała się w niebezpieczeństwie, ale może ona być zagrożona dopóki nie nauczę się oddzielać mojego związku z AA od strachu o moje osobiste „zbawienie". Zbawienie jest dziwnym słowem w ustach kogoś, kto, podobnie jak ja, ma problemy z nazwaniem swojej siły wyższej Bogiem lub nawet „Nim". Lecz AA była i jest moim zbawieniem i dlatego przeraża mnie wizja rozcieńczenia idei AA do lekarstwa na wszystkie choroby świata, przez przepełnione dobrymi chęciami dusze. Możecie sobie więc wyobrazić, jak reaguję na pogląd, iż anonimowość jest przestarzałą ideą. Odrobina obawy, którą zna każdy z nas, może być dobrą rzeczą. Może motywować mnie do spojrzenia na Tradycje i refleksji nad nimi. Ale jeśli staję się przy tym tak zaciekła w walce o anonimowość i jedność celu AA, że prawie dostaję piany na ustach, nie przynosi to ani mnie ani AA nic dobrego. Dobrze, AA jest moim zbawieniem. Lecz zaczynam widzieć, że nie może być moją jedyną siłą wyższą. Można codziennie poznać coś nowego z tą wiedzą. To, nad czym teraz pracuję, to lepsze poznawanie Boga i próba zrozumienia go.

 


 

Prawo do błędu

 

Czwarta tradycja, jest być może główną atrakcją naszej Wspólnoty. Gdzie bylibyśmy, gdyby nie było nic więcej, tylko zamknięte mityngi od piątej do siódmej wieczorem I nigdy: otwartych mityngów spikerskich lub wieczorów „urodzinowych", ognisk przy gitarze, mityngów dla początkujących czy też spotkań dyskusyjnych (forum tradycji) dla pogłębienia naszej wiedzy? Mamy prawo do wzrastania i podejmowania coraz to innych działań AA tak długo dopóki nie przekroczymy granic innej grupy lub nie adoptujemy żadnej zewnętrznej organizacji. W naszej Wspólnocie, jesteśmy obdarzeni wieloma utalentowanymi członkami i nasze pragnienie aby wzrastać i organizować wiele wspaniałych imprez AA jest nieograniczone. Tak więc zdarza się, że przekraczamy czasem nasze zasady. Ale prędzej czy później spostrzegamy nasze błędy i wracamy na właściwą drogę "liżąc rany" i badając co się stało, gdzie popełniliśmy błąd? Jesteśmy w istocie szczęściarzami mając doświadczonych członków, którzy wskazują na nasze błędy i ciągle czekają na sposobność wyciągnięcia pomocnej dłoni. Mamy też sponsorów, którzy dzielą się własnymi doświadczeniami. Co więcej, znajdujemy potem, że jako grupa poszerzamy naszą grupową świadomość i gdy błądzimy, to stwierdzamy, że mamy prawo do błędu tak długo jednak, dopóki nie stanie się to naszym nałogiem. Wówczas dochodzimy do punktu, w którym możemy uczynić naszą inwenturę grupy tak właśnie, jak to jest w Czwartym Kroku dla członka AA. Aktywna grupa rządząca się zasadami dzielenia się z innymi, "rotują-ca", okresowo spoglądająca w lustro jest grupą zdrową, grupą, która może najlepiej wypełnić swoje zobowiązanie do zawsze otwartych drzwi dla każdego potrzebującego.