MITYNG 05/83/2004

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Opracowanie redakcji  MITYNG na podstawie Grapevine listopad 2000

Jedyny cel AA  a grupy specjalne

dr John L. Noris, powiernik klasy A/ niealkoholik/

wieloletni sekretarz Zarządu Służb Ogólnych / GSB / Grapevine Oct 77

 

Problem grup specjalnych to chyba temat najczęściej, najdłużej i najbardziej szczegółowo - z wyjątkowymi emocjami - dyskutowany w przeszłości. Zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy takich grup dysponują mocnymi argumentami i próbując stać pośrodku, nie sposób nie zauważyć pewnej logiki po obu stronach barykady. Według Trzeciej Tradycji: "Jedynym .... picia". Generalnie skłaniamy się ku zasadzie: gdy wchodzą  w grę jakieś dodatkowe warunki mogące wykluczyć jakiś alkoholików to możemy mówić jedynie o mityngu AA, a nie o grupie. Nigdy nie zniechęcaliśmy członków Wspólnoty zakładających mityngi specjalne jakiegokolwiek rodzaju, natomiast opieraliśmy się uznaniu za grupy te, które mogłyby wykluczyć z udziału jakiegokolwiek alkoholika, bez względu na powody tego wykluczenia.  Wielu członków AA uważa, że żadna grupa nie jest "specjalna" i nie ma prawa tak się nazywać ani nawet sprawiać takiego wrażenia. Jednakże jest faktem, że grupy takie istnieją: dla kobiet, mężczyzn, młodych a także księży, lekarzy, prawników, homoseksualistów. Ich członkowie twierdzą, że "etykieta" służy przyciąganiu / przez podwójną identyfikację / i nie ma na celu wykluczenia innych alkoholików. Chyba pierwszymi tzw. "grupami specjalnymi" były grupy dla kobiet. Łatwo zrozumieć, dlaczego powstały. W pierwszych latach istnienia, gdy nie było jeszcze powszechnie znana, Wspólnota była zdominowana przez mężczyzn. Wiele kobiet bało się uczestnictwa w takich mityngach. Często jeszcze więcej obaw mieli ich mężowie.  Mityngi kobiece wydawały się rozwiązaniem problemu i szybko zyskały popularność w całej Ameryce. Bez wątpienia spełniły bardzo ważną rolę / i zapewne spełniają do dziś / a liczne kobiety, które od nich rozpoczynały, zostały później aktywnymi członkiniami regularnych, mieszanych grup AA. Przeciwnicy grup specjalnych mogą tu powiedzieć cytując Billa W., że w tym przypadku "dobre było wrogiem najlepszego".  Skoro AA zaakceptowało jeden rodzaj grup specjalnych, to tym samym utrudnili, bądź uniemożliwili sprzeciw wobec powstawania dalszych. Nietrudno zrozumieć jakie ułatwienia we wzajemnym kontakcie i zrozumieniu może nieść dodatkowe do alkoholizmu płaszczyznę porozumienia. Ale ciągle mamy nadzieję, że lekarze, księża, policjanci, młodzi czy kobiety uczestniczący w grupach specjalnych, będą również brali udział w regularnym nurcie AA. Żyjemy w świecie, razem ze wszystkimi innymi rodzajami ludzi, wykonującymi różne zawody i musimy w nim funkcjonować jako jednostki. Jeżeli AA ma być przygotowaniem i pomocą do normalnego życia, to zapewne najbardziej znaczącą częścią uczestnictwa we Wspólnocie jest udział w grupach tworzonych przez ludzi wszystkich możliwych rodzajów i profesji. Śledząc z uwagą rozwój różnych grup specjalnych zastanawiamy się czasem na czym to się skończy. Czy wkrótce będą specjalne grupy dla Katolików, Protestantów, Żydów, ateistów, agnostyków? A może osobne grupy partii politycznych? Mamy nadzieję, że nie - i chyba tak się nie stanie.  Jednak powinniśmy mieć świadomość, że jest to możliwe i podejmować każde działania służące szukaniu podobieństw a nie odrębności. Wspomniałem wcześniej, że nigdy nie sprzeciwialiśmy się mityngom specjalnym natomiast odmawialiśmy miana grupy tym, które ograniczyły dostępność dla alkoholików. Chyba musimy powiedzieć nieco więcej o różnicy pomiędzy mityngiem a grupą AA.  Według naszych tekstów: "Tradycyjnie, dwóch lub więcej alkoholików spotykających się razem w celu utrzymania trzeźwości może uważać się za grupę AA, pod warunkiem, że jako grupa są  samowystarczalni finansowo i nie mają żadnych zewnętrznych powiązań" Gdy AA zaczęło rozszerzać się poza USA i Kanadę, przyjęliśmy, że o uznaniu za grupę decyduje 6 warunków:

1. Wszyscy członkowie grupy są alkoholikami i każdy alkoholik może stać się członkiem

2. Grupa jest w pełni samowystarczalna finansowo

3. Zasadniczym celem grupy jest pomaganie alkoholikom w trzeźwieniu za pomocą 12 Kroków AA

4. Grupa nie jest związana z żadnym przedsięwzięciem spoza AA.

5. Grupa nie zajmuje stanowiska wobec problemów spoza AA

6. Oddziaływanie na zewnątrz grupy opiera się na przyciąganiu a nie na reklamowaniu, a jej członkowie zachowują osobistą anonimowość wobec prasy, radia telewizji, filmu..

Bez wątpienia mityng jest podstawową formą działania każdej grupy AA i najbardziej powszechnym sposobem niesienia posłania wszystkim, którzy chcą utrzymać trzeźwość. Jeżeli rozróżniamy mityngi od grup to kładziemy nacisk raczej na sens niż na to, co się rzeczywiście dzieje gdy alkoholicy spotykają się razem. Gdy mówimy o grupie to myślimy o czymś, co istnieje nawet wtedy, gdy żaden mityng się nie odbywa, gdyż grupa robi wiele innych rzeczy poza mityngami. Z drugiej strony mityngi specjalne, organizowane by zaspokoić potrzeby pewnych grup alkoholików to zwykle nieformalne spotkania nie posiadające szczególnej struktury. Temat grup specjalnych wywołał długotrwałą dyskusję na Konferencji Służb Ogólnych w 1973r. podczas warsztatu poświęconego grupie AA. Z powodu braku czasu, na żądanie Konferencji zaplanowano pełnowymiarową dyskusję na ten temat na następny rok. W roku 1974 znowu zabrakło czasu i trzeba było zorganizować specjalną, wielogodzinną sesję. W końcu zdecydowano, że Biuro Służb / GSO/ powinno włączać do spisu grup tylko te, które spełniają definicję grupy AA i podawać tę definicję na tytułowej stronie spisu.

   Podsumowując: wydaje się, że w rzeczywistości problemy z grupami specjalnymi do dwóch innych: jak porozumiewać się wewnątrz AA oraz jak najskuteczniej nieść posłanie alkoholikom, niezależnie od tego kim są.

 


Grupy kobiece

Często spotykam się z opinia, ze grupy kobiece są zbędne, że dzielą AA, bo przecież jedność.....  Jestem odmiennego zdania. Wielokrotnie uczestniczyłam w mityngach kobiecych. Kobiety krążące pod salami spotkań AA, przerażone i smutne, pełne strachu i ogromnego wstydu.  I częste tematy mityngów: przemoc psychiczna i fizyczna, gwałt, koszmarne straty moralne powodowane przez alkohol, często przy udziale mężczyzn. Początki są bardzo trudne. Czy mogłaby kobieta wyrzucić te wszystkie trudne sprawy w obecności mężczyzn, skoro często na początku mężczyźni są kojarzeni z ,,oprawcami”, sprawcami wszystkich nieszczęść? Grupa kobieca spełnia więc początkowo rolę ,,bezpiecznej przystani”. Wielokrotnie słyszałam, że tak naprawdę prawdziwe trzeźwienie naprawdę rozpocząć można wyrzucając z siebie największe bolesne tajemnice. W przypadku kobiet wydaje się to mieć kluczowe znaczenie. Skrywane tajemnice, ból i rozpacz im towarzyszące, latami potrafią opóźnić proces trzeźwienia. Radość i pogoda ducha stają się wówczas trudno dostępne, kobiety bardzo trudno wybaczają sobie. Niestety zauważam również negatywne zjawiska na takich grupach. Koncentracja na nadmiernym użalaniu się, obwinianiu innych zamiast pracy na programie, rzadko słyszy się o zmianie samej siebie i własnego postępowania. Nie zawsze w grupach kobiecych funkcjonują służby np. mandatariusza ( kobiety tłumacza się licznymi obowiązkami domowymi, brakiem czasu, dziećmi) powoduje to hermetyzację grupy i stopniowe jej zamieranie. Mało mówi się o sponsorowaniu, rzadko podkreśla rolę służb. Zdarza się że funkcjonowanie grupy zakłóca żądny wrażeń osobnik płci męskiej, który usilnie domaga się bytności na ,,otwartym” mityngu kobiet. No cóż, w zasadzie chciałoby się zadać pytanie: Czego tam szuka, bo na pewno nie przychodzi po trzeźwość?”  Osobiście namawiam kobiety alkoholiczki z dłuższym stażem o  wsparcie grup kobiecych, o zachęcanie do służb, pracy na programie, zaangażowaniu się w służby poza grupą..

M

 


Jak zorganizować mityng, by każdy słyszał?

Na podstawie BOX 459

 

Mówi się, że "Potrzeba jest matką wynalazków" tj. gdy zachodzi potrzeba, to i rozwiązanie się znajdzie, lecz rzadko przychodzi samo. Weźmy przypadek alkoholika słabo słyszącego, lub głuchego. Dla nich potrzeba mityngu "tłumaczonego" lub w języku migowym jest olbrzymia. Jednak takich mityngów jest niewiele, pomimo tego, że przekształcenie zwykłego mityngu w tłumaczony na stałych zasadach wymaga niewielkiego wkładu ze strony grupy. W samym tylko mieście Nowym Yorku - pisze Rosmary McG., wieloletni uczestnik Nowojorskiego Komitetu ds. Specjalnych Potrzeb - jest wielu ludzi ze znacznym upośledzeniem słuchu i wielu  z nich ma problemy z alkoholem. Na Manhatanie - gdzie mityngi odbywają się bez mała co godzinę, przez całą dobę, potrzeba  jest co najmniej jednego mityngu na dobę z tłumaczeniem na język migowy. Oto kilka propozycji dla grup, które chcą rozpocząć mityngi "tłumaczone"./ Czy nie może to być w Warszawie mityng WISŁA? - przypis redakcji/ ROZPOZNAJ POTRZEBY. Czy istnieje potrzeba mityngu tłumaczonego na twoim terenie? Jeśli tak, to jakiego typu mityng: otwarty, zamknięty, spikerski, czy  krokowy? Na który z istniejących mityngów warto zaprosić tłumacza? PRZEPROWADŹ BADANIA. Odszukaj kogoś z upośledzeniem słuchu, kto ma problemy z alkoholem. Przeprowadź wywiad w organizacjach zajmujących się pomocą dla głuchych lub z upośledzeniem słuchu. Jeśli nie ma potrzeby mityngu z tłumaczem o czasie, gdy mityng odbywa twoja grupa, rozważ  przynajmniej częściowe uczestnictwo w kosztach zatrudnienia tłumacza w mityngach innej grupy? ZAANGAŻUJ SIĘ.  Jeśli cała grupa chce zaangażować się w  zgodnie z Dwunastym Krokiem w niesienie tego typu posłania specjalnej troski, może postarać się o tłumacza. Pamiętajmy jednak, że mogą być takie przypadki, że nikt głuchy lub z ograniczeniem słuchu nie pokaże się na mityngu. Wtedy  pamiętajmy, że mityng znajduje się w oficjalnym spisie. WYBRAĆ ODPOWIEDZIALNEGO. Wyznaczcie uczestnika grupy do koordynowania działania związanego z mityngiem tłumaczonym. On sam nie potrzebuje znać języka migowego dla niesienia posłania dla alkoholików niesłyszących. BĄDŹ CIERPLIWY. Czasami tłumaczenie trwa dłużej niż mówienie. Czasami również wydaje się, że jest niewiele osób, którym potrzebny jest tłumacz. Lecz bywa też tak, że nie wszystkie osoby, którym jest to potrzebne chcą się ujawnić siadając na specjalnych miejscach przeznaczonych dla nich. Mogą siadać gdzie indziej, szczególnie jeśli są to osoby nowe, lub spóźnione. A więc tłumacz winien tłumaczyć nawet wtedy, jeśli wydaje się, że nikt tego tłumaczenia nie potrzebuje. Jak podaje Rosemary, w Nowym Yorku i szeregu innych miejscach, można znaleźć tłumacza obeznanego z problematyką AA i programem Dwunastu Kroków. Do dyspozycji grup są też specjalne kasety video.

  


 

Czasami jestem zakręcony.

 

Przestałem pić, podjąłem terapię. Już pierwsze mityngi sprawiły, że życie nabrało sensu. Czułem się jakby świat należał do mnie. Chciałem wyrwać się z zaklętego koła alkoholizmu. Najważniejsze było utrwalenie bardzo kruchej trzeźwości. Każde niepowodzenie mogło ją zniszczyć. Trudno przecenić pomoc terapeutów i przyjaciół z AA, którzy byli ze mną w tamtych, najtrudniejszych chwilach. Powoli moją siłą wyższą zostawała grupa AA, a obok nieoceniony sponsor. Musiałem nauczyć się życia od początku, odnaleźć wartości zagubione w pijackim widzie. W końcu zacząłem powoli uświadamiać sobie, jakiego bałaganu narobiłem wokół siebie. Niespłacone kredyty w bankach i zaległe płatności były tylko niewielką częścią problemów, z którymi przyszło mi się zmierzyć. Pytałem: „gdzie podziała się radość z trzeźwego życia?” O tym mogłem tylko marzyć. Bałem się przechodzić koło skrzynki na listy, spuszczałem wzrok mijając sąsiadów, każdy dzień w pracy był dla mnie gehenną. Nie odbierałem telefonów w domu. Najchętniej bym uciekł, zapadł się pod ziemię lub wyprowadził do innego miasta i zaczął nowe życie. Zazdrościłem wszystkim, którzy potrafili zachować wewnętrzny spokój, byli prawie zawsze uśmiechnięci. Było mi cholernie źle. Przydała się modlitwa o pogodę ducha. Stała się moją mantrą, sojusznikiem w drodze do spokoju. Dobrze, że w tym trudnym okresie miałem przyjaciół. Bez nich zapewne poniósłbym klęskę. Wymiana doświadczeń z innymi AA, służby, których się podjąłem, niepostrzeżenie zaczynały przynosić skutek. Wypełniałem zalecenia programu choć wielokrotnie miałem wątpliwości. Oczekiwałem szybkich i radykalnych zmian, a otrzymałem dodatkową pracę. Czułem się oszukany. Teraz z uśmiechem przypominam sobie tamte chwile. Nie byłem przygotowany na prawdę o sobie. Samotność, w którą tak ochoczo uciekałem, zabierała poczucie bezpieczeństwa. Choć chwile spędzone na mityngu czy z przyjaciółmi były czymś niezapomnianym, lecz miały to do siebie, że się kończyły i znowu byłem sam. W końcu zaczęły do mnie docierać słowa drugiego i trzeciego kroku. Wcześniej były niezrozumiałe, wręcz niewykonalne, a teraz nagle stały się bardzo ważne. Mając świadomość, że ktoś cały czas jest gotów mi pomóc sprawiła, że stałem się spokojniejszy, zacząłem bardziej ufać ludziom. Przestałem wiecznie krytykować. Niespodzianką było to, że i inni mają rację. Oczywiście nie muszę kochać wszystkich, polemizować nawet, gdy nie są moimi „faworytami”. Czyżbym już potrafił mówić o zaletach moich przeciwników? Jeszcze nie do końca. No i masz babo placek. Z tego wszystkiego wyszło, że jeżeli mogę zaufać drugiemu człowiekowi to, dlaczego mam nie zaufać własnej sile wyższej. Nie miałem specjalnie na to ochoty. Czułem wielki lęk. Postanowiłem czekać spokojnie na zrozumienie. Do tej pory nie rozmawiałem na temat swojego życia duchowego. Zaczynam dopiero szukać drogi do Boga, a już teraz okazuje się, że dostaję potężną dawkę spokoju. Nie jestem oczywiście ideałem /szczególnie w domu ciężko  przychodzi zachowanie równowagi/ i nadal ponoszą nerwy, lecz już łatwiej osiągnąć spokój. Emocje nie są takie skrajne. Przestałem zazdrościć innym postawy. Aż sam się dziwię, jak strach i złość gdzieś odeszły. Oczywiście drogę przemian musiałem kiedyś zacząć a teraz już tylko poprawiam.

AA

 


W AA wszystko jest możliwe

Istnienie grup "specjalnej troski" uświadomiłem sobie na Międzynarodowym Zlocie w Seatle w roku 1990. Byłem tam z moim przyjacielem Pappym, który w tym czasie miał kłopoty z oddychaniem. Gdy chodził zbyt długo, dodatkowo potrzebował tlenu. Moim zadaniem było wożenie Pappy`ego na wózku inwalidzkim z butlą tlenową. Moja żona, Kathy, była ze swoją podopieczną Marie, starszą kobietą, która była niewidoma i nosiła białą laskę. Byli również z nami nasi przyjaciele Ron i Barb. Barb była w środkowym stadium pewnej odmiany choroby Parkinsona i również poruszała się na wózku inwalidzkim. Ileż przyjemnych chwil spędziliśmy w Seatle! Formowaliśmy swego rodzaje pociąg; niewidoma Marie holowana przez Kathy na białej lasce prowadziły pochód, jako drudzy Ron i Barb oraz Pappy i ja zamykający pochód. Jako grupa z łatwością przezwyciężaliśmy wiele przeszkód, takich jak wciskanie się do zatłoczonych pomieszczeń lub wsiadanie do zatłoczonych autobusów. Było to wspaniałe przeżycie z AA. Stało się ono dużo bardziej znaczące ponieważ mogłem przekonać się, jakie miałem szczęście będąc częścią czegoś, co niektórzy AA czynią dla swej trzeźwości. W San Diego w roku 1995 byłem ja, Marie oraz Pappy; Rona i Barb nie było tam; choroba Barb pogłębiła się i obojgu nie udało się przybyć. Również Marie podupadła na zdrowiu lecz nie na duchu. Miała tę samą białą laskę lecz teraz nosiła również butlę tlenową. Zdrowie Pappyíego także stopniowo pogarszało się, nieustannie potrzebował tlenu. Marie przyleciała do San Diego sama; Bóg sprawił, że na lotnisku i w samolocie natknęła się na AA. Pappy przejechał 1100 mil (w jedną stronę) z Kathy i ze mną naszym pickupem. Zmontowałem dla niego wygodne łóżko w tyle naszej ciężarówki i mogłem jeszcze przewieźć do San Diego dwadzieścia cztery butle tlenu, sprężarkę, wózek inwalidzki oraz bagaż dla nas trojga. Pierwszym problemem była dyskusja z policjantami by pozwolili nam zaparkować samochód przed frontem Centrum Zjazdowego na dziesięć minut aby wyprowadzić Pappy`ego i wyładować jego dwadzieścia cztery butle tlenu oraz wózek inwalidzki. Nie pozwolili nam na to, tak że zaparkowaliśmy prawie dwie przecznice dalej. Na szczęście spotkaliśmy kilku członków AA gotowych pomóc przenieść sprzęt Pappy`ego do Centrum. Znaleźli się również inni, którzy chcieli przewieźć Pappy`ego na co, choć niechętnie, zgodziłem się. Później zorientowałem się, że osobiście chcieli zapoznać się z  prowadzeniem wózka inwalidzkiego.

Problem Marie był tym razem inny. Nie miała już takiej wytrzymałości jak pięć lat wcześniej w Seatle i łatwo męczyła się. Chciała wrócić do swego pokoju w motelu i odpocząć, tak że doprowadziliśmy ją blisko  przystanku autobusu prawie godzinę wcześniej. Powiedziała, że wszystko będzie w porządku, tak, że opuściliśmy ją. Około godziny później spojrzałem na zewnątrz i zobaczyłem tłum i zamieszanie. Zszedłem na dół by znaleźć Marie. Została wchłonięta przez tłum. Nie była w stanie posuwać się naprzód lub nawet zlokalizować swój autobus. Zabraliśmy ją do wewnątrz do punktu sanitarnego i wyjaśniliśmy sytuację Marie. Nic jednak nie mogliśmy dalej zrobić, ponieważ nie załatwiła uprzednio specjalnego transportu. Jedyną rzeczą, którą zaproponowano, była propozycja wezwania taksówki. Przypomnijmy sobie tłum i bałagan na zewnątrz budynku - żadna taksówka nie mogła podjechać bliżej. W końcu Marie dotarła do swego pokoju w motelu, aby na tyle odpocząć, by mogła złapać tego wieczoru autobus do domu. Marie zmarła kilka miesięcy temu. Do samego końca współpracowała z GRAPEVINE w swojej grupie. Wyobraźcie sobie - niewidoma kobieta sprzedająca czasopisma! W AA  wszystko jest możliwe!!! Pappy chorował przez kilka miesięcy i nie mógł wstać z łóżka by pójść na mityng. Gdy wiadomość o tym się rozniosła, raz w tygodniu organizowano mityng u niego - tak została spełniona  nasza III Tradycja. Wciąż opowiada on o swojej  jeździe do San Diego na tyle mojego pickupa. Choroba Barb rozwinęła się do tego stopnia, że nie może ona już dłużej zajmować się sobą ani porozumiewać się. W głębi serca wiem, że wewnątrz tego wątłego, podupadającego ciała tkwi alkoholik tęskniący za mityngiem AA.

Chcę prosić każdego z was o uświadomienie sobie potrzeb niektórych trzeźwiejących AA. Jestem absolutnie pewien, że w waszej społeczności jest ktoś taki, jak moi przyjaciele. Poszukajcie ich. Wyciągnijcie ręce. Chcą oni takiego samego dostępu do AA jak wy macie. Jest to warta wysiłku praca Dwunastego Kroku i jest to wspaniały sposób wydostania się na zewnątrz swego egoizmu.

Jim J., Gold Beach, Oregon. na podstawie GRAPEVINE


Z korespondencji do redakcji

 

Serdecznie dziękuję za korespondencję podpisaną "Fanka AA". To dosyć długi list, niestety nie mieści się w aktualnym temacie MITYNGU. Zachowamy go w archiwum do ewentualnego późniejszego wykorzystania. A oto kilka wybranych fragmentów z listu: (…)Najbardziej podobało mi się: "dałam  mu bardzo dużo swobody", co zabrzmiało trochę jak oświadczenie właścicielki spuszczającej od czasu do czasu pieska ze smyczy…

(…)To nie tak, że jestem podłą, cyniczną kobietą, która upatrzyła sobie "niewinną" ofiarę. Jeżeli już ktoś-kogoś, to raczej on wypatrzył mnie w tym całym rozgardiaszu. Pewnie

dostrzegł coś, czego mu było brak...(…) W praktyce przerobiłam sławetne "powikłanie emocjonalne". Dowiedziałam się, że emocje mogą boleć fizycznie. Myślę, że nic tak nie potwierdza trafności zaleceń AA jak samo życie.   Dziękuję również za pochlebne słowa jakie otrzymaliśmy od korespondenta z Gdańska. Cieszy fakt, że na Wybrzeżu mamy swoich czytelników, choć mamy świadomość, że MITYNG jest regionalnym biuletynem informacyjnym przygotowywanym jako pomoc w pracy warszawskich grup AA.

 

Sporo refleksji wzbudził list podpisany Cohen AA. Poniżej zamieszczamy kilka słów z listu:

......Czułem się lepszy od innych. ......Czułem się także coraz bardziej pewny siebie. Tak jakby krok  pierwszy przestawał mnie dotyczyć. ......   jakże/ takie myślenie/ jest dla mnie niebezpieczne. .... Moje życie, trzeźwe życie jest jak okrąg. Gdzieś był  początek mojej drogi, gdzieś jest jego koniec. Pośrodku tego okręgu jest alkohol i bez względu jak długo nie piję odległość do niego jest taka sama....... moją sprawą jest, w którą stronę jest zwrócony mój wzrok i co z sobą robię. Bo to ja i tylko ja  jestem odpowiedzialny za samego siebie.

Liczymy na dalszą korespondencję. Do K.S. —   interesuje nas, jak program AA pomaga w życiu bez alkoholu .

Pogody Ducha życzy redaktor MITYNGU

 


Mój  główny  cel .

Co  było  moim  celem  życiowym? Tak  naprawdę  nie  wiem,  chyba  to  by  życie  było  lekkie,  łatwe  i  przyjemne.  Chciałem  jak  najmniejszym  nakładem  sił  ślizgać  się  bezkarnie  przez  życie.  Nie  dając  nic  od  siebie  chciałem  czerpać  z  życia  jak  najwięcej.  Tak  naprawdę  miałem  w  życiu tylko  rozległe  plany  i  kompletny  brak  odwagi  na  realizację  choć  niewielkiej  ich  części. Chociaż  rzadko  coś  mi  z  tych  planów  wychodziło  w  swoim  egoizmie  czułem  się  kimś  niezwykłym,  najlepszym,  niepokonanym. Niesamowitą  „pomoc”  w  snuciu  moich  wizji  dawał  mi  alkohol.  Wyciągał  do  mnie  swoją  „pomocną”  dłoń  a  później  jak  ostatni  zdrajca  mnie  zniszczył. Stanąłem  przed  poważnym  dylematem.  Co  mam  robić,  czy  mam  mu  mimo  wszystko  wierzyć.  Wtedy  będąc  na  skraju  przepaści  ujrzałem  swój  dotychczasowy  cel – był  nim, już  od  wielu,  wielu  lat  alkohol  a  wokół  niego  pustka.  Całe  moje  życie  kręciło  się  wokół  niego.  Wszystko  co  robiłem,  robiłem  dla  niego  lub  aby  go  zdobyć. Ja  nie  żyłem  po  to  aby  pić,  ja  piłem  bo  nie  umiałem  żyć  inaczej. Nie  wiem  co  by  się  stało  (  a  właściwie  wiem – odpowiedź  jest  doskonale  znana)  gdyby  nie  Wspólnota  AA.  To  ona  dała  mi  odpowiedź  na  to  co  się  stanie  gdy  będę  żył  bez  celu  w  życiu.  Pomogła  mi  wymazać  cel  alkoholowy  i  ukazała  inne  wartości  o  których  nie  miałem  pojęcia.  To  dzięki  niej  doznałem  łaski  uwolnienia  od  obsesji  picia.  To  za  tą  obsesją  ukazał  mi  się  inny,  piękny,  kolorowy  świat,  tylko  że  ja  nie  potrafiłem  się  w  nim  odnaleźć. Musiało  minąć  kilka  lat  bez  alkoholu  abym  nauczył  się  w  tym  świecie  poruszać,  abym  poczuł  się  w  tym  nowym  świecie  szczęśliwy.  Konieczna  była  do  tego  pokora  i  determinacja  właśnie  w  dążeniu  do  obranego  celu. Dzięki  Wspólnocie  i  pomocy  sponsora  obrałem  swój  życiowy  cel  i  do  niego  ciągle  dążę. Tym  celem  jest  Szczęśliwa  Rodzina  i  poza  moją  trzeźwością  jest  to  najważniejsza  wartość  w  moim  życiu. Wszystkie  sprawy,  na  które  mam  wpływ  staram  się  ułożyć  pod  kątem  moich  najbliższych.  Podstawową  zasadą  jest  zasada  równości.  Każdy  w  rodzinie  ma  te  same  prawa,  nie  ma  lepszych  i  gorszych,  mądrych  i  mądrzejszych. Zrozumiałem,  że  na  wszystko  w  życiu  trzeba  zapracować  i  że  aby  móc  zebrać  owoce  trzeba  najpierw  zasiać  ziarno  i  je  sumiennie  pielęgnować.  Wymaga  to  ode  mnie  wiele  pracy,  poświęceń,  wyrzeczeń  a  przede  wszystkim  pokory.  Im  więcej  pracy  w  to  wkładam,  tym  większa  jest  radość  z  efektów,  a  gdy  są  jakieś  niepowodzenia,  to  dopingują   mnie  one  do  jeszcze  większego  wysiłku. Nie  potrafię  opisać  ile  jest  radości  w  zwykłym  dniu,  cieszę  się  z  prostych  rzeczy,  których  to  do  niedawna  wcale  nie  zauważałem. Jaka  jest  frajda  ze  wspólnie  podejmowanych  decyzji,  z  zaplanowanego  razem  weekendu.  Ile  radości  może  dać  wspólna  zabawa  z  dziećmi,  a  satysfakcja  ze  wspólnej  nauki  i  poznawania  świata? Powoli  zaczynam  się  przeistaczać  z  człowieka  zdążającego  do  nikąd  w  osobę  odpowiedzialną.  Wreszcie  zaczynam  być  dorosły,  staję  się  powoli  mężem  i  ojcem  nie  tylko  na  papierze. A  wystarczyło  „tylko”  znaleźć  cel  w  życiu  i  konsekwentnie,  stale  do  niego  dążyć.

Sukcesów  w  poszukiwaniach  życzy Romek AA.

 


Terapia  III

 

Psycholog to doskonały kumpel. Nie wymądrzał się, był szczery i uczciwy. Mówił przekonywująco i dobitnie a przy tym łatwo przyznawał się do niewiedzy. Był okazem, który trzeba chyba wziąć pod ochronę. Nie musiał czegoś udawać ukrywając się pod kolejną maską. Był sobą i to było najważniejsze. Nie skreślił mnie, jak inni z listy żywych. Na początku było  ciężko, ale po pewnym czasie przyzwyczaiłem się do pustki wokół siebie. Wchodziłem do wanny, pełnej ożywczego płynu i emocjonalnego ciepła. Dobry szampon lub mydło oczyszczało z życiowego brudu, hipokryzji, ludzkiej obłudy, złych, podłych ludzi, których miałem wokół siebie. Po kilku minutach opada brud  całego świata a jeszcze potem zimny prysznic studzi poglądy  Psycholog / czy nie genialny facet? / mówił do mnie jakby z wysokości żyrafy. Na początku próbowałem się odgryzać językiem szakala, ale i tak byłem bez szans. Są ludzie, którzy potrafią mówić szczerze, pamiętając o tym, że nie mają monopolu na prawdę.     Właściwie to do kościoła zacząłem chodzić gdy był cichy i pusty. Łatwiej było rozmawiać z Bogiem. Po kilku tygodniach rekonwalescencji raczej moralnej niż zdrowotnej, zadzwonił do mnie szef. - Kolego, nie mogę zaproponować wykładów, ale jest ½ etatu w jednym z gimnazjów. Młodzież zdolna, ale i skomplikowana, potrzebuje faceta, który nie boi się trudnych pytań. Z jednej strony propozycja pracy była błogosławieństwem. Z drugiej obawiałem się Waterloo. Porównanie z Napoleonem jest o tyle sensowne, iż podobnie jak on, miałem swoją wyspę św. Heleny. Moim azylem było mieszkanie pełne książek, płyt i dobrej herbaty. Zrezygnowałem z kawy, a wszystkie soczki znalazły swój koniec w śmietniku. Miałem kilka dni do namysłu, lecz rachunki do zapłaty wyraźnie ograniczały pole manewru. Dyrektor szkoły to gość żywcem wzięty z książki Frankla -„Nieuświadomiony Bóg”. Powiedział, że czasami trzeba być na dnie, aby potem zmądrzeć na resztę życia. Tylko głupiec wchodzi dwa razy do tej samej rzeki – dodał na końcu. Rozpoczynam pracę. Dziewięć godzin, to może nie za dużo, ale zawsze szansa na rozpoczęcie nowego życia. Czułem się znów jak Napoleon wyruszający na Moskwę. Pamiętam jednak, że powrót Napoleona był jedną wielką klęską. Zdecydowanie muszę się okazać lepszym strategiem. Dzisiejsza strategia polega na uczciwości. Zadzwonił telefon. To pozdrowienia od dawnych przyjaciół. Byłem szczęśliwy

KS

 


 

„Życie moje....”

 

Jak sięgam pamięcią, już w dzieciństwie alkohol panował w moim domu. Ojciec alkoholik, po pijanemu bił Mamę, robił awantury. Z tym wzrastałem . W 14 - tym roku życia po  raz pierwszy sam się upiłem. Wymiotowałem, dostałem rugę od rodziców i tak poznałem kaca. Będąc uczeniem szkoły zawodowej, bardzo często przychodziłem do szkoły po alkoholu. Miałem z tego powodu sporo nieprzyjemności. W wieku 17 lat, po wypiciu sporej ilości alkoholu, narozrabiałem i dostałem 6 miesięcy do odsiadki. Kara niczego nie zmieniła, nadal piłem, kradłem i w przeciągu pół roku wróciłem do więzienia na 4 lata. Wyrok ten również nie zmienił mojego życia, piłem dalej i robiłem przykre sprawy. Udało mi się podjąć pracę ożeniłem się pijąc często i upijałem się. Po 10 latach picia alkohol zaczął przeszkadzać mi w pracy, domu rodzinnym. Zdecydowałem się na leczenie w przychodni – antikolem a później esperalem. Przez następne 15 lat. Oczywiście wszystkie próby wcześniej czy później zapijałem. Zmieniałem pracę za pracą, a moje małżeństwo wisiało na włosku. Życie stawało się nie do zniesienia. W 1990 roku przebyłem zawał serca, co wcale mnie nie powstrzymało od picia. Piłem jeszcze więcej i częściej. Doszło do tego, że miałem dość życia chcąc zapić się na śmierć. Coraz częściej lądowałem w szpitalach na zatory, niedokrwienie lub stany pozawałowe. W ostatnich dwóch tygodniach picia, padłem na kolana przed obrazem Jezusa i prosiłem Go o zabranie z tego świata, byłem już u kresu wytrzymałości życia. Piłem jeszcze 1,5 tygodnia i przez telefon z programu „wódko pozwól żyć”, za pośrednictwem mojej żony znalazłem się w AA. Było to w 1994 roku – mój pierwszy mityng, wtedy odczułem, że sięgnąłem dna. Alkohol przeszkadzał mi w codziennym życiu, nie potrafiłem normalnie funkcjonować. Z pierwszego mityngu nie wiele wyniosłem, o czym była rozmowa? Natomiast zapamiętałem prowadzącego przyjaciela, który podszedł do mnie na przerwie. Powiedział krótko – Przychodź a będzie wszystko dobrze. Myślę, że to było to coś, co dało mi tak dużo siły do przetrwania pierwszych chwil i następnych dni. I od tamtej pory chodziłem na mityngi codziennie. Na początku mojej nowej drogi, starałem się zastosować do zasad, które usłyszałem. To było nie chodzenie w te miejsca gdzie piłem, nie trzymanie alkoholu w domu, pozbyłem się wszystkiego co przypominało mi picie. Zerwałem z kolesiami od picia, poszedłem do nowej pracy a wolny czas spędzałem na mityngach i wycieczkach po lesie. Po trzech miesiącach nie picia, zacząłem zmywać szklanki na grupie i to była moja pierwsza służba około 4 miesięcy. Potem przyszedł bunt i moja pycha podpowiedziała mi zostaw to  i tak się stało. Przyszło zniechęcenie i  chęć napicia. Ale strach i wstyd kazał mi na szczęście chodzić codziennie na mityngi. Myślę, że to uratowało mnie przed zapiciem i powrotem do starego życia. Chodziłem na spotkania ze zdwojoną siłą. Uczyłem się słuchać i powoli łapać o co w tym programie chodzi. Nie wiem kiedy minęło półtora roku jak nie piłem. Zdecydowałem się na terapię i kontakt indywidualny z terapeutą i psychologiem. Oczywiście nie opuszczałem mityngów, godziłem jedno z drugim. Myślę, że terapia i mityngi uświadomiły mi, że jestem chorym alkoholikiem na duszy, ciele i umyśle. Dowiedziałem się, że alkoholizm jest chorobą zakłamania i zaprzeczania. Upłynęło sporo czasu, zanim zacząłem stosować program w swoim życiu. Usłyszałem coś takiego jak wzrastanie w służbie. I wtedy cos pękło, po upływie trzech lat podjąłem się kolejnej służby na jednej z grup. Od mycia szklanek, prowadzenia mityngu, skarbnikowania i końcu mandatariusza, którą pełniłem przez 2,5 roku ze względu na brak chętnych. W międzyczasie zaproponowano mi skarbnika intergrupy. Oczywiście przyjąłem. Po upływie 2 lat przekazałem służbę innemu przyjacielowi. Obecnie jestem kolporterem literatury, mam sponsora, pracuję nad programem. Uczę się kontaktu z drugim człowiekiem, bo to był i jest mój największy problem. Od kilku lat chodzę na mityngi do wiezienia, niosąc posłanie więźniom alkoholikom. To wszystko pomaga mi w zdrowieniu i utrzymaniu trzeźwości. Mam dobry kontakt z moja żoną, synami i coraz lepszy kontakt z innymi ludźmi i akceptowaniu rzeczywistości. Za te wszystkie dary dziękuję mojej sile Wyższej i wyrażam wdzięczność Wspólnocie AA. Dług wdzięczności spłacam przez służby i uczynkami w rodzinnym życiu. Jest we mnie dużo radości, spokoju, i chce mi się żyć. Pozbywam się lęków i obaw poprzez modlitwę do mojej Siły Wyższej i uczę się tolerancji i zrozumienia w codziennym życiu.

Z. - alkoholik  

 


Ta grupa ma charakter

Dzień 21 marca 2004 roku na długo zapadnie w sercach uczestników mityngu 15- lecia grupy KONTAKT  w Warszawie. Niemała przecież sala pękała w szwach. Wielu gości i członków nie znalazło miejsc siedzących, stało cierpliwie słuchając opowieści związanych z życiem tej grupy. Każdy podkreślał jak wielką rolę w jego trzeźwieniu spełniła ta grupa i jej niezaprzeczalna atmosfera. Już pierwszy mówca zaznaczył, że jego początki są związane z KONTAKTEM. Następny wspomina czas kiedy on był prowadzącym. Kiedyś razem z J…. tu obchodził swoją rocznicę trzeźwości. Na mityngu wywala kamienie z plecaka. E…. powiedziała, że to jest magiczna grupa, rozrasta się jak ciasto bo w niej się dobrze „ugniata”. Dzisiaj zabrakło jej cukierków z miłym imieniem. A….uzależniona – wspomniała śp. Marysię, dziś cieszy się, że może spojrzeć sobie w oczy. Wspólnota rośnie bo program działa. Jeden z dinozaurów A…. kiedyś pełnił w tej grupie nawet trzy funkcje. Mimo „wpadki” dobrze wspomina tamten czas. Były wzloty i upadki, teraz ma lepsze relacje w rodzinie, nadal się uczy jak lepiej postępować. Odwiedza grób śp. Marysi. Wie, że warto pomagać. Ir…. mimo bólu nie popadła w złość. Ponad 11 lat rozwiązuje problemy, nie kombinuje. Wraz z mężem dzisiaj obchodzi rocznicę pierwszej randki. Przypomniała sobie śp. Alka.  Z... również szukała cukierków; kiedyś bardzo serdecznie przywitała ją śp. Ela. Dzisiaj dziękuje, że jesteście. Chyba najstarszy stażem Z…. ze swadą opowiadał, że ponownie zaproszony do klubu abstynenta znalazł  w nim grupę AA, w której zachwyciła go specyficzna atmosfera. Była to druga grupa niedzielna. Przypomniał jej „tułacze życie” Fr… podziękował za trzeźwość, rodzinę. To śp. Marysia wprowadzała go w tajniki AA. Na przyszły rok obiecał zamówić specjalnie na rocznicę cukierki. J…. już dwa lata nie pali. K…. cieszy się, że może na mityngu spotkać swojego terapeutę, ma ponad 2 lata trzeźwości. Prowadzący J…. wspomniał również swoje kombatanckie czasy z początków KONTAKTU, dziś ma ponad 3 lata trzeźwości. Tuż przed przerwą głos zabrał skarbnik grupy L…. Przypomniał na co są zbierane pieniądze do „wielbłąda”. Za te pieniądze jest niesione posłanie AA przez Intergrupy, Region, BSK. Tylko nieznaczna część jest przeznaczona na potrzeby grupy. Wspomniał, że po okresie sprawdzania się „powrócił” do wspólnoty i zastał niezmiennego ducha i tych samych ludzi. Obecna funkcja jest nauką odpowiedzialności, jest trudna ale cieszy. Zachęca do zakupu wyłożonej z boku literatury AA / była jednak zasłonięta przez siedzących/. Po przerwie D… wyjaśniła, że nie robi rocznic, bo kiedyś zapiła, skupia się na HALCIE i 24 godzinach, czuje się nieakceptowana przez pijących. S… swą wypowiedź zatytuował jako "czas i pieniądze na tle buractwa". Po 10 latach będzie miał 50.tkę. A…., kiedyś sponiewierana, urzeczona atmosferą grupy uwierzyła, że nie musi pić. Zna życie w piwnicy, teraz trzeźwa sama przyszła do kolejnej piwnicy. Nawet po 70-ce ma siły, każdy dzień się liczy. Zaś A…. znał śp. Alka, Adama i Elę, miał kłopoty z zaakceptowaniem choroby, teraz smakuje 3 życie. Nasza nieoceniona T…. wspomniała swoje spotkanie z F... pod mityngiem. Ty do nas? - zapytał i zaprowadził na mityng. T... czeka teraz na niedzielę. "Wrobiła" w tort córkę. Już nie jest "wściekłą pluskwą", ma swoje podwórko. Kiedyś bała się umrzeć pijana.. Po pewnej przerwie w trzeźwości wrócił P…, który jest urzeczony atmosferą, poczuł motywację trzeźwości. Kolejny mówca też miał kłopoty z trzeźwością bo kiedy przychodził na mityngi to niczego nie słuchał. Dzisiaj chce być szczery aż do bólu. Nie powiedział byłej żonie, że kiedyś była dla niego wsparciem. L…. obracał się w promieniu 5 praskich grup. Dzisiaj wierzy, że gadanie pomaga, chodzi na różne grupy. R…. przyjechał z innego miasta - to nic specjalnego. 15 lat przyjeżdżał do Warszawy by trzeźwieć. Tam, gdzie kiedyś miał melinę zrobiono mu "odwykówkę". Brał udział w zakładaniu kilku grup, też na Pradze. Dzisiaj może każdemu powiedzieć, że jeśli przestają pić na Pradze to i w Polsce przestaną. Kolejny A... w tej grupie zaczął myć szklanki co stało się jego początkiem zaangażowania w służbie. Inny A…. spotykał się jeszcze w Alei Róż. Jak pił to nie mógł trzeźwieć, teraz może. Ostatnio słuchał Cohena, gdzie znalazł to samo cierpienie jak u siebie. M…. kiedyś  pił na terenie kościoła, był też tam chrzczony, a teraz jest na mityngu. Nowy jeszcze Z….. był zdziwiony, gdy zapytany był, dlaczego nie było go na ostatnim mityngu. Poczuł ciepło, że ktoś o nim myśli. Na zakończenie usłyszeliśmy nową wersję dawnego powiedzenia, czyli ” Kto na KONTAKCIE szklanki myje, ten nie zapije”. Znalazło się kilku chętnych.

Dla bywalców i gości grupy oraz czytelników biuletynu relację spisał redaktor MITYNGU

 


Migawki z Konferencji

 

Warsztaty: W czasie ostatniej Konferencji Regionu Warszawa, która miała miejsce 17 kwietnia br. w Otwocku, odbyły się warsztaty nt. "Dobrze zorganizowana, ale wspólnota". W warsztatach wzięli udział niemal wszyscy uczestnicy, co, jak zauważyli "starzy bywalcy", jest ewenementem. Dziwi więc, że wcześniej przegłosowano wniosek by nie organizować więcej takich warsztatów - zauwaŻyli to sami mandatariusze. Wypowiedzi uczestników koncentrowały się wokół pracy służb. Podkreślano, że doświadczenia w służbach pomagają w osobistym trzeźwieniu, i fakt, że alkoholik, by żyć potrzebuje minimum organizacji. „aby poczuć wspólnotę". Inny, na przykładzie swojego przyjścia do AA przedstawił, jak dobrze zorganizowane działanie może być pomocą dla tych, którzy pragną przestać pić, w trwaniu i pozostaniu we wspólnocie. Drugi nurt wypowiedzi dotyczył relacji pomiędzy wspólnotą i organizacją. Wśród różnych stanowisk wybijały się zdania o nadrzędności wspólnoty ale i niezbędności zorganizowanego działania. Zwrócono uwagę, że zorganizowanie ma duże znaczenie dla jedności. Według jednego z uczestników dążenie do zorganizowania jest tendencją naturalną, a podział jest cechą nadrzędną tylko dla pierwotniaków i pasożytów. On sam pierwotniakiem być nie chce, a pasożytem  już był, gdy pił. W niektórych przemówieniach przewijał się temat Karty Konferencji, wzbudzający ostatnio duże emocje. Głos zabierali głównie zwolennicy Karty, argumentując jej potrzebę. Za podsumowanie może posłużyć wypowiedź byłego  powiernika, który porównując obecne Konferencje z tymi z czasów jego służby, dostrzega duży postęp w sprawności ich funkcjonowania.