MITYNG 02/104/2006

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


            Fundacja BSK AA powstała w 1995 r, ponieważ wówczas taki był nakaz chwili, żeby skończyć z partyzantką ostatnich lat, z nieformalnym wydawaniem literatury AA, na którą nie było żadnej licencji (bo nie mogło być, skoro AA WORLD SERVICE INC nie miało komu tychże licencji użyczyć. (Służba Krajowa, ani żadna inna nie były formalnie zarejestrowane i nie mogły oficjalnie działać na zewnątrz w imieniu AA). Pieniądze całego AA trzymane były na prywatnych kontach, lub u prywatnych osób, co naraziło nas na przepadek pewnych kwot ku rozpaczy AA i samego „winowajcy”, któremu zrobiło się też dużą krzywdę, zrzucając na jego barki taką odpowiedzialność.

Były również trudności z wynajmowaniem sal, podpisywaniem umów, przelewaniem pieniędzy za wynajmowanie w/w obiektów.

    I tak z chwilą powstania naszej Fundacji BSK AA wiele z tych kłopotów skończyło się.

Było wtedy dużo głosów mówiących o tym, że BSK AA to nie jest AA, tylko jakaś instytucja, która ma załatwiać sprawy dla AA.

Sądzę, że takiego myślenia nauczyła nas przeszłość, w której nam przyszło żyć. Przez lata uczyliśmy się robić wiele rzeczy w niezgodzie z prawem i stało się to dla nas normalne. Wydawaliśmy książki bez stosownych pozwoleń, mimo wielu napomnień i próśb ze strony GSO w Nowym Jorku. /właściciela wszelkich praw autorskich literatury AA/

Pamiętam taki list napisany w duchu miłości i tolerancji z GSO  z 1987 roku, w którym nasi amerykańscy przyjaciele proszą naszą Służbę Krajową  o zaprzestanie nielegalnego, bezprawnego wydawania m.in. Wielkiej Księgi AA, ponieważ jak pisali niezmiernie ważne jest sprawdzenie , czy tłumaczenie posłania przekazanego w książkach napisanych przez BILLA WILSONA jest wierne we wszystkich językach, co ma istotne znaczenie dla Duchowego i jednolitego przekazania treści naszego programu na całym świecie , ponieważ AA jest jedno i ma jeden program powrotu do zdrowia, mówimy tylko różnymi językami.

List ten nasi przyjaciele z Ameryki zakończyli takimi słowami: „AA działa obecnie w ok.150 krajach na całym świecie, z prawdziwą wdzięcznością oraz przyjemnością pragniemy podkreślić, iż współpraca z każdym z tych krajów układa się nam znakomicie, modlimy się, aby DOBRY BÓG sprawił, żeby też dobrze układała się z Polską.”

Jak wiadomo modlitwy naszych Przyjaciół z Nowego Jorku spełniły się i obyło się bez restrykcji prawnych wobec SK. Kiedy Bill W. napisał Wielką Księgę AA, założył „Fundację dla Alkoholików„ ponieważ nie wyobrażał sobie, aby wydawać literaturę tak jak to robiliśmy czyli bezprawnie. W późniejszym okresie współpracy, GSO wsparło pożyczką nasze pierwsze wydanie polskojęzycznej Wielkiej Księgi. Zwyciężył wzajemny szacunek i aowska miłość. Zawstydzeni tymi listami rozpoczęliśmy żmudne prace, już jako BSK, związane z tłumaczeniem i przekładem WK z języka angielskiego na język nie tylko polski, ale i serca, aby wiernie dokonać duchowego przekazu WK. Trudności techniczne, słaba wówczas struktura służb i małe doświadczenia sprawiały wiele kłopotów i trudności. Bardzo staraliśmy się wypełnić wymagania GSO. Wielokrotnie odsyłaliśmy przetłumaczone teksty WK po korektach do GSO celem akceptacji licencjodawcy. Ileż to było radości, gdy po wielkim wysiłku ukazała się polska, pierwsza, legalna WK? Jestem przekonany, że polskie wydanie WK jest częścią dorobku światowego języka serca AA, powstała bowiem w wyniku działań wielu ludzi dobrej woli i ich poświęcenia ku dobru ogółu. Nie możemy nie pamiętając o tym, dowolnie zmieniać jej treści bez uzgodnienia tego z właścicielem licencji. (opracowanie redakcji M, z listów GSO do SK)

 


 Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach”.

 

03 grudnia w naszym PIK-u na Berezyńskiej dobrnęliśmy z sesją warsztatową do 12 kroku. A oto kilka zapamiętanych przeze mnie myśli i zdań, które pojawiły się w trakcie odpowiedzi na pytania dodatkowe: 1. Czy doznałeś przebudzenia duchowego?

2. Jak mogę realizować 12 krok? 3. czy mogę już służyć innym i być sponsorem?

4. Czy przenoszę program 12 kroków w życie codzienne? 5. Czy już wiem, że pomagając innym, pomagam sobie w odnalezieniu drogi do Boga?

            12 kroków jest podsumowaniem wszystkich pozostałych. Moje życie stało się bardziej satysfakcjonujące. Żyjąc w zgodzie z tym programem doznaję przebudzenia duchowego. Realizuje go poprzez uczestnictwo w AA. Temat przybliża cytat z naszej literatury:

Egoizm i egocentryzm, owa koncentracja na samym sobie jest jak sądzimy przyczyną większości naszych niepowodzeń.

Perfekcjonizm izolował mnie od ludzi i pozwalał oceniać innych. Zacząłem przegrywać z moimi wadami. Nie było tak dobrze ze mną jak zawsze sądziłem. Samo utrzymanie trzeźwości stało się proste, gdy poprosiłem o pomoc Boga, gdy uznałem, że sam z siebie jestem nikim. Zejście z piedestału stało się moim naczelnym zadaniem. Dokonuje się to cały czas nieprzerwanie. Ważniejsze stało się sumienie ogółu niż moje własne. Chcę się dzielić z uczestnikami Aa swoimi doświadczeniami, bo to mi przynosi radość z mojego trzeźwienia. Sponsorem zostałem zanim sam go miałem. Obawy pochodziły z mojego braku odpowiedzialności. Przenoszenie 12 kroków do życia codziennego wydaje mi się celem udziału w AA. Nieodpłatna służba dla innych przynosi niewymierne korzyści duchowe i satysfakcję niezbędną do uzyskania tzw; Pogody Ducha. Uczestnicząc w AA pozbyłem się zazdrości, wyczulenia na swoim punkcie, skierowałem się ku ludziom. Moim największym sukcesem jest moja wewnętrzna spójność, która dziś pozwala mi być sponsorem i wypełniać służby. Do pracy nad sobą mobilizuję się przy okazji spotkań z moim podopiecznym.

Samemu trudno mi wyjść poza własny obręb myślenia. Ułatwia to znacznie rozmowa ze sponsorem a następnie z podopiecznymi. Udział w służbie AA nauczył mnie pokory, tolerancji, szacunku dla pracy innych, pokazał mi jak ważne dla mojej trzeźwości jest być aktywnym, jest praktycznym sprawdzianem mojej wiedzy.

Pierwsza część tego kroku „przebudzeni duchowo” jest trudna do zidentyfikowania, bo nie wiem czy nastąpiło to w wyniku tych kroków czy wówczas, gdy przyszedłem na pierwszy mityng. Odnalazłem ponownie w 12 kroku to, co słyszałem jako dziecko: wdzięczność, pokora, zadowolenie, nie lękanie się, zaufanie, uwaga, bezinteresowność. Praca z innymi chroni mnie przed odchodzeniem od AA i realnego życia.

Realizacja 12 kroku pozwala mi spłacić dług wdzięczności wobec AA, przekazać dalej to, co sam dostałem na wstępie – posłanie nadziei. Początkowo przeszkadzała mi moja własna nadgorliwość. Jednak nauczyłem się nieść posłanie, gdy sam wykonałem rzetelną pracę nad naszym programem i zacząłem słuchać innych.                                    

Warsztat poprowadziła Ela z grupy AA NIMB                                            

lechu02

 


 

Każdy może zacząć słuchać !

Jestem alkoholikiem - tak zaczynam każdą swoja wypowiedź na mityngu. Tego się na mityngach AA nauczyłem. A nie tak dawno, w moim życiu, było to zdanie nie do przyjęcia. Byłem w stanie znaleźć setki powodów, dla których  nie mogę, nie muszę i nie powinienem nazywać siebie alkoholikiem. Tak było w czasie, kiedy piłem (i jeszcze kilka tygodni po zaprzestaniu picia) - odrzucałem mój alkoholizm. Wówczas zawitałem do AA. Trzeźwiejąc w czasie spotkań z innymi alkoholikami słyszę słowa, które przecież znam od dziecka, a dzisiaj nabierają dla mnie innego wymiaru. To, oprócz słowa alkoholik, również pokora, służba, gotowość, powierzanie, wdzięczność, sponsor. Usłyszałem też wiele dobrych i przyjaznych dla mnie zdań: Nikt Cię stąd nie wygoni. Bądź łagodny dla siebie. Masz swoją godność… Jak również sugestie: Nie pij, idź na mityng, czytaj literaturę, weź służbę, znajdź sponsora. Do Płocka na warsztaty o sponsorowaniu pojechałem zachęcony przez przyjaciela z "Kontaktu". Jaki tam zachęcony. On mi po prostu o tym powiedział. A myśl o sponsorze "chodziła" za mną w tym roku dość intensywnie. Od maja. Odnosiłem wówczas wrażenie, że na każdym niemalże mityngu przyjaciele wciąż powtarzają to słowo: "sponsor". Tak miałem na Pradze, na Żoliborzu czy na Ursynowie. A w Płocku, po kilku godzinach interesujących, jakże różnych wypowiedzi, usłyszałem jedno zdanie. Choć przyjaciel nie mówił wprost do mnie, to ono było dla mnie. Trafiło mnie ciepło dogłębnie. "Nie masz sponsora, to nie zacząłeś trzeźwieć ". Spytałem wówczas siebie: O co chodzi? Dlaczego ja nie mam sponsora? Przecież wśród tylu wypowiedzi na mityngach słyszałem: Znajdź sponsora. Dlaczego dotychczas tego nie zrealizowałem? Pytałem siebie dalej, co mi tak naprawdę przeszkadzało? Czy samo słowo sponsor, jak kiedyś alkoholik? Bo mi się źle kojarzy? Bo nie chcę komuś przeszkadzać, zawracać sobą głowę? Bo się boję, że odmówi? Czego jeszcze się boję? Pycha? Kiedyś dużo wysiłku kosztowało mnie najpierw powiedzieć, że jestem alkoholikiem. Potem to prawdziwie wiedzieć i czuć. Kiedy pogodziłem się ze swoim alkoholizmem zacząłem coś z tym robić. To może przyszedł czas zrobić coś więcej. Wreszcie, wsłuchując się w mądrość, miłość i dobro, jakie daje mi AA, zrobiłem kolejny krok. Kilka dni później, z pokorą i bijącym sercem poprosiłem przyjaciela, aby został moim sponsorem. Zgodził się. A ja poczułem ulgę. Czy mi to pomoże? Ja nie wiem. Ale wierzę i mam nadzieję. Jutro mam kolejną rocznicę trzeźwości. Program AA działa, jeśli tylko o nim nie zapominam. Kroczę spokojniej.           

Sławek

 


 

#############         Zza krat          ##############

 

Drodzy Przyjaciele!                           Żytkowice. 06.11.2005r

Chciałem się z wami podzielić swoja radością związaną z 15-tą rocznicą naszej grupy o nazwie „Skarabeusz”, której to grupy jestem obecnie rzecznikiem. Rocznica dzięki sympatykom grupy jak też aowcom z grupy „Światło życia” z Kozienic i grupy AA „Nasz Dom” z Pionek wypadła dość dobrze. Tylko trochę mamy niedosyt z racji nieobecności szerszego spektrum naszego aowskiego ruchu, lecz niestety termin nie był dość fortunny, ale tylko taki był możliwy. Pragnę powiadomić, że nasza grupa ma szansę wypłynąć na tzw. szerokie wody. Ja wraz z opiekunem grupy jak również z innymi decydentami postaram się to uczynić, lecz bez waszego aowskiego wsparcia i odwiedzin na naszej grupie, również sympatyków, ta sztuka się nie dokona. Wychodząc temu naprzeciw organizowane będą u nas mityngi otwarte w każdy ostatni czwartek miesiąca od 16-oo do 18-oo. Po bliższe informacje, jak można do nas dotrzeć, proszę zwracać się telefonicznie na numer Zakładu Karnego w Żytkowicach 048 6210174, 048 6210198, tel./fax. 048 6146030, Grupa AA „Skarabeusz”,

            Zakład Karny w Żytkowicach, 26-930 Garbatka-Letnisko.

Jeżeli ktoś chce wysłać do nas zaproszenia na Mityngi rocznicowe to proszę to zrobić z dużym wyprzedzeniem, abyśmy mieli szansę poprosić o przepustkę.

Bardzo się cieszę, że administracja ZK nas dostrzegła i obiecała daleko idącą pomoc. Życzę wszystkim w imieniu swoim i naszej grupy „Skarabeusz” Pogody Ducha i wytrwałości w trzeźwieniu.

            AA Darek.      

 

Witam Was serdecznie!                     Iława 14.11.2005

            Dość długo zwlekałem z tym, aby do was napisać. W końcu przełamałem swoją nieśmiałość i podjąłem decyzję, że napiszę ten list. Nie bardzo też wiem, jak się takie listy pisze? Tym bardziej, że różnią się one od tych pisanych do ukochanej osoby. Może zacznę od przedstawienia się. Mam na imię Emilian i jestem alkoholikiem. Urodziłem się 10.02.77r w Poznaniu. Czyli niedługo skończę 29 lat. Pierwszy kontakt z alkoholem miałem w wieku 17 lat, spodobało mi się picie, bo jakby nie patrząc alkohol dodawał mi np: odwagi. Nawet nie wiedziałem, kiedy przekroczyłem granicę i wpadłem w sidła alkoholizmu. Przez cały czas wydawało mi się, że wszystko jest w należytym porządku. Nie dopuszczałem myśli, że mogę być uzależniony, choć nie raz mój ojciec dawał mi to do zrozumienia. jego dobre rady (teraz to wiem) na nic się nie zdawały, wręcz przeciwnie, wywoływały u mnie falę nieprzyjemnych uczuć, w tym buntu, z którym umiałem sobie radzić tylko poprzez picie alkoholu. Alkohol pity przeze mnie uśmierzał ból, dodawał mi animuszu, przynosił ulgę. Było super. W chwili obecnej doświadczam jednej z konsekwencji, jaka wynikła w wyniku mojego sześcioletniego picia. Znalazłem się w miejscu odosobnienia, czyli w więzieniu. Przebywam tutaj od 2002 roku, także miałem czas na wiele przemyśleń i decyzji. Jedną z najważniejszych decyzji, jaką podjąłem było zgłoszenie się na terapię alkoholową. Było mi wstyd prosić kogokolwiek o pomoc, jednak znalazłem trochę odwagi w sobie i po rozmowie z więziennym psychologiem zapadła dla mnie taka ważna decyzja – terapia. W 2004 przyjechałem do ZK w Iławie. Już po miesiącu znalazłem się na oddziale terapeutycznym „Atlantis”. Dzięki terapii dowiedziałem się dużo nie tylko o swojej chorobie, ale i o sobie samym. Podczas terapii postanowiłem być szczery i nieraz jak pisałem różnego rodzaju prace o sobie odczuwałem przerażenie. Poddałem się całkowicie terapii i nie żałuję tego. Na koniec podjąłem drugą ważną decyzję – NIE PIJĘ. Teraz mam wymuszoną abstynencję, wiem jednak, że po wyjściu z ZK będę narażony na wiele pokus. Wiem, że tak jak teraz będę mógł liczyć na wsparcie mojego ojca, który doświadczał tego samego na własnej skórze i dzięki Sile Wyższej i dzięki Bożej pomocy jak i dzięki innym alkoholikom nie pije on 14 lat. Wcześniej jak mi doradzał to ubliżałem mu, teraz przyznałem mu rację i jestem dumny, że mam takiego ojca. Wiem, że przede mną jest ciężka i długa, kręta droga. Chcę i pragnę nią podążać i to dla samego siebie. To, że jestem alkoholikiem niczego nie przekreśla. Wcześniej myślałem, że to trochę obciach i wstyd być osobą uzależnioną. Teraz uważam inaczej i całkowicie zaakceptowałem to, że jestem alkoholikiem. W chwili obecnej realizuję swój plan zdrowienia. Czasami nie wychodzi mi tak jak bym chciał, ale nie poddaję się. Nie mam zamiaru zrezygnować również z dalszego leczenia, które mnie czeka teraz jak i po wyjściu z ZK. Mogę śmiało napisać, uważam że nie ma co tego ukrywać – więzienie uratowało mi życie. Prawdopodobnie gdyby mnie nie zamknęli po prostu zachlałbym się na śmierć. Przed zamknięciem przeszedłem zapalenie trzustki to jednak nie odwiodło mnie od dalszego picia. Przypisuję to wszystko opatrzności Bożej i Jemu samemu, chciał abym wytrzeźwiał i doszedł do różnych wniosków. Dzięki mojemu ojcu miałem okazję przeczytać książkę „Życie w Trzeźwości”. Bardzo mi się podobała i to ze względu na treść. W książce znalazłem Wasz adres i dlatego postanowiłem napisać. Akurat mam to szczęście i pracuję w więziennej kuchni. Z tym będzie związana moja prośba a zarazem pytanie: czy można u was zamówić prenumeratę czasopisma „ZDRÓJ”. Jeżeli tak to proszę mi przysłać adres, na który będę mógł wpłacać pieniądze. Zaznaczam, że będę mógł zapłacić w grudniu jak tylko zostaną naliczone pieniądze za listopad, czyli po 10tym. Teraz już za późno. Myślę, że dyrektor ZK w Iławie, nie będzie miał nic przeciwko temu, zresztą mogę napisać prośbę. Mam do was Przyjaciele jeszcze jedną prośbę: jeżeli macie jakieś czasopisma lub książki o tematyce alkoholowej to czy możecie wysłać na mój adres? Jeśli trzeba to i za to mogę zapłacić, lecz w pewnych granicach, ponieważ mam do dyspozycji 100zł. Czułem potrzebę podzielenia się z wami tymi doświadczeniami. Wiem, że nikt z was nie będzie się śmiał z tego co napisałem. Jestem wdzięczny Bogu i sądowi. W chwili obecnej jestem trzeźwy i mogę napisać ten list do Was. Nie chcę być głupio mądry i nikogo pouczać, sam powinienem się wiele nauczyć. Na koniec przesyłam pozdrowienia jak i życzę Wam wszystkim pogody ducha, oraz wytrwałości w podążaniu drogą ku trzeźwości.   /Emilian/  Zakład Karny oddział „Atlantis”, ul.1-go Maja 14, 14-200 Iława.

 


Związki międzyludzkie.

 

            były jedną z najtrudniejszych dziedzin w moim życiu. Trudnością, z jaką musiałam stanąć twarzą w twarz odkąd trzeźwiałam. Zanim wstąpiłam do AA słowo „związki” nigdy nie istniało w moim słowniku. Moje pierwsze spotkanie ze „związkami międzyludzkimi” nigdy nie stało się dla mnie jasne. Mym pierwszym związkiem był ten z moją drogą mamą. Miałam z nią bardzo szczególne relacje. Bardzo ją kochałam. Smutne, iż jednak zmarła zanim wytrzeźwiałam, ale to inna historia. Następnie mój tata. Ten związek nie był dobry. Zdawało się, że ja i tata wciąż walczyliśmy, nigdy nie byliśmy zdolni patrzeć sobie w oczy. Żadne z nas nie było kiedykolwiek zdolne do okazania miłości lub jakiejkolwiek formy uczucia i aż po dzień dzisiejszy związek ten nadal nie jest łatwy. Wciąż jest wiele do naprawienia, ale dzisiaj przynajmniej jestem chętna by próbować uzdrowić nasze relacje, aby je zacieśniać. Ani mnie, ani żadnemu z mojego rodzeństwa nie pokazano jak kochać i szanować się nawzajem. Moja rodzina była zdecydowanie bardzo dysfunkcyjna. Niczym tornado przeszłam przez moje wczesne lata życia, robiąc olbrzymie błędy, zbliżając się do ludzi tak upośledzonych, jak ja, bez końca szukając tego perfekcyjnego „związku”. Na koniec trafiłam do AA. Ach! Powiedzieliście mi: próbuj budować związek z samą sobą Rosemary. Spodobało mi się to i mogłam przestać, ponieważ jedynym związkiem, jakiego kiedykolwiek potrzebowałam, to z samą sobą.

Z moim prawdziwym ‘ja’.

            Powoli słuchałam tego cichego wewnętrznego głosu, którego przez tak wiele lat wypierałam się, głosu, który tak bardzo starał się, by go usłyszano, a którego ja nie mogłam, nie chciałam słuchać. Jak mogłabym tego dokonać? Jak mogłabym zacząć się wychowywać i starać się ratować. Powoli i delikatnie zależało mi na samej sobie, stopniowo będąc w stanie kochać samą siebie, tak samo jak przez tak wiele lat źle się traktowałam. Jakie to szczęście otrzymać drugą szansę. Rozpoczęcie budowy relacji z „Rosemary” nie powstrzymało mnie przed szukaniem stosunków międzyludzkich na zewnątrz – lub było to kolejne krótkotrwałe działanie. Muszę przyznać, że miałam kilka związków w i poza AA, ale o ile mi wiadomo nikt nie został zraniony. A po wielu, wielu mityngach i dniach trzeźwości ofiarowano mi doskonały związek ze mną i Bogiem, Bogiem, w którego wierzę, że jest we mnie. I zawsze był. Już mogłam kochać Boga w pełni i pozwolić na szukanie i tęsknienie za inną miłością. W końcu byłam gotowa by być kochaną i kochać innego mężczyznę. Czas leci dzień po dniu, żyję każdym momentem i tak bardzo się staram nawiązać właściwe relacje. Jednak nie udaje mi się. Jestem zawsze zraniona i obrażona, muszę przestawać i podnosić się, ganić się i wszystko zaczynać od nowa. Uwielbiam być trzeźwa. Uwielbiam przebywanie w AA i uwielbiam być dziś „zakochaną”. Coś, czego nauczyłam się w tej Wspólnocie, to fakt, że zasadniczą kwestią w związku jest zatrzymać się i słuchać. Nie odchodzić, ale zatrzymać się i wzrastać. Bycie w bliskim związku może być czasami trudne, oczywiście, że może, ale to takie cudowne mieć kogoś, z kim można się dzielić wszystkimi magicznym momentami w mym trzeźwym życiu.  

ROSEMARY

 


 

Nie zdawałam sobie sprawy

            , że okres trzeźwienia mojego męża będzie dla mnie dużo trudniejszy niż okres jego picia. Wydawało mi się, że gdy tylko mąż przestanie pić znikną nasze problemy. Okazało się jednak, że moje współuzależnienie jest tak silne, że nie mogę wyzbyć się przekonania o swojej zdolności do wywierania wpływu na męża, że całe lata tkwiłam w patologicznej wręcz zależności, całe lata radziłam sobie z własnymi emocjami zajmując się mężem (złościłam się na niego, kontrolowałam, kierowałam).

            Teraz tracąc przewagę nad trzeźwiejącym alkoholikiem, poczułam się zagrożona. On ma swoje spotkania w AA, ma swoich przyjaciół, a ja nagle zostałam sama, poczułam się niepotrzebna. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje, dlaczego mimo, że mąż nie pije, ja czuję się coraz gorzej i doszłam do wniosku, że wina leży po obu stronach.

            On za dużo zaangażował się w pracę AA a zapomniał o tym, że trzeźwieje po to, aby żyć normalnie. Codziennie włącznie z sobotą i niedzielą jest na mityngu, codziennie wraca bardzo późno, często wyjeżdża zostawiając rodzinę na kilka dni. Ja zaś tkwię w dawnych zachowaniach. Zaczęłam więc szukać pomocy. Znalazłam grupę terapeutyczną, rozpoczęłam rozmowy indywidualne z psychologiem oraz uczestniczę w spotkaniach AI-Anonu.

            Dziś wiem, że to droga właściwa. Mam świadomość, że zmiana na lepsze leży w moich rękach, że mogę się cieszyć życiem niezależnie od tego, co robi mąż. Że muszę zacząć budować swoje własne, odrębne życie, które do tej pory stanowił mąż, dzieci i problemy z nimi związane.

A mąż? Cóż, mam nadzieję, że wie, co robi ja też już wiem, że kierować nim nie mogę.                                                         

G. AI-Anon                 (MITYNG NR15, 1996)

 


 

Życie jest za krótkie, by żyć byle jak


            Ta historyjka jest niestety autentyczna. Spotkałem koleżankę z mityngów. Stała w kolejce zmęczona, bez uśmiechu, chyba na kacu. Zapytała, co ma robić, bo kolejny raz zapiła. Już dawniej, przy poprzednich zapiciach tłumaczyłem wiele, podawałem przykłady, zachęcałem do służb w AA, proponowałem systematyczne chodzenie na mityngi. Nie mogłem zrobić tylko jednego  - wytrzeźwieć za nią. Tym razem znów przykro było patrzeć na jej cierpienie. Zastanawiałem się, jak wzniecić w niej chęć do trzeźwości, rozważałem wiele, ale bez skutku. W końcu uśmiechnąłem się i powiedziałem aby się nie martwiła. Ona absolutnie nie zapiła, ona jeszcze nie zaczęła swego trzeźwienia. Jeśli będzie chciała trzeźwieć, to zna już drogę. AA jest dla tych, którzy pragną zaprzestać picia, a nie przechowalnią dla skacowanych..
Życie jest za krótkie, by żyć byle jak - śpiewa Pietrzak. Ja bym dodał - od picia do picia.

Pozdrawiam:    Marek Warszawa 25 12 2005r.

 


 

Jestem uzależniona                                         


           
Parę godzin temu wróciłam z Polski. Spędziłam tam Świąteczny tydzień. I muszę się przyznać, że tym razem bardzo trudno wracało mi się do Anglii. To zabrzmi trochę po amerykańsku (miss already), ale wyjeżdżając z Olsztyna już tęskniłam za mamą i bratem. A na drugi dzień wylatując z Warszawy mało serce mi nie pękło z rozpaczy, że rozstaję się z osobami, które kocham. Po tej wizycie widzę, że program działa, że to, co się nauczyłam we wspólnocie przynosi efekty, że we wspólnocie adoptowałam Ojca. Mam tak wielu przyjaciół, którzy chcą abym z nimi przebywała, odwiedziła ich, odezwała się, przyjechała. Interesuje ich mój los i vice versa. Jestem kochana, czuję się kochana, akceptowana, jestem potrzebna, jestem ważna dla ważnych dla mnie ludzi. Zrozumiałam jak ważne jest dla mnie czuć WDZIĘCZNOŚĆ. Kiedy będę wdzięczna na pewno się nie napiję. Kiedy będę wdzięczna nie będę krytykować, marudzić, czuć się źle tam gdzie jestem i sama ze sobą. Podczas tegorocznych Świąt z nikim nie dzieliłam się opłatkiem. To była przemyślana decyzja poprzedzona rozmowami z  przyjaciółmi. Decyzja, która jest dla mnie ważna ze względu na wyrażanie swojej asertywności, dbanie o moje granice, o wyrażanie siebie taką, jaka jestem a nie taka, jaką chcieli by mnie widzieć inni. I w końcu decyzja, która zbliża mnie do Boga jakkolwiek ja staram się Go pojmować. Nie dzielenie się "ciałem Chrystusa", co wyraża się dla mnie w symbolu opłatka nie oznacza, że nie składałam życzeń. Jak co roku życzenia płynęły z głębi serca, ale ważniejsze od życzeń są dla mnie podziękowania za miniony rok. I dzisiaj chcę Wam, kochane siostry i bracia w chorobie, podziękować za każde słowo napisane językiem serca, które wzbudziło we mnie nadzieję, które było przepełnione miłością. Za każde z doświadczeń, którym chcieliście się ze mną podzielić. Za cierpliwość i wyrozumiałość kiedy mnie jej brakowało. I przede wszystkim za to, że dane jest mi przebywać z  Wami. Ściskam Was bardzo puchato i noworocznie.

Monika

 


 

Moi Drodzy!

 

            Chcę się podzielić swoimi doświadczeniami i przeżyciami, jakie mnie spotkały w kończącym się roku 2005. Niedługo będzie już 14 lat w AA, nigdy nie mogłem się zebrać żeby napisać kilka słów do „Mityngu”, mimo że obiecywałem redakcji tyle razy i gdzie ta moja odpowiedzialność? Chcę Wam jedynie podziękować, za „Mityng”, czytam go prawie każdego miesiąca, od kiedy powstał. Jest on moim towarzyszem we wszystkich dziedzinach życia. Dzisiaj wiem, że powstał on dzięki ludziom dobrej woli, czyli trzeźwiejącym alkoholikom, z którymi i ja też spotykam się na szlaku. Dzięki czytanym doświadczeniom innych łatwiej mi przetrwać kolejny dzień na trzeźwo i mogę powiedzieć, że ten program działa.  Mityng AA jest moim programem na życie.  Mimo, że miałem ten rok koszmarny począwszy od stycznia do grudnia miałem trzy wypadki i na koniec operacja grubego jelita w ONKOLOGII. Nasz program pomógł mi przetrwać godnie z „Pogodą Ducha”, mimo że przeżyłem tyle cierpienia to nie straciłem ducha. Pamiętałem, że jest I i III krok naszego programu, które mi pozwoliły zaakceptować stan rzeczy, jaki mnie spotyka danego dnia. Na zakończenie chcę podziękować Panu Bogu, że postawił na mojej drodze takich ludzi jak w AA. Jedno wiem, że przy tej pomocy mogę przeżyć kolejny dzień na trzeźwo i uczyć się pokory, co jest dla mnie wielkim bodźcem do rozwoju duchowego. Chcę wam wszystkim złożyć najlepsze życzenia

i Dobrego Roku 2006.                            

Z pogoda ducha- Hieronim, trzeźwiejący alkoholik.

 


 

Pogodnie przyjmuję porażki

 

                Tematem wczorajszego mityngu była akceptacja, pogodzenie, miraż sukcesów i porażek. Jak w kalejdoskopie przewinęły się lata mego życia. Zawsze pragnąłem sukcesów, i to na różnych polach. Chciałem być bogaty, przeżywać sukcesy towa­rzyskie i miłosne, oczekiwałem poklasku. Nawet bym się nie zdziwił gdyby, szczególnie mniej przyjaźni, zazdrościli mi osiągnięć zawodowych czy społecz­nych. Niestety życie dosyć łatwo pozbawiło mnie złudzeń. Nie mogłem się pogodzić z faktem, że to inni zdobywają to, czego ja pragnąłem dla siebie. Cierpiałem. Jedyne co potrafiłem to ucieczka w świat  alkoholu. Tylko tam mogłem snuć sny o własnej potędze. Ale w końcu i to zawiodło. Alkohol nie przynosił ukojenia, tylko potęgował cierpienie. Znalazłem się w pułapce gorzały. I wtedy znalazłem wspólnotę AA. Nastąpił cud. Życie się zmieniło. Czy to znaczy, że osiągnąłem to co tak pragnąłem? Nie zupełnie. Zyskałem, ale jak to zwykle bywa, zupełnie inne odpowiedzi na swoje życie. Dzisiaj, w przypadku jakichś "niepowodzeń" powiadam sobie - TAK MIAŁO BYĆ, TYLKO JA ŚMIAŁEM MYŚLEĆ INACZEJ. Szczególnie słowo - śmiałem- przypomina mi moje miejsce w życiu, że mam poszukiwać woli wobec siebie i wypełnić ją. Łatwiej mi teraz pogodzić się z rzeczywistością.  Stąd często, kiedy pytają się mnie, co zdobyłem we wspólnocie AA obok trzeźwości,  odpowiadam - do wspólnoty przyszedłem, bo pragnąłem sukcesów, a nauczyłem się pogodnie przyjmować porażki.                             

Pozdrawiam szczególnie pogodnie Marek       Warszawa 26 12 2005 r