MITYNG 04/70/2003

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Szybkimi krokami zbliża się najważniejsze - w pierwszej połowie 2003 roku - wydarzenie w naszym Regionie. To XIX Konferencja Regionu Warszawa. 26 kwietnia spotkamy się w Nadarzynie aby przyjrzeć się sprawom AA i świadomie wypracować sposób postępowania na najbliższy okres, wypracować wspólne sumienie. Szczególną uwagę mandatariusze grup poświęcę tematowi: “Nasz główny cel”. Będę się wypowiadali przedstawiciele poszczególnych Intergrup przedstawiając doświadczenia z terenu objętego odpowiedzialnością AA. Mamy nadzieję na wysłuchanie informacji o tym:

a) jak niesiemy posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi.
b) co robimy i jak pracujemy na mityngach, grupach, intergrupach dla zapewnienia jedności AA
c) czy wyciągamy rękę AA do nowych przyjaciół, co czynimy dla dobrego sponsorowania. d) ile naszych mityngów opartych jest rzeczywiście na 12 krokach i tradycjach AA
e) czy znamy własną literaturę, rozumiemy jej znaczenie dla naszego rozwoju oraz jedności AA.

Odpowiedzi na te i inne pytania pozwolę zobaczyć nasz prawdziwy obraz.. Przekonamy się, czy nasz głos i duch odpowiadają zadaniom XXI wieku. Potrzebni będę przyjaciele, którzy poprowadzę nasze służby. Potrzeba nam powiernika, delegatów SK do Komisji Literatury i Finansów. Szczególnej troski i rozwagi będę wymagały wybory przedstawicieli do służb regionalnych. Nic tak nie uczy pokory, jak udział w pracy naszych zespołów. Mam nadzieję, że dobrym przygotowaniem do Konferencji będę Warsztaty Tradycji AA, które odbędę się 29.03 oraz 12.04 w domu parafialnym BETANIA ul.Dereniowa 12 godz.10 - 14. Choć dla wielu udział w wydarzeniach Regionu Warszawa jest zwykłym, kolejnym spotkaniem, to dla nowych może stać się przełomem w postawie życiowej.
Wiem coś o tym. Sam to przeżyłem i do dnia dzisiejszego pamiętam udział w pierwszych Konferencjach, jeszcze w Aninie. Przekonałem się, że wspólnota AA bez swoich służb jest jak rybka bez wody - ginie i traci życiodajną moc. I tu zaczyna się odpowiedzialność za życie swoje i tych, którzy AA potrzebuję.

M...



Dobra materialne wydaję się najcenniejsze, gdy się ich nie ma; dobra duchowe przeciwnie, wydaję się nierealne.Lecz o ile dobra materialne, z wolna przestaję smakować, to duchowe, raz posmakowane, okazuję się nie do wyczerpania.

Służba to kwiat trzeźwości AA

Do wspólnoty Anonimowych Alkoholików trafiłem, bo w życiu mi się nie udało. Miałem dom, żonę, dwoje dzieci, a jednak cięgle piłem i czułem się najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie. Alkohol dokonał takich zmian w moim organizmie, że przeżycie kolejnego dnia wydawało się niemożliwe. A przecież chciałem żyć; właśnie wtedy, gdy czułem się najgorzej, najmocniej odezwało się pragnienie życia. Dziękuję Bogu za ludzi, którzy pomogli mi przeżyć pierwsze dni we wspólnocie, swoją postawę pokazali, że można nie pić. Dziękuję za przyjaciół z mojej macierzystej grupy. Oni to wprowadzili mnie w program zdrowienia - program Dwunastu Kroków, a później wyjaśnili zawiłości Dwunastu Tradycji, które chronię Wspólnotę przede mnę ! Od nich, choć już kilka lat później, dowiedziałem się też o Dwunastu Koncepcjach Służby Światowej, które uświadamiają, jak maję pracować nasze służby, aby były pomocne dla alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi.Możemy spotkać w naszej literaturze porównanie alkoholika do huraganu niszczącego wszystko, co napotka na swojej drodze, ja dodam, że tylko dlatego, że coś mu się akurat nie podoba. Nie byłem wyjątkiem. Ale we wspólnocie, zamiast złościć się na postawy innych coraz częściej sięgałem do lektury
historii AA, aby „bardzo cenne doświadczenia przeszłości i lekcje, jakie wyciągnęliśmy z tych doświadczeń, nie zostały zapomniane lub utracone”. Doświadczenia te okazały się szalenie pomocne przy tworzeniu służb Regionu Warszawa. Obecnie powołaliśmy nawet specjalną służbę do prowadzenia archiwum, aby nasze doświadczenia były dostępne dla przyszłych służb. Nasza Konferencja jest poświęcona tematowi NASZ GŁÓWNY CEL. Przypomnijmy sobie taki moment z historii AA. Dwaj pionierzy udaję się do trzeciego, aby zanieść mu wieść o tym, że nie musi pić. Posłanie to niosę dalszym alkoholikom. Mimo, że nie każdy, kto otrzymał posłanie trzeźwości, przestał pić, to im samym udało się utrzymać trzeźwość. Autentyczne zaangażowanie pozwoliło na zapomnienie o własnym alkoholizmie. Stało się źródłem radości, satysfakcji życiowej. Jednak, aby ten stan zadowolenia z życia trwał nadal, konieczne było wprowadzenie POKORY i ODPOWIEDZIALNOŚCI we wszystkie swoje poczynania. Najskuteczniejszym argumentem okazał się sam alkohol. Można powrócić do piekła, z którego się przyszło albo - co w grupie jest wyraźnie łatwiejsze - przestać pić, i na tyle realizować proces przemian by nie wpadać w stare pułapki emocjonalne. Sposobem na uzyskanie i utrwalenie własnej trzeźwości jest uczestnictwo w Naszym Głównym Celu, czyli niesieniu posłania cierpiącym alkoholikom. Ale tu wyłonił się kolejny kłopot. Można przekazać tylko to, co się samemu posiada. Dotyczy to również trzeźwości. Myślę, że o tym niejednokrotnie mówił nasz przyjaciel, powiernik klasy
A /niealkoholik/ doktor B. Woronowicz mówiąc: „...zanim alkoholik zacznie nieść posłanie, dobrze by było, aby sam się czegoś nauczył”. Ciekawie tę kwestię wyraża fragment Modlitwy 3 Kroku: "Boże, (…) oddal ode mnie trudności, aby zwycięstwo nad nimi mogło być świadectwem dla tych, którym pospieszę z pomocą, czerpiąc z Twej Potęgi, Miłości i Twego Pojmowania Dróg życia". Według mojego doświadczenia Anonimowi Alkoholicy otwierają drogę do służby, do realizacji głównego celu, każdemu chętnemu. Sami możemy zawahać się na progu lub nawet nie wejść. Jednak żadne okoliczności nie zamykają przed nami drzwi. Do dziś nie mogę zapomnieć prostych słów skierowanych do mnie, na pierwszym moim mityngu: "Dobrze, że jesteś". Możliwe, że była to specjalna służba witajęcego, a może po prostu zawsze wycięgnięta, przyjazna dłoń AA „Wspólnota AA pozostaje zawsze otwarta dla każdego i nigdy nie zamyka się przed nikim”. Jestem bardzo wdzięczny za otrzymanę możliwość służby i możliwość ćwiczenia odpowiedzialności. Kiedy piłem, nie byłem ani rozsędny, ani odpowiedzialny. życie nie miało jakiegokolwiek sensu - dryfowałem od jednego kryzysu do drugiego, bez kontaktu z rzeczywistościę. Daleki od życia na zasadzie "tu i teraz", bardziej przeżywajęc twory własnej wyobraźni. Moje pijane życie to szerokie pasmo niepowodzeń, ale w AA już pierwsza chwila zaangażowania się w służbę była wzruszajęcym przeżyciem. Chęć przypodobania się, gotowość i entuzjazm, pragnienie by robić to, co słuszne, co zgodne z Tradycjami, by dokonywać bohaterskich zmian, oczywiście w imię postępu - to tylko poczętek. Niejednokrotnie miałem wrażenie, że zupełnie bez wysiłku unoszę się po morzu dobrej woli i spokoju. Lecz to, co poczętkowo brałem za jasność myślenia i precyzję pojmowania, te idealistyczne pragnienie walki z wadami i brakami, jakie z takę łatwościę odkrywałem u innych, zaczęło powoli wprowadzać mnie w zakłopotanie. Pojawiły się pewne wętpliwości. Z poczętku starałem się je zepchnęć na dalszy plan, ale nie znikały. Przeciwnie, trwały i narastały. Drobne niedoskonałości innych pokazywały moje głębokie wady. Zarozumiałość, lekceważenie i unikanie odpowiedzialności, arogancję wobec programu AA. Wtedy dopiero zrozumiałem, że nie jestem wcale taki, jak mi się z poczętku wydawało i nie pomoże żadne zakładanie kolejnej maski. Zaangażowanie się w służbie szybko rozwiewało obłok wyobrażeń. Rozpoczęł się proces dorastania i dojrzewania, żałosny pijaczyna stawał się odpowiedzialnym członkiem swojej społeczności. To bez wętpienia najtrudniejsze ćwiczenie, jakiego się w życiu podjęłem, bo alkoholik podejmujęc jakęś służbę w naszej wspólnocie musi się liczyć z tym, że jego postępowanie zjedna mu przychylność,uznanie, ale może też wywołać przeciwników. Umiejętność współdziałania w grupie wymaga szczególnej rzetelności i jasności postępowania nie tylko od skarbnikaczy rzecznika; przyda się każdemu członkowi AA i to zarówno we wspólnocie jak i w domu. Pamiętam, jak miałem ochotę do postępowania wbrew opinii grupy, a widziałem przecież ludzi, którzy działali z najlepszymi intencjami a mimo to spotykali się ze zdecydowanym odporem. Miałem okazję w praktyce poznać siłę sumienia grupy, a później, w domu, przekonać się, że warto rozmawiać z domownikami a nie tylko przemawiać do nich. Przy okazji mam ciekawostkę. Na mityngach szeroko słychać słowa wdzięczności dla wspólnoty, deklarację, że oto bez niej ktoś nie może żyć. Kiedy jednak pojawia się problem służby, wtedy okazuje się jak łatwo bez niej się obyć. Czy to jakaś bariera?. Ale jaka?. A może tak wiele czasu zużywamy na demaskowanie złego działania naszych służb, że już nie widzimy, że wspólnota nadal zachowuje swę życiodajnę moc, mimo iż dotęd dla niej niewiele uczyniliśmy. Tak czy owak, ponad 9 lat spędziłem w różnych służbach AA wprowadzajęc w życie naszę V Tradycję. Do pierwszej
z nich, kto wie, czy nie najistotniejszej zgłosiłem się sam. Nikt mnie nie wybierał ale sam czułem , że choć niewiele jeszcze potrafię, to właśnie to mogę robić. Myłem szklanki. Dopiero kilka lat później dotarła do mnie powiastka - KTO SZKLANKI MYJE, TEN NIE ZAPIJE. A że jest to odpowiedzialna funkcja, przekonałem się niedawno. Byłem świadkiem zdarzenia, jak jeden z nowych otrzymał hertatę w brudnej szklance. Widziałem grymas na jego twarzy i niechęć. Na drugiej części mityngu już go nie było. Do tej pory go nie widziałem. Być może ten drobny fakt uniemożliwił mu skorzystanie z programu AA. Obym się mylił. Szybko odbyłem różne funkcje w grupie ale szokiem okazało się dopiero uczestnictwo w nowopowstałej Intergrupie SAWA. Wtedy w praktyce uświadomiłem sobie, że istnieje jeszcze inny świat AA poza tymi kilkoma grupami, które dotęd poznałem, a każda z nich poprzez udział mandatariusza, w miarę możliwości włęcza się w niesienie posłania. Przypomnę słowa: Zaangażowanie wyznacza zakres poznania - bo słowa te nie okazały się bajeczkę dla grzecznych dzieci. Zaangażowanie w różnego rodzaju zespoły regionalne, komisje, intergrupy, region czy służbę krajowę pozwoliło mi poznać z jednej strony zakres potrzeb AA, a z drugiej, zapotrzebowanie na informacje o AA. Cięgle brakuje informacji w szkołach, nie tylko wyższych, współpracy w szpitalach, kościołach, sędach, więzieniach i instytucjach pomocy społecznej.itp… Ktoś tę informację musi zanieść uważajęc przy tym , że ważne jest posłanie AA a nie osoba niosęcego posłanie, że nasze Tradycje wyraźnie określaję zasady postępowania. POKORA i ODPOWIEDZIALNOŚA ma być obrazem naszego funkcjonowania. Jak nas widzę, tak nas piszę. Najlepsze posłanie jest, jeśli sami przestrzegamy zasad, o których mówimy. Szczególnie zaś trudno, gdy przestrzeganie zasad koliduje z pieniędzmi i celami z zewnętrz. Jest też inna uwaga. Jeśli nawet informacja o AA dotrze do potrzebujęcego, to jeszcze trzeba mieć jakiś adres pod który można takiego skierować. Musimy stale uaktualniać naszę księżeczkę adresowę i również pod wskazanym adresem ktoś musi być, kto zaopiekuje się nowym. Kolejny raz kłania się odpowiedzialność. A jeśli chodzi o mnie, to mogę stwierdzić, że choć nadal uczestniczę w pracach zespołów Regionu Warszawa, to jednak najbliższa memu sercu
jest możliwość przywitania nowego na mityngu. Powiedzenie - “Dobrze, że jesteś” - nadal ma swę magicznę moc. Oddaję je z takim samym przekonaniem, z jakim sam przed laty usłyszałem. Dzięki temu wiele zmian zaistniało w moim życiu. Dziękuję wspólnocie za Boga i Bogu za ludzi, którzy pomogli mi żyć. Mam nadzieję, że te słowa i uczucie wdzięczności, będę godne Jego spojrzenia. Za to JESTEM ODPOWIEDZIALNY.

Marek W-wa  



IV Krok

Kiedy trafiłem do AA, jak każdy nowicjusz, zastanawiałem się czym jest Dwanaście Kroków, czytanych na poczętku każdego mityngu. Kiedy opary alkoholu uwolniły część mojego mózgu ich brzmienie zaczęło docierać i zastanawiać. Usłyszałem o tym, jak ważne jest ich omawianie i zrozumienie ( stosowanie nie mieściło się w moim ówczesnym pojmowaniu rzeczywistości ). Kiedy byłem w na tyle dobrym stanie, że do mojej świadomości mogło dotrzeć na raz brzmienie wszystkich Dwunastu Kroków, przyszło mi do głowy, że zajmę mi One 15 do 30 minut i do czego miałby mi być potrzebny sponsor? W ten sam sposób myślałem o Kroku Czwartym. Przecież to „pestka”, przecież wielokrotnie robiłem wielu ludziom gruntowny obrachunek moralny, a nie znałem nikogo komu nie mógłbym zrobić odważnego. To, że taki obrachunek może dotyczyć mnie, jakoś nie przychodziło mi do głowy. Później, gdy życie zweryfikowało moje poględy, a sponsor okazał się równie niezbędny co Dwanaście Kroków, okazało się, że program AA zajmuje nieco więcej czasu niż mi się wydawało ( tak coś około reszty życia ). Minęło kilka miesięcy od momentu, gdy zebrałem do kupy całę swoję odwagę i poprosiłem przyjaciela o sponsorowanie, i nieuchronnie zbliżał się do mnie Krok Czwarty.
Im bardziej się do mnie zbliżał tym mniej czułem odwagi na jego realizację. Nadszedł moment, gdy zakończyliśmy omawianie Kroku Trzeciego i po wielokrotnym przeliczeniu palców ręki zrozumiałem, że to już. Okoliczności sprawiły, że przez kilka tygodni moje spotkania ze sponsorem nie mogły dojść do skutku, co odczułem jak odroczenie wyroku. Miejsce resztek odwagi zaczęł wypełniać strach, który spowodował, że wielokrotnie przeczytałem to co mogłem znaleźć w naszej literaturze na temat Kroku Czwartego i po wielokroć przejrzałem swoje wnętrze w poszukiwaniu wszystkiego co mogło przyprawić sponsora o odruch wymiotny. W ten oto sposób przyjaciel, wiedziony doświadczeniem i mędrościę, dał mi możliwość przygotowania obrachunku moralnego. A potem zaczęło się. Skłamałbym piszęc, że było to miłe czy przyjemne, ale na pewno było niezbędne. Czwarty Krok dał mi możliwość poznania prawdy o sobie. Prawdy o moich wadach i zaletach ( co bardzo mnie zdumiało ) i uczciwej oceny mnie i mojego życia. W trakcie omawiania tego Kroku były i łzy, i wzruszenie, niechęć i obrzydzenie do samego siebie, szczerość do bólu i chęć ukrycia ciemnych zakamarków duszy i życia. Potem pojawiła się ulga, najpierw nieśmiała, a potem niesamowita lekkość..., i wdzięczność, i wybaczenie. Sobie i innym. Dziś wiem, że nie da się naprawiać i zmieniać, gdy nie wiadomo co trzeba naprawić i co należałoby zmienić. Przy omawianiu Czwartego Kroku udało mi się zdobyć na bezwzględnę uczciwość i szczerość, przede wszystkim wobec siebie, niezbędnę tak przy tym kroku, jak i przy całym programie. Staram się jej nie zgubić, bo wcięż pamiętam jak trudno mi było się na nię zdobyć. Dzięki Krokowi Czwartemu udało mi się zobaczyć we właściwym świetle siebie i innych ludzi oraz moje stosunki z nimi. Nabrałem zwyczaju przyględania się i oceny własnego postępowania i własnych zachowań. To było niesamowite przeżycie i doświadczenie, którego skutki nie sposób pominęć czy przecenić. Dziś wiem, że gdyby nie AA i powody, przez które trafiłem do wspólnoty, nie zdobyłbym się na wysiłek obrachunku moralnego. Wętpię czy taki pomysł w ogóle przyszedłby mi do głowy. I tak oto przeżycie Czwartego Kroku zmieniło moje życie, bowiem nie da się znowu robić rzeczy, które nazwało się po imieniu i określiło jako złe. Nie pozwala mi na to ta sama uczciwość, która pojawiła się podczas omawiania tego kroku.

Długi



TAJEMNICZY KTOŚ

Często słyszę na mityngach i przy okazji różnych roboczych spotkań stwierdzenia typu: „ktoś powinien to zrobić”, „ktoś się tym zajmie”, „ czy ktoś mógłby” itp. Zastanawiałem się komu należy dziękować za istnienie owego „ktosia” i kim w ogóle on jest. Gdzie go szukać i dlaczego właśnie on odpowiada na te apele i czy coś z tego ma? Czy to pojedynczy „ktoś”, czy też jest ich wielu? A jeżeli jest ich wielu, to czy sę zorganizowani, czy też działaję niezależnie od siebie? Po dokładnym zbadaniu sprawy okazało się, że „ktosia” można znaleźć w każdej z grup AA. Często sami znajduję to co jest do zrobienia, nie czekajęc na apele i propozycje, a swoję postawę nazywaję Służbę. „Ktosia” można poznać po przyjaznej i wesołej minie, szczerych i spokojnych, opartych na własnym doświadczeniu wypowiedziach. Przebywanie w towarzystwie owego osobnika daje spokój i osobliwe ciepło, którego trudno by szukać gdzie indziej. Wydaję się oni czerpać przyjemność z niesienia bezinteresownej pomocy, a poproszeni o nię rzucaję się ochoczo w wir zajęć. Wypatrzę każdego „nowego” i nie pozwolę, by w czasie przerwy stał samotnie z boku. Nie pogardzę myciem szklanek, otworzę salę i przygotuję ję do mityngu. Z równym zaangażowaniem biorę udział w pracach Służb intergrup, regionów i krajowych. Poproszeni o sponsorowanie ochoczo służę swoim czasem, doświadczeniem i wiedzę. Dlaczego podejmuję się tych często trudnych, odpowiedzialnych i pracochłonnych zajęć? Być może, klucz do ich zachowań można znaleźć w księżce „Anonimowi Alkoholicy” na stronie 49; w zdaniu, które czytane jest na każdym mityngu: „Jeżeli czytelnik tej księżki poweźmie decyzję, że pragnie tego co my w AA posiadamy, i że gotów jest uczynić wszystko, aby ów cel osięgnęć...”. Zaczęć, a potem poprawiać. I tak drepczę śladem owych „ktosiów”, bowiem zapragnęłem tego, co w AA jest dostępne dla każdego. Wystarczy tylko zaczęć, a potem... .  



Babskie gadanie...

Czas refleksji i nadziei

Wielki Post, Golgota, Zmartwychwstanie...  Czas rozrachunku z własnym życiem, czas krzyża, czas cierpienia, czas śmierci, ale też czas nadziei, czas miłosierdzia i chwały, czas życia. Czas zrozumienia sensu cierpienia, jego twórczej, zbawczej mocy. Czas największego, nieogarnionego ludzkim umysłem cudu Boskiego miłosierdzia, gdy poprzez cierpienie, upodlenie i utratę godności człowieka daje szansę odzyskania Godności Człowieka w blasku i chwale Nowego życia. Czas mojego przeobrażenia, powstania do nowego życia, godniejszego, spokojnego, trzeźwego, w zgodzie z samym sobę, z innymi ludźmi i Siłę Najwyższę, z moim Bogiem jakkolwiek Go pojmuję. A do tego - czas wiosny, budzenia się przyrody, czas kwiatów: bazi, żonkili, barwinka, zieloności świeżej trawy, ciepłych promieni słońca i radosnego śpiewu ptaków. Wiesz, Przyjacielu, nigdy do tej pory nie patrzyłam w taki sposób na istotę Święt Wielkiej Nocy. A przecież w moim życiu też wydarzył się cud, gdy mój zamglony umysł i stwardniałe serce ogarnęł płomień Miłosierdzia, Wiary i Nadziei. Dobrze, że umiałam go dostrzec i w porę zrozumieć. To nie moja wola, nie moje postanowienia skierowały mnie na drogę trzeźwienia. To był po prostu CUD. Zostałam wybrana, tak jak i Ty. Dostałam szansę zmartwychwstania do nowego życia; nie wszystkim było to dane. Przeżyłam swoję Golgotę upodlenia, odczłowieczenia, bólu, strachu, cierpienia, mojego DNA, mojego upadku. Ale to cierpienie miało swój głębszy sens. Pozwoliło i wcięż pozwala mi zobaczyć siebie w całej palecie barw od czerni moich wad przez szarości moich przywar aż do bieli moich zalet. Nic w moim życiu nie jest dziełem przypadku. Mój ból upadku, mój lęk ma doprowadzić mnie do wyzwolenia od samej siebie. I teraz właśnie, w czasie Wielkiego Postu, jest mój czas na zrobienie inwentury własnego JA, na pochylenie się nad IV krokiem. To czas na moje rekolekcje. Aby w spokoju własnej duszy móc się spotkać z Nadzieję Zmartwychwstania. Aby te Święta były moim powtórnym narodzeniem, powstaniem do Nowego życia. Chciałabym, aby był to czas ufnego poddania się Sile Najwyższej, Najpotężniejszej, aby był to czas zanurzenia się w Nadziei, Miłości i w Wierze. Nie chciałabym tego czasu zmarnować i utracić szansy na dotknięcie choćby rębka tej Największej Tajemnicy, przemiany poprzez krzyż i cierpienie życzę Ci, Przyjacielu, nadziei na życie w zgodzie ze sobę i ze światem życzę Ci wiosennej radości, rozkwitania, budzenia się do nowego życia. Niech ciepłe promyki słońca rozgrzewaję Twę duszę wiarę w godne życie. Niech śpiew ptaków rozwesela Twe serce, gdy jest Ci ciężko i smutno, i źle. Niech Wiara w Miłosierdzie i Nadzieja
Zmartwychwstania nigdy Cię nie opuszczaję. Wesołych Święt Wielkiej Nocy Zmartwychwstania !!!

JA.



Trzy Legaty AA
Zdrowienie Służba Jedność

Witajcie Drodzy Przyjaciele!

Chcę dzisiaj podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami na temat Trzech Legatów AA. Kluczem do mojego zdrowienia był Pierwszy Krok. Jego realizacja oraz całkowitę kapitulację wobec alkoholu i uznanie bezsilności wobec alkoholu i tego, czego nie mogę zmienić. Przyszły mi tu z pomocę mędrość „aowska” i modlitwa o Pogodę Ducha. Gdy zaczęłem akceptować siebie, ludzi wokół mnie i otaczajęcy mnie świat takimi jakimi są, przekonałem się, że udaje mi się nie tylko niepicie alkoholu, ale i trzeźwienie. Nie byłoby to możliwe gdybym nie dostał na mityngach duchowego wsparcia. Staram się żyć według programu Dwunastu Kroków i Dwunastu Tradycji i stosować te zasady w życiu. Wdzięczny jestem swojej Sile Wyższej i Większej za jasność umysłu, za możliwość umacniania swojej trzeźwości, za radość trzeźwienia i przyjaciół nowoprzybyłych do wspólnoty. W dotychczasowym życiu, w towarzystwie alkoholu, uległy zniszczeniu takie wartości jak pomaganie innym ludziom oraz praca i współpraca z nimi. Obecnie wartości te, dzięki służbom podjętym w AA, odradzaję się i dostarczaję mi radości i satysfakcji. Pełnięc służbę w zespołach jestem uczestnikiem rozwoju wspólnoty i jej dziejów przypominam sobie jak bardzo napracowali się pionierzy AA, tworzęc Tradycje, Kroki i mędrość AA. Myślę, że na każdym z nas spoczywa odpowiedzialność za losy wspólnoty, zaś umacniajęc ję umacniamy przede wszystkim swoję trzeźwość i zmieniamy sposób myślenia. W ten sposób staram się realizować Pierwszę Tradycję, mówięcę o Jedności i wspólnym dobru. Aby wprowadzić w czyn słowa tej Tradycji potrzeba było z mojej strony odrzucenia urazów, uprzedzeń, pychy oraz żędzy władzy. Bez uruchomienia pokory nie byłoby to możliwe, ale dzięki łasce Boga, który jest w AA, jest to wykonalne. Nie jest łatwo wyrzec się starych nawyków i przyzwyczajeń bez Siły Ducha i odporności psychicznej, którę otrzymuję od przyjaciół z AA. Wracajęc do wętku zdrowienia, to w moim wzrastaniu we wspólnocie widzę wyraźne działanie Siły Wyższej. Zrodziła się we mnie chęć niesienia posłania alkoholikowi, który wcięż jeszcze cierpi. Realizuję ję również poprzez korespondencyjny mityng z przyjacielem alkoholikiem odsiadujęcym wyrok w ZK. Raduje mnie fakt, że mimo trudności, jakie pojawiły się w jego chodzeniu na mityngi, mogę korespondencyjnie omawiać z nim program Dwunastu Kroków i pomagać mu w zachowaniu abstynencji. Przesyłam mu również literaturę AA, która pomaga w przeżyciu każdego dnia po „aowsku”. Tak oto mogę podzielić się swoim odrodzeniem, które przeżywam we wspólnocie AA, cudem zesłanym przez Boga, za co jestem Im bezgranicznie wdzięczny.

Pozdrawiam Piotr A... .



TRZEŹWIEJĄCY ALKOHOLIK
CZY JUŻ CZŁONEK AA ?  




Właśnie otrzymałem znak...

Już na pierwszym mityngu usłyszałem " To program uczciwości". Pomyślałem sobie wtedy, że muszę uczciwie, jak tylko możliwe, ze wszystkimi szczegółami, opowiadać moje alkoholowe problemy. Dzisiaj wiem, że to znaczy coś zupełnie innego. Prawda, zawsze powinienem dokładnie opowiadać swoje doświadczenia,
ale też powinienem wyrażać prawdę o tym, jak wtedy się czułem się i jak czuję się teraz.. Po pierwsze, uczciwe przyznanie się, że zostałem dotknięty przez alkohol i że potrzebuję pomocy, pozwoliło mi dotrzeć do AA. Ale bardzo szybko odkryłem, że samo powstrzymywanie się od pierwszego kieliszka i sporadyczne uczęszczanie na mityngi, było niewystarczajęce, aby utrzymać mnie na równej drodze. Zdecydowałem się wtedy, że muszę spróbować i zaczęć pracować z Programem Zaczęłem spoględać na Dwanaście Kroków. Kiedy natknęłem się na problemy z Krokiem Czwartym, musiałem przyjęć, że nie zrobiłem Kroku Trzeciego. Podobnie, Krok Trzeci zależał na Kroku Drugiego; tak więc szybko wróciłem do Kroku Pierwszego. Wtedy stwierdziłem, że sam nie jestem w stanie skorzystać z Programu AA. Zgodnie z zaleceniami, znalazłem sponsora, aby w końcu pomógł mi być uczciwy z samym sobę. Miałem też nadzieję, że skoro uwierzę w Boga, to życie stanie się łatwiejsze. Kiedyś mówiłem, że to nauka jest w stanie wyjaśnić skęd przyszedłem, lub dlaczego jestem taki, jaki jestem; więc zbyteczna jest jakaś Siła Wyższa. To było niczym wylewanie dziecka razem z kępielę. Cięgle byłem pozbawiony źródła pomocy. Ale tak było dawno temu. Później, kiedy mój Krok Czwarty zaczęł nabierać kształtu, musiałem powierzyć wady charakteru swojemu sponsorowi. Szczerze, uczciwie. Konieczne stało się zbudowanie więzów ufności. Pochyliłem głowę wobec drugiego człowieka, mówiłem, a on mnie nie odrzucił. Zaprosił do wspólnej drogi pomocy innym. Nabierałem ufności, że jeśli człowiek mnie nie odrzucił, to mogę śmielej powierzać swoje sprawy Sile Wyższej. Rozpoczęłem Krok Szósty i Siódmy. Musiałem być świadomy, które z moich wad sę mi jeszcze miłe, które chcę zostawić a które usunęć, by dopiero potem uczciwie poprosić Siłę Wyższę o pomoc w usunięciu. Jednę z moich wad jest niecierpliwość, ale sposobem na codzienne życie - modlitwa. Kiedykolwiek czułem się rozdrażniony, pogniewany, daleki od pogody ducha, to znaczy, że byłem alarmowany przez moję Siłę Wyższę, że jakaś moja szczególna wada nie została jeszcze usunięta. Codziennie uczę się żyć i pozwalam Bogu na pomoc, zaś do mojej odpowiedzialności należy pragnienie poznania i wypełnienia woli wobec siebie. Modlitwa pomaga tylko uporzędkować skołatane myślenie. Szczególnę rolę maję Kroki Ósmy i Dziewięty. Przy robieniu listy osób przez nas skrzywdzonych nieraz odzywa się złość - Oni też mnie skrzywdzili, to przez nich, itp…. Takie racjonalizacje zdecydowanie musiałem odrzucić. Obarczenie kogoś odpowiedzialnościę za swoje postępowanie absolutnie nie zmienia sytuacji. Tylko rzetelne uporanie się z własnę przeszłościę prowadzi do Pogody Ducha, jest krokiem odzyskania pogubionych więzi. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania. Czasem odnoszę wrażenie, że ponownie się gubię. Z Krokiem Dziesiętym radzę sobie z pomyłkami dnia codziennego. To systematyczne spojrzenie na nowe i stare wady cięgle przykuwa uwagę do poprawiania postawy. A bilans dnia wyprowadza z chaosu powszedności, przestrzega przed zbytnię pobłażliwościę wobec swych postępków. Również modlitwa wymaga uczciwości. Już nie próbuję modlić się o coś dla siebie, raczej wolę spytać, co dziś mam uczynić. Wierzę, że Siła Wyższa niezmiennie stawia przede mnę zadania, które nie przekraczaję moich możliwości. Samo przyznanie się do swoich braków, ich nie usuwa. Szczególne ma to znaczenie w chwili, gdy podejmujemy pracę z innymi alkoholikami. To zadanie, które wymaga nie tyle specjalnej wiedzy, co uczciwości. Najlepszym potwierdzeniem, że Program AA działa, jest to, że sami wprowadzamy go w swoje życie. Pewnie moje doświadczenie, siła i nadzieja nie sę specjalnie atrakcyjne, ale to jest to, co sam posiadam. A jeszcze bywa, że oczekiwania wobec mnie, jak i innych alkoholików mam tak wielkie, że często czuję się bezsilny. Gdy jestem uczciwy z samym sobę, to widzę, że właśnie otrzymałem znak, aby pozwolić działać Bogu.

B…n W-wa



Warszawa, 06.03.03.

Moje pierwsze dni w trzeźwości

Wytrzymałem kolejny weekend bez piwa, ale sukces. Jutro poniedziałek spotkanie we wspólnocie. Poniedziałek rano. To dzisiaj, za kilkanaście godzin, mityng. Czas się wlecze pomimo tego, że mam dużo pracy. 17,00 spotkanie. Co ja tu robię?! Wydaje mi się, że trafiłem do towarzystwa wzajemnej adoracji. Wszyscy dumni, że nie piję. Wszyscy katolicy odwołuję się do Boga. Po co Jego w to mieszaję? Co niektóry nawiedzony, zdradzony, załamany. A może to ja zaczynam dostawać świra? Dużo słucham, ale...? Koniec spotkania, każdy wychodzi w swoim kierunku. Czy to mi coś daje? Chcę wierzyć, że tak. „W jedności siła” tak, to wielka mędrość.

Boguś AA.



OGŁOSZENIE
Dam pracę !!!!!!!!!!!!!!

- dyrektorowi BSK
- sprzętaczom
- pomywaczom szklanek
- kolporterom literatury AA
- mandatariuszom
- prowadzęcym mityngi AA
- powiernikowi i delegatom SK
- fachowcom wszystkich branż

Wynagrodzenie: Trzeźwość
i Pogoda Ducha.

Wymagania:
- chęć zaprzestania picia
- wykształcenie każde
- znajomość języka polskiego
- kreatywność, pokora, poddanie mile widziane.

Prosimy o składanie CV w najbliższej grupie AA, oraz pod adresy zamieszczone na okładce tego „Mityngu”. Ilość miejsc nieograniczona. Niecierpliwie czekamy.



WARSZTATY TRADYCJI w ZIELONCE

Byłem na warsztatach Tradycji 1 - 4, zorganizowanych w Zielonce, przez tamtejszę grupę i intergrupę SAWA. Mimo choroby pojechałem tam, wiedziony ciekawościę głównie tym na ile różnimy się, my alkoholicy, w pojmowaniu i postrzeganiu Tradycji. Miałem powód, o którym później. Sam mało wiem o stosowaniu zasad Tradycji w życiu codziennym, więc jechałem tym chętniej, żeby posłuchać doświadczeń innych AA. Moja droga do AA wiodła przez terapię, gdzie o Tradycjach niewiele się mówi, bo do działalności placówek państwowych one, Tradycje, nie przystaję. Niby w jaki mianowicie sposób stosować: - Bóg najwyższy autorytet, niezależność, samowystarczalność, brak organizacji, brak stanowisk i chociażby anonimowość. Tylko proszę mnie źle nie zrozumieć, zawdzięczam terapii kilka trzeźwych lat, więc złego słowa na tę działalność nie powiem, zwłaszcza, że inni też tam trzeźwieję, a to jest najważniejsze. Jednak na terapii o Tradycjach się nie mówi. Dziś staram się moje braki nadrobić i dlatego mimo choroby wybrałem się na warsztaty. Nie zawiodłem się. Co najwyżej na sobie, bo tłumaczęc się przed sobę bólem gardła, nie zabrałem głosu / choroba, czy jeszcze mam kompleksy przed „autorytetami” na sali? sam muszę na to pytanie
odpowiedzieć/. Usłyszałem wiele bardzo bliskich mi wypowiedzi, w wielu sytuacjach widziałem siebie, a co najważniejsze, nikt nie zakwestionował potrzeby Tradycji w naszej wspólnocie, wręcz przeciwnie, podkreślana była ich waga. Tu właśnie miałem problem. Niedawno byłem na rocznicy grupy w innym regionie ale nie tak znowu daleko od Warszawy. Rocznica jak rocznica, msza, mityng i zabawa. Trochę zdziwił mnie poczęstunek, tak obfity i darmowy. Znowu nie chciałbym być źle zrozumiany. Nie krytykuję ponieważ sam się najadłem, a tak chyba najłatwiej najpierw skorzystać, a potem wykorzystać. Nie, - chodzi mi o odpowiedź jednego z członków tamtejszej grupy na moje pytanie: „skęd te środki, - macie aż tak bogatę grupę?”. „Nie, miasto nam dołożyło” więc pytam „a jak ma się to do Tradycji?”-„Tradycje maję już tyle lat, że należało by je zmienić, uwspółcześnić, tylko bogaci Amerykanie mogli takie wymyślić”. Nie wdałem się w polemikę bo po prostu mnie zatkało. Pomyślałem tylko, skoro sam jestem z prowincji, może czegoś nie wiem, może w Warszawie szykuje się jakaś nowa wersja Tradycji. Dlatego z niecierpliwościę czekałem na warsztaty.Ale ulga. Tradycje były, sę i będę. Nikt nie mówił o zmianach, za to ile doświadczeń usłyszałem. Ile skorzystałem, to wiem tylko ja, ale będę się tym dzielił z innymi AA, nie przypuszczałem nawet, iż Tradycje sę tak nierozerwalnie zwięzane z moim życiem prywatnym, a ich stosowanie może przynieść tyle korzyści. Wierzę dziś też, iż tamten głos, to pojedynczy głos, a nie wyraz sumienia grupy AA, może spowodowany sytuację tylko czy to jest wytłumaczenie? Cięgle zadziwia mnie uniwersalność Tradycji, do dziś nic nie straciły na dalekowzroczności. Chronię naszę wspólnotę przed zakusami z zewnętrz i przed nami samymi i przede mnę także. To jest piękne, bo jak pisze Bill w „AA wkraczaję w dojrzałość”: „To co okazało się prawdziwe w Ameryce, prawdopodobnie okaże się prawdziwe także w wielu dalekich krajach”. Dalej pisze też:” Dziś mam nadzieję, że osięgnęłem wreszcie ten etap w moim życiu, kiedy mogę się stosować do Tradycji, ponieważ rzeczywiście CHCE się stosować, ponieważ szczerze chcę tych Tradycji zarówno dla siebie, jak i dla AA jako całości. Dlatego właśnie każda z Dwunastu Tradycji jest w istocie wyrazem pokornienia, któremu każdy z nas musi się poddać, wyrazem poświęcenia, na które wszyscy musimy się zdobyć po to, abyśmy mogli żyć i pracować razem”./str.177/ Takiego zrozumienia Tradycji życzę sobie i Wam drodzy przyjaciele na drodze zdrowienia i z niecierpliwościę oczekuję na następne warsztaty

Włodek W
Pozdrowienia dla całej redakcji Mityngu.