MITYNG 10/40/2000

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Czysta wizja jutra przychodzi po prawdziwym spojrzeniu na wczoraj, stąd AA czynią  obrachunek moralny.

           Te słowa Billa W. szczególnego znaczenia nabierają w październiku, gdy w tematach mityngów pojawia się Krok 10, inspirując grupy, służby a często i poszczególnych członków do dokonania inwentury.

 Inwenturę osobistą czynimy, aby oczyścić spojrzenia na siebie z fałszującego wpływu własnych życzeń, skłonności, uprzedzeń. Aby każdego dnia będę starać się poznać, jaka jest Jego wola i spróbuję ją wykonywać, zamiast przymuszać Boga do tego, aby zawsze zgadzał się, iż rzeczy, które ja wymyśliłem, były najlepsze./ AA str. 159/

Mogą nam w niej pomóc pytania ze strony 74 z książki ANONIMOWI ALKOHOLICY na przykład, czy to co zrobiliśmy mogło zostać wykonane lepiej, lub czy wnieśliśmy coś od siebie dla ogólnego dobra?

Okazją do inwentury służb będzie doroczna Krajowa Konferencja Służb AA w Polsce, która odbędzie się  14 - 15 października, na której delegaci, powiernicy, pracownicy BSK i ZDROJU będą zastanawiali się nad dalszym, skuteczniejszym niesieniem posłania AA. Tydzień później /21.10/ w Aninie mamy naszą XIV Konferencję Służb Regionu Warszawa. Jej hasłem jest POKORA. Będziemy mówić, jak pracujemy na naszych mityngach czy w Intergrupach , czy wyciągamy ręce do nowych przyjaciół, co robimy aby zachęcić do sponsorowania. Zastanowimy się, czy potrafimy korzystać z literatury AA, czy znamy program zdrowienia proponowany przez AA. Wybierzemy też tych, którym zaufaliśmy by prowadzili nasze służby.  


KONCEPCJA IV

 

Na wszystkich szczeblach odpowiedzialności winno być zachowane tradycyjne "Prawo do uczestnictwa", pozwalające na reprezentatywne głosowanie w odpowiedniej proporcji do odpowiedzialności, którą każdy winien wykazać.

 

Czwarty w serii regularnych artykułów odnośnie 12 Koncepcji.

 

SPOSÓB DZIAŁANIA

Podczas przerwy na ostatnim Zgromadzeniu Regionu wypatrzyłem naszego przedstawiciela SHARE /angielski odpowiednik polskiego biuletynu ZDRÓJ - przypis redakcji/ siedzącego przy stole i handlującego swymi towarami. Chcąc zaspokoić swą potrzebę "dowalenia komuś", zacząłem źle wyrażać się o jego piśmie. Było to wielkim błędem taktycznym. Wyraźnie nie doceniłem walorów przedstawicieli SHARE. Wszystko to stało się w ciągu paru chwil jasne. Okazało się, że nie tylko nie potrafię rozpoznać przedłożonego mej uwadze najwyższej klasy biuletynu, ale ponadto zostałem dumnym właścicielem kalendarza SHARE na rok 1997 i dodatkowo zgodziłem się dostarczyć ten artykuł. Wszystko zakończyło się serdecznym uśmiechem i silnym uściskiem dłoni, co zarówno przypieczętowało umowę jak i rozbroiło mnie. Zastanawiam się do dzisiaj, kto kształci tych ludzi z SHARE? Usłyszałem zalecenia "Spisz jakiekolwiek myśli odnośnie Koncepcji, w szczególności Koncepcji IV, a później spróbuj je uporządkować". Tak więc: Na początku mej drogi w AA źle rozumiałem, źle interpretowałem. Racjonalizowałem, komplikowałem czy zbytnio upraszczałem w zasadzie każdy fragment przeczytanej przeze mnie literatury aowskiej. Problem tkwił w tym, że nie było przymusu, aby inni członkowie zgadzali się ze mną. Powodowało to zamieszanie w wielu sprawach. Zasadniczy przełom nastąpił wówczas, gdy to spróbowałem stosować dostarczane mi przy pomocy literatury przesłanie. Przestań analizować - stosuj! Zaprzestałem rozmyślać nad Dwunastoma Krokami jako dwunastoma przeszkodami, a nauczyłem się dostrzegać i używać ich jako środka potrzebnego do mego zdrowienia. Podobnie jak w uwadze na recepcie - Najlepszy rezultat uzyska się stosując całkowicie do podanych wskazówek. Wydało się to rozumne i praktyczne. Następnym etapem było uświadomienie sobie, że u podłoża Dwunastu Tradycji leżał zamysł uchronienia Wspólnoty AA od takich jak ja. W moim przypadku każda tradycja domagała się zmiany moich pokręconych pojęć lub mej naturalnej skłonności do widzenia rzeczy, jakimi według mnie winne być. Stawało się to łagodnie, albowiem nie było w tym nic osobistego. Przebiegało zwykle tak - "Mike, my w tej Wspólnocie nie robimy tego w taki sposób". Niektórzy z większym doświadczeniem albo mniej zwracający uwagi na pokorę mogli dodać - "a jeśli Ci się to nie podoba, to znajdź sobie inną Wspólnotę. Nam podoba się właśnie ten sposób" Przejdźmy teraz do Koncepcji. Miałem mglisty obraz, tego co leży poza obszarem 12 Kroków i 12 Tradycji, innymi słowy nie znałem pojęć poza 12x12. To co sobie myślałem o słowie "koncepcja" z pewnością nie mogło mieć tego samego znaczenia, w jakim jest użyte w 12 Koncepcjach dla Służb Światowych AA - czy może mogło? Zabawcie się trochę ze mną, spróbujcie wyobrazić sobie Bila W. w początkowym okresie, gdy oglądał proces wzrastania AA. Nie martwmy się chronologicznym porządkiem zdarzeń. Czy nie mogły jego myśli układać się następująco? "W porządku, mamy 12 Kroków Zdrowienia dla tych, którzy pragną trzeźwienia. Mamy 12 Tradycji, aby uniemożliwić zagładę grup a tym samym zagładę Wspólnoty. Mamy strukturę do komunikowania się, zarządzania i pomagania następnym...Chwileczkę, ta struktura nie jest celem. To są ludzie, którym trzeba wskazówek by mogli uchronić się przed problemami, zachęcać do odpowiedzialności. Trzeba to poprawić." Wyobraźmy sobie, jak mogło to wtedy wyglądać? Członkowie, Grupy, Biuro Służby Ogólnej, Alkoholicy, Nie alkoholicy, Powiernicy, Komitety, Konferencja, Zarząd, Finanse, Prasa, Publikacje, Woluntariusze, Pracownicy, Pracodawcy. Kto i czym się zajmuje? itd., itd. Co za świetny przepis na zagmatwanie mógłby wtedy powstać. Wiemy, że Bill W. napisał Koncepcje, a więc może tak myślał - "Najpierw sporządzę listę wszystkich rzeczywistych i możliwych problemów, które mogą przyjść mi na myśl. Następnie opiszę jak je rozwiązać lub jak ich uniknąć posługując się praktycznymi i duchowymi metodami. Istnieje zgodność. 12 problemów, 12 rozwiązań. To dobry pomysł użyć tych rozwiązań jako metody do wykonywania czynności celem uniknięcia problemów. Wypiszę je i nazwę "12 sposobów utrzymania naszej Wspólnoty, Struktury i jej Celów z dala od kłopotów'" No, trochę przydługie. "12 Koncepcji dla Służb Światowych", teraz lepiej." No cóż, to moja osobista nieświadomość pomogła mi w tym, że nie musiałem na nowo określać mego zrozumienia Koncepcji Służb Światowych, pozwoliła również zdać sobie sprawę, że zdania zaczynające się od słów "Czy nie byłoby fajnie, gdyby" - mogą służyć jako koncepcja. Wiele rzeczy z mych najskrytszych marzeń, które przytrafiły mi się w trzeźwości, zaczynały się myślą "czy nie byłoby fajnie, gdyby..." Przejdźmy wreszcie do Koncepcji IV. Być może jej początek był taki - czy nie byłoby fajnie gdybyśmy każdemu mogli okazać, że jesteśmy w tej samej drużynie, że wszyscy jesteśmy równi, że nie ma szefów, a tylko zaufani słudzy. Czy nie byłoby fajnie pokazać, że Tradycja 2 oznacza to co mówi, i że każdy jest ważny. Że istnieje uporządkowany system, dzięki któremu każdy, w dowolnym miejscu Wspólnoty, jeśli czuje taką potrzebę, może dać swój wkład w postaci złotówki. Może uczestniczyć tam, gdzie podejmuje się decyzje i jeśli nie są łamane Tradycje, może zagłosować. To jest prawo do uczestnictwa, o którym mówi Koncepcja IV. Bill W. miał trudną działkę przelania tego na papier. Większość słów w języku angielskim posiada szereg znaczeń. Zarówno kontekstowe wariacje czy implikacje sprawiają, że należy wziąć pod uwagę interpretację W subtelny sposób wyraził to kiedyś bardzo doświadczony członek wspólnoty. "Jeśli myślisz, że masz 100% racji, to oznacza, że będziesz prawdopodobnie w niezgodzie tylko z 50% wspólnoty" Odnośnie Koncepcji IV - i prawdopodobnie niczego więcej. Jeśli rzeczywiście pragniesz rzetelnej opinii, ważnej dla Ciebie, przeczytaj pełną wersję i uformuj swą własną. Gdzieś jest prawdopodobnie następna koncepcja - czy nie byłoby fajnie, gdybyśmy faktycznie czytali lub rozumieli sprawy, zanim uformowaliśmy opinie, przygotowane często by wodzić spory.

 

MIKE D, Cumbria

(wg  SHARE) przedruk nieautoryzowany


„Lista odpowiedzi"

 

Wielokrotnie, gdy zwracałem się do przyjaciół, aby poszli ze mną na mityng lub podjęli służbę, słyszałem między innymi takie odpowiedzi:

 

- Nie jestem jeszcze gotów.

- Właśnie szukam pracy.

- Chodzę na terapię.

- Mam bardzo ważną pracę.

- Muszę utrzymać rodzinę.

- Muszę zarabiać na chleb.

- Może później.

- Byłem w Strzyżynie

- Właśnie jadę do Zakroczymia.

- Idę na mszę.

- Muszę zająć się sobą.

- Teraz jestem chory.

- Bardzo ciężko pracuję.

- Jak pozałatwiam swoje sprawy.

- Daleko mieszkam.

- Ja nic nie muszę!

Myślę, że gdybym dłużej się zastanowił, to jeszcze dużo mógłbym przypomnieć sobie takich odpowiedzi. Wszystkie one, są bardzo ważne dla tych, którzy w ten sposób mówią. Ja też tak mówiłem, głęboko wierząc w swe słowa. Tylko, czy byłem z nich po czasie tak naprawdę zadowolony? Dziś kiedy cisną mi się na język takie odpowiedzi, przypominam sobie to co stało się ze mną, kiedy mimo mojego NIE - dotarła do mnie treść modlitwy III KROKU ..."ABY ZWYCIĘSTWO NAD NIMI/trudnościami/ BYŁO ŚWIADECTWEM DLA TYCH, KTÓRYM POŚPIESZĘ Z POMOCĄ  ..."

 S.....


Głosem malkontenta

Czy pisząc do periodyków AA- owskich stosujemy auto cenzurę?

Kiedy po wielu latach picia trafiłem wreszcie do Wspólnoty AA, byłem zdumiony serdecznością i życzliwością jakie tu panowały. Było to coś zupełnie innego, niż to, co znałem do tej pory, bo w czasach , gdy jeszcze piłem lubiłem tzw. "dym" , czyli szybkie akcje, nieoczekiwane zdarzenia i niekonwencjonalne zachowania - znamiona , jak to dzisiaj wiem, typowego pijanego życia. Wspólnota pomogła mi wyhamować szaleńczo toczące się koło jakim była moja ówczesna egzystencja , wyciszyć się i uspokoić. Nie było to wcale łatwe po tylu latach wariactw i szaleństw, ale przyjaciele ze Wspólnoty AA pokazali mi jej Program, i sposoby na to. Mówili mi wiele prawd AA- owskich, z  których na początku zapamiętałem te: nie próbuj picia kontrolowanego, chodź na mityngi , znajdź sponsora i czytaj literaturę AA.

Pierwsze dwie wskazówki udało mi się zrealizować w stu procentach, niestety z pozostałymi dwoma nie było to takie proste. Po kilku nieudanych próbach zraziłem się do instytucji sponsora i głupio zrezygnowałem z tego wsparcia na kilka lat, a literatura AA , ze szczególnym uwzględnieniem gazet ogólnopolskich i regionalnych , po prostu mnie nudziły. No bo jaka to gazeta, w której nie ma ani słowa o tym kto kogo w AA oskubał czy obgadał, w której nie opisywano jak X czy Y złamał abstynencję, i jak to zrobił? Za to pełno było cukierkowych opisów porównujących kiepskie czasy picia i dobre niepicia, opowieści o oczekiwanych i nieoczekiwanych odkryciach miłości, przyjaźni, duchowości, Siły Wyższej itd. Za słodkie to było, kurcze, i nieprawdopodobne. No cóż, tak wtedy myślałem, to był właśnie wynik tego "dymu", w którym do tej pory żyłem. Z biegiem czasu udało mi się wreszcie uspokoić wewnętrznie. Już nie podobało mi się życie pełne chaosu i zamętu, polubiłem za to spokój i ciszę. Określenie "poczciwe życie" przestało mnie śmieszyć, a zaczęło być atrakcyjną alternatywą na resztę darowanych mi dni. Zmieniłem też swoje nastawienie w stosunku do literatury i prasy AA.. Zrozumiałem, że "Zdrój" to gazeta dla mnie na taki wieczór kiedy, po kiepskim dniu, jest już za późno aby znaleźć jakiś mityng, lub gdy na urlopie, z dala od cywilizacji , ogarnia nie chandra . Wtedy sięgam po ten "jednoosobowy mityng" i to pomaga przetrwać mi kryzys. Minął znowu jakiś czas, wszedłem w służby i zacząłem interesować się jak one działają i do czego służą. Wtedy "odkryłem" Skrytkę 243, która choć "sucha" w formie jest bardzo "tłusta" w treści. Poznałem też różne pisma regionalne, z których najbardziej podobał mi się "Mityng". Śledziłem uważnie zmiany jakie w nim następowały, zarówno w formacie, objętości, szacie graficznej jak i w treści. Były chwile kiedy próbował naśladować w wyglądzie i treści "Zdrój". Na szczęście redakcja zaniechała tego. Chwała jej za to, bowiem "Zdrój' jest niepowtarzalny, jak niepowtarzalna jest nasza Wspólnota, a pismo lokalne powinno posiadać swój własny koloryt. No właśnie koloryt! Pismo takie, jak "Mityng" nie musi służyć, a przynajmniej nie wyłącznie "ku pokrzepieniu serc" . Robi to już doskonale "Zdrój"! Powinno zawierać natomiast odczucia poszczególnych AA- owców , ich refleksje , obawy, a nawet uwagi dotyczące naszej Wspólnoty. Wiadomym mi jest, że o wielu sprawach szepcze się po cichu w przerwach mityngów, ale nikt, z małymi wyjątkami, nie odważy się mówić o tym głośno, a tym bardziej napisać. A dlaczego? Moim skromnym zdaniem powodowane jest to lękiem przed oskarżeniem o krytykanctwo oraz źle rozumianą obawą o jedność AA. Takie właśnie podejście staje się początkiem auto cenzury. Nie jest to dobre, ponieważ  to co jest czynione wbrew naszym tradycjom, to co się kłóci ze zdrowym rozsądkiem hamuje rozwój Wspólnoty. Ukrywanie tego co bulwersuje opinie w naszym środowisku lub co boli mnie alkoholika nie służy mojemu spokojowi, a co za tym idzie trzeźwieniu. Zatajony problem (patrz zachowanie rodziny czynnego alkoholika) zawsze wraca zwielokrotniony. Dlatego też uważam, że auto cenzura nie jest dobra dla naszej Wspólnoty, a wręcz odwrotnie, gdy piszę do np. "Mityngu" o swoich odczuciach rozładowuję stres wywołany przez problem i mam taką nadzieję, że ubogaca pismo. Skoro zatem odpowiedziałem twierdząco na pytanie zawarte w tytule, pora zrobić następny krok. Czy w pismach AA istnieje cenzura? Odpowiedź jest następująca.. Jeśli czytacie te słowa to na pewno nie!

AA.... 

 

Uwaga redakcji. - Tak naprawdę redakcja dokonuje wyboru otrzymanych tekstów, lecz jedynym wyróżnikiem jest odnoszenie się do realizacji programu AA .


Miejsce dla nas wszystkich

 

Słyszałem ostatnio sugestie ,starych wyjadaczy" AA, jak również młodych stażem członków wspólnoty, iż należy znaleźć jakiś sposób by wyeliminować rosnące pomiędzy nimi niepokoje i problemy . W  Grapevine i innych publikacjach, pojawiły się stwierdzenia o potrzebie bardziej obiektywnego i otwartego wypowiadania się o tych niepokojach przez członków wspólnoty . Naturalnie teraz, kiedy wspólnota AA osiągnęła swoją niekwestionowaną pozycję i uznanie na świecie, kiedy stale zwiększa się liczba jej członków, zakres wykonywanych zadań przez jej służby, musi siłą rzeczy służyć ludziom wszystkich ras, wyznań i płci, a także ludziom w każdym wieku. Pamiętam czasy, kiedy tak jeszcze nie było. Kiedyś założyciel mojej grupy powiedział mi, że na swój krawat wylał więcej alkoholu niż ja kiedykolwiek wypiłem". Gdyby znał prawdę pewnie by tak nie mówił. Kiedy trafiłem na swój pierwszy w życiu mityng miałem  ,tylko" 28 lat i mocno zastanawiałem się jak będę pasował do tych wszystkich ,staruchów" dochodzących 50-ki. Już wkrótce minie 58 lat jak działam we wspólnocie AA, w tym mam 51 lat całkowitej trzeźwości. Byłem mocno zaangażowany w studia nad alkoholizmem i działalność na tej niwie przez 40 lat w różnych częściach świata. Dziś mogę patrzeć wstecz na moje życie z głęboką i ciągłą wdzięcznością za moją trzeźwość i za wiele dobrodziejstw, które otrzymałem, w tym przyjaźń z członkami AA w różnym wieku. W tych wczesnych latach działalności wspólnoty ,nowi" przychodzili z członkami o różnym stażu w AA i często przechodzili od razu do 12 Kroku (nawet jeśli nie utrzymywali jeszcze abstynencji), ponieważ sponsorzy potrzebowali gwałtownie ich pomocy. Przypominam sobie jak wiele razy braliśmy jeden albo więcej samochodów pełnych ludzi i jechaliśmy tworzyć nową grupę. Chcieliśmy sprawić, aby takich grup zaistniało jak najwięcej. Pamiętam też jak odpowiadaliśmy na telefony o każdej porze dnia i nocy. Pamiętam, kiedy pierwsze kobiety-członkinie przyszły do grupy. Początkowo siedziały z boku, razem z naszymi żonami i nie pozwalano im uczestniczyć w zamkniętych mityngach, mogły się do nas przyłączyć tylko na kawę. Dzisiaj kobiety stanowią, „kręgosłup” wielu, wielu grup i przystępują do wspólnoty na takich samych zasadach jak mężczyźni. Wiele lat temu miały miejsce dosyć drastyczne zmiany w AA Pierwsza z nich to przychylność i pomoc jaką otrzymaliśmy z sądów, służby zdrowia, biznesu i przemysłu oraz z ośrodków badania opinii publicznej, druga zaś to spora ilość młodych ludzi przychodzących na mityngi mających podwójne uzależnienia albo ich pierwsze uzależnienie było inne niż alkohol. Wprowadziło to wiele zamieszania we wspólnocie, zwłaszcza przybycie ludzi z innymi uzależnieniami. Nie byliśmy do tego przygotowani, nie wiedzieliśmy jak sobie radzić z tym problemem. Niestety na stał później niszczący okres, dobre maniery oraz język używany na spotkaniach niewiele miał wspólnego z kulturą. Długoletni członkowie AA tworzyli nowe grupy, bez młodocianych narkomanów albo podwójnie uzależnionych członków. Inne grupy zeszły do, podziemia" (i są tam nadal).Urazy, oburzenie, obraza wciąż rosły. Niektóre problemy zostały rozwiązane, kiedy powstała wspólnota Anonimowych Narkomanów. Wspólnota ta zaczęła odnosić podobne sukcesy wśród ludzi uzależnionych od narkotyków, jak AA miała wśród alkoholików. Mam nadzieję, że będziemy potrafili nie zgadzać się nie przestając jednocześnie być miłymi dla innych - jest to na pewno korzystne dla całej naszej wspólnoty. W AA jest miejsce dla każdego pragnącego zaprzestania picia, zarówno dla młodych jak i dla członków z długim stażem. Nowi korzystają z doświadczenia starszych, którzy dzielą się swym doświadczeniem w trzeźwieniu, siłą i nadzieją, zaś, starzy wyjadacze" korzystają z entuzjazmu, wdzięczności i zapału młodych w dążeniu do celu - trzeźwości. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że tak dużo młodych ludzi wstępuje teraz do wspólnoty. Nie muszą przechodzić długich lat cierpienia, męki i bólu jakie musieli znosić starzy członkowie w początkowych latach istnienia wspólnoty. Teraz młodzi alkoholicy przystępujący do wspólnoty z pewnością chętniej i z większą wiarą i pokorą poddają się programowi AA. Mają umysły bardziej otwarte na problemy alkoholizmu i łatwiej godzą się z bezsilnością wobec alkoholu. Program AA szybciej inspiruje w nich przemiany duchowe, bez których osiągnięcie trzeźwości jest mało realne. Potwierdzeniem tego jest akceptacja i przyjazne relacje pomiędzy ,starymi" i ,młodymi" członkami wspólnoty. Pamiętajmy, że przeszłość i teraźniejszość naszych starych członków jest doświadczeniem i wiedzą AA oraz dowodem, że nasz program działa skutecznie -  podczas gdy nasi młodzi członkowie są przyszłością wspólnoty.

George S .nie autoryzowany przekład z GRAPEVINE