MITYNG 02/68/2003

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


JESTEŚMY ODPOWIEDZIALNI

Dwanaście tradycji AA zostało przyjętych jako skuteczny rezultat doświadczeń poprzedników na drodze do trzeźwości. Dzisiaj, dla nas, odpowiedzialność za własną trzeźwość polega na przekonaniu, że ich stosowanie pozwoli nam jak najlepiej, najsprawniej powracać do zdrowia. Ta odpowiedzialność pociąga za sobą udział w różnego rodzaju służbach. Często spotykam się przy tym z opinią, że to właśnie nasze tradycje sprawiają, że rozpoczynamy pracę z Krokami - programem zdrowienia AA. Najczęściej możemy spotkać dwie współpracujące linie służb. Pierwsza z nich obejmuje mandatariuszy wybieranych w grupach, delegatów oraz tworzone przez nich niezbędne struktury aż do Konferencji Służby Krajowej w Polsce czy Konferencji Służb Ogólnych w Nowym Jorku. Stanowią one głos zbiorowego sumienia AA. Druga zaś, obejmująca rzeczników grup, intergrup, biura regionalne, Biuro Służby Krajowej; tworzona jest, by jak najskuteczniej nieść posłanie AA za pomocą środków przekraczających możliwości pojedynczych osób czy grupy. Nieraz się zdarza, że służby, które spotykamy, wypełniają jednocześnie oba te zadania; oczywiście o tyle, gdy są chętni do jej pełnienia. Jednak, zanim ktokolwiek zainteresuje się służbą, musi najpierw dotrzeć do wspólnoty. Osiągamy to ogłaszając wszędzie, że AA żyje, ma się dobrze, że wyciąga rękę przyjaźni do każdego potrzebującego pomocy alkoholika. Zwykle biura regionalne czy krajowe prowadzą punkty informacyjno-kontaktowe, w których, w zależności od datków wspólnoty, pracownicy bądź wolontariusze odpowiadają na listy i pytania telefoniczne. Prowadzą dystrybucję literatury będącej wyrazem zbiorowego sumienia naszej wspólnoty. Zapewniają miejsce spotkań członków i sympatyków AA. W ostatnim okresie wiele uwagi poświęca się informacji publicznej w internecie i innych mediach. Pomocni zdają się być w tej działalności sympatycy AA. Te i pewnie jeszcze wiele innych sposobów, mają na celu zainteresowanie cierpiącego alkoholika możliwością uporania się z własną chorobą. Chcemy każdemu przekazać nasze podstawowe przesłanie:

Nie wszystko stracone. I ty możesz przestać pić

Teraz, kiedy już po raz pierwszy nowicjusz przekroczy próg naszego mityngu, do odpowiedzialności indywidualnego członka i grupy AA należy zapewnienie mu opieki, a później - powoli, ale pewnie - danie do zrozumienia, czym jest AA, bowiem dla nowicjuszy służba jest dopiero przyszłością. Podobnie jak w wielu innych krajach prowadzimy szeroką informację w celu zainteresowania członków AA służbą, również poza swoją grupą. Ale zdarza się, że zagadnięci często odpowiadają - "Nie chcemy się angażować. To zbyteczne". Jasne, że nikogo nie będziemy agitować "na siłę"; w AA nie ma przymusu zdrowienia. Możliwe, że zagadnięty jeszcze nie pragnie tego, co my w AA posiadamy. Doświadczenia wspólnoty mówią, że ktoś raz wciągnięty, szybko zorientuje się, że służba jest zbiorowym wysiłkiem w wielkim kole zadań pomocy cierpiącym alkoholikom. Jest również stałym źródłem radości w oceanie trudów życia. Znika uczucie osamotnienia. Wezwanie - "Jestem odpowiedzialny"- szybko staje się - "Jesteśmy odpowiedzialni". Przyszłość AA zależy od tego, jak już w grupie jesteśmy odpowiedzialni, bo na tym poziomie rzeczywiście rozpoczyna się praca 12 kroku. Musimy mieć służby, by ktoś odpowiadał na telefony o pomoc, by byli wolontariusze do przenoszenia najróżniejszych, niezbędnych informacji, tak, aby każdy nowicjusz miał możliwości powrotu do zdrowia. Na przykład członek wybrany przez grupę jako mandatariusz jest odpowiedzialny za utrzymanie grupy w kontakcie ze służbami na całym świecie. Dokonuje tego poprzez udział w pracach swojej intergrupy czy zespołów regionalnych. W ten sposób każda grupa może mieć wkład w działania AA na całym świecie. A z każdym dniem zbliża się termin kolejnej wiosennej Konferencji Służb AA Regionu Warszawa. Tym razem ma odbyć się w Nadarzynie. Znów wybierzemy przyjaciół / powiernika, delegatów SK /, aby prowadzili nasze służby. Obdarzymy ich zaufaniem, zastanowimy się nad kierunkami działań najlepszych dla przyszłości AA. Wysłuchamy informacji o tym, co w naszych planach się udało, a gdzie mamy trudności. Wymienimy doświadczenia w temacie - NASZ GŁÓWNY CEL. Przypomnijmy tylko, że udział w tej dyskusji jest nie tylko próbą ujawnienia naszego wspólnego sumienia, ale również przygotowaniem do udziału w dyskusji na Konferencji Służby Krajowej. Wybrany powiernik i delegaci SK zawiozą tam naszą wspólnie wypracowaną świadomość. Na zakończenie poprosimy Siłę Wyższą o pomoc, by nasze posłannictwo mogło objąć opieką coraz większą liczbę potrzebujących.

M....  


JEŚLI CHCESZ MIEĆ TO, CO JA MAM ...

Z "AA Grapevine" czerwiec 1987 r., tłumaczyła Kasia
z polskiej grupy AA w Bostonie, USA

Strach i lęk nie rujnują mojego życia, aczkolwiek jeszcze mnie nie opuściły. - Jeżeli doskwierają również Tobie, wyznaj mi swoje obawy ... Poprosiłeś mnie o sponsorowanie, to znaczy, że chcesz mieć to, co ja już osiągnęłam. Ja mam ZNOŚNE WARUNKI MATERIALNE. Z przyjemnością podzielę się trochę z Tobą, zanim nie osiągniesz swojej stabilizacji. Wtedy jednak, proszę, podziel się z kimś, kto znajduje się w potrzebie. Chętnie opowiem Ci co zrobiłam, a jeśli będziesz robił to co ja, to również Tobie uda się to osiągnąć. - Mam wielu PRZYJACIÓŁ. Gdybyś czuł się samotny chętnie zapoznam Cię z nimi, zanim znajdziesz swoich. Ale proszę: nie krzywdzić ich. Chętnie opowiem Ci, jak ich poznałam. Może też się z kimś zaprzyjaźnisz. - Mam SPOKÓJ DUSZY, którym chętnie się z Tobą podzielę, dopóki Ty nie uzyskasz pogody ducha. Bądź ze mną, a będziesz spokojny. Ale proszę, nie sprawiaj kłopotu. Opowiem Ci z przyjemnością, jak ja zachowuję spokój. Jeśli zrobisz to, co ja robię, też otrzymasz swoją szansę. - Ja mam PEŁNE, SZCZĘŚLIWE ŻYCIE, w którym dzieją się różne dobre rzeczy. I tym też się z Tobą podzielę, dopóki nie zbudujesz swojego. Zadzwoń lub przyjdź; gdy jesteś smutny, samotny lub czujesz pustkę w sobie. Pójdziemy gdzie zechcesz. Do kina lub na zakupy. Albo pomożesz mi w tym, co ja robię w danej chwili - zawsze w towarzystwie jest raźniej - i dostrzeżesz, że życie wygląda bardziej pozytywnie. - Odnalazłam SENS W ŻYCIU,KIERUNEK. Życie ma dla mnie wielkie znaczenie. Gdybyś chciał mieć to samo, idź ze mną moją drogą, dopóki nie znajdziesz swojej. Ja kiedyś byłam taka jak Ty, w konfuzji i strachu. Pamiętam, jak byłam przerażona swoimi problemami. Nie wiedziałam, gdzie mam się skierować, co robić. Nie wiem, jaki kierunek obierze Twoje życie, ale jeśli choć trochę chcesz poznać moją drogę, to podziel się problemami, frustracją i strachem ze mną. Wówczas ja Ci powiem, jak ja się ich pozbyłam, kiedy podobnie do Twoich, moje problemy stały na mojej drodze. Może takie rozwiązanie będzie skuteczne dla Ciebie, dopóki nie znajdziesz swojego. - NIE ŻYWIĘ DO NIKOGO ŻADNYCH URAZ, nie jestem w tej chwili na nikogo zła. Jeśli tego pragniesz, podziel się swoją złością ze mną. Krzycz i złość się, jeśli chcesz - płacz. To mnie nie zrani ani nie urazi, nie zakłóci mojego spokoju. Opowiem Ci z przyjemnością, czego nauczyłam się, kiedy czułam się krzywdzona. Co zrozumiałam i jak uspokoiłam się. Może w lekcji, jakiej doznałam, znajdziesz także naukę dla siebie. - STRACH już nie rządzi w moim życiu, chociaż ciągle jeszcze go doznaję. I jeśli chcesz, to opowiem Ci o swoim lęku. Z przyjemnością opowiem, czego nauczyłam się będąc pod wpływem strachu tak, jak Ty jesteś teraz. Opowiem Ci, jak ja to przeżyłam lub jak nauczyłam się z tym żyć. Może te narzędzia, jakimi ja się posługuję, będą przydatne i Tobie. - CORAZ RZADZIEJ CZUJĘ SIĘ SAMOTNA. Już przez długi czas nie mam z tym problemu. Zamiast sam, bądź ze mną jakiś czas. W chwilach, kiedy czujesz się samotny, ja też mogę czuć się samotna. Ale nie możemy czuć się samotnie, gdy jesteśmy razem, prawda? Lecz jeśli się tak poczujesz i zjawisz się natychmiast, wtedy ja mogę być zajęta kimś innym, chcąc rozproszyć swoją samotność. Może mnie nie być w domu. Wtedy zadzwoń lub idź do jednego z moich przyjaciół. Oni też mogą pomóc. - JUŻ NIE CZUJĘ NIENAWIŚCI DO SIEBIE. Jeśli tego potrzebujesz, to pozwól mi się kochać. Ja już Cię kocham; nie wiem czy o tym wiesz? Możesz mnie urazić, jeśli mnie odrzucisz. Ale jeśli pozwolisz się kochać, przekonasz się, że też kochasz. Nie bój się. Ja potrzebuję Twojej miłości, Twojego uczucia, gdy mi jest smutno, gdy jestem zła, gdy moje uczucia mnie bolą. Potrzebuję tego, gdy jestem strasznie uparta, gdy moja duma nie pozwala prosić o pomoc. Ty zobaczysz to wszystko we mnie i przekonasz się, że możesz mnie kochać jeszcze bardziej za to, ponieważ jestem BARDZO SŁABA - TAK, JAK TY. Jeżeli potrafisz kochać mnie, a ja jestem taka sama jak Ty - to jak możesz NIENAWIDZIEĆ SIEBIE? Kiedyś byłam bardzo rozbita, użalałam się nad sobą, nie wiedziałam co robić. I otworzyłam się przed drugą osobą, która czuła się tak samo, jak Ty w tej chwili. Słuchałam, co do mnie mówiła - mało; słuchałam i starałam się zrozumieć. Ale najwięcej - jak sądzę - nauczyłam się wtedy, gdy zaczęłam obserwować, co ta osoba robi. I wtedy zaczęłam robić to samo. I zaczęłam mieć podobne wyniki. Nie zupełnie wszystko i nie dokładnie to samo, ale zaczęłam mieć to, co było mi potrzebne. A więc widzisz, nie jestem w stanie dać Ci dokładnie tego wszystkiego, co mam. Pewnie nie wszystko byłoby dobre dla Ciebie. Nie! Ty musisz odnaleźć swój sposób na życie. Myślę, że już go masz, tylko musisz odnaleźć w sobie, tam gdzieś głęboko. I musisz to wydobyć na powierzchnię. Ja mogę podzielić się z Tobą tylko sposobem, w jaki codziennie odnajduję w sobie coś dobrego. Oczywiście nie chodzi o to, abyś tylko mnie słuchał. Możesz próbować robić to, co ja robię. Niektórzy moi przyjaciele też mają to, czego Ty pragniesz. Rób to, co oni robią. Czasem zauważysz, że popełniamy błędy. Wtedy postaraj się wybaczyć nam i staraj się nie robić takich samych błędów. Proszę nam wybaczyć i zapomnieć. Ja i moi przyjaciele podzieliliśmy się z Tobą sposobem, w jaki realizujemy nasze zdrowienie, zanim Ty znajdziesz swój własny sposób. Prawdopodobnie znajdziesz go, gdy wejdziesz na drogę, którą my idziemy. Na tej drodze znajdziesz dużo kamieni i ścian. Myśmy też upadali i przewracali się. Więc jeśli trzeba, podniesiemy Cię i otrzemy Twoje łzy, ustawimy znów na właściwej drodze. Czasami poprosimy Cię, abyś wykopał kamień lub przeskoczył ścianę. Pokażemy Ci stopnie, którymi szliśmy i sugerujemy, abyś też przez nie szedł. Błagamy, abyś się nie bał i zaczął natychmiast swoją podróż. I przyrzekam Ci, że to, co znajdziesz po drugiej stronie - tam naprawdę jest druga strona - to jest właśnie to, o czym nigdy w swoim życiu nawet nie marzyłeś. To będzie Twoje własne. Jak nigdy polubisz swoje życie. I wtedy dopiero naprawdę zjednoczysz się z nami; ze mną i z moimi przyjaciółmi. Będziesz zdolny pomóc komuś drugiemu w ten sam sposób, w jaki mój sponsor pomógł mnie. Będziesz zdolny pokazać innym, jak naprawdę wygląda prawdziwe życie. Na początku będziesz to wszystko robił z lekko zamglonym umysłem. Trzeba czasu na wyklarowanie nowego myślenia, odzyskanie uczuć, które muszą być przez Ciebie przyswojone. Gdy zaczniesz iść tą wybraną drogą, zauważysz, że będziesz coraz mniej zainteresowany bałaganem, w jaki Cię wprowadził alkohol. Pamiętaj, że Ty nie reagujesz na chemikalia jak normalni ludzie, pomimo, że Twój umysł ciągle Ci podpowiada, że tym razem będzie inaczej. Może natychmiast poczujesz ulgę, może nadejdzie to później, ale to przyjdzie! Zawsze przychodzi. To będzie nagroda na nowej drodze życia. Twoje zdrowienie będzie następowało szybciej, jeżeli nie będziesz pił, niezależnie od tego, co będzie się działo w twoim życiu! Kiedykolwiek przyjdzie Ci przemożna chęć sięgnięcia po kielicha, zadzwoń natychmiast do kogoś z nas, idź na mityng, rób coś dobrego. Wszystko przejdzie. A jeśli będziesz miał ”wpadkę”, to znów będziesz musiał czekać, aż Twój umysł się „wyklaruje”, zanim zaczniesz swój program trzeźwienia od nowa. To ponowne trzeźwienie może długo trwać, dłużej nawet niż pierwsze podejście. Ale to może w ogóle już się nie zdarzyć, choć Ty naprawdę będziesz miał znów wiele problemów do pokonania. A więc proszę Cię, nie rezygnuj, zanim ten CUD nie przydarzy Ci się. Jeśli naprawdę uczciwie i szczerze pragniesz zacząć nowe życie, Bóg będzie Cię miał w swojej opiece i zaopiekuje się Tobą, kiedy Ty nie będziesz zdolny to uczynić. Mną już się opiekuje, ale obejmie tą opieką także i Ciebie.


SPOTKANIA ROBOCZE

- sprawy organizacyjne - inwentura grupy -

W miarę potrzeb, często co miesiąc lub kwartał, wiele grup zwołuje roboczy mityng grupy, zwany INWENTURĄ GRUPY. Rzecznik lub inna osoba funkcyjna na miesięc lub 2 tygodnie wcześniej ogłasza temat i termin inwentury, która zazwyczaj odbywa się w drugiej części mityngu choć nieraz jest to cały mityng lub mityng specjalny w osobnym terminie. Niektóre grupy pozwalają w niej uczestniczyć osobom z zewnątrz AA/ np. duchowny, terapeuta, pracownik socjalny, lekarz, - możliwe, że jest to wspaniała okazja pokazania stosowania naszych zasad w działaniu, pokazania na ile się zmieniamy /. Pamiętamy jednak, że przy wszelkich głosowaniach, tylko członkowie grupy mają głos oraz to, że wybory to nie test popularności, że głosujemy w ramach czegoś, co jest naszym wspólnym dobrem. Mamy okazję do wykazania odpowiedzialności za naszą trzeźwość..
1. Przegląd spraw organizacyjnych
-.Przegląd i wybór nowych osób do służb w grupie,
-. Ustalenie terminów spotkań, koordynacja współdziałań z innymi
-. Otrzymywanie i omawianie sprawozdań finansowych grupy
-. Wysłuchanie sprawozdań mandatariusza i innych członków grupy
-. Podział nadwyżek funduszów grupy pomiędzy intergrupę, region, BSK
-. Przypomnienie tematów Konferencji: Służby Krajowej i Regionalnej - przedstawiamy udział grupy
2. Kolejny etap inwentury może dotyczyć ustalenia, na ile grupa żyje zgodnie z zasadami wyznaczonymi przez Dwanaście Tradycji AA. Doświadczenia wskazują, aby omawiać nie więcej niż jedną Tradycję naraz. Można podkreślić, że przestrzeganie zasad AA stwarza warunki, w których najskuteczniej zachodzi zdrowienie alkoholików. Odrzucanie zasad AA nie wymaga wysiłku, osobistego poświęcenia, ale czy jest to wtedy grupa AA? Wiele uwagi poświęca się przygotowaniu do dyskusji. Tak więc zanim zabiorą głos członkowie grupy czy przeprowadzi niezbędne głosowania, prosi się kilku bardziej doświadczonych członków o wprowadzenie do poruszanych tematów, wyjaśnienie wątpliwości. Musimy też sobie uświadomić, że wielu członkom brak doświadczenia w procedurach głosowania, że czują się zbyt onieśmieleni, aby zabrać głos. Ważne jest stworzenie przychylnej atmosfery dla wszystkich bez względu na staż uczestnictwa w grupie. Uformowanie się sumienia grupy jest procesem potrzebującym czasu i szczególnej rozwagi, wymaga wysłuchania poglądu mniejszości i uświadomienie sobie co stanowi różnicę zdań. W niektórych przypadkach może to okazać się punktem zwrotnym w dyskusji. Pamiętajmy, że duchowa natura naszej społeczności, zawarta w Tradycjach i Koncepcjach, dostarcza obfitych wskazówek dla każdej grupy.
3. Następnie członkowie grupy mogą wypowiedzieć się, na ile grupa wypełnia swój podstawowy cel: - niesienie posłania alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi,
Czy wiem na czym polega różnica między niesieniem posłania AA a pracą Dwunastego Kroku?
Czy grupa w swojej pracy korzysta z literatury AA; czy wie, które pozycje są literaturą AA a które nie?
Czy wiem jak moja grupa niesie posłanie AA?
Czy może robić to lepiej, skuteczniej?
Jak rozszerzyć posłanie, by objąć nim szersze grono alkoholików?
4. Kolejny ważny temat do omówienia to SPONSOROWANIE.
Warto zapytać członków grupy:
Czy wszyscy członkowie grupy mają sponsora?
Co przeszkadza w posiadaniu sponsora? Jaka cecha charakteru?
Czy wiem, że droga przebywana wspólnie z doświadczonym przewodnikiem może być bardziej skuteczna?
Jak grupa może pomóc w znalezieniu sponsora?
Ci, którzy mają sponsora mogą podzielić się swoim doświadczeniem, powiedzieć jakie opory w sobie przełamali i jakie to miało znaczenie dla ich trzeźwienia. Podobnie mogą wypowiedzieć się sponsorzy podkreślając, ile się nauczyli w czasie sponsorowania.
5. Czy podkreślamy znaczenie anonimowości zarówno uczestników mityngu jak i osobistą?
Jak grupa dba o swój wizerunek w oczach ludzi spoza AA?
6. Niektórzy członkowie grupy biorą udział w pracach intergrupy, regionu. czy służby krajowej. Czy grupa jest zainteresowana informacjami z tych środowisk, czy tylko "skazana " na mielenie własnych spraw?

Czy czuje się członkiem większej całości? Jak to się przejawia w realizacji 7 Tradycji?

Czy zdaję sobie sprawę, że wyraźnym przejawem naszego przebudzenia duchowego jest wzrastająca odpowiedzialność, będąca wynikiem pogłębiającej się świadomości czym jest wspólnota AA i jej zasady? Jak przebiega współpraca a nie łączenie się?
7. Zdarza się, że gwałtownie spada obecność na naszych mityngach, mniej członków grupy angażuje się w prace przygotowania mityngu.
Czy grupa potrafi sobie poradzić z trudnościami?
Czy wykorzystuje doświadczenie długoletnich członków AA?
Jak grupa realizuje Program AA we wszystkich Legatach:
JEDNOŚCI, SŁUŻBY i ZDROWIENIA?

Prawie każdy problem w grupie ma swoje rozwiązanie, do którego można dojść poprzez odnajdywanie sumienia grupy, zrezygnowanie w dyskusjach z pozycji "krwawiącego diakona". Humor, wyciszenie, cierpliwość, uprzejmość, gotowość do wysłuchania i czekania, poczucie sprawiedliwośći i ufności w "Siłę Większą od nas samych" są skuteczniejsze niż argumenty prawne lub osobiste.

Więcej informacji uzyskasz w broszurze
GRUPA AA wydanej przez BSK  



TRZEBA BYŁO WIELU LAT PICIA,

wielu porażek, upadków, abym sama przed sobą przyznała, że jestem bezsilna wobec alkoholu, że on mnie ubezwłasnowolnił. Co z tego, że czas młodości przeżywałam jako abstynentka, kiedy w domu rodzinnym spożywano prawie na co dzień alkohol, a w święta, żaden z gości nie wychodził trzeźwy. Po takim pijaństwie dochodziło do awantur i rękoczynów. Moje pierwsze, częstsze spożywanie alkoholu – wódki – zaczęłam kiedy miałam już dwójkę dzieci. W tym czasie zaczęły mi się nawarstwiać problemy rodzinne; rozwód, zmiana miejsca zamieszkania. Wykonywałam również bardzo odpowiedzialną pracę, która wiązała się z częstymi wyjazdami. Coraz częściej, mimo całej determinacji, nie mogłam sobie poradzić z rozwiązywaniem, samotnie, swoich problemów. Alkohol, mimo iż mi szkodził, stał się dla mnie „podporą”, towarzyszył mi we wszystkich, zarówno trudnych, jak i radosnych chwilach mojego życia. Nietrudno się domyśleć, że przyszedł czas, w którym nie mogłam się bez niego obyć, mimo iż zaczął mi rujnować życie i zdrowie. W międzyczasie, dzieci, nie wiadomo kiedy, wydoroślały, usamodzielniły się, a ja zostałam sama z alkoholem. Coraz częściej musiałam zmieniać pracę, która zawadzała mi w moim samotnym piciu. A przecież musiałam pracować, żeby mieć na wódkę no i na opłaty. Na jedzenie właściwie nie potrzebowałam pieniędzy, aby była „popitka” i papierosy. Moją ulubioną porą roku stała się późna jesień i zima. W ciemności czułam się bezpiecznie. Unikałam ludzi, ponieważ miałam świadomość, że alkohol wyrył piętno na mojej twarzy i na moim zachowaniu. Na szczęście przyszedł moment, że miałam już tego dość, o własnych siłach nie mogłam się wyrwać z kleszczy, którymi mocno oplatał mnie alkohol, którego piłam coraz większe ilości. Zalana łzami klęczałam i wołałam do Boga o pomoc. Pokonując źle pojęte poczucie wstydu zawlokłam się do Poradni Odwykowej, którą potraktowałam jako koło ratunkowe. Z czasem przystąpiłam do Wspólnoty AA. Mimo, iż z całą determinacją przyznałam, że jestem bezsilna wobec alkoholu, długo nie mogłam zaakceptować, że jestem alkoholiczką. Z chwilą gdy dowiedziałam się, że alkoholizm to choroba, a nie żadne przekleństwo od Boga, z całą sumiennością zaczęłam się leczyć na wszystkich możliwych „frontach”. Gorzej było z mityngami. Mimo, iż uczęszczałam na spotkania wielu grup, ciągle czułam się samotna, poza nawiasem grupy. A jednak z czasem, słuchając wypowiedzi innych alkoholików przyznałam, że nie kieruję własnym życiem, że niepotrzebnie, bo bezskutecznie planuję swoją przyszłość. Moje problemy dnia codziennego rozwiązywały się w sposób nieprzewidywalny. Dzięki zrządzeniu losu
( złamałam nogę ), przełamałam swoją pychę i zwróciłam się o pomoc do drugiego alkoholika. Ku swojej wielkiej radości zauważyłam, że to działa. Zaczęłam też aktywnie uczestniczyć w życiu grupy, zaczynając od mycia szklanek i podawania herbaty, czy kawy i dzięki temu zaczęłam się czuć jak cząstka grupy, dzięki której zaczęły się dokonywać we mnie pozytywne zmiany. Z chwilą kiedy z całym przekonaniem zaakceptowałam, że jestem alkoholiczką, zaczęłam odczuwać satysfakcję i radość z nauki życia w trzeźwości. Każdemu z Was życzę przeżywania tej radości na co dzień. Życzę Wam, aby radość i miłość do drugiego człowieka towarzyszyła Wam szczególnie w czasie tych cudownych Świąt Bożego Narodzenia.

D.



..Nawet przy najlepszych chęciach znajdziemy się nieuchronnie
na kursie kolizyjnym z inną istotą ludzką lub losem...

TRADYCJA DRUGA MÓWI:

„Jedynym i najwyższym autorytetem jest miłujący Bóg, jakkolwiek daje się On wyrazić w sumieniu grupy”. Bardzo długo myślałam, że tradycja ta tyczy się grupy, czyli mityngów, tylko grupy i tego co się dzieje na niej. Po powrocie do domu już o tym nie myślałam. Przez ładnych parę lat tworzyłam przy pomocy wspólnoty mój nowy świat. Mniejszy niż przedtem, łagodniejszy, spokojniejszy, uśmiechnięty. Alkohol przestał być moim bezpośrednim problemem, nieżyczliwych ludzi odsunęłam na bok. Najważniejsze przeszkody z zewnątrz odeszły i zostałam ja z moim codziennym życiem, z jego kłopotami i radościami. Niby wszystko dobrze, a jednak nie do końca. Radości były moim osobistym sukcesem. A kłopoty? Tak naprawdę to nie chcę ich akceptować. Gdy one przychodzą, to czuję się skrzywdzona, niedoceniona, nieakceptowana. Ludzi, którzy mi ich przysparzają uważam za osobistych wrogów. Obrażam się na nich, czuję się urażona. Podejrzewam ich o nieżyczliwość, a nawet złośliwość. Wydawało mi się, że nawet często mam na nich sposób. Skoro ja jestem taka życzliwa i miła, to można coś zrobić, żeby oni też ... ( trudno było mi dojść do tego ) ... żeby oni też byli dla mnie życzliwi i robili to co ja chcę. No właśnie! ... i robili to co ja chcę, bo ja chcę dobrze. Szczególnie jeśli chodzi o moje sprawy, bo ja sama wiem najlepiej co dla mnie jest dobre. Uważam, że dotyczy to moich relacji z ludźmi i w moich sprawach nie chcę, żeby inny człowiek mi mieszał. Często mówiłam: ja już wiem, ja sobie sama poradzę, ja już to potrafię. Wtedy najwyższym autorytetem we wspólnocie byłam ja, bo przecież już wszystko wiedziałam. Zupełnie przeoczyłam jedną rzecz. W moich sprawach stałam się Bogiem sama dla siebie. Wprawdzie jestem coraz spokojniejsza i łagodniejsza, ale gdy mam konkretną rzecz do załatwienia to wszystko układam z dużą precyzją, według logicznego planu. Wtedy wiem najlepiej. Poczułam, że jest to brak pokory i rządzenie moim światem. Staję się właściwie Bogiem na mój prywatny użytek. Jestem autorytetem sama dla siebie. Skutki tego często są opłakane. Dosłownie. Trudno mi jest pogodzić się z tym, że moje plany i różne pomysły są zawodne. Wtedy najłatwiej jest mi obwiniać innych, bo gdyby nie oni to ... . I tu mogłabym wyliczać całą litanię. Tylko po co? Jakże trudno jest przestać rządzić moim życiem. Często po prostu nie wiem, gdzie jest granica pomiędzy byciem Bogiem dla siebie, a robieniem swojego, czyli tzw. „wypełnianiem kuponu do Pana Boga”. Szczególnie jest mi trudno wtedy, gdy mam konkretną, trudną sytuację. Gdzie jest granica pomiędzy zaniedbaniem, a rządzeniem. Pomiędzy nic nie robieniem, czy wręcz lenistwem, a nadgorliwością. Coraz częściej pojawiają się przede mną takie pytania, dotyczące mnie samej. Jestem sama. Nie ma koło mnie nikogo, kto zrobiłby coś za mnie. Sama muszę wybierać moją drogę życia. Przestać być autorytetem dla siebie? To trudne! Jedynym, najważniejszym autorytetem mógłby być dla mnie Bóg – jakkolwiek Go pojmuję. Jak to zrobić? Jednak spróbuję!



MÓJ PIERWSZY MITYNG W Z.K. ORAZ MOJE ODCZUCIA.

Mam na imię Piotr i jestem alkoholikiem.
Kiedy pierwszy raz dobrowolnie przekroczyłem mury więzienia jako wolny człowiek, doznałem przez moment uczucia lęku, że oto znów tracę wolność. Uczucie to zostało spowodowane wielokrotnymi pobytami w Z.K. . Trwało ono bardzo krótko, gdyż cel, który mi przyświecał wówczas wówczas i teraz, był i jest jeden: nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi. Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie: jak ja mogę nieść posłanie i na czym ono ma polegać? Odpowiedź nadeszła podczas rozmów i spotkań na kolejnych mityngach w Z.K. . To właśnie na tych mityngach poczułem ogromną odpowiedzialność za to co robię. Zrozumiałem jak wielką rolę w moim zdrowieniu spełnia służba, co znaczy służyć drugiemu alkoholikowi i całej wspólnocie. Odczułem moc Siły Wyższej i Większej. Gdy na jednym z mityngów byłem tylko ja z wolności, poczułem bliskość z moimi z moimi przyjaciółmi – alkoholikami z Z.K., nie czułem się sam ani samotny. Dziś czuję się szczęśliwy, że mogę się podzielić z przyjaciółmi z Z.K. moim doświadczeniem, siłą i nadzieją. Mogę i chcę przekazywać radość trzeźwienia. Decyzja moja, podjęta samodzielnie, przekonała mnie o tym, że aby realizować Dwunasty Krok muszę poprosić Siłę Wyższą, aby zesłała mi Łaskę służenia innemu alkoholikowi. Myślę, że otrzymałem taką łaskę i za to jestem wdzięczny Bogu i wszystkim przyjaciołom ze wspólnoty.

Piotr – alkoholik.



BABSKIE GADANIE...

MÓJ XII KROK... „Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.” Muszę Ci się przyznać Przyjacielu, że nie „odrobiłam wszystkich lekcji” i nie „przerobiłam” wszystkich Kroków. Czy to znaczy, że nie mogę nieść posłania? Przecież się zmieniam, jestem inna, inaczej reaguję. No i, co najważniejsze, wciąż nie piję. Jestem trzeźwa, z każdym dniem trzeźwiejsza. Jakie to piękne doznanie! I wiesz, tak sobie myślę, że każdym dniem, każdą godziną swego życia daję świadectwo, daję świadectwo wielkiej siły AA. To, kim jestem teraz, nie jest całkiem moją zasługą, ale daje mi szansę pokazania, że można żyć inaczej. Czyż nie jest to najpiękniejsze posłanie jakie może alkoholik nieść w życie innych ludzi? Niekoniecznie alkoholików, także ludzi, którzy piją zbyt dużo, zbyt często, którzy nie radzą sobie z własnym życiem. Oni patrzą na mnie i widzą, że można żyć inaczej. A przecież wielu z nich zna mnie z mojego „pijanego życia”. Obserwują mnie, wiem o tym. Czuję ich wzrok na sobie, gdy jestem smutna, źle się czuję, gdy jestem zbyt radosna i zbyt dużo się śmieję. Oni czekają... A ja wciąż jestem trzeźwa i cieszę się życiem. Wiesz, mówię Ci dziś o tym, bo doświadczyłam tego „na własnej skórze”. Mam w pracy dobrego Szefa, ale ma jedną wadę – bardzo rzadko chwali swoich pracowników i nie artykułuje swoich pozytywnych uczuć: sympatii, współczucia, życzliwości. I wiesz, ostatnio często czuję jego wzrok na sobie, jego ciepłe spojrzenie. Usłyszałam nawet (do tej pory nie mogę uwierzyć, że wyraził to werbalnie), że zmieniłam swój image i dokonuje się we mnie korzystna zmiana. A on dobrze wie, kim byłam. Też dał mi szansę na bycie kimś innym. Tak sobie myślę, Przyjacielu, że to jest moje niesienie posłania: żyć inaczej, uśmiechać się do ludzi, dawać im siebie. Nikomu nie muszę opowiadać, jak to się stało, że się zmieniłam. To widać, a ja mogę tylko czekać, aż ktoś będzie chciał, by wziąć go za rękę i poprowadzić w światło trzeźwości.

grudzień 2002 r. Puchatek



NA SKRAJU PRZEPAŚCI

Pewnego dnia nie będzie mógł wyobrazić sobie życia ani z alkoholem, ani bez niego. Wtedy dopiero, jak mało kto, pozna co to jest samotność. Wówczas uświadomi sobie, że znalazł się na skraju przepaści. Będzie życzył sobie już tylko śmierci. Te słowa pochodzą z Wielkiej Księgi str 133, z rozdziału zatytułowanego ,,Wizja dla ciebie’’. Mówią o skraju przepaści. / co w naszej literaturze bywa nieraz tłumaczone jako punkt zwrotny - przypis redakcji/ Osiągnęłam go po wielu godzinach spędzonych pewnego wieczoru w barze. Miałam dwadzieścia lat, trójkę dzieci, byłam po niedawnej histerektomii (operacji wycięcia macicy) i mój trzeci związek właśnie się rozpadał. Ukrywałam się przed agresją byłego męża. Miałam za sobą również pobyt w więzieniu za wybryki po pijanemu. Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez alkoholu. Chociaż byłam chora, trudno jakoś uwierzyć, że nie mogę żyć z nim i bez niego. Nie wyobrażałam sobie życia bez dzieci i bałam się, że jeśli będę nadal pić spapram im życie lub że stracę prawo do opieki nad nimi. W tym czasie najstarsze z nich mieszkało już z moimi rodzicami. Tak więc zdecydowałam, że znajduję się na skraju przepaści. W tamtym czasie to było jedyne rozwiązanie jakie widziałam. O wschodzie słońca zadzwoniłam po taxi, zabrałam jedną z dziewczynek do szkoły a drugą do żłobka, po czym pojechałam do baru, żeby pomyśleć przez chwilę o tym wszystkim. Kiedy w końcu wstałam by wyjść, ktoś spytał mnie dokąd idę. ,,Skoczyć z mostu’’ – odpowiedziałam. Wszyscy się zaśmiali. Wyszłam, załapałam się stopem do rzeki i próbowałam wyskoczyć z mostu. Jednak pewien człowiek zaniepokoił się, widząc jak wyglądałam, gdy mijałam go wychodząc z baru. W kilka minut później zdecydował się pojechać za mną – na wszelki wypadek. Tak się złożyło, że w tym samym czasie patrol drogowy wracał na komisariat. Powstrzymali mnie przed skokiem, ale nie obeszło się bez obrażeń. Później byłam na tyle przytomna, by zorientować się, że jestem w szpitalu, naga, związana, podłączona pod kroplówkę i do tlenu. Wydawało się, że mam złamane biodra i dlatego mówili mi, że muszę jeszcze zostać. Nie miałam żadnego wyboru: byłam niezrównoważona psychicznie i do tego miałam niebezpiecznie wysoki poziom alkoholu we krwi. Przez następne dwanaście godzin leżałam głównie na intensywnej terapii. Byłam nad wyraz upokorzona, bez nadziei, przestraszona i wściekła. Później zostałam wysłana oddział psychiatryczny na 72-godzinną obserwację. Powiedzieli mi, że jestem alkoholiczką. Nie sadzę, abym wcześniej słyszała o AA, ale poszłam na kilka spotkań. Nie wydawało mi się, że to dla mnie. Prawo nie mogło zabronić mi pić. Nigdy nie byłam karana za jazdę po pijanemu. Wciąż miałam dom i dzieci. Kiedy poczułam się lepiej obiecałam, że przyjdę, jeśli mnie wypuszczą. Kilka tygodni później zostałam zwolniona i poszłam na kilka spotkań AA – najpierw zatrzymując się w barze, siedząc niecierpliwie na mityngu, a następnie wracając z powrotem do baru.W przeciągu kilku krótkich tygodni znowu znalazłam się na skraju przepaści. Wracałam do domu pijana po wielodniowym ciągu po wielu miastach. Niestety, tym razem nie było żadnego mostu. Wyskoczyłam z ciężarówki jadącej 65 mil/godz. Po prostu nie chciałam stanąć twarzą w twarz z dziećmi lub ze sobą. Naprawdę nie widziałam wtedy żadnego innego wyjścia. Obudziłam się w szpitalu dopiero po dwóch dniach. Nie pamiętałam zbyt wiele co się stało. Jedynie o karcie, którą miałam w torebce. Powiedziałam, żeby zadzwonili z niej do kogo chcą. Tak uczynili, po czym przyszedł ze mną porozmawiać ktoś z AA. Niestety był to facet trzeźwy zaledwie od trzech lub czterech miesięcy. Kiedy opuściłam oddział intensywnej terapii i rehabilitacji, rozpoczęłam życie z moim rycerzem w lśniącej zbroi - właśnie tym facetem z AA. Chociaż chodziliśmy na mityngi, robiliśmy to po mojemu. Wkrótce zaczęliśmy pić oboje a później poszliśmy każde w swoją stronę. Jednak ziarno AA zostało zasiane. To, co tam usłyszałam obrzydziło mi picie i pogłębiło upokorzenie. W jakiś sposób na mityngach odnajdywałam poczucie bezpieczeństwa i pogodę ducha, jednak nie potrafiłam dłużej tego utrzymać. Około jedenastu lat później znowu wyskoczyłam z jadącego pojazdu. I będąc przez te wszystkie lata bardziej poza niż w AA, wróciłam kiedy tylko mogłam znowu chodzić i mówić. Kilka miesięcy po tym wypiłam ostatni kieliszek. Tym razem osiągnęłam swoje dno w jeden dzień. Błagałam, by ktoś odwiózł mnie do mojej chaty w górach. Wszyscy byli przeciwni, szczególnie prowadzący pojazd, lecz płakałam i błagałam, aż się zgodził – pod warunkiem, że zabierze mi broń i że ktoś będzie siedział między mną, a drzwiami. Tej nocy znowu skoczyłam. Tyle, że tym razem skoczyłam w wiarę i wyzdrowienie. Byłam sama na szczycie góry. Dzieci były na zabawie w miasteczku, podobnie jak sąsiedzi. Całą noc krzyczałam, płakałam i błagałam Boga o pomoc. Leżałam naga w pozycji embrionalnej na zimnym gruncie w lesie i obserwowałam jak nadchodzi wschód słońca, i w sercu wiedziałam, że jest jeszcze nadzieja. Wiedziałam, że nadzieja jest w AA. Około 18 miesięcy później, czytałam znowu ‘’Wizję dla ciebie’’i zdałam sobie sprawę, że było to o mnie. Wiedziałam czym był ów skraj przepaści. Nie tylko przetrwałam go, ale byłam trzeźwa już 18 miesięcy i dostatecznie zrównoważona, by móc żyć na wolności. Nagle doświadczyłam nowej nadziei i radości. Wiedziałam ponad wszelką wątpliwość, że z AA i z Bogiem mogę żyć w trzeźwości. Całkowicie zaangażowana w program wspólnoty, program pomagania, zasłużyłam na 18 miesięczny medalion – jedyny medalion jaki nosiłam przez pierwsze 5 lat trzeźwości. Jak dotąd jestem trzeźwa od 13 lat. Nie były to łatwe lata, lecz z pewnością najlepsze lata mojego życia. Przeżyłam razem z moimi dziećmi ich lata w szkole średniej, świetlice dla młodocianych, ośrodki terapeutyczne dla nastolatków, więzienie, uwięzienie ich biologicznego ojca za przestępstwa przeciw nam, porady prawne – jak również ich pierwsze tańce, randki, rozstania, pierwsze prace, ukończenia studiów, małżeństwa, rozwody i narodziny 6 pięknych wnuków. Była bieda, chroniczna choroba, ciągły ból i inwalidztwo, 4 operacje kręgosłupa, a nawet rak. Przeżyłam śmierć członków rodziny, w tym mojej mamy, jednego wnuka i kilku starych przyjaciół. Minęła już moja ostatnia miłość do aktywnego alkoholizmu i pierwsze zachłyśnięcie trzeźwością. Było także nowe miasto, nowy dom, nowe grupy AA, ale stale była obecna bezpieczna i opiekuńcza wspólnota. Przez ten czas – lepszy i gorszy, szczęśliwy i smutny – jestem trzeźwa, może nie zawsze dumna ze swego postępowania, ale jednak trzeźwa. I naprawdę coraz łatwiej jest mi praktykować zasady, stosować się do Kroków we wszystkich moich sprawach. Wciąż pełnię służbę w mojej macierzystej grupie. A ceremonia przyznawania medalionów przypomniała mi o tym wszystkim i o tym, jak wspaniałe jest dzisiaj moje życie.

A.