MITYNG 12/42/2000

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Świąteczny dzień, jak każdy inny ma tylko 24 godziny.

Święta to często czas wspomnień. Przypominamy sobie Święta dzieciństwa, nasze marzenia i radości tego cudownego okresu i później wiele lat straconych w alkoholowym upojeniu. Wtedy każda myśl o nadchodzących świętach może wywołać falę poczucia winy, wstydu, za czas, gdy byliśmy napiętnowani pijana niemocą, łzami dzieci, rodziny, rozczarowaniami, kiedy nie było komu zasiąść z nami do stołu, jeśli mieliśmy to szczęście go posiadać. Albo samotne święta z butelką, święta w więzieniu czy najbliższym zakładzie dla bezdomnych. Święta spędzone na ulicy, gdy przez radosne, jasne okna podglądaliśmy życie innych. Prawda, że wielu to zna?

Jeśli gruntownie pracujemy nad programem zdrowienia, jak na dłoni widzimy, jaki bezcenny dar otrzymaliśmy we wspólnocie AA. Przebudzenie duchowe w rezultacie tych kroków. Ale pamiętajmy, żyjemy w społeczeństwie, gdzie największe przygotowania do zbliżających się świąt odbywają się przy gorączkowym brzęczeniu kasy, kiedy lista zakupów niepokojąco się wydłuża. Materializm porwał to, co w świętach najważniejsze, ich sens i ducha. Nie dajmy się zwariować. Słowniki pod hasłem „materializm” podają: „zainteresowanie i pragnienie pieniędzy, posiadania itd., bardziej niż wartości duchowych, etycznych” ale dla nas, osób skłonnych do uzależnień, pragnienie, by przez posiadanie „czuć się lepiej” jest oczywistą pułapką. Wyjaśnienie duchowego sensu świąt znajdziemy na stronie 72 w Wielkiej Księdze.

„...Zniknie uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się nad sobą. Bardziej niż sobą zainteresujemy się bliźnimi. Zniknie egoizm. Zmieni się cały nasz stosunek do życia. Opuści nas strach przed ludźmi i niepewnością materialną. Znajdziemy intuicyjnie sposób postępowania w sytuacjach, których dotąd nie umieliśmy rozwiązać. Nagle zaczniemy pojmować, że Bóg czyni dla nas to, czego sami dla siebie nie byliśmy w stanie uczynić.”

Nadchodzący, długi czas świąt może dla wielu być trudny, szczególnie dla tych we wczesnym okresie zdrowienia, kiedy jeszcze pracują na wybaczenie rodziny. Pamiętajmy, że samotny dzień świąt w pustych ścianach, tylko z telewizorem dla towarzystwa (jeśli jeszcze jest), może być niebezpieczną perspektywą dla świeżo wysuszonego alkoholika. Rada, by wtedy wywalić z siebie cały żal, przestaje być skuteczna. Jednak dla nas trzeźwiejących, praktykowanie prawdziwego duch świąt, może być proste. Przez długie, świąteczne dni możemy trzymać otwarte drzwi naszego mityngu, albo w te dni zaprosić przyjaciół, którzy z jakiś powodów, też będą w domu sami. Przez wykonanie telefonu i podzielenie się swoimi obawami z pierwszych trzeźwych świąt dodajemy otuchy nowemu przyjacielowi pokazując, że każdy dzień można przeżyć. Że ten świąteczny dzień, jak każdy inny, ma tylko 24 godziny. Inaczej mówiąc, prawdziwego ducha świąt znajdziemy nie tyle zasiadając przy uginającym się stole (często stole mityngu), ale wyciągając rękę miłości. Otrzymujemy dając siebie.

Wesołych świąt życzy Rada Regionu Warszawa oraz Redakcja MITYNGU.


21.10.2000r. odbyła się XIV Konferencja Służb AA Regionu Warszawa,

poprzedzona mityngiem otwartym, którego tematem była ''Pokora ".

Wypowiedzi na ten temat udzieliło kilku przyjaciół z naszych intergrup .

Nową służbę objęli : Janina - sekretarz Regionu , Andrzej Siwy przewodniczący Zespołu Organizacji, oraz nowy rzecznik Regionu Włodek. Sprawozdania złożyli : powiernik oraz przedstawiciele służb regionalnych, oraz poszczególnych Intergrup. Pilną sprawą jest znalezienie lokalu na regionalny punkt kontaktowy.

BSK przewiduje wydanie książki "Jak to widzi Bill". Ukazała się również nowa ulotka "Wzrastanie w służbie", oraz ofoliowane listki "Wizja dla Ciebie" i "Obietnice". Uczestnicy Konferencji podzielili się swoim doświadczeniem w niesieniu posłania AA innym alkoholikom .


OBIETNICE AA

 

Obiecywanie to był nieodłączny składnik mojego pijanego życia. Gdy kończyłem ciąg to obiecywałem, że „nigdy więcej”. Gdy zaczynałem pić obiecywałem, że będę uważał, że tym razem skontroluję siebie, że nie urwie mi się film. Moje życie było usiane złamanymi obietnicami, a ja ciągle obiecywałem i piłem. Najłatwiej było obiecać, szczególnie pod wpływem wstydu w rozpaczliwym stanie ciała i finansów. Gdy przyszedłem do Wspólnoty i nauczyłem się słuchać (co trochę trwało), usłyszałem wzmianki o obietnicach AA. Pomyślałem wtedy, że Kroki i Tradycje to coś konkretnego, wymagającego działania. Ale Obietnice ? Były zbyt ulotne, mogły się nie zrealizować. Miałem zagwarantowane, że jeżeli nie wypiję pierwszego kieliszka, to się nie upiję tylko to było pewne. W AA poradzono mi, abym nie zajmował się rzeczami którymi nie chcę, ale zachował je w pamięci na przyszłość. Dziś po latach we Wspólnocie, coś z Obietnic zaczyna do mnie docierać. Nie wypiłem pierwszego kieliszka i jestem trzeźwy to się spełniło. Obietnice AA mówią mi dziś, że trzeźwość może oznaczać: „nową wolność i nowe szczęście”. Wolność od lęku. Wolność wyboru. Wolność bycia sobą i radość zaakceptowania swojego człowieczeństwa. Wolność bycia tym, kim chcę być, bez udawania. Szczęście czystego trzeźwego życia. Nie uwolnienie od bólu i smutku, nie wolność od problemów i kłopotów ale wolność pokonywania ich i szczęście wynikające z faktu, że nie muszę być doskonały i nic nikomu udowadniać. Mogę powierzyć swoje życie Bogu i dzięki temu rozwiązać problemy i uzyskać odpowiedź na wątpliwości. Wolność by zejść z drogi do samozniszczenia. Szczęście, że jest się użytecznym członkiem społeczeństwa. Radość przekazywania posłania nadziei.

„Nie będziemy żałować przeszłości ani zatrzaskiwać za nią drzwi”. Gdy przebrnąłem przez Krok Czwarty zauważyłem, że w stosunku do siebie czuję nie tylko wstyd, lęk, użalanie nad sobą, poczucie winy i bezwartościowości, ale także zadowolenie z tego kim jestem. Zaakceptowałem swoją przeszłość jako część mnie samego i dzisiaj jestem w stanie lubić siebie, a nawet kochać. Moją przeszłość widzę jako kuźnię, w której wykuwało się to kim jestem.

„Pojmiemy sens słów pogoda ducha i zaznamy spokoju”. Cisza w oku cyklonu. Pewność, że nawet najgorsze minie, i , że cokolwiek ci się zdarza , może przynieść dobro. Dni rozpaczy i lęku przed wszystkim to już przeszłość.

„Bez względu na to jak nisko upadliśmy, dostrzeżemy, że i z naszego doświadczenia mogą skorzystać inni”. Pragnienie by służyć innym zrewolucjonizowało moje życie. Nawet z tak głębokiego dna na jakie ja spadłem mogłem wnieść swój znaczący wkład: moje unikalne doświadczenia, siebie. Nie muszę się porównywać, zastanawiać czy spadłem dostatecznie nisko moje doświadczenie pomaga innym. Wystarczy, że znajdzie się choć jeden alkoholik, któremu pomogę poradzić sobie z chorobą. „Zaniknie uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się nad sobą”. Bezużyteczność? Rozczulanie nad sobą? To trucizny które mogą pojawić się w mym umyśle, ale dziś potrafię je zidentyfikować i nie nurzać się w nich. Są dla mnie sygnałem i znakiem ostrzegawczym, mówiącym, że z moim myśleniem jest coś nie w porządku. „Bardziej niż sobą zainteresujemy się bliźnimi”. Poprzez dawanie siebie, dzielenie się doświadczeniem buduję skarbiec miłości. Paradoksem Wspólnoty jest to, że mogę w niej cokolwiek otrzymać jedynie gdy daję to innym. Zdolność do współczucia w (bólu, ale i w radości) chroni mnie przed egocentryzmem, koncentracją na własnych sprawach i utratą kontaktu z Bogiem jakkolwiek Go pojmuję. „Zniknie egoizm”. Każdy dzień przeżyty w zgodzie z programem AA poszerza mą wiedzę o tym, kim jestem i kim chciałbym być .Szukając i ucząc się odnajduję w sobie dawno zagubione dziecko . „Zmieni się cały nasz stosunek do życia”. Gdy piłem, to byłem w stanie zauważyć butelki w połowie puste. Dziś korzystam w pełni z życia. Jestem wolny od zamroczenia. Odnajduję swoje zdolności. Widzę moje życie jako nieustanne uczenie się, wzrost duchowy przygotowujący do innego życia po fizycznej śmierci. Ładne skarby ziemi nie wystarczą, by nasycić w pełni moją duszę - i nie jest to dla mnie próba pocieszenia się, ale radosna pewność! . Jak na byłego ateistę to dość radykalna zmiana .

„Opuści nas strach przed ludźmi i niepewnością materialną”. Tak jak kiedyś, ciągle żyję wśród ludzi, a moja przyszłość materialna nie jest wcale pewna. Ale dziś nie ma we mnie lęku. Jeżeli jestem winien pieniądze w banku, to, ostatecznie, bank ma większy problem niż ja! Płacę tyle ile zdołam i przecież nikt mnie za to nie zamorduje. Pewnie, że kłopoty materialne nie są przyjemne Ale nie przejmuję się nimi. Problemy finansowe stają się proste gdyż, nie działając pod wpływem paniki nie podejmuję już złych decyzji. A lęk przed ludźmi? Uczę się kochać ludzi, a gdzie jest miłość, tam nie ma lęku.

„Znajdziemy intuicyjnie sposób postępowania w sytuacjach, których dotąd nie umieliśmy rozwiązać”. To była wielka sprawa uwierzyć swojej intuicji. Długo nie mogłem i nie chciałem słuchać wewnętrznego głosu. Nieustannie i wielokrotnie analizowałem swoje decyzje i działania, i w ten sposób popadałem w paraliż, nie mogąc wykonać ruchu. Dziś nie boję się popełniać błędów. Ufam swoim motywacjom i intuicjom. Nic mnie nie blokuje. Gdy nie wiem jak postąpić radzę się innych. Modlę się o przewodnictwo i powracam do Trzeciego Kroku. „Nagle zaczniemy pojmować, że Bóg czyni dla nas to, czego sami dla siebie nie byliśmy w stanie uczynić”. W moim życiu ta świadomość pojawiła się rzeczywiście nagle. Spojrzałem na te wszystkie lata przez które powstrzymywałem się od picia nawet przed wstąpieniem do AA, i zobaczyłem jak nieustannie byłem prowadzony i chroniony. AA uratowało mi życie. Dało nowe spojrzenie i cel istnienia. Wierzę, że to Bóg, tak jak Go rozumiem, poprzez członków Wspólnoty pracował nade mną i doprowadził do dzisiejszego dnia, do poczucia przynależności, zadowolenia z życia we własnej skórze i z własnym umysłem. Dziękuję Bogu i Wam wszystkim za to, że tu jestem. Kocham Was.

Pełen wdzięczności członek AA.



XVI Rocznica Intergrupy „Wars”

 

20 – lecie AA w Warszawie i nas ( tj. służby Intergrupy ) sprowokowało do zorganizowania okolcznościowego mityngu rocznicowego. Nie było z tego powodu bufetu, mszy ani tańców, był natomiast mityng, podczas którego mogliśmy wysłuchać wspomnień Adama ”Piwowara” i Jasia „Szampona Piwnego” z czasów kiedy AA w Warszawie było jeszcze w powijakach a struktury takie jak Intergrupa dopiero się krystalizowały. Obecni mogli podzielić się też doświadczeniami na temat roli służb w AA i w naszym indywidualnym trzeźwieniu.

W trakcie mityngu, prowadzący go, rzecznik Intergrupy Janusz przybliżył nam cel, zakres i sposób działania „Warsu”.

Wszyscy zabierający głos podkreślali konieczność takich spotkań. Padła nawet sugestia aby spisywać takie wspomnienia bo są one częścią historii naszej Wspólnoty a samo AA przyrównywano do drzewa, które aby rosnąć do góry, ku słońcu musi koniecznie pamiętać o swoich korzeniach.

Ta nasza rocznica ściągnęła zaledwie 23 osoby, było więc bardzo kameralnie co w zupełności nas nie smuci, bowiem mamy świadomość, że tak jak w bólach rodziła się nasza Wspólnota, tak powoli rodzą się pewne tradycje.

Intergrupa „Wars” ma zamiar tradycyjnie co rok w październiku organizować swoje rocznicowe mityngi, podczas których będzie można dowiedzieć się wszystkiego o samej Intergrupie, posłuchać wspomnień kolejnych „dinozaurów” a także podzielić się doświadczeniami na temat służb.

Mityng, mimo że nieliczny, był udany, brakowało nam jedynie do szczęścia, choć jednego przedstawiciela z Regionu Warszawa, do którego z całym zaangażowaniem należy Intergrupa „Wars”.

Służby Intergrupy




Kazio dzieli się z nami swoim doświadczeniem na temat:

Niesienie posłania AA do Zakładów Karnych

Drugim ważnym zdarzeniem w 1988 roku była organizacja III Kongresu naszej Wspólnoty we Wrocławiu. Na kongres zostali zaproszeni przedstawiciele Centralnego Zarządu Zakładów Karnych. Zgodnie z programem kongresu miało odbyć się specjalne spotkanie dotyczące działania Wspólnoty w Zakładach Karnych. Jednak organizatorom kongresu zawiódł czas zgodny z ustalonym porządkiem obrad. Jednocześnie odbyły się dwa ważne spotkania: wybory Rady Powierników i spotkanie na temat Zakładów Karnych. Wybrałem to drugie. Przedstawiciel CZZK przyjechał z szatańskim planem, aby działanie Wspólnoty wykorzystać do rozbicia nieformalnych grup więziennych. Natomiast moje stanowisko opierało się o 12 Tradycji AA, czyli niesieniem posłania AA, inne problemy nas nie interesują. Wracając z kongresu w towarzystwie psychologa z ZK w Siedlcach, miałem na gorąco przedstawione reakcje przedstawiciela CZZK i jego niezadowolenie z tego, że plan spotkał się ze zdecydowaną ripostą z naszej strony.

Mimo niezadowolenia przedstawiciela CZZK, nie spoczął on na tym. Zaraz po Kongresie we Wrocławiu, rozesłał on pismo okólne do wszystkich ZK, aby psycholodzy z jednostek, w których istnieją już grupy AA, przyjechali do Warszawy na odprawę dotyczącą działalności AA w ich jednostkach. Zostałem zaproszony na to spotkanie. Nie chciałem być sam w tak ważnym spotkaniu, poprosiłem więc rzecznika Rady Powierników Jana Józefa z Poznania i razem wzięliśmy w nim udział. Spotkanie prowadzili przedstawiciele Centralnego Zarządu Zakładów Karnych ze Służby Zdrowia i Służby Penitencjarnej. Jakie było ich zdziwienie, gdy psycholodzy z zaproszonych ZK, będąc równocześnie funkcjonariuszami służby więziennej (przyjechało 10-ciu przedstawicieli) zgodnym chórem wypowiadali się pozytywnie o Wspólnocie. Mówili o tym jak skazani, członkowie Grup AA, zdecydowanie nie stanowią jakichś problemów, gdyż zajmują się własnym problemem jako alkoholicy. Dodatkowym argumentem, była wypowiedź jednej z psycholog, która wyznała jak Program AA pozwolił jej na rozwiązanie własnych osobistych problemów (nota bene osoba ta do dnia dzisiejszego jest wielkim przyjacielem AA). Miłym zaskoczeniem była wypowiedź przedstawiciela służby więziennej, że „Działalność AA w jednostkach penitencjarnych należy traktować jako ruch społecznie użyteczny”.

Konsekwencją tego spotkania były artykuły w Gazecie Penitencjarnej ukazujące w dobrym świetle działalność AA w zakładach karnych (gazety te z ich tekstami przekazałem do archiwum Wspólnoty).

Dalszym działaniem było wydanie pod koniec 1988 roku pisma okólnego dyrektora CZZK do wszystkich jednostek, w którym zaleca się między innymi inicjowanie przez administrację penitencjarną współdziałania z grupami AA, zaznajamianie posłanników wspólnoty z przepisami prawnymi normującymi działalność instytucji penitencjarnych (w tym prawa i obowiązki osób pozbawionych wolności), tworzenie w aresztach śledczych i zakładach karnych sprzyjających warunków dla działalności grup AA, zapoznawanie uwięzionych z wydawnictwami Wspólnoty, wyznaczanie spośród personelu penitencjarnego osób odpowiedzialnych za koordynowanie kontaktów posłanników wspólnoty ze skazanymi i tymczasowo aresztowanymi itp.

Takie były dość trudne, ale zarazem owocne niesienia posłania AA do zakładów karnych w ich początkowej fazie.

Fakt ten spowodował, że udało nam się stworzyć przyjazny klimat do naszej działalności w zakładach karnych. Reszta zależy od naszej (ciągle za małej) chęci niesienia posłania do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi, a będąc w odosobnieniu cierpi podwójnie.

Obserwując powstawanie grup AA w zakładach karnych od 1990 roku, nastąpiła pewna prawidłowość, że w miarę rozwoju naszej wspólnoty i wzrostu ilości grup, równomiernie grupy AA w zakładach karnych stanowiły 10% ogółu grup.

W wielkim skrócie odnotowuję, że do dalszego rozwoju grup AA w Zakładach Karnych mogę zaliczyć takie działanie:

Po pierwsze szukanie i zdobywanie przyjaciół spośród psychologów pracujących w więziennictwie, których pomoc w pokonaniu bramy więziennej była niezmiernie ważna.

Zachęcanie trzeźwiejących alkoholików z grup wolnościowych nie drogą apeli na intergrupach, lecz drogą indywidualnych zachęt przez osoby już tam chodzące. Mieć otwartość na sygnały pochodzące z zakładów karnych. Jako przykład mogę podać, że dalsze grupy AA powstały z inicjatywy psychologów zakładów karnych. Zgłaszali się oni do punktów informacyjnych AA lub bezpośrednio do miejscowych grup AA. Tylko od nas zależało czy tą ofertę podejmiemy. Tak powstały grupy np. w 1989 roku w Areszcie Śledczym Warszawa Mokotów, w 1990 roku w ówczesnym zakładzie karnym Warszawa Służewiec czy w 1992 roku pierwsza grupa kobieca w Areszcie Śledczym Warszawa Grochów.

Pamiętam jak w tym ostatnim areszcie w czasie wstępnych rozmów z naczelnikiem na temat założenia grupy, był przychylny, jednak oświadczył, że „prędzej mu kaktus na dłoni wyrośnie niż powstanie grupa”. Przepowiednia jego jednak nie sprawdziła się, gdyż grupa dalej istnieje, a naczelnika już nie ma.

Cdn.



20 PYTAŃ

 

1. Czy czasami odczuwasz wdzięczność za to, że jesteś trzeźwy i nie pijesz?

2. Czy obudziłeś się ostatnio rano i oczekiwałeś tego, że wstaniesz i pójdziesz do pracy?

3. Czy przeżyłeś jeden dzień bez piwa lub myślenia o nim?

4. Czy będąc bardzo zajętym zatrzymałeś się w ciągu dnia i podziękowałeś Sile Wyższej za uwolnienie od przymusu picia?

5. Czy doznajesz chwil nieoczekiwanej pogody ducha?

6. Czy odczułeś wewnętrzne ciepło na myśl o danej osobie i zastanowiłeś się, że to może być miłość?

7. Czy odczuwasz czasami dobro wokół siebie i zastanawiasz się, że życie mogłoby być też tak dobre, gdybyś nie był alkoholikiem?

8. Czy czujesz się czasami szczęśliwy bez żadnego powodu?

9. Czy opuściło cię uczucie użalania nad sobą i zrozumiałeś, że zdrowienie w AA uczyniło Cię lepszym?

10. Czy jesteś zdolny przyznać się, że nie miałeś racji i stosownie przeprosić?

11. Czy potrafisz grać w pokera, brydża lub inne gry, pomalować mieszkanie nie myśląc o piwie ani nie mając ochoty na niego?

12. Czy ostatnio – ot tak sobie – powiedziałeś dzieciom i współmałżonce, że je kochasz?

13. Czy kiedy masz problem prosisz Siłę Wyższą o pomoc i przechodzisz nad tym do porządku idąc spać?

14. Czy masz więcej dobrych dni niż złych?

15. Czy jesteś zdolny mówić o swoich uczuciach w czasie mityngu bez relacjonowania zdarzeń?

16. Czy lubisz samego siebie?

17. Czy utrzymujesz stosunki towarzyskie z innymi członkami wspólnoty AA?

18. Czy oczekujesz radośnie kolejnego mityngu i czy lubisz w nim uczestniczyć?/

19. Czy śniło ci się, że pokonałeś picie, lub że nie piłeś dzięki pomocy przyjaciół z AA?

20. Czy dziękujesz swojej Sile Wyższej na zakończenie każdego dnia za to, że pomaga pozostać w trzeźwości?


Jeżeli odpowiedziałeś tak na 5 pytań lub więcej – masz szanse na to, że jesteś na dobrej drodze do wdzięczności i zdrowia. Powinieneś kontynuować uczestnictwo w mityngach i próbować stosować zasady AA we wszystkich poczynaniach.

Jeżeli odpowiedziałeś tak na 10 pytań – zdecydowanie wykazujesz symptomy trzeźwienia.

Udzielając 15 lub więcej odpowiedzi tak, wykazałeś, że osiągnąłeś stan zadowolenia / pogody ducha / i powinieneś spróbować pracy z początkującymi i zacząć przerabiać KROK PIERWSZY.


Opracowanie redakcji na podstawie GRAPEVINE



Nadzieja, wiara i miłość

 

Gdyby zniesienie tego wszechogarniającego przymusu picia było jedyną korzyścią otrzymaną od AA, samo to byłoby dla mnie wystarczającym powodem by zawsze pozostać wdzięcznym. Ale jest tego więcej.

Gdy przekroczyłem drzwi sali zebrań lokalnego szpitala idąc na mój pierwszy mityng AA we wrześniu 1984 r., byłem wystraszony, zagubiony i miałem trzydzieści dwa lata. Nigdy nie mógłbym wyobrazić sobie objawień, które miały nadejść.

Moim pierwszym odkryciem była nadzieja. Jak tylko usiadłem na wolnym krześle w ostatnim rzędzie, natychmiast wyciągnęła się do mnie ręka: „Cześć, jestem John. Jesteś tu nowy, nieprawdaż?” Skąd on to wiedział? Uścisk ręki Johna i tak dużo radosnych, rozumiejących twarzy dały mi do zrozumienia, że nie jestem osamotniony. Po mityngu zamieniłem z prowadzącym parę słów na temat tego, jak mógłbym kontrolować picie, a on stwierdził, że prawdopodobnie ono kontroluje mnie. Przez to, w jakiś sposób udało mi się trzymać z dala od kieliszka przez cały tydzień.

W następnym tygodniu, ten sam prowadzący wspomniał mi coś na temat przyjścia na dziewięćdziesiąt mityngów w ciągu dziewięćdziesięciu dni. Jeśli po tym nie będzie Ci się podobało to, co AA ma Ci do zaoferowania - powiedział,- chętnie zwrócimy Ci twoje nieszczęścieW pracach Zespołu udział wzięło 13 osób . . Wiedziałem co to oznacza; Mógłbym pić znowu! Potrzebowałem to usłyszeć. Był to jedyny sposób, jaki prawdopodobnie mogłem wymyślić o tak długim obyciu się bez alkoholu. Płomyk nadziei przetrwał i rozwinął się wbrew mnie samemu.

Moim drugim odkryciem była wiara. W czasie codziennych teraz mityngów, w jakiś sposób mogłem wysłuchiwać ludzi opowiadających o swojej przemożnej potrzebie picia. Naprawdę wierzyłam, że byłem jedynym, który odczuwał to „szalone pragnienie” i myślałem, że będę je miał aż do śmierci. Ci ludzie dodali mi otuchy mówiąc, że też je mieli. „Mieliście? Jak się go pozbyliście?” pytałem. Powiedzieli mi, że po prostu klękali i prosili swoją Siłę Wyższą by odebrała im ten przymus. Podstawowy Trzeci Krok. Jak by zwariowanie to nie brzmiało, spróbowałem, a gdzieś w tym czasie szalone pragnienie picia zostało mi odebrane i nie wróciło, aż po dziesięciu latach.

Prośby o zabranie przymusu zostały stopniowo zmienione (poza moją świadomością) w dziękowanie Bogu każdego wieczora za kolejny dobry, trzeźwy dzień. Ulotna wiara przetrwała i urosła.

Moim trzecim odkryciem była miłość. Na początku nie byłem świadom tego, że to miłość jednego alkoholika do drugiego wyciągnęła do mnie rękę Johna. Nie miałem pojęcia, że to miłość zachęciła prowadzącego do podzielenia się ze mną radą tak, jak została dana jemu samemu. Nie wiedziałem, że to miłość inspirowała wszędzie wszystkich Anonimowych Alkoholików , do regularnego powracania na mityngi i do dalszego przychodzenia tak, aby pijacy tacy, jak ja mogli odnaleźć trzeźwe życie – rodzaj życia, którego nie mogliśmy sobie wyobrazić przed odłożeniem na bok kieliszka i rozpoczęciem Kroków. Było to poza moimi zdolnościami rozumienia, by wiedzieć że ścieżka miłości jest ścieżką niosącą zdrowienie alkoholików tak, by mogli być zainteresowani, opiekuńczy i współczujący jak ludzie, którymi są.

W tym odkryciu miłości jest moja wiara w to, że tak jak została ona mi dana przez Boga poprzez innych, jedynym sposobem na jej zatrzymanie (i samą trzeźwość) jest oddawanie jej, poprzez innych, Bogu. Najlepszym sposobem w jaki mogę tego dokonać jest nie pić i chodzić na mityngi, po jednym dniu naraz. Wydaje się, że cała reszta sama się o siebie zatroszczy.

Te trzy odkrycia nadziei, wiary i miłości na pewno nie były tym, czego szukałem gdy szedłem na mój pierwszy mityng AA, ale jestem wdzięczny za to, że Bóg, pracując przez innych zdrowiejących alkoholików, pozwolił mi na odkrycie i codzienne dalsze zrozumienie tych cennych darów.

Paul B., Bristol, Connecticut

Marzec 1997



I przybył Bóg

taki, jak Go rozumiem


Po raz pierwszy przeszedłem przez próg do AA w 1990 r. Miałem 38 lat i nie miałem „najmniejszego problemu z alkoholem” przez 22 lata. Pewnego szczególnego poranka, gdy nie byłem w stanie wstać, żona popatrzyła się na mnie gdy leżałem w połowie na łóżku, a w połowie poza i powiedziała: „Myślę, że masz problem”. Bez złośliwości, tylko z wielkim smutkiem. W tamtym czasie miałem dochodową pracę, chociaż gdzieś z piętnastu poprzednich pracodawców dojrzało do tego, aby się pozbyć usług tego konkretnego pijaka. Ku memu wielkiemu zdziwieniu, po moim odejściu wszystkie te firmy przetrwały, niektóre nawet rozkwitły. Później tego dnia zadzwoniłem, poszedłem na pierwszy w życiu mityng i spotkałem miła bandę ludzi społecznie nieprzystosowanych, którzy ewidentnie mieli problem. Uważałem się za szczęściarza, że nie jestem jednym z nich. Tak więc po kilku mityngach życzyłem im wszystkiego najlepszego i odszedłem. Nieuchronnie znowu piłem, aż do utraty kontroli, jeszcze trochę tych „ale jednak” o których mnie przestrzegano w końcu mnie zmiażdżyło i w jakiś sposób, złamany na duszy, wgramoliłem się z powrotem „na pokoje” w końcu 1994 r. I tu dochodzę do mojej Siły Wyższej. Przyszedłem jako zagorzały ateista i dzisiaj, choć próbuję być tak otwarty jak to możliwe, ciągle nie mogę zrozumieć koncepcji Boga – stwórcy. Wiem, że niektórzy moi towarzysze z AA czują się przez to nieswojo, ale wierzę, że uczciwość jest jednym z podstawowych kluczy do mojego zdrowienia. Niemniej jednak dzięki Wspólnocie, wierzę w siłę, która jest zawsze ze mną i wokół mnie, a szczególnie wtedy, gdy jestem w towarzystwie moich współtowarzyszy alkoholików.

Wierzę, że jest wielu innych zdrowiejących alkoholików, którzy podobnie jak ja, nie znaj, lub być może nie rozpoznają Boga w życiu, i którzy tak, jak ja w tych pierwszych miesiącach, a nawet latach, mogą żyć w strachu, że są skazani na ponowne picie.Wydaje mi się jasne, że skoro nie potrafiłem przestać pić na własne życzenie, ale potrafiłem przestać po przyjściu do AA, coś większego ode mnie musi tam być – i prawdopodobnie zawsze tam było by umożliwić mi zatrzymanie tego powolnego samobójstwa. Na 45 stronie Wielkiej Księgi, w Rozdziale 4 „My Agnostycy” mówi się: „Istnieje (podstawowy cel Wielkiej Księgi) po to, by umożliwić Ci znalezienie siły większej od Ciebie, która rozwiąże Twoje problemy”.

Problemem tym, do zrozumienia czego dorosłem, nie jest moje picie, ale ja sam, to, jak reaguję na rzeczywistość. Uzależniony od stanu duchowego, dostaję codzienne ułaskawienie od tego, co kiedyś było koniecznością picia. Moja złamana dusza jest czule uzdrawiana przez moją bardzo osobistą Siłę Wyższą – miłość rodzaju ludzkiego, miłość swobodnie dawaną mi przez Wspólnotę, przez towarzyszy alkoholików. Jeśli mogę zacytować z Williama Jamesa* „Różnorodność Religijnych Doświadczeń” (tak ukochanych przez Billa W.) „Nikt nie musi pozostawać w piekle dłużej, niż tego chce; możemy wznieść się do każdego raju, który wybierzemy i kiedy wybierzemy; wszystkie Siły Wyższe świata łączą się, by nam pomóc dostać się do nieba”. Dziś, jako dumny członek naszej Wspólnoty, dostałem wybór i z wielką radością, nadzieją i miłością mojej Siły Wyższej wybieram sposób życia AA.

David H.

Haywards Heath, West Sussex

* Słynny psycholog i psychiatra amerykański



Zacząć od małego.


Strach powstrzymywał mnie przed byciem ateistką. Nie podobało mi się też to, co postrzegałam jako zadufaną w sobie pobożność tych, co chodzili do kościoła. Nie podejmując jeszcze ostatecznej decyzji, nazywałam samą siebie agnostykiem. Jako dziecko badałam mrówki, zastanawiając się, jaka siła kazała im wykonywać w pojedynkę pracę dla wspólnego dobra. Żadna nie dostawała amoku, nie przeszkadzała drugiej ani nie zbaczała ze swego celu. Jeśli któraś upuściła swój ciężar, inne śpieszyły z pomocą. Coś wskazywało im drogę, ale co?

Pokonana przez wódkę zadzwoniłam do AA, z większym strachem przed szaleństwem i śmiercią niż ten, który odczuwałam wobec proszenia o pomoc anonimowych alkoholików. Moja Siła wyższa przywiodła mnie pod Waszą opiekę i bezwarunkową miłość. Chciałam i (z zadowoleniem) przywitałam Wasze przewodnictwo, zaufałam Wam, byście wskazali mi drogę. Powiedzieliście mi, że bezwarunkowo konieczne były uczciwość, chęć, akceptacja, pokorna gotowość do poddania się i odnalezienia Siły Wyższej. Moim problemem było: jak znaleźć tę Siłę Wyższą. Rozdział „My, Agnostycy” w Wielkiej Księdze, zapalił światełko dla tej poszukującej duszy: Praktyczna osobowość dzisiejszych czasów ma chyzia na punkcie faktów i wyników. Niemniej jednak, dwudziesty wiek chętnie akceptuje teorie wszelkiego typu, pod warunkiem, że są dobrze oparte na faktach. Mamy liczne teorie na przykład na temat elektryczności. Wszyscy bez mruknięcia wierzą. Skąd ta akceptacja? Po prostu nie jest możliwym wyjaśnić to, co widzimy, czujemy, czym kierujemy i używamy, bez sensownego założenia na początku.

Już nie jako agnostyk, otworzyłam się na przenikającą mnie moc wszechświata. Nie mogłam tego sobie wyobrazić ani zdefiniować, ale odczuwałam to jako spokój, ciepło miłość i radość. Już nie byłam zachłanna. Nadało to znaczenie mojemu życiu i wyjaśniło zagadkę tych mrówek!

Penelopa