MITYNG 12/126/2007

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


 

Świąteczny dzień, jak każdy inny, ma tylko 24 godziny

 

Jest chyba w życiu każdego z nas taki okres, który tradycyjnie kojarzy się ze szczególną atmosferą wzajemnej życzliwości. To dzień, kiedy dla swoich bliskich a nawet przypadkowych osób mamy wiele zrozumienia i serdeczności. Chcielibyśmy z całym światem odczuwać smak radości pojednania. Tego dnia dużo bardziej jesteśmy skłonni wybaczyć cierpienia i przykrości jakich doznaliśmy w przeszłości. Wyjątkowo łatwo udziela się nam sielankowy nastrój Świąt Bożego Narodzenia, Nowego Roku, a zwłaszcza wieczoru wigilijnego. Tylko jedna myśl zakłóca spokój. Czy również nam wybaczą?

Okres świąteczny to często czas wspomnień. Wspominamy sobie dni dzieciństwa, swoje marzenia i radości, a później wiele lat straconych w alkoholowym upojeniu. Bywa, że myśl o nadchodzących świętach wywołuje falę poczucia winy i wstydu; za łzy dzieci, rozczarowania rodziny. Bywało, że nawet jeśli mieliśmy to szczęście posiadać dom, to nie było komu zasiąść z nami do stołu. Nieraz  był to samotny czas z butelką, albo w więzieniu czy ośrodku dla bezdomnych. Niektórzy pamiętają dni spędzone na ulicy, gdy przez radosne, jasne okna podglądali życie innych. Wielu z nas zna to uczucie, prawda?

Jeśli gruntownie pracujemy nad programem zdrowienia, jak na dłoni widzimy, jaki bezcenny dar otrzymaliśmy we wspólnocie AA - Przebudzenie duchowe w rezultacie tych kroków. Wyjaśnienie tych słów znajdziemy na stronie 72 w Wielkiej Księdze:

„...Zniknie uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się nad sobą. Bardziej niż sobą zainteresujemy się bliźnimi. Zniknie egoizm. Zmieni się cały nasz stosunek do życia. Opuści nas strach przed ludźmi i niepewnością materialną. Znajdziemy intuicyjnie sposób postępowania w sytuacjach, których dotąd nie umieliśmy rozwiązać. Nagle zaczniemy pojmować, że Bóg czyni dla nas to, czego sami dla siebie nie byliśmy w stanie uczynić.”

         Nadchodzący okres świąteczny dla wielu z nas może być trudny, szczególnie dla początkujących, którzy dopiero pracują na wybaczenie przez rodzinę. Lecz pamiętajmy, że świąteczny czas spędzony samotnie tylko z telewizorem dla towarzystwa - o ile jeszcze jest - może być niebezpieczną perspektywą dla początkującego w trzeźwości alkoholika. Wtedy sugestie aby wywalić z siebie cały żal mogą okazać się mało skuteczne. Jednak uczestnictwo trzeźwiejących alkoholików w świątecznej atmosferze można uczynić łatwiejsze. Choćby przez otwarte drzwi naszego mityngu w całym okresie świątecznym. Można też zaprosić przyjaciół, którzy z jakiś powodów, też będą w domu sami. Warto też wykonać telefon i podzielić się swoimi obawami z pierwszych trzeźwych świąt nowemu przyjacielowi pokazując, że każdy dzień można przeżyć. Że ten świąteczny dzień, jak każdy inny, ma tylko 24 godziny. Inaczej mówiąc, prawdziwego ducha wspólnoty AA znajdziemy nie tyle zasiadając przy uginającym się stole (często stole mityngu), ale wyciągając rękę miłości potrzebującym.

Zatem  raz  jeszcze  - Zdrowych i pogodnych dni w trudnym okresie świątecznym!

Pozdrawiam pogodnie, Marek

 


 

Świadomość upadku początkiem wzrostu

Przez wiele lat, kiedy jeszcze byłem dzieckiem, mój tata bardzo często powtarzał mi taką historię, aż ją zapamiętałem na lata. „Jakiś człowiek nie dawał rady i topił się. Woła świętego Antoniego – ratuj, ratuj. Ten się zlitował i dopchnął go do brzegu. Człowiek chwycił się trawy i mówi – a teraz to ja Cię święty Antoni mam w d.... No i trawa się urwała, a  facet się utopił.” Po latach podziękowałem tacie za tę opowieść, bo to historia dla mnie, dla mnie tą życiodajną trawą jest AA. Kiedy piłem - upadałem, topiłem się, potem powoli zanikałem i często z rozpaczy wołałem o pomoc. Dostałem ją! Chwyciłem się trawy, zaakceptowałem i uwierzyłem że to jest rozwiązanie dla mnie, powoli wychodzę na bezpieczny brzeg.

 Żyję życiem wspólnoty. A tu wiele rzeczy się dzieje, dzielimy się siłą, doświadczeniem... Byłem na Konferencji Regionu Warszawa [przyp. red: pisze o niej Witek z Łodzi, Tomek, Lechu, Marek...], no  i rozpocząłem służbę w redakcji. W Konferencji Krajowej nie uczestniczyłem, ale materiały z niej poznam bądź ze Skrytki, z internetu, być może ze Zdroju [a już teraz relacje z na str. 19]. Byłem na spotkaniu Zespołu Literatury w PIK na Brazylijskiej 10. Nie dotarł tam Tomek – miał poważny wypadek samochodowy [jego doświadczenie z tego przykrego zdarzenia stało się  źródłem refleksji na temat zaufania – czytaj na str. 8]. Na to samo spotkanie zawitali do nas goście AA z Białorusi i Rosji. Długo rozmawialiśmy w miłej atmosferze o doświadczeniach, posługując się kilkoma językami (polskim, rosyjskim no i językiem serca oczywiście). Marek opowiadał m.in. o pozyskiwaniu doświadczeń w czasie swoich wyjazdów do AA na zachód Europy. Oni uważnie słuchali - też na zachód przyjechali, mówili o swoich problemach, poznawali jak działają służby [o wyłączności celu AA piszemy na stronie 11]. Byłem też na Radzie Regionu w PIK. Eh, nie jest łatwo - jak w ogrodzie - trawa wymaga znajomości rzeczy i dobrego ogrodnika. Przez te parę ostatnich  tygodni byłem też na mityngach poza macierzystą grupą – na Żoliborzu, Ursynowie i w Śródmieściu [o swoim pierwszym mityngu pisze Tereska na str. 20]. A ostatnio Robert poinformował mnie ze smutkiem, że na wieczny mityng odszedł Stanisław z „Iskierki”. Życie w AA jest mi bliskie. A trawa jest wiecznie zielona...            

 

P.S. A jak w domu i w pracy ? Dziękuję, układa się. Dzień za dniem.           Sławomir AA

 


 

Parę słów od sąsiada

Miałem przyjemność uczestniczyć w Konferencji Regionu Warszawa w dniu 20 października 2007 roku. Chciałbym podzielić się kilkoma uwagami, jakie nasuwają mi się bezpośrednio po tym wydarzeniu. Po pierwsze dziękuję organizatorom, że w ogóle mogłem tam być. Na konferencji byłem bowiem jako gość i reprezentant Regionu Łódź.

Uważam, że jest to świetny pomysł aby zapraszać przyjaciół z innych regionów na lokalne obrady. Jestem naprawdę wdzięczny i myślę, że to i inne Wasze doświadczenia wzbogacą również nasze łódzkie spotkania. Było mi bardzo miło z powodu serdeczności, z jaką nas witano oraz opieki jaką nas otoczono. A także dlatego, że mogłem spotkać  przyjaciół znanych mi wcześniej ze szlaku.

Po drugie, jestem pod wrażeniem sprawnego prowadzenia spotkania - terminowo, ze znajomością rzeczy, stanowczo kiedy trzeba, ale uprzejmie. Brawo dla prowadzącego.

Ciekawe wystąpienia w części pierwszej, tematycznej, prezentacja służb, a po przerwie warsztaty. Ja - z racji pełnionej od niedawna służby skarbnika regionu - wziąłem udział w sesji na temat „Samofinansowanie wspólnoty”. Było to doświadczenie inspirujące. Po kolejnej przerwie - wybory do służb poprzedzone prezentacją kandydatów. I to było właśnie to, czego Wam, aowcom z Warszawy, zazdroszczę. Nie samych, rzecz jasna, wyborów, ale poziomu kandydatów w nich startujących. Przyjaciele kandydujący do służb sprawiali wrażenie kompetentnych, zaangażowanych i czujących ducha AA. W dobie powszechnego narzekania na brak chętnych do służb było to dla mnie miłym zaskoczeniem. Jeśli tacy ludzie będą pilnować naszych spraw, to jestem spokojny o przyszłość wspólnoty.

   Aby nie było tak słodko, teraz o tym co wzbudziło moje wątpliwości - temat konferencji „Dzielimy się doświadczeniem, a nie zarządzamy w służbach”. Zastanawiam się, czy w ogóle to jest prawda? Doktor Woronowicz (i inni mówcy również) w swoim wystąpieniu kilkakrotnie stwierdził, że służby AA nikomu, niczego nie narzucają i nie nakazują, ale to co robią to jest właśnie mądre zarządzanie! 12 Koncepcji służb światowych mówi o:

- przyznaniu służbom „prawa decyzji” (koncepcja 3),

- powiernikach działających jako zarząd służb (koncepcja 6 i 7),

- tym, że powiernicy zarządzają finansami (koncepcja 8).  

To czegoś tu nie rozumiem - zarządzamy czy nie?

A może temat powinien brzmieć – „Dzielimy się doświadczeniem, a nie rządzimy w służbach”?

   Następna sprawa, bardziej dla mnie przykra. Kolejny raz usłyszałem apel przedstawiciela BSK zniechęcający do przyjazdu na Konferencję Krajową w charakterze obserwatora. Piszę kolejny, bo w zeszłym roku było podobnie - z powodu braku miejsca na sali obrad osoby nie będące delegatami nie były tam mile widziane. W tym roku miało być inaczej – nowe miejsce, większa sala. Niestety, słyszę to samo. Ja wiem, że to nie jest zlot radości, że wszystko mogę później przeczytać w Skrytce. Uważam jednak, że blokowanie możliwości przyjrzenia się obradom służb przez tzw. zwykłych aowców jest - delikatnie mówiąc - mało eleganckie i niezgodne z duchem AA.

Pozdrawiam, Witek AA, region Łódź

 


 

Uczymy się korzystać z doświadczeń zawartych w naszej literaturze – warsztat konferencyjny 

 

Spotkanie warsztatowe odbyło się w kameralnym gronie kilkunastu osób. Uścisnęliśmy sobie dłonie. Prowadzący odczytał ten fragment „Jak to działa”, który zwykle jest czytany na mityngach, przypominając, że choćby w ten sposób literatura ciągle jest z nami obecna. Mówiliśmy o wielu aspektach znaczenia literatury dla naszej trzeźwości.

Po pierwsze Przyjaciele podkreślali, że stanowi ona bazę do pracy nad Programem 12 Kroków i zawsze jest niezmiennym elementem, do którego można się odwołać. To, co mówią poszczególni AA może nabierać przecież osobistego wymiaru, tymczasem sięgnięcie do literatury zawsze pozwala odczytać rzeczywiste posłanie AA. Okazuje się, że ważne jest, bym niósł posłanie AA, a nie moje własne.

W kolejnych wypowiedziach podkreślaliśmy także, iż w pracy sponsora z podopiecznym to właśnie literatura stanowi podstawę, do której się odwołujemy, na której bazujemy. Można by nawet wyobrazić sobie łańcuch ludzi w AA: „sponsor-podopieczny/sponsor-podopieczny/sponsor-podopieczny…”, w którym rzeczą spajającą, takim rdzeniem jest właśnie LITERATURA. To ta sama Wielka Księga leży między mną i moim sponsorem, jak i między mną i moim podopiecznym.

Z innych wypowiedzi na warsztacie wyłaniał się obraz literatury, jako PRZYJACIELA, który zawsze jest z nami. Wielką Księgę można zabrać ze sobą w podróż i czytać wszędzie i w każdych warunkach. Wtedy także przemawia do mnie inny alkoholik, przemawia do mnie z kart książki – a ja znowu nie czuję się sam. To przynosi ulgę i spokój.

Przyjaciele opowiadali także, jak istotną sprawą są także poranne medytacje oparte na naszych refleksjach i innej literaturze – one pomagają budować codzienną trzeźwość,  podsuwając myśli do medytacji i refleksji. Jedna z Przyjaciółek podkreśliła także wagę Biuletynu MITYNG dla jej osobistej drogi.

Mówiliśmy także o poczuciu JEDNOŚCI budowanym poprzez korzystanie z tej samej literatury. Zobaczenie leżącej na stole, na mityngu, tej samej literatury co na naszej rodzimej grupie powoduje, że alkoholik czuje się bezpiecznie na mityngu w innym mieście, czy nawet kraju.

W pewnej chwili nasze wypowiedzi dotknęły także spraw związanych z tzw. „czystością stolika AA”. Zgodnie stwierdziliśmy, że z przyjaźnią traktujemy wszystkie książki i wydawnictwa, jakie mogą nam pomagać w osiągnięciu trzeźwości i przekazywaniu jej innym, lecz na stoliku na mityngu chcielibyśmy widzieć jedynie wydawnictwa aprobowane przez nasze służby. Całe spotkanie przebiegło w bardzo ciepłej atmosferze, a na koniec zmówiliśmy modlitwę o Pogodę Ducha.

Ten kolejny już warsztat na naszej Konferencji pokazał, że warto byśmy ten sposób wzbogacania naszych konferencyjnych spotkań kontynuowali w przyszłości.

Pogody Ducha – Tomek AA

 


 

Miałem wątpliwości - po co nam ta literatura?

 

Wypowiedź z warsztatu zespołu literatury podczas Konferencji Regionu Warszawa.

 

            Zgodnie z przesłaniem naszych pierwszych weteranów z Ameryki właściwie powinniśmy przekazywać swoje doświadczenia „oko w oko” podopiecznym i takie podejście wydaje mi się słuszne jeśli chodzi o sponsorowanie. Doczytałem się, że przed wydrukowaniem pierwszego wydania książki „Anonimowi Alkoholicy” zwanej powszechnie Wielką Księgą, powstało wiele wątpliwości, czy nie upadnie „sponsorowanie” skoro każdy sam sobie poczyta i wytrzeźwieje? Obaw było więcej, ale zapewne wszyscy znacie te historie i nie ma sensu wspominać teraz szczegółów.

Podczas mojej obecności w AA zauważyłem, że miewam także wątpliwości co do interpretacji znaczenia poszczególnych Tradycji oraz sposobów wykonania Kroków.

W dużej mierze rozwiewał je mój sponsor. Niezrozumiałe tematy dyskutowałem z innymi w AA, często miewali odmienne poglądy i wydawały się też słuszne. Nie potrafiłem odróżnić jednego od drugiego. Ilu alkoholików - tyle poglądów. Zmieniałem zdanie w zależności od daru przekonywania moich rozmówców, raz powtarzając jedne mądrości za nimi, a zaraz potem inne - skrajnie różne.

Podobał mi się artykuł w biuletynie MITYNG mówiący o naiwnym przekazywaniu sobie skrzywionych wyobrażeń między nowoprzybyłymi w AA, bez odwoływania się do literatury. Być może po jakimś czasie AA nie było by już tym AA które znamy gdyby to była jedyna metoda przekazu. Taką sugestią skończył artykuł autor - Marek. Kilka razy czytałem Wielką Księgę i za każdym razem wydaje mi się że poprzednio nie wszystko dobrze zrozumiałem. Tak jest nadal. Za każdym razem przyjmuję coś nowego.

Nasza literatura najbardziej kojarzy mi się z „instrukcją obsługi” dla alkoholika który zamierza i pragnie pozostać trzeźwy. Zdecydowanie bardziej wiarygodnie, brzmi dla mnie POSŁANIE oparte na doświadczeniach alkoholików opisanych w WK, od jednogłosowej tyrady na temat „jaki teraz jestem wspaniały” od kiedy nie piję.

Ta swoista „instrukcja obsługi” stała się dla mnie źródłem wiedzy niezbędnej do rozwiązania moich wątpliwości. Sponsor nauczył mnie korzystać z niej. Nigdy nie mówił mi co mam robić. Nie rządził mną. Odsyłał do czytania i opowiadał jak sam zastosował w swoim życiu wyczytane sugestie.

Jestem mu za to wdzięczny, że nie był moją chusteczką do wypłakania, mikrofonem do wyżalania, choć z tym akurat jeszcze się do końca nie oswoiłem. Powtarza z uporem: jak długo zamierzasz być ofiarą? Odechciewa mi się.

Pojąłem, że podczas tych sponsorowanych spotkań, on niósł mi posłanie AA, a nie swoje własne. Wierzę, że właśnie za pomocą literatury jest to możliwe.

 

Dzięki tej metodzie brałem z programu to, co było mi potrzebne i niezbędne do naprawy mojego życia, a nie wędrując jego ścieżką. Trudno jest chodzić w cudzych butach. Każdy z nas alkoholików, mimo wielkich podobieństw ma nieco inne zalety, wady, potrzeby. Dlatego uważam, że mimo wspólnej jazdy na tym samym wózku, wrażenia możemy mieć różne. Lecz na szczęście ciągle obowiązuje ta sama instrukcja „Jak nie wracać do picia”, w postaci literatury AA. Każdy z nas skupionych w AA, dzięki literaturze może czerpać u źródła, odkrywać, utożsamiać się i przyjmować w takim tempie na jakie go stać. Myślę że odwoływanie się do niej pozwala uniknąć zarządzania, narzucania swoich interpretacji. Jest ona stałym punktem odniesienia dla mnie - alkoholika o skłonnościach do komplikowania i tworzenia niespotykanych rozmiarów problemów.

Niedawno montowałem w samochodzie radio. Zanim się do tego wziąłem wyrzuciłem do śmieci instrukcję. JA, elektronik nie będę czytał tych bzdur dla gamoni. Podłączyłem instalację błędnie - spaliłem bezpiecznik, radio nie działało poprawnie. Po godzinie wygrzebałem w śmietniku instrukcję i okazało się że nie wszystko wykonałem poprawnie. A mogłem sobie zaoszczędzić pracy, złości, czasu i pieniędzy. Przekora- owa cecha, która jak sądzimy jest przyczyną większości naszych niepowodzeń… Tak – literaturę to ja znam!

Podobne błędy popełniłem po przyjściu do AA. Starałem się od Grupy alkoholików brać różne rady i różne doświadczenia w przekonaniu, że jak je poskładam to mi wyjdzie ideał, czyli ja w marzeniach o sobie. Nic podobnego nie nastąpiło.

Wróciłem po kilku latach do picia. Uważam, że nie zmarnowałem tego doświadczenia. Dowiedziałem się że, po pierwsze: - to na pewno jestem alkoholikiem, że tak się nie da wytrzeźwieć. Po drugie: że muszę poprosić o pomoc i przede wszystkim zmieniać siebie. Z trudem wróciłem do AA, znalazłem sobie sponsora, zacząłem czytać, służyć i w służbie uczyć się żyć w społeczności – na razie aowskiej. Oduczono mnie dość szybko zarządzać, wyznaczać zadania innym, krytykować, oceniać. Podczas służby redaktora Mityngu nauczyłem się wytrwałości i co najważniejsze – poświęcenia. Tak. Nie myślcie sobie, że nie zazdrościłem tym, którzy jeździli sobie na zabawy, wtedy gdy ja ślęczałem nad składem kolejnego numeru. A ile razy wyrzekałem, że to porzucę? E, nie policzę! Wytrwałem. Poznałem nowy zawód – poligrafię. Wreszcie coś zrobiłem do końca. Odpocznę i znowu jakąś służbę podejmę. Poczułem satysfakcję i zdrową dumę. Te nowo nabyte cechy i umiejętności okazują się niezbędne w poczuciu bycia szczęśliwym. 

A co najważniejsze  - nie miałem czasu napić się.

Zaczynam odróżniać jedno od drugiego. lechu02

 


 

12 koncepcji na ZAUFANIE-

czyli pokonferencyjne refleksje motoryzacyjne

Moja żona nigdy nie lubiła jeździć ze mną samochodem, kiedy miała prowadzić. Dlaczego? Ano dlatego, że ja siadałem zawsze na miejscu pasażera, z miną instruktora, który właśnie będzie egzaminował kursantkę. Nie mogłem pozbyć się tej swojej przypadłości i ciągle ją krytykowałem. Czasem mówiłem wprost: „dlaczego teraz trójka?”, „lepiej chyba z lewego pasa, nie?”, „bieg, bieg”, „widziałaś ten znak?”.  Albo milczałem i wzdychałem wymownie, lub też tylko kręciłem głową. Efekt był taki, że moja żona zaczęła przy mnie jeździć nerwowo i popełniać błędy. Ja na to wystosowywałem kolejne uwagi, albo kręcenie głową, a ona popełniała kolejne błędy. Błędne koło.

Kilka razy prosiła mnie, bym przestał ją krytykować, bo ona już przez samo nastawienie, wsiadając do samochodu, robiła się nerwowa i rzeczywiście zaczynała jechać źle. „Jak jadę sama, bez ciebie, to jakoś lepiej prowadzę” – tłumaczyła. Kilka razy obiecywałem poprawę. Nawet miewałem długie okresy pogodnego patrzenia w okno, kiedy ona prowadziła zamiast mnie. Jednak, całkiem, jak z flaszką, „stare zawsze wracało” i po raz kolejny serwowałem niemiły przytyk, czasem w zawoalowanej formie.

Ciągle jednak prowadziło to do naszej wspólnej jazdy w gorszej jakości. Gdyż mi brakowało ZAUFANIA do niej.

Okazywałem jej to, nawet przez swoją wzmożoną, cichą kontrolę. Ona NIE MOGŁA prowadzić spokojnie i normalnie, bo miała poczucie, że ktoś ciągle patrzy jej na ręce, ciągle kontroluje.

Mój sposób kontrolowania mojej żony podczas jazdy samochodem przyszedł mi do głowy, gdy podczas ostatniej Konferencji Służb Krajowych wymienialiśmy się doświadczeniem w tematach związanych z dwunastoma Koncepcjami. Pomyślałem, że ową ciągłą potrzebę kontrolowania innych, mogę też, nieświadomie, prezentować w służbie, poporzez BRAK ZAUFANIA do innych Przyjaciół w służbach. Moje „wtykanie nosa” wszędzie gdzie się da, tak pięknie potrafię wytłumaczyć „miłością do AA”. Czy jednak rzeczywiście kocham, jeśli NIE UFAM?

Na konferencji mieliśmy piękny przykład zastosowania Koncepcji i prawdziwego ZAUFANIA we Wspólnocie. Oto Rada Powierników zwróciła się do Konferencji, by ta zgodziła się na wybór Delegata Narodowego bezpośrednio przez Radę Powierników (inaczej nie mielibyśmy takiego delegata w ogóle w odpowiednim terminie). Rada Powierników poprosiła Konferencję – ZAUFAJCIE nam! Zaufajcie, a my postaramy się sprostać powierzonej nam sprawie, bierzemy za nią odpowiedzialność. W chwili, gdy Konferencja zagłosowała na TAK, poczułem ciepło w sercu. Poczułem, że właśnie na sali popłynęło piękne, proste ZAUFANIE pomiędzy Konferencją, a Radą Powierników. Że to oznacza miłość w naszej wspólnocie.

Na Konferencji mówiliśmy o Dwunastu Koncepcjach, i pomyślałem, że gdybym miał komuś powiedzieć jednym słowem, jak ja rozumiem Koncepcje, to powiedziałbym, że… dla mnie 12 Koncepcji mówi o ZAUFANIU. Każda.

O zaufaniu mówią dwie pierwsze, które wskazują, że za głos sumienia AA uznajemy Konferencje. UFAMY, że nasi delegaci będą naszym sumieniem, będą działać dla naszego wspólnego dobra.

O zaufaniu mówi „prawo decyzji” (działaj w zakresie swojej odpowiedzialności, UFAMY ci, że podejmiesz dobre decyzje, a ponieważ UFAMY, więc DECYDUJ!).

I także „prawo uczestnictwa” („głosuj w zakresie swojej odpowiedzialności, UFAMY CI!). I również „prawo apelacji” (jesteś w mniejszości? To nic, UFAMY, że masz na celu nasze wspólne dobro – dlatego chcemy cię wysłuchać!).

Potem idą koncepcje o POWIERNIKACH. Im właśnie ZAUFALIŚMY, oni są ZAUFANYMI sługami z Tradycji Drugiej. Im POWIERZAMY sprawy Wspólnoty, bo wierzymy, że jest nam potrzebne dobre, mądre przywództwo. UFAMY, że jeśli potrzeba nam zatrudniać pracowników, to potrzeba to robić. UFAMY, że sprawy naszej Wspólnoty (finansowe, dotyczące rozwoju, literatury, kontaktu z profesjonalistami i przede wszystkim – niesienia posłania) trafią w dobre ręce.

Na koniec w 12 Koncepcji, my uczestnicy Konferencji, zwracamy się do wszystkich AA: ZAUFAJCIE NAM! Dajemy wam GWARANCJĘ, że będziemy wierni Tradycjom.

W istocie 12 Koncepcja nie jest skierowana tylko do członków Konferencji, by ci dbali o Tradycje. Ona przecież mówi do wszystkich AA – my na Koneferencji, przyjęliśmy, że będziemy przestrzegać Koncepcji, zaś Koncepcje będziemy zawsze rozumieć poprzez nasze TRADYCJE. Więc, prosimy – ZAUFAJCIE NAM, że będziemy o to dbać.

Wrócę tu do przykładu z jazdą samochodem z moją żoną. Wykazałem się brakiem ZAUFANIA, a przez to moja żona gorzej prowadziła samochód. A przecież kierownica w samochodzie jest jedna.

Wyobraźmy teraz sobie, że my wszyscy, we Wspólnocie, podróżujemy samochodem. Zapakowaliśmy się razem do środka, wrzuciliśmy bagaże, nawet cieszymy się, że mamy jeden, ten sam GŁÓWNY CEL. Jak jednak dojechać do tego CELU, jeśli w samochodzie jest jedna kierownica?

Oto, gdy wszyscy razem się na nią rzucimy, na pewno nie uda nam się ruszyć z miejsca, a co tu mówić o jeździe i dojechaniu do celu. No dobrze, po chwilowej wymianie zdań, postanowiliśmy zrobić wybory. Znaleźliśmy dwóch kandydatów do prowadzenia. Hej – czy mają prawo jazdy? A właśnie – okaże się, że kompetencje są dla nas ważne, dlatego kandydatom przed wyborem zaczniemy stawiać pytania. Hmmm, wspaniale, obaj mają prawo jazdy, doświadczenie i umiejętności. Wybór dokonany. Mamy kierowcę. I teraz, jeśli on siądzie za kierownicą i zacznie wieźć nas wszystkich do jednego celu, to jak mamy się zachować?

Otóż możemy zacząć mu mówić, jak ma jechać. „Skręć w prawo”, „skręć w lewo”, „szybciej”, „wolniej”, „podzielę się doświadczeniem – ja skręcam nie przekładając dłoni”, „u nas we Wspólnocie nigdy nie jeździmy z włączonym ogrzewaniem, bo oszczędzamy paliwo”, „jak tak będziemy jechać, ja wysiadam”, „dlaczego nie włączone przeciwmgielne?”, „po co włączać przeciwmgielne, jak jest słońce?” itd. itp. Co dalej? Możemy nawet zacząć „pomagać” kierowcy łapiąc mu przez ramię za kierownicę. Łatwo sobie wyobrazić, co wtedy by się stało. Albo rozbilibyśmy się o najbliższe drzewo, albo co gorsza ścianę sklepu monopolowego (znając humor Tego, którego ciągle staramy się pojąć), albo też w najlepszym wypadku – dojechalibyśmy z wielkim opóźnieniem, a kierowca byłby wykończony.

Co dalej zresztą? Czy ktokolwiek potem, po tym, jak sam siedział w tym samochodzie, będzie chciał prowadzić? A skąd – jeśli taka służba przynosi tylko rozgoryczenie i nerwy.

To był jeden rodzaj jazdy.

Możemy się jednak zdecydować na inny, oparty na ZAUFANIU. Jeśli przyjmujemy, że najważniejszy jest dla nas CEL, a nie nasze ambicje, zatem najzdrowsze jest, byśmy wybrali kompetentnego kierowcę do służby, obdarzyli go ZAUFANIEM i dali po prostu spokojnie jechać i kierować samochodem. Dla nas droga będzie przyjemniejsza i dla niego i szybciej i bezpieczniej dotrzemy do naszego GŁÓWNEGO CELU.

A co my możemy zrobić? Ach, wtedy jest masę rzeczy pożytecznych. Jeden z nas może sprawdzać w atlasie samochodowym, czy dobrze jedziemy. Inny zatankuje paliwo na stacji. Kto inny przetrze szyby w czasie postoju, a jeszcze ktoś wyciągnie herbatę w termosie i zaproponuje innym. Co więcej, gdy uznamy, że kierowca się zmęczył, powiemy mu: DZIĘKUJEMY, odpocznij, teraz poprowadzi kto inny. Wprowadzimy rotację w służbie za kierownicą.

Nasza jazda stanie się spokojna, bezpieczna i racjonalna. Po prostu trzeźwa. Poczujemy, że podróżujemy w gronie Przyjaciół.

Tak właśnie wyobrażam sobie, metaforycznie, nasze Koncepcje. Są one, jak zasady przyjęte do wspólnego podróżowania samochodem. Znając swoje wady, chęć łapania za kierownicę, ustaliliśmy wspólnie – ZAUFAJMY SOBIE. Dajmy prowadzić samochód spokojnie tym, którzy to dobrze zrobią, po to by nam… jechało się przyjemniej. Zupełnie, jak w naszych służbach we Wspólnocie, gdzie wszyscy podróżujemy do naszego GŁÓWNEGO CELU.

Na koniec, gdyż trzymałem się metafory motoryzacyjnej, podzielę się jeszcze tylko takim osobistym doświadczeniem. Parę dni temu, równo w dzień, w którym była piąta rocznica mojego pierwszego trzeźwego dnia, mieliśmy z żoną poważny wypadek samochodowy. Ona prowadziła.

Gdy na zielonym świetle przejeżdżaliśmy skrzyżowanie wpadł na nas z pełną prędkością samochód prowadzony przez pijanych ludzi. Z naszego samochodu została pogięta kupa blach. My z żoną wyszliśmy bez szwanku. Przeżyliśmy. Nic się nam nie stało. Zupełnie. Taki cud!

Potem, gdy modliłem się, dziękując za kolejny dar życia, pomyślałem, że gdybym to ja jechał… już nie żylibyśmy. Ja jechałbym szybciej, pewniej i tamten samochód uderzyłby nas nie w maskę, ale w drzwi boczne. Nie żylibyśmy.

Uratował nas Bóg i to, że moja żona jechała… PO SWOJEMU. Powoli, ostrożnie.

Poprzysiągłem sobie tej nocy, dziękując za jej i swoje życie, że nigdy więcej nie skrytykuję jej, gdy będzie prowadziła.

Czy tylko do tego, bym do tej prostej prawdy - że powinienem UFAĆ -  potrzebne było… wspólne przeżycie katastrofy?

Pogody Ducha –Tomek AA

 


 

 

Wyłączność celu

               

(artykuł przedrukowany ze sprawozdania z 18 Światowego Mityngu Służb w 2004r - Nowy Jork)

           

            Kiedy przyszedłem na swój pierwszy mityng do Anonimowych Alkoholików myślałem, że może nauczę się jak kontrolo­wać swoje picie. Miałem za sobą dwadzieścia lat picia i wła­śnie wróciłem z trzydziestogodzinnej balangi. Za nic nie mogłem pojąć, jak to się dzieje, że pomimo moich najwięk­szych wysiłków moje życie to jeden całkowity, absolutny bałagan. Ogarniała mnie rozpacz, ponieważ nic nowego nie widziałem w swojej przyszłości. Wiedziałem, że dłużej tak nie mogę żyć. Mój brat, który wówczas popijał, zabrał mnie na ten mityng, ponieważ go o to poprosiłem. Założyłem, że tak będzie, gdyż wydawało mi się, że on kontroluje swoje picie, ponieważ nauczył się tego w AA. Spóźniliśmy się trochę na mityng, ponieważ brat musiał po drodze wstąpić na jednego. Wziąłem kawę, aby uspokoić swoje nerwy. Facet przy stole skończył gadać i prosił innych o zabieranie głosu. Przedstawiali się imieniem i mówili, że są alkoholikami. Mówili o tym, jak było kiedy pili, co takiego się stało, że przyszli do AA i jakie wiodą życie od tamtej pory. Ze zdziwieniem słuchałem ich opowieści.

            Początkowo byłem zmieszany i myślałem, że mnie sprawdzili i teraz mówią o mnie. Później zdałem sobie sprawę, że mówią o sobie, ponieważ kilku z nich znałem jeszcze z czasów kiedy pili. Przyszło mi do głowy, że jestem taki sam jak oni. A później wyraźne i jednoznaczne zrozumienie: na tym polega mój problem, także jestem alkoholikiem. Siedziałem tam i łzy płynęły mi po policzkach. Były to łzy ulgi, ponieważ po raz pierwszy w życiu wiedziałem, co ze mną jest nie tak. Było to tak, jakby z ramion zdjęto mi ogromny ciężar. Na koniec mityngu powitano mnie i zapytano, czy chcę coś powie­dzieć. Powiedziałem, że gdyby ludzie, którzy przedstawiali się swoim imieniem i nazywali siebie alkoholikami, przed­stawili się swoim imieniem i powiedzieli, że są małpami, to nie miałbym żadnego innego wyboru, jak tylko powiedzieć, że także jestem małpą. Nie wiedziałem wtedy, że zidenty­fikowałem się z ludźmi obecnymi na sali. Odkryłem jedną z najgłębszych tajemnic odnośnie programu AA, mianowicie, że jest to program identyfikowania się a nie program rozpo­wszechniania informacji.

            Zdarzyło się to 21 lat temu i od tamtej pory nie musiałem sięgnąć po alkohol. Ostatnio zadałem sobie pewne pytanie. Gdybym dzisiaj miał wejść na dowolny mityng AA, czy odczułbym ten sam stopień identyfikacji? Odpowiedź do jakiej doszedłem, niepokoi mnie. Odpowiedź brzmi: nie wiem. Zadaję więc sobie pytanie: co takiego zdarzyło się w minionych latach, co sprawiło, że wkradła się taka wątpli­wość? Przecież Kroki i Tradycje są nadal takie same. "Jestem odpowiedzialny" dalej wisi takie samo hasło w sali mityngowej i to przyczyniło się do wciągnięcia mnie do służby i do tego bym stał się uczestnikiem grupy. Miałem i nadal mam jasne zrozu­mienie że, „ktokolwiek” oznacza każdą istotę z problemem alkoholowym. Myślę, że powodem mojej niepewności jest skala wypowiedzi na tematy inne niż alkohol. Nie chodzi mi tutaj o zwyczajne codzienne problemy z jakimi spotyka się alkoholik w swoim zdrowieniu. Mam na myśli wypowiedzi na temat wszelkiego rodzaju narkotyków. Mam na myśli wypowiedzi na temat potomstwa i wewnętrznego bachora. Mam na myśli raczej wypowiedzi na temat życia po terapii niż alkoholizmu i programu zdrowienia, jaki został mi dany przez uczestników AA. Oczywiście, żadna z tych spraw nie jest nowa, ale naprawdę wygląda na to, że rozrosły się one zarówno pod względem różnorodności jak i intensywności. Dzisiaj coraz więcej osób cierpiących z powodów różnorodnych chorób, innych niż alkoholizm jest wysyłanych do AA. Skutkiem jest dezorientacja wśród uczestników AA i rozwodnienie posłania - AA, które przychodzący spodziewają się usłyszeć na sali mityngowej.

            Minęło już ponad 40 lat odkąd AA zetknęło się z pierwszą falą tego, co stało się wiecznym źródłem kontrowersji. Wówczas odpowiedź Billa W. odwoływała się do faktu kierowania się jedynym celem: "Trzeźwość i wolność od alkoholu - przez nauczanie i sto­sowanie Dwunastu Kroków jest jedynym celem grupy AA"- pisał w lutowym numerze The Grapevine z 1958 r. "Grupy wielokrotnie próbowały innych działań i zawsze kończyło się to fiaskiem. Poznano także prawdę, że nie ma sposobu, aby z niealkoholika zrobić uczestnika AA. Musimy ograni­czyć nasze członkostwo do alkoholików i musimy ograni­czyć działania grup AA do jednego celu.” Jeżeli nie będziemy trzymać się tych zasad, prawie na pewno poniesiemy klęskę. A jeżeli poniesiemy klęskę, nie będziemy mogli nikomu pomóc." Powyższy cytat jest jedynie zwięzłym powtórzeniem Tradycji, które oferują konkretne wskazówki jak radzić sobie ze wszystkimi problemami, z jakimi styka się AA.

Tradycja Pierwsza jest bezpośrednim zaprzeczeniem tego, co bez przerwy podkreśla społeczeństwo; jest to prawo jednostki. Społeczeństwo powie nam "jesteście najważniejsi". Terapeuci kształtują charakter przez poprawianie poczucia własnej wartości pacjenta, podczas gdy AA mówi o obni­żaniu ego.

Tradycja Pierwsza jednoznacznie mówi nam, że nie my jesteśmy najważniejsi. W żaden sposób nie oznacza to, że jednostka nie ma żadnego znaczenia, jedynie to, że ważniejsza jest grupa.

Jest to wynik tego, że w 1935 r. dwóch alkoholików odkryło, że dzięki rozmawianiu o pro­blemie z piciem i identyfikacji, udało im się osiągnąć to, co wcześniej było niemożliwe. Byli w stanie zachować trzeźwość. Zanieśli posłanie do trzeciego alkoholika i on także potrafił zachować trzeźwość. Od tego prostego początku wywodzi się program Anonimowych Alkoholików. Wówczas był tym samym, czym jest obecnie jeden alkoholik pomaga drugiemu. Bez pomocy drugiej osoby, widoki na przyszłość są marne; w jedności robimy rzeczy niemożliwe. Nasze wspólne dobro musi być najważniejsze.

Pojedynczym najważniejszym czynnikiem w tworzeniu jedności jest wspólna praca nad rozwiązywaniem naszego wspólnego problemu - alkoholizmu.

Kiedy jakaś osoba na mityngu przedstawia się jako alkoholik i ktoś tam jeszcze, w ten sposób stwierdza, że w pewnym sensie jest inna niż pozostałe znajdujące się na sali osoby.

Jest to naruszenie ducha jedności i naszego wspólnego celu. Nowo przybyły, który zachowuje się w ten sposób może nie znać naszych Tradycji.

Jednakże, odpowiedzialnością uczestników jest wyjaśnienie mu w duchu miłości, że AA zajmuje się tylko alkoholizmem i w duchu tolerancji i współpracy skierowanie takiej osoby­ do odpowiedniej wspólnoty czy instytucji, które zajmują się problemami, jakie ta osoba ma. Oczywiście, przez cały czas uczestnicy powinni podkreślać, że ta osoba jest mile widziana, by realizować program zdrowienia AA z alkoholizmu.

Tradycja Trzecia podkreśla, że jedynym warunkiem przynależności jest pragnienie zaprzestania picia..W dłuższej formie mowa jest o tym, że naszymi uczestnikami powinni być ci wszyscy, którzy cierpią z powodu alkoholizmu. Czy z tego wynika, że AA chce się kogokolwiek pozbyć?

Nie sądzę. Prawdę powiedziawszy, stwarza to sytuację, w której dominuje chęć połączenia. O ile ktoś ma chęć zająć się swoim problemem z piciem, nie ma znaczenia, jakie inne problemy jeszcze posiada. Nie ma znaczenia jego rasa, pochodzenie społeczne i środowisko. AA powita go. Kiedy przyszedłem do AA, powiedziano mi, że swoją łopatę czy aktówkę mam zostawić za salą. Powitano mnie jako alkoholika pragnącego zdrowieć. Kim lub czym byłem, nie miało znaczenia. Takie powitanie wyłącznie jest dostępne dla każdego na mocy Tradycji Trzeciej. Wkrótce odkryłem, że grupa nie zajęła się­ wszystkimi moimi problemami, tak jak nie zajmowała się problemami całego świata. Ta prostota była zarówno podnosząca na duchu, jak i uspokajająca.

Tradycja Piąta mówi "Każda grupa ma jeden główny cel: nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi". Jest to bardzo przejrzyste i niedwuznaczne stwierdzenie, Do kogo niesiemy nasze posłanie? Do świata? Do tych, którzy są uzależ­nieni od czegokolwiek, czy to będą narkotyki, jedzenie, seks, hazard, itd.?

Tradycja Piąta mówi nam dokładnie, do kogo nieść posłanie. Błędem jest założenie, że wszyscy potrzebują ­Anonimowych Alkoholików. Jedynie alkoholicy potrzebują Anonimowych Alkoholików. Zajmujemy się tylko jednym problemem - alkoholizmem. Ponieważ zajmujemy się tylko­ jednym problemem, nie ma żadnych czynników zakłócających i możemy swobodnie nieść posłanie zdrowienia z alkoho­lizmu najlepiej, jak potrafimy. Broszura "Grupa AA" stwierdza, że: "Błędne jest robienie aluzji lub stwarzanie wrażenia, że Anonimowi Alkoholicy rozwiązują inne problemy lub wiedzą, co zrobić z uzależnieniem od narkotyków".

Na pewno nie brakuje nam wskazówek na temat tego, jaki jest cel AA. A mimo to niektórzy bardziej krzykliwi mówcy, domagający się zmiany wewnątrz AA twierdzą, że są uczestnikami Anonimowych Alkoholików. Pewien uczestnik piszący dla "Głosu wsi" twierdzi, że w Tradycji Piątej znajduje się wada, wynikająca z ograniczeń czasu swego powstania. Z tym stwierdzeniem nierozerwalnie związana jest sugestia, że główny cel AA jest zbyt wąsko określony i nie pasuje do czasów w jakich żyjemy. Niestety, jest to ledwie jeden z wielu głosów wypowiadających się przeciwko sposobowi, w jaki AA zajmuje się swoimi sprawami. Promują oni hasło, że AA musi się zmienić i pozwolić, aby uczestnikami AA zostawały osoby mające problemy inne niż alkohol. Są za wypowiadaniem się na dowolne tematy, nie tylko alkoholizmu, podczas mityngów AA. Podkreślają autonomię grup, nie wspominając nic o odpo­wiedzialności grupy w sprawach dotyczących AA jako całości. Robią to twierdząc, że jest to konieczne do przetrwania AA. Dyskutują na temat poufnych informacji o AA na stronach internetowych i otwartych grupach dyskusyjnych. Co takiego stało się z duchowymi zasadami i sumieniem grupy? A co­ z tym ponad 2,5 milionem alkoholików, którzy są trzeźwi, ponieważ AA jest jakie jest? Napisane zostało, że największe zagrożenie dla przetrwania AA nadejdzie z wewnątrz. Jest to równie prawdziwe dzisiaj jak wtedy, kiedy to napisano. Ale są również wpływy z zewnątrz z jakimi AA musi się zmierzyć.

            Największy wpływ ma niewątpliwie przemysł terapeu­tyczny i jestem przekonany, że jest to przemysł jak pozostałe - usługowy. Posiada on budynki i zatrudnia ludzi. Chociaż wielu z tych ludzi może być naprawdę dobrymi ludźmi i mieć dobre nastawienie do AA, to nadal są to pracownicy. Jak w każdym przemyśle liczą się pieniądze i rezultaty. Aby osiągnąć lepsze rezultaty, ośrodki terapeutyczne i przychodnie, które tworzą ten przemysł, bez przerwy wysyłają ludzi z problemami innymi niż alkohol do AA. Mówią ludziom, że cierpią z powodu nadużywania substancji bądź chemicznego uzależnienia. Alkoholizm jest wrzucany do tych kategorii i z powodu sukcesu programu AA ludzi wysyła się do AA, obojętnie czy są alkoholikami czy nie. Postępując w ten sposób, okazują w najlepszym razie wyraźny brak zrozumienia lub w najgorszym razie całkowite lekceważenie Wspólnoty AA. Postępując w ten sposób wyrządzają krzywdę swoim klientom i AA.

            Czy my w AA możemy ignorować groźbę dla Wspólnoty AA ze strony wszechobecnych i kontrowersyjnych kwestii związanych z problemami innymi niż alkohol? Jeżeli nic nie zrobimy, czy problem po prostu zniknie? Nie sądzę, aby kiedykolwiek zniknął, dopóki będą ludzie chcący ignorować Tradycje. W epoce dźwięku i obrazu, czytanie literatury AA wydaje się być zadaniem ponad siły nowo przychodzących. Zadanie radzenia sobie z problemem zaczyna się ode mnie. Jeżeli siedzę na mityngu podczas gdy łamane są dwie lub trzy Tradycje i nic nie robię, to jak mogę powiedzieć, że naprawdę kocham AA? Jeżeli w swojej wypowiedzi nie mówię, jaką rolę w moim zdrowieniu odgrywają Tradycje i służba, wówczas tylko częściowo niosę posłanie. Dużo dobrej roboty wykonują nasi powiernicy oraz Komisje Informacji Publicznej i Współpracy z Profesjonalistami, aby stworzyć świadomość wyłączności naszego celu w społe­czeństwie i wśród wszystkich publicznych lub prywatnych instytucji, które zajmują się alkoholikami. Dobrym posunię­ciem naszych zaufanych sług było wybranie tematu "Nasz jedyny cel - kamień węgielny AA" na 54 Konferencję Krajową. Artykuły w The Grapevine i artykuły pisane przez naszych powierników niealkoholików pomagają z powrotem skoncen­trować się na naszym głównym celu.

            W przededniu 70 rocznicy powstania AA pora, abym odświeżył sobie Deklarację odpowiedzialności i aby wszyscy uczestnicy Anonimowych Alkoholików zadbali o zapew­nienie tego, że posłanie niesione do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi, jest posłaniem AA wyzdrowienia, nie rozcieńczo­nym, niezmienionym i nienaruszonym.

 

John H. – Irlandia

 


 

Dzielimy się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach

 

Jestem wdzięczny za istnienie wspólnoty AA. Za to, że mogę być tu dzisiaj razem z wami. Witałem już wielu znajomych, innych spotykam po raz pierwszy. To radosne uczucie być razem; cieszy mnie niezmiernie, gdy powiększa się nasz wspólny krąg przyjaciół.

Uważam, że przyjaźń we Wspólnocie to potężna siła.  - Większa od nałogu.

Przyznam szczerze, że temat  Konferencji Służby Krajowej 2007 - Dzielimy się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach - nie zaskoczył mnie specjalnie. Już od kilku lat mogę zaobserwować, że Konferencja pragnie znaleźć właściwe sobie miejsce w naszej wspólnocie, a przy tym wyraźnie zaczęła podkreślać duchowy sposób działania. Chcemy odczytać nasze wspólne sumienie. W nim wielu z nas widzi najwyższą władzę, inni widzą wolę Boga. Jestem wśród nich.

Dzisiejszy temat dotyczy służb, a raczej sposobu pełnienia służby. To chyba najmniej znana część Programu AA. Jest ona opisywana w wielu ulotkach, ale najwięcej wiadomości możemy odczytać w Poradniku i Koncepcjach Służb. Niestety do tej pory nie mamy tej pozycji oficjalnie wydanej. I nie jest to wynik opieszałości BSK, raczej widzę tu obraz troski o rzetelne przygotowanie publikacji. Chyba ostatnio w tej sprawie coś nareszcie się ruszyło.

Oczywiście każdy członek AA może mieć swoją własną definicję, ale dla mnie Koncepcje Służb są swoistymi Krokami i Tradycjami skierowanymi jednak tym razem do tych z nas, którym rozwój osobisty pozwolił na  pełnienie służb, a których postawa znalazła potwierdzenie w zaufaniu, że wykonując zadania dla wspólnoty nie będą rezygnować z zasad AA.

Widzę tu pewne wskazanie. O ile Kroki wskazują, co robić aby nie pić, a Tradycje sugerują utrwalanie trzeźwości przez podjęcie aktywności na rzecz naszego wspólnego dobra, czyli podjęcie służby, to Koncepcje mówią nam jak te służby wykonywać, aby swoim zachowaniem nie wprowadzać kłopotliwego zamętu w życie naszej wspólnoty.

Na początek sięgnę do własnych doświadczeń. Do dziś nie wiem, czemu zacząłem pomagać przy myciu szklanek. Ale to było to!!! Dzięki rozmowom przy sprzątaniu mogłem spojrzeć ciut dalej niż czubek swego nosa. Zobaczyłem wielu przyjaciół zaangażowanych w prace przy przygotowaniu mojego mityngu. Co więcej, najczęściej byli to przyjaciele, którzy imponowali mi swoim zachowaniem. Mieli to, co ja chciałem dla siebie - Pogodę ducha i zadowolenie. Każdy z nich podkreślał, że to służba pomaga mu utrzymywać codzienną trzeźwość.

Nie mogło być inaczej. Szybko podjąłem służbę herbatkowego, potem byłem pierwszym w grupie kolporterem, a następnie prowadzącym mityng. Nikt mi niczego nie nakazywał, nie zarządzał, działał przykład przyjaciół. O ile kończyłem jakąś służbę to zaraz podejmowałem się drugiej albo powierzano mi następną.. Przyniosło to nieoczekiwane efekty. Po pierwsze obsesja picia odchodziła w zapomnienie, a po drugie: Kolejne służby pozwoliły mi przekonać się, że AA ma do zaoferowania dużo więcej niż w swojej naiwności dostrzegałem. Z całą mocą ujawnił się bezmiar mojej arogancji.

Kiedy przed laty narzuciłem półtoragodzinny scenariusz mityngu, spotkał się on z absolutnym niezrozumieniem członków grupy. Nastąpiły niesnaski, odchodzili członkowie a wraz z nimi zaufanie i wiara. Zdałem sobie sprawę, że moje bezpardonowe próby zmian mogą zniszczyć grupę. To nic, że dzisiaj wiele grup pracuje według wtedy opracowanego scenariusza. Ale w tamtych czasach był on tylko zarzewiem kłótni. Straciłem zaufanie grupy; mogłem odejść i pewnie zacząć pić, bo niewiele już brakowało albo - dostosować się do duchowych zasad AA. Poddałem się sumieniu grupy. W taki sposób praktycznie dowiedziałem się, że w AA mogę być tylko sługą. Że nie jest dobre narzucanie swojej woli innym, nawet w dobrym celu, że lepiej będzie jeśli poznam i wypełnię wolę wobec siebie.

A potem było jeszcze wiele znaczących momentów, które pozwoliły mi na pełniejsze zrozumienie roli sumienia grupy jako najwyższej władzy w każdej ze struktur AA, począwszy od grupy aż do Konferencji włącznie. Co ciekawe, również w mojej rodzinie sprawdziła się władza sumienia domowników. Nie jest dobra dyktatura jednej osoby, bo zawsze pozostaną poranieni.

Oddajmy teraz głos współzałożycielowi naszej wspólnoty Billowi W., który tak pisze w styczniu 1947r. w artykule pt.: Czy AA będzie miało własny rząd ?  zawartym w książce JĘZYK SERCA /przekład nieautoryzowany/:

... żadna istota ludzka nie mogła panować nad obsesją picia alkoholika, jego pragnieniu robienia rzeczy po swojemu; przychodząc do AA możemy, i z radością to czynimy, poddać się woli Boga. Stąd nic dziwnego, że jedyną prawdziwą władzą, którą można znaleźć w AA, jest ta, oparta na duchu. Nie jest to nigdy władza osób.

…Na pewno ja mogę czynić te stwierdzenia z dużą śmiałością / - to oczywiście nadal słowa Billa/. Ja też, w swoim czasie próbowałem rządzić w AA. Z każdym razem, gdy usilnie próbowałem, byłem wykrzyczany; w rzeczy samej tak głośno, że przy niektórych okazjach wyglądało na to, że byłem przeznaczony do szybkiego i pewnego wyklęcia!

 

Uff!!! Ciężkie słowa. Ale wróćmy na nasze podwórko. Kiedyś, na zakończenie spotkania zespołu ds. literatury w naszym Regionie, na którym podjęliśmy się organizacji warsztatów na temat służby mandatariusza, padło pytanie. - Kogo dotyczą podjęte przez nas zadania? Czy wszyscy muszą się dostosować do przez nas podjętych tematów? Odpowiedź mogła być jedna.

My, jako członkowie zespołu wspólnie uświadomiliśmy sobie, że w zgodzie z Tradycjami, zorganizowanie tego warsztatu pomoże wszystkim zainteresowanym członkom AA lepiej zrozumieć działanie naszej wspólnoty.

W tym miejscu chcę podzielić się kolejnym bardzo osobistym doświadczeniem. Do każdego warsztatu czułem się dobrze przygotowany, miałem nawet błyski przekonań, że moja świadomość daleko przekracza świadomość innych uczestników. Przecież napisałem już kilka tekstów, sporo się naczytałem, od lat uczestniczę w różnych działaniach służb. Takie przekonanie mogłem żywić jedynie do momentu rozpoczęcia zajęć. Już pierwsze wypowiedzi przyjaciół szybko rozwiewały moje mrzonki. Okazało się, że gdy w grupie ludzie dzielą się doświadczeniami, nikt nie jest na tyle mądry, aby nie mógł nauczyć się czegoś więcej. Tylko pytanie, czy chce? Ja chciałem. Inny punkt widzenia prezentowany przez przyjaciół pozwolił mi ujrzeć przestrzeń, której do tej pory nie brałem pod uwagę. Przy okazji przekonałem się, że sam dla siebie jestem jeszcze „nauczalny”. Wydaje mi się, że właśnie możliwość nieustannej nauki życia jest najwyższą nagrodą za udział w służbach. A może po prostu – co dwie głowy, to nie jedna? Warto o tym pamiętać.

Z chwilą wyboru do służb często pojawia się kolejny problem. Podjąć się służb to jedno, ale jak ją wykonywać? Czy realizować własne wyobrażenia czy może skorzystać z doświadczeń poprzedników? – Ci z nas, którzy od jakiegoś czasu byli zaangażowani w służby, czuli się zobowiązani do czytania nieautoryzowanego przekładu poradnika służb. Lektura już pierwszych stron mogła przerazić. Wielu z przyjaciół protestowało: „To nie dla nas – niech inni to robią”. „To nas nie dotyczy, my inaczej pracujemy”

Jasne, że inaczej. Zobaczmy co się dzieję!!! Jeśli grupa albo inna jednostka struktur AA zerwie kontakty ze źródłami, najczęściej zaczyna podejmować się zadań nie związanych z AA. Tworzy się wyraźna pożywka dla powstawania lokalnych autorytetów kierujących się bardziej własnymi zasadami niż AA. Funkcjonuje zarządzanie a dla grupy często błądzenie. Zapomina się, że służby wymagają zupełnie innego podejścia do tematu niż tylko osobiste wyobrażenia. Ma decydować wspólne sumienie a nie wola któregoś z aktywistów.

Dla mnie osobiście służby okazały się bardzo praktycznym sposobem poznawania woli wobec siebie, choć równocześnie do dziś brzęczą mi w uszach słowa – Możesz postępować jak tylko chcesz, ale my w AA robimy zgodnie z naszym  wspólnym sumieniem, zgodnie z zasadami AA.

Temat dzisiejszej Konferencji - Dzielimy się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach – przypomina mi bezlitosny fakt. Jako zarządzający swoim życiem, na swoich warunkach, nie zdałem egzaminu - osiągnąłem dno.  Jedyne co mi zostało to doświadczenia, które prowadzą do upadku. Dziś wiem, czego mam się wystrzegać. Przede wszystkim alkoholu. I tym mogę dzielić się z innymi. Próbowałem wielu dróg, ale dopiero połączenie własnych pragnień z celami wspólnoty AA zaczęło przynosić pogodę ducha. To kolejne doświadczenie, którego nie wolno mi pomijać.

A co z pragnieniem zarządzania? Czyżby Program AA zmienił nas w świętych? To nie o to chodzi. Jak to często bywa - odpowiedź znalazłem przez uczestnictwo w warsztatach, tym razem Koncepcji Służb. Uświadomiłem sobie, że doświadczenia zawarte w grupie są daleko bogatsze niż pojedynczego członka. Prowadzą do trzeźwości, podczas gdy w przypadku samodzielnych działań nie zawsze tam zmierzają. Ta sama relacja dotyczy intergrupy, która jest skarbnicą doświadczeń dla grup, a region dla intergrup. Za każdym razem osiągnięcie sukcesu w AA wiąże się z przyjęciem sposobu myślenia i działania opartego o wszystkie trzy Legaty. To wyraźnie zachęca do korzystania z doświadczeń poprzedników.  Wypracowaniem inicjatyw dla naszych służb mając na uwadze zgodność z Tradycjami i Koncepcjami zajmują się Powiernicy służb krajowych, członkowie Rady Fundacji BSK. Są nie tylko bankierami doświadczeń, ale również prowadzą sprawy finansowe. Dzięki współpracy ze służbami na całym świecie ich sposób oglądania naszej wspólnoty jest daleko większy niż widziany z poziomu grupy. To dla wszystkich jest chyba zrozumiałe. Może dlatego szczególnie powierników obowiązuje zasada - Chcesz przewodzić, pierwej naucz się słuchać. Ale i oni mogą usłyszeć wołanie dopiero wtedy, gdy ktoś do nich mówi. Gdy grupa czy intergrupa ogranicza kontakty z powiernikami to niebezpieczny sygnał. Grozi zboczeniem z kursu zasad AA. Dlatego tak ważne jest aby do każdej grupy dotarł głos naszych powierników. Właśnie Koncepcje przypominają, że jeśli swoją aktywność skierujemy na zadania wskazywane przez powierników nie grozi nam zagubienie celu wspólnoty. Mam nadzieję, że w tej wypowiedzi można było odnaleźć kilka osobistych doświadczeń, które są dla mnie drogowskazem postępowania. Ale wyznam, że marzy mi się jeszcze jedno. Chodzi o to, aby żaden alkoholik nigdy nie stawał przeciwko drugiemu. Szczególnie Konferencja to miejsce porozumienia a nie konfrontacji. Nie zaznamy spokoju zaostrzając podziały. Tylko spokój  pozwala zobaczyć pozytywne cechy odmiennych postaw.

Przypomnijmy sobie, nasza wspólnota opiera się na programie duchowym. Jesteśmy wyraźnie zachęcani do skierowania naszego zainteresowania na potrzeby innych. Tu nie ma już miejsca na egoizm i prywatę. Jest za to dużo szans na pogodę ducha, o której całe życie marzyliśmy.

Jeszcze tylko kilka słów. Pozostaje mi odpowiedź na tytułowe pytanie:

Zarządzać czy dzielić się doświadczeniem?

Myślę, że właściwie każdy może osiągnąć sukces w zarządzaniu swoim życiem, jeśli tylko nauczy się wykorzystywać sprawdzone doświadczenia. Służba to nie teoria, wyraźnie pokazuje proces zachodzących zmian.

W Obietnicach możemy odczytać - … i z naszego doświadczenia mogą skorzystać inni. Tak więc dzielmy się naszymi doświadczeniami wzajemnie, to nasz największy skarb. A gdy szacunek dla postaw innych zagości w naszych sercach to znak, że znamy odpowiedź. - Najlepszym zarządzającym jest Bóg, jakkolwiek wyraża się On w naszym sumieniu.. Dziękuję za uwagę.

Marek, Warszawa, październik 2007r.

 


 

Migawka z Konferencji w Popowie 9-11 11 2007

 

            Z uwagą przysłuchiwałem się wypowiedzi przyjaciela, który w sobotni wieczór Konferencji objaśniał tajniki Koncepcji Służb AA. To wyjątkowo obszerny i dodatkowo nowy temat w życiu naszej Wspólnoty. Więc nawet się nie dziwię, że to wymagało tyle czasu. Najciekawsze uczucie pojawiło mi się, gdy przyjaciel pokazał „prawie oficjalny” tekst Koncepcji, z którego czerpał swoje wiadomości. Ja również posiadam taki sam tekst. Wertowałem go wielokrotnie,  jednak treści, które przyswajałem wydawały mi się odmienne. Decydowały osobiste doświadczenia. Przyjaciel wiele lat aktywnie rozwijał kontakty międzynarodowe jako delegat narodowy i możliwe, że dla niego omawiane sprawy były zupełnie zrozumiałe. Moje doświadczenia służby kończyły się jako delegat Konferencji Krajowej sprzed kilku lat, od kiedy wiele zagadnień i sposobów pracy radykalnie się zmieniło. Dosyć mglisto kojarzyłem sobie przedstawiane sprawy, często gubiąc wątki. Prezentowane struktury daleko odbiegały od najbardziej znanych mi z Regionu Warszawa. Równocześnie zaczynałem sobie przypominać wypowiedź jednego z powierników kl.A /nie alkoholik/, zamieszczoną w BOX 459, który lekturę tekstu Koncepcji i Poradnika Służb nazwał wielkim duchowym przeżyciem. Zdawałem sobie sprawę, że wzajemne  relacje zamorskich struktur są mało ważne a nawet obce dla przeciętnego alkoholika, który nie widzi sensu ich poznawania, lecz dając wiarę powiernikowi czułem się zachęcony do duchowych poszukiwań.

Po pierwsze uświadomiłem sobie, że …egocentryzm i egoizm, koncentracja na samym sobie!.. To właśnie jest, jak sądzimy, zasadnicze źródło naszych kłopotów /AA str. 52/.  A Koncepcje, podobnie jak Kroki i Tradycje, mają nam pomóc uporać się z własnym EGO. Wyraz tego znalazł się w podtytule do mojego wstępu -  uwolnienie od egoizmu.

Drugim zadaniem jest odczytanie i wypełnienie woli wobec siebie. A więc trzeba uznać czyjś autorytet. Doktor Woronowicz nazwał to celnie – posłuchaj tego, kto lepiej wie.

            Największą trudność sprawiło mi zapamiętanie znaczenia poszczególnych Koncepcji. Sięgnąłem do pewnych doświadczeń. Odkąd zacząłem zapamiętywać krótkie formy Tradycji a potem ich poszczególne słowa, to i same Tradycje jakoś lepiej zaczęły mi wchodzić do głowy. Wiadomo. Autorytet – 2 Tradycja. Finanse siódma, anonimowość dwunasta. Z Koncepcjami było trudniej – nawet krótkie formy z niczym się nie kojarzyły. Pomyślałem sobie, że popróbuję je nazwać „po swojemu”. Tak więc robiąc stosowne notatki nadawałem własne komentarze:

Koncepcja I - zbiorowe sumienie władzą dla służb AA

Koncepcja II -  czyli o tym, czym jest Konferencja

Koncepcja III - Prawo decyzji, czyli o zasadzie wzajemnego zaufania

Koncepcja IV - Prawo udziału, czyli głos proporcjonalny do odpowiedzialności

Koncepcja V - Prawo do apelacji, czyli opinie i skargi mają być rozpatrzone

Koncepcja VI - czyli okulary AA

Koncepcja VII - czyli o wzajemnym szacunku i zaufaniu, które są niezbędne na styku władzy duchowej i prawnej

Koncepcja VIII - czyli o tym jak zorganizować pracę, aby nie tracić z oczu głównego celu  oraz aby przy jego realizacji nie ugrzęznąć w szczegółach

Koncepcja IX - czyli o tym, aby prowadząc oświetlać drogę sobie i innym, a chcąc  przewodzić nauczyć się posłuszeństwa wobec wspólnego sumienia i zasad AA

Koncepcja X - czyli o tym, by pamiętać gdzie się zaczyna i kończy zakres praw wynikających z pełnionej funkcji

Koncepcja XI - czyli o tym, aby na każdym poziomie służb wybierać najlepszych  kandydatów gwarantujących rzetelne wykonanie podjętych obowiązków

Koncepcja XII - czyli o tym jak duch wspólnoty światowej ogarnia nasze służby krajowe i regionalne

Kiedy tak spojrzałem na powyższe zapisy, Koncepcje stały mi się jakoś bardziej proste i bliskie. Bliższe wyjaśnienia mojego spojrzenia na temat Koncepcji Służb można odczytać w felietonach umieszczonych na stronie www.mityng.org.

Pozdrawiam pogodnie - Marek, Warszawa 12.11.2007r

 


 

Mój Pierwszy Mityng

 

Kiedy poszłam na mój pierwszy mityng - a było to siedem lat temu - dostałam w prezencie biuletyn MITYNG. Miałam już rok trzeźwości i zastanawiałam się czy warto się „męczyć”. Więc wzięłam do ręki MITYNG i zaczęłam czytać. Pisali przyjaciele o swoich doświadczeniach, o tym co robili żeby trzeźwieć. Ja byłam na tamten czas zakręcona jak słoik dżemu i zastanawiałam się, skąd ci faceci znają moją historię picia. Więc przeczytałam MITYNG jeszcze raz... i tu nastąpiło oświecenie – przecież ci ludzie podają mi wskazówki co robić, żeby trzeźwieć. Nie tylko czytając naszą aowską literaturę, ale bezinteresownie podejmując się służb. I zaczęłam podejmować się służb – między innymi kolportażu.

Zaczęłam mówić na temat biuletynu MITYNG, bo dzięki historiom opisywanym przez naszych przyjaciół stwierdziłam, że warto trzeźwieć dla samej siebie. Teraz ja też czasem daję nowicjuszom w prezencie pierwszy MITYNG. Bywa, że coś napiszę, dzieląc się swoim doświadczeniem.  Serdeczne podziękowania założycielom biuletynu i tym, którzy kontynuują służbę.

Z radością Pogody Ducha życzy Tereska

 


 

Pozdrawiam Serdecznie Redakcję i Czytelników MITYNGU

MITYNG dla mnie jest lekturą trzeźwienia, służenia, informacji. I nie tylko dla mnie - dużo tekstów tłumaczę na ukraiński i czytam na różnych spotkaniach, niektóre tłumaczenia z MITYNGU publikuję we lwowskim czasopiśmie. Dobra robota, dziękuję Wam za to. Pozdrawiam serdecznie i życzę przyjemnej realizacji dobrych pomysłów.

Taras ze Lwowa


 

Za krat

/przedruk z 2001 roku/

 

Mam na imię J..., jestem alkoholikiem. Chciałbym podziękować każdemu AA; wszystkim sponsorom i spikerom poświęcających swój czas i energię, aby przyjść do więzienia i dzielić się swoim doświadczeniem, siłą, nadzieją. Dzięki nim za mury więzienia trafia posłanie AA. Specjalne podziękowania należą się sponsorom AA i spikerom, którzy odwiedzają mój zakład, z którymi znam się od lat. Przykład przyjaciół z zewnątrz, którzy odwiedzają nasze więzienne mityngi daje nam wszystkim nadzieję na lepsze życie po odbyciu wyroku. I choć mogę mówić tylko za siebie, jestem pewien, że reszta chłopaków tutaj podziela to moje odczucie. Ci ludzie z AA nie żartują, nie próbują nam wcisnąć, że wszystko jest "usłane różami" tam, gdzie nie jest. Ale są zadowoleni ze swego losu, przygotowani do stawienia czoła każdej okoliczności, która zdarza się w codziennym życiu.

            Czas mija. Na miejsce dawnych przyjaciół AA pojawiają się kolejni umożliwiając nam w ten sposób odbywanie dwóch mityngów AA tygodniowo. Mówią, że można więcej... Gorące podziękowania im wszystkim.

            Tak wiele życia spędziłem w więzieniu, że już prawie zapomniałem, jak wygląda świat za kratą. Jedno, co pamiętam, to wypitka, kobiety, hazard i oczywiście zbrodnię; ale gdy widzę tych, którzy przychodzą na nasze mityngi, to mam ochotę doczekać zrelaksowanego, szczęśliwego życia; nawet jeśli z pewnymi problemami - są możliwe do poradzenia sobie ! Ale muszę nauczyć się aby w przypadkach niepowodzeń nie sięgać po pierwszy kieliszek. To początek.

            To jest główne przesłanie, które dostaję z przykładu AA i to sączy we mnie nadzieję, że też mogę wyjść tam, na zewnątrz i doświadczyć tej samej pogody ducha, odwagi i mądrości, którą widzę na mityngach AA. Dzięki dla mojej Siły Wyższej i dla AA.                    

pozdrawiam, J...

 


 

   Otwarte!

 

Na mityngu, gdzieś w oddali,

wdzięczni alkoholicy się spotkali.

Przy świecy program realizują,

mimo że święta - wciąż nad nim pracują.

Do drzwi jacyś goście właśnie się zbliżają.

Któż może wiedzieć, czego tu szukają -

nadal cierpiący do drzwi niepewnie stuka

a za nim Al-Anonka cierpliwie czegoś szuka,

dzieci alkoholika też tu przydreptały

i sympatyka Wspólnoty ze sobą zabrały.

Stukają ...

i na odpowiedź czekają.

A na mityngu buzie trzeźwe, uśmiechnięte.

Co odpowiedzą?

Że zamknięte!?

char-tracking:92%;mso-georgian-font-family:Sylfaen;mso-gurmukhi-font-family: Raavi;mso-kannada-font-family:Tunga;mso-oriya-font-family:Kalinga;mso-syriac-font-family: "Estrangelo Edessa";mso-telugu-font-family:Gautami;mso-thaana-font-family:"MV Boli"'> Artykuły w The Grapevine i artykuły pisane przez naszych powierników niealkoholików pomagają z powrotem skoncen­trować się na naszym głównym celu.

            W przededniu 70 rocznicy powstania AA pora, abym odświeżył sobie Deklarację odpowiedzialności i aby wszyscy uczestnicy Anonimowych Alkoholików zadbali o zapew­nienie tego, że posłanie niesione do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi, jest posłaniem AA wyzdrowienia, nie rozcieńczo­nym, niezmienionym i nienaruszonym.

 

John H. – Irlandia

 


 

Dzielimy się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach

 

Jestem wdzięczny za istnienie wspólnoty AA. Za to, że mogę być tu dzisiaj razem z wami. Witałem już wielu znajomych, innych spotykam po raz pierwszy. To radosne uczucie być razem; cieszy mnie niezmiernie, gdy powiększa się nasz wspólny krąg przyjaciół.

Uważam, że przyjaźń we Wspólnocie to potężna siła.  - Większa od nałogu.

Przyznam szczerze, że temat  Konferencji Służby Krajowej 2007 - Dzielimy się doświadczeniem a nie zarządzamy w służbach - nie zaskoczył mnie specjalnie. Już od kilku lat mogę zaobserwować, że Konferencja pragnie znaleźć właściwe sobie miejsce w naszej wspólnocie, a przy tym wyraźnie zaczęła podkreślać duchowy sposób działania. Chcemy odczytać nasze wspólne sumienie. W nim wielu z nas widzi najwyższą władzę, inni widzą wolę Boga. Jestem wśród nich.

Dzisiejszy temat dotyczy służb, a raczej sposobu pełnienia służby. To chyba najmniej znana część Programu AA. Jest ona opisywana w wielu ulotkach, ale najwięcej wiadomości możemy odczytać w Poradniku i Koncepcjach Służb. Niestety do tej pory nie mamy tej pozycji oficjalnie wydanej. I nie jest to wynik opieszałości BSK, raczej widzę tu obraz troski o rzetelne przygotowanie publikacji. Chyba ostatnio w tej sprawie coś nareszcie się ruszyło.

Oczywiście każdy członek AA może mieć swoją własną definicję, ale dla mnie Koncepcje Służb są swoistymi Krokami i Tradycjami skierowanymi jednak tym razem do tych z nas, którym rozwój osobisty pozwolił na  pełnienie służb, a których postawa znalazła potwierdzenie w zaufaniu, że wykonując zadania dla wspólnoty nie będą rezygnować z zasad AA.

Widzę tu pewne wskazanie. O ile Kroki wskazują, co robić aby nie pić, a Tradycje sugerują utrwalanie trzeźwości przez podjęcie aktywności na rzecz naszego wspólnego dobra, czyli podjęcie służby, to Koncepcje mówią nam jak te służby wykonywać, aby swoim zachowaniem nie wprowadzać kłopotliwego zamętu w życie naszej wspólnoty.

Na początek sięgnę do własnych doświadczeń. Do dziś nie wiem, czemu zacząłem pomagać przy myciu szklanek. Ale to było to!!! Dzięki rozmowom przy sprzątaniu mogłem spojrzeć ciut dalej niż czubek swego nosa. Zobaczyłem wielu przyjaciół zaangażowanych w prace przy przygotowaniu mojego mityngu. Co więcej, najczęściej byli to przyjaciele, którzy imponowali mi swoim zachowaniem. Mieli to, co ja chciałem dla siebie - Pogodę ducha i zadowolenie. Każdy z nich podkreślał, że to służba pomaga mu utrzymywać codzienną trzeźwość.

Nie mogło być inaczej. Szybko podjąłem służbę herbatkowego, potem byłem pierwszym w grupie kolporterem, a następnie prowadzącym mityng. Nikt mi niczego nie nakazywał, nie zarządzał, działał przykład przyjaciół. O ile kończyłem jakąś służbę to zaraz podejmowałem się drugiej albo powierzano mi następną.. Przyniosło to nieoczekiwane efekty. Po pierwsze obsesja picia odchodziła w zapomnienie, a po drugie: Kolejne służby pozwoliły mi przekonać się, że AA ma do zaoferowania dużo więcej niż w swojej naiwności dostrzegałem. Z całą mocą ujawnił się bezmiar mojej arogancji.

Kiedy przed laty narzuciłem półtoragodzinny scenariusz mityngu, spotkał się on z absolutnym niezrozumieniem członków grupy. Nastąpiły niesnaski, odchodzili członkowie a wraz z nimi zaufanie i wiara. Zdałem sobie sprawę, że moje bezpardonowe próby zmian mogą zniszczyć grupę. To nic, że dzisiaj wiele grup pracuje według wtedy opracowanego scenariusza. Ale w tamtych czasach był on tylko zarzewiem kłótni. Straciłem zaufanie grupy; mogłem odejść i pewnie zacząć pić, bo niewiele już brakowało albo - dostosować się do duchowych zasad AA. Poddałem się sumieniu grupy. W taki sposób praktycznie dowiedziałem się, że w AA mogę być tylko sługą. Że nie jest dobre narzucanie swojej woli innym, nawet w dobrym celu, że lepiej będzie jeśli poznam i wypełnię wolę wobec siebie.

A potem było jeszcze wiele znaczących momentów, które pozwoliły mi na pełniejsze zrozumienie roli sumienia grupy jako najwyższej władzy w każdej ze struktur AA, począwszy od grupy aż do Konferencji włącznie. Co ciekawe, również w mojej rodzinie sprawdziła się władza sumienia domowników. Nie jest dobra dyktatura jednej osoby, bo zawsze pozostaną poranieni.

Oddajmy teraz głos współzałożycielowi naszej wspólnoty Billowi W., który tak pisze w styczniu 1947r. w artykule pt.: Czy AA będzie miało własny rząd ?  zawartym w książce JĘZYK SERCA /przekład nieautoryzowany/:

... żadna istota ludzka nie mogła panować nad obsesją picia alkoholika, jego pragnieniu robienia rzeczy po swojemu; przychodząc do AA możemy, i z radością to czynimy, poddać się woli Boga