MITYNG 11/89/2004

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Uff!!!  Ale ten czas leci. Nie tak dawno szykowaliśmy się do październikowych Konferencji Krajowej i Regionalnej a już mamy listopad. Służby AA rozpoczęły nowy sezon trzeźwości. Bezpośredni kierunek wyznaczyła Konferencja Służby Krajowej - „ Służba po służbie”. Miesiąc listopad - miesiąc modlitwy i medytacji - zaczniemy od pewnej zadumy. Wspomnimy tych, którzy odeszli na wieczny mityng zostawiając nam doświadczenia swej trzeźwości. Sądzę, że większość z nas odszuka w swoich sercach przykład alkoholika, który do końca swych doczesnych dni zachował trzeźwość. We mnie taka pamięć rodzi ogromną wdzięczność dla poprzedników. Oni powołali i utrzymali w dobrej kondycji wspólnotę AA abym ja mógł zachować życie. Już była, gdy poprosiłem o pomoc. Teraz ja mogę w działaniu na rzecz wspólnoty wykazać swą wdzięczność, w praktyce pokazując znaczenie naszych tradycji. Nic bardziej nie przyciąga jak dobry przykład. Od paru lat w regionie warszawskim pojawiają się próby aby listopad ogłosić - podobnie jak na świecie - miesiącem wdzięczności./ w Kanadzie jest to październik/  Jak możemy przeczytać w informatorze służb światowych BOX 459 wiele grup, intergrup, itd. organizuje w tym okresie specjalne spotkania z przyjaciółmi AA aby podziękować za dotychczasową pomoc i prosić o dalszą opiekę. Czasami jest to bankiet a innym razem mityng informacyjny. Znamy swoje ograniczenia wynikające z tradycji anonimowości, lepiej mieć sojuszników w niesieniu posłania AA ale musimy dać się poznać jako wspólnota. Nikt do nas nie przyjdzie jeśli nie będą znane i otwarte furtki AA. Dobrze jest jeśli potrzebujących pomocy kieruje do nas ktoś wiarygodny, lekarz, terapeuta, duchowny czy kurator sądowy i dobrze jest, gdy wobec tych i innych ludzi i my okażemy się wiarygodni. Nasze służby informacji publicznej zorganizowały 26 października kolejne spotkanie; tym razem z duchownymi, a kilka następnych jest przygotowywanych. Mamy nadzieję na dalsze, lepsze zrozumienie wzajemnych potrzeb i możliwości wynikających z naszych tradycji. Przypomnijmy sobie znane hasło Billa W. z książki JĘZYK SERCA – Bądźmy przyjaźni dla naszych przyjaciół.

Redaktor MITYNGU


Przez modlitwę i medytację szukał trzeźwości

Światła nikną, płonie tylko świeca, prowadzący czyta na głos modlitwę a ludzie wokół lekko przymykają oczy. To nie jest zwykłe spotkanie AA. To grupa medytacyjna Jedenastego Kroku spotykająca się w ramach pracy macierzystej grupy, w której przyszło mi trzeźwieć się przez ostatnie trzy lata. Nasza Wielka Księga mówi nam, "Rozwój duchowy nie jest teorią. Musimy żyć nim." Lubię te spotkania. Jeśli chcę być naprawdę szczęśliwy, radosny i wolny, jeśli chcę spokoju i pogody ducha, jeśli chcę smakować prawdziwego owocu naszego programu, wtedy muszę pogłębiać swoją duchowość. Medytacja stała mi się środkiem na codzienne zbliżenie do Boga, na wytchnienie w Jego obecności. Często słyszałem o traktowaniu modlitwy niczym koncercie życzeń pomocnym w zrealizowania własnych planów. To nie o to chodzi. Może to głupio tak usiąść i "nic nie robić", szczególnie dla kogoś kto po prostu nie potrafił nawet na krótki moment uspokoić pędzących myśli burzących spokój, jakich spodziewa się znaleźć. Mnie bardziej zależy na poznaniu woli wobec mnie. Gdy się wydaje, że sytuacja jest bez wyjścia, nie do rozwiązania, wówczas wkracza Bóg. Mam czas aby zrozumieć, że to On działa i choćbym czuł się niegodny, nieprzygotowany, muszę wiedzieć, że to Bóg obdarza mnie zaufaniem ale i odpowiedzialnością. A tak naprawdę, co może przeciwstawić alkoholik pędzącemu, rozszalałemu światu, jeśli nie czystość modlitwy?Już wielu brało udział w naszych spotkaniach. Zaczynali krótko a dzisiaj poświęcają medytacji nawet dwadzieścia minut dziennie. Inni wybierają medytacje nocne. Ale jedni i drudzy osiągają korzyści jeśli grupowa medytacja jest czymś więcej niż wspólnym oddychaniem. Trzeźwość, według Billa W. to dopiero pierwsze z wielu duchowych przebudzeń. Potrzebuję pogłębiać swą duchowość by móc stać się człowiekiem, jakim Bóg pragnie mnie uczynić. W tej podróży medytacja staje się pomostem między zaproszeniem Boga do mego życia a pokładaniem w Nim ufności. A różnica - to cały świat.

XXS


„Wdzięczność”

 

Kiedy wstąpiłam do wspólnoty byłam zła i nieszczęśliwa. Nie lubiłam siebie. Nie miałam celu ani chęci do życia. Krytycznie patrzyłam na innych, bo czułam się lepsza od innych. Przez półtora roku swojego trzeźwienia szukałam swojego miejsca we wspólnocie i znalazłam grupę, na której poczułam się jak w rodzinie. Czułam, że grupa nie bardzo mnie zaakceptowała. Nie potrafiłam rozbić niewidzialnego muru. A wszystko przez pychę i zarozumialstwo. Kiedy przyszłam na grupę po raz trzeci, prowadząca mityng dosłownie zapędziła mnie do mycia szklanek i parzenia herbaty i od tej chwili poczułam się potrzebna i szczęśliwa, ale zarazem zbuntowana. W tym roku, w październiku minęło mi 5 lat trzeźwości. Do dziś uczestniczę w życiu tej samej grupy AA. W tym czasie pełniłam po kolei wszystkie służby w mojej grupie. Jestem wdzięczna przyjaciołom za okazane mi zaufanie. Było mi to potrzebne żeby trzeźwieć. Czuję się potrzebna i dowartościowana. Dziś chętnie udzielam się w grupie i w intergrupie, gdzie pełnie kolejną służbę, a we wtorki dyżuruję przy telefonie w Punkcie Informacyjno Kontaktowym, tak dziś wyrażam swoją wdzięczność za zaufanie i przyjaźń. Jestem wdzięczna przyjaciołom za zorganizowanie ostatnich warsztatów tradycji na których dużo się nauczyłam i dowiedziałam. Zaczynam żyć według naszych zasad 12/12. Chętnie dzielę się swoimi doświadczeniami z innymi. Jestem wdzięczna wspólnocie za pomoc w zmienianiu siebie i swojego życia. Na obecny czas jestem wdzięczna mojej Sile Wyższej za wiarę, przyjaciołom za wsparcie i sobie samej, że dzięki trzeźwości odzyskałam radość życia, optymizm, nadzieję na lepsze jutro bo pomimo problemów jestem szczęśliwa. Z wdzięcznością będę oddawała „nowym” AA, co otrzymałam od wspólnoty. Chętnie i z wdzięcznością przyjmę kolejne służby pomagając w osiąganiu trzeźwości innym. Bo warto!

Wdzięczna T. „Ruda” 


Marzena - alkoholiczka.

 

Co oznacza dla mnie słowo „wdzięczność”? Z przyzwyczajenia złapałam słownik i pierwszy tekst jaki napisałam był od czapy. Zrodziły się też we mnie uczucia buntu i złości. Na szczęście tak szybko jak się pojawiły – odeszły. Za co do cholery być tu wdzięcznym? Za spaprane życie? Jeszcze tak mam. Dużo we mnie sprzeczności. Spróbowałam jeszcze raz. Od serca. Myślę sobie, że to ciepłe uczucie, które spływa na mnie, gdy w ciszy poranka modlę się dziękując i prosząc o siłę, to właśnie wdzięczność. Jestem wdzięczna Bogu za to, że jestem. Patrząc na słoneczny poranek, na chmury goniące, lub ciężko sunące po niebie, gwiazdy i księżyc w pełni. Czuję jak me serce wypełnia wdzięczność do Stwórcy, że mogę podziwiać zadziwiające piękno, które mnie otacza. Nieopisana wdzięczność dla mojej Siły Wyższej, że jestem mamą i mogę przeżywać te wszystkie radości, wzruszenia, a czasem smutki, ale co tam smutki jak słyszę: „kocham Cię mamo”. Jednakże czy mogłabym to wszystko dziś przeżywać gdybym dalej żyła jak żyłam? Jeszcze 1,5 roku temu zapijałam, a raczej zabijałam w sobie uczucia – alkoholem. Mój świat świecił jak lunapark albo stawał się czarną dziurą, którą pochłaniała i obracała wszystko w nicość. Jednak dobry Bóg nie opuścił mnie i za to najbardziej jestem mu wdzięczna. Postawił na mojej drodze ludzi, którzy pomogli mi wygrzebać się z tego bagna. Terapeuci ze Zgierskiej nauczyli mnie jak żyć z chorobą alkoholową i krok po kroku poznawać siebie. Jestem im dozgonnie wdzięczna za pomoc, wsparcie i zrozumienie. Moi przyjaciele z terapii są zawsze gotowi pomóc i wysłuchać w potrzebie. Nieraz polałam łzy i śmiałam się do łez w ich towarzystwie. Jakże jestem im wdzięczna za ten spokój, który mnie ogarnia, gdy pomyślę, że mam przyjaciół którzy mnie nie zawiodą. Ileż ciepłych uczuć ogarnia mnie gdy myślę o moim pierwszym mityngu. Wybrałam ten dla kobiet i jestem wdzięczna, że taki istnieje. Nie bardzo mogę sobie wyobrazić i nawet nie chcę co by było, gdyby go nie było? Przyjaciółki z grupy „Poziomka” przywitały mnie brawami i stałam się jedną z nich. Dowiedziałam się że nie ma potrzeby się bać ani wstydzić. Jestem bezpieczna wśród swoich. Pod ich skrzydłami okrzepłam i ruszyłam w świat czyli na inne mityngi. Chciałabym pisząc te słowa jeszcze raz podziękować im i wyrazić swą wdzięczność. Pamiętam i będę pamiętać. Dziś wiem, że żeby żyć powinnam być na mityngu. Znowu ciśnie się słowo „wdzięczność” bo mogę żyć! Cieszę się, że istnieje wspólnota bo każdego dnia mam dokąd uciec gdy dogania mnie choroba. Na dziś jedynym sposobem w jaki umiem się odwzajemniać za doznane dobro jest podjecie służby. Od niedawna prowadzę mityng. Bardzo się staram i zależy mi. Nareszcie nie przychodzę ostatnia i nie wychodzę pierwsza. Uczę się dyscypliny, obowiązkowości i przełamuje zawstydzenie zabierając głos. Chętniej rozmawiam z innymi. Staram się zapamiętywać imiona ( do tej pory jakoś nie chciało mi się tym zaprzątać głowy) Każdego dnia pojawiają się we mnie nowe uczucia. Czasami jest mi smutno i źle, ale staram się zawsze pamiętać z wdzięcznością o łasce Bożej dzięki której żyję i czuję. Tak to na mnie działa i tak to widzę dziś mając 1,5 roku abstynencji.

wdzięczna Marzena alkoholiczka


"Złodziej czasu"

 

Ukradłem sobie 20 lat życia pijąc. (To chyba temat z 4 kroku?) Chyba każdy kto przyszedł do AA, przeszedł ten etap, bycia złodziejem czasu - JA TEŻ. Czas użalania się, radości i smutków, narzekania na moje trudne położenie, przechwalanie się jak ja piłem (jaki ze mnie potężny pijak), potem moja droga do AA, jak to ja świetnie znam tradycje ( nie stosując ich), wikłanie się w spory i polemiki z innymi Alko.., usiłowanie kierowania innymi, obrażanie się  - na pewno to pamiętacie? Potem przeżyłem etap mówienia - "wszystko wiem ale nic nie działa", ( po co mi to AA, skoro nadal mnie boli życie?),  ja wiem lepiej co mam robić i w jaki sposób. Ciągłe gadanie o "nawrocie który mi się sam zrobił" nie wiadomo z czego, a nawet gadanie o wdzięczności za trzeźwość też dziś mnie przyprawia o .... wypieki na twarzy, jeśli to jest tylko puste gadanie nie poparte czynami. A WSZYSTKO PO TO ŻEBY SIĘ ZNOWU NAPIĆ. Dotarło do mnie, że gadanie ( wiara) bez uczynków jest pusta. Wróciłem do czytania literatury i wychodzi mi, że nie stosuję wszystkiego co zaleca mi program AA w całości, a potem biadolę i skowyczę jak zraniony pies, użalając się nad sobą - kradnąc czas sobie i innym, marnotrawiąc swoje życie. Ryzykując powrót do picia i ostatecznie - śmierć. Słowa z V rozdziału WK " rzadko się zdarza by doznał niepowodzenia ktoś kto....."  wszyscy znają i ja też je słyszałem i czytałem wiele razy, ale co one oznaczają? Pomógł mi w tym sponsor! Nie przyszedłeś się tu bawić, a nauczyć, jak żyć! - powiedział. Dziś wiem, że moje uczestnictwo w AA to służba dla innych. Tak rozumiem dziś praktyczne wdrażanie w życie swojej wdzięczności  i ZADOŚĆUCZYNIENIE za czas który, ja ukradłem, gdy przyszedłem do AA - w oczekiwaniu, że ktoś zrobi coś za mnie. Przegrany, załamany, zbankrutowany, obolały i zdezorientowany, bez celu w życiu i bez sensu istnienia potrafiłem jedynie skamleć i żądać na zmianę. Poczułem bardzo mocno gorycz płynącą z odkrycia, ile jest warte moje dotychczasowe życie? To właśnie cierpienie sprawiło ze przestałem wiecznie "ładować akumulatory" i wynosić energię z mityngów AA i żyć krótkotrwale na reanimacyjnym zasilaniu. Przez czynne uczestnictwo w AA produkuję energię,  staję się potrzebny i zadowolony. Dziś - coraz częściej zdarza mi się tej energii dostarczać - mam nadzieje! I proszę GO jedynie o siłę do wypełnienia tego zadania. Staram się codziennie myśleć co ja jeszcze z siebie mogę dać innym, a nie co ja mogę dostać i wynieść.. Wstyd mi juz gadać jaki jestem biedny i nieszczęśliwy i jaki jestem nie gotowy do podjęcia się najprostszej czynności dla swojej grupy ( choćby umycia podłogi przed mityngiem grupy).  Ile można narzekać i "być nie gotowy"? Jak trudno to pokonać? WIEM. Tak zwaną "POGODĘ DUCHA" to najłatwiej bym ukradł, bo przy pracowaniu na nią, to bym się  jeszcze spocił. Tak myślałem i tak już nie robię. AA służy mi do nauki życia a nie do popisywania się.  Na szczęście PD nie da się kupić ani ukraść. Bo już by mnie nie było z Wami!  POGODY DUCHA -  (recepta do publicznego wglądu w literaturze AA od 70 lat)

Ps: przepraszam za ukradziony czas na peplanie - odciągnąłem was od działania.

lechu02

 


Wdzięczny?

 

Kiedy piłem jeszcze kilka lat temu to w domu były kłótnie, awantury, nienawiść, jednym słowem piekło. I wreszcie przyszedł czas kiedy już wykorzystałem wszystkie środki: medyczne, psychiczne, a nawet religijne, które mimo wszystko pokonał alkohol. Wówczas z obawą czy wytrwam trafiłem do AA. Jestem niezmiernie wdzięczny Sile Wyższej za ukierunkowanie mojego myślenia, aby podjąć decyzję o wstąpieniu do Wspólnoty. A w AA przyjęto mnie zarozumiałego, przemądrzałego, lecz traktowano jak zwykłego przyjaciela. Na pierwszym mityngu od osób nieznanych mi zupełnie, a dziś będących przyjaciółmi,  popłynęło do mnie takie ciepło, taki spokój, że zrozumiałem, iż  to tu jest prawdziwe lekarstwo. Za to jestem wdzięczny przyjaciołom ze wspólnoty. Spokój, wyciszenie wewnętrzne, za cierpliwość, kiedy mnie słuchali. Kiedy mówiłem nie oceniano mnie, nie krytykowano, a w sposób niemalże dyplomatyczny swoją wypowiedzią naprowadzał przyjaciel moje myślenie na właściwy tor. Za to wszystko jestem wdzięczny. Wszystkie cech nabyte we wspólnocie, które przyniosły mi tyle ulgi, tyle spokoju przeniosłem do domu. I tu z tego piekła powoli zaczął budować się raj. Wdzięczny jestem żonie niezmiernie , że jak ten czarny żuczek toczący z uporem swoją kulkę, swoją cierpliwością mimo kłótni, awantur, ciągnęła tą naszą maleńka społeczność jaką jest rodzina do jedności do utrzymania w całości. To żona od czasu do czasu wspominała mi abym poszedł do AA, nie robiła tego natarczywie ale cierpliwie ze spokojem. Za ten spokój i cierpliwość moja wdzięczność jest nie do opisania. Dziś dom z piekła stał się rajem, w którym przy wspólnym obiedzie są rozmowy, jest śmiech i radość, po prostu prawdziwa zdrowa rodzina. Bywają też sprzeczki, ale tylko dla oczyszczenia atmosfery, każdy z nas ma przecież różne charaktery, a stanowimy jedność. Za tą jedność jestem wdzięczny rodzinie i wspólnocie, która stanowi dla mnie drugą rodzinę. Jestem wdzięczny Sile Wyższej, że natchnął Billa W. i jego przyjaciół tym nieznanym mi ludziom, do stworzenia wspólnoty. Wdzięczny jestem założycielom polskiej wspólnoty i przyjaciołom z zagranicy, którzy pomagali rozkręcić wspólnotę w Polsce. Reasumując jestem wdzięczny całemu trzeźwemu światu za moja trzeźwość.

Pogody ducha Wdzięczny Stasiek AA