MITYNG 05/71/2003

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


A potem jeszcze jeden krok Wczesnym popołudniem zadzwonił telefon. Pewien niedawno przyjęty do Wspólnoty alkoholik prosił o pomoc. Powiedział, że ma kłopoty, dzwonił do paru osób ale nikogo nie mógł złapać. Czy mógłbym się z nim spotkać? Powiedziałem, że tak, że przyjadę jak najprędzej. Ów człowiek mieszkał godzinę jazdy samochodem ode mnie. Znałem jedynie parę osób z jego okolic, zadzwoniłem, ale nikogo nie zastałem. W końcu zadzwoniłem do przyjaciela mieszkającego w połowie drogi. Umówiliśmy się, że pojedziemy razem. Wzywający pomocy był po kilkudniowym piciu. Jak często bywa w takich wypadkach przepełniało go użalanie nad sobą, lek i kac moralny. Partnerka wyrzuciła go z domu i nie miał gdzie mieszkać. Ale chciał coś zrobić z piciem. Przez parę godzin w trójkę spacerowaliśmy, rozmawialiśmy, wpadliśmy na herbatę. Potem spróbowaliśmy nawiązać kontakt z kimś z jego macierzystej grupy. Okazało się że nikt nie ma możliwości, by pomóc. Mając w perspektywie długi dzień, zacząłem dzwonić i odwoływać swoje sprawy. Potem wróciłem do pozostałej dwójki. Zaczęliśmy zastanawiać się, co dalej. W końcu poszukaliśmy noclegu i umówiliśmy się na mityng, gdy skończy się wprowadzać. Po godzinie, gdy spotkaliśmy się znowu, okazało się, że partnerka zgodziła się przyjąć go z powrotem. Pojechaliśmy wiec na mityng a potem jeszcze do mnie do domu. Cała ta historia to zwyczajny, przeciętny przykład realizacji Dwunastego Kroku. Ja i mój przyjaciel mieliśmy długi ale dobry dzień. Dzięki nowicjuszowi pozostaliśmy trzeźwi. Byliśmy częścią działania AA. Obaj odkryliśmy, że „prawdopodobnie on pomógł nam bardziej, niż my jemu”. Według mnie, praca z innymi nie jest związana z tym, czy akurat w okolicy jest jakiś mityng, czy dezorganizuje to moje plany, albo z wątpliwościami czy potrafię pomóc. Odpowiedzi na te pytania są dla mnie oczywiste. Zawsze jest gdzieś jakiś mityng, bliżej lub dalej. Nikt nie może zdezorganizować mi dnia, ponieważ powierzyłem swoją wole i życie opiece Siły Wyższej i tylko wykonuje Jej wole. No i wiem, że sama obecność z kimś pomaga - jeżeli nie jemu, to mnie. Powtarzano mi często w AA, bym nigdy nie odmawiał prośbom o pomoc, że będzie to służyć mojej trzeźwości. Bym pamiętał, że mam zawsze być odpowiedzialny, że wiara bez uczynków jest martwa. Gdy kiedyś spytałem - jak daleko mam udzielać pomocy cierpiącemu alkoholikowi - usłyszałem odpowiedź: „tak daleko jak dasz rade - a potem .....jeszcze jeden krok”.  



Świadomość i działanie

Moja trzeźwość zaczęła się w dużym mieście, gdzie grupy AA wykorzystywały w swej pracy zalecenia Tradycji AA. Po ponad dziesięciu latach trzeźwości. wyprowadziłem się i przenosiłem z miejsca na miejsce, w kilku miastach nadmorskich, w końcu osiadając w małym mieście środkowego zachodu. Przez te lata zauważyłem, że na niektórych terenach, grupy AA skrupulatnie przestrzegają Tradycji, podczas gdy inne przywiązują do nich małą wagę, a właściwie lekceważą je. Wierze, że AA i tak przetrwa, ponieważ z perypetii i trosk, jakich doznała wspólnota, powstały nasze Tradycje. Nie zostały wymyślone przez noc i przyjęte bez rozważenia. Wyrosły z problemów, na które stale natrafiali członkowie i grupy AA. Na terenie mojego obecnego zamieszkania nie przywiązuje się dużej wagi do tradycji. Przez lata, funkcje służebne przekazywane były przez jednego przyjaciela drugiemu. Zmienia się to - aczkolwiek wolno - jako, że grupy coraz częściej wybierają swoich zaufanych funkcyjnych poprzez opinie tzw. "sumienia grupy". Są jednak inne obszary, w zakresie których grupy mogą skorzystać z doświadczeń zawartych w Tradycjach. Kilka miesięcy temu, kościół w którym od dawna spotykała się jedna z grup /siedem razy w tygodniu/ zdecydował, że w dużych pomieszczeniach gospodarczych nie będzie palenia, podobnie jak w reszcie pomieszczeń kościelnych. Kilku "zatwardziałych palaczy" zdecydowało, że musi znaleźć inne miejsce na mityngi. Zaowocowało to kolejną decyzją - rozpoczęciem działalności "Alano-clubu". Miejsce to było przeznaczone na spotkania towarzyskie oraz na mityngi z możliwością palenia tytoniu. Na mityngach tej grupy ogłaszano wydarzenia towarzyskie jakim grupa patronuje, takim jak ogniska, spotkanie noworoczne, uroczyste mityngi innych grup AA oraz sprawozdania ze spotkań Regionu i Intergrupy, specjalne informacje o zjazdach z całego stanu - wszystko zgodnie z zasadami AA. Jednakże zaczęto dawać ogłoszenia, że potrzebne są fanty na sprzedaż aukcyjną, albo że mityng AA odbędzie się w kawiarni, że ognisko będzie połączone z grami towarzyskimi i odbędzie się na terenie prywatnym, a zebrane przy takich okazjach pieniądze zasilą fundusz Alano-clubu. Chociaż w takich
działaniach brali udział alkoholicy, to nie są i nie powinny być traktowane - w zgodzie z Tradycją Szóstą - jako działania AA. Przez ogłaszanie wydarzeń zewnętrznych, grupa wydaje się udzielać poparcia tym przedsięwzięciom czy projektom. Indywidualnie, członkowie AA, angażując się w mityngi, na przykład w lokalnym wiezieniu, stosują się do przepisów obowiązujących w tego rodzaju zakładach, jednakże nie wyrażają poparcia dla sposobu postępowania i zwyczajów tam panujących. Niosą "posłanie" tym więźniom, którzy przyznają, że są alkoholikami. Współpracują z ośrodkiem pomocy społecznej, w którym jest sporą grupa takich, którzy cierpią z powodu choroby alkoholowej. Czasami sąd nakazuje udział w mityngach AA. Zgodnie z wymogami sądu, zainteresowany może otrzymać pisemne poświadczenie uczestnictwa w mityngu, lecz AA nie sporządza i nie przechowuje zapisów takich obecności. Podpisanie kawałka papieru nie oznacza, że wspólnota AA jest stowarzyszona - ściśle współpracuje z sądem. Grupa w ten sposób tylko współpracuje z inną jednostką. W Poradniku Służb można przeczytać fragment: "AA nie dostarcza listów ani referencji w sprawie zwolnień warunkowych, prawnikom, przedstawicielom sądu, agencjom społecznym, pracodawcom itd".
Indywidualni członkowie mogą tak postępować, lecz nie należy tego traktować, jako działanie w imieniu AA. Grupy opiekują się mityngami AA w szpitalach./ np Grupa WISŁA w szpitalu na ulicy Nowowiejskiej jest pod opieką Intergrupy WARS - przypis redakcji/ Grupa może może organizować mityngi w placówkach leczniczych, a zebrane pieniądze zaliczać do "kapelusza". Musimy przy okazji zwrócić uwagę na pewne reguły obowiązujące w takich ośrodkach, a obowiązujące przybywających z zewnątrz np. niepalnie. Ale w żaden sposób, ani grupa AA, ani Wspólnota, swoim działaniem nie wspiera ośrodka. Taka grupa współpracuje z ośrodkiem wykorzystując możliwości mityngów, w których uczestniczą zarówno pacjenci jak i członkowie AA z zewnątrz. Nieraz w grupie AA znajdują się członkowie chętni do wypowiedzi na mityngach organizowanych poza AA, zakładach pracy, w szkołach, radiu i telewizji, na których dzielą się doświadczeniem na temat: Jak działa program zdrowienia AA zgodnie z 12-tą Tradycją. Nie reprezentują oni AA, a Wspólnota nie wspiera żadnej z tych placówek. Nieraz członkowie grup AA biorą udział w profesjonalnych dyżurach telefonu zaufania. Kierują zainteresowanych na mityngi, dostarczają list spikerów chętnych do dzielenia się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Wspieranie tej szczególnie odpowiedzialnej działalności jest raczej związane z możliwością szerzenia posłania AA. Podobnie, codziennie może być drukowana w gazetach lista mityngów, lecz nie oznacza to popierania tych gazet. Broszurka "Dwanaście Tradycji ilustrowane" bezpośrednio odnosi się do faktu, że niektórzy indywidualni członkowie AA założyli dobrze funkcjonujące prywatne kluby, placówki terapeutyczne, domy pomocy itd. Biorą w nich udział również członkowie o dłuższym stażu trzeźwości. i szerszym spojrzeniu. Lecz w takie przedsięwzięcie zaangażowane są pieniądze spoza AA, pojawia się pojecie własności. Dlatego też okazało się mądrym utrzymanie rozdziału od jakiejkolwiek grupy AA. Zabieganie o dotacje rzeczowe lub pieniężne na mityngach grupy AA dla akcji organizowanych przez inne grupy o dowolnym sposobie działania, powoduje kojarzenie grupy AA z taką działalnością / np. zbiórka na uchodźców - przypis redakcji/ i narusza Tradycje Szóstą. Właśnie poprzez rozpoznanie charakteru błędów, grupa może rozpocząć dokonywanie zmian w kierunku zgodnym z Tradycjami. Najpierw przychodzi świadomość - następnie działanie. Indywidualnie, możemy najlepiej życzyć innym organizacjom, różnym formom pomocy i wspierać je naszym uczestnictwem /jak w przypadku Alano-clubu - który jest prywatnym przedsiębiorstwem / lecz jako grupa AA " nie popieramy, nie finansujemy czy użyczamy imienia AA innym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsięwzięciom". Trzyma to nas daleko od kłopotów i kieruje dokładnie na aowską ścieżkę.

Sherry G., Riverdale, Michigan



„Każdy dzień zaczynamy z wizją woli Boskiej przed oczami, wszystkie nasze uczynki są Jej przejawem. Objaw Panie jak mogę Ci służyć najlepiej. Wola Twoja (nie moja) niech się dzieje.”

Drodzy Przyjaciele!

Dziś chce się z Wami podzielić moim doświadczeniem na temat IV i V Kroku. Kiedy nadeszła pora, gdy za łaską Siły Wyższej stanąłem przed rozliczeniem się z dotychczasowego mojego życia, moich uczynków, musiałem najpierw stać się gotowy. Musiałem chcieć szczerze, bez najmniejszego kłamstwa, a nie mówiąc półprawdy, wyznać przed obliczem Boga istotę moich błędów. Siła Wyższa, jakkolwiek ją pojmuje lub nie pojmuje, natchnęła mnie duchem odwagi. Krok Czwarty jest dla mnie zrobieniem remanentu w moim dotychczasowym życiu, zaakceptowaniem tego co uczyniłem; zarówno złego jak i dobrego. Zaakceptowanie, a nie użalanie się nad swoimi czynami, nie wiąże się z wymazaniem z pamięci mojego destrukcyjnego trybu życia. Na skutek picia alkoholu moja moralność została nim całkowicie zalana i upadła; całkowicie było mi obce pojecie ODPOWIEDZIALNOŚCI MORALNEJ. Remanent moralny polegał na otworzeniu się i wyczyszczeniu wewnętrznym, uspokojeniu duszy, która błąkała się i wyła. Odważne lecz nie brawurowe przyznanie się oraz gotowość poniesienia konsekwencji ułatwiły mi staniecie przed Bogiem i proszenie Go o przebaczenie, a potem pojednanie się z Nim. Tu musiałem odrzucić pychę i poddać się całkowicie Woli Boga przez pokorę i modlitwę. Wszystkie stany, które tu opisuje, dziś mogę nazwać przebudzeniem duchowym. Stało się to dzięki temu, że Bóg postawił na mojej drodze AA i drugiego alkoholika oraz pomógł w odnalezieniu drogi do Siebie. Krok Czwarty ma dla mnie powiązania z Krokiem Piątym, gdyż podczas przygotowania do obrachunku moralnego był mi potrzebny drugi człowiek, którym okazał się mój przewodnik duchowy. Wprowadził mnie on i przygotował do odnowy duchowej i wejścia w nowe życie bez alkoholu. Wyznałem Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę moich błędów i staram się ich nie powielać jednocześnie pamiętając o nich. Są one moim doświadczeniem, z którego czerpie naukę jakim człowiekiem nie powinienem być oraz przekazuje je innym. Myślę, że solidne przejście, a nie prześlizgniecie się, przez każdy z Kroków oraz wejście w klimat ich treści pozwala mi dostąpić dzięki Sile Wyższej łaski rozwoju duchowego. Są to róże mojego ogródka trzeźwości, a że róża jest delikatnym kwiatem to bardzo o nią dbam, by nie zwiędła i nie uległa zachwaszczeniu. Dziś dzięki
zawierzeniu Sile Wyższej nie mam obsesji alkoholowych i lekowych. Moje problemy z dużych stały się małe, dzięki zaufaniu do Siły Wyższej.

Życzę Pogody Ducha. Do zobaczenia na szlaku

Piotr AA



Babskie gadanie...

Mojej Mamie...

Jestem alkoholiczką, jestem córką, jestem matką. Jakże wcześniej kłóciły się dla mnie te pojęcia. A jednak, gdy dotarło do mojego zamglonego, chorego umysłu, kim naprawdę jestem, to pierwszą osobą, której powiedziałam: "jestem alkoholiczką" była moja Mama. Jakim wielkim szokiem musiała być dla Niej ta wiadomość przekazana w sposób brutalnie bezpośredni, "bez znieczulenia" i bez przygotowania. Może to i dobrze, że wówczas nie zdawałam sobie sprawy z bólu, jaki Jej sprawiłam, bo pewnie bym się nie odważyła. Moja pycha i fałszywa duma nie pozwoliłyby mi na powiedzenie prawdy. I wiesz Przyjacielu, że zamiast słów rozpaczy, wyrzutów, żalów, usłyszałam słowa wielkiej miłości, troskliwości i otuchy. Mama wspiera mnie od samego początku, z wielkim oddaniem. A przecież było miedzy nami tyle nieporozumień, zadrażnień, wzajemnych pretensji. Już ich nie ma, no może nie całkiem i nie do końca, ale zrozumiałam, że moje problemy były bezpośrednią pochodną działania alkoholu i skutkiem mojej choroby. Ty, Mamuśku też to zrozumiałaś i wybaczyłaś mi. Jestem Ci wdzięczna za każdą chwile, za każde słowo wsparcia, nadziei, otuchy. Pokazujesz mi co oznacza "matczyna miłość". Nie wiem, jakbym sobie poradziła, gdyby Cię przy mnie nie było. Dziękuje Ci, Mamuśku za Twoją miłość, za Twoje ciepło patrzące oczy, za Twoją cierpliwość, za zrozumienie, za to, że kochasz mnie mimo wszystko, za to że JESTEŚ ze mną, przy mnie... Jestem alkoholiczką... jestem matką... jakąś Wciąż nie wiem... ale wiem, że chce się nauczyć takiej miłości, jaką obdarzyła mnie moja Mama i przekazać ją dalej, moim synom. Wiem, że chce się nauczyć pokory i tolerancji, by móc ich wspierać w ich trudnych chwilach, by dzielić z nimi ich smutki i radości.
Wszystkim Mamom-alkoholiczkom i Mamom alkoholików i alkoholiczek życzę dziś pogody ducha, wytrwałości, nadziei i Miłości.

Ja



Redakcja biuletynu wielokrotnie zetknęła się z pytaniami na jaki temat pisać w tym miesiącu. Proponujemy uniwersalne tematy, aktualne każdego miesiąca.

1. Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji wg kodu: styczeń ( I miesiąc ) I Krok, I Tradycja itd.
2. Bieżące wydarzenia w Regionie ( Konferencja, Warsztaty Tradycji, rodzima intergrupa, inne spotkania informacyjne i robocze ).
3. Refleksje na temat naszej literatury.

4. Mój udział w mityngu AA.
5. Doświadczenia z pracy ze sponsorem i ze sponsorowania.
6. Wszelkie doświadczenia z pełnienia służby w grupie, intergrupie, regionie  



Ciekawość życia

Zbliża się już czwarty miesiąc, czyli krok czwarty, który związany jest z obrachunkiem moralnym. Obrachunek moralny przerabiałem dwa razy. Pierwszy raz, kiedy byłem już w AA. Jednak swoje trzeźwienie opierałem na terapii. Tam po raz pierwszy zacząłem wnikać w głąb siebie, przyglądać się swojemu życiu, swojemu zachowaniu z tamtego okresu. Kiedy zajęcia terapeutyczne się skończyły miałem wrażenie, że tam naprawdę odkryłem siebie i zrobiłem porządny przegląd. Tak wtedy myślałem. Czas mijał, terapia się skończyła. Coraz bardziej zacząłem wnikać w 12 kroków AA. Dla mnie elementem duchowości jest słuchanie drugiego człowieka, i tak chodząc na mityngi coraz częściej słuchałem jak inni aowcy mówili o programie, o obrachunku i o swojej pracy ze sponsorem. Po jakimś czasie i we mnie odezwała się chęć "przerobienia 12 kroków" ze sponsorem. Nie pracowałem indywidualnie z nikim i to mnie pociągało, a przy okazji miałem też parę spraw do załatwienia, które mi ciążyły na sumieniu. Ale żeby to zrobić musiałem znaleźć swojego sponsora. Tak wiec zacząłem poszukiwania, które trwały jakiś czas, chyba z pół roku. Kiedy zaczęliśmy się spotykać wychodziło prawie raz w tygodniu, i w ten sposób zaczęła się moja praca z 12 krokami. Teraz z perspektywy czasu widzę, że było to zupełnie coś innego niż praca terapeutyczna. Dopiero teraz chciałem nad sobą pracować. Przy okazji obrachunku udało mi się pozbyć swojego problemu. Moja praca nad krokami trwała dość długo. Nie chce tutaj wymieniać liczb, ale myślę, że odezwał się też mój perfekcjonizm, jak coś robię, to musze to zrobić tak, żeby nie było poprawek. Takie było wówczas moje myślenie. Moje doświadczenie pokazuje mi, że ważne jest dogłębne spojrzenie w siebie, że ważny jest obrachunek moralny, żeby uwolnić się od swojej przeszłości. Ale życie płynie do przodu. Dzisiaj spotykam się z różnymi realiami, czy to w pracy, czy też w życiu osobistym. Te wady charakteru o których myślałem, że mam już za sobą, co jakiś czas się odzywają naprawdę, czyli, że cały czas mam nad sobą pracować. Dzięki czwartemu krokowi jestem innym człowiekiem. Jest we mnie mniej wstydu, leku i strachu. Widzę też innych ludzi wokół siebie. Nie jestem już takim samolubem i większa jest moja tolerancja. Dziś wiem, że każdy ma swoje tempo trzeźwienia, tempo swojego rozwoju. Za jakiś czas znowu odkryje w sobie coś nowego, nieznanego i będę zdumiony, że chodziłem z tym tyle czasu. Kończąc swoje przemyślenia związane z czwartym krokiem musze przyznać, że jestem zadowolony z trzeźwego życia, chociaż czasami są dołki, ale jest we mnie chęć na poznawanie nowych ludzi, nowych doświadczeń, bo dzisiaj jestem ciekawy życia.

Leszek



Z korespondencji mailowej


TRZY LISTY

Mam na imię A... i jestem alkoholiczką. Nie pije 5 lat i usiłuje żyć lepiej. Najgorzej mi idzie poprawa stosunków z mężem. Nie umiemy rozmawiać. Ciągłe awantury doprowadzają mnie do załamania. Powody często nie są warte energii, jaką tracę na kłótnie. A najgorsze jest, że nie da się ustalić światopoglądu i tego się trzymać. Ciągle wracają stare pretensje i zarzuty. Jest mi z tym trudno. Wydaje mi się, że staram się aby w naszym domu zapanowała zgoda, jednak ciągle jestem nie taka, jak chce mąż. Już nie chce być koncertem życzeń, bo wiem, że to droga donikąd. Już to przerabiałam. Jest to dla mnie trudne, bo mąż jest niby dobrym człowiekiem, a jednak w białych rękawiczkach torturuje bezwzględnie. Pranie mózgu przeprowadza mi często i trzeba dużo czasu bym znowu mogła sobie wszystko poukładać i stwierdzić, że to nie jest tak, jak on mówi.

Z życzeniami Pogody Ducha

A.... z POZNANIA


Ten list od Ciebie A..., przypomniał mi jeszcze raz, że nie jestem inny. To znowu napisałaś o mnie, o moich relacjach z moją żoną. Jakie to banalne, że scenariusz się powtarza w tak wielu przypadkach. Ja nie umiem, a właściwie nie chce przyjąć oczekiwań swojej żony. Przyszedłem do wspólnoty w 94 r na kolanach i z entuzjazmem przyjąłem program trzeźwienia. No, tak naprawdę, to po krótkich wstępnych oporach. W domu zapanowała euforia i wszystko, co się dotąd zepsuło, w szybkim tempie wracało do szczytowej "formy". Po mniej więcej 15 roku odczułem, że żona wymaga więcej, więcej i więcej, a ja już miałem gaz do dechy, więcej nie mogłem. Działałem na poczuciu winy i trzeźwiałem nie dla siebie. Bardzo jej chciałem wynagrodzić tamten czas. Nie udało mi się. Raz zgubionej złotówki nie odrobi się. nigdy. "Ona" też oczekiwała po moim trzeźwieniu, że będzie coraz lepiej. Nie wiem jak, ale lepiej. —Życie pokazało mi, że to nie tedy droga. Nasze relacje coraz bardziej się. pogarszały. O! zgrozo!, jak to jest ż - pytałem siebie sam. Obydwoje chcemy, a to nie działa. Coraz więcej wzajemnych pretensji, wymówek, wzajemnego żalu. Naładowany terapią i podparty mityngami wytrzymałem tak około 5 lat. Skoro to nie działa, to po co mi ten program, te mityngi itp. Nie powiedziała mi nigdy - napij się., bo tak było lepiej - tego na pewno nie powie nigdy. Ale przestała chodzić na Al-Anon, zaczęła chadzaćdo sąsiadów na winko, kupowała sobie piwko. Ja to odbierałem jako wyrzut, padały stwierdzenia, że nigdzie nie chodzimy, nie mamy znajomych, a dlaczego ja nie pójdę do sąsiadów na imieniny, a na sylwestra to też nie ma gdzie. No i zacząłem po troszku popijać, piwko, a to trochę winka. Dziwne, ale stosunki w domu się. polepszyły w tym okresie. Początkowo podejrzliwie, potem coraz pewnej moja żona zaczęła kupować do domu alkohole. Wszystko by było dobrze, gdyby nie fakt, że znowu poczułem, że coś mi się. w głowie robi, a już to znałem. I wtedy stanął na mojej drodze alkoholik z "dawnych lat" niepijący. No i znowu wystartowałem w trzeźwość, ale tym razem TYLKO DLA SIEBIE. Jeszcze raz dopadłem do programu, ale z innym oczekiwaniem, nie dla osiągnięcia sukcesu czy polepszenia stosunków w domu. Dotarło do mnie to, co mówią zadowoleni alkoholicy: "OCZEKIWALIŚMY SUKCESÓW A MUSIELIŚMY NAUCZYĆ SIĘ POKORNIE ZNOSIĆ PORAŻKI" i o dziwo, to działa. Mam doskonałe relacje z synami, są prawie dorośli, mam wrażenie, że kibicują za mną, jest OK! Przestałem zajmować się żoną i jej leczeniem się. Sam nie wiem, jak mi się to udaje. Jestem tak zdesperowany, że mogę się nawet rozwieść, jeżeli to ma mi pomóc dalej trwać w trzeźwości. Ale nie robię nic ku temu, przeciwnie, chce być OK. Pamiętam, ile lat ona ze mną wytrzymała, jestem jej wdzięczny, ale do końca życia nie chce sobie głowy popiołem posypywać. Już nie pozwalam sobą manipulować, teraz nie wynagradzam jej nic. Jeżeli coś potrzebuje ode mnie, to staram się z chęcią wypełniać, ale nie staram się odgadnąć jej oczekiwań. Mam spokojną relacje z żoną od 4 miesięcy. Nie kłócimy się wcale. Jak nigdy. Synowie oczy przecierają, ja sam nie wierze, ale to prawda. Mało rozmawiamy, raczej służbowo, ale skoro to jedyny sposób Do tanga trzeba dwojga. Nie mam dziś wyrzutów, że znowu wybuchłem. Mam dobre samopoczucie, szanuje siebie, i lubię. Nie mam moralniaków. Ale co najważniejsze, to nie moja zasługa. To bardzo intensywne dłubanie programu, poszukiwanie odpowiedzi na wątpliwości, które mam. Pytam "starszych", czytam literaturę. Otaczam się takimi, którym ufam, którym się udało. Nie jestem sam - jak dawniej. Mam dobrego przewodnika po programie. Staram się nie komentować a robić swoje - trwać w trzeźwości. i innym pomagać w jej osiągnięciu. Usłyszałem coś takiego; KTO W JEDNEJ RĘCE TRZYMA AA, A W DRUGIEJ BOGA, TEN NIE MA WOLNEJ REKI, ABY SIĘGNĄĆ PO KIELISZEK.

Pozdrawiam, życzę dużo cierpliwości.
L.... z Warszawy


Mam na imię L... i jestem alkoholiczką. Mnie również zaciekawił temat, jaki poruszyła A. a także list L. Widzę, że sytuacje w związkach trzeźwiejących alkoholików są czasem podobne. Podzielę się wiec swoim doświadczeniem. Mój mąż pił, gdy ja przyszłam do AA. Po roku mojej trzeźwości. byłam gotowa się rozejść, bo nie miałam już siły żyć obok aktywnego alkoholika. Na szczęście moja sponsorka oraz ludzie z programu, oraz SW, pozwolili mi zatrzymać się z tą decyzją na chwile. Mąż przyszedł do AA prawie ą,5 roku za mną. Jakże ja się cieszyłam, jak robiłam wszystko, żeby pokazać Jemu, że trzeźwość może być piękna
(- mój mąż jest głuchy po wypadku). Gdy miał wpadkę po 90 dniach, myślałam, że ja sama się załamie. Wtedy poszyłam do ALANON ,za namową mojej sponsorki. Tam mi pomogli znów... pokazując, że mam się zająć sobą. że mam podpuścić, ZOSTAWIA BOGU.. Wiele innych spraw się nauczyłam. Pamiętam listy V. z tamtego czasu i jak dzieliłam się moim doświadczeniem. Nic nie przychodzi łatwo, a stosunki z najbliższymi są najtrudniejszą sprawą w naszym trzeźwieniu. Ja chciałam już i jak najszybciej; żeby miedzy mną a mężem układy się zmieniły na lepsze. A on przyszedł ze swoim bagażem emocji, z którym nie mógł sobie poradzić. Każdy z nas musiał się zająć sobą. To trwało.. Nie przerażaj się A., ale to naprawdę trwa. Gdy weszłam na grupę netową A@A 4 lata temu, byłam 7 lat w AA i dopiero wtedy - pamiętam - miedzy nami nastąpiło wyciszenie ..zgoda ..tolerancja akceptacja.. Naprawdę, tyle lat nam to zajęło. Wiec jest nadzieja.. Sugeruje podobnie jak V. - program AL-ANON ..Jest świetny, zwłaszcza dla osób takich jak my,..kobiet w programie. Z nadzieją, pozdrawiam serdecznie:

L. USA



Ze świata AA


Warsztat Komunikacji

Warsztat ten miał na celu określenie kierunku polepszenia współpracy miedzy grupami AA, szczególnie w naszym regionie. Ta notatka jest próbą podsumowania szerokiej dyskusji i przedstawienia jej w formie dokumentu. Mamy nadzieje, że to będzie interesujące i przydatne dla naszych czytelników. Po pierwsze szukaliśmy przyczyn niechęci do komunikacji miedzy grupami AA. Wiele wypowiedzi wskazywało na to, że ·zwycięża postawa "my i oni". -brak informacji o roli mandatariusza w kształtowaniu świadomości grupy. -niechęć do słuchania komunikatów o życiu wspólnoty AA / czyżby samozadowolenie /, informacje są redukowane do okolicznościowych wydarzeń na poziomie grupy. - brak sponsorowania mandatariuszy - istnieją bariery wobec weteranów - uwidaczniają się obce wspólnocie AA wpływy na naszych nowych członków. W toku rozmów i dyskusji wyłoniły się następujące rozwiązania jako potencjalne drogi pokonywania trudności.

1. Cierpliwość, upór, wytrwałość są niezbędne do pokonania trudności. Szczególnie we wczesnym okresie naszego uczestnictwa w AA.
2.Nie trzeba się martwić drobnymi kontrowersjami w grupie - to często prowokuje zainteresowanie - musimy zapamiętać, że choć jesteśmy jednego ducha, to rzadko jednej opinii!
3. Próbowano jasno wyjaśnić role mandatariusza w AA i jego znaczenie w dostarczeniu wiadomości pomocnych grupie w realizacji jej najważniejszego celu.
4.Trzeba przezwyciężyć zniechęcenie, kiedy atmosfera w grupie staje się nerwowa, gdy zaczyna brakować zaufania lub mamy uczucie zagrożenia. Wspólnie rozwiązane konflikty w życiu grupy są ważnym elementem poznania. Okazuje się, że w trudnym okresie nie byliśmy sami, że nasze wysiłki stały się ważną częścią 12 kroku.
5.Przenoszenie do grupy wiadomości z życia AA nie wymaga zezwolenia. Jest elementem procesu dorastania grupy.
6. Konieczne jest bezustanne tłumaczenie, jak kluczową częścią pracy grupy jest służba telefoniczna w Biurze Regionalnym, współpraca z placówkami leczniczymi czy pomocy społecznej, dobry kontakt z ośrodkami masowego przekazu oraz innych obszarów służby, nie zawsze oczywistych na poziomie grupy.
7.Nie zawsze szczęśliwe jest przenoszenie dyskusji ze Służby Krajowej, Regionu i Intergrup do grup. Wznieca niepotrzebne niepokoje.
8.Warto uwydatniać korzyści płynące ze służby na zewnątrz grupy, szczególnie te, które pomagają w naszym osobistym odzyskaniu umiejętności współpracy z innymi.
9.Niechea do jednej osoby, wobec której czuje się niezbyt pewnie, nie może być okazją ani przeszkodą do zaniechania służby.
10.Chetnie przyjmowane jest poręczenie bardziej doświadczonych członków przy proponowaniu nowych uczestników naszych służb.

Redakcja MITYNG na podstawie SHARE



Jeśli pragniesz tego, co my w AA posiadamy ..

Ta pojedyncza fraza jest pewnie esencją Dwunastego Kroku. Mamy nieść posłanie jeszcze cierpiącemu alkoholikowi. To wszystko. Jeśli nowicjusz przekona się do skuteczności naszej Wspólnoty, to znak, że pokonał ogromną przeszkodę. Zacytujmy z innej tradycji: Nasze oddziaływanie jest oparte raczej na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu. Posłanie trzeźwości zawarte jest w Programie AA. Ale tu możemy natrafia na trudności w takim przekazaniu informacji o programie, by nie wprowadzać nowego w zakłopotanie. Dlatego mamy przygotowany łatwy slogan: To proste. Ponadto w wielu grupach są członkowie o takim doświadczeniu, aby każdemu nowemu pomóc utrzymać pogodę ducha.. A ja widząc to, uczę się, że zdrowienie polega na czymś daleko więcej niż tylko na przekroczeniu drzwi AA. Osobiście mam jeszcze dzisiaj problemy w kontaktach z nowymi członkami, ale wiem, że skutecznie oddala mnie od picia, gdy mówię, jak Kroki pomagają mi poradzić sobie z dniem dzisiejszym.. Rozmawiając z nowym przypominam sobie swoje własne wczesne dni trzeźwości, kiedy słowo „Program” wzbudzało obawy. Musze sobie również przypomnieć, że zarówno do odpowiedzialności mojej jak i grupy należy stworzenie na tyle przychylnej atmosfery, aby nowy zechciał z nami zostać. AA ma do dyspozycji wiele sposobów do przyciągania nowych członków, np: wizyty w szpitalu i wiezieniu, obsługa telefonu informacyjnego AA, spotkania z członkami środowiska medycznego, plakaty w różnych instytucjach czy ostatnio nawet informacje w internecie. Świat dzisiaj wie, że AA istnieje, tak wiec, docieranie z wiadomościami o AA jest prostsze, niż mieli to nasi poprzednicy. Numery telefonów do Anonimowych Alkoholików możemy napotkać w książkach telefonicznych a dostęp do telefonu jest daleko łatwiejszy niż dawniej. Jeszcze kilka lat temu nie miałem takich możliwości do skorzystania z pomocy telefonicznej, ale nie w tym był problem. Wydaje mi się, że w tamtym okresie nie byłem jeszcze gotowy, aby otrzymać pomoc AA. Dopiero osobiste stawienie się na mityng i wysłuchanie historii tych, którzy zdrowieją, pozwoliło mi rozpocząć proces trzeźwienia. Zresztą, kilka lat wcześniej, znajomy człowiek, o którym wiedziałem, że nadużywał alkoholu, zatrzymał mnie i w rozmowie przyznał, że od kilku lat utrzymuje trzeźwość dzięki AA. Dlatego, kiedy przyszedł czas, gdy uderzyłem o swoje własne dno, wiedziałem dokładnie co robią. Wiedziałem też, że AA nie prowadzi spisów ani nie kontroluje picia swoich członków. W czasie rozmowy telefonicznej skierowano mnie na piątkowy mityng w okolicy miejsca pracy żona zaś mi dodała: Gdzie piłeś, tam się lecz. Mnie wokół domu nie będziesz przynosił wstydu. Choć przyjście na mityng było najlepszą decyzją, jaką kiedykolwiek zrobiłem, to szybko zorientowałem się, że przekroczenie drzwi AA jest tylko początkiem. Kolejne istotne wiadomości wysłuchałem na mityngu. Od tamtego czasu uwierzyłem, że skoro udało mi się zatrzymać swoje picie, to teraz życie może być dużo piękniejsze. Musze jednak wiele nauczyć się, mam wiele do odzyskania z życia. Prawda była taka, że nawet bez alkoholu, nadal cierpiałem alkoholowe obsesje i rozpaczliwie potrzebowałem pomocy grupy AA. Często przeżywałem konflikty wewnętrzne. Poszukując spokoju umysłu, czułem się przerażony wizją bezwzględnej uczciwości. Wiedziałem, że to było nieuniknione, jeśli chciałem w pełni powrócić do zdrowia. W tamtym czasie przeżywałem masą sprzecznych emocji, ale w miarę jak słuchałem, stopniowo poznawałem się, że w swojej postawie przekory, naprawdę nie jestem unikalny. Przekonałem się, że podobnie jak wielu przede mną, przyszedłem do AA, ponieważ zostałem pobity przez alkohol, że przywiodło mnie nieszczęście i ból, którego nie potrafiłem znieść. Powiedziano mi, że znajdę odpowiedź na swoje dylematy, ale jest jeden warunek, musze wyjąć watę z uszu, zamknąć usta i słuchać! Nie trwało długo, gdy usłyszałem odpowiedzi na swoje życie. Ktoś wykonał dla mnie Dwunasty Krok. Tak się tym zachłysnąłem, że sam zacząłem natychmiast stosować Kroki. Na początek Kroki Pierwszy i Dwunasty, z całkowitą pustką miedzy nimi! Myślałem sobie, trzeźwość nie dotyczy spraw, które stały na głowie, choćby moje sprawy zawodowe. Każdemu może trafia się pomyłka lub błąd. I nie ma o co kopii kruszyć. Brak jasnych perspektyw, albo kłopoty finansowe nie dotyczą decyzji o zaprzestaniu picia. Bardzo często w tamtym czasie ryzykowałem moją własną trzeźwość przez złą interpretacje informacji, które do mnie dotarły. Czytałem "Gdy gdziekolwiek ktokolwiek potrzebuje pomocy, chce by napotkał wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń AA. I za to jestem odpowiedzialny "na długo przedtem zanim zrozumiałem prawdziwy sens tych słów. Usiłowałem zanieść posłanie pijącym alkoholikom. Byli nawet uprzejmi, zaprosili na swoje śniadanie i przy mnie nie pili. To była taka uprzejma gra. Tam gdzie spotykałem ich, niby nie pili ale nadal twierdzili, że mogą obyć się bez Wspólnoty! Coś tu oczywiście nie działało Nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że nie wolno mi przymuszać do abstynencji, i że nie wolno oczekiwać, że każdy, kto otrzyma posłanie, przestanie pić. Ale wierzyłem, że wypełniam swój aowski obowiązek. Wiec gdy poślizneli się i potężnie zapili, usiadłem z nimi i błagałem o opamiętanie. Dzisiaj już nawet nie jestem pewien, kto z nas był wtedy bardziej żałosny ze swoim sentymentalizmem. Rezultat oczywiście był nieunikniony, mianowicie w tamtym okresie nikt z nich nie osiągnął trzeźwości. otrzeźwieli, każdy swoim własnym czasie, kiedy byli gotowi. Ale ja nauczyłem się, że mam nieść posłanie AA, nie alkoholika. Wszystko co mam powiedzieć drugiemu, to to, że program AA pozwala zatrzymać chorobę i zmienił moje życie. Musze być przy tym zawsze przygotowany, aby opowiedzieć historie początków swojej trzeźwości bo nic tak nie przekonuje, jak szczera, przyjazna rozmowa, gdy dzielimy się aż do bólu uczciwości. Największą jednak trudność stanowi przekazanie nowemu., że trzeźwość ma dwa główne składniki. Pierwszy to pragnienie zaprzestania picia a drugi, to duchowy rozwój na drodze AA, w którym wielką niespodzianką staje się perspektywa, że każdy, kto chce utrzymać trzeźwość w dobrej kondycji, zarówno weteran jak I nowicjusz, muszą przekazywać następnym to, co sami dostali. Tak toczy się posłanie AA. Ostateczny sukces Piątej Tradycji polega nie tylko na dostarczeniu posłania cierpiącemu, ile na tym, aby to posłanie zostało później przekazane następnemu potrzebującemu alkoholikowi. B.......n „Jakże łatwo zaniechać duchowego programu nowego życia. Jak łatwo jest spocząć na laurach! Jeśli tak postąpimy wpadniemy w nowe kłopoty. Alkohol to wyrafinowany wróg.”



Witajcie Drodzy Przyjaciele!

Dziś chce się z Wami podzielić doświadczeniem na temat odpowiedzialności wobec drugiego człowieka i tego co robię. Przez całe moje życie wydawało mi się, że jestem człowiekiem odpowiedzialnym. Często składałem nieprzemyślane obietnice, a gdy nie dopełniałem ich z błahych przyczyn szukałem wielu wykrętów i uciekałem się do kłamstw. Każdy sposób był dobry. Traciłem wiarygodność i zaufanie, zaś ludzie przestali się ze mną liczyć i traktowali mnie jak człowieka nieodpowiedzialnego, jakim rzeczywiście byłem, ale moje chore ja podpowiadało mi co innego. Tkwiłem w świecie zakłamania i ułudy, obwiniając wszystkich oprócz siebie, uciekając się często do stwarzania swojego fałszywego obrazu życzeniowo roszczeniowego. Tkwiłem w tym swoim światku aż do chwili, gdy za łaską Boga zostałem wyrwany z pet alkoholu, by odrodzić się duchowo. Póki nie zrozumiałem, że jeśli chce żyć nowym życiem musze bezwzględnie poddać się Woli Boga. We wspólnocie AA nie tylko Siłę Większą, ale i drogę do Boga. Moje odrodzenie następuje dzień po dniu, godzina po godzinie. Nauczyłem się podejmować decyzje z odpowiedzialnością. Wiąże się to ze Służbą, niesieniem posłania i dzieleniem się tym co odkrywam w sobie. W tym celu potrzebna mi jest wiara i powierzenie Sile Wyższej. Nie potrzebuje w tych poczynaniach audytorium, lecz wsparcia duchowego. Otrzymuje je od tzw. mężów zaufania. To ich godna podziwu postawa jest jednym z elementów mojego trzeźwienia. Chodząc na mityngi więzienne nauczyłem się jak być odpowiedzialnym wobec drugiego człowieka. Podejmując się służb uczę się odpowiedzialności za wspólnotę. Przyjmując zaproszenie do udziału w mityngu spikerskim dziele się doświadczeniem z okresu picia i trzeźwienia, a nie zdaje relacji z życia zawodowego. I za to jestem odpowiedzialny. W ostatnich dniach ogarnęło mnie zniechęcenie i rozgoryczenie, ogarnęły mnie wątpliwości po co być spikerem, po co przekazywać swoje doświadczenie. Podświadomie czułem, że i tak to zrobię, bo dzięki mojemu odrodzeniu i odnalezieniu drogi do Boga umiłowałem Jego i drugiego człowieka. Stan ten określam stanem rozwoju duchowego. Jestem wdzięczny Sile Wyższej za zdobycie nowych doświadczeń.

Pozdrawiam i życzę Pogody Ducha P.A.