MITYNG 03/33/2000

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


„Ani czas, ani przypływ morza nie czeka na człowieka". Czy to się nam podoba, czy nie, pory roku mijają nieubłaganie. W żaden sposób nie możemy odwrócić biegu czasu. Z nastaniem marca widzimy pierwsze oznaki wiosny. Możemy podziwiać piękno budzących się drzew, kwiatów i roślin. Wszystko wokół nas staje się żywym dowodem na istnienie żywej i miłującej Siły Wyższej. Wspomnienia najcięższych dni zimowych i temperatur grubo poniżej zera powoli odchodzą w przeszłość. Wiosna niesie nadzieję i obietnicę lepszego życia. Uwolnienia z więzów aktywnego alkoholizmu i związanego z nim cierpienia. W AA jest wielu bezdomnych, bezrobotnych, rozgoryczonych i przestraszonych. Wielu z nich zmierzy się z trudnościami, które były testem gotowości i woli dla najsilniejszych z nas. I oni mogą ujrzeć piękno wiosny! Jednakże pod jednym warunkiem: jeżeli my zaniesiemy im posłanie wyzdrowienia, wyzdrowienia nieprzerwanego, wzrastającego

i wiarygodnego. Mamy obowiązek opieki nad każdym. Powinniśmy być gotowi towarzyszyć każdemu napotkanemu na drodze do trzeźwości. Wtedy piękno wiosny zajaśnieje i dla nas. A czyż jest lepszy czas niż wiosna dla wzrostu ziemskiego i duchowego?


NIEODWRACALNE ZNISZCZENIE

[Road back 286 str. 19/20]

Moja pierwsza rnacierzysta grupa AA była niesamowitą kolekcją mężczyzn i kobiet wszystkich możliwych ras, klas, wyznań i religii. Niektórzy mieli też inne problemy, ale dzięki Trzeciej Tradycji trafili do nas, jeśli tylko przyznali się do alkoholizmu. Mieszkali oni na ulicy, a poznać ich można było głównie po zapachu. Nazywaliśmy ich „wyżeracze". Wyżeracze pojawiali się na długo przed mityngiem, właśnie by wyżreć co się dało i wypić kawę. Byli to głównie męż­czyźni, z rzadka trafiała się jakaś kobieta Przygotowujmy mityng zmuszeni byli wydzielać ciastka w trakcie jego trwania inaczej wyżeracze załatwiliby sprawę od razu. Poza tym wyżeracze trzymali się osobno i paplali coś głównie między sobą tak, że nie znaliśmy nawet ich imion. Mało który wydawał się zainteresowany mityngiem, zdarzało się, że ktoś z nich zaczął rzeczywiście trzeźwieć. Ale nawet John C. marynarz, który wiele lat mieszkał na ulicy przed wstąpieniem do AA i potrafił zaprzyjaźnić się z każdym nawet on zostawił ich w spokoju. Mówił, że oni właśnie tego pragną i że najlepiej możemy ich przyjąć właśnie tak, zostawiając w spokoju. Ponadto John twierdził, że niektórzy wyżeracze mają rozmiękczone mózgi. Rozmiękczone mózgi! Słyszałem prze­rażające historie o ludziach cierpiących

na organiczne uszkodzenie mózgu przez alkohol. Niektórzy z nich cofali się w czasie, skazani na nieustanne przeżywa­nie jakiegoś fragmentu przeszłości. Tak jak ten pacjent, o którym opowiedział mi mój sponsor. Zamknięty od dawna w szpitalu był przekonany, że stoi na deszczu przed swymi drzwiami i przez cały dzień wołał „Kochanie, pozwól mi wejść". Kiedyś żona wyrzuciła owego pacjenta z domu za to, że wrócił pijany. Historii tej słuchałem cały w dreszczach: ten człowiek był taki jak ja i wcale nie dążył do zniszczenia swego mózgu  alkoholem. Po prostu pił. Dzień po dniu. Aż w końcu zniszczenie dokonało się. John zapewniał mnie, że rozmiękczenie mózgu to stan, który każdy pijacy może osiągnąć, o ile wcześniej nie umrze. Nie zaszedłem tak daleko, ale potencjalnie jestem pacjentem z roz­miękczeniem mózgu. Czy mam w to uwierzyć? Tak, wierzę. Ale i tak trudno mi nie czuć dystansu do faceta zamkniętego w szpitalu albo do wyżeraczy. Wyżeraczy miałem przynajmniej pod ręką postanowiłem więc poprzyglądać się im. Dzięki Bogu, że znalazłem w sobie chęć szukania raczej podobieństw niż różnic, bo pamięć o wyżeraczach pozwala mi do dzisiaj powstrzymać się od pierwszego kieliszka, niezależnie od okoliczności. Szczególnie gdy wspominam Kudłatego... Nazwaliśmy go Kudłaty bo był zupełnie łysy. Nikt nie znał jego prawdziwego imienia Musiał gdzieś mieszkać choć nikt nie wiedział gdzie, bo nie wyglądał na obdartusa z ulicy. Przypominał raczej przerośnięte dziecko. Przychodził na wiele mityngów i wyróżniał się tym, że czasami zabierał głos: wypowiadał słowa przedzielone długimi pauzami i nigdy nie składające się w sensowną całość. Nie było z nim żadnego porozumienia W oczach miał pustkę. W kapie sali wynajmowanej na nasze mityngi stał fortepian. Czasem ktoś przed mityngiem grał na nim popularne przeboje. Kiedy do klawiatury zasiadł raz Kudłaty wszyscy byli przekonani, że nic z tego nie będzie: każdy wiedział, że jego mózg jest rozmiękczony, o ile nie zupełnie płynny. Ale on zagrał. To był Kudłaty jakiego nie znaliśmy! Położył dłonie na klawiaturze i spod palców popłynęło coś cudownego: klasyczny utwór z kaskadami nut w skomplikowanym rytmie. Przez parę minut melodia płynęła miękko i łagodnie ponad radosnymi akordami durowymi. Nagle z łomotem urwała się. Kudłaty, którego znaliśmy siedział patrząc zdziwiony na fortepian, jakby nie wiedział skąd się tu wziął. Siedział tak, póki ktoś nie zamknął wieka i nie ogłoszono rozpoczęcia mityngu. Wtedy powlókł się na tyły sali, do ciastek i kawy. Byłem kompletnie zmieszany, zacząłem wątpić, że Kudłaty rzeczywi­ście grał na fortepianie, aż przypomniałem sobie opowieść sponsora.  Ta muzyka to był fragment pamięci, wyspa zdrowego mózgu... ale i obraz niszczącej siły alkoholu.


12 lutego 2000 roku na ułicy Wileńskiej 69 odbyły się pierwsze w tym roku Warsztaty Tradycji.

 Spotkanie to dotyczyło Tradycji I-IV . Zorganizowane zostało przez Intergrupę „SAWA".

OTO NIKTÓRE MYŚLI ZAPISANE I WYPOWIEDZIANE PRZEZ UCZESTNIKÓW TYCH WARSZTATÓW.

TRADYCJA PIERWSZA

„Nasze wspólne dobro jest najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików."

- Od jedności zależy cała przyszłość naszej Wspólnoty. Do utrzymania trzeźwości potrzebny jest mi drugi człowiek - najlepiej, żeby był to alkoholik - Dobro naszej Wspólnoty muszę stawiać na pierwszym miejsca Dobro jednostki jest ważne, ale dobro całego AA powinno być na pierwszym miejsca I to jest istota Pierwszej Tradycji

- Dla mnie pierwsza tradycja mówi wyraźnie o jedności, zdrowieniu i służbie. Bez spełnienia tych trzech elementów nie szedł bym do przodu w trzeźwieniu tylko się cofał.

- To działa bo inaczej „Bym" CHLAŁ.

- Żyć i trzeźwieć mogę tylko wtedy, kiedy jesteśmy razem. Jestem wielką egocentryczką - skoncentrowaną na swoich przeżyciach, ta tradycja przypomina mi że mam działać na rzecz innych alkoholików, jeśli tego nie będę robić będę sama a samotność to picie i śmierć!

- Kiedy się kończy jedność a zaczyna organizacja? Ggdyby AA było podzielone, to ja na początku bym się zajął podziałami [z kim być a z kim walczyć] zamiast programem, teraz jedność daje mi poczucie bezpieczeństwa [bo jako człowiek jestem zwierzęciem stadnym i muszę należeć do jakiegoś stada].

- Jaka jedność takie trzeźwienie. Każdy członek jest tylko małym trybikiem w wielkiej machinie Wspólnoty. Ze swojej strony staram się wnieść do jedności tyle ile potrafię. Grupa beze mnie wytrzyma a ja bez AA umrę.

- Nasze wspólne dobro zależy od wszystkich kolegów i koleżanek. Tradycja pierwsza przywołuje mnie do porządku, bym przypomniał sobie o całej Wspólnocie, która podała mi dłoń i zostałem wyciągnięty z tego bagna

TRADYCJA DRUGA

„Jedynym i najwyższym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi  sługami, oni nami nie rządzą "

- W AA nie ma żadnych autorytetów. Są tylko przyjaciele, którzy mają więcej doświadczenia ode mnie. I tylko ja decyduję, czy skorzystam z ich doświadczeń, czy też nie. Poprzez służbę dla Wspólnoty staję się bardziej odpowiedzialny. W obecnej chwili staram się więcej dawać niż brać. W podejmowaniu jakich­kolwiek decyzji dotyczących AA ważna jest jednomyślność - sumienie grupy.

- Moje autorytety padły i piłem. Sam padłem jako autorytet i piłem. Kiedy trafiłem do AA i dotarte do mnie druga tradycją odkryłem w niej Boga miłującego i On tylko był dla mnie autorytetem, wyrażony przez sumienie grupy. Prowadząc mityngi uczyłem się pokory, ja nie byłem na mityngu najważniejszy, ja tylko udzielałem głosu osobom, które chciały zabrać głos.

- Brak chętnych do dawania zmiany w służbach - to budowanie autorytetów tych, którzy zbyt długo pozostają przewodnikami. Ja sam, pełniąc jakakolwiek służbę powinienem zadbać o to, by w porcją oddać.

- Bóg przemawia do mnie ustami drugiego alkoholika, także w konkretnych sytuacjach jeśli czerpię czyjeś potrzebne mi doświadczenie, to w danym momencie i w danej kwestii jest on dla mnie autorytetem. W służbach słucham sumienia grupy i nie próbuję narzucać swojej woli ani nie próbuję nią rządzić. Jeśli widzę takie sytuacje, zwracam na to uwagę.

- Nie mam autorytetów ale są ludzie, którzy mają większe doświadczenie ode mnie. Od nich się uczę. Są dla mnie przykładem na to, że można nie pić i trzeźwieć.

- Mnie alkoholiczce często wydaje się, że to ja wiem wszystko najlepiej. Odmienne zdanie innych często wywołuje bunt i niezgodę. Stale uczę się słuchać innych, zmieniać własne poglądy. Nikt nie ma patentu na nieomylność. Nauczyłam się już w wielu sprawach godzić z sumieniem grupy. Jako mandatariusz staram się raczej słuchać i przekazywać informacje, a nie narzucać swoje zdanie, bo wiem tak niewiele.

- Zawsze, gdy podejmowałem się jakiejś służby brałem pod uwagę czy i jak będę ją wypełniał, czy będę mógł dobrze służyć.

TRADYCJA TRZECIA

„Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia. "

- Pragnienie zaprzestania picia to jedyny warunek przynależności do AA. Uważam, że pytanie: „czy masz problem z alkoholem?' nie powinno być zadawane. Jak ktoś nie ma problemu nie przychodzi do AA

- Gdy wstąpiłem do AA nie było u mnie chęci zaprzestania picia Wstępując do Wspólnoty zrobiłem to ze strachu Gdy zerwałem ze Wspólnotą po 1,5 roku chodzenia na mityngi i gdy zapiłem, wiedziałem gdzie mam wrócić i szukać pomocy. Wiedziałem, że tylko tam mogę uzyskać pomoc i , że nikt mnie ze Wspólnoty nie wyrzuci. W AA jest miejsce dla każdego, kto tylko zadeklaruje chęć, aby przestać pić.

- Dzięki tej tradycji ja odnalazłem swoje miejsce na ziemi, nareszcie gdzieś mogłem należeć, opierając się tylko na pragnieniu zaprzestania picia, a chyba chciałem, bo trafiłem na mityng AA

- Gdy wstąpiłem do AA, zadano mi pytanie, czy chcę przestać pić. Myślę, że to mi pomogło abym nie wypił w późniejszym terminie, gdyż wstyd i obietnica trzymały górę.

- Nie pytano mnie o pochodzenie, skąd przychodzę, kim jestem. Zapytano, czy mam chęć zaprzestać pić? Dzięki temu, że jest to jedyny warunek, należę do Wspólnoty.

- Tradycja trzecia była we mnie jeszcze kiedy byłem aktywnym alkoholikiem, chociaż nie miałem pojęcia że coś takiego istnieje. Teraz wiem, pragnę nie pić i trzeźwieć do końca życia Teraz to wiem  i czuję. Pomaga mi w tym Wspólnota i ja sam.

- Wspólnota jest dla wszystkich alkoholików, tych, którzy chcą przestać pić, przyjmujemy nie stawiając żadnych warunków. Ją przychodząc na pierwszy mityng, uważałam się za wyrzutka, a zostałam zaakceptowana Tradycja ta uczy mnie tolerancji - są w AA ludzie, których nie lubię [z powodu moich wad] ale wiem, że są tutaj potrzebni i, że są potrzebni mnie.

- Kiedyś byłem odtrącony od znajomych, kumpli, rówieśników, czułem się im niepotrzebny. Kiedyś usłyszałem: idź do takich jak i ty. Więc posłuchałem i poszedłem na pierwszy mityng AA, o dziwo wystarczyło odpowiedzieć na jakieś pytanie, by poczuć zadowolenie że mnie akceptują, na ten czas zrobiłbym wszystko co mi by zaproponowali. Abym tylko nie napił się alkoholu.

- Na pierwszym moim mityngu [był otwarty] zadano mi 2 pytania, nie było głosowania, czy można nie przyjąć na otwartym mityngu czy nie. Cieszę się bardzo, bo na tamte dni na pewno by mnie to zraziło do Wspólnoty AA. Ja wtedy miałem chęć zaprzestania „picia na jakiś czas". Gdy zacząłem uczęszczać na mityngi zrozumiałem, że jestem alkoholikiem.

- Trafiłem do Wspólnoty bo bałem się już pić, i tu znalazłem miejsce dla siebie. Nie musiałem już nikogo udawać.

- Ty sam zadaj sobie pytanie - „Czy chcesz przestać pić, czy leczyć kaca?' Wtedy dopiero podejmujesz decyzję za siebie.

TRADYCJA CZWARTA

,, Każda grupa powinna być niezależna we wszystkich sprawach, z wyjątkiem tych, które dotyczą innych grup lub AA jako całości."

- Grupy są różne, jak ludzie którzy je tworzą Niezależność grupy to znaczy, że ja jako mały trybik w niej też jestem ważną mam głos w zbiorowym sumieniu grupy. Wiem, że jedności AA nie służy łamanie tradycji, ale często mam wątpliwości, trudności w rozpoznaniu, kiedy działania grupy są szkodliwe dla innych grup i AA.

- Niezależność grup jest bardzo istotna w trzeźwieniu moim i innych, sumienie grupy jest istotne dla mnie, więc słucham w pokorze. Do grup AA jako całości jeszcze nie dotarłem.

- Powinna być niezależna jeśli wszystko dzieje się zgodnie z tradycjami.

- Aby nie mieć kłopotów z księdzem, wręczyliśmy mu 12 kroków i 12 tradycji. Gdy poprosił nas o posprzątanie terenu, zgodziliśmy się i parę osób pomogło. Ksiądz przestudiował i jest w temacie. Za salę płacimy symboliczne pieniądze, nawet za mszę rocznicową też. Tak przynajmniej mówi, że lubi nas najbardziej, bo u nas widać miłość, równość. Na swojej grupie mamy małe tradycje [np. mityngi rocznicowe są wszystkieotwarte].

- Żadna grupa AA nie ma prawa reprezentować całej Wspólnoty poza nią Ja także jako pojedynczy członek Wspólnoty nie mam do tego prawa Każda grupa ma skoncentrować się na jednym swoim podstawowym celu-zaprzestaniu picia Funkcjonować według zasad całej Wspólnoty i przestrzegać naszych tradycji. Każda grupa AA jest niezależna i ma prawo do błędu.

- Grupa powinna się rządzić swoimi prawami, ale mieć na względzie całą Wspólnotę. Nie powinna odstępować od tradycji AA.

- Ja wiem, że bardzo ciepło zostałem przyjęty do grupy, więc ktokolwiek przyjdzie pierwszy, to ja powinienem go też przyjąć ciepło. A jak mówią kroki i to co usłyszałem na mityngu powinienem zostawić na tej sali. O niezależność grupy i porządek dbałem i dbać będę. Dużą rolę odgrywa spokój i sumienie grupy.

- Do reprezentowania AA na zewnątrz służy nam Biuro Służby Krajowej AA.My jako grupa mamy nieść posłanie AA.


Dopóki nie pokochasz siebie

Chwilę po tym jak przestałem pić usłyszałem zdanie (od jednego z przyjaciół): „Kochamy cię dopóki nie nauczysz się kochać siebie" i to z pewnością było moje doświadczenie w AA Jednakże w czasie kiedy to usłyszałem, nie umiałem sobie nawet wyobrazić lubienia siebie. Czułem się bezwartościowy. Dla mnie picie było związane z ranieniem i niszczeniem samego siebie. Pod koniec byłem tego całkiem świadomy, ale po prostu nie wierzyłem, że jest jeszcze jakaś inna droga Jako dziecko czułem zawsze, że miłość była warunkowa: pod warunkiem bycia dobrym, robienia postępów w szkole, posiadania wielu przyjaciół, bycia atrakcyjnym i większość czasu nie żyłem według własnych zasad Dzisiaj wiem na pewno, że moi rodzice zawsze kochali mnie bezwarunkowo, jednakże ja tego nie czułem i to jest dla mnie duża część „...izmu" w moim alkoholizmie, długo przedtem jak zacząłem przyjmować alkohol do organizmu Od tych najwcześniejszych dni mojego życia używałem różnych środków do zmieniania mojego samopoczucia ponieważ nie lubiłem być tym kim byłem Kiedy spróbowałem drinka, mój alkoholizm po prostu wpasował się w przygotowane miejsce. Zmiany nie następowały progresywnie, co było dla mnie zawsze koszmarem. Jednym ze stałych elementów mojego życia był brak realnego spojrzenia na siebie. Pamiętam kiedy jako 16-latek rozmawiałem z przyjaciółmi ze szkoły o moim piciu, oni powiedzieli, że lubią mnie bardziej kiedy nie jestem pijany. Cóż, ja po prostu nie mogłem tego pojąć. Podobnie pamiętam kobietę, która pewnego wieczoru po mityngu mówiła mi, że ludzie mnie kochają lecz to nie miało dla mnie sensu. Nienawidziłem siebie, zwłaszcza kiedy podniosłem kieliszek. Jak mógł ktokolwiek inny chcieć mieć coś wspólnego ze mną? A jednak nikt nigdy nie powiedział do mnie: „Odejdź sam i wróć kiedy będziesz trzeźwy". Oni po prostu mnie akceptowali i byli cierpliwi. Stopniowo, po zaprzestaniu picia wszystko stało się łatwiejsze. Byłem w stanie stać się uczciwym i znaleźć ludzi, którym mogłem ufać. Kiedy dzieliłem się naprawdę osobistymi sprawami o sobie odkryłem, że nadal byłem kochany. I co dziwniejsze, odkryłem, że byłem w stanie czuć się dobrze jeśli chodzi o siebie. Odkryłem realizowanie kroków 4 i zwłaszcza 5 jako jeden, pełen miłości proces. Zobaczyłem siebie jako osobę, która postępowała tak jak postępowała ponieważ nie znała żadnej innej drogi postępowania To jest właśnie to, na czym polega praca nad krokami - nauka lubienia i akceptowania siebie takiego jakim jestem i możliwość posuwania się do przodu. Jak się mówi - szacunek do samego siebie pochodzi z wykonywania rzeczy godnych szacunku. Nie zawsze czuję się dobrze ze sobą ale kiedy czuję się słabo, świadomość, że moi przyjaciele z AA, a zwłaszcza sponsor wierzą we mnie, często umożliwiała mi funkcjonowanie. Ostatanio wróciłem do pracy po 3 latach trudności z jej znalezieniem i praca jest dla mnie trudna W tym czasie i w innych problemach mam ludzi, którzy mnie kochają jakkolwiek byłbym zwariowany. Ludzi, z którymi mogę płakać kiedy potrzebuję. Te rzeczy to dla mnie miłość: zabranie mnie przez kogoś na mityng, kiedy wiem, że osoba, która mnie zabiera raczej zostałaby w domu; ktoś przychodzący by usiąść obok mnie, kiedy byłem nowy, a wszyscy inni wydawali się znać nawzajem; pozostanie by porozmawiać po mityngu kiedy nie chcę iść do domu; przyjaciel przynoszą­cy mi piękny kwiat Kiedy wszystko inne w moim życiu wydaje się brzydkie -objęcie, uścisk. Kiedy nie mogę mówić ale mogę czuć, że przynależę, mam nadzieję, że kiedyś będę mógł oddać innym trochę tej miłości.

AA


Z NASZEGO PODWÓRKA

Usłyszałem od jednego z Naszych Przyjaciół, że już dwa lata chodzi na mityngi... do jednej grupy w podwarszawskiej miejscowości. Nigdzie więcej nie był ani razu! Nigdy nie był na żadnym mityngu w Warszawie, pomimo, że pracuje tutaj w śródmieściu Byłem bardzo zdziwiony. Jestem w AA już ładnych parę lat, od razu znalazłem swoje ukochane grupy. Tutaj mnie przygarnęli, otoczyli opieką. Tutaj poczułem się bezpiecznie. Usadowiłem się w mojej grupie dość wygodnie i właściwie to nawet trochę krzywym okiem patrzyłem na tych, co to raz wpadali tu, a raz tam. Wydawali mi się obcy i nie rozumiałem ich. Czasem któryś z nich zburzył mój spokój. Nie wiedziałem po co oni tak latali po całym mieście. Ale i mnie kumple zaczęli ciągnąć w miasto. Najpierw czułem się tam obco i nie na swoim miejscu. Myślałem, że mnie tam nie chcą i bałem się odezwać. Ale chodziłem i słuchałem. Każda grupa była trochę inna, pomimo że wszyscy to A-owcy. Każda miała swój klimat i swoją specyfikę. Jedna wydawała mi się lepsza, druga gorsza Jednak najwygodniej było mi na moich starych śmieciach. Znalazłem sponsora i spytałem się „to jak to ma być"? Wtedy rozjaśniło mi się wszystko! Zrozumiałem, że to tak samo jak w życiu! Moja grupa macierzysta to tak ja najbliższa rodzina, jak dom. Tutaj wszyscy mnie znają i tylko tutaj tak naprawdę widać jak trzeźwieję. Czy robię postępy, czy się rozwijam? Tylko Ci co znają mnie na co dzień mogą dobrze zobaczyć moje błędy. Tutaj nie da się oszukać i wykiwać. To tak jak w prawdziwym życiu, najlepiej widać moje trzeźwienie na forum rodziny. Ale nie mogę być tylko w rodzinie, czyli na mojej grupie, bo wtedy łatwo o rutynę o zasklepianie się. Łatwo stworzyć towarzystwo wzajemnej adoracji i hierarchii ważności. Program jest wszędzie ten sam, ale od ludzi zależy co z nim zrobią Bycie tylko w jednej grupie jest dla mnie niedobre. Może spowodować zamknięcie na świat i innych ludzi. Mam chodzić w rożne miejsca Leczyć się wszędzie, ale i dawać innym też. Rozszerzać swój horyzont Dbać o swoją grupę jak o własny dom, ale rozszerzać grono moich bliskich. Wyjście do innych grup uświadomiło mi potrzeby pracy w służbach. Po to, żeby był kontakt pomiędzy nami, żeby wymieniać doświadczenia i służyć sobie nawzajem. Po to, żeby mieć kontakt z innymi miastami i całym światem. Wszakże ta choroba jest taka sama i świadomość, że mam cierpiących braci na całym świecie dodaje mi odwagi do działania. Wszystkie takie porady mogę znaleźć u nich, a siedzenie na grupie nie pomoże mi w tym To trochę tak jakbym przez tą okropną chorobę był obywatelem całego świata, a nie tylko mojego „zaścianka". To mnie pokrzepia i dodaje otuchy! Bywałem kiedyś na grupie, która była bardzo duża, spotykali się przed mityngiem w kawiarence, a po mityngu chodzili na grupowe spacery. Sam nie raz brałem w nich udział. Przeskakiwałem z jednej osoby do drugiej. Co słychać, jak Ci leci i do następnego - wymiana informacji.. Pochwalenie się czymkolwiek, zabłyśnięcie na chwilę przed kumplami. Targowisko próżności. Ciastka, kawa, herbata Przychodziło sporo ludzi. Gdy ktoś wspomniał o Intergrupie to zrobił się wielki szum. Było wielu przeciwników. Zabawa to i owszem, ale Intergrupa, Region, na co to komu? I jeszcze komuś oddawać własne pieniądze? W innych grupach widziałem, że było skromnie, ale ciągle mówiło się o pokorze i pracy na krokach. Dobrze, że mogłem to zobaczyć. Właśnie po to chodzę na różne grupy, ale najbardziej dbam o swoją Tylko w niej mogę być w służ­bach i nie być człowiekiem znikąd.

„Mokotów"


KONCEPCJA PIERWSZA

„Ostateczna odpowiedzialność oraz najwyższy autorytet Służb Światowych AA powinien zawsze spoczywać w zbiorowym sumieniu naszej Wspólnoty jako ca­łości."

Zbiorowa świadomość naszej całej Wspólnoty zawiera sumienie każdego członka Anonimowych Alkoholików. Twoje sumienie i moje są częścią większego sumienia. Uczęszczając regularnie na mityng AA, wchodzę w kontakt z sobą i z moim sumieniem. Skąd to wiem? Ponieważ kiedy postępuję właściwie, czuję się lepiej, a po mityngu zawsze czuję się lepiej. To dobrze, gdy obserwujemy i słuchamy innych, zarówno mających się dobrze jak i borykających się z życiem. Pomaga to przez podanie mi żywych przykładów, co mam czynić, a czego nie. Dobra wola, ciężka praca i oddanie owocują To wspaniałe, że wiem gdzie się udać aby poczuć się lepiej. Dlaczego akurat ja jestem takim szczęśliwym gościem? Czasami myślę, że wiem ale gdy myślę dalej, muszę przyznać, że tylko Bóg wie. Wszystko, co dzisiaj posiadam, włączając spokój umysłu, przyjazny dom i samo życie, z całą pewnością zawdzięczam Wspólnocie AA i jej zbiorowemu sumieniu. Niewiele wiedziałem, gdy pojawiłem się na moim pierwszym mityngu w 1961 roku, a zaledwie sześć lat wcześniej ostateczna odpowiedzialność dla Służb Świa­towych AA została przekazana przez współzałożycieli i powierników zbiorowemu sumieniu całej naszej Wspólnoty. Wykazana w ten sposób ufność i wiarą dobrze została zaszczepiona zachęcając do zdrowienia i aktywności członków, rozproszonych w całym Zjednoczonym Królestwie. Do 1961 roku posłanie AA musiało dotrzeć do doktora i urzędnika śledczego, a ci spowodowali, że udałem się na pierwszy mityng. Bez ich skierowania nigdy tego bym nie zrobił. To przekazanie posłania było przysłowiowym przeciągnięciem kozła Pojawiało się i przez lata działa wewnątrz Wspólnoty. Wiemy, że wszystko zaczęło się, gdy Bill W. spotkał Dr Boba w 1935 roku W roku 1938 z pomocą oddanych przyjaciół stworzyli Powiernictwo dla AA jako całości. Służyło ono jako opiekun dla pojawiających się służb, które przyjęło nazwę Alcoholic Foundation. Fundację zaplanowano w celu formowania i utrzymania dla AA jako całości wszystkich tych specjalnych służb, które nie mogły być dobrze realizowane przez pojedyncze grupy lub regiony. W następnym roku pojawiła się Wielka Księga pt ,rAnonimowi Alkoholicy", którą to nazwę przyjęła Wspólnota W piątym rozdziale pt „Jak to działa" znajdujemy zasady, które doprowadziły naszych pierwszych stu członków do wyzdrowienia Te drogocenne zasady są Dwunastoma Krokami, które przyjęli nasi założyciele i które są sugerowane tym, którzy nadal jeszcze cierpią Są one podwaliną na której budowane jest nasze zdrowienie i nasza Wspólnota Z tą solidną podwaliną grupy rozwijąją się jak grzyby po deszczu Wysiłki i przekonywujące dowody byłych pija­ków, jak próbowali przyjść razem i formować grupy, dały nam zasady wzajemnej współpracy i poszanowania Dwanaście Tradycji. Nasi współzałożyciele i powiernicy, którzy w wyniku swej wizji i rze­telności działali jako zbiorowe sumienie, doprowadzili do ukształtowa­nia Wspólnoty, liczącej do 1950 roku 100 000 członków. Było to wspaniałe osiągnięcie w ciągu dwunastu lat po stworzeniu Alcoholic Foundation. Tak wiele zawdzięczamy ich przewodniej dłoni oraz rzeczowemu kontaktowi. Gdy zastanawiam się, czym było moje życie lub do czego prowadzi dzisiaj powikłane życie cierpiącego alkoholika, widzę, jak Kroki i Tradycje i żywe wsparcie współczłonków dały mi nadzieję, cel i sposób na zdrowie i stabilizację. Moja samowolna i buntownicza natura jest coraz mniej skłonna do zadufania, iż wszystko wie. Sądzę, że w 1950 w podobny sposób członkowie AA roku myśleli o sobie. Oni stosowali Kroki i wystarczająco przestrzegali Tradycje, aby były w kontakcie z ich sumieniem, i byli zdolni odpowiedzieć na jego odzew. W roku 1951 zwołana została pierwsza eksperymentalna General Service Conference w celu przekonania się, czy zasada z Tradycji Drugiej, że „nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą", mogłaby być z sukcesem zastosowana do AA jako całości, włączając jej Powierników oraz założycieli. Musiało okazać się, czy grupy AA, na mocy Konferencji, mogłyby przyjąć i przyjmą ostateczną odpowiedzialność za ich działanie w światowej służbie. Upłynęło następne pięć lat na to, aby każdy został przekonany. Alcoholic Foundation zmieniła nazwę na General Service Board of Alcoholic Anonymous w roku 1954, a na General Service Conference, odbytej w St Louis w 1955 roku, wszyscy wiedzieli, że konferencja, prawdziwie reprezentująca sumienie światowego AA, podjęła działania i działa ustawicznie. Wspólnota rozwinęła się znacznie od 1955 roku i Konferencje Służby Ogólnej, lub podobne zbiorowości, odbywają się w wielu krajach. Dzisiaj struktura AA obejmuje Konferencję Służby Światowej, która spotyka się w różnych krajach. Pamiętam, jak przysłuchiwałem się ta­kiej, która odbyła się w Londynie we wczesnych latach siedemdziesią­tych. To wspaniałe ciało i jego Zarząd służyli jako zbiorowe sumienie. Może któregoś z Powierników Służb Światowych dałoby się przekonać do napisania artykułu dla SHARE /dla Mityngu- przypis redakcji/ na ten temat albo jeszcze lepiej zabrać głos na naszej następnej Konferencji Służby Ogólnej. Widzę jasno, że jednostka może odnosić się do Kroków, grupa do Kroków i Tradycji, a wszystkie inne ciała w strukturze AA, takie jak Intergrupy, regiony, konferencje i zarządy, mogą odnosić się do Dwunastu Kroków, Dwunastu Tradycji i Dwunastu Koncepcji dla Służby Świato­wej. Każdy członek może je otrzymać od General Service Office z Yorku / odpowiednik BSK w Anglii - przypis redakcji/ lub od lokalnej grupy. W wyniku nauki z tych zasad wzmacniamy nasze związki z naszym sumieniem oraz sumieniem zbiorowym, i jesteśmy zdolni, aby pomóc alkoholikom, którzy wciąż jeszcze cierpią.

Najlepsze pozdrowienia w duchu AA.

TREVOR O, Portrush, Ireland.

Tłumaczenie na podstawie „SHARE" January 1997