MITYNG 09/171/2011

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Tak, było zbyt wiele razy ...

Miło było mi dziś odczuć, jak nowy kolega deklarował na mityngu, że trzeźwość jest najważniejszą sprawą w jego życiu, że teraz rozpoczyna nowe, uczciwe  życie. Zastanowiłem się, ile razy słuchałem takich wypowiedzi i jak szybko te dobre chęci rozmywały się gdzieś w codziennym życiu. Tak, było zbyt wiele razy, zbyt wielu nowych już w niedługi czas przestało się widywać na naszych mityngach. Cóż. Mogę tylko wyrazić nadzieję, że dobry Bóg prowadzi tych ludzi w ich poczynaniach. Dla mnie pozostało pytanie, dlaczego tak wielu przestaje korzystać z AA? Przypomniałem sobie ten okres, gdy ja rozpoczynałem swoje trzeźwienie, jak z niecierpliwością czekałem na kolejny mityng. Wszyscy byli dla mnie przyjaźni i ja dla nich, choć w tym drugim przypadku już nie tak do końca. W miarę jak bledły koszmary pijanego życia, powoli zaczynało docierać do mnie, że na mityngu są na przykład tacy, których sytuacja materialna jest daleko słabsza niż moja, że nie dają do kapelusza a przynajmniej nie tyle co ja, mówią nie tak jak ja. Byłem zły na nich i niestety wielu dałem to odczuć. Przez częste uczestnictwo w zabawach, ogniskach, mityngach rocznicowych osiągnąłem pewien rozgłos, miałem więc dodatkowo pretekst by czuć się kimś "innym", uzurpowałem sobie prawo do oceniania postaw kolegów, ich zachowań, stosując kodeks tradycji, któremu sam nie chciałem się poddać. Zapominałem zupełnie, że sława wynikająca jedynie z inności, a nie rzeczywistych osiągnięć, nic nie jest warta, a jej podtrzymywanie wyrządza krzywdę takim jak ja, którzy gotowi są uwierzyć w swe "zasługi" będące jedynie próżnością i niczym więcej. No cóż, pokora, to chyba dotąd nie jest ulubiony sposób mego funkcjonowania. Widziałem też inne zjawiska. Kilka pierwszych mityngów przekonało mnie, że wysłuchiwanie cudzych zwierzeń może być rzeczą bardzo kłopotliwą; najczęściej nie możemy nic pomóc temu, co się zwierza, a bywa, że w końcu on sam okazuje nam niechęć i nieufność, bo przypominamy mu chwile jego słabości. Na innych mityngach zaś można usłyszeć, że wszystko właśnie jest cudowne. Ty jesteś cudowny. Ja jestem cudowny. Program jest cudowny. My wszyscy kochamy się i teraz, jak już znaleźliśmy się  w naszej wspólnocie, to weźmy się za coś ....... - koniecznie innego niż AA. Pracoholizm, nagła aktywność religijna, czy inne przyczyny i nowicjusz właściwie funkcjonuje poza wspólnotą. Żeby się jeszcze tylko zdążył załapać na sponsora, to jest szansa na powrót. Dzisiaj, coraz wyraźniej zdaję sobie sprawę, że najprostszą sprawą było przekonać ludzi do AA, ale dopiero prawdziwym wyzwaniem stało się  stworzenie takiego środowiska, takiej atmosfery, żeby najskuteczniej mogło zachodzić trzeźwienie, bo tak naprawdę najczęściej mamy do czynienia z traktowaniem zaleceń programu jak karty dań w restauracji, z chyba nie do końca uświadomionym jadłospisem, a wszystko w sposób daleki od zasad proponowanych przez AA. Często postępowanie nowego jest nacechowane wyraźnym, egoistycznym oczekiwaniem materialnej pomocy,  szczególnym sprytem, sprawiającym wrażenie nałogu domagania się nieustannej pomocy, aż w końcu ta sama pomoc staje się jedną z największych przeszkód w jego życiu. Dochodzi do frymarczenia głoszonymi zasadami, bądź wręcz ich odrzuceniem. Dzieje się tak chyba dlatego, że cele wspólnoty nie zawsze są zgodne z prywatnymi celami poszczególnych ludzi. Zapominamy, że musimy pozbyć się sprzecznych pragnień, które prowadzą wojnę domową w głębi nas i zawrzeć pokój z samym sobą. A znalazłszy ten pokój w sobie będziemy w zgodzie ze wszystkimi istniejącymi światami. Wtedy dopiero ujrzymy w całej krasie najpiękniejszą cechę naszej wspólnoty, to, że będąc jak żadna inna, stale narażona na upadki i załamania członków, potrafi nadal zachować swą uzdrawiającą moc i służyć pomocą tym, którzy jej pragną . A jak to wszystko się ma do tego nowego na dzisiejszym mityngu?  - Podejdę do niego i porozmawiam, spróbuję się zaprzyjaźnić, to stale działa. Swoją drogą to wszystko nie jest takie proste.

Barmin


20 PYTAŃ

1. Czy czasami odczuwasz wdzięczność za to, że jesteś trzeźwy i nie pijesz?
2. Czy obudziłeś się ostatnio rano i oczekiwałeś tego, że wstaniesz i pójdziesz do pracy?
3. Czy przeżyłeś jeden dzień bez piwa lub myślenia o nim?
4. Czy będąc bardzo zajętym zatrzymałeś się w ciągu dnia i podziękowałeś Sile Wyższej za uwolnienie od przymusu picia?
5. Czy doznajesz chwil nieoczekiwanej pogody ducha?
6. Czy odczułeś wewnętrzne ciepło na myśl o danej osobie i zastanowiłeś się, że to może być miłość?
7. Czy odczuwasz czasami dobro wokół siebie i zastanawiasz się, że życie mogłoby być też tak dobre, gdybyś nie był alkoholikiem?
8. Czy czujesz się czasami szczęśliwy bez żadnego powodu?
9. Czy opuściło cię uczucie użalania nad sobą i zrozumiałeś, że zdrowienie w AA uczyniło Cię lepszym?
10. Czy jesteś zdolny przyznać się, że nie miałeś racji i stosownie przeprosić?
11. Czy potrafisz grać w pokera, brydża lub inne gry, pomalować mieszkanie nie myśląc o piwie ani nie mając ochoty na niego?
12. Czy ostatnio – ot tak sobie – powiedziałeś dzieciom i współmałżonce, że je kochasz?
13. Czy kiedy masz problem prosisz Siłę Wyższą o pomoc i przechodzisz nad tym do porządku idąc spać?
14. Czy masz więcej dobrych dni niż złych?
15. Czy jesteś zdolny mówić o swoich uczuciach w czasie mityngu bez relacjonowania zdarzeń?
16. Czy lubisz samego siebie?
17. Czy utrzymujesz stosunki towarzyskie z innymi członkami wspólnoty AA?
18. Czy oczekujesz radośnie kolejnego mityngu i czy lubisz w nim uczestniczyć?/
19. Czy śniło ci się, że pokonałeś picie, lub że nie piłeś dzięki pomocy przyjaciół z AA?
20. Czy dziękujesz swojej Sile Wyższej na zakończenie każdego dnia za to, że pomaga pozostać w trzeźwości?
                Jeżeli odpowiedziałeś tak na 5 pytań lub więcej – masz szanse na to, że jesteś na dobrej drodze do wdzięczności i zdrowia. Powinieneś kontynuować uczestnictwo w mityngach i próbować stosować zasady AA we wszystkich poczynaniach.
                Jeżeli odpowiedziałeś tak na 10 pytań – zdecydowanie wykazujesz symptomy trzeźwienia.
                Udzielając 15 lub więcej odpowiedzi tak, wykazałeś, że osiągnąłeś stan zadowolenia / pogody ducha / i powinieneś spróbować pracy z początkującymi i zacząć przerabiać KROK PIERWSZY.
Opracowanie redakcji na podstawie GRAPEVINE

Nasza odpowiedzialność wobec wspólnoty

Materialne wsparcie sfery duchowej

(fragment pochodzący z będącego w przygotowaniu do druku Raportu z 21 Światowego Mityngu Służb, Meksyk, 17-21 październik 2010 r.)

  Nie wiem, co dzieje się w waszych krajach, ale w Australii pod koniec mityngu puszczamy w obieg kapelusz i w większości grup rzecznicy grupy mamroczą coś w stylu: „Jesteśmy samowystarczalni … Tradycja Siódma … proszę, wrzucić pieniądze, jeżeli jakieś masz…”
Zazwyczaj, mówią to szybko i niewyraźnie. Wydaje się, że są z lekka zakłopotani tym, że proszą o pieniądze. Czują, że ma to brzydki posmak komercji, albo że brzmi to jak żebranina.
W starszych, bardziej ułożonych grupach, gdzie kwestia pieniędzy była i jest uważnie omawiana przez sumienie grupy, rzecznik zazwyczaj będzie bardziej otwarty i powie coś takiego:
„Zgodnie z Tradycją Siódmą, ta grupa jest w pełni samowystarczalna. Nie ma żadnego wymogu, aby dawać pieniądze na mityngach AA i przyjmujemy datki tylko od członków AA. Pieniądze, które dajesz, są wykorzystywane do tego, aby ten mityng mógł się odbywać poprzez zapłacenie czynszu oraz zapewnienie literatury i napojów. Następnie, nadwyżka jest dzielona pomiędzy Intergrupę, Region i Służbę Krajową. Pieniądze, które dajesz, odgrywają istotną rolę w niesieniu posłania do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi.”
Przekonałem się, że takie wprowadzenie przed zbiórką pieniędzy może podwoić kwotę, jaką otrzymujesz. Ale czy my chcemy więcej pieniędzy? Chcemy więcej duchowości, prawda? Chcemy więcej trzeźwości. Co pieniądze mają z tym wspólnego?
Można na to z łatwością odpowiedzieć, kiedy pomyśli się o naszym głównym celu. W jaki sposób niesie się nasze posłanie do alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi? Telefony w ramach Dwunastego Kroku, oczywiście, ale potrzeba też zabrać ze sobą literaturę, prawda? Trzeba zorganizować prace w ramach Dwunastego Kroku w Intergrupie. W jaki sposób płacony jest czynsz za salę mityngową?
A co z tworzeniem ogłoszeń adresowanych do lokalnej społeczności, biuletynów, strony internetowej? W jaki sposób organizuje się Konferencję Służby Krajowej, spotkania Rady i zloty? W jaki sposób płacone są pensje pracowników, którzy wypełniają te wszystkie żywotne zadania?
Pieniądze, potrzeba pieniędzy. Nie za dużo. Nie za mało. Tyle, ile jest potrzebne – tyle, żeby została nam tzw. rozsądna rezerwa.
W Australii, na tę chwilę, mamy trochę więcej niż bezpieczną kwotę pieniędzy w naszej rezerwie. Dzieje się tak, kiedy trzeba zwrócić się do naszych współtowarzyszy o to, aby trochę głębiej sięgnęli do kieszeni. I, pod warunkiem, że zostanie wyjaśnione, w jaki sposób pieniądze zostaną wydane na niesienie posłania, dodatkowe fundusze szczodrze napływają.
Teraz, jeżeli chodzi o właściwe zarządzanie tymi pieniędzmi. Zauważyliście kiedykolwiek, że pieniądze mają zwyczaj znikać? Jeżeli się na nie nie patrzy - znikają. Nie ma to nic wspólnego z nieuczciwością. Taka jest natura pieniędzy. Rzadko się zdarza, aby się pomnażały. Zawsze jest dokładnie odwrotnie … chyba, że będziesz bardzo uważny.
Kilka lat temu zauważyłem, że na liście darczyńców do GSO nie ma nazwy mojej grupy. Zapytałem o to naszego skarbnika, który zapewnił mnie, że regularnie wpłaca do GSO, Regionu i Intergrupy i że nasz czynsz jest zapłacony do przodu. Był z niego bardzo uczciwy człowiek, dlatego zaakceptowałem to, co mi powiedział.
Ale kilka miesięcy później jeszcze raz zauważyłem, że nie ma nas na liście darczyńców i dostaliśmy zawiadomienie, że zalegamy z czynszem. Kilku z nas dokładnie zbadało sprawę. Wyliczyliśmy średnią datków z tygodnia i dodatkowe koszty. Przyjrzeliśmy się rachunkom opłaty czynszu, zakupu literatury, itd. Wyszło nam, że brakuje około $ 1300.
Niedobrze mi było z tego powodu. Nasz skarbnik był naprawdę fajnym facetem, nie pił od około dziesięciu lat, miał dobrze opłacane kierownicze stanowisko. Z pewnością, nie kradł! W końcu trzeba było go posadzić i rozmówić się z nim. Czy może pokazać nam rachunki? Wszystko co miał, to garść starych paragonów i żadnego porządnego raportu finansowego. Nie miał pojęcia, jak naprawdę wygląda sytuacja. Uczciwie czuł, że wspomaga nas dając dodatkowe fundusze z własnej kieszeni.
Kiedy pokazaliśmy mu naszą analizę, był przerażony. Widział, że faktycznie grupie brakuje $ 1300. Szybko wypisał nam czek na brakującą kwotę. Nie był nieuczciwy, absolutnie. Po prostu nie prowadził właściwych zapisów i nie składał grupie regularnych sprawozdań. Nie docenił tej zadziwiającej właściwości pieniędzy. Jeżeli nie prowadzi się zapisów i nie składa sprawozdań, pieniądze po prostu wyciekają.
Wtedy, nasza grupa wprowadziła system prowadzenia szczegółowych zapisów naszych wszystkich spraw finansowych i regularnego składania sprawozdań podczas mityngów roboczych grupy. Kocham swoją grupę. Należę do niej od ponad 30 lat. Grupa nie jest duża i, jeżeli jestem uczciwy, przyznam, że nie ma najlepszej struktury. Czasami trudno jest przeprowadzić porządny mityng roboczy grupy. I oczywiście, po kilku latach, system prowadzenia zapisów i sprawozdań załamał się i znowu …nieuchronnie … pieniądze wyciekły. Nie przekazywaliśmy datków i zalegaliśmy z czynszem.
Tym razem skarbnikiem był kobieta. Była uczciwą osobą z dobrze płatną pracą i z silnym sumieniem społecznym. Ale nie zdawała sobie sprawy z nieśmiertelnej prawdy finansowej: o ile nie prowadzisz zapisów i nie robisz sprawozdań, pieniądze wyciekają. To jest tak, jak z wodą. Którędy ucieka woda? W dół. Nigdy w górę. Zawsze w dół – chyba, że podejmie się określone środki, aby ją kontrolować. Tak samo jest z pieniędzmi.
Tak więc wprowadziliśmy stosowanie właściwych zapisów na piśmie. Wziąłem sobie do serca to, co podczas ostatniego Światowego Mityngu Służb mówił delegat z Irlandii. Irlandia wyróżniła się jako najhojniejszy kraj wpłacający na Międzynarodowy Fundusz Literatury, jak również w innych sprawach finansowych. Skąd mieli tak dużo pieniędzy?
Jestem pewny, że było wiele powodów, ale wydaje mi się, że najważniejsze jest to, że mają Zeszyt Skarbnika, który znajduje się w każdej grupie. Zabrałem ten pomysł ze sobą do domu i obecnie na naszej stronie internetowej dostępny jest do ściągnięcia system rachunków grupy w formie papierowej i jako arkusz kalkulacyjny.
Wydaje się, że działa. Słyszałem, że pewna grupa obecnie regularnie co kwartał drukuje swój raport finansowy i przedstawia go przed rozpoczęciem każdego mityngu. Wyjaśniają, w jaki sposób wydają pieniądze: czynsz, napoje, literatura i datki. Zawsze mają dobry kapelusz, ponieważ członkowie widzą, w jaki sposób to, co materialne, wspiera duchowość, w jaki sposób nasza Tradycja Piąta tak pięknie łączy się z Tradycją Siódmą.
Steve T. – Australia

Moja odpowiedzialność

Uznając, że mam problem z alkoholem żyłam jakiś czas w przekonaniu, że to ludzie i różne sytuacje są winne temu, że piłam. Byłam osobą nieśmiałą, rówieśnicy mi dokuczali i to wszystko powodowało we mnie poczucie niższości. Potem trafiłam do AA. Zaczęłam sięgać po literaturę oraz uważnie słuchać wypowiedzi na mityngach. Po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że tylko ja ponoszę odpowiedzialność za swoje picie. Alkoholu mi nie wlewano do gardła, tylko sięgała po niego moja ręka. Pomogło mi to zrozumieć, że to nie ludzie i sytuacje są winne temu, iż sięgam po alkohol. Później w AA dostrzegłam, że i tam jest odpowiedzialność. Zaczęłam podejmować różne służby. Jeśli się czegoś podejmuję to czuje się odpowiedzialna za wypełnianie swoich zadań, np. jeśli podjęłam się służby łącznika z zespołem ds. literatury to zobowiązana jestem do uczestnictwa w zespole oraz intergrupie. Niby w AA nic nie muszę, ale z drugiej strony, jeśli mam zdrowieć to muszę być odpowiedzialna. Dla mnie odpowiedzialność jest nierozerwalna z naszym zdrowieniem. Uczestnicząc w spotkaniach intergrupy czy zespołów zapoznałam się z deklaracją „Jestem odpowiedzialny”. Jest też o niej mowa na str. 194 książki "Przekaż dalej". To z niej dowiedziałam się, że ta deklaracja została zatwierdzona na konferencji w Stanach Zjednoczonych w 1965r. To pokazuje mi jak bardzo istotna jest odpowiedzialność. Poprzez działanie w służbach mam takie poczucie odpowiedzialności. W taki sposób najbardziej pomagam sobie, bo kiedy działam, to nie mam kiedy się nad sobą użalać. Działanie nadaje mojemu życiu sens. Czytając Wielką Księgę zwróciłam uwagę na "Opowieść Billa", który opisuje, że gdy wszystko inne zawodzi, służenie Wspólnocie pozwala godnie przeżyć kolejny dzień. 12 Tradycji też są dla mnie nierozerwalne z odpowiedzialnością. Są dla mnie zasadami, a nie sugestiami i mówią na temat odpowiedzialności za jedność Wspólnoty. Wszystko zależy ode mnie, czy będę ich przestrzegała. Mam wewnętrzne poczucie odpowiedzialności. Poprzez działanie w AA uczę się odpowiedzialności w życiu codziennym. Każdego dnia dokonuję jakiegoś wyboru, za który ponoszę odpowiedzialność. Jest to też nierozerwalne ze świadomością, która jest mi niezbędna przy dokonywaniu wyboru. Była też o tym mowa na jesiennej konferencji w Milanówku, której tematem była „Świadomość i odpowiedzialność”. Na dzień dzisiejszy tak pojmuję odpowiedzialność. Będę się jej uczyć do końca życia, bo nie jestem ideałem. Nasz program 12 Kroków mówi o ciągłym dążeniu do rozwoju w odpowiedzialności. Życzę Wam Pogody ducha, 24h i zdrowienia w świadomości i odpowiedzialności

Wanda AA


ODPOWIEDZIALNOŚĆ

W 1998 roku po raz pierwszy dotarły do mnie słowa: "Jest pan nieodpowiedzialnym egoistą". Słyszałem to już setki razy w rożnych zestawieniach, lecz teraz te slowa mną wstrząsnęły. Wypowiedział je psychiatra, do którego zaprowadziła mnie żona widząc, że jest ze mną coraz gorzej. Było mi wtedy wszystko jedno, co się, że mną stanie. Nie chciało mi się żyć, ale byłem zbyt wielkim tchórzem, by to zakończyć. „Czy nie obchodzi pana los rodziny? Ma pan żonę i córkę! Co one zrobią, gdy pana zabraknie? Będą musiały sobie dać rade, ale zostawi je pan jak tchórz myślący tylko o sobie”. To były jego kolejne słowa. Zanim trafiłem do AA upadłem jeszcze niżej. Runęły moje wszystkie marzenia z dzieciństwa o byciu dobrym mężem i ojcem. Przychodząc do Wspólnoty brakowało mi odpowiedzialności, uczciwości i wielu innych cech, które pomogłyby mi spełnić oczekiwania względem życia. Tu w AA stawiałem swoje pierwsze kroki, by kiedyś w przyszłości moc o sobie powiedzieć „głowa rodziny”. Pierwsze służby uczyły pokory i przełamaniu lenistwa. Później uczyłem się podejmowania racjonalnych decyzji. Poznawałem swoje możliwości, aby znowu nie naobiecywać „gruszek na wierzbie”. Wzrastało moje poczucie wartości, a jednocześnie musiałem nauczyć się pracować w zespole. W miarę upływu kolejnych lat zauważyłem, że to czego nauczyłem się w AA wprost przekłada się na moje życie osobiste. W pracy choćby najdrobniejszą rzecz starałem się wykonać tak, jak ode mnie oczekiwano, w domu przestałem ukrywać własne zarobki, potrafiłem nawet powiedzieć parę miłych słów żonie. Okazało się, że gdy byłem miły, to dostawałem uśmiech i ciepły obiad po powrocie do domu. Dzieciaki bez strachu siadały mi na kolanach i opowiadały o swoich „problemach”. Kiedyś bardzo pragnąłem wolności. Wtedy wydawało mi się to równoznaczne z brakiem odpowiedzialności. To słowo mnie zniechęcało do podejmowania jakichkolwiek działań. Teraz chcę być odpowiedzialny widząc jak wielu osobom jestem potrzebny, a najbardziej potrzebny jestem swoim najbliższym. Żonie i moim córkom.

AA


Uczyłem się i uczę być między ludźmi.

Mam na imię Mariusz i jestem alkoholikiem. Chciałbym napisać parę słów na temat tego jak dzięki przyjaciołom z AA uczę się odpowiedzialności i jaką sprawia mi to satysfakcję już na dzisiaj. Na drugim mityngu ktoś poprosił mnie w parzenie herbaty - nie wiedziałem, po co to mam robić, bałem się, to nie dla mnie, niech inni to robią, wygodniej jest wypić, a nie robić - to były moje myśli. Dzisiaj dotarło do mnie w końcu, że bałem się i boję odpowiedzialności i to był lęk przed tym, przed czym uciekałem chyba całe życie, – czyli przed ponoszeniem odpowiedzialności. Ta sama osoba poprosiła mnie później w prowadzenie mityngu i pokazała, że AA to nie tylko grupa. Znowu się bałem i myślałem, że to nie dla mnie, że za wcześnie, że nie mam doświadczenia, nie trzeźwiałem nawet roku, to za wcześnie, nie jestem przygotowany. Dzisiaj się dowiedziałem po jakimś czasie w AA, że na uczenie się odpowiedzialności nigdy nie jest za późno i za wcześnie, tak jak do programu nie ma za głupich są tylko za mądrzy. To, co mi nie pozwalało, powstrzymywało, czego się bałem - to pycha i brak odpowiedzialności, tego, czego mi zawsze brakowało. Po jakimś czasie, gdy ktoś mi znowu powiedział, że AA to nie tylko grupa, zacząłem chodzić do PIK-u na Brazylijską gdzie są spotkania różnych zespołów Regionu Warszawa. Czułem się wyobcowany, zagubiony, przestraszony. Co ja tu robię? Znowu to samo - broniłem się! Później konferencje służb regionu, gdzie też ktoś mnie zabrał, warsztaty kroków, warsztaty sponsorowania. Uczyłem się i uczę być między ludźmi, poznawać, co to jest tak naprawdę właściwie w AA, program, sponsor. Na zespół do spraw literatury chodzę od niedawna i to też komuś zawdzięczam. Piszę cytaty z naszej literatury tak zwane „górki” do biuletynu Mityng. Pamiętam jak byłem z siebie zadowolony, gdy zobaczyłem wybrane przez siebie cytaty, które przygotowałem. Pamiętam pisałem je całą noc i później taka satysfakcja. Zrozumiałem, że czułem się wtedy potrzebny i wartościowy. Poświęcam czas, uczę się systematyczności, przełamuję moją cholerną dumę i lenistwo, no i wzrasta poczucie własnej wartości, mniemanie o sobie samym, przełamuję własne słabości. W służbach uczę się tego, czego mi jest najbardziej brak - więzi między ludźmi, porozumienia, podejmowania wspólnych decyzji. Jako dziecko nawet w piłkę nożną grałem sam, bo nie miałem przyjaciół, byłem wśród ludzi i byłem zawsze sam. W końcu odnalazłem swoją drogę dzięki AA, przyjacielowi, który mnie delikatnie zachęcił do pisania górek. Drugi, który zaproponował, podpowiedział, skoro lubię rysować, to abym rysował do Mityngu, no i sponsor, któremu dziękuje, że pokazał drogę. Dzisiaj dowiedziałem się, jak ważni są ludzie w moim życiu. Mogę korzystać z ich doświadczenia i uczyć się po prostu żyć i nie pić. Dziękuję Bogu, że postawił ich na mojej drodze.                                                                                      Mariusz


Koncepcja VII

Konferencja uznaje, że statut i regulamin Zarządu Służb  Ogólnych  są instrumentami  prawnymi, które  przyznają  Powiernikom  pełne  prawa  do zarządzania  wszystkimi  sprawami  służb  światowych  Anonimowych Alkoholików  i  prowadzenia ich. Uznaje się ponadto, że sam statut Konferencji nie jest dokumentem prawnym: opiera się on na sile tradycji, a jego skuteczność zależy od środków AA.

Koncepcja  ta  może  się  wydawać  wewnętrznie  sprzeczna;  może  wyglądać  na konflikt nieodpartej siły z niewzruszonym obiektem. Z jednej strony mamy do czynienia z Radą Powierników, dysponującą pełną władzą formalną nad funduszami i służbami AA, z drugiej zaś widzimy, że Konferencja ma tak wielki tradycyjny wpływ i taką potęgę finansową, że w razie potrzeby jej głos jest nadrzędny w stosunku do praw Rady Powierników.Praktycznie  biorąc,  może  więc  wydawać  Powiernikom  polecenia  i wymagać  ich przestrzegania.

                Oznacza  to,  że  władza  Konferencji  będzie  w  praktyce  niemal  zawsze  wyższa  niż władza Powierników. Ta nadrzędna władza Konferencji wypływa z potężnego tradycyjnego wpływu samego statutu. Pochodzi od znacznej większości wybranych przez grupy Delegatów na Konferencję. Ostatecznie zaś, w razie podjęcia skrajnych środków, daje ona Delegatom niekwestionowaną możliwość odebrania Zarządowi Służb Ogólnych środków finansowych  niezbędnych  do  działania,  czyli  dobrowolnych  składek  samych  grup AA. Teoretycznie Konferencja jest tylko organem doradczym, ale w praktyce ma wszystkie najwyższe prawa i uprawnienia, których kiedykolwiek może potrzebować.

                Kiedy  uświadomimy  sobie,  że  nasi  Powiernicy  nie  otrzymują  na  swoich  stanowiskach  stałych  pensji,  możemy  być  całkiem  pewni,  że  taki  Zarząd  nigdy  nie  pomyśli nawet  o legalnym  kontestowaniu  jasno  sprecyzowanej,  konsekwentnej  woli  Delegatów na Konferencję i reprezentowanych przez nich obszarów AA. Gdyby kiedyś faktycznie nadszedł  czas  podjęcia  ostatecznej  decyzji,  prawdopodobieństwo  impasu  byłyby  bardzo  małe.  Konferencja  całkowicie  panowałaby  nad  sytuacją.  Jako  sumienie  ruchu AA, Delegaci objęliby najwyższą władzę nad naszym Zarządem Służb Ogólnych, a także jego korporacyjnymi jednostkami czynnej służby światowej.

                Ważna  i  ciekawa  jest  historia  tego  układu.  Kiedy  w  1950 r.  opracowywano  statut Konferencji,  pytanie  o  to,  komu  powierzyć  ostateczną  władzę,  było  naprawdę  sporną sprawą. Czy Konferencja, czy Powiernicy powinni mieć ostatnie słowo? Wówczas wiedzieliśmy  już  na  pewno,  że  całkowita  i  ostateczna  władza  nad  funduszami  i  usługami nie powinna już nigdy więcej należeć do odizolowanej Rady Powierników, która miała pełne prawo do powoływania swoich następców. Pozostawiłoby to służby światowe AA w rękach paternalistycznej grupy, co było całkowicie sprzeczne z koncepcją „zbiorowego  sumienia”  przedstawioną  w  Tradycji  Drugiej.  Jeżeli  Powiernicy  mieli  być  stałymi administratorami  naszych  służb  i  strażnikami  Dwunastu  Tradycji AA,  oczywiste  było, że powinni zostać w jakiś sposób umieszczeni na stanowisku, na którym musieliby postępować zgodnie z naszymi Tradycjami, a także z życzeniami naszej Wspólnoty.

                Zastanawialiśmy  się  nad  wszelkimi  możliwymi  środkami,  które  pozwoliłyby  nam osiągnąć  ten  cel.  Myśleliśmy  o  formalnym  zarejestrowaniu  samej  Konferencji,  dając jej w ten sposób bezpośrednie zwierzchnictwo prawne nad Zarządem. Oznaczałoby to, że wszyscy członkowie Konferencji muszą mieć status potwierdzony prawnie. Byłoby to o wiele za bardzo uciążliwe i wiązałoby się z koniecznością zarejestrowania całej naszej Wspólnoty jako podmiotu gospodarczego – czyli z ideą, od której sama Konferencja się później odżegnała.

                Rozważaliśmy także pomysł organizowania w całym kraju wyborów Powierników. Rezultatem  takiej  procedury  byłby  jednak  chaos  polityczny,  nie  zaś  wypromowanie najlepszych talentów kierowniczych, niezbędnych w Zarządzie. Zrezygnowaliśmy więc z tego pomysłu.

                Później  zadaliśmy  sobie  pytanie,  czy  sama  Konferencja  nie  mogłaby  zarówno nominować, jak i bezpośrednio wybierać naszych Powierników. Jak jednak miałaby tego dokonać rzesza Delegatów? Przyjeżdżaliby z całego kraju. Nie znaliby się zbyt dobrze. Ich  stosunki  byłyby  powierzchowne,  a  spotkania  krótkie.  Jak  więc  taki  organ  mógłby nominować i wybierać Powierników, alkoholików i niealkoholików,  najwyższego kierowniczego szczebla? Oczywiście, nie ma na to żadnego pewnego sposobu. Bardzo niechętnie musieliśmy porzucić także ten pomysł.

                Stało  się  więc  jasne,  że  wybór  nowych  Powierników    podlegający  zatwierdzeniu przez Konferencję – nadal trzeba będzie zostawić w dużym zakresie samym Powiernikom. Tylko oni byliby w stanie zrozumieć potrzeby Zarządu. Poza okresem reorganizacji stosowanie  takiej  metody  selekcji  nadal  będzie  konieczne  - z  pewnością,  jeżeli  chodzi o większość członków Zarządu. W przeciwnym wypadku nie można by obarczać Zarządu odpowiedzialnością za efekty zarządzania. Moglibyśmy zostać bez żadnego skutecznego kierownictwa. Z tych powodów Konferencji dano prawo do odrzucania, ale nie do wybierania nowych kandydatów na Powierników1 .

                Z tych powodów opracowano nasz obecny statut Konferencji, który wyraźnie daje Konferencji  ostateczną  i  najwyższą  władzę,  ale  jednocześnie  formalnie  chroni  prawo Powierników  do  swobodnego  i  właściwego  działania,  tak  jak  w  przypadku  każdego zarządu  spółki  komercyjnej.  Taki  układ  jest  w  ścisłej  zgodności  z  postanowieniem Tradycji  Drugiej,  mówiącym  o  „zaufanych  sługach”,  stanowiącym,  że  naszym  sługom – w zakresie ich obowiązków – należy ufać, jeżeli chodzi o wykorzystanie ich własnego doświadczenia  i  osądu.  Zaufani  słudzy  na  wszystkich  szczeblach  ruchu  AA  powinni pełnić funkcje przywódcze, przywództwo nie jest zaś tylko kwestią uległego gospodarowania. Rzecz jasna, przywództwo nie może funkcjonować, jeśli stale otrzymuje mnóstwo przeszkadzających poleceń.

                Nasze doświadczenia do chwili obecnej wskazują, że ta równowaga władzy między Powiernikami a Konferencją jest w pełni możliwa i użyteczna. Dołożyliśmy wszelkich starań,  aby  praktycznymi  i  tradycyjnymi  środkami  zabezpieczyć  ostateczną  władzę Konferencji. Za pomocą środków prawnych przekazaliśmy Powiernikom wystarczające uprawnienia do działania i podejmowania decyzji. Jesteśmy przekonani, że równowagę tę można utrzymywać dowolnie długo, z jednej strony jest bowiem chroniona przez tradycję, a z drugiej przez prawo.

                Doszliśmy teraz do kolejnego ciekawego pytania, często zadawanego przez nowych Powierników Zarządu Służb Ogólnych. Mówią: „My, Powiernicy, mamy określone prawa i obowiązki, formalnie ustanowione przez nasz statut. Czy nie naruszamy go, akceptując opinię lub dyrektywę Konferencji? Powinniśmy mieć pełne prawo, aby powiedzieć »nie« wszelkim żądaniom Konferencji”.

                Nasi  Powiernicy  oczywiście  mają  to  absolutne  formalne  prawo,  ale  żadne  postanowienie  statutu  nie  zobowiązuje  ich  do  korzystania  z  niego  zawsze.  Mają  całkowitą swobodę  przyjmowania  rad  lub  nawet  poleceń  od  kogokolwiek.  Mogą  po  prostu powstrzymać się od użycia swojego ostatecznego prawa do powiedzenia „nie”, kiedy, po rozważeniu wszystkich uwarunkowań, znacznie mądrzej jest powiedzieć „tak”. Podobnie jak  Konferencja  powinna  unikać  nadużywania  swojej  tradycyjnej  władzy,  tak  samo Powiernicy  powinni  unikać  nadużywania  swojej  władzy  nadanej  formalnie.  Prezydent Stanów Zjednoczonych, na przykład, ma ostateczne prawo wetowania przepisów uchwalanych przez Kongres. Jednakże w dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto nie czyni tego, ponieważ (a) jest zadowolony z danego przepisu lub (b) nie jest zadowolony z uchwalonego prawa, ale uważa, że zgłoszenie weta byłoby nierozsądne lub skazane na niepowodzenie. To, czy skorzysta z prawa weta, zależy od okoliczności. Tak samo jest w przypadku Rady Powierników ruchu AA.

                Oczywiście  nasza  Rada  Powierników  ma  prawo  weta  wobec  każdego  działania Konferencji; jest ono zasadniczo słuszne i niezbędne z punktu widzenia prawa, nawet jeśli będzie  rzadko  wykorzystywane.  W  określonych  momentach  weto  Powierników  może mieć istotne i konstruktywne znaczenie.

                Oto trzy typowe przykłady, w których obowiązkiem Powierników byłoby zawetowanie działań Konferencji:

1.     Jeżeli,  w  warunkach  pośpiechu  lub  silnego  napięcia,  Konferencja  podjęłaby działania  lub  wydała  Powiernikom  polecenia  stojące  w  wyraźnej  sprzeczności  ze  statutem  samej  Konferencji  lub  Zarządu  Służb  Ogólnych,  albo  gdyby Konferencja chciała uchwalić zasadę do tego stopnia opartą na niewłaściwych przesłankach  lub  nierozsądną,  że    zdaniem  Powierników    byłaby  poważnie  szkodliwa  dla  obszaru  public  relations  ruchu  AA  lub  dla  wspólnoty  AA jako  całości,  obowiązkiem  Powierników  byłoby  wówczas  zwrócenie  się  do Konferencji o ponowne rozważenie danej sprawy. W razie odmowy Powiernicy mogliby skorzystać z prawnie im przysługującego prawa weta. Jeżeli byłoby to pożądane, mogliby przekazać daną kwestię do rozstrzygnięcia samym grupom AA.

2.     Choć  zgodnie  z  tradycją  Powiernicy  nigdy  nie  powinni  znacząco  przekraczać zatwierdzonego przez Konferencję budżetu bez konsultacji z nią, powinni mieć całkowitą swobodę zmniejszania kwoty budżetu Konferencji podczas roku obrachunkowego, nawet jeżeli takie działanie mogłoby ograniczyć lub uniemożliwić realizację  specjalnych  planów  lub  projektów  zainicjo-wanych  i  kierowanych przez samą Konferencję.

3.     Jeżeli,  ze  względu  na  nieprzewidziane  okoliczności,  konkretny  plan,  projekt lub konkretna dyrektywa Konferencji staną się podczas roku obrachunkowego niepraktyczne lub niewykonalne, Powiernicy powinni bez zmiany stanu faktycznego móc skorzystać z prawa weta i unieważnienia.

Jeżeli zatem w kolejnych latach Konferencja będzie zawsze pamiętać o faktycznych prawach,  obowiązkach,  zakresie  odpowiedzialności  i  statusie  prawnym  Zarządu  Służb Ogólnych, a także jeżeli Powiernicy w swoich rozważaniach będą stale uwzględniać fakt, że Konferencja jest prawdziwym źródłem najwyższej władzy nad służbami, możemy być pewni, że żaden z tych organów nie będzie narażony na poważną pokusę sprowadzenia drugiej strony do roli figuranta. Możemy oczekiwać, że w ten sposób poważne kwestie będą zawsze odpowiednio rozstrzygane, a ogólną zasadą będzie harmonijna współpraca.

______________

1  Wybory  powierników  regionalnych  i  reprezentujących  całość  wspólnoty  odbywają  się  teraz  w  tym  samym tygodniu, w którym jest organizowana Konferencja; w takim zakresie Konferencja wybiera obecnie powierników

zgodnie z procedurą opisaną w „Podręczniku służby”.


Urlopowe przemyślenia…

Urodziłam się jako czwarte dziecko w rodzinie; malutka i bardzo wątła. W szkole podstawowej i średniej nie dorastałam fizycznie względem rówieśników, psychicznie byłam „za dorosła”. W dzieciństwie i młodości musiałam radzić sobie sama. Rówieśnicy idealnie dobrali mi przydomek - „Mróweczka”, który towarzyszył mi do pierwszej pracy zawodowej. Kiedy myślę o życiu zanim zaczęłam trzeźwieć, wszystko było bez większych zmian. W domu rodzinnym miałam swój kącik – „mrowisko”. Byłam w swoim świecie, który przeniosłam do obecnego domu. Mam też tu swój kącik w kuchni. W nim się cieszyłam, cierpiałam i płakałam. Gdy byłam na terapii zamkniętej w Tworkach, narysowałam tzw. siatkę wsparcia. Można się domyśleć, jak wyglądała. Zobaczywszy ją terapeuta spytał: Gdzie ty jesteś? Na dużym kartonie wśród dużych obiektów i wielkich ludzi – siebie narysowałam w dolnym lewym kąciku prawie niewidoczną. Wtedy to uświadomiłam sobie podstawowy mój problem: poczucie bardzo niskiej wartości. Wystraszona, pełna lęków zaczęłam trzeźwieć, to znaczy stosować Program 12 Kroków i 12 Tradycji. Oczywiście, też zaczęłam pracę nad sobą tj. zobaczyłam moje niedoskonałości i braki. Było mi bardzo ciężko, dopóki nie uwierzyłam w Siłę Wyższą, którą dla mnie była i jest Wspólnota AA. Kiedy uwierzyłam w Program i drugiemu alkoholikowi, małymi kroczkami zaczęłam iść do przodu. Sukcesywnie zaczęłam czytać literaturę AA i nasze biuletyny. Znalazłam SPONSORKĘ i od niedawna też sama sponsoruję. Bardzo uczciwie podeszłam do sugestii, jakie słyszałam. Zrobiłam sugerowane 90 mityngów w 90 dni (90x90), na ile to możliwe uczęszczam na warsztaty i zespoły zadaniowe, systematycznie chodzę na mityngi. Tam też USŁYSZAŁAM, bo wcześniej miałam „watę w uszach”, jak bardzo jest mi potrzebna SŁUŻBA. Oczywiście, pojawił się straszny lęk i wstyd przed ludźmi – ja „mróweczka” i „olbrzymy”. Znowu Siła Wyższa zadziałąła. Blisko mojego miejsca zamieszkania odbywał się mityng, na którym spotykała się mała, kameralna grupa. Tam zaopiekowali się mną i wprowadzili w pierwszą służbę - herbatkowej. Od tamtej pory jestem cały czas w służbach coraz to bardziej odpowiedzialnych. Dzięki przyjaciołom ze Wspólnoty nie czuję się już jak mała mróweczka, chociaż ten przydomek podobał mi się. Zaczynam odnajdywać w sobie zalety, nie zapominając oczywiście o wadach, które przy pracy ze sponsorską w mojej świadomości wyrastały jak grzyby po deszczu. Nie zamartwiam się, jestem przecież tylko człowiekiem, który czasami zbłądzi. Mam swój „GPS”, który cały czas nakierowuje mnie na dobrą drogę. Jestem świadoma, iż życie polega na kompromisach, ale nie tylko… Mam wpływ na swoje zachowania, ale również mam wybór zachowań innych wobec mnie – nie godzę się na złe traktowanie, nie utrzymuję bliższych kontaktów z „toksycznym otoczeniem”. Wiem, co jest dobre, a co złe dla mnie i mojego trzeźwienia. Dzisiaj na przykład piszę artykuł, ponieważ jestem sama dłuższy czas na działce. Nie zapomniałam, kim jestem. Jestem chora na alkoholizm: chorobę NIEULECZALNĄ I ŚMIERTELNĄ. Ja, Jola alkoholiczka między innymi w ten sposób zabezpieczam się. Mimo to, brakuje mi moich domowych mityngów i przyjaciół. Siedzę nad stawem wśród drzew i kreślę ten artykuł. Jestem wdzięczna Wspólnocie za trzeźwość, która trwa już ponad sześć lat. Myślę, że tak jak mnie ten „jednoosobowy mityng”, pomoże przynajmniej jednej osobie. Jeśli tak, to będę kolejny raz zadowolona. Tak, jak mówi nasza V Tradycja – „…nasz główny cel, nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi”, a także powiedzenie – „…darmo dostałam, darmo oddaję”, dzielę się swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją.

Wszystkim przyjaciołom ze Wspólnoty życzę Pogody Ducha i 24 h. Dziękuję, że jesteście.

Jola Alkoholiczka


Przebudzenie alkoholika w wieku 42 lat - zza krat

W 2009 w maju kolejny raz w swoim życiu zostałem aresztowany i kolejny raz przegrałem bitwę ze swoim „Panem i Władcą”, który upokorzył mnie teraz do granic moich możliwości. Gdyby nie to aresztowanie, przegrałbym tę bitwę już na wieki wieków amen. Ale tak się nie stało. Przegrałem sromotnie i dotkliwie jak nigdy w swoim życiu, tak mnie mój Pan i Władca upokorzył, który zawsze rządził moim życiem. Byłem bezsilny wobec jego siły i mocy, którą mi dawał, a później rzucał mnie na kolana, jak śmiecia. Byłem mu zawsze wierny nawet, gdy teraz stałem na krawędzi swego grobu. Byłem mu oddany do końca i nie wierzyłem, że już kiedyś od niego uwolnię się - od zachłannego picia go we wszystkich postaciach. Dzień po dniu niszczył mnie od wewnątrz i zewnątrz. Ja nie stawiałem mu oporu, tylko wlewałem go w siebie bez opamiętania, aby nie zobaczyć rzeczywistości. Bałem się rzeczywistości - mój „Pan” dawał mi jego świat bez trosk i problemów. Tylko ja i on. Spustoszenia, jakie robiłem na jego rozkaz, kiedy miałem go w sobie tak mocnego, że aż mnie przewracał, gdzie się dało i jak się dało. Nie było to dla mnie ważne, kiedy Pan-WÓDA była we mnie. Chciałem za swoim „Panem” odejść z tego świata - tak już mną zawładnął, a ja pokornie się z tym godziłem. Nie dopuszczałem, aby mi go brakło. Tu na terapii w Warszawie przebudziłem się i zobaczyłem sam na własne oczy, co mój „Pan i Władca” zrobił ze mnie i z mojego życia. Tak byłem mu oddany, że nie zauważyłem, jak przeleciało pół życia, które tak naprawdę nie wiem, gdzie mam. Teraz przyszedł czas na rachunek sumienia i decyzję: czy chcę jeszcze żyć? Kiedy na terapii w maju  2011 poszedłem pierwszy raz na swój pierwszy szczery mityng AA, to coś we mnie „weszło” – nie wiem co, ale czułem, że jestem tu, gdzie powinienem być. Tu otworzyły się oczy, umysł i serce. Tu poczułem naprawdę, jak wyglądało moje życie i szczerze to widziałem, jak byłem pogrążony przez wódę, jak nie dostrzegałem nic w swoim życiu dobrego, co do dziś dnia robiłem. Ale zobaczyłem, że ta moja przemiana zaczęła się robić już po moim aresztowaniu w 2009 roku. Tak, jakbym się obudził gotów do nowego życia, którego pragnę ze wszystkich swoich sił - tak jestem zmęczony pijaństwem, więzieniem i czynieniem zła ludziom obcym i swym bliskim, a przede wszystkim chcę ratować swoje życie, którego tak naprawdę nie miałem. Teraz, gdy jestem na terapii drugi raz (ale szczerze dla siebie pierwszy), zobaczyłem, iż jestem bezsilny wobec alkoholu i przestałem kierować własnym życiem, czego nie dostrzegałem aż do tego upadku. Kiedy byłem teraz na wolności sześć miesięcy, nie trzeźwiałem. Przykre, ale prawdziwe. Dziś wiem, że ten upadek na samo dno, nie utopił mnie. Miałem żyć. JA chcę żyć i kocham życie. Moja Siła Wyższa w ludziach, których Bóg postawił mi na mojej nowej drodze życia, przez którą ja teraz chcę kroczyć dzień po dniu bez WÓDY. Jestem teraz radosnym człowiekiem, gdyż mam świadectwo, że i ja mogę być teraz szczęśliwy, kiedy opuszczę zakład karny. Ludzie ze Wspólnoty AA otworzyli mi oczy, umysł, serce. Życie jest takim cudownym darem, a ja nim tak szargałem, jakbym miał żyć wiecznie. Nie mogę zapomnieć, że jestem bezsilny wobec alkoholu, ale nie jestem bezsilny wobec siebie, swojego zachowania, uczuć i emocji, a terapia i Wspólnota AA dają ku temu wiarę, ja tego szczerze pragnę, jak nigdy dotąd niczego tak nie pragnąłem. Nie widzę już swojego życia poza Wspólnotą AA.

Przedszkolak Wspólnoty AA alkoholik AA z Kutna


... uświadomiłam sobie ogrom strat i spustoszenia w życiu.

Mam 30 lat. Wychowałam się w domu, w którym nadużywano alkohol. Sama zaczęłam pić w wieku 15 lat. Zaczęło się niewinnie: 1 lub 2 piwka z towarzystwem . Po dwóch latach picia porzuciłam naukę w  zawodowej szkole handlowej. Dalej było już tylko gorzej. Picie alkoholu odbywało się tylko w towarzystwie co raz to nowych osób. Zarówno rówieśników, jak i starszych. W wieku 17 lat zaszłam w ciąże. W roku 1999 urodziłam syna. Niestety chorego. Nowa sytuacja nie zmieniła mojego podejścia do alkoholu, wręcz przeciwnie piłam coraz więcej. W roku 2000 wyszłam za mąż  za dużo starszego mężczyznę. Wciąż piłam ukrywając to przed najbliższymi. W latach 2001-2002 urodziłam dwójkę dzieci - dziewczynkę i chłopca. Oboje zdrowi. W tym czasie ograniczyłam picie alkoholu. Mój mąż także nie unikał picia, co  sprawiło że ponownie zaczęłam pić niekontrolowanie. W tym czasie pracowałam dorywczo,  wszystkie zarobione pieniądze szły na picie. W domu zaczęły się coraz częstsze awantury aż do momentu, w  którym mąż wyrzucił mnie z domu. W między czasie opieka społeczna złożyła mi sprawę o pozbawienie mnie władzy rodzicielskiej. Sąd jednak zawiesił swoją decyzję, zobowiązał mnie do podjęcia leczenia zamkniętego. Tak też w roku 2004 trafiłam na oddział odwykowy w Pruszkowie. Po Terapii wróciłam do męża i dzieci. Po czterech dniach zaczęłam z powrotem ukrywając to przed rodziną. Znów straciłam dach nad głową, a mąż skierował sprawę do sądu. Do 2009 roku spałam gdzie popadnie trochę u znajomych, następnie trafiłam do noclegowni, gdzie bez picia przetrwałam zimę. W 2009-2010 roku znów wróciłam do picia w międzyczasie sąd pozbawił mnie władzy rodzicielskiej powierzając ją mężowi i przyznał mu alimenty. Wyrok zapadł zaocznie, więc nic o nim nie wiedziałam. W 2011 roku (kwiecień) trafiłam do Zakładu Karnego za uchylenie się od płacenia alimentów i tu w tym miejscu znalazły się osoby, które pomogły mi zrozumieć moje dotychczas życie, zrozumiałam ogrom błędów. Uczestniczę w cotygodniowych mitingach, dużo rozmawiam ze współosadzonymi pod celą. Osoby niepijące, znające środowiska uzależnionych. Zrozumiałam, że jestem alkoholiczką i uświadomiłam sobie ogrom strat i spustoszenia w życiu. Powoli odzyskuję sens życia, jestem zdecydowana na zerwanie z alkoholem i podjęcie walki o dalszy swój los. Po wyjściu z Zakładu Karnego zacznę kontynuować trzeźwości. Podjęłam decyzję co do dalszych swoich kroków w tym kierunku z pomocą ludzi, na których mi zależy. Zdecydowałam, że uwolnię się od nałogu, chociaż wiem, że czeka mnie jeszcze wiele lat pracy nad sobą.

Alkoholiczka Monika Zakład Karny


 Lata spędzone w więzieniu nie nauczyły mnie niczego.

Mam na imię Gosia i jestem alkoholiczką . Obecnie mam 49 lat i przebywam w Zakładzie Karnym. Mimo wzlotów i upadków znalazłam się już na dnie. Osiągnęłam to dzięki odwiecznemu "przyjacielowi" - alkoholowi. Wbrew ogólnemu schematowi, pochodzę z dobrej rodziny. Nikt nigdy nie nadużywał alkoholu, żyłam jak księżniczka w bajce. Niczego mi nie brakowało, każda zachcianka była spełniona. Trenowałam i dosięgałam szczytów; byłam w kadrze olimpijskiej i miałam jechać na olimpiadę do Moskwy – miałam, bo pojechałam na „ Kamczatkę” do Zakładu Karnego dla kobiet. Mimo pieniędzy i protekcji wielu postawionych osób nie udało się mnie wyciągnąć. Bandyta – bo tak mnie nazwali – musi odpowiadać za swój czyn. Jak do tego doszło: Do dziś sama zastanawiam się co mnie pchnęło do napicia się pierwszego kieliszka. To wszystko tak szybko się zadziało – śmierć taty, który był dla mnie wszystkim. Coś we mnie pękło. Zostałam sama ze  swoją  rozterką, z bólem nie do opisania i mimo, że miałam mamę i siostrę, byłam sama – zdruzgotana, załamana. Ziemia usunęła mi się z pod nóg, miałam żal do wszystkich, byłam wściekła i się trafił – nie pamiętam już teraz kto, ale pojawił się alkohol – czułam wtedy ulgę i piłam za każdym razem więcej. Zaniedbałam treningi i brnęłam w pijaństwo  coraz bardziej i rosło we mnie coraz więcej nienawiści. Zbierało się we mnie wszystko co złe, jak w wulkanie lawa, aż któregoś dnia – ten wulkan wybuchł z tak ogromna siłą, że znalazłam się w  Areszcie  Śledczym. Gdy w końcu dotarło do mnie, co się stało, było już na wszystko za późno. Nic nie można było odkręcić. Lata spędzone w więzieniu nie nauczyły mnie niczego. Żadnych wniosków. Nadal byłam buntowniczką, jeszcze bardziej zimną i wyrafinowaną i co najgorsze, nie obwiniałam nadal alkoholu - no, bo przecież to był mój towarzysz, mój przyjaciel, który koił mój ból i cierpienie, więc po wyjściu znów piłam i piłam bez opamiętania i znów więzienie. Tym razem krócej, ale nawet wtedy nie widziałam  żadnego problemu z alkoholem. Ponieważ ja nie jestem alkoholiczką, powtarzałam sobie – przecież mogę nie pić i postanowiłam, że więcej do więzienia nie wrócę. Wyszłam, zmieniłam towarzystwo i mimo, że nie czułam się alkoholiczką za namową pierwszego męża, zaszyłam się. Wtedy kierowałam się ciekawością, jak to jest. Handlowałam alkoholem na dużą skalę, dorobiłam się własnej firmy, samochodu, pieniędzy, urodziłam dziecko, wyjechałam na działkę - wszystko w rok i parę miesięcy. Zaszycie się skończyło, już nie karmiłam  piersią, lato, woda, no więc piwo i tak się zaczęło. Nie upijałam się do utraty przytomności, ale zniszczyłam małżeństwo, zniszczyłam firmę – sprzedałam – przepiłam, dziecko cały czas było przy mnie. Nadal nie widziałam swojego problemu. Na działce poznałam drugiego męża, piliśmy razem. Nie były to duże ilości i nie było to często. Przyszły dzieci, dbałam o nie, nigdy nie skrzywdziłam - tak mi się wtedy wydawało. Powoli staczałam się w dół nie widząc nadal problemu. No bo przecież pracowałam, chodziłam na wywiadówki, pomagałam w lekcjach. Jedzenia nie brakowało, zrobiliśmy nawet remont, więc w czym problem. Ja go nie dostrzegałam. W pewnym momencie mąż zagroził, że albo coś ze sobą zrobię, albo pozbawi mnie wszystkiego. Poszłam na terapię – dla świętego spokoju – uczęszczałam na mitingi. Różnie to było, ale czasami zapijałam. Uważałam, że mogę pić kontrolowanie. Teraz wiem, że coś takiego nie istnieje. Udało mi się wytrwać w trzeźwości 7 lat. Uważałam, że jestem już taka mądra, że nic nie może mi zaszkodzić. Odbudowałam więzy, stosunki z mężem. Mimo, że nie piłam z czego powinnam się cieszyć i dziękować Bogu – to znów obwiniałam wszystkich, dlaczego tak cierpię: okrutna teściowa, mąż okazał się katem. Trwałam jednak w trzeźwości, miałam wspaniałych przyjaciół w AA – sponsora, który był mi przewodnikiem, przyjacielem, wsparciem w ciężkich chwilach - czułam się silna, jednak nie wytrzymałam. Po śmierci sponsora coś we mnie pękło – znów to ja byłam najważniejsza, odrzucałam pomoc przyjaciół z AA i znów popłynęłam- tym razem na dobre. Gdy piłam, uciekałam z domu tłumaczyłam sobie: dzieci mnie nie widzą pijanej, to dobrze. Ale tak naprawdę  szukałam komfortu picia nie myśląc, jak bardzo ranię dzieci i męża. Wiele razy mnie szukał i zabierał do domu. Przez jakiś czas był spokój, ale co jakiś czas powtarzało się to samo. Awantury w domu i ucieczki i czara się przelała. Byliśmy już w seperacj  – postanowiłam się wyprowadzić i tak też zrobiłam. Nie ufałam już samej sobie i bałam się, że jeśli nie wyprowadzę się, to dojdzie do tragedii, a nie chciałam powtarzać błędu młodości. Kontakt z dziećmi trwał cały czas bez zgody męża, ukradkowe spotkania, rozmowy telefoniczne, ale i to z czasem się urwało. Byłam przeszukiwana przez policję – tak w między czasie dopuściłam się paru oszustw i wyłudzeńZ znałam konsekwencje, ale wtedy było to nieważne - trzeźwa, lecz myśląca jak pijana. Musiałam zdobyć pieniądze na jedzenie dla dzieci. wtedy nie piłam. Wyrok był w zawieszeniu i gdyby nie mój powrót do alkoholu, nie znalazłabym się tu gdzie jestem na własne życzenie. Zaniedbałam wszystko, straciłam wszystko, rozwód mąż ograniczył mi prawa, może nawet zabrał do dzieci . Wymeldował  mnie, wszyscy się ode mnie odwrócili, a ja piłam, pracowałam już tylko po to, abym miała na zapłacenie za wynajem i na alkohol Nie jadłam, piłam i pracowałam, staczałam się coraz niżej. Wiedziała, że jestem szukana, ale nadal piłam z przerwami - małymi przerwami, aby choć trochę dojść do siebie i znów piłam. Wyglądałam już jak anorektyczka, zaczęło brakować sił, ale nadal piłam. Sama nie wiem, co mną spowodowało, aby przy kolejnej kontroli dać swój dowód świadoma, że mnie zamkną. Nie wiem, czy to była Opaczności Boska, czy po prostu strach przed wykończeniem się. Czy po prostu miałam już dość ukrywania, ale stało się. Natychmiast mnie skręcili - na dzień dzisiejszy dziękuję za to Bogu. Więzienie uratowało mi życie. A przyjaciele z AA, którzy przychodzą, poświęcają swój czas, wspomagają, przekazują własne doświadczenia, dają mi wiarę we mnie samą. Zaczynam od nowa program 12 Kroków. Doświadczenia własne i przyjaciół, wiara, że wszystko można osiągnąć – choć kłody zawsze będą pod nogami, choć nie wróci bajka z dzieciństwa, ale warto nie pić. Warto żyć! Żyć w trzeźwości i w zgodzie sama ze sobą. Dzięki przyjaciołom z AA  i własnym refleksjom już wiem, że dla mnie alkohol to więzienie lub śmierć. Mam wybór - żyć w zgodzie z samą sobą w trzeźwości lub zginę, i zdechnę pod płotem pochowana jako NN osoba. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, widzę zmiany zachodzące we mnie. Już nie jestem tą zawziętą, zimną i bezwzględną Gosią – teraz czuję, wiem co to miłość, wiara, tęsknota. Wiem i potrafię wybaczyć, umiem  poprosić, wiem co to pokora. Teraz zajmuję się tylko swoim wnętrzem, które muszę uzdrowić, aby móc pomóc innym  - tak cierpiącym ludziom, których zżera alkohol. Swoją drogę zaczynam od siebie i jestem wdzięczna, że mam to szczęście uczestniczyć w mityngach  w Zakładzie Karnym, dopóki będę tu przebywała i będę mogła kontynuować iść tą drogą trzeźwość po wyjściu. Teraz wiem, że nie jestem już sama w swojej samotności i sama już nie będę. Wiem, że to wszystko zależy tylko ode mnie. To ja sama jestem kowalem swojego losu. Teraz jestem też Gosią, ale Gosią alkoholiczką, która straciła wszystko, przegrała własne życie przez tego pseudo „przyjaciela” – alkohol, który  wciągnął mnie w swój podstępny świat, w otchłań, z której nie chciałam i nie potrafiłam wyjść. Teraz czuję, że znów się urodziłam i zaczynam życie od nowa, mimo moich 49 lat warto żyć inaczej i wiem, że jest to możliwe. W swoim życiu poznałam wszystko – Dobro i Zło, radość, szczęście, psychiatrów i więzienie, podłości i upokorzenie, obłudę i fałsz itp. Mam olbrzymi bagaż doświadczeń i ode mnie tylko zależy wybór – Powtórzyć to?? - Czy zmienić?? W moim przypadku, dla mnie odpowiedz jest jedna - chcę żyć! Cieszyć się z każdego dnia przeżytego w trzeźwości, dostrzegać zmiany pór roku, dostrzegać wszystkie drobnostki, które kiedyś nie miały dla mnie znaczenia.

Gosia Alkoholiczka Zakład Karny