MITYNG 11/149/2009

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


 

 Strach ma wielkie oczy

czyli co mi dała służba Sekretarza Regionu.

 

 

Na spotkaniu Intergrupy przed Konferencją  ktoś zaproponował, bym  został kandydatem do służby Sekretarza Regionu. Chociaż mówiłem, że w tej służbie nie mam żadnego doświadczenia, większość uważała, że powinienem kandydować. Sam pomyślałem, że z moimi predyspozycjami do tej służby nie mam szans. Jest tyle Intergrup to na pewno będą lepsi kandydaci, a ja na pewno nie zostanę wybrany. Ale żeby Intergrupa miała kandydata  - zgodziłem się. Gdy na Konferencji dowiedziałem się, że jestem jedynym kandydatem, obleciał mnie strach. Co będzie jak mnie wybiorą? Nigdy nie pisałem żadnych sprawozdań,  moja obsługa komputera na tamten czas była delikatnie mówiąc mierna.. Jak sobie z tym wszystkim poradzę? Miałem wiele pytań  i bardzo się bałem. Przyszła chwila wyborów i po mojej prezentacji nastąpiło głosowanie. Zostałem wybrany. I co dalej  myślałem?

Do objęcia służby miałem pół roku. Czyli 3 spotkania Rady Regionu. Zacząłem w nich uczestniczyć jako obserwator. Od samego początku wspierał i pomagał mi  Włodek Sekretarz Regionu wprowadzał mnie do służby. Pokazał schemat pisania protokołu. Nie było to takie trudne jak mi się wydawało. Zacząłem  poznawać innych ludzi z regionu, nie tylko ze swojej Intergrupy. Na spotkaniach R.R. mogłem dowiedzieć się jak pracują  inne Intergrupy i dowiedzieć się co dzieje się w Służbie Krajowej. Chociaż zdarzało się, że osoby pełniące te służby nie przychodziły na spotkania R.R. O ile pisanie protokołu z R.R. szybko opanowałem i nie sprawiało mi większych trudności, to prawdziwym wyzwaniem była moja pierwsza Konferencja w roli sekretarza.

Było mi dużo łatwiej bo Włodek pełnił służbę Czermena  i miałem go dosłownie pod ręką. Aby moje sprawozdania mogły docierać do innych pomagał mi łącznik Internetowy Regionu Andrzej. Na początku dostarczałem mu odręcznie napisane sprawozdania a on umieszczał je w Internecie. Pomocna osobą okazała się też moja żona Iza, która pomagała mi na początku pisać na komputerze (robiła to szybciej niż ja ), nauczyła wysyłać e- mail. Dwa lata służby minęły szybko i kiedy zacząłem dość dobrze sobie z tym radzić okazało się że trzeba przekazać ją następcy.  Tak to w AA bywa, że gdy wydaje się że już coś zacząłem robić dobrze przychodzi czas, by podzielić się tym z innymi. Przez czas swojej służby pisałem sprawozdania  z  posiedzeń R.R. oraz K.R.. Starałem się by ukazywały się na czas. Nie pisałem sprawozdań ze służby na Konferencję, wydawało mi się dziwne abym pisał sprawozdania ze sprawozdań. Chociaż mogłem napisać takie ogólne podsumowanie na koniec służby, nie zrobiłem tego. Przekazałem ustne sprawozdanie na  Konferencji.

Podsumowując, co mi dała ta służba. Że nie muszę się bać rzeczy, których nie znam, a jeszcze wielu ciekawych mogę się nauczyć. Nauczyłem się współpracy z innymi,  poznałem wielu ciekawych i życzliwych mi ludzi, poznałem szerszy schemat działania A.A., w pewnym stopniu obsługi komputera. Same plusy! Zachęcam gorąco do pełnienia tej ciekawej służby.

Życzę wszystkim Pogody Ducha, i ozdrawiam, Robert.

 


 

 Drodzy przyjaciele

 

Gdy dowiedziałem się, że w sąsiedztwie naszego PIK ma powstać 24-godzinny sklep monopolowy, przeraziłem się. Chciałem protestować, chodzić do ZGN Praga – Południe, pisać do Bóg jeden wie kogo, żeby tylko tak się nie stało. Modlitwa o Pogodę Ducha, … abym godził się z tym czego nie mogę zmienić. I nagle doznałem olśnienia..Ileż to razy ja sam, ogarnięty nagłą, kolejną gorączka picia, bezskutecznie szukałem rozwiązania swojego problemu. Nigdy, w drodze po kolejną flaszkę, nie natrafiłem na to „coś”, co pomogłoby mi uwolnić się od mojej obsesji, uwolnić od przymusu picia. W końcu, kolejnym cudem, trafiłem do wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Piszę cudem, bo ja sam nie chciałem do niej należeć, a już nigdy nie przypuszczałem, że zakocham się w tej wspólnocie po same uszy. Do wspólnoty zostałem wrzucony na terapii – terapii, która w moim założeniu miała zdziałać to „coś” co uwolni mnie spod władzy Pana alkoholu.

Ponieważ tak się nie stało, wróciłem, znów poobijany emocjonalnie, do wspólnoty AA. We wspólnocie odkryłem, że jest nadzieja, jest sposób na nowe, inne życie. Życie wolne od ciągłego myślenia o tym, że potrzebuje się napić, bo nie wytrzymam z tym wszystkim co dzieje się w mojej duszy, moim sercu. Życie wolne od porannych kacy, potrzeby kombinowania kolejnych flaszek alkoholu, okradania zarówno bliskich, jak i najzwyklejszego w świecie złodziejstwa w sklepach. Życie wolne od lęku, co się stanie jak nie będę miał się za co napić.

I nagle doznałem olśnienia, że oto Siła Wyższa stawia przede mną, ale i przed nami wszystkimi, ogromne wyzwanie. Właśnie w postaci tego sąsiadującego z naszym Punktem Informacyjno - Kontaktowym, całodobowego sklepu monopolowego. Przypomniałem sobie, że przecież my, Anonimowi Alkoholicy, nie zwalczamy żadnych poglądów, nawet gdyby to były poglądy własnej teściowej. Uświadomiłem sobie, na pewno po raz kolejny, że alkohol na świecie był, jest i zapewne będzie, a ja muszę się nauczyć żyć obok niego. Odkryłem, że to od nas wszystkich zależy, czy i jak  nasz PIK będzie funkcjonował w sąsiedztwie sklepu monopolowego. Od nas zależy, czy osoba potrzebująca pomocy znajdzie ją u nas, czy też w sąsiednim sklepie. Od tego czy będą nadal funkcjonowały dyżury, zarówno telefoniczne, jak i internetowe. Czy w PIK-u będzie ktoś, z kim można będzie porozmawiać? Czy znajdzie się ktoś, kto zaproponuje pójście na pierwszy mityng, początkowe wsparcie – sponsorowanie? Przypomniałem sobie jedną z naszych tradycji, która mówi, że wspólnota Anonimowych Alkoholików działa na zasadzie przyciągania, a nie reklamowania. Nasze zachowanie przed PIK, takie, żeby nie utożsamiano nas z klientami tego sklepu. Czy ja sam mam wpływ na moje zachowanie? Modlitwa o Pogodę Ducha, …abym zmieniał to co zmienić jestem w stanie. Mogę przyjąć uwagę innej osoby, zachowywać się mniej hałaśliwie, nie przeklinać, na palenie papierosa wychodzić od strony garaży, okazywać tolerancję innym, kulturę osobistą, korzystać ze słów, przepraszam, proszę, dziękuję.

Wygląd Punktu Informacyjno - Kontaktowego. Przez długi czas wydawało mi się, że ważne jest to co w sercu, duszy, a wygląd nie ma znaczenia. Dziś wiem, że również wygląd ma znaczenie. Fasada naszego PIK. Może warto by ja odnowić, umyć okna, zadbać o czystość przed, ale i w środku. Sam środek. Czy sprawia wystarczająco ciepłe wrażenie, czy może działa odpychająco, nieprzytulnie? Czy od frontu jest wystarczająca informacja, że tu może znaleźć pomoc osoba, która czuje, uważa, że ma problem z alkoholem? Pytań jest wiele i ja sam nie potrafię na nie wszystkie odpowiedzieć, ale wiem, że odpowiedzialność za ten punkt spada na Nas Wszystkich. Mogę prosić wszystkich o pomoc, w tym, aby nasz PIK był tym początkiem drogi dla tych, którzy tego potrzebują. Żeby były obsadzone dyżury, żebyśmy przyciągali, a nie odpychali naszym wyglądem i zachowaniem. I z taką prośbą zwracam się do wszystkich trzeźwiejących AA w naszym regionie. O najdrobniejszą pomoc i o wielka odpowiedzialność. Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików – również jedności w naszym aowskim działaniu, we wspieraniu się w służbach. I może wtedy, gdy zaczniemy się wspierać nawzajem, będzie więcej chętnych do służb, bo przestaniemy się bać, że zostaniemy całkiem sami z naszymi obowiązkami. To również zależy ode mnie. Również mogę zmienić to czy wspieram służebnych w ich działaniach w duchu AA. Przecież zdrowienie nie zna granic i może zacząć się, nawet, w pobliżu całodobowego sklepu monopolowego. Modlitwa o Pogodę Ducha … i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego. Dziękuję za tę mądrość. Dziękuję ci Boże za to co mi dałeś, za to co mi odebrałeś i za to czego oszczędziłeś. Moją wdzięczność chce wyrażać i wyrażam w moim działaniu. W przekazywaniu tego, co otrzymałem poprzez wspólnotę AA, innym potrzebującym. Tym wszystkim, którzy, podobnie jak ja kiedyś, proszą o pomoc. Życzę Wam Wszystkim tej utęsknionej.

 Pogody Ducha

Mariusz alkoholik (Kowboj)   Zastępca rzecznika ds. PIK

 


 

Minął mi pierwszy rok bez alkoholu

 

Rok trudny, ważny dla mnie. Czy będzie przełomowy to czas pokaże. Nauczyłem się trochę żyć bez alkoholu. Ciekawe, że im dalej w moim trzeźwieniu tym i "okazji" do picia coraz mniej. Na początku okazje czyhały na mnie na każdym kroku, a z czasem jakoś zniknęły. Moi bliscy i przyjaciele przyzwyczaili się już do tego że nie piję. Nie proponują, czasem coś im się wymsknie tylko że dobrą decyzję dla siebie podjąłem. Nauczyłem się nie tęsknić za tymi okazjami. Zniknęła mi obsesja picia. Dziś przejeżdżam koło sklepów w których zawsze robiłem swoje wstydliwe zaopatrzenie bez żadnych emocji. Już mi się kierunkowskaz nie włącza żeby skręcić i uzupełnić zapasy. Niesamowite jak czystą zrobiła się moja głowa bez tych myśli. Myśli zabraknie mi na dziś, czy nie zabraknie ? Mam coś schowane jeszcze, czy już mi się skończyło ? Żyję już bez ciągłego planowania, ile to mogę dziś wypić żeby jutro, jako tako funkcjonować. Dziękuję Bogu i sobie też trochę, że odebrał mi tę obsesję. Uffff 

Życie moje wygląda dziś zupełnie inaczej niż rok temu. Przede wszystkim, obiektywnie, to odbudowują się moje relacje z dziećmi. Życie towarzyskie ( spotkania ze znajomymi, wyjazdy) w porównaniu z tym co było wcześniej bardzo ubogie ale tyle ile razy spędziłem z dziećmi czas na czytaniu bajek czy zabawie to pewnie przez poprzednie 10 lat się nie nazbierało.  Z koleżanką-małżonką nadal kiepsko. Zaprosiłem ją na swoje dmuchanie tortu. Wątpię czy się pojawi. Bardzo wątpię. Ale może się zdziwię. Tak się złożyło że moja rocznica to akurat dzień mityngu mojej macierzystej grupy. Nie mam zamiaru kontynuować tradycji dmuchania świeczek ale pierwszą chcę wspólnie uczcić. Chcę podzielić się radością z tymi ludźmi którym zawdzięczam siłę i wsparcie.

Na gruncie zawodowym też jest poprawa. Drugi rok rozkręcam firmę. Jak łatwo się doliczyć pierwszy rok startu był przez Pana Świeżego Właściciela (czyli mnie) przepity. Ta moja firma nadal nie jest taka jaką sobie wymarzyłem, ale jednak moja trzeźwość procentuje i w tym obszarze. Jestem zawsze trzeźwy. Dostępny pod komórką dla swoich klientów. Nie mam rano kaca, nie zapominam co ustaliliśmy. Wnioski też bardziej poprawne niż kiedyś. Trochę mam więcej otwartości, wrażliwości, słuchania prawdziwych potrzeb klientów. Gada się ze mną chyba ciekawiej, w każdym razie mniej powierzchownie niż kiedyś. Myślę że się opłaca :))) 

Przez ten rok na trzeźwienie poświęciłem dziesiątki godzin. Dziesiątki godzin z których na pewno uzbierało się trochę dni. Mityngi, lektury, audycje radiowe, praca ze sponsorem czy forum internetowe. W forum to akurat łatwo sprawdzić. Byłem na forum 358 godzin :) Czyli jakby nie liczyć prawie piętnaście bitych kawałków po 24h samego czytania i czasem pisania również. 15 dób ! Z pewnością pomogło mi to w uzbieraniu roku poskładanego z tych już prawdziwych, niepijących kawałków dwudziestoczterogodzinnych. Na początku miałem mnóstwo wątpliwości. Czy ja nie marnuję czasu ? Czy nie kradnę czasu na trzeźwienie rodzinie, świeżutkiej firmie, innym swoim hobby, odpoczynkowi. Na szczęście dla siebie kilka decyzji podjąłem na początku. Po pierwsze, że nie będę się mądrzył i będę słuchał co bardziej doświadczeni ludzie mają do powiedzenia w kwestii trzeźwienia. Po drugie, że dam sobie trochę czasu na eksperyment. Że nie będę rezygnował z mityngów, lektur, forum po pierwszych tygodniach czy miesiącach trzeźwości. Choćby się waliło i paliło podejmowałem decyzję o tym że na mityng pojechać muszę. Pamiętam parę razy wyrzuty sumienia że będąc na mityngu, nie jestem tam gdzie powinienem być. Bo firma, bo klienci, bo coś tam, bo znajomi. Ale zawsze, ZAWSZE po mityngu wiedziałem że podjąłem właściwą decyzję jadąc na niego.

(No gdyby się dom palił to bym jednak nie pojechał  :)).

 Tyle ile spokoju, oddechu od mojego pełnego strachu, paniki życia otrzymywałem to tylko ja wiem. Dziś trzeźwienie mam wkalkulowane w swój plan życia. Nie przeszkadza mi już. Nie mam poczucia traconego czasu. Przeciwnie. Daję sobie ten komfort. Mam dbać o trzeźwość bo to ratuje mi mój własny, zdrowy DOBROSTAN. Rok to bardzo długi kawał czasu.

Wiele rzeczy zrobiłem pierwszy raz w życiu bez alkoholu. Pierwsze trzeźwe święta, pierwsze trzeźwe wakacje, pierwsze trzeźwe wesele siostry (uciekłem o 21:00) Pierwsze od lat, przegadane bez alkoholu, nocki z przyjacielem. Każde z tych wydarzeń trudne. Do każdego musiałem się przygotować i każdego się bałem. Myślę że drugi raz będzie prościej. O każdym z tych wydarzeń pisałem na forum, mówiłem na mityngach. Usłyszałem różne opinie, porady jak się przygotować przez przechodzili inni. Powiem szczerze że brałem, egoistycznie wyciągałem wiedzę dla siebie, bez skrupułów żadnych. I nadal tak będę robił :) Gdybym nie pytał, nie dzielił się wątpliwościami, nie słuchał innych nie wiem gdzie dzisiaj bym był. Dziękuję AA za to że chcieliście się dzielić ! Jak rok trzeźwienia to i mityng „rocznicowy”. Odbył się już. Na szczęście dla mojego całego zakłopotania sytuacją był na mityngu również nowy przyjaciel. Mam nadzieję że moje mało święto nie zepsuło jego pierwszego dnia we wspólnocie. Nie lubię rocznicowych mityngów. Wydaje mi się to zbędna i "dorabiana" na siłę tradycja. Te torty, życzenia, dmuchanie świeczki. Mimo to zdecydowałem się zrobić rocznicę swoją. Na mojej grupie macierzystej. Bardziej z wdzięczności, dziękując moim kolegom za to co otrzymałem od nich przez ten rok. Jednak od rana byłem w stresie. Jak to będzie wyglądało. Gdybym mógł to pewnie bym się wycofał ale moje poczucie odpowiedzialności zwyciężyło. Stres objawił się kłopotami przy zakupie tortu "bezalkoholowego". Musiałem parę miejsc zwiedzić i usłyszeć  że „alkohol to jest we wszystkich tortach, nawet tych dla dzieci". Ale w końcu sobie poradziłem ze wszystkimi przygotowaniami.  No i jak zwykle niespodzianka mnie spotkała. Już miałem wszystko poukładane a tu zaskoczenie. Ech....

Przypomina mi się monolog Tewje Mleczarza. Mówił o tym że gdy jego Dobry Bóg zaczyna się nudzić to myśli jaki by tu numer zrobić swojemu staremu przyjacielowi Tewjemu. Dziś czułem się podobnie. Jak zwykle mój Bóg też zatroszczył się żeby nie było mi nudno :) Na moim mityngu pojawiło się wielu ludzi. Ludzi którzy są dla mnie ważni. Ważni dla mojej trzeźwości. Osoby z którymi wspólnie przeżyłem ten rok. Zaskoczony byłem że tak to się wszystko ułożyło. Niektórzy przyjechali tam specjalnie dla mnie. Specjalnie ze względu na sympatię do mnie. Wiele ciepłych słów też usłyszałem. Nie wiem dlaczego, ale będąc na świeczniku tak, czułem się jakbym dostał prezent który mi się nie należał. Ale miłe to było bardzo. I przewróciły się moje poglądy również na rocznice. Wiem że siedziały przy mityngowym stole osoby na które mogę liczyć. Osoby do których mogę zadzwonić gdy będzie mi źle. Myślę że warto było podzielić się z nimi moją radością z tego mojego roku. Nie wiem jeszcze czy będę urządzał następną rocznicę. Ale wiem już że za rok będzie tych bliskich mi osób jeszcze więcej ! O ile się dziś nie napiję…..Święto to święto, ale świat kręci się dalej. Do roboty, życie czeka. Wiem że to lekkie nadużycie ale jak to brzmi!: "jestem w DRUGIM roku trzeźwienia" !   

 MIRON

 


 

Sprawozdanie Redaktora Mityngu

 

Od ostatniej Konferencji co miesiąc Mityng pojawiał się w ilości 700 sztuk i dzięki kolporterom trafiał w nasze ręce. W czasie zlotu radości we Wrocławiu kolportaż dał się unieść radości niesienia posłania aż nadto i MITYNGÓW w Warszawie zabrakło, za co przepraszamy.

Zamieszczamy informacje z warsztatów AA, sprawozdania służb Regionu AA, informacje z grup AA, piszemy o niesieniu posłania AA w Zakładach Karnych. Znalazło się też parę wypowiedzi przyjaciół i sympatyków AA. W MITYNGU znajdują się wypowiedzi anonimowych alkoholików, pragnących podzielić się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją. Redaktor biuletynu, w ramach swojej odpowiedzialności ma prawo i obowiązek czuwać nad charakterem biuletynu.

MITYNG tętni życiem AA, żyje programem AA.

W swojej 2-letniej służbie redaktor systematycznie wspomagany jest przez stale  piszących, niezawodnych przyjaciół. Pragnę poinformować mandatariuszy i służby uczestniczące w Konferencji, że ze względu na złożoność służby redaktora, kandydat - rekomendowany przez Zespół Literatury i zaprezentowany Radzie Regionu - przygotowywał się do jej odpowiedzialnego pełnienia od kilku miesięcy.

Tą drogą zwracam się do zbiorowej mądrości AA o wybranie Macieja do pełnienia służby redaktora biuletynu MITYNG.                 

Sławomir AA 

 


 

 Warsztaty „Wzrastanie w służbie – służby Intergrupy cz.II

 

12.09.2009 w PIK przy ul. Brazylijskiej 10 Warszawa odbyły się warsztaty na temat służb we Wspólnocie AA. Przyszło 25 osób, które zechciały podzielić się swoim doświadczeniem i posłuchać doświadczeń innych w służbach. Oto kilka zapisków z tego spotkania:

- Do służby RZECZNIKA INTERGRUPY przygotowywałem się poprzez pełnienie służby jego zastępcy. Przyglądałem się, uczestniczyłem w spotkaniach Intergrupy. Zacząłem pełnić tę służbę jednak niespodziewanie, bez gruntownego przygotowania – poprzednik nagle zachorował. Zacząłem od przygotowywania planu spotkań. Sukcesem było to, że ktoś zwrócił uwagę na brak warsztatów, zaczęliśmy je organizować. Potem nasza Intergrupa podjęła się zorganizowania konferencji regionu. Przed zgłoszeniem jednak naszej kandydatury, na spotkaniach Intergrupy dużo o tym rozmawialiśmy o naszych możliwościach w tej sprawie. Dopiero, gdy mieliśmy dokładne rozeznanie, zgłosiłem akces do Konferencji Regionu. Okazało się w trakcie przygotowań, że znalazło się kilka bardzo aktywnych osób.  Nie musiałem tego dźwigać sam. Nauczyłem się tolerancji, współpracy, pogłębiłem osobiste kontakty.

- U mnie wzrastanie w służbie zaczęło się na grupie: zmywałem, prowadziłem mityng. Słyszałem o Intergrupie, słuchałem relacji ze spotkań, mandatariusze bardzo dokładnie je przekazywali na moich grupach. Zostałem MANDATARIUSZEM.  Poznawałem ludzi nie tylko z okolicznych grup ale też z grup z poza Warszawy. Do PIK-u trafiłem w momencie, gdy dopiero się tworzył. Potem Rzecznik Regionu zaproponował mi, abym został KOORDYNATOREM DYŻURÓW TELEFONICZNYCH. Myślałem, że to będzie dla mnie łatwe, ale rozczarowałem się. Uświadomiłem sobie, że muszę zachęcić, zorganizować osoby chętne do służby przy telefonie. Jeśli jakiś dyżurny zawiódł i nie był na dyżurze, to wtedy obecny w PIK na swoim dyżurze kolporter dzwonił do mnie.  Wychodziłem często z mityngu i jechałem do PIK, by potrzebujący mógł uzyskać pomoc przez telefon. Nie zawsze dawało mi to radość. Czasami byłem zwyczajnie zły. Siedziałem samotnie przy telefonie. Burzyło to moje plany. A przede wszystkim trąciłem obecność na mityngu. Uważam, że musimy lepiej organizować się. To jest bardzo ważne. Przecież mamy teraz do obsługi infolinię ogólnokrajową i nie powinno być tak, że nie ma kto odebrać telefonu.

- Zostałem KOLPORTEREM INTERGRUPY. Przedtem byłem kolporterem 2 grup. Zacząłem sobie zdawać sprawę jak są mi służby potrzebne. To dzięki nim potrafię poprawiać stosunki z innymi ludźmi. Uczę się odpowiedzialności za powierzone mi mienie – książki, pieniądze.  Będę teraz zachęcać innych.- Ze względu na wykonywaną pracę zawodową, jeżdżę po kraju. Gdy wejdę na mityng grupy, gdzie mówi się o łączności z Intergrupą, tam czuję się naprawdę bezpiecznie. To na mojej macierzystej Intergrupie rozmawialiśmy o Tradycjach. Tam poznałem ich sens. Dzięki temu, że otwieram się szerzej na świat aowski, poznaję lepiej ludzi i Program. Dla mnie służba Rzecznika jest bardzo ważna, bo to on jest animatorem pracy Intergrupy.

- Miałam niecałe 2 lata trzeźwości, gdy zostałam skarbnikiem grupy. Byłam dumna. Potem zaczęłam chodzić z ciekawości na spotkania zespołów i intergrupy. W tym czasie SKARBNIK INTERGRUPY kończył służbę. Wtedy Intergrupa wybrała mnie. Nie wiedziałam na czym polega podział pieniędzy. Buntowałam się. Potem jeden z kolegów wytłumaczył mi to. Było mi łatwiej.

-Wzrastanie w służbie jest dla mnie bardzo istotne. Żeby nie służby, to ja bym nie trzeźwiał. Może i bym nie pił w zaparte, ale nie rozwijałbym się. Najpierw to były służby na grupach, które mnie bardzo dowartościowały. Jestem nie tylko alkoholikiem ale i narkomanem, lekomanem i depresantem. Nie potrafiłem korzystać z wiedzy o swoich uzależnieniach. Śmiałość i stan trzeźwienia, którą mam na chwilę obecną zawdzięczam służbom. Mam poczucie własnej wartości. Podświadomie przełamuję się od środka. Mój sponsor zainspirował mnie do działania w służbie. Najpierw na grupie, teraz jestem ŁĄCZNIKIEM DS. INTERNETU w Intergrupie Wars. Wiele razy przymierzałem się do komputera, Internetu. Dopiero ta służba zmobilizowała mnie. Wszystkie służby pomogły mi zgłębiać Program AA.

- Zacząłem od mycia szklanek, prowadziłem mityng. Potem zostałem mandatariuszem ale po pół roku zrezygnowałem, bo nie miałem żadnego wsparcia w grupie. Przyjeżdżałem do PIK, gdzie KOLPORTER REGIONU miał dyżury przy sprzedaży literatury. Zaczął mnie wciągać w swoją służbę. Często prosił mnie o pomoc. Byłem dumny. Tak trwało to około roku. Potem zaproponował mi, bym przejął tę służbę. A ja czułem się już przygotowany do wzięcia odpowiedzialności za pieniądze i literaturę. Konferencja Regionu zaufała mi i powierzyła służbę kolportera regionu. Dzisiaj swoją drogę w służbach mogę śmiało określić jako wzrastanie w służbie. Nauczyłem się sumienności, uczciwości, odpowiedzialności.

- Pełnię służbę ZASTĘPCY RZECZNIKA INTERGRUPY. Zawsze byłem „Zosią-samosią” a przyszło mi współpracować z osobą bardzo podobną do mnie. Nauczyłem się o prosić o pomoc ale także udzielać pomocy. Dzięki takiemu współdziałaniu moje relacje z ludźmi zacieśniają się. Poprzez służbę na Intergrupie dotarło do mnie, że mam wspierać mandatariusza na mojej grupie.

 

- Wzrastanie służbie pozwoliło mi odkrywać w sobie to czego nigdy po sobie nie spodziewałem się. Najpierw robiłem rozpoznanie, bywając na spotkaniach. Poznałem sponsora, który mówił mi: „Powinieneś coś oddać Wspólnocie.”. Zgłosiłem się w takim razie do uporządkowania archiwum. Nikt przede mną tego jeszcze nie robił. Ważne jest sponsorowanie w służbie. Ja tego nie miałem, więc teraz staram się swoje doświadczenia w służbie przekazywać innym. Wzrastanie służbie pozwoliło mi odkrywać w sobie to czego nigdy po sobie nie spodziewałem się. Najpierw robiłem rozpoznanie, bywając na spotkaniach. Poznałem sponsora, który mówił mi: „Powinieneś coś oddać Wspólnocie.”. Zgłosiłem się w takim razie do uporządkowania archiwum. Nikt przede mną tego jeszcze nie robił. Ważne jest sponsorowanie w służbie. Ja tego nie miałem, więc teraz staram się swoje doświadczenia w służbie przekazywać innym.

- Staram się przekazywać innym mandatariuszom swoje doświadczenie. Polecam ulotki. Razem jeździmy na konferencje. Zgłosiłam się do „Archiwisty”. Teraz nie jestem sama, bo służę w ZESPOLE DS. ARCHWIUM.

- Dla mnie pełnienie służb jest wyrażaniem wdzięczności dla AA za trzeźwość. Służba jest sugerowana przez Program, więc ja ją przyjmuję. Zależy mi na trzeźwości i odpowiedzialności, więc stosuję się do zaleceń Programu.

-Jest mi bardzo bliskie powiedzenie Boba, że cały Program AA sprowadza się do dwóch słów: „MIŁOŚĆ I SŁUŻBA”.

 


 

Trzy legaty AA: Jedność - Służba - Zdrowienie

 

 

Trójkąt w kole”. A co z „wielbłądem”?... Na mojej półce stoi kilka: pluszowe, szklane, z mosiądzu i z drewna. Wielbłądy. Stoją też na niektórych stołach obok świecy w salkach mityngowych. Fajne, sympatyczne. Na niektórych grupach są skarbonkami i zastępują kapelusz. Często nawet do wielbłąda nie są podobne. Raczej do dinozaura albo innego stworka – tak widział artysta, który je tworzył. Czasami słyszę o jakieś symbolice z tym związanej. Ponoć dlatego tam stoją, bo wielbłąd może nie pić wody przez 24 dni, więc luźne skojarzenie z programem 24 H.. No dobra, ale przecież potem musi się napić!!! …I co? A czy „wodę wielbłądową” mogę ja, alkoholiczka porównywać do alkoholu? No i czy po 24 dniach mam się też napić? Nie znalazłam nic w literaturze na ten temat. O Trójkącie w Kole – tak. O wielbłądach – nie. Więc nazywać je symbolem AA, to dla mnie jest lekkim nadużyciem. No i dobra, nie czepiam się więcej. Sympatyczne zwierzątko, niech sobie stoi. Nawet mam zamiar rozszerzyć swoją domową kolekcję. Mnie nie przeszkadza. Ale na jednym z mityngów nowicjuszowi źle się kojarzył. Powiedział o tym. Nikt nie dopytywał o powody, Jeden z przyjaciół zdjął go ze stołu a mityng spokojnie trwał dalej… Więc co z wielbłądem?

Z Pogodą Ducha – Gosiali

 


 Służba

 

Po półtora roku abstynencji, chodzenia na mityngi, łowienia uchem jakichś dziwnych, nie wiadomo skąd wziętych sformułowań („w AA nic nie muszę”, a tymczasem w Wielkiej Księdze słowo „musieć” pojawia się wielokrotnie, choćby w Jak to działa – „musieliśmy pozbyć się ich całkowicie”.), leserowania, bimbania, sądzenia, że samo przychodzenie coś zmieni w moi życiu, okazało się, że ja nie potrafię żyć sam ze sobą. Odstawienie kielicha było trudne i na początku tylko ono mnie zajmowało. Udało się, nie piłem, lecz… co dalej? Czarny dół, ściana, smutne dni, niechęć i myślenie o tym, że to trzeźwe życie to jakieś takie smutne. I Program chyba nie działa. Problem był w tym, że JA NIE DZIAŁAŁEM. Byłem jak taki koleś co zawsze marzył o ogródku, dostał ogródek, a potem stanął przed nim i patrzył, patrzył, czekając aż zapełni się pięknymi kwiatami i ładnie przystrzyżoną trawą. A tu co? A tu „rzeczywistość skrzeczy”.

Codziennie przychodzę na spotkania Anonimowych Ogrodników, gdzie wszyscy Anonimowi Ogrodnicy dzielą się doświadczeniem w pracy nad ogródkiem i… nic. Wracam do domu, wychodzę na taras, patrzę, patrzę, a w ogródku zielska i krzaczory. Żadnych kwiatów. Znowu na mityng Anonimowych Ogrodników i zaczynam narzekać – „kiepsko z tym ogródkiem, marzyłem, dostałem, a nic nie chce rosnąć, ten Program nie działa.” Anonimowi Ogrodnicy w swoich wypowiedziach opowiadali, jak to łopatą się narobili, jak to pielili, grabili, jeździli do sklepów ogrodniczych, a nawet znaleźli sobie sponsora (producenta ziemi kwiatowej). A ja nic z tych rzeczy nie robiłem, bo miałem nadzieję, że to w końcu jakoś samo się zasieje, wzrośnie, zazieleni. Zasiało się, zazieleniło nawet. Ale nie tym co chciałem. I doszedłem nawet do tego, że lada moment mogę mieć w d… mój wymarzony ogródek. Z moją trzeźwością – tak samo.

Nie chciało mi się chwycić za „łopatę” (czytaj – pracować nad Programem, ze sponsorem, w życiu codziennym, zaangażować się w służby). I doszedłem do ściany. Wiedziałem, że albo zaleję mordę, albo wezmę się za to najgorsze… za pracę!

Przyszedłem na mityng i ­­ poprosiłem o służbę. Zostałem kolporterem grupy Kamionek. I tak… zostałem w służbach. Znalazłem sponsora, a Program… zaczął działać. Przeszedłem przez różne służby – prowadziłem grupy, byłem mandatariuszem, zakładałem jedną z warszawskich grup. Byłem łącznikiem Intergrupy Wschód do Zespołu Literatury. Zespół Literatury to były dopiero wrota do służby, w której zacząłem dostrzegać dobro AA, a nie swoje. Pomagając innym, pomagałem sobie. Okazało się, że służba najwięcej pożytku przynosi MNIE SAMEMU. Ale odkrycie, co? Jakby odkrył, że powietrzem się oddycha. Ale ja, alkoholik, musiałem i tę, prostą prawdę odkryć. I zastosować.

Będąc w służbie, zostałem Przewodniczącym Zespołu Literatury w Regionie. To była dopiero nauka! Powściągnąć swoje ja, nie pouczać, nie wymądrzać się, załagodzić jakieś napięcia. Moje pierwsze wrażenia z Intergrup („o matko, oni tam się kłócą”), były jeszcze niedojrzałe, nie rozumiałem, że to ja mam się nauczyć trwania w jakichś pracach, nawet pomimo pojawiających się napięć. A gdzież ich nie ma w zewnętrznym świecie? Okazało się, że służby nauczyły mnie wielu zachowań, jakie mogłem zastosować w zawodowym świecie – umiejętności rozmowy, wyrażania poglądów, powiedzenia czegoś wbrew opinii większości. Jestem wdzięczny tym alkoholikom, którzy ciągnęli mnie za rękaw, ciągle pokazywali nowe służby, namawiali do nich. Gdyby nie oni i moja gotowość na pracę dla AA, nie miałbym dzisiaj tego, co posiadam – zdrowego ducha i ustabilizowanej trzeźwości.

Kolejnym wyzwaniem była służba krajowa, bycie delegatem Komisji Literatury. Tu znowu okazało się, że im niżej jestem w tym „odwróconym trójkącie służby w AA”, tym większy ciężar czuję na plecach. To już nie „zabawka”, tu się dzieją rzeczy ważne dla całego AA. Czy dość wysiłku wkładam w służbę? To pytanie musiałem sobie ciągle stawiać. Odpowiedzi były różne – czasem pracowałem bardzo silnie, ponad miarę, kiedy indziej działałem robiąc niezbędne „minimum”, a nawet „dawałem ciała”. Jak w życiu…

Co dzisiaj? Zostałem obdarzony zaufaniem polskiej Wspólnoty i pełnię służbę Delegata Narodowego.I okazało się, poza pracą w Radzie Powierników, czy na wyjazdowych konferencjach, to mam obecnie najwięcej pracy nad… samym sobą. Teraz dopiero muszę się mierzyć z własną pychą, egocentryzmem i całą resztą wad charakteru. To jest służba, która ma znamiona „światowe”, wiąże się z lataniem samolotami i byciem w obcych krajach. Bardzo chcę i robię wszystko, by tym więcej pokory odnaleźć w sobie w trakcie pełnienia tej służby. To właśnie jest trudne. Nie zgrywanie nie wiadomo kogo, pamiętanie kim jestem, skąd się wziąłem, co się ze mną stało i jaki jestem obecnie. I znowu mam wrażenie, że tak wiele się uczę, tak wiele dowiaduję się o samym sobie, tak wiele dostaję od… służby.

Dziękuję Wam, Przyjaciele, Tomek AA

 


 

 Drodzy Przyjaciele! Niżej przedstawiamy wykaz dat powstania grup, wraz z podanym dniem tygodnia (i który w miesiącu). Jeśli chcecie przekazać uwagi  -  skontaktujcie się z Pawłem: 

tel.: 503-924-812,

e-mail:  archiwum_wawa@wp.pl

bądź też przyjdźcie do Punktu Informacyjno -  Kontaktowego, ul. Brazylijska 10 w Warszawie na spotkanie z archiwistą Regionu, w pierwszy wtorek miesiąca o godzinie 18-tej.

Może właśnie ta służba jest jak w sam raz dla Ciebie! Przyjdź, zapytaj, posłuchaj.

 

PAŹDZIERNIK

 

 Nazwa Grupy

Data powstania  

Dzień

Miejscowość

"NIESPODZIANKA"

1990.10.05

PT (1)

Sokoł.Podl.

"POJEDNANIE"

2004.10.03

ND (1)

Warszawa

"ORLIK"

1991.10.06

ND (1)

Warszawa

"SZCZEPAN"

1992.10.12

PN (2)

Warszawa

"PRZEDWIOŚNIE"

1984.10.19

PT (3)

Warszawa

"ZAPOMOGA"

2000.10.15

ND (3)

Dobre

"NASZ CZAS"

2002.10.20

ND (3)

Legionowo

"PIOTR"

1990.10.15

PN (3)

Warszawa

"SPOKÓJ"

2001.10.18

CZ (3)

Warszawa

"ODNOWA"

1990.10.20

SO (3)

Piaseczno

"TARGÓWEK"

1992.10.24

SO (4)

Warszawa

"NADZIEJA"

1999.10.26

WT (4)

Kobyłka

"RADOŚĆ"

1996.10.22

WT (4)

Radość

"POCZĄTEK DROGI"

1993.10.26

WT (4)

Warszawa

 

LISTOPAD

 

Nazwa Grupy

Data powstania

Dzień

Miejscowość

"GOPLAŃSKA"

1993.11.07

ND (1)

Warszawa

"PORANEK"

1993.11.07

ND (1)

Warszawa

"PIAST"

1991.11.04

PN (1)

Piastów

"NOWY TOR"

1999.11.02

WT (1)

Nasielsk

"MARYSIN"

1993.11.03

ŚR (1)

Warszawa

"WIŚNIEWO"

2004.11.05

PT (1)

Warszawa

"METAMORFOZA"

1986.11.10

PN (2)

Siedlce

"QUO VADIS"

2000.11.14

WT (2)

Góra Kalwaria

"MELODIA"

1996.11.14

CZ (2)

Kałuszyn

"KEJA"

1994.11.10

CZ (2)

Nasielsk

"WSPÓŁUZALEŻNIENI"

2003.11.14

PT (2)

Warszawa

"24 GODZINY"

1993.11.16

WT (3)

Warszawa

"WSZECHŚWIAT"

2001.11.21

ŚR (3)

Pistów

"U KSIĘDZA JANA"

1995.11.15

ŚR (3)

Kadzidło

"LOURD"

1991.11.20

ŚR (3)

Warszawa

"STASZIC"

1994.11.18

PT (3)

Pruszków

"ALBERT"

1992.11.21

SO (3)

Pułtusk

"WALENTY"

1992.11.21

SO (3)

Raszyn

"PRZYSTAŃ"

1998.11.22

ND (4)

Myszyniec

"SULEJÓWEK-MIŁOSNA"

1991.11.25

PN (4)

Sulejówek

"MIŁOSNA"

1991.11.25

PN (4)

Sulej-Miłos

"STRZYŻYNA"

1991.11.26

WT (4)

Warszawa

"SKARBIEC"

1993.11.22

PN (4)

Warszawa

"SŁUŻEWIEC"

1999.11.25

CZ (4)

Warszawa

"PROGRAM"

1999.11.25

CZ (4)

Warszawa

"RYCERZ"

1995.11.24

PT (4)

Siemiatycze

"BETANIA"

2003.11.29

SO (os)

Zielonka

"KAMIONEK"

1998.11.30

PN (os)

Warszawa

 


Warszawa dnia 15.09.2009 r

UWAŻAM, ŻE ARCHIWUM TO DZIEDZICTWO, NA KTÓRYM WYROŚLIŚMY

 

Drodzy Rzecznicy Regionów, chcę Wam opowiedzieć jak realizowałem nasz jedyny cel – nieść posłanie alkoholikowi. Obejmując służbę archiwisty spytałem członków Rady Regionu jak mam zrobić to archiwum i czy mają jakieś propozycje, usłyszałem: „rób tak jak uważasz” no i zaczęło się. Moje wyobrażenie było takie: ja mam pomysł, rzucę hasło na intergrupach i wszyscy się zbiegną przynosząc mi dokumentację oraz wykonując moje zlecenia. Och, jak bardzo się myliłem. To były moje plany w mojej głowie. Musiałem znaleźć sposób by dotrzeć do ludzi, aby zrozumieli o co mi chodzi, a co najważniejsze przekonać ich do działania lub współdziałania. Myślałem, że będę się zajmował, co najwyżej redagowaniem materiałów składanych na moje ręce. Tymczasem na spotkania, na które się umawiałem przychodziło 10 procent tych, co się deklarowali, byłem pełen frustracji i prawie gotowy zrezygnować. Ułożyłem 14 pytań do weteranów dotyczących powstania Wspólnoty AA Regionu Warszawa przekazane 30 osobom, z czego 6 odpowiedziało. Powstało jedno nagranie z weteranem. Natłok prac archiwizacyjnych ograniczał mnie czasowo w rozmowach z weteranami i wyciąganiu od nich informacji. Czułem się niezrozumiany, a czasem nawet wykpiony, że tak się angażuję. Zacząłem dostrzegać, że samo archiwum się nie zrobi, z resztą jak nic samo się nie robi we wspólnocie. Zacząłem chodzić po Intergrupach i grupach mówiąc o celu, dla jakiego powstaje archiwum. Apelowałem do mandatariuszy o pisanie historii grup, gdyż ważne jest znać swoje korzenie i jakie były przyczyny założenia grupy, kto był inicjatorem i z jakiego powodu. Poprzez Internet komunikowałem się z większą ilością osób przesyłając informacje. Wiele osób się angażowało, ale dostawałem często sprzeczne informacje, bo pamięć ludzka jest ulotna, i co nie zapisane każdy może pamiętać inaczej. Musiałem uzupełniać pamięć mandatariuszy informacjami z pierwszych książeczek adresowych od 1995 roku i porównałem z elektronicznymi książeczkami składanymi do wydruku, które przekazały mi służby z zespołu ds. Internetu. Aby pomóc zrozumieć mandatariuszom budowę archiwum przywiozłem segregatory i omówiłem systematykę. Aby ich zachęcić do czynnego udziału w spisywaniu historii, wydrukowałem na Konferencję Regionu 390 kopert z nazwami grup i z informacjami o grupie z prośbą o zweryfikowanie i uzupełnienie. Na 93 rozdanych kopert 8 dostałem ze zwrotną informacją, to dużo biorąc pod uwagę, że zaczynałem od zera. Tak powstała lista uporządkowanych dat powstania 222 grup, a 139 do uzupełnienia, gdzie można sprawdzić w naszym regionalnym biuletynie i zgłosić poprawki. Korzystając z podpowiedzi przyjaciół zacząłem zamieszczać w Mityngu miesięczne daty powstania grup, co z kolei w porozumieniu z Redaktorem Mityngu udało się utrzymać miejsce w biuletynie pt.„Nasze korzenie…” zainicjowane przez innego alkoholika. 27 grup napisało swoją historie powstania, które są drukowane w Mityngu. Miałem wiele pomysłów, łącznie z postawieniem w PIK-u „Informatora” z dotykowym ekranem (!) Po rozmowach pomysł przekształcił się w stronę internetową. Przed oczami malował mi się piękny świat, przepełniony wspólna pracą, życzliwością i miłością braterską oczywiście dla wspólnego dobra, gdzie wszystko chodzi jak w zegarku, i wszystko oczywiście według „mojego pomysłu”. Ale wiem, a raczej tłumaczono mi, że tak się nie robi w AA, że to nie przejdzie, że drogą do stworzenia czegoś jest wspólna praca i współpraca, czyli komunikowanie się i dochodzenie do czegoś razem. Informacje do Archiwum dostarczane są różnymi kanałami komunikacyjnymi od ustnych, poprzez papierowe na elektronicznych kończąc. I wierzcie mi dbam o to, by nie zaginęły i znalazły odpowiednie miejsce w naszym archiwum. Odpowiednie, to znaczy w szeregu innych ważnych. Moim kolejnym pomysłem było stworzyć kącik historyczny, gdzie będą wystawione stare dokumenty, medale, pieczątki, pamiątkowe książki itp. szpargały, o co uprzejmie poproszę brać wspólnotową, aby znosiła, co ma. Nie było odzewu. Nie zniechęcałem się, zacząłem weryfikować swoje pomysły z przyjaciółmi. Po pierwsze: czy istnieje potrzeba, aby powstał w PIK-u taki kącik? Po drugie: czy jest osoba, która ma wizję i przygotuje projekt, ewentualnie ja to zrobię? Po trzecie: czy ten projekt-wizja odpowiada i spełnia warunki, do jakich ma być przeznaczony? Po czwarte: spotkać się ze specjalistami od stolarki meblowej, ustalić kosztorys i ewentualne modyfikacje projektu względem wyceny. Po piąte: przedstawić propozycje cenową i co ludzie na to? Po szóste: realizować projekt lub go odłożyć na dogodniejsze czasy. Doszedłem do punktu 5 i jest ważna informacja na przyszłość dla tych, co przyjdą po mnie, wypowiedziała się większa część mandatariuszy w imieniu grup i jednogłośnie zaakceptowała potrzebę i projekt „kącika historycznego”. Czasem mi przykro, gdy słyszę „a ten znowu o archiwum” staram się tego nie brać do siebie. Robić, co do mnie należy i nie popadać w zwątpienie. Dwa razy byłem bliski rzucenia tego wszystkiego. Powstrzymały mnie słowa otuchy, pochwały, wsparcia, aprobaty (takie jak: „na początku myślałem, po co się do tego zabierasz a dziś podziwiam to, co zrobiłeś” lub „odwaliłeś kawał dobrej roboty, dzięki Twojej pracy zaistniało archiwum”). Starałem się słyszeć, co mówią inni: słowa pochwały staram się przyjmować z pokorą by nie obrosnąć w piórka, słowa krytyki również by nie popaść w zwątpienie, a żeby mnie to motywowało do większej pracy nad sobą, by to co robię, robić jeszcze lepiej i starać się dotrzeć do serc właśnie tych, których śmieszyły czy złościły moje działania. Udało się. Archiwum zaistniało!Doszedłem do wprawy w mówieniu o Archiwum, bo trening czyni mistrza, staram się w prostych słowach słuchaczom przedstawić idee, sposób budowy i sposoby korzystania z archiwum, podając w pigułce to, co najważniejsze. Pracuje i tworzę pomysły tak, aby ktoś, kto po mnie przyjdzie miał gotowe wtyczki do podłączenia i działania, aby nie szukał po omacku i nie zastanawiał się, w co ręce włożyć. Gro ciężkiej pracy jest już wykonane, (skanowanie 6000 dokumentów) i teraz to „pestka” przy uzupełnianiu miesięcznych sprawozdań około 16 sztuk. Widzę wiele możliwości, jakie niesie archiwum i zrozumienia wielu spraw, gdy wyjmuję je na wierzch i przyglądam tak jak w czwartym kroku, na przykład „Historia powstania Wspólnoty AA Regionu Warszawa”. Na przełomie lat mogę z dużą precyzją prześledzić rozwój, zmiany, ilość powstawania grup i dlaczego upadały, w jakim kierunku podążają i czy to jest ten sam kierunek, jaki został obrany na początku drogi. Tu nie ma ściemy tu gra idzie o życie, ale nie tylko moje, ale również tych, co przyjdą po mnie.

Zakończę złotą myślą, którą usłyszałem: solidne fundamenty na programie i tradycjach są gwarancją zdrowienia. A od siebie dodam i rzetelne korzenie. Doświadczenie to sztafeta, która przekazywana jest z rąk do rąk i oby brak porozumienia nie obudził mnie ze sztafetą na trybunach, gdy meta jest na bieżni.

Podsumowując: staram się nie ględzić, porozumiewać się życzliwością i przyjaźnią, mówić tylko wtedy, gdy rzeczywiście mam coś do powiedzenia i na temat, na którym się znam, czyli Archiwum Anonimowych Alkoholików Regionu Warszawa. Uważam siebie za jednego z wielu twórców tego Archiwum, ale mam cały czas na względzie, że ja tylko zbieram i układam w segregatorach historię, którą tworzycie WY, a raczej, którą tworzymy MY – WSPÓLNIE i w POROZUMIENIU.

 

Paweł – zastępca rzecznika w Regionie Warszawa d/s Archiwum AA

archiwum@aa.org.pl

 


 

Alkohol był ważniejszy

 

Mój dom rodzinny był oazą spokoju i bezpieczeństwa. Rodzice dbali o mnie i otaczali miłością. Ojciec był adwokatem a mama lekarzem. Rzadko w domu pojawiał się alkohol. Rodzice pili bardzo mało i tylko przy szczególnych okazjach. W wieku 17 lat na prywatkę u kolegi kupiłem butelkę wina. Tak ustaliliśmy w gronie kolegów z klasy. Na prywatce byłem ze swoją dziewczyną, która potem została moją żoną. Następnie, w szkole wojskowej wypijałem 1-2 piwa z kolegami na przepustce. Choć na swojej promocji nie piłem to jednak w domu poszło 250g wódki. Byłem już żonaty. Wypiłem z rodzicami pępkowe, bo urodził mi się syn. W czasie służby zawodowej zetknąłem się z piciem na dobre. Piłem, bo uważałem, że tak należy – inni też piją. Stan wojenny zastał mnie w jednostce. Tu codzienni wypijałem do 300g wódki. Cały czas byłem pod wpływem alkoholu. Nic sobie z tego nie robiłem. Po 2 miesiącach, kiedy mogliśmy wracałem do domu, ograniczyłem picie. Żona była wrogiem alkoholu. Mimo to piłem ciągami po 2-3 dni i tak przez kilka lat. Uległem porażeniu prądem. Dobrze, że nie piłem wtedy od 5 dni i byłem trzeźwy. Gdybym był nietrzeźwy, to nie uznano by tego za wypadek przy pracy i nie dostałbym odszkodowania. Mogliby mnie również usunąć z wojska dyscyplinarnie.

Od 1989 ponownie zacząłem pić i piłem coraz częściej i więcej. Często nie wracałem z jednostki do domu, bo po prostu upiłem się i nie chciałem, aby żona mnie widziała. Dochodziło z żoną do nieporozumień, że piję, zaniedbuję ją, dziecko, dom i rodzinę. Przepraszałem i mówiłem, że to zmienię. Jednak nic w tym kierunku nie robiłem. Konflikty rodzinne doprowadziły rozwodu w 1994r Choć mieszkanie było wspólne, to wszystko zostawiłem, wziąłem swoje rzeczy i wyprowadziłem się do rodziców. Efektem tej decyzji było to, że coraz mniej poświęcałem uwagi synowi. Często mówił, że brakuje mu ojca i ma żal do mnie, że tak się stało. Po odejściu z zawodowej służby wojskowej pracowałem w innej firmie – tu też piłem często i dużo. Wielokrotnie cudem unikałem nieprzyjemnych zdarzeń po swoim upiciu. Za nieobecności w pracy dostawałem ostrzeżenia i musiałem je odpracować. Sylwester 1994/95 spędziłem z kolegą i jego żoną. Wtedy upiłem się i spałem u niego. Następnego dnia wstałem z bólem głowy, żołądka, byłem rozdrażniony, trzęsły mi się ręce. Aby złagodzić skutki picia znowu wypiłem na kaca 0,75l. wódki.  Objawy ustąpiły, lecz zamiast przestać ja piłem dalej. Wypiliśmy przez cały dzień około 1l wódki, upiłem się. Następnego dnia nie poszedłem do pracy. Jak już zjawiłem się w pracy sadziłem, że szef da się jakoś przeprosić. Tu się przeliczyłem, szef powiedział, że się na mnie zawiódł i że mam złożyć podanie o zwolnienie z pracy za porozumieniem stron. Byłem zły na siebie i na cały świat bo straciłem, przez swoje picie, dobrze płatną pracę, uznanie i szacunek szefa.

Po 3-ech tygodniach zacząłem pracować w kolejnej firmie na stanowisku brygadzisty. Tu też piłem, ale bardzo uważałem. Nie piłem w pracy, dopiero jak wracałem do domu. Wypijałem codziennie 3-4 piwa. Tak było do lipca 1995r. W sierpniu 95 wyjechałem do Szwecji z 3 miesięczną wizą turystyczną z zamysłem, że jak znajdę zatrudnienie to zostanę nielegalnie. Pracując na budowie w Sztokholmie piłem popołudniami 3-4 piwa codziennie. Wódki piłem mało bo była bardzo droga. Większość pieniędzy wysyłałem do rodziców listem poleconym, rodzice płacili moje alimenty, reszta zostawała na wydatki domowe i moje oszczędności. W czerwcu 1999r zostałem deportowany ze Szwecji i wróciłem do Polski. Po powrocie do domu nie pracowałam bo miałem oszczędności, jednak dalej piłem i to dużo. Dziennie wypijałem 4-5 piw i do 400g wódki, miałem przerwy 7-10 dni i znowu piłem. Trwało to do listopada 99r, kiedy rodzice nie wytrzymali i powiedzieli, że mam przestać pić i zmienić swoje postępowanie. Ja pokłóciłem się z nimi i nie słuchałem co mówią. Uniosłem się fałszywą dumą i oświadczyłem, że wyprowadzam się.

Wyprowadziłem się z domu rodzinnego i trafiłem do Monaru Marka Kotańskiego. Trafiłem na ośrodek w Garbasie. Przez ponad rok zachowałem abstynencję. Na początku 2001r wypiłem 250g wódki, alkomat i zostałem usunięty z ośrodka i skierowany do ośrodka w Ozorkowie k. Łodzi. Tu miałem dłuższy okres abstynencji bo do kwietnia 2003r. Wtedy wracając z pracy w piekarni, ze spotkanym kolegą wypiliśmy w parku po winie. Jak wróciłem na ośrodek, znów badanie alkomatem i usunięcie z ośrodka. Spakowałem się i powrót do W-wy „na gapę”.

Do października 2006 całkowita abstynencja, nic nie piłem, bo nie znałem dnia ani godziny możliwej kontroli alkomatem. Sam sobie wtedy powiedziałem, że nie będę pił. Polepszył się kontakt z synem. W październiku 2006 dowiaduję się, że zmarł mój ojciec. Akurat u znanego aktora kończyłem remont łazienki. Jak dowiedziałem się o śmierci ojca, poszedłem do sklepu, kupiłem 0,5l wódki, które sam wypiłem - upiłem się. Gospodarz mieszkania wrócił i powiadomił dyrektora CPB, że jestem pijany. W listopadzie 2008r pojechałem z przyjaciółką na wesele. Już wtedy kierowniczka i dyrektor przestrzegali, czy czasem jadąc tam nie popełniam błędu. Ja czułem się silny i mocny; mówiłem, że nic się nie stanie – dam radę. Całe przyjęcie przesiedziałem bez wódki. Jak żegnałem się z parą młodą dostałem na drogę butelkę wódki. Zamiast podziękować, ja ją wziąłem. To był mój błąd. Poniosła mnie zgubna pewność siebie. Pierwszy kieliszek wypiłem w pokoju motelu. Sprawy tak się potoczyły, że nie panowałem nad sobą i upiłem się. Tak 4 dni, dziennie wypijałem 4-5 piw i do 400g wódki. Na 5-ty dzień zacząłem się zastanawiać - co dalej, co ja najlepszego zrobiłem? Moja przyjaciółka powiedziała, że jeżeli mi na niej zależy to mam ze sobą coś zrobić. Wracając do W-wy cały czas myślałem, że zdejmą mnie z funkcji – to jest pewne, ale ja muszę coś ze sobą zrobić i powiedziałem sobie: idę na terapię, to najlepsze wyjście. Na ośrodku kierowniczka jak i dyrektor podzielili moje zdanie. Skierowano mnie na detoks, a potem na rozmowę kwalifikacyjną na terapię. Obecnie jestem na terapii podstawowej, uczęszczam na mityngi AA. Czuję żal, wstyd, smutek, za tamte dni. Straciłem dużo. Miewam poczucie samotności, pustki. Jednak kolejny raz rozpocząłem drogę o lepsze życie. We wspólnocie znalazłem wielu nowych przyjaciół, z którymi wspólnie sobie pomagając odzyskujemy dawniej utracone szanse.  Odzyskuję nadzieję.                 

Darek

 


 

W Modlinie będziemy świętować XVI rocznicę powstania Regionu Warszawa. A jak to kiedyś było, mogłam poczytać w archiwum MITYNGU.

Miłej lektury Przyjaciele.  Gosiali    

 

C.D.

 

Ale było też tak, że sprowadziliśmy Tradycje i nie wszyscy umieli je przeczytać, bo mówili: „PO CO ?!”I dwóch czy trzech przeczytało z nas i oni jak gdyby manewrowali nami, „a bo ty nie znasz tradycji”. Dzięki temu, że mówili, że ich nie znam, to pomyślałem sobie.... wezmę je i przeczytam. Co oni tam mówią? Czy oni mówią zgodnie z prawdą? [rzeczywiście był taki moment, że oni manewrowali tymi tradycjami]. Próbowali to podszyć jako regulamin. Jako nakaz. Dopiero jak przeczytałem i zapoznałem się z nimi zobaczyłem, że jest to niesłychanie mądre i nie ma nic wspólnego z nakazem.
M – Czyli, te Tradycje, co one wam wtedy dawały?
F – One dawały jedną ważną rzecz. To, że bez tradycji zaczęliśmy się rozpadać. A Tradycje nam powiedziały: CO MAMY ROBIĆ AŻEBY SIĘ ŁĄCZYĆ. To jest genialne. Oni przeżyli to samo co my i musieli stworzyć pewne tradycje, które mówią. I to jest genialne, że oni powiedzieli TO SĄ TRADYCJE...,  to nie jest regulamin, konstytucja, ustawa, TO są tradycje. TRADYCJE SĄ SILNIEJSZE OD REGULAMINU. One mówią..., Tradycją tej grupy jest to i to..., Tradycją AA jest to i to. I oczywiście ta wiedza o tym, że z AA nie wolno wyrzucić, w AA nie wolno karać, jest to genialne i to jest, dzisiaj widzę, takie strzępy, które do nas doszły, takich rzeczy myśmy bardzo pielęgnowali. Pilnowaliśmy najważniejszej, istotnej sprawy – nie wolno karać, nie wolno wyrzucać, nie łamać anonimowości. Tylko żeśmy się z kolei bardzo zamknęli. Byliśmy tak bardzo szczelnie zamknięci. Myślę sobie, że była w nas wtedy taka obawa, że ktoś przyjdzie z zewnątrz i rozgoni to towarzystwo. Ale jednocześnie lekarze i inni próbowali się przebić przez ten mur, chcieli się dowiedzieć, jak to jest, jak to działa. Myślę sobie, że wtenczas wpadliśmy na taki głupi pomysł, że jak oni przychodzili to mówiliśmy o sprawach porządkowych.
M – Co to znaczy o sprawach porządkowych?
F – To znaczy o sprawach organizacyjnych. Jedna z takich moich przyjaciółek, lekarka, pytała: „czy wy ciągle o sprawach organizacyjnych gadacie?” Odpowiedziałem: „nie, tylko wtedy kiedy wy przychodzicie”. Ona zaś chciała usłyszeć, zobaczyć jak my pracujemy.
M – Czy może stąd zostało to, że na mityngach otwartych mówi się o Tradycjach, a nie o swoich doświadczeniach.
F – Tak, myślę, że tak. Są pewne takie zasady, które przyjęliśmy, że jak jest mityng zamknięty to było bardzo ważne takie bezpieczeństwo każdego z nas. Wystarczy, że jeden alkoholik powie, że nie chce, żeby był mityng otwarty, to trzeba go uszanować, bo mityng jest dla alkoholika. To były bardzo ważne sprawy, z początku się docierały, i jednocześnie było to niesłychanie świeże jak wszystko co powstaje. Tak żeśmy się uczyli i w końcu doprowadziliśmy do nieformalnych spotkań, zaczęliśmy się spotykać między grupami.
M
– Ile już wtedy było grup? Który to był rok?
F
– Już było 4-5 grup. 82 rok. Potem w 83, 84 na początku już było kilka grup w Warszawie. Ci, co odeszli, zaczęli tworzyć nowe grupy, ale myśmy też wychodzili tworzyć nowe grupy. Tworzyliśmy je w bardzo prosty sposób. Chodziliśmy do poradni odwykowej i rozmawialiśmy. Pytaliśmy lekarza, czy pozwoli nam, dwóm, trzem czasami jednemu stać jak przyjmuje alkoholików-pacjentów i żebyśmy z nim pogadali, pod warunkiem, że będzie chciał. Tak powstała między innymi grupa na Wiejskiej i na Żeromskiego. Bardzo nam wtedy pomogli lekarze. Ci ludzie, którzy pracowali z alkoholikami, sami szukali sposobu. Sami szukali ulgi dla siebie i kiedy zobaczyli, że alkoholicy chcą sobie pomagać, to chętnie im to udostępniali. Oni czuli, że ta ich robota nie jest taka, która by tak naprawdę była do gruntu pomocna. Oni nie mieli nic, oni mieli tylko ANTICOL i wiedzieli, że nie jest to żadne lekarstwo, widzieli jak ciągle ktoś zapijał i widziałem jak ci ludzie nawet niechętnie pracowali z alkoholikami. A potem, kiedy myśmy swoją postawą wykazali, że warto się nami zajmować, to oni wtenczas zaczęli chętnie słuchać nas i podglądać jak to robimy.
M
– Zastanawiam się, jak rozwijała się służba w grupach, świadomość tych służb. W jaki sposób wpłynęło to na stworzenie lepszych kontaktów między grupami? Mam na myśli Intergrupę.
F
– Pierwsza Intergrupa tak naprawdę powstała w pociągu po Zjeździe AA w Poznaniu w 1984r. To było na takiej zasadzie, że mieliśmy potrzebę.
M
– Skąd ona się brała?
F
– Brała się z tego, że CHCIELIŚMY POCZUĆ, ŻE JEST NAS DUŻO, że AA rośnie, rozrasta się. I to się rozrastało. Mieliśmy ochotę spotykać się. Nas jeszcze było bardzo mało. Dlatego bardzo pomocni i potrzebni nam byli przyjaciele, którzy mieli jakieś znaczenie. Znaczenie w społeczeństwie np. lekarze, dlatego nas mocno wspierał dr Woronowicz i dr Witkowska. Pamiętam też, jak niesłychanie na mnie i na wszystkich działał Ojciec Benignus. Przyjechał do nas taki fajny facet, mnich o wspaniałej posturze i on nie krzyczał na mnie, że jestem alkoholikiem. Uściskał mnie, powiedział, że jest zdumiony, że jesteśmy, okazał nam bardzo dużo serca, otworzył nam podwoje w Zakroczymiu, powiedział: „przyjeżdżajcie, ja jestem od tego, żeby was przyjąć” i bardzo nas wspomagał. Pierwszy raz, kiedyśmy jeszcze tak nieśmiało pojechali, to pierwsze co zrobił to nas usadził przy stole. Powiedział siadajcie. Uszanował nas jako ludzi. To była wartość. Wtenczas poczuliśmy, bo przecież tak mało mieliśmy w sobie tego poczucia wartości, że nagle ktoś okazuje ci szacunek za to co robisz. Mało tego, ja uważam, że czuło się partnerstwo od niego. Bardzośmy się zaprzyjaźnili. Mówiłem mu, że jestem niewierzący. A on odpowiedział: „NIE PRZEJMUJ SIĘ, DOBRZE, ŻE OBAJ JESTEŚMY LUDŹMI”. Bardzo go lubiłem i spędziliśmy razem dużo godzin na takich rozmowach. Nie przymuszał, nie ganił, nie łaił, dał wolną wolę i najwspanialsze z tego dał przyjaźń i zainteresowanie, to są niesłychanie ważne rzeczy. A nam tego było potrzeba, potrzeba nam było takiego uznania, takiego mogę to nazwać sukcesu. Wtedy nam to było bardzo potrzebne, chociaż kiedy przyszły sukcesy, spostrzegliśmy, że sukces musi być RZETELNY, to co robiliśmy miało być prawdziwe. I też pamiętam jak Woronowicz ciągle się krzywił mówiąc: „Was tak mało, kiedy was będzie dużo”. Gdzieś tam usłyszeliśmy od kogoś kto przyjechał, że niektóre mityngi odbywają się na stadionach. No, myślałem chyba nie dożyję tego i ciągle krzyczałem – „ja będę pierwszy jak taki mityng będzie i powiem, że jestem alkoholikiem”. I tak przez ileś tam zjazdów mówiłem zawsze, że zastrzegam sobie pierwsze miejsce żeby to powiedzieć. Ale tak naprawdę śmiałem się bo nawet mi wtedy nie przyszło do głowy, że tak może być. Myślałem, że gdzieś tam może w Stanach. Okazało się jednak jak szybko AA zaczęło rosnąć. Dzisiaj wiem jak wielu ludzi było takich jak ja, którzy chcieli przestać pić i szukali RZETELNOŚCI – nie szukali niczego na pokaz. Szukali rzetelnego programu, a ten program okazał się taki. I to co ja odkryłem. Dowiedziałem się, że jest to choroba i ktoś zdefiniował chorobę. Choroba ciała, umysłu i duszy. I powiedział, że tak naprawdę to dusza jest nasza chora. Miałem ogromne problemy z tą duszą. Ale wiedziałem, że to jest mądre. Uwierzyłem w to. Nie potrafiłem sobie tego jeszcze ułożyć. No bo skąd. Nigdy w życiu o tym nie dyskutowałem, a jak o duszy się mówiło to zawsze kojarzył mi się duchowny. To był oczywiście błąd. Duchowość i duchowny, to są dwie różne rzeczy. Zawsze też miałem pretensję do milicji i do księży, bo zawsze jedni i drudzy mnie gonili. Ty łobuzie przestań pić, a drudzy mnie wsadzali. Nie lubiłem tych dwóch „nacji”. Ale myślę sobie, że wiedziałem, że to jest prawda, że tak naprawdę problem tego tkwi w mojej duszy. Nawet nie w rozumie ile w duszy. Ale mówili o tym rozumie kiedyś. Ciutkę się bałem tego rozumu. Tak myślałem „czy jestem walnięty w ten dekiel” ale powiedzieli  nie – „ty masz po prostu TAKI SPOSÓB MYŚLENIA KTÓRY CI SZKODZI”.
Nie mogłem długo tego zrozumieć. Jak może coś takie ulotne co lata gdzieś po łbie i gdzieś się układa w jakąś myśl i jak to może szkodzić? Dzisiaj wiem, że oni mieli rację. I też mówili: „TY MASZ TYLKO JEDNĄ RZECZ DO ZROBIENIA – ZMIEŃ TYLKO SPOSÓB MYŚLENIA”. No tak, ale jak to zrobić – jak to się zmienia? No i szukałem sposobu na to. Dzisiaj widzę, że mam to w naszym programie. Zapoznaj się z programem i zacznij go stosować, wtenczas dopiero rozjaśni ci się we łbie. I ten 12 krok – on jest genialny – mówi: „Przebudzeni w rezultacie tych kroków...”. Przebudzeni, co znaczy PRZEBUDZIĆ SIĘ, to znaczy po prostu INACZEJ ZACZĄĆ MYŚLEĆ! Wyrwać się z jednego miejsca z którego ciągle patrzysz i przejść na inne. O, kurna, tu jakoś inaczej widać! Jak stoisz na ziemi i oglądasz góry to widzisz je z jednego punktu, a wejdź na górę a zobaczysz dalekie przestrzenie. Inna perspektywa to jest właśnie to PRZEBUDZENIE. I największe to na początku trzeba mieć tę szansę, nadzieję.
M
– Tę szansę i nadzieję dostałeś. Jesteś tym człowiekiem, który akurat znalazł się w tym miejscu i w tym czasie kiedy powstawało AA, które już istnieje 20 lat w Warszawie. Myślę, że to co do ciebie dotarło to również dzielenie się z innymi AA, mówienie o potrzebie pracy dla innych,  służby, pracy nad krokami. Czy to coś...
F
– To przychodzi samo. Jak mi powiedzieli, że jednocześnie mam służyć, co? Ja? Nie! Niech sobie sami kołki służą. Dlaczego ja mam im służyć. A potem przyszła potrzeba i długo się do niej nie przyznawałem. Udawałem, że nie mam takiej potrzeby. Lekceważyłem i śmiałem się ze służby, bo w komunie mi ciągle mówili o jakichś służbach.
M
– Ale czy coś już było w tym czasie. Jak ty się tak śmiałeś z tego jeszcze? Czy wspólnie próbowałeś...
F
– Ja myślę sobie, że był taki bardzo ważny dla mnie moment jak ta grupa się zaczęła rozpadać i poczułem, że jak ona się rozpadnie to zobaczyłem jak mi się wali grunt pod nogami. Poczułem się zagrożony. Tak już mi było dobrze, fajnie. I wtedy akurat przyjechał do Polski alkoholik z Hiszpanii który był Polakiem i był już 16 lat w AA i zapytałem go. Co mam zrobić? Ta grupa się rozpada. Powiedział, „jak się rozpada to widocznie się musi rozpaść”. Byłem wtedy bardzo zły na niego. Powiedziałem mu. Człowieku ja mam najbliższą grupę w Poznaniu a następną w Będzinie. Nie będę jeździł do Poznania i Będzina. Udawałem, że nie mam takiej potrzeby. Lekceważyłem i śmiałem się ze służby, bo w komunie mi ciągle mówili o jakichś służbach.

Dalszy ciąg wywiadu w następnym numerze.

 


 

SŁUŻBA JAKO ŚRODEK DO OSIĄGNIĘCIA CELU… ALE WSPÓLNEGO

 

Dane mi było wejść w obszar trzeźwości i ja z tego już nie zrezygnowałem. Od 1992 roku poznawałem smak i treść życia w trzeźwości po tym, co mnie doświadczyło na terapii w Sandomierzu. Przebudzenie duchowe, jakiego doznałem miało taką siłę przekonywującą, że chyba nikt by nie mógł przegapić. Rwałem się do nowego życia jak nowonarodzone dziecko a służb w grupie były środkami do jedynego celu niesienia posłania pomagając tym, którzy jeszcze nie byli odpowiednio zmotywowani trzeźwością. Zaczynałem tak jak wszyscy od mycia szklanek i sprzątania pomieszczenia. Jeszcze wtedy palili papierosy i trzeba było wietrzyć salę. Kolejne służby skarbnika i prowadzącego mityng poznawałem tradycyjnie w grupie, w której wzrastałem ponad 5 lat. Służby podnosiły mnie na duchu i dodawały uroku trzeźwości. Były okrasą i większą odpowiedzialnością za tak szczególną przynależność. Tyle dobrego za darmo i tyle przekazywania to wymiar uczciwości… Uczyły mnie kochać i szanować starszych w grupie, bo to oni pozwalali mi na błędy i przebaczali zachęcając do dalszego rozwoju. Przeciwności uczyły a nie zniechęcały. To droga pod prąd i prowadząca do coraz to nowych odkryć we mnie innym. Zaufanie, które otrzymywałem za swoje uczestnictwo i wsparcie tych, którzy zaczynali wcześniej. To były nagrody i wyróżnienia. Dawaliśmy dużo a otrzymywaliśmy w zamian jeszcze więcej. Nasz Bóg w sile wyższej nie ma ograniczeń i można mu zaufać bezgranicznie. Dzięki innym alkoholikom, którzy wcześniej zaufali Bogu mogłem w sobie odkrywać nowe i nieznane mi obszary miłości miłosiernej, mądrości Programu 12 Kroków, co stawało się równoznaczne z Tradycjami służb AA. Dane mi było odzyskać wiarę, nadzieję na miłość Boga. Wróciłem do Warszawy i do AA na Pradze. Założyłem z przyjaciółmi grupę NIMB na ulicy, na której mieszkam. Nie przeszkadzał mi już strach, wstyd i poczucie winy a moja wartość stawała się wymierna ale w działaniu. Zapoznawałem się ze służbą rzecznika grupy Lourdes przez dwa lata. Tu w Warszawie także mi zaufali i ja zaufałem innym. To działa w dwie strony i jest sprawiedliwe. To piękne obrazy tworzą grupę, kiedy przychodzi nowicjusz i zostaje w grupie. Pełni służbę i przechodzi do następnej. Uczestniczyłem w warsztatach Tradycji, w zespołach regionalnych. Zdobywałem uczestnicząc czynnie wiedzę potrzebną do dalszej pracy nad sobą. W zespole ds. kontaktów z profesjonalistami najbardziej bawiło mnie dawanie świadectwa w prawdzie o tym, że upadłem, obudziłem się i dołączyłem do AA we Wspólnocie ludzi trzeźwych. To dzięki tak wspaniałej Wspólnocie odbudowywałem życie w Warszawie. Robię to do dzisiaj w rodzinie także i w pracy, z czym mam największe trudności, ale nie zatrzymuję się. Jestem w Intergrupie SAWA. Takiej, która buduje i zauważa. Pełniłem służbę koordynatora dyżurów telefonicznych. To było coś nowego i trzeba było tworzyć wyobraźnią i poświęceniem, które ma większy wymiar odpowiedzialności. Byłem także kolporterem Intergrupy. Poznawałem swoje braki, swoje wygodnictwo i wiele także zalet, które odbudowują to co niby stracone. U Boga na szczęście nic się nie marnuje. Kontakt poprzez służby jest niezastąpionym elementem trzeźwości i nieważne jest upodobanie własne ale dobro nas wszystkich i nasz rozwój we wspólnej odpowiedzialności za te dary. Każde przekazywanie służby jest nagradzane brawami i wdzięcznością. Nie ma nic za darmo. Dzięki temu uczymy się bezinteresowności i oddania. Każda służba poza grupą zwiększyła moje kontaktowanie się z innymi i poznawanie nowych ludzi oraz doświadczanie miłości. Wytrwałość pozwoliła mi na utrzymanie trzeźwości a służby poza grupą dawały mi wgląd we własne wnętrze i szukanie zalet, dzięki którym mogłem przekazywać nowe doświadczenia następcom. Rozwój duchowy zmieniał mi myślenie egoistyczne na pełne wdzięczności i poświęcenia. Dobrze dzieje się w tym, że to inni decydują w wyborze i dają szansę innym na powrót do wartości pozytywnych. Ci inni to my wszyscy, którzy decydujemy o losie naszej wspólnoty. Jeszcze odpowiedzialniejszą służbą jest uniwersalne sponsorowanie bez ograniczeń w latach. Raz zacząłem i trwam w tym już 18-ty rok. Miałem sponsora i jestem sponsorem dożywotnio. To właśnie inni decydują o mojej aktywności wspólnotowej. Są już podopieczni, którzy utrzymują trzeźwość ponad 10 lat i także próbowali służb poza grupą z różnymi skutkami. Moja podopieczna Ela doszła do rzecznika Intergrupy SAWA a mnie się nie udało. Chyba słabo udawałem i nie zostałem zauważony (żart). W tym wszystkim jest najważniejsza gotowość na pozytywne zmiany cech charakteru poprzez służenie innym i otwieranie drzwi do wolności. Każda moja służba jest wpisana w sercu moim jako znak od Boga na obecność Siły Wyższej. Zmiany w moim trzeźwym życiu pozwalają mi dawać siebie mimo nieżyczliwości ludzi, którzy tego nie rozumieją. Ja idę do przodu i nie oglądam się za wadami, bo zalety lepiej smakują i mają Świerzy zapach. Praca w zespołach dawała mi poczucie bezpieczeństwa i przynależności, zrozumienie i poświęcenie. Pozwalała mi kochać i być kochanym ale już nie sentymentalnie w formie uniesień lecz użyteczności dla innych. Siłą Wyższa potrafi pokonywać trudności a ja stając się narzędziem jestem jej wierny. Praca nad sobą to dobry początek w służbie grupie a następnie poza grupą, czyli w Intergrupie, Regionie, Kraju. Dla wszystkich takie same szanse na korzystanie z dobrodziejstw Wspólnoty AA. Byłem tak jak inni na 35-leciu AA w Polsce a Wrocław pozwolił mi na przeżycie 3 dni inaczej niż 19 lat wcześniej. Już się nie bałem policji i swojej niezaradności. Płaciłem za swoje i korzystałem ze wspólnego dorobku AA. Cudowne towarzyskie przeżycia, gdzie zaciera się zwątpienie a budzi na nowo miłość i służba. Wszyscy sobie służymy wzajemnie i mamy nieograniczone możliwości dania z siebie więcej niż przeciętność. Warto spróbować tych owoców, które ciągle smakują. Niedługo będziemy świętowali rocznicę Regionu Warszawa w Modlinie. Tam posłuchamy historii, którą wspólnie tworzymy w AA. Życzę wszystkim odwagi i wiary w to, co robimy. Powiększajmy dorobek AA wspólnymi siłami większymi w niesieniu posłania wszystkim, którzy jeszcze nie zdążyli zaufać AA.

Mnie się nie chce pić i coś w tym jest dobrego. Do zobaczenia w służbach.

AN-SAN i WAR…