MITYNG 08/86/2004

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


"Jedność Anonimowych Alkoholików jest najcenniejszą wartością naszej wspólnoty.    Wyłącznie od niej zależy nasze życie, a także tych, którzy do nas dołączą. Jeśli nie będziemy trzymać się razem, wspólnota AA umrze. Bez jedności serce AA przestałoby bić,             a nasze - oplatające cały świat - arterie przestałyby dostarczać życiodajną Łaskę Bożą. Jego dar dla nas zostałby roztrwoniony. Pogrążeni na powrót w samotności alkoholicy czyniliby nam wyrzuty, mówiąc:" Szkoda tego AA, bo przecież to mogłoby być naprawdę wspaniałe"/ "12x12" str 129/

Jedność wymaga ciągłości. Aby pomagać kolejnym pokoleniom alkoholików potrzebujemy czegoś więcej niż chwilowego poczucia jedności. Może nie zawsze panuje między nami doskonała harmonia. Ale cud AA polega na tym, że dzięki łasce Siły Wyższej i stosowaniu duchowych zasad, mimo drobnych różnic, możemy stale się zmieniać. Jeżeli wspólnie słuchamy, uczymy się i wzrastamy, to podstawą wewnętrznej harmonii w AA pozostanie zdrowa realizacja podstawowego celu. Nie zawsze w AA panowała jedność. Dziś AA nie zna granic, zarówno geograficznych jak rasowych i wyznaniowych. Kłopoty i bóle wzrostu odchodzą w zapomnienie, a my cieszymy się jednością we wszystkich krajach. Zrodziła nas wspólnota cierpienia a łączy wspólny marsz ku Szczęśliwemu Przeznaczeniu. Tak jak trzeźwość oznacza długie życie i szczęście dla poszczególnych członków, tak jedność znaczy dokładnie to samo dla naszej społeczności w całości. Zjednoczeni żyjemy, rozdzieleni zginiemy. Jedność uważamy za wielki dar; jeśli ją stracimy, to miliony cierpiących alkoholików,    nic o nas nie wiedzących, straci swą szansę powrotu do zdrowia.

A już w najbliższych dniach będziemy mogli zamanifestować naszą jedność  uczestnicząc w Zlocie Radości 30 lecia AA w Polsce, który odbędzie się w dniach 27-29 sierpnia w Krakowie!!! Do zobaczenia na Zlocie !!!


CZY POSŁANIE AA DZIAŁA JEŚLI SIĘ ROBI DLA PIENIĘDZY ?.

Opracowanie redakcji MITYNG na podstawie BOX459

 Pierwsze słowa Ósmej Tradycji to: Działalność we wspólnocie AA powinna na zawsze pozostać honorowa  wyjaśniają, że praca Dwunastego Kroku AA nigdy nie powinna być opłacana. Te słowa są często całkowicie ignorowane. Posłanie AA to poufna informacja jednego alkoholika do drugiego. Wspólnota AA zaczęła się tak, gdy nie było innych, równie skutecznych sposobów pomocy alkoholikom. Nie było nic innego, co by przynosiło takie dobre rezultaty. Czy ktoś mógłby nie zrozumieć słów w Ósmej Tradycji? Przyjaciel AA (niealkoholik) dr Vincent odchodząc na emeryturę  powiedział: Moją największą troską o przyszłość AA jest to , aby zasada osobistej  i bezinteresownej pomocy nie mogła być wyparta przez pieniądze i profesjonalizm. W czerwcu 1950 r. dr Bob powiedział: Nie zaśmiecajmy tego kompleksami freudowskimi ani rzeczami, które są interesujące dla umysłów naukowych.. Róbmy nasze małe starania, które są przydatne dla naszej wspólnoty . Wcześniej, kiedy  Billowi W oferowano pracę w Towns Hospital, jako płatnemu terapeucie, jeden z członków wczesnego AA powiedział - Bill, nie musisz tego robić dla nas.  Pomyśl tylko, co stanie się z naszą, opartą na przyjaźni grupą . Wydaje się, że im dalej sięgamy do doświadczeń naszych założycieli, tym więcej osiągamy tego, co stało się ich udziałem. Tak właśnie dzieje się w AA. Wielka Księga wyjaśnia działanie Kroków. Mamy nasze spotkania, zapobiegające ponownemu wpadnięciu w nałóg. Oczywistym faktem jest, że jeśli pracujemy z Dwunastoma Krokami, staniemy się trzeźwi i mamy szansę aby cieszyć się fizycznym i emocjonalnym zdrowiem. Niektórzy alkoholicy potrzebują lekarstwa, ale wielu z nich zaczyna coraz lepiej radzić sobie z depresją, apatią, niepokojem czy strachem  Posłanie AA jest czymś innym niż terapią czy postępowaniem zgodnym z ewangelią, jest  przebudzeniem duchowym  jako rezultat Dwunastu Kroków. Przedmowa do 12 Kroków i 12 Tradycji  mówi: Dwanaście Kroków to zbiór zasad duchowych, które stosowane jako sposób życia, mogą uwolnić od obsesji picia i dopomóc cierpiącemu , by stał się  zdrowym, szczęśliwym i użytecznym człowiekiem. Moje życie całkowicie potwierdza prawidłowość tych słów. Wiosną 1948 r, w Chicago Paul S, jeden z wcześniejszych członków AA ciągle powtarzał w swoim przemówieniu: AA jest sama dla siebie wystarczająca . Jeśli w mym życia nie jest tak, jak być powinno, to najlepsze co mogę zrobić, to iść po radę do specjalisty, skorzystać z terapii albo poprosić o pomoc członka AA, który uzyskał wystarczająco dużo efektów w pracy z Dwunastoma Krokami. Taki AA pomoże zrozumieć jak to działa  wyjaśniając dokładnie co sam uczynił aby uzyskać widoczne dla wszystkich rezultaty.

Dr Leonardem Bormanem, dyrektor Centrum Instytutu Samopomocy, który lata spędził studiując rozwój ruchów samopomocowych, powiedział kiedyś: W AA są dwie podstawowe zasady  Jedna z nich jest taka, że osoba, która wyleczyła się z problemu jest o wiele bardziej pomocna niż profesjonalista, który używa tylko wiedzy teoretycznej. Druga to to,  że indywidualna pomoc kogoś drugiego bez profesjonalnych obciążeń, może być bardzo korzystna dla obydwu osób. Dwanaście Kroków dostarcza precyzyjną formułę trzeźwości, drogę  do umysłowego, emocjonalnego i duchowego zdrowia. Daje wskazówki pożytecznego życia pełnego radości. Jeżeli pracujemy z innym alkoholikiem, ma miejsce duchowa wymiana i my oboje na tym korzystamy. Jeżeli z drugiej strony mamy za to płacone, to staje się to transakcją  pieniężną, w której czynnik duchowy jest zniszczony. Psychiatra, autor dobrze sprzedającej się książki -Terapia rzeczywista  - dr William Glasser stwierdza: Gdyby wszyscy terapeuci dzisiaj zniknęli, to nie sprawi wielkiej straty, ponieważ ludzie zawsze znajdą kogoś innego z kim mogą jutro porozmawiać. Inną rzeczą jaką mówił było to: Kiedy płacisz terapeucie, próbujesz kupić przyjaciela. Posłanie AA jest bezpłatne. Nie można go kupić ani sprzedać. Pieniądze korumpują. Rezygnujemy z pieniędzy będąc wdzięczni za nasze własne uzdrowienie. Jest to zapominane znaczenie Ósmej Tradycji .Naszym przywilejem jest darmo pomagać innym, uczestniczyć w głębokim przebudzeniu duchowym innego alkoholika, z którym pracujemy i cieszyć się postępami leczenia, pogłębiając nasze programowe zasady.


CZY POSŁANIE AA DZIAŁA JEŚLI SIĘ ROBI DLA PIENIĘDZY ?.

Opracowanie redakcji MITYNG na podstawie BOX459

 Pierwsze słowa Ósmej Tradycji to: Działalność we wspólnocie AA powinna na zawsze pozostać honorowa  wyjaśniają, że praca Dwunastego Kroku AA nigdy nie powinna być opłacana.Te słowa są często całkowicie ignorowane. Posłanie AA to poufna informacja jednego alkoholika do drugiego. Wspólnota AA zaczęła się tak, gdy nie było innych, równie skutecznych sposobów pomocy alkoholikom. Nie było nic innego, co by przynosiło takie dobre rezultaty. Czy ktoś mógłby nie zrozumieć słów w Ósmej Tradycji? Przyjaciel AA (niealkoholik) dr Vincent odchodząc na emeryturę  powiedział: Moją największą troską o przyszłość AA jest to , aby zasada osobistej  i bezinteresownej pomocy nie mogła być wyparta przez pieniądze i profesjonalizm. W czerwcu 1950 r. dr Bob powiedział: Nie zaśmiecajmy tego kompleksami freudowskimi ani rzeczami, które są interesujące dla umysłów naukowych.. Róbmy nasze małe starania, które są przydatne dla naszej wspólnoty . Wcześniej, kiedy  Billowi W oferowano pracę w Towns Hospital, jako płatnemu terapeucie, jeden z członków wczesnego AA powiedział - Bill, nie musisz tego robić dla nas.  Pomyśl tylko, co stanie się z naszą, opartą na przyjaźni grupą . Wydaje się, że im dalej sięgamy do doświadczeń naszych założycieli, tym więcej osiągamy tego, co stało się ich udziałem. Tak właśnie dzieje się w AA. Wielka Księga wyjaśnia działanie Kroków. Mamy nasze spotkania, zapobiegające ponownemu wpadnięciu w nałóg. Oczywistym faktem jest, że jeśli pracujemy z Dwunastoma Krokami, staniemy się trzeźwi i mamy szansę aby cieszyć się fizycznym i emocjonalnym zdrowiem. Niektórzy alkoholicy potrzebują lekarstwa, ale wielu z nich zaczyna coraz lepiej radzić sobie z depresją, apatią, niepokojem czy strachem  Posłanie AA jest czymś innym niż terapią czy postępowaniem zgodnym z ewangelią, jest  przebudzeniem duchowym  jako rezultat Dwunastu Kroków. Przedmowa do 12 Kroków i 12 Tradycji  mówi: Dwanaście Kroków to zbiór zasad duchowych, które stosowane jako sposób życia, mogą uwolnić od obsesji picia i dopomóc cierpiącemu , by stał się  zdrowym, szczęśliwym i użytecznym człowiekiem. Moje życie całkowicie potwierdza prawidłowość tych słów. Wiosną 1948 r, w Chicago Paul S, jeden z wcześniejszych członków AA ciągle powtarzał w swoim przemówieniu: AA jest sama dla siebie wystarczająca . Jeśli w mym życia nie jest tak, jak być powinno, to najlepsze co mogę zrobić, to iść po radę do specjalisty, skorzystać z terapii albo poprosić o pomoc członka AA, który uzyskał wystarczająco dużo efektów w pracy z Dwunastoma Krokami. Taki AA pomoże zrozumieć jak to działa  wyjaśniając dokładnie co sam uczynił aby uzyskać widoczne dla wszystkich rezultaty.

Dr Leonardem Bormanem, dyrektor Centrum Instytutu Samopomocy, który lata spędził studiując rozwój ruchów samopomocowych, powiedział kiedyś: W AA są dwie podstawowe zasady  Jedna z nich jest taka, że osoba, która wyleczyła się z problemu jest o wiele bardziej pomocna niż profesjonalista, który używa tylko wiedzy teoretycznej. Druga to to,  że indywidualna pomoc kogoś drugiego bez profesjonalnych obciążeń, może być bardzo korzystna dla obydwu osób. Dwanaście Kroków dostarcza precyzyjną formułę trzeźwości, drogę  do umysłowego, emocjonalnego i duchowego zdrowia. Daje wskazówki pożytecznego życia pełnego radości. Jeżeli pracujemy z innym alkoholikiem, ma miejsce duchowa wymiana i my oboje na tym korzystamy. Jeżeli z drugiej strony mamy za to płacone, to staje się to transakcją  pieniężną, w której czynnik duchowy jest zniszczony. Psychiatra, autor dobrze sprzedającej się książki -Terapia rzeczywista  - dr William Glasser stwierdza: Gdyby wszyscy terapeuci dzisiaj zniknęli, to nie sprawi wielkiej straty, ponieważ ludzie zawsze znajdą kogoś innego z kim mogą jutro porozmawiać. Inną rzeczą jaką mówił było to: Kiedy płacisz terapeucie, próbujesz kupić przyjaciela. Posłanie AA jest bezpłatne. Nie można go kupić ani sprzedać. Pieniądze korumpują. Rezygnujemy z pieniędzy będąc wdzięczni za nasze własne uzdrowienie. Jest to zapominane znaczenie Ósmej Tradycji .Naszym przywilejem jest darmo pomagać innym, uczestniczyć w głębokim przebudzeniu duchowym innego alkoholika, z którym pracujemy i cieszyć się postępami leczenia, pogłębiając nasze programowe zasady.


Z korespondencji meilowej

 CZY WIERZĘ, ŻE NASZ WSPÓLNY CEL

NIWELUJE WSZELKIE ZRÓŻNICOWANIA?

 Cześć!!! Marek alkoholik

Po jakimś czasie pobytu w AA zauważyłem, że ta choroba jest bardzo demokratyczna. Zauważyłem, że nie ma znaczenia wykształcenie, pochodzenie społeczne, wyznanie, płeć. Jest też demokratyczna, bo nie zależy od ilości lat przeżytych w trzeźwości. Kiedyś znajomy alkoholik, który sporo podróżował po świecie opowiadał mi, jak to  w pewnym kraju widział  na mityngu zasiadających obok siebie policjantów i gangsterów, odkładających w tym momencie na bok swoje "profesje". Ja przychodząc na mityng nie pytam kim kto jest, ważne ,że jest, że będę mógł z nim dzielić się swoim doświadczeniem a on swoim ze mną w kwestii powrotu do zdrowia, bądź jego utrzymania. Początki leczenia były dla mnie dość trudne. Nie rozumiałem o czym mówią inni. Jakaś bezsilność, nie kierowanie swoim życiem, nic z tego nie rozumiałem. Ale zauważałem pewne podobieństwa, jeśli chodziło o picie alkoholu i przeżycia z tym związane. Okazało się, że nie jestem jedynym na tym świecie, który cierpi z tego powodu. I tak się rozpoczęła moja wspólnota ducha z innymi alkoholikami. Najpierw łączyło wspólne cierpienie a później chęć zdrowienia i radość z trzeźwości. Czym bardziej inni alkoholicy byli wobec mnie szczerzy i otwarci, tym ja byłem bardziej otwarty wobec innych. Rodziło się we mnie zaufanie do ludzi i jakaś dziwna więź, która trwa do dzisiaj. Inni alkoholicy oddali mi też moje człowieczeństwo. Wśród osób, do których miałem duże zaufanie mówiłem o różnych wstydliwych sprawach i nikt nigdy nie powiedział mi, że jestem s... bo tak i tak postąpiłem. Choć sam o sobie tak myślałem. Spotkałem się ze zrozumieniem, tolerancją, wyrozumiałością i serdecznością. Otrzymałem dużo ciepła. Oczywiście mówiąc o sobie miałem duże kłopoty z uczciwością i umiarem. Albo minimalizowałem i racjonalizowałem, albo coś sobie dodawałem  (przybierałem maskę). Ale miałem przy sobie "żywe lustra", które odbijały to, co "widziały". I wiem, że "robiły" to w dobrej wierze, chcąc mi pomóc, występowały przeciwko mojej chorobie, nie przeciwko mnie. Dużo zawdzięczam innym alkoholikom. Sam nie umiałbym przełamać muru swojego zakłamania. Wygląda więc na to, że więź tworzą podobieństwa, nie różnice. Kiedyś, podczas leczenia, myślałem tak: nie straciłem jeszcze rodziny, pracy, nie piłem denaturatu, jestem osobą wykształconą, mądrą; co innego jakieś tam debile po "podstawówce". Więc co ja tutaj robię? Na to usłyszałem od trzeźwego alkoholika: No właśnie, skąd tu się wziąłeś? - Przyjechałeś te kilometry na wczasy? Jeśli myślisz, że jesteś inny, niż ci, którzy są tu w tym ośrodku, to się grubo mylisz. Owszem mam swoje indywidualne cechy wyglądu, osobowości, ale alkoholizm mnie złączył z innymi ludźmi, światem i Bogiem, co dziwne i paradoksalne, ale pozwolił na powrót do siebie, do domu.

Pozdrowienia Marek z Zakopanego

 Z korespondencji meilowej

 Mam na imię Stasiek, jestem alkoholikiem.

We Wspólnocie jestem ponad dziesięć lat, nie piję niewiele ponad trzy lata. Wiele razy powtarzałem na mityngach, że trudno oszukać samego siebie, że właściwie jest to niemożliwe. Jednak parę razy udawała mi się taka sztuka. Potrafiłem oszukać nie tylko ludzi, którzy mnie otaczali, ale potrafiłem oszukać samego siebie. Wracałem do picia różnie to nazywając: może nie jestem alkoholikiem; przecież mogę pić w sposób kontrolowany; jak będę się pilnował to nic mi się nie stanie. Przez ostatnie moje półroczne picie zostałem wyrzucony z pracy (pierwszy raz); niewiele brakowało bym stracił rodzinę, było wiele innych przykrych zdarzeń dla mnie i moich bliskich. Takie ciężkie chwile są dla mnie dowodem, że błądziłem. Ostatnie trzy lata pamiętam, że jestem alkoholikiem i najlepszym lekarstwem dla mnie jest mityng, gdzie mogę spotkać ludzi życzliwych , takich którzy nie pytają, nie oceniają. Najważniejsze, co pozwoliło mi wrócić do Wspólnoty jest to, że nikt mnie nie oceniał i nie potępiał mojego mocowania się z alkoholem. Na dzisiaj ja też  staram się tak zachowywać. Bardzo się cieszę jak na mityngu spotykam twarze długo niewidziane. Po prostu się cieszę. Jeśli chodzi o moją uczciwość wobec siebie, to mam jeszcze wiele do pracy nad sobą. Staram się żyć zgodnie z programem AA, ale pojawiają się u mnie takie zachowania jak ocena, uważanie się za lepszego od... . Po chwili zaczyna mi to ciążyć, źle się czuję, a dla mnie  oznaka, że nie jestem uczciwy wobec siebie. Chcę zdrowieć. Jestem na mityngu, nie tylko ciałem ale i duchem. Mam wiele do zrobienia, jednak każdy następny dzien. przynosi mi nowe doświadczenia. Dawno nie pisałem na AA_24H, po części z lenistwa, po części, że zaczęła mnie złościć i nudzić nadmierna polemika. Ostatnio byłem na spotkaniu Regionu AA i na takie jarmarczne zachowanie powiedziałem takie słowa: lubię być na mityngu bo jest porządek. Jedna osoba mówi a pozostali słuchają. To, że ja słucham i nie przerywam ani nie oceniam mówiącego ( bynajmniej nie czynię tego głośno) jest okazaniem szacunku dla tej osoby. Jeszcze raz powtórzę: mam wiele do pracy nad sobą, WŁAŚNIE NAD SOBĄ. Pozdrawiam ciepło całą grupę 24 godziny. Dobrze kochani, że jesteście i dobrze, że tak naprawdę mogę zmieniać samego siebie.

Stasiek alkoholik


Patrząc na nas

 Jak program AA pomaga w życiu bez alkoholu?

 Sadze, że program AA może skierować uwagę alkoholika na samego siebie. Wbrew pozorom jest to bardzo ważne. Nie chodzi tu o jakiś wybujały egoizm lub jakieś swoiste zamartwianie i dokonywanie niekończącego się rachunku sumienia. Rachunek sumienia i tak zrobią inni. Chodzi mi raczej o zwiększenie akceptacji siebie, własnej wartości tzn. zbudowanie wizerunku samego siebie. Alkoholik jak sądzę ma tendencje do wyznaczania spiskowej teorii dziejów. Wola człowieka staje się bezwolną akceptacją nałogu. Winni są wszyscy inni, którzy przekreślają moje życie. W ten sposób alkoholik ucieka w  przyjazny świat nałogu oraz układów koleżeńskich. Obwinia innych oraz cały świat z wyjątkiem samego siebie. Etyka taki stan nazywa abulią, a to oznacza zupełny paraliż woli. Alkoholik pozostający na życiowym zakręcie, zbyt mocno przyzwyczaja się do darmowego współczucia ze strony innych, źle pojętej ludzkiej solidarności. Brak silnej woli, brak decyzyjności czyni z alkoholika marionetkę uwikłaną w szpony nałogu. Trzeba wyruszyć w głąb siebie by odzyskać dobrze rozumianą miłość samego siebie. Uważam także iż potrzebna jest tutaj wartość  wspólnoty – jako grupy ludzi, którzy rozumieją swój nałóg i nie wstydzą się o tym mówić. Wspólnota rozumiana trochę na wzór właśnie AA, pedagogiki Janusza Korczaka. Spoina takiej wspólnoty opiera się na wartościach etyczno-ludzkich: poświęcenie, uczciwość, prawdomówność, zgoda na błędy i odrzucenia. Wtedy łatwiej dzielić się swoim nałogiem i cierpieniem. Bardziej tu chodzi o indywidualny proces niż o jakieś efektowne struktury. W mądrze wdrażanym programie, alkoholik staje się świadomym by być odpowiedzialnym na poziomie czynów ich konsekwencji, oraz myśli za swój los.

K.S.


Z ZA KRAT

Mam na imię Konrad i jestem alkoholikiem. Moja przygoda z AA zaczęła się gdy zaczynałem odbywać wyrok tu gdzie obecnie jestem, w wiezieniu na warszawskim Mokotowie. Po rozmowie z Panią psycholog, oświadczyłem, że będę chodził na mityngi AA. Lecz tak naprawdę to nie miałem zielonego pojęcia, co tam się robi i kim są ludzie którzy tam się spotykają. Wiedziałem jedno, że muszą mieć problem z alkoholem tak jak i ja. Los jednak chciał że byłem tu niedługo,  gdy wywieziono mnie na ośrodek do Żytkowic. Tam jednak postanowiłem że pójdę na mój pierwszy mityng, lecz tak naprawdę poszedłem tam z ciekawości, i tak tez się stało. Gdy szedłem na mój pierwszy mityng to śmiałem się że idę do sekty, aby pluć na butelkę. Jednak już pierwszy mityng zrobił na mnie ogromne wrażenie, gdyż ludzie którzy tam byli opowiadali o swoich doświadczeniach a mi wydawało się wtedy że są to moje własne. Gdy wymawiałem to magiczne słowo, że jestem alkoholikiem to wydawało mi się to normalne i stosowne do miejsca w którym się znajdowałem. Lecz tak naprawdę szczerze powiedziałem to po około pół roku od mojego pierwszego mityngu i od razu zrobiło mi się lżej. wiedziałem już, że w AA jest moje miejsce i nigdy o tym nie mogę zapomnieć. Około pół roku zajęło mi przyznanie się samemu sobie, że jestem chory i będę musiał żyć z tym piętnem do końca życia. Długo nie mogłem się z tym pogodzić i było mi bardzo ciężko, gdy spoglądałem w lustro, wiele razy chciałem aby to tylko zły sen. Moje błędne myślenie i tłumaczenie samemu sobie, że przecież nie piję parę miesięcy miesięcy mogę żyć bez alkoholu to jakim ja jestem alkoholikiem. Moje wyobrażenie o alkoholiku było takie że alkoholik to osoba brudna bez domu bez pracy bez rodziny śpiący na ławkach klatkach schodowych i rowach itp. Jakież było moje zdziwienie że moi nowi przyjaciele byli tacy jak ja, byli też ludzie na poziomie z dobrych domów, pracujący, mający normalne rodziny, dzieci, itd… Był to dla mnie szok, który jednak dodatnio wpłynął na moje życie. Z doświadczeń moich nowych przyjaciół dowiedziałem się jak żyć z tą chorobą i jak można z nią walczyć. Było to doświadczenie na które tak długo czekałem i doszedłem do wniosku że i ja mogę spróbować bo przecież nic nie tracę wręcz przeciwnie mogę zyskać i to dużo – „Trzeźwość”. Nowi przyjaciel powiedzieli mi też cos co początkowo wydawało mi się dziwne i bez sensu, mianowicie to że mogę pić. Długo tego nie mogłem zrozumieć bo przecież moje dotychczasowe życie, było całkiem inne od tego które tu mi proponowano. Sądy które skazywały mnie na lata wiezienia , wręcz zabraniały mi pić alkoholu, lecz ja robiłem im na przekór bo przecież żaden człowiek nie lubi zakazów. Jedno jednak zawsze mnie dziwiło że nigdy nie kazano mi się leczyć i nawet miałem do nich pretensję i ich obarczyłem winą że przez to że nie kazali mi się leczyć ja nadal popełniałem przestępstwa, bo przecież już wtedy byłem uzależniony od alkoholu. Teraz wiem że to nie ich wina i że tak naprawdę to ja sam nic nie robiłem w tym kierunku by poznać samego siebie i tak naprawdę zacząć trzeźwieć. Gdy już spróbowałem, znów spotkało mnie rozczarowanie bo myślałem że jak przyznam się szczerze do swojego alkoholizmu to wszystko pójdzie jak z płatka. Nigdy wcześniej nie zdawałem sobie sprawy że trzeźwienie jest bardzo trudne i bolesne, że kosztuje tyle zdrowia nerw i wyrzeczeń. Pracuję nad sobą od ponad 2lat i nadal jest mi bardzo ciężko, ale widzę zmiany pozytywne i cieszę się z tego choć są to drobnostki ale i to mnie raduje. Staram się nie krytykować innych, słuchać ich ,chociaż zdaje sobie sprawę że niejednokrotnie mnie oszukują lecz ja nadal ich słucham. Do końca kary mam 18 miesięcy i ja teraz boje się wyjścia na wolność bo mam przed sobą jeszcze bardzo dużo pracy i nie wiem czy temu podołam. Wiem że nie powinienem wybiegać w przyszłość tylko żyć programem 24 godzinnym jak robiłem to dotychczas , lecz te myśli przychodzą samoistnie i nie jestem w stanie tego opanować. Za\ miesiąc kończę terapię i jestem szczęśliwy że tu przyjechałem, bo dowiedziałem się dużo więcej o sobie i jest mi to pomocne w trzeźwieniu. Ponadto poznałem tu nowych przyjaciół którzy przychodzą na mityngi z wolności i dzięki ich doświadczeniom dostaje nowy zastrzyk energii i wiary że można żyć na wolności szczęśliwie będąc trzeźwym. Oni też kiedyś tu byli i przechodzili przez to co ja przechodzę teraz  i dzięki nim jestem coraz bardziej silniejszy w swoim postanowieniu bycia trzeźwym. Pokora i praca nad sobą dodają mi siły i wiary że może kiedyś i ja przyjdę tu na mityng i będę człowiekiem wolnym i trzeźwym i będę mógł nieść posłanie trzeźwości innym alkoholikom tak jak robią to teraz inni przyjaciele. W AA jest moje miejsce i jest mi tu dobrze .

Konrad „Atlantis” dn. 28.05.2004