MITYNG 12/54/2001

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


   

    Nadchodzą Święta - przez wielu z nas oczekiwane i radosne. Upływający rok, daje możliwość refleksji nad wkładem w naszą trzeźwość - nad tym co zrobiliśmy dla AA i dla swojej rodziny. My dostaliśmy tą wiarę i wytrwałość. Alkohol staje się mglistym mrocznym wspomnieniem, do którego nie mamy najmniejszej ochoty powrócić. Zapracowaliśmy na to na mityngach, długich rozmowach po, i stawiając swoje pierwsze kroki w pracy razem ze sponsorem i innymi AA. Zaczynamy odkrywać sens w naszej drodze do trzeźwości. Mając w sobie te nowe jeszcze nawet trudne do nazwania uczucie RADOŚCI, staramy się je przekazać tym, którzy dopiero do nas przychodzą. Przed nimi być może jeszcze długa droga. Przed nimi może mniej radosne Święta i wspomnienia. Oni są dopiero na początku. Możemy być z nimi nie tylko na mityngu. Nie pozwólmy aby samotność i lęk były jedynymi świątecznymi wspomnieniami.

Czyż nie dostaliśmy wcześniej tego wszystkiego od naszych przyjaciół ?


Wszystkim Sympatykom, Przyjaciołom AA,

którzy odnaleźli swoje miejsce w Naszej Wspólnocie

 oraz Tym, którzy takiej drogi szukają, Pogody Ducha,

Wesołych Świąt 

oraz Szczęśliwego Nowego

Roku 2002 życzy

zespół Mityngu oraz

Rada Regionu Warszawa.


Jak korzystamy z literatury AA?

 

Mój pierwszy udział w Konferencji Regionu. Ciekawość, trema i obawa, by niczego nie przegapić. Nadrabiając miną, przebrnąłem przez akredytację. Pierwsze uściski, powitania i znowu to uczucie, towarzyszące mi od pierwszego dnia we Wspólnocie - trafiłem do domu. Konferencję rozpoczął mityng otwarty „Jak korzystamy z literatury AA?”. Spikerzy intergrup, bądź zgłaszający się w trakcie mityngu mówili o swoich doświadczeniach i opiniach na ten temat. P… opowiedział jak literatura pomaga w przygotowaniu i prowadzeniu mityngu. Z…. o poczuciu bezpieczeństwa, które zapewniają mityngi prowadzone w oparciu o jednolitą literaturę. A… znalazł w książkach i ich kolportażu spokój i sposób na życie, a także jego treść. Z… dodała, że każda sprzedana książka jest jak posiane ziarno, które może wydać plon. Następnie wypowiadał się W…. Wykazał, że aprobata Konferencji Służb Ogólnych AA powoduje jednolitość treści, szaty graficznej, a nawet układu akapitów wszystkich publikacji w Polsce i na świecie. Jak bardzo jest to ważne, uzmysłowiła mi opowieść o Polaku i Włochu, którzy na mityngu we Włoszech, porozumiewali się zaznaczając i pokazując sobie fragmenty polskiego i włoskiego wydania Wielkiej Księgi. Ostatnim spikerem był H…. Mówił o tym, jak w literaturze AA znajduje wskazówki i sugestie niezbędne dla swojego trzeźwienia i życia. Wszyscy mówcy przyznali, że literaturą AA są publikacje zaaprobowane przez Konferencję Służb Ogólnych AA, a wydawane przez BSK. Mityng dobiegał końca, a ja, w przerwie, przypomniałem sobie swój pierwszy kontakt z literaturą AA. Było to na samym początku mojego nowego życia, kiedy po powrocie z mityngu zostałem sam ze sobą (domownicy unikali mnie jak zadżumionego). Jedynym sposobem, żeby nie zwariować, było czytanie naszej literatury. A po lekturze zostawała jedna myśl: jest nadzieja. No cóż, koniec przerwy, koniec refleksji. Dalszy ciąg Konferencji, też było ciekawie... .

Mandatariusz - nowicjusz


MOJE  KONFERENCJE  -  refleksje nad nimi

 

Ze swojej pierwszej konferencji nie pamiętam niczego co działo się na sali. Nie brałem udziału w jej obradach. Nie piłem już ponad rok, nawet prowadziłem mityng, ale nie miałem żadnego obowiązku, żeby być. Większą część czasu poświęciłem na rozmowach w korytarzu, nie wiedząc nawet, że konferencja już trwa. Z tych ludzi z którymi wtedy rozmawiałem (o wszystkim tylko nie o konferencji) nikt nie zwrócił mi na to uwagi. Mój sponsor, z którym przyjechałem był zbyt zajęty sprawami konferencji niż mną i zostałem sam. Kiedy po pierwszej części na przerwie dowiedziałem się, że konferencja dawno już się rozpoczęła, byłem nawet zły na to wszystko co się stało. Później, na krótką chwilę cichutko wśliznąłem się na salę postałem trochę przy drzwiach... i wyszedłem. Pamiętam też konferencję w której byłem już na sali. Miałem już ponad dwa lata. Siedząc w pierwszych rzędach przysłuchiwałem się obradom i prowadziłem notatki z całego jej przebiegu. Byłem już mandatariuszem na grupie. Bardzo starałem się wtedy aby wszystko co ważne na tej konferencji nie uszło mojej uwadze. Miałem przecież podzielić się z grupą o niej. Obowiązek mandatariusza kazał mi już uczestniczyć w pracach Intergrupy. Za namową sponsora coraz bardziej żywo uczestniczyłem również w pracach zespołu Literatury, a jeśli czegoś nie wiedziałem lub nie rozumiałem prosiłem go o wyjaśnienie. Coraz więcej przekonania miałem do takich spotkań gdzieś tam też tliło się pewnie jeszcze niejasne przekonanie do racji Konferencji AA. Pamiętam też dwóch nowych przyjaciół, którzy jak i ja nieśmiało stanęli na końcu sali coś tam mówiąc sobie i pokazując między innymi mnie palcami na sali. Jeden z nich poprosił mojego sponsora o pomoc i dziś żywo uczestniczył w obradach XVI konferencji. O drugim nic nie wiem od kilku miesięcy. Nie potrafił nikogo poprosić o pomoc. Pamiętam tez konferencję gdzie miałem wyjść na salę i powiedzieć TAK! Stanąć przed mikrofonem spojrzeć na moich przyjaciół i podziękować IM za ZAUFANIE. NIEWAŻNY był już STRACH, BIJĄCE SERCE, TRZĘSĄCE SIĘ NOGI. WAŻNA BYŁA ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Ogarnęła mnie jakaś nieokreślona wdzięczność i wzruszenie. Skąd ta odwaga ? ! Czy zrodziła się sama bez mojej wiedzy, pracy, chęci i mojego przyzwolenia na podjętą decyzję?. Na XV konferencji stanąłem już dwa razy przed mikrofonem, a kiedy zobaczyłem moją przyjaciółkę, która to zrobiła po raz pierwszy tak jak ja wcześniej, na przerwie uścisnąłem ją serdecznie. Wiedzieliśmy oboje za co jesteśmy wdzięczni. 1 Dziś nie pij. 2 Idź na mityng 3 Czytaj literaturę AA. 4 Rozmawiaj ze sponsorem , a odnajdziesz drogę do Boga, który Ci pomoże. Tak mówi nasz "dziadek". Na bieżącej konferencji tematem przewodnim było „Jak korzystamy z literatury AA". Wysłuchałem doświadczeń wielu bliskich mi przyjaciół, którzy pokazywali swoją przygodę z naszą literaturą i to miejsce w którym dziś są. Jeden jest kolporterem Regionu, a drugi Rzecznikiem. Z wdzięcznością spojrzałem na to co i mnie spotkało. Obok siedziała nowa przyjaciółka, która rozpoczyna swoją drogę. Zrobiła sobie trochę przerwy od swojej pracy przy stoliku akredytacyjnym. Była poruszona. Co chwilę zadawała mi bardzo ważne pytania. Widzisz wystarczy powiedzieć tak , zostać.... i być. Na przerwie dostałem materiały z  wypowiedziami uczestników warsztatów. Na pewno część z nich ukaże się w najbliższym Mityngu.  Dziś jestem głęboko wdzięczny konferencji za to, że trwa .. dzięki czemu i ja mogę budować nową świadomość w sobie i z wdzięcznością przekazywać ją dalej tym, którzy też tego zapragną.

Sławek


   Ze świata     Mityng Grapevine

 

Coraz bardziej popularne stają się mityngi dyskusyjne oparte o wydawnictwa Grapevine. Jeden z terenowych przedstawicieli tak pisze:  „Grupy Grapevine powstają wszędzie w okolicy. Sam biorę regularnie udział w jednej z takich sobotnich grup. Sądzę, że największą ich zaletą jest fakt, że temat  mityngu ustalany jest poza grupą. To jest jakby za każdym razem grupa miała nowego gościa. Mimo, że do dyskusji wybierany jest jeden artykuł, to w swych wypowiedziach zabierający głos często mówią o powiązaniach z innymi tekstami numeru. Ten typ mityngu zachęca uczestników do korzystania z Grapevine na własny użytek, do systematycznego zakupu". Inny przedstawiciel opisuje wrażenia z porannego, niedzielnego mityngu Grapevine, używającego w pracy zarówno biuletynu jak i kaset magnetofonowych, a usytuowanego w przydrożnej kafejce dla kierowców. „Grupa powstała głównie dla kierowców dużych ciężarówek przemierzających kraj, by dać im szansę na mityng w drodze. Od dawna Grapevine jest jedną z naszych ulubionych składników AA, od dawna kupuję też dużo kaset magnetofonowych Grapevine. W sposób naturalny zrodził się we mnie pomysł by uczynić je tematem mityngu. Spodobała mi się idea, by udostępniać kierowcom kasety, których mogliby słuchać jadąc swymi wielokołowcami i w ten sposób „rozszerzyć" mityng na wiele, wiele mil".


RECEPTA DLA ALKOHOLIKA

 

„Dlaczego ja" – pomyślałem. „Pewnie, że piję, ale mam pracę, płacę rachunki. Poza tym, jeżeli inni mają moje kłopoty, to także piją." Tak czy owak wszyscy piją. To część naszej kultury. Niemniej jednak lekarz, który mnie badał powiedział, że z pewnością jestem alkoholikiem, ponieważ naczynia krwionośne wokół moich oczu i nosa źle funkcjonują. „Ach to" - odparłem – „To z powodu podwyższonego ciśnienia krwi." „Pańskie ciśnienie jest prawidłowe. To początek zatrucia alkoholowego, które widziałem u tysięcy osób. Pańskie ciało zaczyna się blokować." – upierał się. „Proszę po prostu odpowiedzieć na 20 pytań AA". Tak też zrobiłem. Każdy wie, że 50% odpowiedzi oznacza wynik ani dodatni ani ujemny, więc uważałem by szczerze odpowiedzieć jedynie na 10 spośród 20 pytań. W ten sposób oceniłem siebie jako „alkoholika na krawędzi", wciąż mogącego pić w weekendy. Lekarz podał mi wynik: „Jeżeli odpowiedział pan <tak> na trzy lub więcej pytań, to jest pan z pewnością alkoholikiem. Odpowiedział pan twierdząco na dziesięć pytań." Poczułem, że schwytano mnie w pułapkę. Oszukał mnie! „Czy  mogę chociaż pić przy specjalnych okazjach?" – odezwałem się. Byłem gotów do negocjacji. „Jest pan alkoholikiem. Albo przyłączy się pan do AA, albo umrze." Nie zaoferował mi zbyt wielu możliwości. Przeszedłem do ofensywy, mówiąc z sarkazmem: „Wszyscy umieramy. Jak długo będę żyć, jeżeli nie zaprzestanę picia?" „Wątpię, by dożył pan czterdziestki". Był to dla mnie szok. Miałem 34 lata. Planowałem dożyć setki. Ten lekarz był z pewnością szarlatanem. „Myślę, że potrzebuję drugiej rady" – powiedziałem ze spokojem. „Jedyną drugą radą, jakiej pan potrzebuje, to ta, że mógłby pan nieco schudnąć. Czy teraz uda się pan do AA?". Wziąłem udział w moim pierwszym mityngu przygotowany do wyjaśnień dlaczego piję: moje dzieci nie słuchają się mnie, nikt nie docenia wszystkich tych wspaniałych rzeczy, jakich dokonałem itd. Podczas mojego czternastoletniego członkostwa w AA, nikt (nawet mój sponsor), w jakikolwiek sposób nie spytał mnie dlaczego piję. Również ja nigdy nie spytałem o to żadnego innego alkoholika. Wszyscy z nas pili z jednego i tylko jednego powodu: nie czuliśmy się dobrze z samymi sobą. Na moim pierwszym mityngu powiedziano mi, że alkoholizm jest w 15% problemem upijania się, a w 85% problem życiowym. „Słuchajcie ludzie – powiedziałem – moim jedynym problemem jest to, że od czasu do czasu piję nieco za dużo. Jak możecie upierać się przy tym, że mam życiowy problem?". Wciąż nie zgadzałem się z koncepcją 15/85. Teraz podkreślam, że całość jest problemem życiowym. Wielka Księga wyjaśnia, że picie było zewnętrznym symptomem mojej choroby duchowej. Jako alkoholik, poprzez branie udziału w mityngach,  nauczyłem się, że alkoholicy umierają znacznie częściej z powodu nie osiągnięcia ostatecznej dojrzałości, aniżeli z powodu alkoholu. Urazy, strach, złość, niepewność – wszystkie z moich wyimaginowanych bolączek – bardziej uchronią mnie przed używaniem życia, aniżeli skrzynka piwa. W drugim tygodniu bytności we Wspólnocie spotkałem mojego sponsora. Był dobrze ubranym, górnolotnie wysławiającym się, pełnym godności dziadkiem. Zastanawiałem się, jak on mógł być alkoholikiem. „Czy kiedykolwiek zdarłeś tylnie opony w samochodzie w trzy tygodnie" – spytał. „Czy kiedykolwiek spałeś na stole od gry w bilard albo ukrywałeś pieniądze przed swoją żoną, lub też wpadłeś do baru na jednego i pozostałeś tam do czwartej rano?". W porządku, był jednym z nas. Lata trzeźwości pozwoliły mu zmienić się. Pomiędzy mną a moim sponsorem nawiązał się szczególny związek. Nie kłamałem mu, a on mnie nie osądzał. Kierował w  moim przygotowaniu do Czwartego Kroku. Zacząłem się niepokoić, kiedy dotarliśmy do części związanej z seksem. Zbeształ mnie: „Wy młodzi myślicie, że wynaleźliście seks, ale tak nie jest, więc przestań się martwić tym, że mnie zaszokujesz". Powiedziałem więc „staruszkowi" o moich sekretach i nic nie zrobiło na nim wrażenia, nawet tajemnice, w przypadku których przysięgałem, że zabiorę je ze sobą do grobu. Mój sponsor powiedział mi, by od samego początku związać się z „macierzystą grupą". „Zanim sięgniesz po drinka pomyślisz o kolegach i zrezygnujesz" – powiedział. Zacząłem zmywać naczynia dla „macierzystej grupy". Po dziesięciu latach chłopcy zaspokoili moje ego i awansowałem. Obecnie jestem kierownikiem zmywalni naczyń, ale wciąż zmywam. Nauczyłem się, że to przywilej, a nie konieczność. Moja „macierzysta grupa" jest niewielka, liczy od 10 do 20 osób. Zrzesza wiele osób długo żyjących we wstrzemięźliwości. Najważniejsze jest pomaganie grupie. Geje lub ci bez dewiacji, biali, czarni, wykształceni, czy analfabeci, bogaci, czy też biedni – wszyscy są mile widziani. Naprawdę. Grupa składa się z ludzi, którzy doznali wielu przykrych doświadczeń: rozwód, śmierć, małżeństwo, odosobnienie oraz każdy sukces i każde rozczarowanie. Mówimy kim jesteśmy, jak się czujemy i wspieramy się nawzajem. Jednej nocy składa się depozyt do „uczuciowego banku świnki-skarbonki", by kolejnej nocy go wycofać. Mógłbym „ukryć się w tym programie" poprzez chodzenie na różne mityngi, ale jaki to miałoby sens? Moja „macierzysta grupa" kocha mnie na tyle, by powiedzieć mi o rzeczach, których nie chcę słyszeć. Muszę starać się, by zachować szczerość wobec programu wyzdrowienia. Nie piję. Regularnie uczęszczam na mityngi. Co tydzień rozmawiam ze swoim sponsorem. Czytam Wielką Księgę. Niosę posłanie. Raz narzekałem, że moje nazwisko było na liście Dwunastu Kroków przez ponad cztery lata. Inny członek poinformował mnie: „Od czterech lat usiłuję opuścić listę!".  Każdy wymóg Dwunastego Kroku, któremu sprostałem był jakimś sukcesem. Pozostałem trzeźwy i stale czułem się lepiej z samym sobą. Wizyty na mityngach dla alkoholików o 3 nad ranem przypominają mi o początkach w tej Wspólnocie i o tym, jak bardzo możemy krzywdzić, kiedy pijemy. Program ten rozpoczyna się następująco: „Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu!". Nigdzie nie jest powiedziane „ja". Nigdzie! Wdzięczność jest naszą jedyną miarą trzeźwości" mawia mój sponsor. Dla mnie zmywanie naczyń i słuchanie alkoholików są sposobami okazywanie mej wdzięczności. AA nauczyło mnie śmiać się z samego siebie i nie brać siebie tak poważnie. Śmiech – zarówno jego słuchanie, jak też nauka przyłączania się do niego – był jedną z najbardziej kojących rzeczy, jakie mogłem uczynić dla mej duszy. Wstyd znikł, gdy nauczyłem się śmiać z samego siebie. Po dziesięciu latach wstrzemięźliwości spotkałem lekarza, który wystawił mi pierwszą diagnozę. Siedział w kawiarni. Nie pamiętał mnie. W swojej karierze zetknął się z ponad 40 000 alkoholików. Jednak pogratulował mi, gdy powiedziałem mu, że od 10 lat nie wypiłem drinka. „Mam do pana jedno pytanie" – rzekłem. „Dlaczego powiedział mi pan od razu, że jedynie diagnozuje alkoholików i nigdy ich nie leczy? Wielu lekarzy zarabia olbrzymie pieniądze usiłując leczyć alkoholików." Jego odpowiedź była prosta. „Nie udaję, że rozumiem alkoholizm. Mogę go rozpoznać, ale nie wiem dlaczego ludzie odczuwają potrzebę picia. Posyłam ludzi do AA, ponieważ to działa. Nigdy nie mógłbym zaoferować leczenia, jakie oferuje AA." Czy miał rację? Po 14 latach trzeźwości dałbym krótką odpowiedź: tak. Wciąż mam tą samą rodzinę, tą samą pracę, tych samych sąsiadów ale dużo lepsze życie.

Rod M., Regina, Saskatchewan


„...alkoholizm jest w 15%

problemem upijania się,

a w 85% problem życiowym...”

 


„...Wdzięczność

jest naszą

jedyną miarą

trzeźwości...”


Pogoń za piwem.

 

Była to niedziela i była ochota na piwo. Problem był w tym, że alkohol przestał działać, nie zabijał już bólu. Poszukiwania piwa poprowadziły do centrum miasta. Jadąc widziałem pijaków sterczących w bramach opustoszałych domów i wiedziałem, że w rzeczywistości nie byłem inny od nich. Straciłem godzinę jeżdżąc po mieście aż znalazłem miejsce, gdzie było piwo. Mając we łbie na tyle, że chwilami traciłem pamięć, w podróż do domu ustawiłem się za szybko jadącym samochodem. Mój umysł był tak przytępiony, że nie byłem w stanie zahamować, gdy zauważyłem światła. Znalazłem się na poboczu, jadąc 130 km/godz. w kierunku betonowej ściany. Wyglądała jak bilet do mojego obłędu. Umrzeć po pijanemu we wraku samochodu, to mogło być jedynym wyjściem z mojego pokręconego życia. Nic nie pamiętam od momentu pierwszego uderzenia, kiedy samochód wylądował na dachu a ja nieuszkodzony siedziałem daleko od czteropasmowej autostrady. Nigdy nie wierzyłem w żadnego Boga, ale to i tak nie wstrzymało od interwencji w moje życie. Pamiętam jasne światło, złoto-białe. Potem pojawił się głos, który po prostu powiedział: możesz przestać pić albo umrzesz. Tego wyboru próbowałem uniknąć przez ostatnie dziesięć lat. Był jak uderzenie w twarz i wyglądało, że to moja ostatnia szansa decyzji. W trzy tygodnie po tym dniu, jak mój samochód zamienił się w kupę złomu, znów zbierałem się, żeby odbyć taką samą podróż, aby się napić. Niedzielne zapasy skończyły się. Myśli i ciało domagały się kolejnej butelki. Schylając się aby zawiązać buty, spojrzałem w lustro. Nie podobało mi się to, co widziałem. Tylko 26 lat a już siwiejące włosy, przepalona twarz, oczy podkrążone a ja znów gotów jechać do miasta, ponieważ zachciało mi się pić. Natura mojej choroby objawiła się całkowicie. Dostałem niezłego kopniaka w tyłek. Byłem alkoholikiem. Od tego momentu w moim życiu zaczęły się dziwne rzeczy. Nie potrafiłem zrozumieć Boga, ale pomyślałem, że będzie lepiej, gdybym nie pił. Wstąpiłem do AA. Bardziej przez intuicję, jak i przypadkowo, zacząłem przerabiać kroki i inne praktyki czy sugestie zasłyszane na spotkaniach. Zacząłem doświadczać i zmieniać się. Nauczyłem się medytować, spróbowałem filozofii by przeżywać każdy dzień osobno i nawet nauczyłem się doceniać wartość cukierka. Ale chyba najważniejsze było to, że dostałem pijaka, z którym zacząłem pracować. Teraz wypada, żebym Wam powiedział, że już wiem, jak się wyzwolić z alkoholizmu, ale to nie ja. Patrząc wstecz zauważyłem nową wartość wydarzeń, które rozpoczęły się od mojego wypadku i doświadczenia z białym światłem. Przeczytałem dużo książek na temat duchowego doświadczenia. Wielu ludzi uważa to za halucynacje, ale w książce: "Jak to widzi Bill" nasz współtowarzysz mówi o realności doświadczenia kontra halucynacje. Mówi: "Niektórzy mogą myśleć, że jestem zarozumiały, kiedy twierdzę, że moje doświadczenie jest prawdziwe. Jednakże mogę z pewnością powiedzieć, że w moim własnym życiu jak i w życiu wielu innych ludzi owoce tego doświadczenia były prawdziwe a korzyści wręcz nieobliczalne". Piszę te słowa w niedzielę rano, wiele lat po tych zdarzeniach i nadal jest dla mnie cudem to, że nie muszę wypić 40-50 puszek piwa. De facto nie wypiłem ani jednej, a myśl o prowadzeniu samochodu po pijaku wydaje mi się idiotyczna.

Henryk


Pogrążony w wylewaniu

wg Grapevine październik 1963 r. przekład nieautoryzowany.

           Miałem dwanaście butelek whisky w domu, a moja żona kazała mi wylać je do zlewu, lub gdziekolwiek, co uznałem za wielce niemiłe zadanie. Wyjąłem korek z pierwszej butelki i wylałem zawartość do zlewu, za wyjątkiem jednej szklanki, którą wypiłem. Wyjąłem korek z drugiej butelki i postąpiłem podobnie, za wyjątkiem jednej szklanki, którą wypiłem. Wyjąłem korek z trzeciej butelki i wylałem whisky do zlewu, za wyjątkiem szklanki, którą wypiłem. Wyciągnąłem korek z czwartego zlewu i opróżniłem butelkę do szklanki, którą wypiłem. Wyciągnąłem butelkę z następnego korka i wypiłem z niego zlew, a resztę cisnąłem w szklankę. Wyjąłem zlew ze szklanki, zakręciłem szklankę korkiem i wypiłem. Kiedy już wszystko było puste, podparłem dom jedną ręką, a pozostałymi czterema rękami policzyłem butelki, korki, szklanki i zlew, a gdy podjechał dom - policzyłem je ponownie. Na koniec miałem wszystkie domy w jednej butelce i wypiłem je. Ale nawet na moment nie powstała mi w głowie myśl, że mógłbym być pijany.

Byłem głupcem sądząc, że pijaństwo, któremu uległem, było dłużej do opanowania.

J.M.


 Wspaniałe wypracowanie

nieautoryzowany przekład z GRAPEVINE

Niczym szczęśliwy szczeniak merdający ogonem po odniesieniu aportu, tak i ja spodziewałem się pogłaskania po głowie. Właśnie skończyłem pierwsze zadanie domowe, jakie Vince, mój sponsor zalecił mi na początek Pierwszego Kroku. Rozpocząłem je, najlepszym jak dotąd w AA, objaśnieniem treści zawartej w kroku owym, rozbudowując potem swe tezy w miarę uczęszczania na mityngi Pierwszego Kroku. Poza chodzeniem na mityngi czytałem na okrągło "12x12" i Wielką Księgę. W końcu byłem gotowy przekazać Wince'owi całe, przygotowane przeze mnie kompendium wiedzy i mądrości na ten temat. Zdenerwowany? Tak, byłem. Gdy centrala wybierała numer Vince'a gorączkowo przerzucałem w głowie to, co mam mówić. Jednocześnie byłem bardzo dumny ze swej wiedzy o chorobie.. Wtedy Vince odebrał. Wszystko mi się pomieszało. Gdy mnie trochę uspokoił zacząłem wyjaśniać mu pierwszy krok. Mówiłem o niekierowaniu życiem, o tym, że moje życie zmalało, że wszystko zmieściłoby się w pudełku na buty. Dalej już gładko poszedłem do Rozprawy o Bezsilności.

Tego wprost nie mogłem się doczekać. Od wzmianki o naszej bezsilności wobec ludzi, miejsc i rzeczy, poprzez rozliczne przykłady, dotarłem do w pełni rozbudowanej, silnie ugruntowanej na AA ekspozycji tematu, po czym zamilkłem, oczekując, że usłyszę od Vince'a, jak wspaniale opanowałem temat, gotów w jednej chwili napęcznieć dumą. A on spokojnym głosem powiedział: " w tym kroku jest mowa o bezsilności wobec alkoholu". Byłem zdruzgotany. Jakby  Vince wbił szpilkę w balon mej pychy, całe powietrze ze mnie uszło. Jeszcze się broniłem: " A co z tymi, owymi i tamtymi sprawami itp. ?" Ale zostałem sprowadzony na ziemię jednym" nic nie rozumiesz " Na szczęście Vince rozumiał. Jeszcze parę lat trwało zanim w pełni zrozumiałem, że Pierwszy Krok dotyczy bezsilności tylko wobec alkoholu. Często wracam do domu z mityngów Pierwszego Kroku, na których była mowa o bezsilności wobec wszystkiego - tylko nie alkoholu. Wyjmuję wtedy "12x12" i po raz kolejny czytam rozdział dotyczący Pierwszego Kroku i jeszcze raz mogę zobaczyć, że cała jego treść skoncentrowana jest na alkoholu i na niczym więcej.

Ben N. New York


ZAKŁADY KARNE

 

           Mam na imię J..., jestem alkoholikiem. Chciałbym podziękować każdemu AA; wszystkim sponsorom i spikerom poświęcających swój czas i energię, aby przyjść do więzienia i dzielić się swoim doświadczeniem, siłą, nadzieją. Dzięki nim za mury więzienia trafia posłanie AA. Specjalne podziękowania należą się sponsorom AA i spikerom, którzy odwiedzają mój zakład, z którymi znam się od lat. Przykład przyjaciół z zewnątrz, którzy odwiedzają nasze więzienne mityngi daje nam wszystkim nadzieję na lepsze życie po odbyciu wyroku. I choć mogę mówić tylko za siebie, jestem pewien, że reszta chłopaków tutaj podziela to moje odczucie. Ci ludzie z AA nie żartują, nie próbują nam wcisnąć, że wszystko jest "usłane różami" tam, gdzie nie jest. Ale są zadowoleni ze swego losu, przygotowani do stawienia czoła każdej okoliczności, która zdarza się w codziennym życiu. Czas mija. Na miejsce dawnych przyjaciół AA pojawiają się kolejni umożliwiając nam w ten sposób odbywanie dwóch mityngów AA tygodniowo. Mówią, że można więcej... Gorące podziękowania im wszystkim. Tak wiele życia spędziłem w więzieniu , że już prawie zapomniałem, jak wygląda świat za kratą. Jedno, co pamiętam, to wypitka, kobiety, hazard i oczywiście zbrodnię; ale gdy widzę tych, którzy przychodzą na nasze mityngi, to mam ochotę doczekać zrelaksowanego, szczęśliwego życia; nawet jeśli z pewnymi problemami - są możliwe do poradzenia sobie ! Ale muszę nauczyć się aby w przypadkach niepowodzeń nie sięgać po pierwszy kieliszek. To początek. To jest główne przesłanie, które dostaję z przykładu AA i to sączy we mnie nadzieję, że też mogę wyjść tam, na zewnątrz i doświadczyć tej samej pogody ducha, odwagi i mądrości, którą widzę na mityngach AA. Dzięki dla mojej Siły Wyższej i dla AA.

J...


JAKIE NIOSĘ POSŁANIE?

 

Nieraz, gdy zadaję sobie pytanie „Czy niosę posłanie?", odpowiedź brzmi „Tak". Choć AA naucza mnie, że mogę mówić tylko za siebie, przypuszczam, że również wielu przyjaciół udzieli takiej samej – prawdziwej - odpowiedzi. Oczywiście zakładając, że chodzimy na mityngi, przez samo uczestnictwo w nich niesiemy posłanie o fakcie, że jesteśmy alkoholikami, członkami AA, a wrzucając coś do kapelusza informujemy o tym, że wiemy co znaczy, że „utrzymujemy się z naszych dobrowolnych datków". Zmywając szklanki wyjaśniamy wszystkim, że jest to program działania. Nieraz słyszymy powiedzenie: "Kto szklanki myje, ten nie zapije" Zatem wszyscy niesiemy jakieś posłanie, więc może warto inaczej zadać pytanie : „Jakie niosę posłanie?", "Jaka jest jego wartość?" Nie musimy przecież otwierać ust, aby coś przekazywać. Przez siedzenie na mityngu z nieszczęśliwą miną też coś przekazuję. Jeśli ma to charakter okazjonalny, może oznaczać, że czasami mam zły dzień. Jeśli zdarza się często, inni mogą to odebrać jako znak, że długotrwała trzeźwość nie jest warta wysiłku! To co jest przekazywane  podczas tych „milczących posłań" może czasem być bardziej efektywne i skuteczne niż to, co jest przekazywane słowem. Nie mamy kontroli nad tym, jak inni ludzie interpretują nasze spojrzenia lub język ciała. Nie oznacza to oczywiście, że możemy być pochopni lub nonszalanccy w słowach. Co mamy zamiar powiedzieć, co rzeczywiście mówimy i co inni myślą, że mówimy - to mogą być trzy zupełnie różne rzeczy. „Dzielenie się", jest w pierwszym rzędzie tylko moją opinią ale może być dla innych również „egzotyczną teorią", niewiele mającą wspólnego z ich doświadczeniami. Treści niesione przez każdego z nas są tak różne, jak kreda i ser. Osobiste przykłady często krzyczą głośniej niż słowa. Rzeczywiście dbałość o porządek czy mycie szklanek o wiele lepiej niesie posłanie, niż prawienie komuś kazań na temat wykazywania chęci. Kto to powiedział „Twoje słowa mówią tak głośno, a ja nie mogę zobaczyć nic z tego, co mówisz"? Nawet najlepsze intencje mogą nie docierać, lub nawet być wymazane z pamięci, jeśli działania nie pokrywają się ze słowami. Jak ktoś mi ostatnio przypomniał na mityngu „Wolę raczej zobaczyć treść kazania, niż je usłyszeć - obojętnie kiedy". Dni, kiedy w ramach Dwunastego Kroku aktywnie uczestniczyłem w różnych służbach grupy już przeminęły. Pewnie mógłbym tłumaczyć się wiekiem, zawałem czy pracą, ale to nie mówiłoby całej prawdy. Wierzę, że w służbie Dwunastego Kroku najlepiej się spisują ci, którzy mają dwa lub trzy lata trzeźwości. Czasami spotykam się z opinią, że nawet kilka miesięcy trzeźwości kwalifikuje do pełnienia służb, zaś inni, nawet po dziesięciu latach trzeźwości nie są do nich przygotowani. Nie będę się spierał z którąkolwiek z tych opinii, powiem tylko, że dla mnie dni stosowania takiej metody trzeźwienia raczej już minęły. Czuję, że wykonałem moją działkę i nastał czas na to, by inni zaczęli zdobywać konieczne doświadczenia. Choć żarliwie wierzę w skuteczność służby AA, równie wierzę w rotację. Wierzę, że przez „uzależnienie" od pewnych obowiązków wykraczające poza rozsądny czas pozbawiamy innych szansy doświadczenia służb. A o czym świadczy, jeśli nie udaje mi się przekazać wymienionych zadań? Że jestem niezastąpiony? Że nie dowierzam, że nowy może temu podołać? Że rotacja jest obowiązkowa dla innych, ale nie stosuje się do mnie?  Moje miejsce - to być gotowym na wezwanie o pomoc.  I za to jestem odpowiedzialny.

b......


Z ŻYCIA WZIĘTE

 

Na mityngach uczę się tolerancji. Choć zawsze uważałam się za osobę tolerancyjną to tu doznałam szoku. Nie podobała mi się czyjaś wypowiedź. Jakby prowokując kłótnię mówię, że człowiek mi się nie podoba. A oni znów mnie zaskakują masz prawo do tego. Masz prawo być niezadowolona - to ludzkie.  Zupełnie przypadkowo przyjaciel podsunął mi tekst z MITYNGU o kobiecie która czuła ogromną potrzebę uczestnictwa w mityngach pomimo tego że nie osiągnęła swojego dna. Podobnie jak ja nie straciła rodziny, nie przepiła majątku, nie była w izbie wytrzeźwień. Czuła jednak, że jest coś z nią nie tak. I wtedy odkryła trzecią tradycję „Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia”. Tak to o mnie. Chociaż nadal mam obsesję picia, choć „alkohol chodzi za mną” bardzo pragnę nie sięgnąć więcej po kieliszek. DZIŚ NIE PIJĘ.

Jola


WYPOWIEDZI Z WARSZTATÓW NA TEMAT LITERATURY.

-    Literatura AA to wszystkie te pozycje wydane za zgodą BSK. Dla mnie Sławka alkoholika swoiste imprimatur wydane przez BSK jest gwarancją czystości i pochodzenia opublikowanych materiałów.

-    Jest to zbiór zasad i tradycji, które pomagają w procesie trzeźwienia. Jest dobrym partnerem pomocnym w procesie trzeźwienia. Jest to sposób na dyscyplinowanie moich chorych emocji. Jest to także łącznik, przekaźnik wiedzy na temat choroby i zdrowienia w świecie gdzie Wspólnota AA rozrasta się w jedność.

- Osobiście dla mnie literaturą AA są publikacje takie jak 12 Kroków, 12 Tradycji, Wielka Księga, Jak żyć w trzeźwości, AA wkraczają w dojrzałość. Reszta publikacji jest mi pomocna w moim trzeźwym życiu. Dzięki literaturze AA ulotkom, które mówią o Wspólnocie AA nadal cieszę się trzeźwym życiem.

- Dla mnie literatura to wskaźniki na nowe życie, pomaga mi odejść od złości i agresji. Literatura pozwala mi poznać struktury i działalność AA. Czytane fragmenty któryś raz z kolei po jakimś czasie dzięki temu za każdym razem widzę innym spojrzeniem na dany temat.

- Osobiście sięgam po literaturę każdego dnia bez względu na humor i samopoczucie. Byłoby mi trudno pracować ze sponsorem bez wydanych pozycji AA– owskich.

 - Wtedy gdy jest mi potrzebna. Kiedy chcę coś zobaczyć, dowiedzieć się, coś w sobie zmienić, na mityngach, w pracy ze sponsorem i wtedy gdy chcę przeżyć dzień na trzeźwo. Gdy jest mi źle i nie daję sobie rady, gdy czuję się dobrze.

- Po literaturę AA sięgam przeważnie kiedy chcę z niej skorzystać. Na początku mojej drogi ku trzeźwości, często korzystałem z naszej literatury. Obecnie dzieje się to sporadycznie. Obecnie jestem na etapie czytania „Jak to widzi Bill”. Korzystałem z naszych publikacji kiedy prowadziłem mityng. Musiałem to robić, ponieważ wymagała ode mnie tego służba. Potrzebę korzystania z literatury wymógł na mnie mój sponsor, kiedy pracowaliśmy nad programem AA. Dzięki mojemu sponsorowi wiem jak mam korzystać z literatury.