MITYNG 10/112/2006

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


 

„Niezbędne dla wzrostu” Te służby, czy to wykonane przez poszczególne osoby, grupy, regiony, czy przez AA jako całość, są całkowicie niezbędne dla naszej egzystencji i wzrostu. Nie możemy też uprościć AA przez zaniechanie takich służb, bo napytalibyśmy sobie tylko komplikacji i konfuzji. W odniesieniu więc do każdej konkretnej służby zadajemy sobie tylko jedno pytanie: „Czy ta służba jest rzeczywiście potrzebna?” Jeśli jest, musimy ja utrzymać, albo ponieść klęskę w naszej misji na rzecz tych, którzy potrzebują i poszukują AA. Najistotniejsze i jednocześnie najmniej zrozumiałe grupy służb AA to te, które pozwalają nam funkcjonować jako całość, a mianowicie Biuro Służb Ogólnych (GSO), A.A. WS Inc, A.A. Grapevine, Inc. (Winorośl AA), oraz nasza Rada Powiernicza oficjalnie znana jako Centrala Służb Anonimowych Alkoholików. Nasza światowa jedność i znaczna część naszego wzrostu od początkowego okresu wywodzi się bezpośrednio z tej wiązki życiodajnych działań. Do 1950 roku te ogólne służby były wyłącznie w gestii szeregu weteranów AA, kilku przyjaciół niealkoholików, Dr. Boba i mojej. Przez wszystkie niemowlęce lata AA, my weterani byliśmy samozwańczymi powiernikami Anonimowych Alkoholików.

Wreszcie w 1950 roku pobudzeni żelazną logiką sytuacji, powiernicy upoważnili Dr. Boba i mnie do opracowania planu powstania Konferencji Służb Ogólnych AA, plan przy pomocy którego nasza Wspolnota mogła przejąć pełną i trwałą odpowiedzialność za prowadzenie swoich najbardziej żywotnych spraw. Konferencja miałaby rotację zachowując ciągłość . Aby tego dokonać ustalono, że do wybrania delegat potrzebuje 2/3głosów, jeśli wybory są bardzo zacięte, co wtedy? Wtedy być może należałoby losować spośród dwóch lub trzech z listy, a może nawet z całej listy. Wylosowano by jedno nazwisko i wygrany w takiej bezbolesnej loterii zostałby delegatem. W statucie naszkicowanym dla Konferencji ustalono, że delegaci będą mogli wydawać powiernikom  bezpośrednie dyrektywy, jeśli przegłosują je większością 2/3 głosów. A nawet zwykła większość stanowiłaby bardzo silną sugestię. Pierwsza Konferencja została zwołana na kwiecień 1951 roku. Delegaci zajęli się kilkoma twardymi orzechami do zgryzienia, które dostarczały nam wątpliwości w GSO, czasami dając rady sprzeczne z naszymi własnymi wnioskami. Niemal w każdym przypadku widzieliśmy, że mają rację. Tam na miejscu delegaci udowodnili, że Druga Tradycja AA ma rację. Sumienie grupy może spokojnie występować jako wyłączna władza i pewny przewodnik dla  Anonimowych Alkoholików.

Napisał Bill W.

 


 

25 lat  Wspólnoty AA

na Dolnym Śląsku.

 

1-3 września uczestniczyłem w Zlocie Radości Dolnego Śląska we Wrocławiu z okazji ich święta. Hasłem przewodnim było: Nasze wspólne dobro”. Nie pozostało ono pustosłowiem. Pierwszy raz nie czułem się samotny w otoczeniu mało znanych mi ludzi. Sprawiła to bardzo serdeczna atmosfera i wielorodność spotkań tematycznych podczas zlotu. Dodatkowo, starałem się pomóc przy stoisku z naszą literaturą AA, więc na snucie się po kątach nie miałem czasu. Ani chwili nie byłem sam. Tematem mityngu „Nie jestem sam” rozpoczęła Intergrupa ODRA. Po raz pierwszy zaprezentowano piękny kalendarz AA na 2007r z ofertą naszej literatury i planszą 12 Kroków. Być może zebrane w nim daty Zlotów rocznicowych Regionów pomogą rozplanować je tak, abyśmy mieli szansę odwiedzić wszystkie. Swoją literaturę oferowały także nasze dzielne „siostry” z Al.-Anon. Z tej okazji nie skorzystały zaprzyjaźnione Wspólnoty oparte o program 12 kroków AA. Wiem, że  mają już własną literaturę. Pozostałe wydawnictwa oferowały swoje publikacje w niekrępującej salce poza głównym miejscem spotkania. Piękny obiekt Akademii Ekonomicznej pomieścił ok. 600 akredytowanych osób. W piątek uczestniczyłem w spotkaniu organizatorów. Jestem pewien, że trudno im było czuć samotność przy tak wysokim zaangażowaniu służby Regionu. Wśród gości byli pracownicy i dyrektor BSK AA. Przybyli przyjaciele z Kanady, USA i Niemiec.

W kuluarach można było sobie pogadać do woli, rozwiać wątpliwości, poznać poglądy i opinie wdzięcznych Wspólnocie AA alkoholików. W sobotę wieczorem nie zabrakło „muzykoterapii”- czyli zabawy tanecznej. Zagrał profesjonalny zespół „Black Jack”. Było zajefajnie. W niedzielę, przed zakończeniem doczekałem się mityngu „Weteranów”. Kolejno padały pytania do zebranych na sali AA:

kto ma trzeźwość 1 dzień – niech usiądzie! (była jedna kobieta dostała największe gorące brawa i kwiaty, niektórzy ocierali sobie łzy wzruszenia) to było powitanie!, kto ma trzeźwość krótszą jak tydzień, miesiąc, rok, dwa, pięć, itd – niech usiądzie! itd

doszliśmy tak do pytania: kto ma trzeźwość krótszą jak 23 i ½ roku?...

Pozostała jedna osoba - przyjaciółka zamieszkała obecnie w USA – Katarzyna.

Dwanaścioro „weteranów” z najdłuższą trzeźwością, pomiędzy 19 lat a 24 opowiadało: Jak obecnie wygląda ich życie? Czy obecnie czują się uczniami,

czy nauczycielami?

Wspomniano organizatorów AA na Dolnym Śląsku tych, co odeszli na wieczny mityng i tych nadal zaangażowanych w życie AA. Z Katarzyną - „23 latkąodbyłem osobną długą rozmowę przy kawce. Postaram się ją streścić. Od przyjaciół z Kanady otrzymałem pamiątkowy medal wydany na 70lecie AA z Toronto. Tam i z powrotem podróżowałem z moją żoną, Kolporterem Krajowym, Łącznikiem internetowym i psem. To materiał na odrębny artykuł. W każdym bądź razie było wesoło i wróciłem w doskonałym nastroju, choć zmęczony i złożony zaziębieniem jeszcze przed wyjazdem.

Nie czułem się samotny!

PS: U góry zamieściłem okolicznościową pieczęć rocznicy Dolnośląskiego Regionu AA!

Wspólnocie AA Regionu Dolny Śląsk życzę tradycyjnie 100lat w imieniu

Redakcji Biuletynu ”MITYNG”         lechu02 redakcja „ Mityng”

 


 

Było to 23 lata i 5 miesięcy temu, kiedy przestałam pić.

 

Co się stało w twoim życiu, Katarzyna że trafiłaś do AA?

Katarzyna: Jestem alkoholiczką i mam na imię Katarzyna. Wyjechałam z kraju, uciekałam przed komuną, alkoholizmem mojego otoczenia i mojego ojca.

Wyjechałam do USA tam poznałam swojego męża. Prowadziliśmy życie towarzyskie. Takie małe spotkanka, niewinne popijawy. Ja się nie upijałam. Musiałam, jako gospodyni wszystko kontrolować. Rozwoziłam nawet gości do domów po imprezie. Zawsze wydawało mi się, że pije tylko mój mąż i że robimy to towarzysko, no może on trochę przesadzał.

Ja podejrzewałam u siebie chorobę psychiczną.

Na swój pierwszy mityng AA trafiłam w trakcie pobytu w szpitalu. Lekarze nie wiedzieli, co mi jest. Byłam rozstrojona nerwowo. Ktoś doradził mi abym poszła na mityng AA przy tym szpitalu. To był mityng spikerski. Występowało trzech spikerów. Przez półtorej godziny mityngu płakałam. Każdy z nich mówił coś, co było mi bliskie. Bardzo mocno go przeżyłam. Pod koniec pewna kobieta wzięła mnie za rękę i powiedziała do mnie łagodnie:

Catrina - Ty coś dzisiaj dostałaś!

Ponieważ mój mąż pił doradzono mi abym zadzwoniła do Al-Anon. Tak zrobiłam. Przyjechała po mnie do domu kobieta i zabrała mnie na mityng Al.-Anon. Powiedziano mi tam, że ja nie mogę wyleczyć swojego alkoholika, że ja tej choroby nie spowodowałam, ja mu jej nie dałam, że to choroba a nie grzech. Było tam ze 30 kobiet, które wydawały mi się strasznymi egoistkami. Mówiły jak to nie obchodzą ich pijący mężowie, jak się od nich odseparowały. Nie bardzo mi to odpowiadało, bo ja chciałam ratować swoje małżeństwo. Wówczas wydawało mi się, że przyczyną rozpadu mojego małżeństwa jest mój pijący mąż. Zadzwoniłam do AA, bo chciałam się więcej dowiedzieć o alkoholizmie, ale żeby leczyć swojego mężą. Telefon odebrał Marc alkoholik. Poprosił mnie o mój numer telefonu – podałam mu. Za 10 minut oddzwoniła do mnie kobieta z AA. Mówiłam jej o swoim mężu i jego piciu. Zadała mi w końcu takie pytania:

a czy ty pijesz? „Gdybyś ty była na moim miejscu też byś piła „– odpowiedziałam. Nie dostrzegałam tego, że ja też piję. Nawet mój mąż tego nie dostrzegał.

Czy ty pijesz sama? Zapytała moja rozmówczyni.

„Tak, bo mam strasznie niskie ciśnienie! Nawet teraz pije kawę z Wisky bo mi zimno”

A czy po wypiciu zmienia ci się osobowość?

„No pewnie, że tak – po to piję”! Odpowiedziałam.

Przyjadę po ciebie dzisiaj o 20-oo, zabiorę cię na mityng AA- zaproponowała, a ja się zgodziłam.

Były to trzy pytania, które zakwalifikowały mnie jako alkoholiczkę. Zaliczyłam 6 mityngów w tydzień. Byłam wtedy w ciąży. Upierałam się, że to mój mąż potrzebuje pomocy a nie ja. Zapytano mnie wówczas:

 A ty możesz przestać pić przez rok? No tak, tyle mogę! A nie umrę? Spytałam.

Uważałam alkohol za lekarstwo na przeziębienie, nadciśnienie i na różne inne dolegliwości.

Umrzesz jak będziesz piła! Powiedziano mi.

A potem po roku? Potem jak chcesz możesz dalej pić!

Spodobało mi się to i zostałam. Po 14 dniach dostałam sponsorkę „z urzędu”. Ona była 8 lat trzeźwa. Ona była w więzieniu ja nie. Czułam się trochę lepsza od niej. Nie piłam bo się bałam, że mnie wyrzucą z AA.

A czy jeszcze pamiętasz  ile to lat temu było?

K: Było to 23 lata i 5 miesięcy temu, kiedy przestałam pić.

Pamiętasz jak pierwszy raz powiedziałaś o sobie „Jestem alkoholiczką?

K: Tak, powiedziałam to po sześciu miesiącach w AA. Moje imię jest Catrina i jestem alkohololik (bo tak to brzmi w angielskim). Początkowo mówiłam o sobie uzależniona. Szlak mnie trafiał jak sponsorka pytała mnie „powiedz kim ty jesteś Catrina”?

Ty musisz się zdecydować, co jest twoim głównym problemem? Bo wtedy jeszcze równolegle chodziłam na Al.-Anon i tam też miałam sponsorkę od pierwszych dni. Ale tak naprawdę poczułam, kim jestem – tu gdy przyjechałam po 5,5 roku abstynencji do Polski i pierwszy raz w życiu powiedziałam po Polsku „mam na imię Katarzyna i jestem alkoholi … – czką, wtedy trafiło to głęboko do mojego serca. Mówione po Angielsku nie robiło to na mnie tak wielkiego wrażania. Od tego dnia moja trzeźwość nabrała innego znaczenia.

A czy tam w Ameryce służby w grupie pomagają w trzeźwieniu?

K: Tak, od razu podjęłam się robienia kawy, sprzątania, mycia po mityngu. Zachęcamy do tego już po trzech miesiącach. Potem już po roku podjęłam się sponsorowania drugiej nowoprzybyłej kobiecie. Miałam dwie podopieczne: Dunkę i Włoszkę. Wszystkie byłyśmy emigrantkami, więc nie przeszkadzała nam niedoskonałość języka. Dziś mam pięcioro podopiecznych. Nie liczyłam ile ich miałam przez cały okres w AA. W moim mieście jest grupa homoseksualistów alkoholików. Jednemu z nich też sponsoruję. To zmieniło mój stosunek do innej orientacji seksualnej człowieka. Nauczyło mnie też poprawnych relacji z mężczyznami.

Katarzyna powiedz ile razy tygodniowo chodzisz na mityng? Czy nadal musisz to robić? Może już wystarczy?

K: Kiedyś chodziłam 4-5 razy w tygodniu. Teraz nawet i 7 razy w tygodniu jestem na mityngu. Jestem alkoholiczką i do końca życia nią będę. Wielu AA u nas odchodzi po paru latach gdzieś na bok. Uważają, że jak nie piją 10, 15 lat to już nie muszą. Dużo się teraz u nas o tym mówi. Ja wolę nie sprawdzać. Tu w AA czuję się potrzebna. Jestem u siebie. Jak nie jestem na mityngu, jak nie wezmę literatury do ręki to mi się coś włącza, biorę kierownicę do rąk i Boga już nie ma a wszystko co złe wraca! Kierowałam tak całe życie. Zawsze wiedziałam, że On jest a tak kierowałam aż rozpadło się moje małżeństwo.

Czy teraz służysz swojej grupie?

K: Tak znowu robię kawę na mityngach tradycji, których dawniej nie doceniałam! Byłam zbyt dumna i byłam samotna. Kiedyś radziłam ludziom dzisiaj im służę!

Na początku powiedziałaś mi, że ty już jesteś po drugiej stronie. Co miałaś na myśli?

K: Zidentyfikowałam wszystkie swoje uzależnienia. Dziś tylko nad nimi pracuję. Mam cechy i Al.-Anon, AL-Atinu  i DDA z mojego dzieciństwa, jestem alkoholiczką, a po trzynastu latach w AA dostrzegłam u siebie chorobliwą, obsesyjną potrzebę miłości mężczyzny. Ten problem pomogli mi pokonać we wspólnocie SLLA. Wplątywałam się w nowe związki, tracąc je po kolei. Bo wydawało mi się, że jak będę sama, to znaczy samotna. Dziś mam Boga, grupy AA, sponsorowanie, nie dorobiłam się majątku o którym marzyłam, nie spotkałam księcia z bajki, którego całe życie szukałam, mam małe wygodne mieszkanie i jestem szczęśliwa. Czasem wyłączam telefon żeby pobyć w ciszy sama.

Mówiłaś o uczestnictwie w innych wspólnotach Al-Anon, SLLA, nie przeszkadza ci to, nie wprowadza zamieszania?

K: Te wspólnoty działają w oparciu o program 12 Kroków AA. Ja tego nie mieszam. Kiedy idę na mityng SLLA, czy Al-Anon to tam nie mówię o alkoholizmie i na odwrót. Ale pamiętam, że głownie jestem alkoholiczką. Niektórych swoich problemów nie mogłam rozwiązać jedynie w AA.

Co powiedziałabyś dzisiaj „nowej” kobiecie w AA, żeby przyszła i została?

K: Powiedziałabym jej tak: Witaj dobrze, że jesteś. Jeśli z nami zostaniesz to wybierzesz życie. Może będzie ci ciężko na początku, ale my tu po to jesteśmy, aby ci pomóc i zrobimy to jeśli tylko zechcesz przyjąć pomoc. Będziemy cię tu wspierać. Bóg nie da ci na jeden dzień więcej niż zdołasz udźwignąć. I ty też spróbuj myśleć tylko o jednym dniu. „Wczoraj” to już historia a „jutro” niewiadomą. Trzeźwienie boli, nieraz długo boli, będziesz nieraz płakać, ale potem przejdziesz na drugą stronę. Zobaczysz wówczas to światełko w tunelu do wolności. Mnie tak obiecano, że uwolnię się od obłędu alkoholowego, poczucia winy i żalu i to się spełniło.

Gdybyś dziś znowu mogła zmienić drogę swojego leczenia to jaką byś wybrała?

K: Nic bym nie zmieniła. Mnie pomogło AA.

Dziękuję ci za rozmowę i życzę kolejnych lat w trzeźwości.

Z Katarzyną rozmawiał lechu02, Wrocław 02-09-2006r.

 


 

Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe, lecz swoim przykładem pokaż, czego oczekujesz od innych.

 

            Zagadnęła mnie niespodziewanie. – Jak to jest, znamy się tyle lat, a właściwie nic o tobie nie wiem? To prawda. O niej też nie mogłem się pochwalić wiadomościami. Ot, koleżanka, którą czasami widuję na mityngu. Spotykaliśmy się, nie wykazując wzajemnie żadnego szczególnego zainteresowania. Nie było w tym ani odrobiny jakiejś niechęci ani urazy. Odnosiłem wrażenie, że uczestniczy w swoim indywidualnym programie i tylko to ją interesuje. Natomiast ja swoje największe zainteresowanie od lat kierowałem na ludzi, którzy biorą udział we Wspólnotowych służbach, swoich podopiecznych i ich podopiecznych, na ludzi, których raczej systematycznie spotykam w naszym PIKu. Jednak zagadnięty pytaniem obiecałem, że napiszę na ten temat w MITYNGU.

Razem z koleżanką znaleźliśmy się w jednej grupie omawiającej kroki 8 i 9. Oczywiście wspólna praca pozwoliła nam na bliższe poznanie naszych problemów. Szczególnie trudno było roztrząsać swoje wady i postępki, którymi nie można było się chwalić. Jednak wytworzyła się aura szczególnej serdeczności, wzajemnego zrozumienia i popłynęły zwierzenia a w ślad za nimi łzy. Gdy ból ustał, pojawiał się najpierw nieśmiały uśmiech i za chwilę uczucie ulgi. Nikt mnie nie odrzucił. Staję się gotowy do nowego życia. Ktoś nazwał kiedyś kroki 8 i 9 „Krokami przebaczenia”. Właśnie teraz mogłem sobie uświadomić jak wiele potrzeba mi tego przebaczenia. Słyszałem też opinię, że przy tych krokach wypowiedzi sięgają wyżyn człowieczeństwa. Zgadzam się z tą opinią może, dlatego tak serdecznie dziękuję członkom mojej grupy.

Przy okazji ponownie zauważyłem, że najczęściej to ja sam wyznaczam poziom szczerości rozmowy. Kiedy spotykam kolegę i już z dala on lub ja rzucamy pytanie – Jak leci? To właściwie nikt nie oczekuje odpowiedzi. Wystarczy, że usłyszę – okej, i idę dalej. Zupełnie inaczej wygląda takie spotkanie, gdy padają bardziej osobiste słowa: Wiesz, nie mogę porozumieć się z żona, dzieckiem. Czy mógłbyś mnie wysłuchać? itp… Ileż to razy takie spotkanie trwało godzinami. Moja szczerość wyzwalała szczerość rozmówcy i odwrotnie. A potem obie strony czują się wzbogacone wzajemnymi doświadczeniami. Dobrze, że mamy siebie. Na zakończenie chciałbym przypomnieć końcowe słowa

Modlitwy św. Franciszka, często nazywanej w AA Modlitwą Kroku 11. Spraw ( Panie ),abym zamiast pociechy szukać, pociechą wspierał; zamiast szukać zrozumienia, zrozumienie ofiarowywał; zamiast szukać miłości, miłość ofiarowywał. Albowiem dając – otrzymujemy, wybaczając – zyskujemy przebaczenie; a umierając – rodzimy się do życia wiecznego.

Są one specjalną wskazówką dla mnie. Nikomu łaski nie robię wybaczając, sam potrzebuję wybaczenia. Szukając zrozumienia – a mam teraz większą świadomość - wiem ile narobiłem ludziom kłopotów. Nie chcę już powtarzać starych błędów i dlatego częściej swoim zachowaniem pokazuję co mi potrzeba. Kiedyś szukałem przyjaciół, dziś zastanawiam się, czy jestem przyjazny innym. Mówię o sobie, / choćby na mityngu/ kiedy oczekuję, że inni opowiedzą mi swoją historię.

Pozdrawiam pogodnie Marek Warszawa 21 08 2006

 


 

Z korespondencji meilowej

 

            Było kiedyś tak, w okresie mojego totalnego chlania, że byliśmy naprawdę biedni. Ja zarabiałem grosze, a i tak prawie wszystko wydawałem na piwko, knajpy i inne zbytki. Jedliśmy na śniadanie     rzodkiewkę krojoną w plasterki, ale pomimo tego i tak chadzałem regularnie na "browarek".           Któregoś dnia zaniosłem do lombardu nasze ślubne obrączki. Miałem nadzieję, że je niedługo "odkupię", jak tylko się "odkuję"... Nie odkupiłem już nigdy i na zawsze zapamiętałem tę cholerną wagę, na której właściciel lombardu odważał złoto i banknoty, które biorę do drżącej ręki. To zostało cierniem w moim sercu i w sercu mojej żony. Już w latach, w których nie piłem sprawa obrączek, tkwiła zadrą w mojej trzeźwości. Nie mieliśmy obrączek, a ja zastanawiałem się, jak te sprawę załatwić i kiedy, czekałem na jakiś moment - może na jakąś rocznicę ślubu? Któregoś ranka, w Pontremoli, w małym włoskim miasteczku, zanurzonym w dolinie Magry, w północnej części Toskanii, siedzieliśmy w małym barku, na niewielkim ryneczku tuż przed katedrą, pijąc cappucino,       zagryzając ciasteczkiem i mrużąc oczy przed porannym słońcem. Nad nami wznosiła się wybudowana w XIII wieku dzwonnica. Kot leniwie obchodził doniczki z kwiatami. Na stoliku leżała torebka z owocami, które kupiłem u "Rzymianina". "Rzymianin" miał pracownika z Rumunii i nazywał go barbarzyńcą, pokazując wymownie jakie rogi mieli na hełmach jego przodkowie. Mi też, jako barbarzyńcy sprzedawał taniej morele, brzoskwinie i winogrona. Spojrzałem na serwetki unoszone lekkim podmuchem wiatru, na "Il Corriere della Sera", przyciśnięte talerzykiem od kawy, uniosłem się        na chwilę i powiedziałem Magdzie, że na chwilkę pójdę coś załatwić. Na rogu był złotnik. Patrzyłem przez szybę, jak Magda siedzi przy stoliku, ale mnie nie widzi. Jeszcze raz obejrzałem wybrane wcześniej obrączki. Wróciłem do stolika i wziąłem moją żonę za rękę. Złapałem siatkę z owocami i gazetę. Weszliśmy do jubilera. Magda najpierw otworzyła szeroko oczy, nie rozumiejąc co się dzieje, a potem założyła na palec obrączkę, żeby sprawdzić, czy jest dobra. Była dobra. Jakaś pani stała w tym sklepiku i widząc, co się z nami dzieje sama zaczęła płakać ze wzruszenia. Wyszliśmy na zalany słońcem placyk przed katedrą, a ja ściskałem pudełeczko z obrączkami. I poszliśmy dalej, bocznym wejściem do kościoła, a potem na zakrystię. Tam czekał już wysoki, szczupły ksiądz, kapłan z powołania, mówiący wspaniałe, gorące kazania, gestykulujący żywo i uśmiechający się do wszystkich na ulicy. Byłem wcześniej u niego u spowiedzi, więc wiedział o mnie dużo, wiedział, że jestem alkoholikiem, i dlaczego to wszystko się dzieje. Magda płakała, a łzy kapały jej po policzkach.         
W  zakrystii pachniało starym drewnem, kadzidłem, ornatami i Słowem Bożym. Postawiliśmy torby z owocami pod ścianą. Ksiądz stał tyłem, pod wielkim, wąskim oknem, tak że poranne światło, podświetlało całą jego postać, czyniąc ją tak nierealną, jakby wszystko to było namalowane przez włoskiego mistrza malarstwa, a nie dziejące się przed nami naprawdę. Wyjęliśmy obrączki. Nastąpiła krótka ceremonia odnowienia sakramentu małżeństwa, w której ponownie wymienialiśmy swoje imiona, a potem zakładaliśmy sobie na palce obrączki. Tak jak staliśmy, z rana, w zgrzebnych ciuchach, z tą torbą z zakupami pod ścianą. Wszystko odbyło się po włosku. Tommaso, Maddelena. E con il spirito Tuo. I ksiądz też miał łezkę w oku, gdy nas uściskał. Jak mogę wyrazić swoją wdzięczność Bogu za taką chwilę? Co mogę powiedzieć? Jak napisać? Nie potrafię... Wiem tylko, że dzięki AA i dzięki interwencji Boskiej w moje życie, dotknąłem rzeczy, o których mi się nawet nie śniło... Dlatego otwarcie rozmawiam o Bogu z moimi bliskimi, dlatego też nie wstydzę się świadczyć, że w Niego wierzę. To on pozwala mi zadość uczynić moim bliskimi sobie samemu, naszej rodzinie…Jestem szczęśliwy, dziękuję Wspólnocie Anonimowych Alkoholików, za powrót do normalności     

 – Tomek AA

 


 

Tak miało być, tylko ja śmiałem myśleć inaczej.        
           

            Kiedy mówimy na temat duchowości, o przebudzeniu, nasze myśli łatwo kierują się do czegoś większego niż my sami. Do czegoś, co sprawiło, że nasze życie się zmieniło. Przypominamy sobie pierwsze chwile w grupie AA - a więc moment, gdy Siła Wyższa zaczęła ujawniać swoją obecność w naszym życiu pomagając w osiągnięciu trzeźwości. Z tą chwilą stwierdzamy, że duchowość na dobre rozgościła się w naszych sercach. Jednak kiedy zaczynamy doświadczać służb, może się zdarzyć, że zapomnimy o naszym pierwszym doświadczeniu, zapomnimy, że służba, jedność i zdrowienie są razem ze sobą powiązane, albo jak niektórzy weterani dodają, że tak naprawdę to z siebie wynikają. Możemy raczej tylko w sobie i własnym myśleniu, niż w Sile Wyższej, szukać inspiracji do działania. Od razu przypomniałem sobie hasło, które widziałem na 50leciu AA w Finlandii: Zdrowienie = Służba + Jedność, oraz powiedzenie: - Gdy dla wspólnego dobra /jedność/ podejmuję aktywność / służba / to robię pierwszy krok na drodze swego zdrowienia.. Właśnie podjęcie służby stało się najlepszym sygnałem dla wszystkich, że chcę trzeźwieć i oczekuję pomocy. W ten sposób mogłem pokazać, że jestem gotów zrezygnować z wielu własnych poglądów ponieważ w moim życiu nie sprawdziły się i teraz z ufnością chcę przyjąć nowe. Gdy rozmawiam ze swymi nowymi przyjaciółmi, podejmującymi służbę "herbatkowego", wyjaśniam, że choć osobiście do tej pory nie widzę związku logicznego między moją trzeźwością a myciem szklanek, to wiem, że ci, co przede mną trzeźwieli, - szklanki myli, - ja myłem, a teraz oni mają swój dzień. To w jakiś niepojęty sposób działało dawniej i pewnie będzie działać dziś. I oczywiście to jest tylko początek. Ufne naśladowanie rozpoczęło moją szkołę trzeźwości. Zobaczyłem wtedy, że we Wspólnocie już nie jestem sam, a trzeźwienie jest nie tylko moim celem. Znalazłem się wśród ludzi, którzy pragną tego, co ja - powrotu do zdrowia. Dobrze wykonywana służba "herbatkowego" zaowocowała powierzeniem mi służby mandatariusza. Zostałem obdarzony zaufaniem. Byłem zaufanym sługą. Z ramienia grupy, zacząłem brać udział w spotkaniach intergrupy. I wtedy rzeczywiście okazało się, jak trudno być zaufanym sługą. W "12x12" w kroku 2 możemy przeczytać: "..wobec innych (...) wykazywaliśmy naszą skromność, a w głębi duszy wierzyliśmy, że górujemy nad szarą masą" Bardzo szybko zacząłem szukać zaszczytu, prestiżu, podziwu otoczenia. Bardziej szukałem okazji udowodnienia innym własnych przewag niż okazji do podziękowania Wspólnocie za pomoc w trzeźwieniu. Popełniłem w tym wiele błędów i nieraz raniłem innych ludzi swoim sposobem działania. Szybko zorientowałem się, jak bardzo chcę dominować i przewyższać innych, lękając się równocześnie przy tym jakiejkolwiek krytyki i kontroli. Tylko ja mogłem mieć rację, a zabierałem głos we wszystkich sprawach, wszędzie zazdrośnie strzegąc swej "pozycji". Chciałem innych ograniczyć jedynie do roli wykonawców pozbawionych własnego zdania. Zapomniałem, że Wspólnota to miejsce, gdzie każdy czuje się wolnym, śmiało wyraża swe poglądy i z pełnym zaufaniem dzieli się tym co myśli i odczuwa. Oczekiwałem, że właśnie moje poglądy będą natychmiast wcielane w życie. Te skłonności, choć ukrywane pod płaszczykiem słusznej sprawy, szybko pojawiły się i to niezależnie od sprawowanej służby. Szczególnie łatwo pokazał to udział w naszych zespołach regionalnych. Bardzo dużo się tam nauczyłem. W praktyce zobaczyłem jak straszliwie niszczącą siłą może być zazdrość, rywalizacja czy niespełniona ambicja. Ale jednak mimo moich błędów, braków czy pychy, wydaje mi się, że to Bóg prowadził mnie poprzez te wszystkie ułomności i niedoskonałości. Pomógł przetrwać najtrudniejsze momenty. Nie zapiłem, choć wielokrotnie myślałem o tym. Zawsze było coś do zrobienia dla Wspólnoty, coś ważniejszego niż moje chęci czy nastrój. I w tym chyba zawiera się różnica między wzrastającym duchem służby a duchem władzy. Wiemy, że ani indywidualnie ani zbiorowo, członkowie AA nie podlegają jakimkolwiek nakazom, nawet jeśli dotyczy to służb. Program AA działa bez stosowania jakiegokolwiek przymusu, natomiast ci, którzy odbyli służby, mówią o wielkim zadowoleniu. A choć we Wspólnocie AA każdy może znaleźć ogromną ilość duchowej satysfakcji, to jednak żadna nie może być większa niż satysfakcja płynąca ze służby dla innych. Sądzę, że ma to swoje korzenie w przebudzeniu duchowym, o którym mówi Krok 12. Jest też pewnie najwymowniejszym obrazem tego przebudzenia. Dla mnie osobiście ma to bardzo praktyczne znaczenie. Nieraz uczestniczyłem w zdarzeniach, na których podjęto decyzje, z którymi się nie zgadzałem, bądź myślałem inaczej. Przypominając sobie: "Tak miało być, tylko ja śmiałem myśleć inaczej". Przestawałem być dla siebie własnym Bogiem i mogłem nadal czerpać z Najwyższego Źródła. Musiałem sobie jeszcze tylko przypomnieć, że sumienie grupy jest siłą większą ode mnie, że "sam z siebie jestem nikim", że nieraz sam mam znaleźć chęć poznania rozwiązań odmiennych niż moja wola, ale w jedności z innymi. Miałem w ten sposób szansę poznać Jego wolę wobec siebie. Mamy też taki fragment w naszej literaturze, który mówi, że po etapie wprowadzania w swoje życie Kroków, nawet częściowym, nasze wyobcowanie zaczyna znikać i zaczyna się etap integracji. Wtedy to właśnie zapominamy o naszym egocentryzmie. Warto tu przytoczyć słowa Bill'a na temat Pierwszej Tradycji: "Bez jedności serce AA przestanie bić a nasze światowe arterie przestaną być kanałami Łaski Bożej. Ten dar Jego dla nas nie spełni swego przeznaczenia. Alkoholicy zaś mogliby wtedy zauważyć w swych wymówkach do nas: widzicie jaką wielką rzeczą mogłaby być Wspólnota AA". A więc mam pełnić służbę - co to znaczy? Co robić i jak robić, jak utrzymać jedność? Celem naszej służby jest nieść posłanie trzeźwości tym, którzy tej trzeźwości pragną i zachować je niezmienione dla wszystkich potrzebujących w przyszłości. Stąd stało się jasne, że aby służba mogła być efektywna, jej uczestnicy powinni mieć nie tylko solidną trzeźwość, ale i solidną wiedzę dotyczącą Tradycji czy Koncepcji Służb Światowych AA. Warsztaty, spotkania robocze na te tematy są niezwykle pomocne, bo właśnie tam mamy okazję pokazać, na ile z naszego programu zdrowienia AA zdołaliśmy przyswoić w praktyce, czy własne wyobrażenia o sobie nie prowadzą czasem w krainę Utopii. Nieraz jesteśmy świadkami, jak członkowie naszych służb są wybierani w grupach. W miarę osiągania przez nich różnych poziomów służby widzimy, że to ku nim są zwrócone oczy Wspólnoty. Wspólnota obdarza ich swym wsparciem i zaufaniem, aby dla nas wykonywali zadania, których niektórzy nie mogą, a inni nie chcą wykonywać. Zwalczyć egoizm i egocentryzm - to nie jest proste zadanie. Ale ten, kto podejmuje się służb, może przy tym, jak na dłoni, zobaczyć wiele istotnych cech swego charakteru. A ponadto, niezależnie od poziomu służby, czy to "herbatkowego" czy powiernika, jeśli jest podejmowana ze szczerego serca i w dobrym celu, pozostaje niekwestionowana satysfakcja. Poświęciłem tu kilka słów na temat służb, ludzi w niej uczestniczących, ale jest jeszcze jedno ważne spojrzenie. Są w naszych szeregach ludzie, którzy nie służą jako ważni funkcyjni. Chyba nie są stworzeni do aktywnego uczestnictwa w życiu Wspólnoty. Ale mają coś, co ma dla mnie szczególne znaczenie. To wrażliwe i kochające serce. Natychmiast spostrzegają, kto przeżywa trudności; jednym spojrzeniem czy słowem dają do zrozumienia: JESTEM Z TOBĄ, NIE OBAWIAJ SIĘ. Dlatego, gdy nieraz kieruję swe myśli, aby wyrazić wdzięczność za dar trzeźwości, wyrażam też wdzięczność i za takich ludzi, za ich cudowne serca.

Pozdrawiam pogodnie. Barmin

 


 

WARSZTATY 12 KONCEPCJI AA W REGIONIE WARSZAWA

 

            Warsztaty Koncepcji trwają w naszym regionie już ponad pół roku. Na razie odbyło się dziesięć spotkań (w październiku jeszcze XI Koncepcja i w listopadzie kończymy, warsztatem dotyczącym XII Koncepcji).  Spotkania warsztatowe odbywały się w PIKU,  a licznie pojawiający się Przyjaciele byli dowodem na to, że 12 Koncepcji to temat ciekawy, choć nie dla wszystkich jeszcze bliski i zrozumiały. 12 Kroków i 12 Tradycji naszego Programu wydają się dzisiaj rzeczą oczywistą, spójną, jasną i zrozumiałą dla naszej Wspólnoty, stanowiąc niejako bazę i podstawę naszych dwóch Legatów (dziedzictw) – ZDROWIENIA i JEDNOŚCI. Starsi Przyjaciele pamiętają, jak na podstawie spotkań warsztatowych Wspólnota AA w Polsce przybliżyła sobie temat Tradycji, które potem na stałe zadomowiły się w naszej świadomości. Teraz stanęliśmy przed nowym wyzwaniem: zgłębieniem, przyswojeniem i wprowadzeniem do naszej zbiorowej świadomości kolejnej, ważnej „dwunastki” – Dwunastu Koncepcji AA, które dotyczą trzeciego legatu, czyli SŁUŻBY. Temu służą prowadzone w PIK-u warsztaty.

Podstawą naszych spotkań warsztatowych były materiały przygotowywane przez Przyjaciół z Zespołu Literatury: fragmenty artykułów dotyczących Koncepcji, a zamieszczanych wcześniej w biuletynie MITYNG,  teksty z przygotowywanego „poradnika służb”, oraz – jako podstawy naszych warsztatowych spotkań – ankiet zawierających pytania dotyczące różnych aspektów postrzegania Koncepcji. Odpowiedzi na pytania służyły nie tylko bieżącym wypowiedziom w trakcie warsztatu, prowokując do ciekawych przemyśleń i wypowiedzi, ale też stały się kanwą materiałów drukowanych co miesiąc w Biuletynie MITYNG.  Te „wkładki” umieszczane w MITYNGACH docierały już do każdego AA w naszym Regionie, do każdej grupy, a co za tym idzie warsztaty Koncepcji stały się drogą do pogłębiania świadomości całej naszej zbiorowości. Uwieńczeniem tej pracy może stać się zebranie tych wypowiedzi w specjalnym wydaniu przygotowanym przez Zespół Literatury.

Dwanaście Koncepcji przyjęło się uważać za 12 prawideł dotyczących jedynie funkcjonowania Służb Światowych, czyli dalekich od spraw dotyczących przeciętnego AA. Nasze spotkania warsztatowe rzuciły nowe światło na ten pogląd i na same Koncepcje. Okazało się, ze to nie jest wcale taki zbiór praw odległych i dotyczących tylko „tych na górze”, może jakichś „delegatów narodowych”, lecz że jest to kompletny, wypracowany na bazie wieloletnich doświadczeń Wspólnoty, zbiór najbardziej praktycznych „prawideł” działania służb, nawet na poziomie grupy.

Odkrywcze wydaje się to, że posiadamy we Wspólnocie spisane prawa, które pozwalają lepiej funkcjonować naszym służbom i to na każdym poziomie struktury – doskonały przykład to „Prawo decyzji”, przyznające skarbnikowi grupy możliwość dokonywania zakupów według własnego uznania. To skarbnik decyduje, jaką herbatę kupić i jakie ciasteczka. Grupa obdarza go zaufaniem, a on kierowany poczuciem odpowiedzialności sam przechodzi do działania. Wydaje się to logiczne i jest stosowane w większości naszych grup, nawet intuicyjnie – warto jednak przyjrzeć się temu, iż nawet działania skarbnika można zobaczyć w świetle naszych wewnętrznych regulacji „prawnych” w AA, w świetle Koncepcji.  W czasie Konferencji Służb, spotkania tylu mandatariuszy, z tylu grup w naszym Regionie, warto zwrócić uwagę, iż jest to wielkie spotkanie „przedstawicieli służb światowych”, bo według tego, co wypracowali uczestnicy warsztatów Koncepcji, mandatariusz to jest już „służba światowa”. Jakże bliskie jest więc Dwanaście Koncepcji Światowych Służb każdemu z nas.

Wielką radością napawa także fakt, że z naszego doświadczenia korzystają także Przyjaciele z innych Regionów, a warsztaty Koncepcji są obecnie organizowane w różnych miejscach Polski, dając wyraźny sygnał, że i w tym wypadku naszymi działaniami kieruje duch jedności.

Sprawozdanie sporządził Tomek AA, prowadzący warsztaty Koncepcji

 


 

Tradycje wymagały perswazji!

 

Pierwszy odbiór Tradycji był interesujący i zabawny. Reakcja była mieszana, najdelikatniej mówiąc. Tylko grupy w wielkich kłopotach odebrały Tradycje poważnie. Z nie­których stron nastąpiła gwałtowna reakcja, szczególnie ze strony grup, które już miały długie listy "ochronnych" przepisów i regulaminów. Wiele było obojętności.   Szereg spośród naszych "intelektualnych" członków głośno wołało, że Tradycje po prostu odzwierciedlają sumę moich własnych nadziei i obaw dotyczących Anonimowych Alkoholików.

Zacząłem więc podróżować i wiele rozmawiać na temat nowych Tradycji. Ludzie byli z początku uprzejmie uważni, chociaż musze wyznać, że niektórzy zapadali w drzemki w czasie moich wczesnych tyrad.       Po jakimś jednak czasie zacząłem dostawać listy zawierające takie oto wyznania: "Bill, bardzo byśmy chcieli, żebyś do nas przyjechał prze­mawiać. Opowiedz nam, gdzie kiedyś chowałeś swoje flachy i o tym swoim wielkim nagłym duchowym olśnieniu, którego doznałeś. Ale na litość Boską nie mów już więcej o tych nieszczęsnych Tradycjach!"

Czas to wszystko odmienił. Zaledwie w pięć lat później kilka tysięcy członków AA, spotkało się na Konwencji w Cleveland w 1950 roku, zadeklarowało, że Dwanaście Tradycji AA stanowi platformę, na której nasza Wspólnota może najlepiej funkcjonować i trzymać się razem w jedności po wsze czasy.            Bill W.

 


 

Punkt widzeniaZlot Radości

Święto ZDROJU 8-10 września

w Olsztynie.

 

            Czasem marzę, by sprzedać, co tylko się da i kupić wóz kampingowy i jeździć po świecie. Na początek zacząłem poznawać Polskę przy okazji różnych Zlotów AA, aby nie popełnić błędu jak Koziołek Matołek, co to szukał biedaczysko tego, co jest bardzo blisko. Podróż do Kortowa pod Olsztynem odbyłem zachęcony tydzień wcześniej udziałem w rocznicy 25 lecia AA Regionu Dolny Śląsk. To była uczta!

Natomiast Zlot Radości z okazji 21 lecia Święta Zdroju odbył się w obiektach uczelni Olsztyńskiej. Obiekt położony nad samym jeziorem, bardzo ładny, również rozległy. Zakwaterowano nas w różnych częściach osiedla studenckiego. Muszę przyznać, że czułem się trochę zagubiony w marszach pomiędzy stołówką a kwaterą, salami spotkań mityngów tematycznych, a ofertą turystyczno-religijną. Dopiero na drugi dzień udało mi się odnaleźć kolegę z Warszawy. Osobiście namówiłem go na przyjazd z żoną i dziećmi i trochę się czułem zakłopotany, bo mógł się zgubić. Jest na początku „naszej drogi” i może dlatego bałem się go spytać o wrażenia. Pytałem za to innych uczestników i organizatorów Zlotu. W większości uwiedzeni urokami Mazur dostrzegali jednak braki organizacyjne. Niestety rezygnowali też z poszukiwania mityngów.  Był jednak „plus”. Oczarowani zostaliśmy bogactwem oferty literatury wydawnictwa spoza AA, które wywiesiło bardzo widoczny plakat informujący o 15% obniżce cen literatury AA. Pewnie to oni najlepiej zarobili podczas imprezy. Zaraz pojawiły się pytania, czy zostanie obniżona cena książek wydanych przez BSK AA. Nasze stoiska literatury zniknęły gdzieś w morzu literatury parapsychologicznej, dewocjonaliów wielbłądów, czy płyt promujących „wybitnych alkoholików”. Sobotnie spotkanie rozpoczął mityng ZDROJU, na którym Redaktor Naczelna i kolegium redakcyjne zaprezentowało historię tworzenia się „Zdroju” w kontekście tematu: „Literatura AA – pomocą w zdrowieniu”! I był to chyba największy wspólnotowy akcent kojarzony z celem tego Zlotu. Wieczorem mieliśmy fajną taneczną muzykoterapię. Okazało się wówczas, że jest olbrzymia sala sportowa wraz z wieloma przyległymi pomieszczeniami, gdzie moglibyśmy skoncentrować swoje spotkania mityngowe i długie rozmowy alkoholików,  gdybyśmy jako członkowie Wspólnoty AA byli bardziej odpowiedzialni. Organizatorzy z Regionu Warmińsko-Mazurskiego nie wynajęli tej sali z obawy o wysokie koszty. Na tydzień przed zlotem dokonaliśmy jedynie około 50 - 60 rezerwacji wobec planowanych około 1000 osób. Ja też czuję się w tej kwestii nieodpowiedzialny, dokonałem rezerwacji po wyznaczonym terminie. Teraz rozumiem decyzję organizatorów lokujących mityngi w ciasnych salkach w różnych budynkach. Nie mieli szansy wcześniejszego poznania ilości chętnych do udziału w zlocie. Ostatecznie przyjechało około 500 niespodzianych gości. Trudno się dziwić, że zabrakło odpowiedniej ilości posiłków a bary akademickie podjęły w tym czasie imprezy weselne. Czasem podchmieleni goście weselni mylili się z naszymi przyjaciółmi z AA, co powodowało ucieszne sytuacje. W programie przewidziano warsztaty Kroków, Tradycji, warsztaty tematyczne, wycieczkę do Gietrzwałdu. Szczególnie ta ostatnia okazała się nadzwyczaj ważna dla naszych przyjaciół AA z Warmii i Mazur, może dlatego, że tam miała na nich czekać lokalna telewizja. Wycieczkę zaplanowano w trakcie warsztatów i wzięli w niej udział chyba wszyscy gospodarze, bo momentalnie zostaliśmy bez prowadzących mityngi. Wprowadzało to zamieszanie. Chylę czoła za wkład pracy gospodarzy - mimo wszystko chcieli jednak „dobrze” – a wyszło jak wyszło. Liczy się gotowość i chęć szczera. Nie popełnia błędów, kto nic nie robi. My też musimy dla siebie wyciągnąć wnioski. Doświadczenia z tej imprezy wzbogacą wiedzę kolejnych organizatorów.

„NASZE DOŚWIADCZENIA PRZEKAZUJEMY DALEJ” - mawiał weteran Bill W.

Odbyło się wiele rozmów kuluarowych. Najczęściej powtarzanymi postulatami były:

*Aby Zlot Święta Zdroju odbywał się zawsze w maju

*Abyśmy zakładali udział około 500 osób i tylko dla tej ilości gości gwarantowali organizację, która spełni wymóg wcześniejszej rezerwacji. Pozostali niezapowiedziani goście będą musieli sami zadbać o siebie.

*Abyśmy nie musieli konkurować z ofertami literatury różnych wydawnictw spoza AA kierującymi myśli sposobami poza aowskimi.

 *Potrzeba nam mieć do dyspozycji jedną dużą i dwie, lub trzy przyległe sale na spotkania tematyczne i towarzyskie. Abyśmy mieli szansę spotkać się.

*Abyśmy zapraszali do udziału w miarę możliwości Wspólnoty Al- Anon, Alateen wraz z upoważnionymi kolporterami tych Wspólnot, przypominając im o wniesieniu odpowiednich opłat.

 *Abyśmy podczas negocjacji cen wynajmu obiektu mogli zastrzec sobie prawo decyzji,  oraz wyboru rodzaju handlu, ilości obwoźnych barów gastronomicznych, itp.

*Abyśmy od wszystkich jednakowo egzekwowali obowiązek wniesienia akredytacji.

Zdarzyło się, że kilku „naszych” upominało się o znaczek zlotu i udziału w zabawie choć nie widzieli potrzeby wniesienia wpłaty akredytacyjnej. Może dotąd nie słyszeli o 7 Tradycji?

Spotkanie w Kortowie zakończyliśmy na wspomnianej sali sportowej wspólną modlitwą o Pogodę Ducha. Jurek, główny reprezentant organizatorów z Regionu Warmińsko Mazurskiego. Na początku podał komunikat: „redaktor naczelny biuletynu Zdrój, Basia -  podobno wczoraj wyjechała” więc sam poprowadził. Potem wysłuchaliśmy uroczego okolicznościowego wierszyka. A później już tylko słowa pożegnania. Dziękujemy Jurku!!!. Mimo różnych niedogodności, było to dobre i twórcze doświadczenie. Choć myliłem drogę i kilka razy plątałem się po ulicach dojazdowych, to przyjadę do Olsztyna jeszcze raz, choćby tylko na mityng. To piękne miasto. Podróże kształcą, a czy nie o tym właśnie marzyłem?     

Lechu02

 


 

…miło szaleć,

kiedy czas po temu.

           

Parę dni temu miałem okazję uczestniczyć w dyskusji, która uświadomiła mi konieczność dalszego porozmawiania o naszej Wspólnocie. Wypowiedziałem się wtedy, że często wysiłek aowców jest kierowany na organizowanie imprez mających abstynencki/zabawowy/religijny charakter przez co informacja o samej Wspólnocie AA, a także jej wizerunek jest zagłuszany bądź zniekształcany. Gdyby mały fragment tej aktywności był skierowany na udział w życiu AA, to przyszłość naszej Wspólnoty pewnie byłaby świetlana. Niestety, do tej pory szalenie trudno zapewnić odpowiedzialność za dyżury w PIKu, zebrać członków służb, wyeliminować porzucanie podjętych obowiązków. Osobiste cele wydają się ważniejsze niż całej Wspólnoty. Jakby zostały zapomniane słowa z Tradycji Pierwszej, czytane bodajże na każdym mityngu - … wyzdrowienie każdego z nas zależy od jedności Anonimowych Alkoholików. Ale to trzeba chcieć słyszeć.

Przypomniałem sobie słowa o. J. Salija: Rak polega na tym, że część komórek organizmu się buntuje:" nie będziemy służyć całości, będziemy pilnowały tylko swojego dobra" I na krótką metę te komórki dobrze na tym wychodzą, wspaniale się rozwijają. Nie zauważają tylko, że uległy biologicznemu uprymitywnieniu, że niszczą komórki wokół, że przyczyniają się do słabnięcia całego organizmu i w gruncie rzeczy do unicestwienia także siebie...

.....Katastrofa zaczyna się wtedy, gdy te cząstki organizmu społecznego, które dotychczas zachowywały się przyzwoicie, widzą, że przyzwoitość nie popłaca:" to my też będziemy pilnowały dobra własnego"

Pojawia się bardzo smutny obraz przyszłości AA. Myślę jednak, że jeszcze nie wszystko stracone. Mam nadzieję, że ktoś się obudzi. Tak już w historii bywało. Pamiętamy słowa: - … żeby Polska była Polską. Od razu wszyscy wiedzieli, co jest najważniejsze. Piękne słowa. Za nimi kryje się miłość do Polski i równocześnie obawa, że coś jest nie tak jak trzeba. My dziś możemy tylko westchnąć: - żeby AA było AA!!!  Ale kto to ma zrobić? Piękne hasło Billa W. – Bądźmy przyjaźni dla naszych przyjaciół - jest tak wypaczone, że brakuje ludzi odpowiedzialnych za AA.

Na każdym kroku możemy natknąć się na entuzjastów działalności klubowej, wyznaniowej, towarzyskiej, którzy nawet nie mają pojęcia, że Wspólnota AA posiada swoje zasady, swój przez lata sprawdzony program powrotu do zdrowia cierpiących alkoholików. Z jakim zdziwieniem słyszę, że cierpi ktoś o kilkuletniej abstynencji, kto do tej pory nie zna Wielkiej Księgi, 12x12; nie zainteresował się Tradycjami AA, ani ich przydatnością. Równocześnie widzę ambicję, brylowanie na mityngu AA. /nie dziwiłbym się, gdyby robił to ktoś w jakiejś grupie, nie ujmowanej w spisie mityngów AA/ Kiedyś doszło do tego, że na mityngu usłyszałem deklarację odrzucania wszelkich zaleceń AA. Liczy się on i tyle. W moim rozumieniu wstępując do Wspólnoty AA wyraziliśmy chęć stosowania zasad AA we wszystkich naszych poczynaniach, wierząc, że są nam pomocne w zdrowieniu. I tego oczekuję od siebie a także mimowolnie od ludzi uczęszczających na mityngi AA. Szczególnie, jeśli chodzi o mityngi zamknięte. Rzeczywistość niestety okazuje się zupełnie inna. Stąd zaniepokojenie. Trudno mi sobie wyobrazić zadowolenie na twarzy księdza katolickiego informowanego z wielkim zapałem na spotkaniu jego „trzódki” o wspaniałej działalności w innym ośrodku wyznaniowym. Gdy dowiaduje się, jak ciekawe są tam koncerty, wykłady i spotkania ze znanymi ludźmi, że ksiądz/pan/mistrz tak ładnie gra na mandolinie i do tego rozumie postawę każdego nowego, który się tam pojawi. W końcu wiara jest zawsze wiarą.

Chyba podobnie nie przynosi zaszczytu ani radości zachwyt pacjenta przed terapeutą na temat działalności innego ośrodka reprezentującego odmienne sposoby pomocy dla alkoholików albo nawet tej czy innej prywatnej terapii. Czy to kwestia przyzwoitości czy uczciwości wobec tych, którzy chcą nam pomóc? Nie wiem. To nie moja sprawa.

Może teraz będzie łatwiej zrozumieć jak czuje się członek AA atakowany zewsząd przez kolegów deklarujących się jako AA, informacjami o imprezach towarzyskich, wykładach, zabawach, koncertach, za to z pobłażaniem wyrażających się o naszych służbach. W sercach mniej zaangażowanych pojawia się wahanie a wtedy nawet nie dziwi wybieranie „łatwiejszej, łagodniejszej drogi”. Na mityng po prostu zabraknie czasu. Ale czy taka droga prowadzi do celu? Dlaczego „zabawowicze” tak często znikają z mityngów i to przy byle jakiej okazji? Czy aktywność poza aowska nie stanowi realnej konkurencji dla wartości AA? Jak AA ma reagować? To nie jest sprawa tylko dla BSK, powierników czy służb, to sprawa postawy każdego z nas, jaki obraz AA sobą przedstawiamy?

Mnie interesuje Wspólnota AA, jej obecna kondycja i jej przyszłość. I tu pragnę wyraźnie powiedzieć. Nie jestem wrogiem religii, przeciwnikiem zabaw, spotkań z ciekawymi ludźmi, koncertów itd… Lubię spotkać się z przyjaciółmi na pogaduszkach w lokalu, gdzie nie podają alkoholu, lubię muzykę. Mogę nawet powiedzieć, że jestem melomanem. Mam swoje ideały religijne, które przypominają, że jeśli Siła Wyższa sprawiła, że znalazłem się w AA to znaczy, że mam tu choć raz w życiu zrobić coś z maksymalnym wysiłkiem, aby następnie to złożyć jako dar dla mego Boga. Nie będę przeciwstawiał się Przeznaczeniu. Dlatego mam na uwadze słowa mistrza Jana - …miło szaleć, kiedy czas po temu. A gdy dołożę do nich hasło - najważniejsze najpierw - wiem, co jest najlepsze dla mojej trzeźwości. Musi być zachowany umiar, aby czasu i odpowiedzialności starczyło dla każdej dziedziny życia. Bym wybierając przyjemności nie musiał rezygnować z pogłębiania trzeźwości. Już dawniej nadmierna pogoń za uciechami doprowadziła mnie do katastrofy życiowej. Nie chcę do tego wracać. W MITYNGU nr 8/110/2006 zamieściliśmy listę najczęściej spotykanych odpowiedzi wobec zachęty do służb w AA. Tak naprawdę jest ich daleko więcej. Nie wolno mi zapominać, że zaangażowanie w życie AA pomaga utrzymać trzeźwość. Zresztą jest to temat najbliższej Konferencji. Pamiętam stale, że mamy do czynienia z „wrogiem podstępnym, potężnym i przebiegłym”. Jak nigdy przedtem w życiu potrzebuję pomocy innych alkoholików, by przez jedność z nimi odnaleźć w swoim sercu drogę do Boga. Innego nie mam. Potrzebuję Wspólnoty i jej duchowych wskazówek. Zaś każdego traktującego z pobłażliwością program AA pytam się: W imię czego odrzucasz AA? Czy pamiętasz czas, kiedy nie było religii, zabaw, kiedy w pijackim cierpieniu umierałeś? Myślę, że sam odnajdziesz właściwą odpowiedź.

Barmin 20 08 2006

 


 

Z archiwum MITYNGU pięć lat wstecz

 

10/52/ 2001                

„Dlaczego potrzebujemy Konferencji?”

Potrzebujemy jej by się upewnić, że zmiany wewnątrz AA wypływają tylko z potrzeb i z chęci całego AA, a nie tylko nielicznej garstki. Potrzebujemy jej dla zapewnienia, by drzwi do AA nigdy nie zostały zamknięte, tak by wszyscy ludzie, którzy mają problem alkoholowy, mogli zawsze przyjść do nas bez pytań, z poczuciem serdecznego przyjęcia niezależnie od rasy, wiary czy pozycji społecznej ."

„Jak to z tym WARSEM było?”

W 1984r, w przedziale pociągu zebrała się nas grupa kilku osób. Z tego, co pamiętam byli wśród nich: Felek, Adam S., Adam B., Wiktor O. i ja. Byliśmy pełni radości i zapału bo ten zjazd był pierwszy a co za tym idzie historycznym wydarzeniem w naszym ruchu. Z kontaktów z alkoholikami w Poznaniu wiedzieliśmy już, że gdzieś w świecie Grupy AA łączą się w Intergrupy aby ułatwić sobie działanie i dlatego uznaliśmy iż w Warszawie dobrze byłoby powołać taką „instytucję". Miałaby nazywać się „Wars"

 

10/64/ 2002

„Wspominki mityngowe”

Jest rok 96. Powstało już Biuro Służby Krajowej, zbliża się VI Kongres AA w Warszawie. W redakcji sporo zmian i nowych zadań. Na wyraźne życzenie czytelników MITYNG przybrał nową szatę graficzną w postaci zeszytu A5. Niby niewiele, to jednak musieliśmy to inaczej robić. Mój kontakt z literaturą AA był taki jak moje trzeźwienie - chaotyczne i powierzchowne. Nie pamiętam kiedy zetknąłem się z biuletynem MITYNG. Kiedy zaczynałem, jeszcze go nie było; później, przez moje rozstania i trudne powroty, nie zauważyłem, kiedy się pojawił. Pełny buntu i swoich racji nie przyjmowałem tego, co było w literaturze AA, unikałem jej. Pierwszy MITYNG kupiłem w piątą rocznicę jego istnienia.

 

10/76/ 2003

„Trudne początki”

Zastanawiam się tylko, czy dużo wysiłku będzie mnie kosztowało uczenie się od kogoś? Mam paskudną wadę..., do swojej wiadomości przyjmuje tylko te informacje, które są dla mnie wygodne lub zgodne z moimi  wyobrażeniami. Inne odrzucam!

 

10/88/ 2004

„Dobrze zorganizowana, ale Wspólnota”

Wcześniej pełniłam inne służby takie jak: skarbnik, prowadząca mityng. Każda z nich pomagała mi w trzeźwieniu. Dzisiaj do moich obowiązków należy przenoszenie informacji między grupą a intergrupą. Jest to pierwsza ze służb, która pozwoliła mi uświadomić sobie, że poza moją grupą jest jeszcze cały świat Wspólnoty AA.

 

10/100/ 2005

„Obrazki z pewnej Konferencji”

Na Konferencji toczy się wiele dyskusji, polemik, czasem dość ostrych kontrowersji. Nic w tym dziwnego, tu jest na to miejsce. Ale jest pewien moment, kiedy wszyscy delegaci, powiernicy, pracownicy BSK, kibice i ciekawscy - wstają podają sobie ręce i odmawiają wspólnie Modlitwę o Pogodę Ducha. Nie umiem tego opisać. Kto to przeżył, ten wie.

„A co słychać w służbach”

…"te całe służby" są niepotrzebne, to przerost ambicji "działaczy", za ich czasów tego nie było i temu podobne opinie. Wygląda na to, że niektórzy starzy członkowie /weterani/ nie za bardzo chcą odnaleźć sens nowej rzeczywistości. Niby nic w tym tragicznego, choć szkoda, że te opinie znajdują posłuch u nowych, którzy już na początku swej drogi są niechętnie nastawiani do służb. Zdaję sobie sprawę jak wiele wysiłku musiałem włożyć, aby przebić się przez sferę własnych wyobrażeń, czym jest AA, ile trzeba było trudu, aby stworzyć system poznawania doświadczeń AA z całego świata. Jak często doświadczenia alkoholików z macierzystego mityngu stawały się dla mnie niewystarczające.