MITYNG 09/51/2001

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Ostatni kieliszek, pierwszy mityng. To słowa budzące emocje i oznaczające niezapomniane przeżycia. Trochę paradoksalne, ale nasze wspaniałe, nowe życie budujemy na  ruinach alkoholowej katastrofy i  żeby je chronić, musimy cały czas o tym pamiętać.  Przypomina to trochę stanie na szczycie góry i patrzenie na ciemne doliny przez które musieliśmy przejść, żeby się tam dostać. Powolna degradacja, niezliczone złamane przyrzeczenia, zastanawianie się, czy to już ranek, czy jeszcze wieczór, pijackie burdy, poranny kac, policja i izby wytrzeźwień stają się kamieniami milowymi naszej trzeźwości.  Jeżeli zapomnimy tamto - czasy samotności i smutku, które wiązały się z naszym ostatnim pijaństwem, z pewnością znowu zaczniemy pić. Nie "może", nie "prawdopodobnie", tylko z pewnością. Tak samo, jak wielokrotnie wcześniej. Aby wejść do AA pierwszy raz, trzeba odwagi. Z naszymi lękami i zahamowaniami, nadal mając w ustach smak ostatniego pijaństwa, nie jesteśmy pewni, czego się spodziewać. Szukając krzesła jak najbliżej drzwi, jesteśmy gotowi uciec jak tylko zostaniemy zapytani o imię. Lęk jest cechą alkoholika. Jeżeli mamy szczęście (a w większości mamy), ktoś weźmie nas za rękę. Naleje nam kawy (nie za dużo, bo ręce się trzęsą), da ulotkę i zapewni, że jesteśmy we właściwym miejscu. Zapozna nas z innymi, usiądzie obok i mityng się rozpocznie. Dostaniemy numery telefonów do pozostałych i zaczniemy odczuwać bezpieczeństwo i miłość, które daje Wspólnota. Pierwszy mityng powinniśmy pamiętać równie wyraźnie, jak ostatni kieliszek, jako specjalne doświadczenie, na którym można budować trzeźwość na resztę życia. By ze szczytu spoglądać w doliny . I właśnie za to jestem odpowiedzialny.


10 KROK -

           -Walka z odkładaniem spraw na później

 

Zrozumiałem wreszcie, że muszę skupić więcej uwagi na tym, aby nie przeoczyć mostu prowadzącego do trwałej trzeźwości. Krok Dziesiąty to nie jest miejsce, gdzie można się zatrzymać. To jest punkt łączący wysiłki poznania samego siebie i chęci poznania woli Boga, Boga jak go pojmuję. Nie miałem ochoty, by wkraczać na tę drogę. Miałem wrażenie, jak gdyby Bill W. stracił rozpęd i zamiast skierować się do Kroku Dwunastego, niepotrzebnie zatrzymał się jeszcze raz przy kroku obrachunku moralnego. Z powodu odrzucania religii, buntowi przeciwko niej, szczególne trudności miałem ze zrozumieniem Kroku Czwartego, zrozumieniem ważności zasad moralnych sugerowanych w "12x12" . Bardzo przydatna okazała się Wielka Księga, bo mówi ona raczej o obrachunku osobistym, nie zaś o obrachunku moralnym, pozostawiając wolną drogę niewierzącym, agnostykom jak i noszącym ślady przebytych trudów, weteranom religijnych zmagań. W "12x12", w dyskusji na temat Kroku Dziesiątego, odszukałem fragment mówiący o panowaniu nad własnymi wadami. Od czasu, kiedy wstąpiłem do AA, robiłem to, ale tylko wtedy, kiedy akurat cierpiałem z ich powodu. Teraz robię to w sposób bardziej świadomy i systematyczny. Coraz lepiej potrafię sobie radzić z takimi problemami jak: krytykowanie innych, złość, gniew czy szukanie dominacji nad innymi. Był jednak jeden problem, z którym, jak mi się wydawało, nie mogłem sobie poradzić: urazy. Wielu przyjaciół z AA często mówiło o ich naturze, o tym, jak sobie z nimi radzą. A ja słuchałem ich sympatycznie, z grzeczną pobłażliwością, że to oni mają problemy, i że to ich sprawa. Dotąd uważałem siebie za najbardziej życzliwego człowieka, a jednak nie mogłem sobie uświadomić, że to, o czym oni mówili może dotyczyć również mnie. Dzięki Bogu,  że ostatecznie zdołałem zrobić wyłom w swojej skorupie. Był to rezultat regularnego uczęszczania na mityngi i rozpoczęcia stosowania w praktyce wszystkich kroków, najlepiej jak tylko mogłem to robić. Zrozumiałem, że konieczne jest ponowne dokonanie przeglądu kroków, spraw, które pominąłem i spojrzeć na nie poprzez obecne zrozumienie kroków. Ponieważ uwierzyłem, że warto odbudować swoje wnętrze, rozpocząłem całkiem nową przygodę mojego życia - poszukiwanie wiary. Musiałem przyznać, że moje dotychczasowe sposoby traktowania wiary, zadufanie w sobie a także wykluczenie przyjęcia jakiejkolwiek pomocy drugiej osoby - nie przyniosły efektów. Doktor Jung i Silkworth mieli rację uważając dokonanie odważnego i gruntownego obrachunku moralnego za warunek konieczny procesu zdrowienia. Potwierdziła to moja próba. Chęć dokładnego określenia natury moich wad, z pozycji intelektualnej arogancji okazała się porażką. Dopiero później Krok Szósty i Siódmy wyzwoliły nadzieję, gdy wraz z przyjaciółmi z AA, na kolanach prosiłem, by zostały mi wybaczone popełnione błędy, by zrodziło się zaufanie, wiara i silne postanowienie. W Krokach mówiących o zadośćuczynieniu moja intelektualna pycha spotkała następną trudność. Zacząłem gwałtownie usprawiedliwiać większość szkodliwych czynów, które popełniłem w okresie picia, lub na skutek pijanych emocji w okresie trzeźwienia. Zamiast wybaczenia i naprawienia błędów pojawiły się wymówki wprowadzając wiele zamieszania. Ktoś w mojej macierzystej grupie, prowadził mityng i tak podsumował ten temat: nie mam nic przeciwko przyznaniu się, że nie mam racji - powiedział - lecz czy muszę to zrobić natychmiast? Może jeszcze nie jestem gotowy? Może jeszcze lubię swe wady? Dotarło do mnie, że "z miejsca" jest sygnałem alarmowym. Jeśli kiedykolwiek w świetle Kroku Dziesiątego sami stwierdzamy, że postąpiliśmy źle i opóźniamy przyznanie się, to ten fakt może pogrzebać nasze szanse na sukces i spowodować nieszczęście. Ale dla mnie potrzeba "natychmiastowości" nie jest zbyt mocnym atutem. Nie wiem jak ty, ale ja mam dotąd wypaczone poczucie upływu czasu. Ma to szczególne znaczenie,  kiedy dotyczy działania, które powinno być podjęte dla utrzymania mojej trzeźwości. Ramy czasu rozpadają się i znowu smok odkładania spraw na później ma swój triumf. W takiej chwili potrzeba szybkiego działania jest niezbędna bo za chwilę łatwo potrafię uzasadnić dlaczego odkładam działanie lub nie podejmuję go w ogóle. Przypuszczam, a jest to tak oczywiste dla mnie samego, że odkładactwo równie łatwo można odnieść do wielu innych ludzi. Lecz bez względu na to czy stosuję Krok Dziesiąty czy Czwarty - to moje wykonywanie twojego obrachunku moralnego w niczym nie będzie mi pomocne. I z pewnością nie pomoże także tobie. 

Pogody Ducha

B.....


Z NASZEGO PODWÓRKA

 

Kiedyś w przypadkowej rozmowie w moim miejscu pracy wywiązała się dyskusja na temat nadużywania alkoholu i sposobów wychodzenia z alkoholizmu. I tak od słowa do słowa okazało się, że mój, już dawniej znany i szanowany rozmówca jest, podobnie jak ja, alkoholikiem i od kilku lat nie pije. Swój stan, teraz już kolega, określał jako abstynencję a z dalszej rozmowy wynikało, że jest aktywnym członkiem Klubu Abstynenta podczas, gdy ja swą trzeźwość związałem ze wspólnotą AA. Dowiedziałem się , że A. znalazł się w Klubie skierowany przez lekarza z przychodni i bardzo sobie chwali uczestnictwo w terapii, spotkaniach klubowych czy rożnych formach rekreacji. Opowiadał, że niedawno uczestniczył w rejsie, tym razem opłacanym tylko z funduszy uczestników. Miło było tego wszystkiego słuchać, tym bardziej, że miałem przed sobą człowieka spokojnego, przychylnego, a najważniejsze, że każdy z nas kolejny dzień nie pił. Od tamtego czasu spotykamy się sporadycznie zawsze mając wzajemnie dla siebie wiele szacunku. Pogadamy o samopoczuciu, wymienimy wieści środowiskowe i dodamy kilka dalszych informacji o sobie i tak do następnego spotkania. Parę dni temu znów spotkaliśmy się, ale tym razem świadkiem naszej rozmowy był J., nowy członek naszej wspólnoty. Przysłuchiwał się uważnie a później, gdy A. już odszedł, zadał mi nieoczekiwanie pytanie. Jak to się dzieje, że ja, który niejednokrotnie krytykowałem korzystanie z dotacji, związywanie z innymi instytucjami, brak poszanowania dla tradycji AA, tak przyjaźnie rozmawiam z członkiem Klubu Abstynenta, który nawet nie zamierza stosować naszych zasad. Wyjaśnienie okazało się całkiem proste. A. jasno wyłożył na stół kim jest i jakie są jego zasady postępowania. Stosuje się do nich. Jest to uczciwa postawa a ja nie mam prawa żądać od nikogo stosowania się do wyznawanych przeze mnie zasad. Zupełnie inna sprawa wiąże się z mimowolnym oczekiwaniem w stosunku do ludzi uczęszczających na mityngi AA. W moim rozumieniu wstępując do wspólnoty AA/ szczególnie chodzi o mityngi zamknięte/ wyraziliśmy chęć stosowania zasad AA we wszystkich poczynaniach, wierząc, że są nam pomocne w zdrowieniu. A choć są one całkiem proste i łatwe do zrozumienia chyba zbyt łatwo je łamiemy, ciągle znajdujemy trudności w stosowaniu, zapominamy, że praktyczne stosowanie zaleceń AA prowadzi do wytworzenia swoistej mądrości, do odwagi w podejmowaniu wszelkich działań bez rezygnowania z deklarowanych zasad moralnych. Koniecznie musiałem się pozbyć zarozumialstwa, pychy i arogancji, wobec tych, których postawa była inna od mojej, cech, które były powodem chełpliwej postawy i dawały fałszywe poczucie wyższości. Pamiętam jak jeszcze niedawno częstym powodem mego dobrego samopoczucia była umiejętność mówienia złych opinii o innych, wyśmiewanie ich słabostek czy niepowodzeń. Zapatrzony w siebie, byłem absolutnie ślepy na wysiłki innych usiłujących każdego dnia stawać się lepszymi ludźmi. Dzisiaj odnoszę wrażenie, że w tej specyficznej drodze, to właśnie wielu z nich gdzieś mnie wyprzedziło. Jest jeszcze jedna sprawa. Pewnie wszyscy wiemy jak ważna jest sztuka zjednywania sobie wartościowych, przyjaznych ludzi wokół siebie. Mogę tu dodać, że równie ważne jest zrezygnowanie z postawy mobilizującej przeciwko sobie ludzi o trochę innych poglądach, często jak ja, potrzebujących pomocy. Nieraz wobec innych, a bardzo często na mityngach, warsztatach świadomie wypowiadałem swe kwestie tak, że niektórzy czuli się obrażeni a później ci sami ludzie dawali mi odczuć swą niechęć. Po kiego diabła robiłem sobie wrogów? - życie jest wystarczająco trudne. Cieszę się, że moje spotkania z A. są przykładem szukania tego co łączy, a nie co dzieli, a wzajemny szacunek jest potwierdzeniem, że w swym życiu potwierdzam poznawane i przyjmowane normy postępowania

Barmin


Z listów do redakcji MITYNG

 

Redakcja serdecznie dziękuje za korespondencję zatytułowaną:" Nie pogłębiajcie swojego uzależnienia od myśli!" Poniżej przedstawiamy kilka fragmentów z tego artykułu:

.. W AA jedynym warunkiem jest ofiarowanie siebie dla wspólnego dobra. Rezygnacja z "ja" na rzecz wspólnie i o jednakowych przekonaniach a nie przemyśleniach. Przekonaniach, to znaczy doświadczeniach, sile i nadziei tak, jak w preambule a nie w swoim intelektualizowaniu. Te słowa docierają do wszystkich, którzy cierpią, bo myślą i uważają myślenie za dar trzeźwości, że mogą już myśleć i przekonywać się, kto lepiej myśli.

... Nie słucham nikogo z Was, ale słucham Boga przez Was

...Ten kto słucha ma dar, a ten który czuwa nad słuchającym ma ducha. Nie ma kroków, wspólnoty samej w sobie jako coś władnego. To ciało stworzone przez słowo i duch tym wszystkim kieruje

...W naszej grupie NIMB sponsorowanie jest na pierwszym miejscu i to jest cel dla grupy - ćwiczenia się w pokorze i uczenie się sponsorowania. Czas dla nas pracuje a my przyjmujemy dary łaski i przekazujemy dalej dla wszystkich

I TO NAS UCZY, ŻE NIE MÓWIMY SOBIE PRAWD  W OCZY. NIE MUSI BYĆ PRZEKRĘCONE A MOŻE BYĆ SPROSTOWANE!

Z POGODĄ DUCHA TEN SAM ANDRZEJ GRZEGORZ


JEDEN Z WIELU

 

Gdy wstąpiłem do AA od początku zakochałem się w mityngach roboczych. Uwielbiałem siedzieć i wysłuchiwać argumentów za lub przeciw, plątania i rozplątywania najprostszych spraw oraz słuchać wyjaśnień, czemu coś należy zmieniać lub akurat nie zmieniać? Wiele osób nie lubi tych mityngów, gdyż uczestnicy na nich się kłócą, a dla mnie kłótnie dodawały szczególnej atrakcyjności tym spotkaniom. Zawsze miałem później co opowiadać grając rolę sprawiedliwego. Z początku koncentrowałem się na krokach, uzyskując świadomość własnego upadku ale zupełnie nie potrafiłem uświadomić sobie nawet części mych wad, między innymi takich drobiazgów jak skłonność do rozwiązań siłowych, czy widzenia tunelowego. Pokora, poświęcenie, zasady przed ambicjami, anonimowość - to nie były moje ulubione słowa. Tak naprawdę nie wiedziałem nawet - co znaczą. Gdy pierwszy raz zetknąłem się z czwartym krokiem, byłem przekonany, że wiem już o sobie wszystko . Potem ilekroć wracałem do niego, to okazywało się, że zadrasnąłem jedynie powierzchnię problemów. Zaczynając pracę w służbach byłem przekonany, że znam zasady i potrafię je stosować we wszystkich poczynaniach. Rzeczywistość jednak szybko mnie przerosła. Po pięciu latach trzeźwienia zmieniłem grupę. Nowa działała zupełnie inaczej niż stara - tak przynajmniej ja to odbierałem i nie trzeba było długo czekać, bym zaczął udowadniać, w jaki sposób grupa łamie wszystkie tradycje po kolei. Stałem się czymś w rodzaju psa łańcuchowego pilnującego by "wszystko działo się zgodnie z Tradycjami", nie zważając na to, że sam łamię pierwszą z nich. Jedność opuściła mityngi przez te same drzwi, którymi ja wszedłem. Dopiero ta sytuacja zaczęła ukazywać wielkość wad mego charakteru. Zanim zacząłem odczuwać zadowolenie z wykonywanej służby, musiałem stawić czoło paru wyzwaniom:

Jak mogę być jednocześnie jednym z wielu i być wielu pomocnym?

Czy w końcu nauczę się, że wspólnota AA nie ma szefów i policjantów?

Czy wiem, że jestem ważną częścią składową większej całości a moje miejsce we wspólnocie pozostaje w ścisłym związku z porządkiem wśród innych?

Czy uświadamiam sobie, że gdy staram się przekonać wszystkich do moich racji to sam tracę zdolność słuchania innych, nie jestem w stanie w pełni ich zrozumieć?

Czy wiem, że widzenie tylko fragmentu spraw nie pozwala ujrzeć całości?

Czy jestem w stanie wykonywać swoje zadania, bez potrzeby ciągłej kontroli działań czy zarzucania innym lenistwa oczywiście dla dobra AA?

Czy to co robię w służbach wspólnoty jest odpowiednie do mojego stanu trzeźwości, czy zajmuję właściwe miejsce w AA? 

Jeżeli nie, to możliwe, że moje działania będą urastać w mym ego i rozdymać je. Wtedy łatwo, aby swe zadania wśród przyjaciół traktować jako nieważne i zaniedbywać je.

Przestałem w końcu traktować siebie nazbyt poważnie. Umiejętność śmiania się z siebie jest szczególnie pomocna gdy zauważę, że tracę umiar. To cudowne, że program AA mogę stosować całe życie!


 

Ta lekcja była ciężka

 

Mam na imię Jan, jestem alkoholikiem. Zdarzyło mi się, że w to zwątpiłem. Pozwoliłem by pomysł, że mogę sobie swobodnie wypić kieliszek alkoholu owładnął mój umysł. Nie chciałem ukrywać się z zamiarem picia, więc udałem się do kawiarni. Wchodząc do lokalu sądziłem, że wypiję kieliszek tak jak wszyscy. Byłem przekonany, że całkowicie odmieniłem dawne zwyczaje. Pierwszy kieliszek wypity. Wyczyn wydawał się łatwy i przekonujący. Oceniłem swoje postępowanie jako bardzo zadowalające, więc pełen ufności i pewności siebie zdecydowałem się wrócić do domu. Nie trzeba było nawet pół godziny, aby dało znać o sobie zjawisko "ssania". Ogarniała mnie nieprawdopodobna chęć na  alkohol. Rzuciłem się do lektur, oglądania telewizji, odprężałem się, ale ssanie trzymało dobrze. To, co wydawało mi się potwierdzeniem wyleczenia, przemieniło się w straszliwą obsesję picia. Wieczorem, wypiłem niewiarygodną ilość piwa i "wynalazków"- alkoholu, którego nigdy nie piłem przed moją abstynencją. Pod koniec dnia byłem straszliwie "ugotowany". Obudziłem się pełen poczucia winy, nie wspominając już o dolegliwościach fizycznych, których doznawałem przez większą część dnia. Pierwsze kroki skierowałem do telefonu. Gdy zadzwoniłem wyznając swoją "przygodę", usłyszałem wiele o wstydzie i pysze. Lekcja była ciężka, ale przyjaciel  miał całkowitą rację. Byłem zbyt dumny i zarozumiały. Musiałem się przekonać, że jestem prawdziwym alkoholikiem. Wiem, że nigdy nie będę "normalnie" pijącym. Teraz, akceptuję to z wielkim wstydem, było wystarczająco ciężko. Jestem wdzięczny przyjacielowi za to, że wstrząsnął moim wygórowanym mniemaniem o sobie, że mi otworzył oczy. A to moje skromne świadectwo niech przekona przyjaciół, że pomysł wypicia kieliszka alkoholu jest pomysłem śmiercionośnym.


Wypowiedzi z mityngu - fragmenty

 

 .Kiedy znalazłem się w AA, samo niepicie wydawało się zupełnie wystarczać. Ale po jakimś czasie chciałem czegoś więcej. Łatwo mogłem zauważyć, że ludzie mający to, czego chciałem - radość, swobodę, spokój - byli tymi, którzy wcielali w życie coś, co nazywali Dwunastoma Krokami.

....Kiedy przychodzisz do AA, na mityngu spotykasz się z ludźmi takimi samymi jak ty. Nikt nie chce, aby łamano ich anonimowość i to nawet bardziej niż ty obawiasz się, aby czasem ktoś nie złamał twojej. Będą więc ochraniać ciebie, ponieważ ty będziesz ochraniać ich.

....Zacząłem pracę nad Krokami. Powoli stały się częścią mego życia. Znacznie dopomógł mi w tym sponsor. Zacząłem czuć się coraz bardziej swobodnie, rozglądać się dookoła i dostrzegać, że ten sposób działa. I to pomimo faktu, że nigdy w niczym się nie udzielałem i nie wierzyłem, że to naprawdę działa,

AA zaczęło działać pomimo mnie.

...Kiedyś w historii AA, metodą prób i błędów, stwierdzono, że niektóre sposoby postępowania we Wspólnocie były lepsze niż inne. Spisano je jako rodzaj zasad i nazwano Tradycjami. Słyszy się słowa takie jak: anonimowość, samowystarczalność, pokora. Były to dla mnie tylko puste słowa, dopóki nie zobaczyłem, co znaczyły dla innych.

....Wtedy zacząłem rozumieć znaczenie posiadania grupy macierzystej.

Grupa macierzysta jest miejscem, które pomaga mi w zachowaniu uczciwości wobec siebie. Są to ludzie, którzy widząc moje codzienne zmagania, będą pomagać, będą wskazywać drogę. Im też kiedyś ktoś pomógł. Ale muszę okiełznać swą dumę,

..Grupa macierzysta, to tak jak kotwica. To twój dom w AA. A sugestia, aby mieć grupę macierzystą nie oznacza, żeby zrezygnować z innych mityngów. Jest to wskazówka, aby po prostu znaleźć swój dom w AA.

..Przychodziłem na mityng regularnie co tydzień. Stopniowo ludzie zaczęli mnie rozpoznawać,   stopniowo nabierali śmiałości do rozmowy ze mną, a ja nabierałem odwagi rozmawiając z nimi. Z czasem zacząłem się z nimi przyjaźnić.. Na początku nie było łatwo

...Powiedziano mi, że wiele skorzystam, gdy ludzie poznają mnie. Może nawet lepiej niż ja sam jestem gotów poznać siebie.. A to, że mam problemy, to może okazać się, że oni wcześniej je zauważą, zanim sam je dostrzegę.

xxxx


Głos w dyskusji na temat Intergrupy

 

Bardzo łatwo powiedzieć, że AA zajmuje się swoimi własnymi sprawami niezależnie od istnienia instytucji zewnętrznych, bez żadnej ingerencji z zewnątrz. Ale musimy zdawać sobie sprawę, że, aby wspólnota mogła sama kierować się swoimi sprawami, musiała stworzyć jakiś system, który pozwoli ustalić, co - jako całość - myśli o swoich sprawach i w jakim kierunku chce się rozwijać. Taką  możliwość każda grupa otrzymuje poprzez udział swojego mandatariusza w pracach Regionu, dopiero wtedy może mieć swój własny głos w sprawach dotyczących całej wspólnoty. Mandatariusz przekazuje poglądy, opinie a także fakty z życia grupy. Za jego pośrednictwem sumienie grupy staje się częścią zbiorowego sumienia całej wspólnoty Jeśli grupa nie powołuje, bądź nie ma dobrego mandatariusza, to tym samym izoluje się od reszty wspólnoty. Nie uczestniczy w formowaniu świadomego sumienia AA jako całości. Dopiero tutaj okazuje się, jak bardzo potrzebujemy stałych, uczciwych kontaktów między wszystkimi strukturami AA, aby powstała więź umożliwiającą wymianę wszelkich doświadczeń. Oczywiście, ani Konferencja, Region, ani żaden zespół czy komisja nie ma mocy, aby kimkolwiek rządzić w AA, wyraża jedynie wolę uczestników chcących uczestniczyć w jej formowaniu. Możliwe, że ty lub ja nie potrzebujemy dzisiaj struktur AA dla zapewnienia własnej trzeźwości( Czy to pewne?). Ale co z milionami chorych alkoholików, którzy nadal błądzą w ciemności? Konferencja i cały system służb ma tylko jeden cel: utrzymać AA w dobrej kondycji i w tym stanie przekazać tym, którzy trafią po nas. Każdemu z tych, którzy do nas trafią, chcemy uczciwie dać tę samą szansę, jaką my dostaliśmy.

INTERGRUPA

Podobnie jak my polegamy na swej grupie licząc na pomoc dla siebie, tak służby AA polegają na aktywności mandatariuszy. Intergrupa jest jednostką terytorialną skupiającą grupy AA ze swojego terenu. Jej zasadniczym celem jest niesienie posłania przekraczającego możliwości jednej grupy.

CELE:

1. Poprawić i ożywić łączność między sąsiadującymi ze sobą grupami, wprowadzając w życie Tradycje AA, a w szczególności Tradycję Pierwszą pod przewodnictwem Dziewiątej.

2. Zapewnić, aby Intergrupa zajęła się rejonami, które są słabo obsługiwane przez wspólnotę, aby przestały być "ziemią niczyją" a stały się odpowiedzialnością Intergrupy.

3. Dzielić się doświadczeniem członków poszczególnych grup w dziedzinie współpracy z instytucjami zewnętrznymi, więzieniami, szpitalami, szkołami, służbami społecznymi, koścołami, placówkami sądowniczymi, komisjami d/s alkoholizmu, itp..

4. Stworzyć szansę udziału członków AA w kolejnych formach pomocy innym.

5. Umożliwić członkom AA z pewnym doświadczeniem służbę większemu rejonowi.

 

Najważniejsze jednak jest aby Intergrupa podejmowała takie cele, taką działalność, by przy ich realizacji nie była zmuszona do rezygnacji z własnych zasad / Tradycji AA / - to własnie jest pokora w działaniu.


NIE PRZEGAP CHWILI

  na podstawie GRAPEVINE

           Na swój pierwszy mityng zatoczyłam się w marcu 1978 r., do tego stopnia skacowana, że ledwie mogłam ustać. Od dłuższego czasu piłam na okrągło i wiedziałam, że jeśli nie przestanę, to umrę. Dla psychicznego i moralnego wsparcia towarzyszyło mi dwóch przyjaciół, odkąd pomysł, by do końca mych dni nie sięgnąć po kolejnego drinka, zaczął napełniać mnie strachem i przerażeniem. Jedyną rzeczą, jaką słyszałam o AA było stwierdzenie: „po prostu nie pijesz i kropka". Na szczęście nigdy nie słyszałam o Dwunastu Krokach, a także o istniejącej Sile Wyższej, ponieważ gdybym wiedziała, co czeka mnie w zanadrzu prawdopodobnie pobiegłabym do najbliższego baru. Ten pierwszy mityng, w którym brałam udział gromadził ludzi z pobliskich biur. Zaskoczyło mnie to, że tak wielu ludzi było zadbanych, a jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt, że uśmiechali się, śmiali się, żywo ze sobą rozmawiali. Śmiali się? Z czego tu  się śmiać?  Przez jedną szaloną chwilę byłam przekonana, że być może oni nie są alkoholikami, że być może udało się im przechytrzyć naiwniaka i spowodować, że uwierzył, iż nimi byli. Tak, z pewnością. Odczuwałam silną pokusę, by wyjść, kiedy to zbliżył się jakiś mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze, przedstawił się jako członek grupy i spytał, czy jestem po raz pierwszy na tym mityngu.  „To mój pierwszy raz na jakimkolwiek mityngu" odparłam, będąc pod wrażeniem jego pewności siebie i opanowania. Po tym, jak mnie ciepło przywitał i powiedział, że ma nadzieję na moje ponowne przyjście wyrwało mi się: „Jak długo jesteś trzeźwy?". „Cztery lata". Równie dobrze mógł powiedzieć czterysta. Stałam po prostu, gapiąc się na niego i zastanawiając, jak na Boga udało mu się tak długo trzymać z dala od alkoholu . Widząc wyraz mojej twarzy dodał: „Pewnego dnia, o pewnej porze......." - Joyce - tak to robimy. Och pewnie - pomyślałam ze sceptycyzmem - w teorii brzmi to świetnie, lecz jak działa to w praktyce, bowiem to, co tak naprawdę mi mówisz, to fakt, iż nie mogę wypić kolejnego drinka do końca mego życia. Tak, jak dla większości alkoholików idea życia dniem dzisiejszym (zamiast obsesji na punkcie przeszłości i przyszłości) była dla mnie trudna do pojęcia. Faktycznie, to spośród wszystkich „biegów przez płotki", z którymi zetknęłam się podczas poszukiwania trzeźwości, spokojnie mogę powiedzieć, że ten jest tym, który najbardziej przyczynił się do ujawnienia moich potknięć. Bardzo kuszące było – i wciąż jest – powracanie do starego zwyczaju przejmowania się czymś, co może przytrafić się w przyszłości, bądź też żałowania czegoś, co może mieć miejsce w przeszłości. Jak łatwo przegapić bieżącą chwilę. Dzięki AA nauczyłam się samodzielnie zwalczać te osobliwe myśli. Jeżeli nie zduszę w zarodku obsesji myślenia , pozwalam aby życie wymknęło się i obrało inną drogę. Jaki jest sens życia w trzeźwości, jeżeli nie można się nim cieszyć? Ostatnio przyjaciółka mająca obecnie problemy ze wstrzemięźliwością spojrzała na mnie tak, jak ja kiedyś patrzyłam na mężczyznę w dobrze skrojonym garniturze 23 lata temu i spytała mnie, jak tego dokonałam. Kiedy odpowiedziałam „Pewnego dnia, o pewnej porze......" zobaczyłam na jej twarzy wyraz sceptycyzmu, jaki kiedyś widniał na mojej twarzy i zapragnęłam mieć dla niej lepszą odpowiedź. Później przyszło mi na myśl, że zwrot „Pewnego dnia, o pewnej porze......." wyraża wszystko. Podstęp tkwi w jego zrozumieniu.

Joyce E., New Smyrna Beach, Florida


PRACA ZESPOŁU INFORMACJI PUBLICZNEJ

  Box 459, Nr 1, Feb./Mar/1997 str. 8

 

Jak mówi Tradycja jedenasta: "Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się  raczej na przyciąganiu niż reklamowaniu", ale jak być atrakcyjnym dla kogoś kto nic nie widział i nie słyszał o tobie. Ostatecznie nie przypuszcza się, że AA jest niewidzialne". Powiedział tak John K., bezpośrednio po posiedzeniu Komitetu Informacji Publicznej 3 Okręgu w północno-zachodnim Connecticut, "podkreślany jest pomysł dla jednego z najbardziej pomyślnych, wprowadzanych obecnie projektów; zaopatrzenia hoteli, moteli i kwater prywatnych w naszych regionach w spisy mityngów dla gości, którzy bardzo tego chcą". W zeszłym roku John opowiadał: "członek AA, nowy na naszym terenie zatrzymał się w hotelu Torrington. Chcąc znaleźć mityng, zadzwonił na gorącą linię tylko po to, aby zostać skierowanym do następnej w innym rejonie. Powiedział nam później, że gdy w końcu dotarł owego wieczoru na mityng, życzyłby sobie by było to nieco łatwiejsze. W podobnym czasie również nasz ostatni delegat z Connecticut Tony T. wspomniał, że podczas niedawnej podróży na południe zatrzymał się w hotelu, gdzie była dostępna lista mityngów. Pomyśleliśmy, że to świetny pomysł i zabraliśmy się do roboty" !!! Wspólnymi siłami Komitet Informacji Publicznej naszkicował prosty list do wysłania, wraz z listą mityngów do około 70 miejsc noclegowych w Regionie. "Drogi Kierowniku", napisali, "My z AA chcemy dogodnie rozszerzyć posłanie AA na gości i turystów. Niektóre hotele i pensjonaty mają pod ręką listę lokalnych mityngów dla swoich gości, którzy mogą szukać mityngu. Dwa odpowiednie miejsca, gdzie powinny znajdować się listy, to za ladą recepcji i na tablicy z informacją turystyczną. Jeśli potrzebujecie więcej list, lub informacji o mityngach dzwońcie, lub piszcie do nas. Życzymy udanego sezonu". John napisał: "Ten zakątek naszego stanu jest bardzo malowniczy i popularny wśród turystów, szczególnie gdy liście spadają i zmieniają kolory. Pośród miłośników kolorowych liści w AA jest już więcej niż kilku alkoholików i takich, którzy mogą myśleć o próbie znalezienia nas. Nie chcemy trąbić naszym klaksonem na drodze w sposób pachnący reklamą. Ale mając pod ręką listę mityngów, w miejscach gdzie zatrzymują się podróżni, można powiedzieć: AA jest tutaj, jeśli nas potrzebujesz". Tymczasem, bardzo aktywne Zespoły Informacji Publicznej kontynuują umieszczanie literatury AA w bibliotekach, uczelniach, posterunkach policji, szpitalach i gdzie się da, więc ulotki są krótkie i na temat. Dla innych komitetów, podobnie angażujących się w niesienie posłania, ale borykających się z kosztami, John miał dobrą wiadomość; "Ulotki nie muszą kosztować dużo pieniędzy. Nawiązaliśmy ostatnio kontakt w celu wykonania składanej na cztery, tekturowej ulotki, zawierającej spis literatury. Ponieważ działamy razem z Komitetem Współpracy z Gminami, możemy w hurcie obniżyć ceny dla nas i C.P.C.s. Tekturowe ulotki spisują się świetnie, są łatwe w transporcie i oczywiście dostępne za część ceny zwykłej rozmowy telefonicznej".


WARTO PRZECZYTAĆ

Próbowałem zmienić Program "na swoją modłę"; zamiast się do niego stosować, chciałem, żeby to on dostosował się do moich potrzeb i wymagań. Rezultat takiego podejścia do sprawy - i wynikających zeń działań - był taki, że mimo ciągłego zachowywania abstynencji coraz dotkliwiej pogrążałem się w chorobie i często czułem się nawet gorzej niż wtedy gdy piłem.

MITYNG 02/44/2001 str 13


 Dlaczego NIE dla NIE ?

Z KORESPONDENCJI A@ A

 

Pamiętam, byłem chyba piętnastolatkiem, gdy zwrócił się do mnie wujek w jakiejś sprawie, a ja z miejsca odpowiedziałem - nie. Nie mam czasu, nie mogę - to były moje odpowiedzi na jakiekolwiek zachęty. Wtedy wujek zapytał mnie, kiedy ostatni raz byłem skłonny pomóc komukolwiek. Zastanowiłem się i nagle zdałem sobie sprawę, że nawet nie wiem dlaczego, każdemu odmawiam w zupełnie prostych sprawach. Postanowiłem zmienić się i pewnie tak się powoli stało. Na wiele lat ten incydent z dzieciństwa zupełnie zapomniałem, ale kilka dni temu rozmawiałem z kolegą S. Proponowałem mu kilka razy różne działania i za każdym razem słyszałem wymijającą odpowiedź. Nie mam możliwości, nie mam czasu, nie mam pracy, mogę pomóc rodzinie ale jak będę miał pieniądze itd..  Zdałem wtedy sobie sprawę, że kolega zachowuje się zupełnie jak ja kiedyś w rozmowie z wujkiem. Choć jego sytuacja była wyraźnie kiepska ale każdą propozycję S. odrzucał zanim do końca usłyszał co zawierała. Pod koniec rozmowy nawet się śmieliśmy z takiego zachowania. Wieczorem, gdy wróciłem do domu, uświadomiłem sobie moje inne NIE. Było to w okresie świątecznym. Już nie piłem. Chciałem zaprosić do domu kilku przyjaciół. Żona miała inne zdanie. NIE mamy pieniędzy, mieszkanie brudne , trzeba jechać gdzieś itd.. Dodałem od siebie jeszcze kilka innych wymówek, a każda była racjonalną prawdą,  ale gdy się wszystkie wyczerpały i nastąpiła cisza, mogłem wreszcie zacząć od początku. Chcę zaprosić kilku przyjaciół do nas. Ze swojej strony zrobię to, to, i to, czy możesz zrobić coś jeszcze ze swej strony? - zapytałem. Żona wtedy odpowiedziała, że chętnie coś tam zrobi. Właściwie nie muszę chyba dodawać, że spotkanie się odbyło, było bardzo miło. Teraz oboje z żoną zadajemy sobie pytanie - co warte było całe te gadanie dlaczego NIE można zrobić spotkania. Nauczyłem się: nie jest ważne dlaczego NIE, ale co zrobiłeś aby było TAK. Serdecznie pozdrawiam.


WARTO PRZYPOMNIEĆ:

Wdzięczność - MITYNG 02/44/2001 str 12


Poszedłem na terapię - przestałem pić

Jeden mityng tygodniowo - poznałem drogę do trzeźwości

Dwa mityngi tygodniowo - polubiłem siebie, ale gdy trzy razy w tygodniu aktywnie uczestniczyłem w mityngach - wreszcie polubili mnie.