MITYNG 12/114/2006

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


                     

            Zespół redakcji Biuletynu MITYNG  

 

życzy Wam wszystkim drodzy przyjaciele, zdrowych, spokojnych i radosnych świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego 2007 Roku .

Niech się spełnią Wasze marzenia, pragnienia

- a mogą „jeśli nad nimi pracujemy”.

Abyście w te dni nie byli samotni, abyśmy wszyscy znowu w styczniu spotkali się trzeźwi i wygrani. Zadbajmy już dziś o to, by zaplanować sobie każdy z tych świątecznych dni, trudnych dla nas alkoholików.

Zamieszczaliśmy w naszym Biuletynie 12 Propozycji spędzenia radosnych i bezpiecznych świąt. Zachęcam do przejrzenia ponownie tego opracowania.

Możemy też zadbać o naszych samotnych przyjaciół, może warto zaprosić do siebie kogoś nieśmiałego? Każdy sposób jest dobry, aby tylko nie pić.

Na trzeźwo wszystko jest możliwe!                                                                                                                                                                                               Redakcja MITYNG

 

 


 

Mam na imię Edward, jestem alkoholikiem. Przypominam sobie, że w początkach mojej drogi nie myślałem o niepiciu do końca mojego życia. Jedyne na co mnie było stać, to nauczenie się picia kontrolowanego. Niestety, moje oczekiwania nie spełniły się, bo po pięciu miesiącach na odwyku, w tym samym dniu już piłem. Kolega, do którego wstąpiłem, postawił flaszkę na stół i powiedział: „wiem, że byłeś na odwyku no to chyba już cię wyleczyli”. Nie zaprzeczałem, bo chciało mi się pić. Przecież tęskniłem za kielichem! Najgorzej, że rano, kiedy się obudziłem wyspany i wypoczęty, nie miałem w ogóle kaca. Jak nie miałem uwierzyć, że jestem wyleczony? I tak się zaczęło od nowa moje piekło. Potworne kace, bezsenne noce, strach i wstyd. Co ja z siebie zrobiłem? Powtórzyło się to jeszcze raz i wtedy powstało we mnie "pragnienie zaprzestania picia".

Po pół roku zapytałem kolegę z "branży", czy potrafi wyobrazić sobie, siebie nie pijącego do końca życia? Nie potrafił, a ja już tego bardzo chciałem i uwierzyłem, że może mi się to udać. Dzisiaj nie potrafię wyobrazić sobie, siebie pijącego, ale wiem że w życiu alkoholika wszystko jest możliwe. Nawet niepicie do końca udanego i pięknego życia, w czym chcę już wytrwać, aż do chwili, kiedy udam się w podroż do "Domu Mojego Ojca".

Nie jestem w niczym lepszy od Ciebie i wierzę, że wytrwasz na tej naszej pięknej  choć czasem wyboistej drodze. Pozdrawiam i życzę wiary w siebie.

Edward z Lublina.

Data trzeźwości :02.01.88.

 


 

Służba wyciągnie nawet z „doła         

 

         Do AA przyszedłem 2 lata temu. Myślałem, że przychodzenie na mityngi pomoże mi zachować trzeźwość. Po niedługim czasie na pytanie, czy mogę myć szklanki, zgodziłem się. Byłem pełen obaw, bo w mityngu na Zgierskiej uczestniczyło wiele osób. Poczułem się ważny, a za pulpitem miałem swoje własne miejsce. Ujawniła się moja pycha, która sprawiła, że nawet nie chciałem przyjąć pomocy innych. Jednak musiałem się z tym pogodzić. Na mityngu usłyszałem o programie 90x90, nie przebywaj z pijącymi i wielu pomocnych rada. Po około 5 miesiącach poszedłem do szpitala, a tam trafiłem do salki, gdzie lał się alkohol. Momentalnie zapomniałem, że to „wróg podstępny i przebiegły”. Już po trzech dniach od operacji i ja wypiłem. Lekarze wychodzili ze szpitala około 15 tej a sklep był blisko. Nie jestem twardzielem, zacząłem kombinować od żony i syna pieniądze na alkohol tłumacząc potrzebą zakupów bo taki jestem głodny. Podejrzewali coś ale przyjeżdżali. Dobrze, że wcześnie. Czekałem tylko na pieniądze i już byli niepotrzebni. Chciałem aby jak najszybciej odjechali tłumacząc bólami kręgosłupa. Po wyjściu ze szpitala piłem całymi dniami przez około 2 miesięcy. Chciałem się zapić co nie było takie proste, piłem kasacyjnie. Tylko interwencji żony i córki zawdzięczam życie po próbie samobójczej. Ponownie trafiłem do AA. Zacząłem uczęszczać zgodnie z sugestiami 90x90 itd.. Poczułem się lepiej; w miłej atmosferze dzieliłem się swoimi słabościami a w zamian otrzymywałem sugestie, jak trzeźwo przetrwać kolejny dzień. Mimo krótkiej abstynencji po 8 miesiącach grupa powierzyła mi funkcję mandatariusza. To był przełom. Zacząłem uczęszczać nie tylko spotkania intergrupy, ale również inne spotkania w naszym PIKu. Tam zobaczyłem, że obok mojej grupy istnieje jeszcze cały świat AA. W zespole finansowym zobaczyłem jaką drogę robią pieniądze wrzucane do kapelusza. A warsztaty Koncepcji pokazały mi jak mało wiem o przydatności służb. Zadawałem coraz więcej pytań i choć nadal wielu spraw nie rozumiałem to miałem świadomość, że znajduję się w bezpiecznym miejscu. Choć raz wyszedłem z któregoś spotkania roboczego. Były wyzwiska, obelgi. Emocje zaczęły mną targać i wyszedłem prosto na zwyczajny mityng. Dopiero następnego dnia przyjaciel wyjaśnił mi, że tak wygląda choroba alkoholowa, chorzy ludzie tak się zachowują. Obrazem zdrowienia jest spokój wobec różnych zaczepek, a tego było w większości. Z nich mam brać przykład dla siebie.

Chyba coś w mojej postawie się zmieniło na lepsze bo ostatnio powierzono mi funkcję prowadzącego w innej grupie. I tu znów trudności. W tygodniu tuż przed Konferencją Regionu Warszawa wziąłem do pomocy w pracy alkoholika. Zionął gorzałą aż przykro. We wtorek odczułem niepokojący wpływ na mnie. Czułem rozdrażnienie. Jakiś wewnętrzny bunt na wszystko wokół mnie. Najwięcej się dostało synowi … bo był pod ręką. Źle zarządzał firmą, a potem dostało się jeszcze żonie. Konflikty trwały do czwartku. Wtedy położyłem się, nie chciałem z nikim rozmawiać, nie odbierałem telefonów. Cierpiałem i znów przeszła mi myśl o samobójstwie. I wtedy telefon. Odebrała na szczęście córka. Dzwoniła przyjaciółka z AA. Rozmowa nasza trwała długo. Powoli zaczęło do mnie docierać, że po prostu chciało mi się pić. Wziąłem do ręki książkę „Anonimowi alkoholicy” i zacząłem czytać. Nie mogłem zrozumieć, co czytałem ale z kolejnym razem coś do mnie dotarło. Odłożyłem książkę. Co ja robię? W sobotę jest Konferencja Regionu, otrzymałem mandat zaufania od grupy. Ludzie wierzą w moją trzeźwość i pozwolili mi siebie  reprezentować. Nagle przyszło opamiętanie. Zbyszek – co robisz? Bliskość alkoholu już dawniej kazała łamać przyrzeczenia. Dziś tak nie zrobię. Znów wziąłem książkę do ręki. Czas szybko mijał i przyszła pora na mityng na Ostrobramskiej. Tego dnia „Refleksje” mówiły o mnie. Zabrałem głos i opowiedziałem o zdarzeniach. Potem usłyszałem, że nie ja pierwszy miałem chwile słabości. Broszura „Życie w trzeźwości” szczególnie jasno o tym mówi, jak również jak sobie poradzić. Na grupie był kolporter, mogłem wiec ją zaraz kupić. Z mityngu wyszedłem zadowolony. Znów chciało się żyć. W sobotę na Konferencji dostałem kolejny zastrzyk wsparcia. Z radością w niej uczestniczyłem. Potwierdziło się, że najlepszym sposobem na utrzymanie trzeźwości jest jej przekazywanie, a wdzięczność za nowe życie ujawnia się podjęciem służb. To stale działa.                                                                           

Zbyszek / 2006-10-23

 


 

Gawęda o koledze, „polu minowym” czyli parę słów o AA.

           

         Odwiedził mnie w pracy kolega jeszcze z młodzieńczych lat. Dużo mógłbym o nim opowiadać ale nie to, że ma skłonności do alkoholu. Wspominał, ile troski swego czasu wzbudzałem w nim swoim pijanym zachowaniem. Teraz cieszył się wraz ze mną wyraźnymi postępami w trzeźwieniu. Równocześnie wyrażał podziw dla naszego aowskiego programu. Był głęboko zszokowany zmianami jakie na własne oczy mógł zobaczyć zarówno w mojej postawie jak i wielu przyjaciół, którzy akurat często mnie odwiedzali. Były momenty, że aktywnie włączał się w nasze aowskie rozmowy i widać było zadowolenie na jego twarzy, że mógł w nich uczestniczyć. Widziałem, że te pogaduszki pomagają mu w lepszym zrozumieniu jego własnej sytuacji domowej. W pewnym momencie zadał pytanie – czy ja też mogę korzystać z programu AA? Przed oczami przesunęły mi się różne przypadki z życia wspólnoty. Po chwili mogłem odpowiedzieć. Nasza Trzecia Tradycja właściwie praktycznie przed nikim nie stawia bariery zabraniającej korzystania z Programu AA, nadmienia tylko o pragnieniu zaprzestania picia. Z tej furtki korzysta wielu. Na mityngach AA - szczególnie otwartych - możemy spotkać przyjaciół o najróżniejszych dolegliwościach, którzy uważają, że obecność na tychże mityngach pomaga im w rozwiązaniu swoich problemów. Nie mam najmniejszego prawa aby w to wątpić. Różnica między kolegą a mną - wobec Programu AA - polega na tym, że aby z niego skorzystać ja musiałem przestać pić, on zaś już nie pije. Deklaracja o zaniechaniu picia nie sprawi więc najmniejszych kłopotów. Niestety, ja miałem jeszcze jedną trudność w rozpoczęciu pracy z Programem AA ( nie mylić z programem 12 Kroków, który jest tylko fragmentem Programu AA !!!). Póki byłem uwikłany w pytania -  pić czy nie pić? czy jestem alkoholikiem? może jestem inny? może dzięki swej inteligencji nie muszę angażować się w życie AA a i tak osiągnę wyniki? – nie mogłem skierować swych pragnień w kierunku rozwoju wskazywanym przez AA. Tak naprawdę nie interesowałem się Programem - albo co najwyżej częściowo - liczyło się jedynie zachowanie abstynencji. Cały czas moje myśli związane były z alkoholem a każda łudziła, że jak przestanę pić, to wszystkie problemy życiowe też ustąpią. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Dopiero pełna akceptacja mojego uwolniła niezbędny potencjał sił aby rozpocząć zmagania z cechami, które w dużej mierze ujawniły się dopiero po zaprzestaniu picia. Nie można jednocześnie zdążać w dwóch przeciwnych kierunkach. Oczekiwać spełnienia Obietnic AA i równocześnie unikać zaangażowania w życie naszej wspólnoty. Skoro jestem alkoholikiem, to mam dziś nie pić, iść na mityng, czytać naszą literaturę, i aby zrozumieć zawarte w niej treści porozmawiać ze sponsorem. A sponsor wskaże dzień, w którym mam podjąć służbę zgodnie z osobistymi kwalifikacjami, bo służby nie można odwlekać latami. Pewnie w tym momencie odezwą się głosy – po co te służby? Po co sponsor? No właśnie. - Abyśmy wreszcie poznali i nauczyli się stosować kilka prostych zasad godziwego życia. Lubię takie porównanie.

            To życie, które mam przed sobą, to faktycznie „pole minowe”. Dla alkoholika, jak ja, szczególnie na początku było gęsto najeżone pułapkami. Wiele z nich doświadczyłem, i tylko dzięki wyjątkowemu szczęściu mogę zawdzięczać, że żyję. Mam świadomość, że alkohol zabija. Wielu znajomych już odeszło z tego świata. Ja dziś stoję przed decyzją, gdzie mam skierować swoje kroki aby godnie przeżyć kolejny dzień, jakimi mam kierować się zasadami? Oczywiście mam prawo kierować się własnym wyczuciem. Lecz pamiętam, że dotychczas w życiu to się nie sprawdziło. W konsekwencji musiałem wstąpić do AA . Wydaje mi się, że wyjątkowo trafnie wyraził tę myśl Bernard Smith, były przewodniczący Rady Powierników AA : - Tragedią naszego życia jest to, jak głęboko musimy cierpieć, nim  nauczymy się prostych prawd, według których trzeba żyć. (Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość str.331) Dotarło do mnie, że nadszedł czas aby zacząć postępować według nowych prawd, a te dopiero miałem poznać. Gdy sięgnąłem do podręczników psychologii czy poradników doznałem pewnej niespodzianki. Chyba wszystkie z nich podkreślały, że najlepszym sposobem przyswojenia sobie nowych zasad jest aktywne uczestnictwo w życiu ludzi, dla których stosowanie tych zasad jest skutecznym sposobem na życie. Wspólnota okazała się wspaniałą receptą na moją trzeźwość,  pozwalając w działaniu zobaczyć wszelkie niuanse programu AA.

W atmosferze poświęcenia, przyjaźni czy wyrozumiałości … egoizm i egocentryzm bledną. Gdy podejmowałem się kolejnych służb miałem okazję oglądać przyjaciół w najróżniejszych momentach życiowych. Nie dość, że zupełnie swobodnie poruszali się pośród pułapek „pola minowego”, to jeszcze czerpali zadowolenie ze wspólnego przebywania. Niczym w wielopokoleniowej rodzinie starsi przekazywali swe umiejętności nowym członkom Wspólnoty. W naturalny sposób stawali się sponsorami nowych. Ale jeden warunek. O sponsorowanie, a więc pewnego rodzaju przewodnictwo w trzeźwieniu trzeba poprosić. Dla mnie pochylenie głowy stało się dużo łatwiejsze, gdy zobaczyłem, że inni już posiadają swoich sponsorów. Ta odrobina pokory, pochylenie głowy przed drugim człowiekiem sprawia, że łatwiej już skłonić się przed Bogiem. A dopiero to jest najważniejszym celem w AA. Odnalezienie własnej drogi . Odkrycie w sercu pragnienia Boga. Jak stwierdza Wielka Księga, to ON może nam pomóc zmienić swoje życie. A co się stało z przyjacielem z młodości? Przy całej sympatii do AA, przyjaciel nie zdecydował się poświęcić czasu, drobnych pieniędzy ani pogłębić zainteresowania Programem AA, ale jak mówią – póki nie pije, wszystko możliwe. Choć już od pewnego czasu nie widzieliśmy się, to sobie pomyślałem - a może w życiu już mu się poukładało? Oby tak było. A może AA działa tylko dla alkoholików?  

Pozdrawiam pogodnie Marek Warszawa 20 października 2006 r.

 


 

Fragment z listu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z 26 sierpnia 1996 roku do uczestników VI Ogólnopolskiego Kongresu Anonimowych Alkoholików w Warszawie.

 

„….. AA pomaga ludziom uzależnionym, często zagubionym i nieszczęśliwym. Tym spośród nas, którzy utracili poczucie sensu życia. Program AA uczy nie tylko tego, jak żyć bez alkoholu, ale także odpowiedzialności za swoje życie mimo ciężkiej, nieuleczalnej choroby.

Okazuje się, że alkoholicy mogą być takimi ludźmi jak inni, o ile przestaną pić.

I właśnie dzięki AA takich ludzi jest coraz więcej…”

 


RECEPTA DLA ALKOHOLIKA

 

            Po dziesięciu latach wstrzemięźliwości spotkałem lekarza, który wystawił mi pierwszą diagnozę. Siedział w kawiarni. Nie pamiętał mnie. W swojej karierze zetknął się z ponad 40 000 alkoholików. Jednak pogratulował mi, gdy powiedziałem mu, że od 10 lat nie wypiłem drinka. „Mam do pana jedno pytanie" – rzekłem. „Dlaczego powiedział mi pan od razu, że jedynie diagnozuje alkoholików i nigdy ich nie leczy? Wielu lekarzy zarabia olbrzymie pieniądze usiłując leczyć alkoholików." Jego odpowiedź była prosta. „Nie udaję, że rozumiem alkoholizm. Mogę go rozpoznać, ale nie wiem dlaczego ludzie odczuwają potrzebę picia. Posyłam ludzi do AA, ponieważ to działa. Nigdy nie mógłbym zaoferować leczenia, jakie oferuje AA." Czy miał rację? Po 14 latach trzeźwości dałbym krótką odpowiedź: tak. Wciąż mam tą samą rodzinę, tą samą pracę, tych samych sąsiadów ale dużo lepsze życie.                         

MITYNG styczeń 2001

 


 

Opłatek

 

 

            Był to kolejny mityng „opłatkowy” (choć znam jedynie zamknięte i otwarte). Każdy starał się wypowiedzieć inną, bardziej wymyślną kwestię życzeniową. Siedzący obok mnie alkoholik wziął do rąk talerzyk z opłatkiem i zaczął jak poprzednicy składać życzenia szczęśliwych i pogodnych… Mówił nawet ciekawie,

Tego dnia było słonecznie a kilka promieni zimowego słońca padało na jego twarz.

W tym świetle zauważyłem jak rozpylają się drobniutkie cząsteczki śliny z jego ust. Opadały wprost na talerzyk z opłatkiem trzymany w rękach mówcy. Przed nim głos zabrało już z 15 osób. Każdy potem odłamywał kawałeczek „Bożego chlebka” i wkładał do ust. Ogarnęło mnie przerażenie bo za chwile talerzyk miał trafić do mnie. Przestałem słuchać życzeń a zacząłem szukać sposobu na pominięcie mojej kolejki. Aby tylko tego nie jeść! Tłukło mi Się po głowie. Przykro powiedzieć ale czułem obrzydzenie.

A w Wielkanoc ten sam cyrk z jajem! Potem tydzień mozolnie leczę wątrobę.                                                                                                                                  

lechu02

 


 

Z korespondencji meilowej

 

            Skąd ja niby mam wiedzieć?

Chciałbym skupić się na tym elemencie Kroku XI, który dotyczy poznawania woli Boga.       
Bardzo długo ten temat albo mnie irytował, albo przygnębiał, albo wprawiał w zakłopotanie, albo...

W każdym razie coś mi robił i nigdy nie było normalnie. Jak ja niby mam poznać Jego wolę wobec mnie? To co niby? Przemówi do mnie? Zapali mi krzak na skwerku? Skąd ja mam wiedzieć, co On chce ode mnie?

Czego oczekuje?

Kiedy mi podpowiadano, że Bóg może przemawiać przez innego człowieka, dalej się stawiałem" twierdząc, że ludzie mówią różne rzeczy, czasem sprzeczne i skąd ja mam wiedzieć, czy to słowa Boga, czy tylko złośliwość sąsiada? To tylko próbka z pewnego okresu. Wiele w tym było arogancji i niezrozumienia, ale także bezsilności i bezradności wobec spraw dla mnie nowych. Kiedy w miarę trzeźwienia coraz częściej udawało mi się nie uruchamiać komplikatora w głowie, zorientowałem się, że te najważniejsze sprawy tak naprawdę są proste. Bóg nie musi (choć oczywiście może i pewnie czasem to robi) się ze mną porozumiewać w jakiś skomplikowany, alegoryczny sposób, przekazując mi pewne treści czy zalecenia w niezbyt jasnych i rodzących wątpliwości słowach innych ludzi. Bóg dal mi 10 Przykazań. Prostych, jasnych i jednoznacznych instrukcji odpowiadających na pytanie: jak żyć?          
            Ciekawe jest to, ze nie trzeba być katolikiem, żeby z tych rad móc korzystać...

Ale to inna sprawa.  W książce "Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość" na str. 331 napisano: " Tragedią naszego życia jest to, jak głęboko musimy cierpieć, nim nauczymy się  prostych prawd, według których należy żyć".

            Jedno z moich "wielkich odkryć" w Strzyżenie - latem tego roku - to historia Koziołka Matołka. Koziołek wędrował po całym świecie pakując się w coraz to większe tarapaty i przeżywając rozmaite nieprzyjemne przygody, żeby wreszcie to, czego szukał znaleźć w punkcie, z którego wyruszył.    Ja błąkałem się i komplikowałem sobie życie co najmniej 30 lat (nie mówię tu o piciu, a przynajmniej nie tylko). A wszystkie rozwiązania i odpowiedzi miałem pod nosem. Słuchałem niedawno opowiadania alkoholika z kilkumiesięczną abstynencją. Mówił o tym, że w piątek wyniósł z pracy jakieś drobne artykuły biurowe, jakieś koperty, koszulki czy coś w tym stylu. No i przez weekend zastanawiał się, myślał, rozważał, i w końcu postanowił odnieść w poniedziałek te rzeczy. W niedzielę podzielił się swoimi wątpliwościami oraz decyzją z żoną i... usłyszał, że mu szajba odbiła. Że teraz z jednej skrajności popada w drugą. I żeby się nie wygłupiał. Człowiek ten śmiał się z siebie i cieszył, że żona "postawiła go z powrotem do pionu", bo najwyraźniej zaczynało mu odbijać. Słuchałem tej historii ze smutkiem i myślałem o tym, że w Dekalogu napisane jest "nie kradnij". NIE KRADNIJ, a nie "nie kradnij powyżej 3,50 PLN", prawda? Napisane tam jest "NIE KRADNIJ", a nie "nie kradnij, ale pracowników Microsoftu, swoich ulubionych piosenkarzy i pracodawcę, to możesz", prawda? Wszyscy jesteśmy równi przed Bogiem. Jeśli jednak ja ustalam, że do pewnej wartości kraść mogę, albo, że mojej uczciwości nie narusza okradanie określonych osób lub instytucji, to ja już nie gram roli Boga... Ja jestem ważniejszy, wyższy od Boga. On ustalił zasady, a ja przydzieliłem sobie prawo do ich korygowania…            No, pięknie… 

A to tylko jedno przykazanie, jedna z zasad, według których należy żyć…     
Pozdrawiam serdecznie,                   

  Witold Opole

 


 

Moja Pierwsza  Rocznica.

 

        Marzyłem o tym, aby swoją pierwszą rocznicę trzeźwości zrobić na Detoksie w Szpitalu Praskim, na swojej macierzystej grupie „Przemienienie”, gdzie to 24-go października 2005 roku zacząłem nowe życie. Życie, o jakim nawet nie śniłem . Na łamach biuletynu „Mityng” chcę się z Wami podzielić nie tyle samą rocznicą , ile było osób i czy smakował tort z tą jedną świeczką, co chcę napisać pokrótce jak do tego dnia doszło i co się zadziało w tym pierwszym roku. Na Detoks trafiłem prawdę mówiąc nie po to aby się rzucić w ramiona Wspólnoty AA, lekarzy i terapeutów. Mój cel był zgoła całkiem inny niż zamierzałem. Po prostu już nie wiedziałem, gdzie się podziać i co dalej ze sobą zrobić. Takim sposobem znalazłem się na odtruciu. Na ścianie oddziału szpitalnego  w zaleceniach dla pacjentów wyczytałem taką oto informację : „ OBECNOŚĆ PACJENTÓW NA MITYNGU ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW o godz. 18:30 , OBOWIĄZKOWA!!!”  Co jest grane? - nawet w szpitalu nie dadzą spokoju, tylko jakieś dziwne NAKAZY ! Włos mi się zjeżył na głowie. Przecież ja nie jestem żadnym alkoholikiem. Piwoszem to może tak, ale nałogiem absolutnie nie! To, że przesadzałem w ilościach wypitego trunku nie znaczy, żeby kierować mnie od razu na jakieś tam dziwne spotkania AA. Co ludzie powiedzą, jeśli to wyjdzie na jaw? Wściekły i rozgoryczony, choć udając spokój, żebym w oczach innych towarzyszy niedoli nie wyszedł na słabeusza i mięczaka, poszedłem. SKORO KAŻĄ ! Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłem „TYCH”,  co wchodzą na odział na kilkanaście minut przed rozpoczęciem się mityngu . Normalnie czysto ubrani i zadbani ludzie. Patrzyłem z niedowierzaniem. Nikt nie miał „sinego nosa” ani podartych gaci ! ( bo takie było moje wyobrażenie  o alkoholikach ). Nagle weszło kilka kobiet. Pomyślałem,  że to jakaś prowokacja ze strony personelu oddziału . W tym momencie już nie tylko z NAKAZU ale i z ciekawości poszedłem. Czekałem kiedy się zacznie mityng i co takiego Ci alkoholicy mają mi do przekazania , jak  i w jaki sposób mogą mi pomóc? Usiadłem w kącie, gapiłem się i słuchałem, czasami pokazywał mi się na twarzy ironiczny uśmieszek. Przecież obok mnie siedzieli koledzy z sali. O dziwo nikt z obecnych „gości” nie nakazywał mi abym kategorycznie zaprzestał picia, usłyszałem, że jeśli nie uważam się za osobę mającą problem z nadużywaniem alkoholu mogę w każdej chwili iść i spróbować dalej powalczyć z tym „wrogiem”, ale w każdej chwili mogę wrócić. Nikt mnie nie wygoni i nie będzie zakazywał wstępu. Te słowa nie były skierowane bezpośrednio do mnie. Zapamiętałem fragmenty zdań : „ w bezsilności siła” , „ poddałem się, ja już nie walczę”. W moim i tak już skołatanym umyśle zrobił się jeszcze większy rozgardiasz. Co to wszystko znaczy? Te słowa, sugestie i ta modlitwa na koniec, nie mogłem tego wszystkiego pojąć. Dzisiaj wiem, że ten dzień, w którym Wspólnota Anonimowych Alkoholików stanęła mi na drodze był przełomowym dniem w moim życiu. Od kiedy zacząłem stosować te zasady, słuchać sugestii innych alkoholików abym chodził na mityngi, podjął służbę, czytał literaturę i znalazł sobie sponsora   - pomogło. Te wszystkie porozrzucane klocki powoli zaczęły się układać w taki normalny kształt. Godzina po godzinie, dzień po dniu, życie zaczęło nabierać sensu i wiary w to, że jednak można żyć bez alkoholu. Anonimowi Alkoholicy przyszli do mnie podzielić się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją,.. i ja z tego skorzystałem. Cieszę się, że żyję inaczej.  W zgodzie z naturą i drugim człowiekiem.  Potrafię docenić to co dzisiaj mam.  Przed trudnymi sprawami życiowymi nie uciekam, bo i dokąd …? Staram się je rozwiązywać na bieżąco, nie robię projekcji … co to będzie jeśli?,  darmo się denerwował i wypalał energię? Powierzam się swojej Sile Wyższej i to pomaga. Tego wszystkiego doświadczam we Wspólnocie AA i staram się to wszystko wdrażać w swoje TRZEŻWE ŻYCIE .

Nie zapominam też o swoich terapeutach, którzy od początku  przyczynili się do ugruntowania mojej świadomości, abym pozostał na tej drodze, którą obrałem. Z tego miejsca chcę podziękować Kasi Dolińskiej, Radkowi Kościjańskiemu oraz pozostałym terapeutom ze Szpitala Praskiego, oraz wspaniałej i serdecznej  Elżbiecie Bojemskiej z Poradni Uzależnień w Wołominie, do której trafiłem zaraz po wyjściu z Detoksu. Dziękuję Tobie Elu, że przekazałaś mi tyle wiedzy na temat choroby jaką jest alkoholizm. Do tego w sposób taki zrozumiały.

I tak oto minął pierwszy rok mojej trzeźwości, dwanaście miesięcy, które nie poszły moim zdaniem na marne. Ktoś powiedział, że „doczłapałem” do tej rocznicy. NIE ! Ja na ten dzień ciężko pracowałem. Uwierzyłem drugiemu alkoholikowi, posłuchałem się terapeutów. Od Wspólnoty AA dostałem program  sposób na godne życie bez alkoholu i radzenia sobie w trudnych sytuacjach . Wiem , że to ja sam zdecydowałem o swojej trzeźwości ale sam  nie mógłbym tego dokonać bez Waszej pomocy drodzy przyjaciele. Jeśli ktoś się zapyta czy już czuję się pewnie?  - odpowiem NIE, jeśli chodzi o alkohol - ale za to czuję się bezpiecznie w otoczeniu innych trzeźwiejących alkoholików . Mój przyjaciel często  mówi tak: „polubiłem trzeźwe życie”.  Ja zamiast tego „polubiłem” powiem  POKOCHAŁEM .Wiem, co znaczy Pogoda Ducha , widzę ją u przyjaciela , który jest moim sponsorem. Pomimo ciężkiej choroby jest w  nim pełno radosnego życia. To jest właśnie urok AA . Utkwił mi w pamięci artykuł ze styczniowego biuletynu „MITYNG” Jestem trzeźwy … I co dalej?

Dzisiaj znam odpowiedź na to pytanie . Jeśli ktoś się mnie spyta, gdzie są wskazówki aby odnaleźć drogę do Boga, odpowiem - najszybciej będzie  przyjacielu,  jak otworzysz drugą stronę tego biuletynu ( patrz obok spisu treści ) .

A wracając do samej rocznicy, to tortu starczyło wszystkim i nawet smakował. Pochwalę się, była nawet moja kochana żona Marzenka.  Po raz pierwszy na mityngu AA, a jednak i jej się spodobało ( przynajmniej tak mówi ). Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę kolejnych 24 godzin. Warto spróbować trzeźwości. Nie kosztuje zbyt wiele, a rezultaty przechodzą najśmielsze oczekiwania.

Andrzej alkoholik  (z Zielonki)

 


 

Granice Niezależności – czy istnieją?

 

 

Inicjatywy grup w wychodzeniu z niesieniem posłania, organizacja rocznic, uroczystości, wyjazdów, spotkań o charakterze religijnym.

 

            Kiedy się zastanawiałem nad powyższym tematem, doszedłem do wniosku że jest on bardzo trudny do jednoznacznego określenia, a jakiekolwiek interpretacje niezależności wybiegają poza przyjęte w AA tradycje. Jeden z naszych przyjaciół alkoholików, zapytany przeze mnie jak określić granice niezależności podał mi zasłyszaną poza AA kwestię:

Ile wody można dolać do wina, aby nadal było winem?

Od pierwszych dni mojego uczestnictwa w AA słyszę „ja nic nie muszę”. Ja też przyjąłem tą niebezpieczną dla mojej trzeźwości postawę która zepchnęła mnie ku samowoli i ignorancji. Tak wypaczona „wolność” w moich poczynaniach zaprowadziła mnie po krótkim czasie odejścia od wartości duchowych do powrotu do alkoholizmu. Pochłonięty sobą nie spostrzegłem logicznych konsekwencji, uczestnictwa w AA, odwrotnie niż moi poprzednicy, Alkoholicy, którzy trwale wrócili do zdrowia. Zasady którym „muszę” się podporządkować są wielokrotnie mocno akcentowane i podkreślane w poszczególnych rozdziałach książki „Anonimowi Alkoholicy” i nie tylko. Po przykrych konsekwencjach przebudowałem na własne potrzeby powiedzenie „Ja nic nie muszę” Nic nie muszę – jeśli chcę wrócić do nałogu, lecz do odzyskania zdrowia MUSZĘ stosować się do zasad AA, skoro jestem w AA”. Ale jakie one są? Z tym miałem najwięcej trudności. Moją niezależność określa 12 Koncepcji  w służbie a w życiu wspólnotowym jak i osobistym, poza AA - 12 tradycji.

Analogicznie zasady regulują istnienie każdej grupy AA, która przyjmuje nazwę Anonimowych Alkoholików. Choć wiele razy mocno podkreśla się „niezależność każdej grupy”, to dla mnie w domyśle zawsze znaczy, że nie mogą poczynania tej grupy wychodzić poza Tradycje i Koncepcje AA. W innym przypadku - nasze doświadczenia mówią o zaniku sumienia, braku służb w tych grupach i ostatecznym ich upadku, bądź podporządkowaniu ich ambicjom osobistym uczestników, wpływom lokalnej Religi lub innym organizacjom abstynenckim. W każdym przypadku odejścia od zasad AA wszyscy stajemy się odpowiedzialni wobec tych, którzy przyszli do AA i nie otrzymali szansy wyzdrowienia.

W Regionie Warszawa poznałem grupy, które niosą posłanie na oddziały odwykowe, detoxu, do zakładów karnych solidnie wypełniając swój główny cel. Są też grupy AA silnie związane z miejscowymi parafiami, realizują posłanie lokalnego kościoła, związane z ośrodkami leczenia terapeutycznego i pozostające pod ich wpływem. Czasem w mityngu AA przy ośrodku, uczestniczy terapeuta narzucając swoje wymogi. Ale jeśli udaje im się zdrowieć? – to szczęść im Boże! Obawiam się jednak, że w ten sposób grupy AA izolują się od wielorodności doświadczeń członków AA, fałszując tym samym obraz AA jako całości. Mogą one sugerować nowoprzybyłym, że tak jak ich grupa wygląda całe AA, zamykając szansę wyjścia z alkoholizmu propagowaną przez AA. Odpychają czasem fanatyzmem.

Podczas pewnego Mityngu Zlotu Radości AA, gdy gospodarze nagle opuścili salę i udali się na obchody Religijne poczułem się mocno zdezorientowany i prawdę mówiąc straciłem ochotę na dalsze uczestnictwo - wyszedłem. Czy byłem na mityngu AA? Nadal zadaję sobie to pytanie. Mam wątpliwości. Nie czułem się tam potrzebny! Coraz rzadszym zjawiskiem jest dawanie tak zwanych świadectw Alkoholików, mówiących o AA podczas mszy we własnej parafii i podczas uroczystości kościelnych. Obok spektakularnego emocjonalnego uniesienia słuchaczy spotkałem się z łamaniem anonimowości mówców i olbrzymim ryzykiem utraty dobrego wizerunku całego AA. W przypadku ewentualnego, późniejszego zapicia mówcy, potencjalny „nowicjusz” być może powie – AA nie działa, po co mi to AA skoro ten co wczoraj chełpił się trzeźwością, dziś leży pijany? W moim odczuciu przekroczono granice niezależności w podanych wyżej przykładach. Nie staram się piętnować nikogo lecz przyglądam się uważnie poczynaniom grup i jest to moje doświadczenie pozwalające mi nie popełniać tych samych błędów. Podczas naszych Zlotów Radości obserwowałem równoległą sprzedaż literatury parapsychologicznej prywatnych wydawnictw. Konflikt interesów dla oferty literatury BSK AA wydaje mi się rażąco oczywisty Moim zdaniem wprowadza to sugestię, że AA oferuje wiele różnych sposobów powrotu do zdrowia, a z moich doświadczeń wynika, że to nie jest prawda. W moim odczuciu to samowola służb niewiele mająca wspólnego z niezależnością i odpowiedzialnością jeśli dopuszcza się tego typu praktyk.. Czy w tym wymiarze niezależności mamy prawo dawać przyzwolenie wydawnictwom pożytkującym swoje zyski na własne cele nie związane z niesieniem posłania AA? Czy sami nie prowokujemy w ten sposób rozmydlenia naszych zasad i dezorientacji?  Być może warto zastanowić się nad formą i zgłosić wniosek do Konferencji o określenie zasad  sprzedaży literatury podczas Zlotów i uroczystości AA?

Znam grupy AA kumulujące przez cały rok duże kwoty pieniędzy, na przyszłą rocznicę i zabawę taneczną. Wiem, że uczestnicy tej grupy corocznie organizują huczne obchody i to ich prawo do niezależności i sposób na trzeźwość, ale gdy jednocześnie utyskują na wysokie koszty dojazdu do naszego Regionu czy na Konferencję, oczekując od Regionu dopłat do akredytacji i przejazdów dla swojego mandatariusza? Wydaje się to przekroczeniem granicy niezależności a wręcz nadużyciem. Niektóre grupy nie wnoszą swojego udziału do produkcji spisów adresowych mityngów AA, a jednocześnie żądają umieszczenia adresu grupy w tym spisie. Czy warto tak funkcjonującą grupę propagować, gdy nie wykazuje ona ochoty do współuczestnictwa i nie manifestuje swojej przynależności do AA w duchu7 tradycji?

Te wątpliwości sprawiły, że zadaję sobie pytanie: Kiedy w grupie AA, zostaje przekroczona granica niezależności? Czy ja mogę mieć na to wpływ? Podobne wątpliwości nasuwa mi pytanie od którego zacząłem. Ile wody można dolać do wina...?

Wychodząc tym problemom naprzeciw w Regionie Warszawa organizowaliśmy w 2004 roku sesje warsztatowe poświecone wypełnianiu podstawowych służb w grupie. W ciągu 2005 roku przeprowadziliśmy comiesięczne warsztaty 12 Tradycji AA. W bieżącym roku kończymy już sesję warsztatów poświęconych 12 Koncepcjom. Ze wszystkich tych spotkań warsztatowych sporządzamy szczegółowe sprawozdania i zamieszczamy wypowiedzi uczestników, które publikujemy w Regionalnym Biuletynie „MITYNG”. Spisujemy je w poczuciu odpowiedzialności i z nadzieją, że posłużą one jako materiał startowy wszystkim zainteresowanym do odbycia kolejnych warsztatów. Być może nasze doświadczenia posłużą innym, a w przyszłości pomogą poszukującym, łatwiej odróżnić granice niezależności od samowoli? Planujemy rozpoczęcie pracy nad poradnikiem służb Regionu zapewne wykorzystamy zdobyte doświadczenia z odbytych warsztatów. Zaskakująca dla mnie jest mała ilość sprawozdań z sesji warsztatowych w pozostałych regionach Polski. Wiem że  odbywa się ich wiele. Z chęcią bym je poznał. Ale czy są zapisane? Odczuwam wielki niedosyt wypowiedzi i doświadczeń naszych funkcyjnych przyjaciół ze służb wszystkich szczebli. Jeśli to możliwe zamieszczajmy je w naszych biuletynach. Może ten sposób, między innymi, da nam szansę przyczynienia się do wzrostu świadomości w wyznaczaniu niezależności przy jednoczesnym zachowaniu Jedności.                                                  

Lechu02-alkoholik

 


 

KRÓTKA HISTORIA PREAMBUŁY AA

 

Anonimowi Alkoholicy są Wspólnotą

mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem

doświadczeniem, siłą i nadzieją

aby rozwiązać swój wspólny problem

i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu.

Jedynym warunkiem uczestnictwa we Wspólnocie

jest szczera chęć zaprzestania picia

AA nie pobiera żadnych składek.

Nie jest związane z żadną sektą, wyznaniem, działalnością polityczną,

organizacją lub instytucją.

Nie angażuje się w żadne polemiki.

Nie popiera ani nie zwalcza żadnych poglądów.

Naszym podstawowym celem jest trwać w trzeźwości

i pomagać innym alkoholikom trzeźwość osiągać.

 

Tak mniej więcej – w surowym i nie zatwierdzonym tłumaczeniu – brzmiał  oryginalny tekst Preambuły, kiedy to w 1947 roku, po raz pierwszy ogłoszona została w czerwcowym wydaniu GRAPEVINE. Zredagowana i wydana wówczas, jako notatka informacyjna, mająca przybliżyć  wszystkim czytelników pisma, nie będącym Uczestnikami Wspólnoty AA, cele i metody działania Wspólnoty, stała się w międzyczasie stałą częścią literatury AA. W końcu nadano jej nazwę PREAMBUŁA, gdyż na większości mityngów jest ona czytana przed rozpoczęcie tychże.

     Większa część sformułowania wzięta została z przedmowy do pierwszego wydania książki „Anonimowi Alkoholicy”, w której to właśnie „szczera chęć zaprzestania picia” określona została jako „jedyny warunek przystąpienia do wspólnoty”. Preambuła wkrótce zaczęła pojawiać się w zatwierdzonej przez Konferencję literaturze, jak i w wielu innych pismach AA.

     Podczas Wspólnej Konferencji Służb w 1958 roku, jeden z delegatów zapytał, co należy rozumieć pod pojęciem: „szczera chęć zaprzestania picia”, dając zarazem do zrozumienia, że słowo „szczera” mogłoby zostać wykreślone z treści Preambuły, gdyż nie występuje ono w treści Tradycji Trzeciej. Podczas dyskusji, wielu uczestników Konferencji stwierdziło, że po tym, jak AA uzyskało już dojrzałość, prawie niemożliwym stało się rozstrzygnięcie tego, co naprawdę można określić mianem: „szczera chęć zaprzestania picia”. Poza tym uznali także, iż niejednego, który mógłby zainteresować się Programem, wyrażenie to mogłoby wprowadzić w błąd. Tak więc, na wskutek rozwoju AA wyrażenie to zostało w ogólnym stosowaniu opuszczone. Wspólne posiedzenie Służb, które odbyło się latem 1958 roku zatwierdziło to skreślenie i od tej chwili w Preambule używa się jedynie zwrotu: „chęć zaprzestania picia”.

     Na tym samym posiedzeniu wyjaśniono też, że zwrot: „nie pobiera żadnych składek” powinien brzmieć tak, jak brzmi on dzisiaj, tzn.: „Nie ma w AA żadnych składek ani opłat, jesteśmy samowystarczalni poprzez własne dobrowolne datki.”     Obecną oficjalną wersję Preambuły możemy przeczytać w zasadzie na pierwszej stronie każdego pisma czy książki AA.

 


 

MITYNG 12/54/2001

            Jak korzystamy z literatury AA?

Aprobata Konferencji Służb Ogólnych AA powoduje jednolitość treści, szaty graficznej, a nawet układu akapitów wszystkich publikacji w Polsce i na świecie. Jak bardzo jest to ważne, uzmysłowiła mi opowieść o Polaku i Włochu, którzy na mityngu we Włoszech, porozumiewali się zaznaczając i pokazując sobie fragmenty polskiego i włoskiego wydania Wielkiej Księgi. Wszyscy mówcy przyznali, że literaturą AA są publikacje zaaprobowane przez Konferencję Służb Ogólnych AA, a wydawane przez BSK.

 

            MOJE  KONFERENCJE  -  refleksje nad nimi

Pamiętam tez konferencję gdzie miałem wyjść na salę i powiedzieć TAK! Stanąć przed mikrofonem spojrzeć na moich przyjaciół i podziękować IM za ZAUFANIE. NIEWAŻNY był już STRACH, BIJĄCE SERCE, TRZĘSĄCE SIĘ NOGI. WAŻNA BYŁA ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Ogarnęła mnie jakaś nieokreślona wdzięczność i wzruszenie. Na XV konferencji stanąłem już dwa razy przed mikrofonem, a kiedy zobaczyłem moją przyjaciółkę, która to zrobiła po raz pierwszy tak jak ja wcześniej, na przerwie uścisnąłem ją serdecznie. Dziś jestem głęboko wdzięczny konferencji za to, że trwa .. dzięki czemu i ja mogę budować nową świadomość w sobie i z wdzięcznością przekazywać ją dalej tym, którzy też tego zapragną.

 

MITYNG 12/66/2002

            Żyję jednym dniem i jedną myślą, by powolutku i ostrożnie zajmować się tym, co najważniejsze - nigdy więcej nie wracać do tego, co było! A moje usta, nieraz mokre od śliny, szepczą nocą do uszu: - „Zbudź się Zosiu, miałaś koszmarny sen, Ty już nie pijesz. - Jest śnieg, biały, jak sól jest biała i przymrozek. Jest czysto i jest świeżo - ty już nie pijesz”

            O BUTACH...

„Najbardziej przerażał mnie moment, kiedy sięgałeś po buty. Nigdy nie wiedziałam czy jeszcze wrócisz, a jeśli, to kiedy, w jakim stanie i po jakich przejściach. Nienawidziłam każdej pary twoich butów”.

            UWOLNIONA Z PĘT

Jeżeli masz urazę od której chcesz się uwolnić i jeżeli się modlisz za osobę lub za to coś co cię zraniło, to zostaniesz uwolniony. Jeżeli w modlitwie prosisz dla tej osoby o to wszystko czego byś chciał dla siebie, to zostaniesz uwolniony. Proś dla niej o zdrowie, powodzenie, szczęście, a zostaniesz uwolniony. Nawet jeśli naprawdę tego nie chcesz a twoja modlitwa to tylko słowa – trwaj w niej i nie ustawaj.

 

MITYNG 12/78/2003

            SAMOTNOŚĆ

Mam 50 lat i jestem alkoholikiem, który ma za sobą kilkanaście lat spędzonych w więzieniu. Te słowa również piszę z więzienia, ponownie odsiadując kolejny wyrok. Zawsze była pustka wokół i potworna pijana samotność. Podzielę się tylko swoją radością, że o samotności myślę już w czasie przeszłym. To radosne odczucie, i wiem, że to było możliwe dzięki wspólnocie i przyjaciołom z AA.

            Zadanie...

Otrzymałem zadanie, by napisać to, co chciałbym powiedzieć nowemu.

Sam dochodziłem latami, a przecież mogłem popełnić mniej błędów. Byłem zbyt zadufany w sobie by starać się o sponsora. Nikt mi nie powiedział, że tej naszej literatury się nie czyta, a raczej studiuje. Teraz wiem, że wystarczy otworzyć spis treści w książce np: JAK TO WIDZI BILL i mamy po kolei: złość - str.., służba - str.., rodzina - str..., obrachunek - str... . itd. Nic nie trzeba wymyślać w długich dywagacjach. Jest gotowiec.

Czytając mogę się jedynie zastanowić, o ile mnie to dotyczy? Miłej lektury.

            „Uczestnik mityngu”, członek grupy, członek Wspólnoty AA,

dokąd prowadzi ta droga?

UCZESTNIKIEM MITYNGU byłem - siedząc z boku. Przecież powiedzieli że mogę brać i to za darmo.

UCZESTNIKIEM GRUPY stałem się niechcący – wrobili mnie. Zaproponowali funkcję skarbnika - to wziąłem. Na intergrupę trzeba polecieć, nie ma sprawy, lecę, może będzie fajnie? Może, znowu się czegoś dowiem? Wcale nie jest tak źle być alkoholikiem. Rozumiemy się! No, nie przypuszczałem, że tylu ludzi jest zaangażowanych w pracę dla AA. Jacy są pogodni? Czy mają te sławną Pogodę Ducha?

 

MITYNG 12/90/2004

            Nauczył mnie pokory i modlitwy

Z korespondencji meilowej

Nie ma znaczenia, jak wyglądam, ważne, jak dużo serca, miłości w tę modlitwę wkładam. Już nie proszę o trzeźwy dzień. Dziś przychodzę i mówię: daję Ci mój trzeźwy dzień, zrób z nim, co Ci się Boże podoba.  Ściskam w ten pełen zadumy i modlitwy dzień. Wspominam przyjaciół, którzy odeszli trzeźwi, ale także tych, którzy dopiero po drugiej stronie wytrzeźwieli.

            Być albo nie być?

Dziś wiem że więzienie uratowało mi życie. Wolę być trzeźwy w więzieniu niż pijany, poniżony na wolności. Gdy piłem alkohol robiłem rzeczy niegodne człowieka, pozbawiłem się wartości moralno-fizycznej stałem się egoistą i samolubem. W areszcie śledczym zwróciłem się do Boga o pomoc w odnalezieniu własnej drogi, zapragnąłem miłości, wiary i nadziei na odzyskanie wartościowego odnowionego duchowo - Leszka. Wstąpiłem do wspólnoty AA. Przeszedłem terapię odwykową na Warszawskim „Mokotowie”, aby zagłębić się i poznać tajniki własnej choroby. Minęło 6 lat mojego bycia w AA. grupa wspiera mnie i pomaga przezwyciężać trudne okresy słabości.

 

MITYNG 12/102/2005

            Moje poznawanie  i nauka jedności

Tę parę lat we Wspólnocie, gdy nie stałem z boku, gdy nawet z wygody, na pół gwizdka (czasem na 1/1000), aby się nie czepiali, ale „coś dłubałem” z innymi dla innych - owocuje. Chociaż nadal często, nawet bardzo często, gdy „nie dzieje się MOJA WOLA”, miewam odruch ślimaka „iść do swojego domku”, to wspomnienia: (zadowolenia, jeśli już nie szczęścia, gdy udało się zrealizować jakiś wspólny projekt uczuć, których właściwie nie potrafię opisać, gdy pragnienie bycia w grupie i to nie jako „piąte koło u wozu” pomogło mi pokonać kolejną barierę)

            Inwentura grupy      

Wiele grup okresowo przeprowadza "mityng inwentury grupy", aby ocenić jak dobrze spełniają swój główny cel: pomoc w zdrowieniu alkoholikom poprzez sugerowany przez AA program zdrowienia Dwunastu Kroków. Niektóre grupy przeprowadzają inwenturę badając nasze Dwanaście Tradycji, nie więcej niż jedną naraz, aby ustalić, w jakim stopniu żyją zgodnie z wymogami tych zasad.

Archiwum przygotowała Gosiali

mso-greek-font-family:Times;mso-hebrew-font-family: Times;mso-latin-font-family:Times;mso-latinext-font-family:Times'>Dla mnie pochylenie głowy stało się dużo łatwiejsze,