MITYNG 03/69/2003

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Nieraz z dumą podkreślamy, że AA zajmuje się swoimi własnymi sprawami niezależnie od istnienia różnych instytucji, bez żadnej ingerencji z zewnątrz. Takim przykładem może być nasz Punkt Informacyjno-Kontaktowy na Berezyńskiej, który powstał jako wyraz pragnienia alkoholików całego Regionu. Jasne więc, że aby wspólnota mogła sama kierować się swoimi sprawami, musiała stworzyć jakiś system, który pozwala ustalić, co - jako całość - myśli o swoich sprawach i w jakim kierunku chce się rozwijać. Taką możliwość każda grupa otrzymuje poprzez udział swojego mandatariusza w pracach Intergrupy lub zespołów regionalnych. A dwa razy do roku bierze udział w pracach Konferencji Regionalnej. Mandatariusz przekazuje poglądy, opinie a także fakty z życia grupy. Za jego pośrednictwem sumienie grupy staje się częścią zbiorowego sumienia całej wspólnoty. Jeśli grupa nie powołuje, bądź nie ma dobrego mandatariusza, to tym samym izoluje się od życiodajnego kontaktu z resztą wspólnoty. Nie uczestniczy w formowaniu świadomego sumienia AA jako całości. Oczywiście, ani Konferencja, Region, Intergrupa, ani żaden zespół czy komisja nie ma mocy, aby kimkolwiek rządzić w AA, wyraża jedynie wolę uczestników chcących uczestniczyć w jej formowaniu. Zdrowienie w AA polega obok zaprzestania picia również na dobrowolnej rezygnacji z egoizmu i egocentryzmu jako przyczynie wszelkich niepowodzeń. Możliwe, że Ty lub ja nie potrzebujemy dzisiaj struktur AA dla zapewnienia własnej trzeźwości( Czy to pewne?). Ale co z milionami chorych alkoholików, którzy nadal błądzą w ciemności? Konferencja i cały system służb ma tylko jeden cel: utrzymać AA w dobrej kondycji i w tym stanie przekazać tym, którzy trafią po nas. Każdemu chcemy uczciwie dać tę samą szansę, jaką my dostaliśmy. Najważniejsze jednak jest aby nasze służby podejmowały takie cele, taką działalność, by przy ich realizacji nie były zmuszone do rezygnacji z własnych zasad / Tradycji AA / - to właśnie jest pokora w działaniu.  



ROZMOWA ZE SPONSOREM

Czy naprawdę myślisz, że mógłbym się zmienić i osiągnąć trzeźwość w AA? Rzadko się zdarza, by doznał niepowodzenia ktoś, kto postępuje zgodnie z naszym programem.


Czy wszystkim się udaje?
Czy naprawdę mogę uwolnić się od ciężaru uzależnienia?
Nie wracają do zdrowia ludzie, którzy nie mogą lub nie chcą całkowicie poddać się naszemu prostemu programowi.

Bywają tacy?
Hmm.... zazwyczaj są to mężczyźni i kobiety, którzy z natury swej nie są zdolni do zachowania uczciwości wobec samych siebie.

Co w nich takiego specjalnego?
Istnieją tacy nieszczęśnicy, to nie ich wina. Tacy się poprostu urodzili.

Ale nie są złymi ludźmi? Prawda?
Nie, nie o to chodzi. Z natury swej nie są zdolni pojąć, a tym samym rozwinąć sposobu postępowania, który wymaga bezwzględnej uczciwości.  

Więc jakie mają szanse?
Ich szanse na powodzenie są znikome.

Komu jeszcze może się nie udać?
Nie udaje się także ludziom, których cierpienie wypływa z głębokich zaburzeń emocjonalnych lub umysłowych.

A jakie oni mają szanse?
Wielu z nich wraca do zdrowia, jeśli tylko zdobędą się na uczciwość wobec siebie.

A co możesz mi powiedzieć, o tym, co mi może pomóc w powrocie do zdrowia?
Pomocne ci będą, nasze doświadczenia ukazujące generalnie - kim byliśmy,co się z nami stało i jacy jesteśmy obecnie.

I to powstrzyma mnie od picia?
Jeżeli zdecydowałeś się, że pragniesz tego, co my w AA posiadamy, i że gotów jesteś uczynić wszystko, aby ów cel osiągnąć, - to tak.

Szczerze mówiąc, jestem gotowy!
A więc jesteś właśnie gotowy do postawienia pierwszych kroków.

Kroków? Jakich kroków? Czy nie są za trudne?
Przy wykonaniu niektórych z nich towarzyszyło nam wahanie, sądziliśmy, że potrafimy znaleźć łatwiejszą, łagodniejszą drogę. Ale nie potrafiliśmy.

Jak mam zacząć, co mam zrobić?
Bądź nieustraszony i gorliwy od samego początku.

Nieustraszony, gorliwy - dlaczego?
Niektórzy z nas usiłowali przez jakiś czas bezskutecznie trzymać się starych przekonań. Musieliśmy pozbyć się ich całkowicie.

Czy rzeczywiście to ma znaczenie?
Pamiętaj, że mamy do czynienia z alkoholem; wrogiem podstępnym, potężnym i przebiegłym. Nie jesteśmy w stanie walczyć z nim sami, bez dodatkowej pomocy.

No to, kto może być wystarczająco silny by mógł mi pomóc?
Istnieje ktoś wszechpotężny. Tym kimś jest BÓG. Obyś znalazł go teraz.

W porządku, już słyszałem o Wyższej Sile. Ale jak mam ją znaleźć?
Słuchaj, - stosowanie półśrodków nic nam nie dało. Ciągle znajdowaliśmy się w punkcie wyjściowym. Musieliśmy prosić Boga – z całkowitym oddaniem – o pomoc i opiekę.

Ale co z krokami i programem?
Oto kroki, które sami stawiamy i które są proponowanym przez nas programem zdrowienia.

Już przeczytałem je uważnie. Myślę, że je rozumiem, lecz wątpię w to czy dam im radę. Jak ty to robisz?
No cóż… Wielu z nas wykrzykiwało – „cóż to za rygor”, „to przecież niewykonalne”, „niemożliwe”.

Więc nie ma dla mnie wielkiej nadziei, co?
Nie obawiaj się. Żaden z nas nie jest w stanie żyć w idealnej harmonii z tymi zasadami.

No, ale znaleźliście swego Boga, czyż nie?
Nie jesteśmy świętymi. Rzecz w tym, że naszym pragnieniem jest rozwój duchowy w wyznaczonym kierunku.

Więc co osiągnęliście przykładowo, poprzez pracę nad krokami?
Zasady wypracowane przez nas są jedynie wytyczną dla ogólnego rozwoju. Chodzi nam, bowiem o postęp duchowy, a nie o duchowy ideał.

Dało mi to wiele do myślenia. Czy przeczytanie Wielkiej Księgi da mi jaśniejszy pogląd?
Opis alkoholika, rozdział poświęcony niewierzącym oraz nasze osobiste doświadczenia „przed” i „po” prowadzą, do trzech ważnych wniosków.

Czy możesz je zdefiniować?
Oczywiście, że mogę:
a) że byliśmy alkoholikami niezdolnymi do kierowania własnym życiem,
b) że, prawdopodobnie żadna ludzka siła nie może uwolnić nas od alkoholizmu,
c) że, tylko Bóg może to uczynić i uczyni, gdy się do Niego zwrócimy.  

Na podstawie Wielkiej Księgi opracował L.



A CO Z JAJECZKIEM?
Tytuł od redakcji

Mam na imię ....?, ale na pewno wiem jedno, że jestem alkoholikiem. Dziś, patrząc z perspektywy czasu na program AA, wiem jedno, że uratował mi on nie tylko życie, ale i scalił moją rodzinę. Wiem jeszcze jedno, abym mógł utrzymać moją trzeźwość, a trzeźwość to również rodzina, jest mi potrzebny nie tylko program, ale i Tradycje. Bardzo często uczestniczę w mityngach i nie wiem czy tylko ja to zauważyłem, ale mnie bardzo to boli, że nasze Tradycje są bardzo często łamane. Do napisania tych kilku słów zmusiłem się po ostatnich mityngach świątecznych, po tym, co tam zauważyłem. A było to nie tylko częste łamanie naszych Tradycji, ale i Preambuły mówiącej o tym, że AA nie jest związane z żadną sektą ani religią, a uczestnicząc w tych spotkaniach miałem wrażenie, że uczestniczę w kolacji lub śniadaniu bożonarodzeniowym. Często opłatek był ściśle związany z mityngiem; więc słyszałem, że tradycją grupy jest to, iż dzielimy się opłatkiem podczas mityngu, bo przerwa to dla palaczy. Dziś a wczoraj - to jest dla mnie bardzo długi okres czasu, ale czasami wydaje mi się, że wczoraj to dziś. Pierwsze moje spotkanie w AA (wczoraj) też tak odbierałem, też myślałem, że AA to nic innego jak odłam religii chrześcijańskiej, a dziś mam wrażenie, że nowo przybyły na mityng alkoholik odbiera go tak samo jak ja wczoraj. Na dzień dzisiejszy mam świadomość, że aby odebrać cały Program i Tradycje prawidłowo, i móc z nich korzystać tak, abym mógł być trzeźwy 24 godziny, musiałem się nauczyć oddzielać AA od religii (też mi jest bliska), a opłatek, o ile mi wiadomo, jest ściśle związany z religią, a dzielenie się nim podczas spotkania grupy to nic innego, jak łamanie podstawy AA, jaką jest Preambuła.

Znajomy AA



ŻYCIE RODZINNE

Tekst pochodzi z nieautoryzowanego przekładu Big Book
III wyd.str 439 - 452 rozdz.17(wersja angielska) , tytuł i wybór od redakcji.

..... Rzecz jasna, że miałem różnego rodzaju problemy. "Gdybyście mieli takie problemy jak ja, też byście pili", tak myślałem. ....Najistotniejsze problemy miałem w małżeństwie. "Gdybyście mieli taką żonę jak moja, też byście pili". Byliśmy z Max dwadzieścia osiem lat po ślubie, kiedy wylądowałem w AA Na początku zapowiadaliśmy się na dobre małżeństwo, lecz w miarę upływu lat i pogłębiania się mego alkoholizmu, żona coraz bardziej kwalifikowała się do Al-Anonu. Na początku mówiła: „przyznaj się” Później mówiła: "Ty mnie nie lubisz. Dlaczego nie chcesz się do tego przyznać?" A gdy jej choroba zaczęła osiągać punkt kulminacyjny, krzyczała: "Ty mnie nienawidzisz! Ty mnie nienawidzisz! Dlaczego nie przyznasz się, że mnie nienawidzisz?" Więc przyznawałem. Pamiętam bardzo dobrze jak powiedziałem jej: "Jest jeszcze tylko jedna osoba na świecie, której nienawidzę bardziej niż ciebie. Jestem nią ja sam". Popłakała trochę i poszła do łóżka; to była jej jedyna reakcja na problemy, jaka jej pozostała. Ja również popłakałem sobie trochę, po czym przyrządziłem sobie kolejnego drinka. (Dzisiaj nie musimy już żyć w taki sposób). ...Z Max działy się takie rzeczy bynajmniej nie dlatego, że się o nią nie troszczyłem. Wręcz przeciwnie, mogłoby się wydawać, że troszczyłem się aż zanadto. Wysyłałem ją do czterech kolejnych psychiatrów i żaden z nich nie uczynił mnie trzeźwym. Wysyłałem do psychiatrów również i swoje dzieciaki. Przypominam sobie, że pewnego dnia nawet nasz pies doczekał się diagnozy psychiatrycznej. Wrzasnąłem na Max: "Co masz na myśli mówiąc: "Pies po prostu potrzebuje więcej miłości?" Powiedz temu kretynowi, lekarzowi od kotów i psów, że nie jest psychiatrą z Beverly Hills. Jedyne co chcę się dowiedzieć, to dlaczego nasz pies moczy się za każdym razem, gdy biorę go na kolana?" /Nasz pies nie zmoczył moich spodni nawet raz, odkąd przystąpiłem do AA, tak samo jak ja/ ....Im usilniej pracowałem nad Max, tym bardziej była ona chora. Tak więc, gdy skończyło się to na oddziale psychiatrycznym, nie byłem nawet bardzo tym zdziwiony. Ale zdumiałem się dopiero wówczas, kiedy zatrzasnęły się stalowe drzwi i to Max była tą osobą, która poszła do domu. .......Wyglądało na to, że najpierw potrzebna mi będzie konsultacja. Tak się akurat składało, że byłem wówczas najlepszym diagnostą, jakiego znałem, a już na pewno znałem swój własny przypadek lepiej, niż ktokolwiek inny. Tak więc usiadłem sam ze sobą i zacząłem ustalać fakty związane z owymi konwulsjami: zmiany osobowości, codzienne bóle głowy, poczucie zagrożenia, uczucie zagrażającej mi choroby psychicznej. Nagle wszystko to było jasne: mam guza mózgu i umrę, a wszyscy będą mnie żałowali. Klinika Mayo wydawała mi się odpowiednim miejscem do potwierdzenia mojej diagnozy. Po dziesięciu dniach testów w Mayo, zostałem przeniesiony na oddział zamknięty - niesłychane! To był właśnie ten moment, kiedy zatrzasnęły się za mną metalowe drzwi, a Max była tą, która pomaszerowała do domu. ..... Max przejęła opiekę nade mną, po tym jak obiecałem, że już nigdy więcej nie będę pił alkoholu, nigdy nie wezmę żadnej tabletki, nigdy nie przeklnę i nie będę uganiał się za dziewczynami. Ledwie wsiedliśmy do samolotu, rozpoczęła się awantura o to, że wolno mi wypić darmowego drinka, czy też nie. Max wygrała, nie wypiłem. Ale na Boga, nie odzywałem się do niej i odmówiłem również jedzenia! W takiej właśnie atmosferze Max, ja i nasze dwie córki spędziliśmy Święta Bożego Narodzenia przed ośmiu laty. ....Wiele czasu poświęcałem na pisanie listów, robienie notatek, spisywanie poleceń i spisów zadań do wykonania dla Max, która była nadal oficjalną pielęgniarką w moim gabinecie, odpowiedzialna za to, żeby wszystko szło swoim torem, gdy ja byłem odizolowany. Trzeba być naprawdę chorym, żeby robić coś takiego, ale trzeba być nie mniej chorym, by przychodzić codziennie po te moje polecenia, jak robiła to Max. \Dzisiaj nie musimy już tak żyć. Max nadal pracuje ze mną w moim gabinecie, lecz naszą wolę, nasze życie i naszą pracę powierzyliśmy opiece Boskiej.\ ...W swojej obecności przerabialiśmy na głos Trzeci Krok - właśnie tak, jak nakazuje to robić Wielka Księga. A życie staje się prostsze i łatwiejsze, gdy próbuję zmienić moje stare myślenie i zająć się raczej swoim wnętrzem poprzez Dwanaście Kroków, pozwalając by świat zewnętrzny troszczył się sam o siebie. ... Wydawało mi się, że jedyne o czym oni gadali na mityngach, to było picie, picie, picie. Aż miałem pragnienie. Ja chciałem rozmawiać o swoich "wielkich" problemach; picie było jednym
z mniejszych. I wiedziałem dokładnie, że zrezygnowanie z "pierwszego kieliszka każdego dnia" niczego szczególnego nie wniesie w moje życie. W końcu, po siedmiu miesiącach, postanowiłem spróbować. Aż do dnia dzisiejszego nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele moich problemów, z których większość, w moim przekonaniu, nie miała nic wspólnego z piciem, udało mi się rozwiązać, lub po prostu przestały one istnieć - odkąd przestałem pić. ... Przed naszym ślubem, kiedy Max była nieśmiałym, szczupłym podlotkiem, dostrzegałem w niej cechy, których inni być może nie dostrzegali: urodę, wdzięk, radość życia, łatwość w nawiązywaniu kontaktów, poczucie humoru i wiele innych pięknych cech. To wyglądało tak, jakbym miał, zamiast dotyku Midasa, jakiś powiększający wszystko zmysł, który potęgował wszystko na czym się skupiałem. W miarę upływu lat, te dobre cechy Max rosły i rosły w moich oczach a potem pobraliśmy się i wszystkie te cechy stały się jeszcze bardziej oczywiste i byliśmy coraz bardziej szczęśliwi razem. Lecz w miarę, jak zacząłem coraz bardziej pić, alkohol wydawał się wpływać na to co oglądałem. Zamiast nadal dostrzegać pozytywne cechy swojej żony, widziałem już tylko jej wady. A im bardziej przyglądałem się tym jej wadom, tym stawały się one większe i pomnażały się. Ilekroć mówiłem jej, że jest nikim, ona wycofywała się coraz bardziej w nicość. Im więcej piłem, tym bardziej ona przygasała. ...Aż któregoś dnia w AA powiedziano mi, że soczewki w moich okularach działały odwrotnie; "odwagi aby zmienić" w Modlitwie o Pogodę Ducha znaczy tyle, co zmień siebie a nie swoje małżeństwo i naucz się akceptować swoją żonę, taką jaka ona jest. AA podarowało mi nową parę okularów. Ponownie mogę skupiać się na zaletach mojej żony i obserwować jak one się mnożą i mnożą, i mnożą. To samo mogę zrobić z mityngiem AA. Im bardziej skupiam się na tym jaki jest zły - za późno się rozpoczął, zbyt długie piciorysy, palenie papierosów - tym gorszy on wydaje się być z każdą chwilą. Ale kiedy skupię się na tym, co mógłbym ja sam wnieść do tego mityngu, niż co w nim jest złe - to ten mityng staje się lepszy z każdą chwilą. ..... Dzisiaj, staramy się z Max mówić, co czujemy, a nie co myślimy. Kłóciliśmy się dużo przez nasze różne poglądy, ale nie możemy się przecież sprzeczać o to, kto co czuje. Mogę jej powiedzieć, że nie powinna myśleć w pewien sposób, lecz zdecydowanie nie mogę jej zabrać prawa do odczuwania uczuć, tak jak ona to czuje. Kiedy bazujemy na uczuciach, poznajemy siebie samych i drugiego o wiele lepiej. ...Nie było łatwo pracować nad naszym związkiem z Max. Wręcz przeciwnie, najtrudniejszy odcinek pracy na programie był przerabiany w moim własnym domu, z moimi własnymi dziećmi i rzecz jasna, z Max. Sądzę, że najpierw powinienem był nauczyć się kochać moją żonę i dzieci, a dopiero w drugiej kolejności nowego członka AA. Stało się jednak inaczej. W końcu, musiałem przetworzyć każdy z Dwunastu Kroków specjalnie pod kątem Max, poczynając od Pierwszego, który mówi: "Jestem bezsilny wobec postawy Max, a moje życie domowe jest poza moją kontrolą", aż do Dwunastego, w którym to starałem się myśleć o niej jak o chorym członku Al-Anonu i traktować ją z miłością, jaką obdarzyłbym nowo przybyłego do AA. Kiedy tak postępuję, układa nam się bardzo dobrze. ... Im większe mam oczekiwania wobec Max i innych ludzi, tym mniejsza jest moja pogoda ducha. Sam wyraźnie dostrzegam, jak poziom mojej pogody ducha podnosi się, gdy zmniejszam swoje oczekiwania.  



PROSTE RZECZY MOGĄ ZNACZYĆ DUŻO WIĘCEJ

My, trzeźwiejący alkoholicy, musimy dosyć naiwnie wyglądać dla już wytrzeźwiałych kolegów oraz dla nie alkoholików, kiedy robimy jakieś ważne odkrycie dotyczące naszego życia. Niektóre wypowiedzi wydają się nieco banalne, a entuzjazm mocno wyolbrzymiony. Ale tak odbierają ludzie nie znający szczerości przyjaciół, z których każdy wie, co to znaczy żyć w straszliwym cieniu butelki. Faktem jest oczywiście, że wprowadzając w swój dom odrobinę trzeźwości, odkrywamy cudowną prostotę niealkoholowego życia. Inni prawdopodobnie widzą w tym zwykły element normalnego dnia - jeśli w ogóle o tym pomyślą - i dla nich wszystko jest normalne. Ale my, którzy przez długie lata picia byliśmy pozbawieni wiary, miłości, pokory, nie zaznaliśmy radości z prostoty. Zbyt zajęci samoużalaniem, z umysłem pełnym zaprzeczeń i dymów alkoholu, nie widzieliśmy bogactwa ani piękna natury. W naszych neurotycznych związkach, w osobistych relacjach trudno było odnaleźć momenty radości. Dla nas dobroć wydawała się słabością a rzetelność naiwniactwem. Zdarzyło się, że nawet gestem szyderstwa potrafiłem odpłacić za życzliwą pomoc. Alkohol zupełnie zniekształcił emocjonalne i duchowe odczuwanie. Oślepił. Więc teraz, kiedy wyłaniamy się z tej ciemności, znajdujemy wiele okazji do do refleksji, do wyrażenia głębokiej wdzięczności za cud przemiany. To nowa nuta starej piosenki, która z każdym dniem staje się bardziej słodka. Uwalniamy się przecież od niszczących emocji nienawiści, cynizmu, złośliwości czy strachu. Już nie musimy ukrywać nieśmiałości lub zawstydzenia z naszych dobrych uczuć. Powoli rozkoszujemy się, cieszymy nadzieją i optymizmem. Kto wie, czy dla wielu z nas, nie jest to najważniejsza nagroda trzeźwości. Teraz również w domu możemy odnaleźć pierwsze chwile prawdziwego szczęścia. Jednak widzimy, że warto zadbać o jakość nowego życia. Muszę być lepszy od innych zamienia się na lepszy dla innych. Taka postawa pozwala na ujawnienie wdzięczności za uratowanie życia, może też być bardzo pozytywnym źródłem siły i to nie tylko w niezależności od alkoholu, ale również we wszystkich poczynaniach. Oczywiście, zupełnie dobrze wiemy, że jest jeszcze wiele do zrobienia w otaczającym świecie.Ale aby zadośćuczynić za ogromne spustoszenie i desperację nałogu musimy przestać pić i zadbać nareszcie o swoje życie. Alkoholicy są często bardzo wrażliwymi ludźmi, czasami jest to najbardziej widocznym objawem ich choroby. Ale ta cecha staje się cennym kapitałem w drodze do odpowiedzialności, kiedy serce pragnie trzeźwości. Wrażliwi ludzie doznają wielu momentów radości życia, choćby tylko z racji przyjaznego spojrzenia. Jesteśmy dziećmi szczęścia. Wiarę w pomyślność życia potrafimy czerpać z promienia słońca czy uśmiechu na twarzy. Jednak wielu z nas, przez lata picia, zagubiło, a nawet utraciło wiarę w Bogu, a cóż mówić o innym człowieku. Była w tym jakaś przekorna duma. Ale stan dziecinnej rebelii nie może w AA trwać wiecznie. Poddajemy się prawom wspólnoty, a wraz z rodzącą się ufnością przekazujemy cugle życia w ręce Siły Wyższej. Wtedy zaczynamy widzieć zarówno siebie jak i cały świat jasnymi oczami. Odkrycie duchowej strony życia zwróciło uwagę na dobro i piękno świata, kazało odszukać harmonii i ciepła. A specjalna wrażliwość zdrowiejących alkoholików znajduje pokrewieństwa w innych ludziach, odpowiada na pytania, rozpędza wątpliwości, które nękały tak długo. Choćby proste odkrycie, że nie jestem już sam, sprawiło, że moje serce wypełniło się nieznaną przedtem radością. Jeśli ten obraz jest naiwny, to nic, pozwalam sobie cieszyć się w swojej naiwności, że należę do wybrańców. Wiem przecież, że nie wszyscy alkoholicy od początku znajdują trzeźwość w AA, chcą ją pogłębiać. To nie ich wina (…) Z drugiej strony widzę, że trzeźwość, jej duchową stronę, można stale rozwijać, krok po kroku, całe życie, jeśli tylko pozwolę na to. Przyszło mi do głowy takie hasło: Trzeźwość - to proste. Zacznij a potem tylko poprawiaj Myślę też, że przyda się również i ta uwaga przedstawiająca jeszcze inny kawałek filozofii AA. Nie jest ważne, co AA uczyniło Tobie, ważne to, coś Ty uczynił dla AA.  



III TRADYCJA


Spotkałem się z pytaniem: jak przyjmować do wspólnoty, na mityngu otwartym, czy zamkniętym? Czy zamykać mityngi otwarte i wtedy  przyjmować? Czy przyjmować trzeźwych, czy pijanych? Wiele takich pytań pojawia się na różnych spotkaniach AA. I wiele jest kontrowersji. I tu chciałbym zadać pewne pytania, na które każdy powinien odpowiedzieć sobie sam.


1. Kto ma prawo przyjmować do wspólnoty AA?
2. Czy znam dostatecznie III Tradycję?
3. Czy znalazłem się choć raz na warsztatach Tradycji?

Kiedy trafiłem do AA miałem miesiąc trzeźwości. Uczęszczałem na terapię i tam koledzy wyciągnęli mnie na Mityng Ogólnowarszawski, organizowany wtedy przy rogu Żelaznej i Solidarności. Nikt mnie tam o nic nie pytał i podobało mi się, ale na zwykłe mityngi nie uczęszczałem. Dopiero jesienią następnego roku, kiedy odszedłem od terapii i nigdzie nie chodziłem przez parę miesięcy, szybko zobaczyłem, że wracam do starych zachowań. Przypomniałem sobie, że terapeutka zalecała mi mityngi AA do końca życia. Szybko znalazłem grupę blisko domu. Kiedy poszedłem na mityng był to mój drugi mityng. Prowadzący zapytał mnie, czy jestem po raz pierwszy na mityngu AA. Odpowiedziałem, że nie. Potem prowadzący nie zadawał już żadnych pytań, a ja uczęszczałem dwa razy w tygodniu na tę grupę i czułem radość trzeźwienia. Po jakimś czasie przybył na mityng nowy. Prowadzący, ten sam, zadał mu pytanie: czy jesteś po raz pierwszy na mityngu AA? Odpowiedział, że tak. Ku mojemu zdziwieniu padły dalsze pytania. Czy masz problem z alkoholem? Czy chcesz przestać pić? Odpowiedział, że tak. Padły oklaski, a prowadzący powiedział: od tej chwili masz prawo... . Ja poczułem się nieswojo. Nikogo nie okłamałem, a stanąłem w dziwnej sytuacji. Trzeźwiałem sobie dalej i kiedy zostałem prowadzącym, powtarzałem jak papuga pytania, które były w scenariuszu mityngu. Ale odzywało mi się coś wewnątrz, że skoro mnie nikt nie przyjmował, to dlaczego ja przyjmuję innych do wspólnoty. W tym czasie, na tej grupie, jedynym programem zdrowienia były problemy i radości, a tradycje były czytane tylko podczas rozpoczęcia mityngu, w części oficjalnej. Któregoś dnia nie wytrzymałem i opowiedziałem grupie o swoim problemie i poprosiłem, żeby przyjęto mnie do wspólnoty. Kolega wygłosił formułki, zadał pytania i otrzymałem oklaski. Byłem zadowolony – czułem się pełnoprawnym AA. Po jakimś czasie pojechałem na pierwsze Warsztaty Tradycji AA do Jachranki i tam dowiedziałem się, czym są Tradycje AA i jak się je stosuje. Zacząłem się śmiać z samego siebie, że z własnej niewiedzy tak zakręciłem samym sobą, żeby mnie przyjęto do AA. Po powrocie mówiłem o Tradycjach na „swojej” grupie, ale rzadko kto chciał się nimi interesować i przestrzegać. Przestrzegaliśmy tylko własnych, wewnętrznych tradycji grupy, często zaprzeczających tym pierwszym. Odszedłem od tej grupy i przyczyniłem się do powstania nowej, wraz z innymi, którzy chcieli trzeźwieć zgodnie z Tradycjami. Po długim czasie postanowiłem odwiedzić moją pierwszą grupę AA. Spóźniony przyjechałem na mityng, a kolega, obok którego usiadłem, zadał mi pytanie: Marek, czy na mityngu może przebywać osoba, która twierdzi, że jest byłym alkoholikiem? Wtedy wiedziałem już jak brzmi i co oznacza III Tradycja. Odpowiedziałem mu cytując ją w całości. Kolega próbował mi coś tłumaczyć i odszedł zadumany. W przerwie dowiedziałem się, że ów kolega, wraz z innymi, tuż przed moim przyjazdem, „ręcznie” usunęli „byłego” alkoholika z mityngu. I tak, te zbędne pytania, doprowadziły do tragedii. Po wielu latach bywania na różnych grupach, usłyszałem szereg
różnych pytań. Czy jest ktoś nowy? Czy jest ktoś z problemem alkoholowym? Czy jesteś trzeźwy? Czy chciałbyś tu przychodzić? Kiedy ostatni raz piłeś? Itp. Sam też kiedyś zadawałem te pytania. Kiedyś byłem prowadzącym i zapytałem nowicjusza: czy masz problem z alkoholem i czy chcesz przestać pić? Nowy chwilę się zastanowił i odpowiedział: ja mam problem z żoną i może trochę za dużo piję. A ja znowu nachalne pytanie: czy masz problem z alkoholem i czy chcesz przestać pić? Odpowiedział, że nie wie. Wpadłem w rozterkę: bić brawo, wyprowadzić go, czy zadawać jakieś inne pytania? Powstała zadyma: ktoś z boku krzyczy: otwórz mityng, inny wrzeszczy, że się nie zgadza. Nowy wstał, powiedział, że nie chce być „kwestią sporną” i wyszedł. Więcej już się nie pojawił. Tradycja Trzecia mówi wyraźnie: „Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia”. Tak naprawdę jedynym warunkiem jest brak warunków, więc skąd się wzięły te pytania, które sam też przez wiele lat zadawałem nowicjuszom? Te pytania istniały w małej książeczce do prowadzenia mityngów, która już dawno została wycofana z obiegu. Pytania zaś, krążą dalej i doprowadzają niejednokrotnie do zażenowania, konsternacji lub dalszych pytań. Odpowiedzi na te pytania są bardzo różne. Czy nie lepiej byłoby, gdyby te pytania zadawał rzecznik, przed rozpoczęciem mityngu, by „wyłapać’ nowoprzybyłych,
nowoprzybyłych potem poinformować prowadzącego, że jest ktoś nowy lub gość. Prowadzący pyta, czy jest ktoś po raz pierwszy na mityngu AA. Jeśli tak, to witamy go we wspólnocie AA oklaskami; kimkolwiek by nie był. Jeżeli na mityng zamknięty trafiała osoba nie mająca problemu z alkoholem, jako rzecznik sugerowałem, żeby odwiedziła nas na mityngu otwartym. Ale powitanie jest takie samo dla każdego człowieka, który chciałby z nami być. A ty przybyszu decyduj sam kim jesteś. Kończę cytatem z „12x12” str. 145: „I tak oto, już na samym początku, ręka Opatrzności wskazała nam, że każdy alkoholik zostaje członkiem wspólnoty wtedy, kiedy on sam to zadeklaruje”.

Marek AA

.



"WSZYSTKO WIEM, ALE NIC NIE DZIAŁA"

Program AA .... Co to takiego właściwie jest? Przecież ja to dokładnie wiem. Od tylu lat czytam na mityngach kroki, tradycje, zasady. Wydaje się to być takie oczywiste. Czy rzeczywiście? Np. często mam przekonanie, że zrobiłam coś dobrze, że mam racje i osiągnęłam to co chciałam. Tylko dlaczego moje samopoczucie jest niezbyt dobre? Dlaczego czuję niepokój? Dlaczego mam niesmak i chęć tłumaczenia moich racji. Czy moje racje rzeczywiście przynoszą mi korzyści? No, ale skoro miałam rację! Tylko skąd te wątpliwości? Usłyszałam od mojej sponsorki: "Naszym zadaniem jest nieustanne wypełnianie woli Boga i służenie innemu człowiekowi". Tę pierwszą część rozumiem, tylko jakże często jest mi trudno odczytać wolę Boga wobec mnie. Jakże często, zupełnie nieświadomie, kombinuję, naginam do siebie. Ale jest mi już trochę z tym łatwiej. Coraz częściej godzę się ze światem. Ale służenie drugiemu człowiekowi? No tak, mogę pomagać innym, nieść posłanie, być usłużną jeśli to mi odpowiada, jeśli chcę, mam czas, jeśli kogoś lubię, jeśli mam z tego korzyści ..., jeśli mam rację ... Ostatnio byłam rozzłoszczona, bo ktoś zrobił coś, w moim domu, bez mojej zgody, coś co mi się nie podobało. Bardzo asertywnie zwróciłam uwagę, że umowa była inna, że to bez mojej zgody i że to mi nie odpowiada. To ja miałam rację i wypowiedziałam ją. Tylko skąd ten niesmak? Skąd mój niepokój, i ta gęsta atmosfera pomiędzy nami? Służenie drugiemu człowiekowi ... Sponsorka mi podpowiedziała: "Zastanów się, jak w tej, właśnie w tej sytuacji możesz służyć drugiemu człowiekowi?" "W tej też?" - spytałam. "Tak! W każdej sytuacji!" No tak, ale przecież on zrobił coś przeciw mnie - miałam argumenty. "Zastanów się", usłyszałam, "czy możesz odpuścić swoje argumenty w imię służenia innemu człowiekowi. Czy Twoje argumenty są rzeczywiście takie ważne wobec czynienia dobra dla innych? Jeśli odejdziesz od swoich racji, to może atmosfera pomiędzy wami będzie lepsza?" Zaczynam czuć o co tu chodzi. Czy ja nie za płytko patrzę na moje racje? Cóż z tego, że stało się tak jak ja chcę, skoro czułam się z tym nie najlepiej. Może warto spojrzeć dalej niż moje chciejstwo. Może warto ominąć tę zgubną prawdę i pójść dalej, w głąb mojej duszy, do mojego serca. Jeśli ustąpię, czy tak wiele stracę? A może więcej zyskam. Zyskam spokój duszy i radość z zadowolenia innych. Co jest dla mnie więcej warte? Widzę, że do tej pory za bardzo byłam nastawiona na siebie. Wiem dlaczego - ze strachu! Przez tyle lat tak bardzo mnie nie było, że tak bardzo bałam się o siebie. Gdy zaczęłam odzyskiwać siebie, poczułam radość istnienia, ale lęk pozostał. Czy aby znowu nie zniknę? To ze strachu bronię swojego terytorium, buduję mury i jakże często mam rację. Jeśli już jestem, istnieję, to czy warto cały czas bać się przeszłości. Czy ona musi wrócić? Może warto zostawić trochę lęków i z nadzieją spojrzeć w przód. Czy rzeczywiście mam wrogów, którzy tylko czyhają na mnie? A co z życzliwymi? Jak oni mają się przebijać przez moje mury? Żeby zapukać do mnie to trzeba porządnie walić! A wtedy ja się boję, bo tak walić może tylko wróg. A co ma zrobić przyjaciel? Moja sponsorka ciągle pokazuje mi, że to wszystko jest w programie AA, trzeba tylko mieć oczy, uszy i serce otwarte. Tylko, że ja ciągle tego jeszcze nie widzę. Za każdym razem rozpatruję daną sytuację i tylko na niej skupiam się. Szukam za i przeciw, i najczęściej okazuje się, że mogłam postąpić inaczej, lepiej. To moje analizowanie i skupianie się na drobiazgach. Moje widzenie prawdy i drugiego człowieka jest fragmentaryczne, a drobiazgi to kość niezgody między ludźmi Jak to jest, że wszystko wiem, ale nieraz nic nie działa. A może to nie tak? Przecież ja jestem całością i jak coś mnie boli, to cała czuję się źle. Program AA też jest całością, a nie poszczególnymi krokami. Nie mogę rozpatrywać tylko jego części, która mi odpowiada, bo wtedy będzie to mój własny program, a nie AA. Czerpiąc z doświadczenia innych wiem, że zastosowany cały uczciwie i szczerze, daje wyniki. Jak to zrobić, żeby nie oszukiwać programu, czyli siebie samej? Jest to dla mnie trudne. Na razie rozumiem to jako uważne studiowanie literatury AA i rozmowy z przyjaciółmi.  



WITAM WAS

Mam na imię Piotrek i jestem alkoholikiem, i chciałbym wam przedstawić swoją historię. Aktualnie przebywam w zakładzie karnym, i przechodzę kolejną terapię, która pozwoliła mi jeszcze bardziej otworzyć oczy na problem z alkoholem. Mój pierwszy kontakt z alkoholem miałem w wieku trzynastu lat. Wtedy ten alkohol mi nie zasmakował. Wychodząc z ośrodka miałem 17 lat i czułem, że jestem niezależny. Po opuszczeniu ośrodka zaledwie trzy miesiące byłem na wolności i poszedłem siedzieć. Po wyjściu miałem 20 lat. Wydawało mi się, że alkohol jest moim przyjacielem, który pomaga mi rozwiązać problemy i kłopoty. Zacząłem pić i brać narkotyki. Wydawało mi się, że jest to normalna rzecz, że wszyscy w moim wieku piją i biorą narkotyki. Gdy poszedłem drugi raz siedzieć, wszystko to, co zrobiłem złego pod wpływem alkoholu spychałem w niepamięć i starałem się do tego nie wracać. Po opuszczeniu zakładu karnego byłem zaledwie cztery miesiące na wolności, i wtedy na niczym mi nie zależało. Liczył się tylko alkohol i narkotyki. Gdy na Białołęce siedziałem jako małolat i kierowali nas na badania psychologiczne i później, kiedy siedziałem ponad rok czasu, mogłem przeczytać jaką opinię wydała psycholog. W tej opinii było napisane, że mam problem z alkoholem i narkotykami. Zastanawiałem się nad tym i moje chore ja mówiło, że jestem zdrowy. Dopiero gdy siedziałem ponad dwa lata, wychowawca dopatrzył się,że mam problem z narkotykami z alkoholem. Zgłosił to psycholożce, która spytała mnie, czy będę uczęszczał na mityngi. Zgodziłem się, bo w mojej głowie pojawiła się myśl, że jest to wyjście poza celę i z ciekawości. W ten sposób zaczęła się moja przygoda z AA. Dzięki doświadczeniom i wypowiedziom alkoholików na tych mityngach, zrozumiałem i pogodziłem się z tym, że jestem osobą uzależnioną, ale musiało to potrwać, zanim do tego doszedłem. Moje początki w AA były trudne. Nie chciałem się przyznać i coś się we mnie buntowało przed powiedzeniem; -"Ja Piotrek alkoholik". Tutaj poznałem ludzi, którzy są szczerzy i radośni. To właśnie ich "Pogoda Ducha" nastawia mnie pozytywnie do życia. Dzięki AA i mityngom oraz terapii, wiem, że można żyć bez alkoholu i narkotyków.  



Posłuszeństwo Bogu stanowi pierwszy krok do mego zdrowienia. We Wspólnocie poszukujemy otwarcia na Boga, nowej więzi z Nim. Gdy podążam ścieżką wyznaczoną przez program 12 kroków czuję się wolnym oraz zdolnym do samodzielnego myślenia. Alkoholizm zniewolił mnie całkowicie i zamknął w „wewnętrznym więzieniu’. Wspólnota AA uświadomiła mi, że z tej materii jest wyjście.

DRODZY PRZYJACIELE!


Znalazłszy się we Wspólnocie zapragnąłem w niej pozostać, by w trakcie mojego w niej pobytu realizować krok trzeci. Wszystko zaczęło się układać w logiczną całość, dzięki dwunastu krokom i tradycjom. Uczę się żyć na nowo. Kiedy dzięki łasce Boga wyrwany zostałem z piekła picia alkoholu, odczuwałem co znaczy uwierzyć w Siłę Wyższą i Większą. Kiedy w pewnym okresie swojego picia odszedłem od Boga, byłem, jak mi się wtedy wydawało, sam. Dopiero we Wspólnocie odnalazłem drogę do Niego. Początkowo Siłą Wyższą, która pomagała mi przyjść do zdrowia, była niewątpliwie Wspólnota. To tu znalazłem swoje bezpieczne miejsce i nie byłem już sam. Uwierzyłem, że mogę nie pić alkoholu a co ciekawsze trzeźwieć i być pożytecznym dla Wspólnoty poprzez służbę. Chcę budować swoje życie z mojej trzeźwości. Podczas odkrywania siebie na nowo oraz przy pracy nad 12 krokiem i 3 tradycją poczułem, że stałem się gotowy nieść posłanie alkoholikowi , który wciąż jeszcze cierpi. Dziś odczuwam radość z tego co robię. Jestem bezsilny nie tylko wobec alkoholu, ale i wobec tego, że ktoś łamie tradycje czy nie realizuje kroków. Natomiast nie jestem bezsilny wobec swojego trzeźwienia. Stałem się odpowiedzialny. Jestem przekonany, że we Wspólnocie jest Bóg i prowadzi mnie swoimi ścieżkami, mówi przez drugiego, trzeźwiejącego alkoholika. Wdzięczny jestem Jemu za życie, doznane podczas mityngów więziennych ciepło, szczególnie za mityng spikerski w Z.K. Sztum. Dzielenie się siłą, nadzieją i doświadczeniem z braćmi alkoholikami, przebywanie w więzieniu zespala mnie z całą Wspólnotą AA. Przyjaciele z Kwidzyna, Malborka, Elbląga i całego Pomorza dali mi odczuć czym jest szacunek i miłość „aowska”. Na uroczystym, blisko czterogodzinnym mityngu w Malborku doznałem dużo radości, pomimo mojego zmęczenia i przeżyć po więziennym, spikerskim mityngu w Sztumie. Czuję radość z tego spotkania. Utwierdza mnie to w przekonaniu, iż dojrzałem do uczestnictwa w mityngach więziennych. Stałem się gotowy do wykonania kolejnego zadania, umacnia to moją trzeźwość.

Życzę wszystkim Przyjaciołom,sympatykom AA pogody ducha.
Do zobaczenia na szlaku P.A.....



Moim zdaniem


Z życia Regionu Warszawa


Dwa ostatnie spotkania Rady Regionu ujawniły wiele różnic w ocenie sposobu pracy Regionu. Przypomnijmy tylko, że w wyniku wyborów na Konferencji Regionu Warszawa służbę swą podjęli nowi przyjaciele, którzy do tej pory nie brali udziału w pracach Regionu, nawet tych w zespołach. Dał się zauważyć inny sposób w interpretacji zadań Regionu i dlatego ustalono, że spotkamy się na specjalnym spotkaniu poświęconym inwenturze Regionu. W sobotę, 8 lutego nasz Punkt Informacyjno-Kontaktowy wypełnił się zainteresowanymi działaniami Regionu. Widać, że sprawa była poważna, bo pojawili się ludzie od lat ignorujący istnienie służb Regionu. Jednak dyskusja szybko pokazała, że dla wszystkich jest ważne istnienie Punktu Informacyjno-Kontaktowego jako miejsca spotkań służb Regionu i podstawowego miejsca wymiany doświadczeń między Intergrupami, szczególnie z pozawarszawskimi. Wszyscy podkreślali konieczność prowadzenia dyżurów przy telefonie. Odnosiłem wrażenie, że już w czasie przerwy uczestnicy spotkania wyraźnie wzbogacili swą świadomość na temat celu, sposobu i metod działania służb Regionu.

Marek