MITYNG 01/175/2012

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Byłem ...,    jestem....
Wczorajszy dzień był dla mnie bardzo emocjonujący. Od wielu lat nie byłem na mityngu. Choć dobrze pamiętałem atmosferę takich spotkań i tego nieokreślonego "ducha AA" jaki mi towarzyszył gdy brałem udział we Wspólnocie, to jednak moje oddalenie zrobiło swoje. Trudno mi było wrócić. Przypadek sprawił, że znalazłem ogłoszenie. Człowiek prosił o pomoc. Nie miał odwagi by pójść na swój pierwszy mityng a już widział, że ma ewidentny problem z alkoholem. Bez zastanawiania sie nad tym napisałem do niego kilka słów. Bardzo szybko otrzymałem od niego odpowiedź. Zaczęła sie wymiana maili. Pojawiały sie pytania. Zaczęło sie obiecująco, ale dla mnie sama wymiana maili to było za mało. Z własnego doświadczenia wiem, że same słowa nie wystarczą by poznać smak trzeźwienia. Udało mi sie swoim sposobem doprowadzić go do spotkania i pójścia z nim na jego pierwszy mityng. Czułem sie tak, jak bym znów miał przed sobą ważne zadanie. Tym zadaniem było bezpieczne doprowadzenie nowicjusza na jego pierwszy mityng. Jakże ważne i odpowiedzialne to było dla mnie zadanie. Sam sobie je wyznaczyłem. Może jeszcze długo bym sie nie pokazywał na mityngu, gdyby nie ten Nowy. Ostatnio zaczynałem Was podpatrywać. Zajrzałem na oficjalna stronę AA. Tak z ciekawości by zobaczyć co nowego tam sie dzieje. No i zobaczyłem nowe pozycje literatury o których za moich czasów była tylko o nich mowa, że się mają ukazać. Korci mnie by je mieć. Zauważyłem też, że co prawda za dwa lata, ale zawsze, Warszawa będzie witać wszystkich AA z okazji 40-lecia powstania w naszym kraju Wspólnoty. Jak ten czas leci. Jeszcze dobrze pamiętam Poznań i XXV lat. Tam byłem. Miałem wtedy już ponad 2 lata, i wydaje się to tak niedawno, że aż wierzyć się nie chce, że to już niedługo będzie 40 lat. Mi samemu do tych 2 latek, które wtedy miałem też trochę już przybyło, ale jak to mówią nie liczy sie ilość ale jakość. Wiec się już nie chwalę. Wracając do Nowego i Grupy na którą z nim przyjechałem. Bardzo mi zależało aby ten człowiek dostał to, co ja na swoim pierwszym mityngu dostałem, a dostałem nadzieję. Dla mnie to było bardzo ważne. Do tej grupy żywiłem duży sentyment. Co prawda nie jest dla mnie moją macierzystą grupą, ale tam odnalazłem prawdziwą wiarę i radość z bycia w AA. Tam zacząłem swoja pierwsza służbę i nawiązałem prawdziwe do tej pory trwające przyjaźnie .Najpierw była identyfikacja, później zbliżanie sie do nich, delikatny jeszcze nieśmiały uśmiech na twarzy, chęć bycia i pozostania. I jeśli to już pojawiło sie w moim sercu to dalej tylko należało z Nimi być. Więc zostałem. Myłem szklanki, roznosiłem kawę, później prowadziłem mityng, choć przyznam, że na początku nie lubiłem tego. Mój egocentryzm mi w tym przeszkadzał. Nie lubiłem być w centrum uwagi. Tak mi sie wtedy wydawało. Ale czy takie wycofanie to też nie może być na swój sposób tym właśnie "centrum uwagi"?... popatrzcie jaki On "wycofany.... schowany..... cichy jak mysz pod miotłą"...a może jeszcze Nam nie ufa?...ale dobrze, że Jest! Tak chyba na początku ze mną było .Z taką też nadzieją, że to się może stać z tym Nowym tam przyszedłem. Mimo tych moich długich lat nieobecności, prócz nowych twarzy nic sie nie zmieniło. Siła grupy zrobiła swoje. Taką mam nadzieję i takie odniosłem wrażenie. Przyznam, że idąc na mityng byłem bardzo zmęczony. Poprzedniej nocy nie mogłem spać. A dzień wydawał mi sie przez to zbyt długi. Na pewno gdyby nie Nowy bym tam nie pojechał. Bo przecież nie musiałem. Tym bardziej, że mieszkam teraz daleko od tej grupy. Jednak byłem. I wiecie co?. Po mityngu wyszedłem  wypoczęty, odprężony  i pogodniejszy niż byłem. W czasie przerwy zamieniłem na papierosie parę słów z kilkoma osobami. Dziwne to, ale jak szybko można znaleźć tutaj wspólny język. Jak szybko można się zaprzyjaźnić z zupełnie nieznanymi ludźmi. Wystarczy tylko chwila, kilka słów, zbliżenie do nich. Nic więcej. To jest chyba to całe nasze przyciąganie. Mam nadzieje, że Nowy człowiek będzie już wiedział, że nie jest ze swoim problemem tylko sam. Grupa spełniła swój podstawowy obowiązek.
I z całego serca DZIĘKUJĘ JEJ ZA TO!
Sławek Siwy. . . . . AA.

Podwójne uzależnienie.
Alkoholik przychodzący do AA przynosi ze sobą zwykle cały worek problemów, które stopniowo, w miarę trzeźwienia stara się rozwiązywać. Czasami zdarza się, że niektóre z tych problemów poprzez olbrzymi stopień destrukcji i siłę obsesji dorównują alkoholizmowi. Słyszymy na mityngach ludzi, przedstawiających się, jako narkomani czy hazardziści, którzy korzystają z innych wspólnot dwunastokrokowych czy terapii, w radzeniu sobie z tymi uzależnieniami. Niektórzy identyfikują drugie uzależnienie od razu, niektórzy potrzebują nieco czasu.
W moim przypadku mniej więcej po roku abstynencji sytuacja nabrzmiała tak bardzo, że nie dało już się ukryć przed samym sobą prawdy. Zacząłem robić rzeczy, których nie dość że nie chciałem robić, ale które prowadziły mnie do konfliktów z prawem. Pakowałem się w sytuacje grożące zdrowiu i życiu. A wszystko to bez kropli alkoholu czy innej chemii. Musiałem sobie powiedzieć, że jestem uzależniony od seksu.
Miałem to szczęście, że żyjąc w dużym mieście szybko znalazłem odpowiednie dla siebie miejsce. Co więcej, Siła Wyższa tak mnie prowadziła, że osoby otaczające mnie w AA (łącznie ze sponsorem i kochanką) przecierały mi szlak. Znalazłem się w SLAA - wspólnocie dwunastokrokowej, opartej na modelu AA, dla uzależnionych od seksu i tzw. „miłości”.
Chcę podkreślić, że istnieje olbrzymia przepaść pomiędzy problemem a uzależnieniem, nawet wtedy, gdy problem ma naturę wyłącznie wewnętrzną, psychiczną czy duchową. Spotykałem w SLAA alkoholików, których znałem z AA, a którzy przychodzili, porządkowali sobie problemy z tej sfery korzystając z otwartości SLAA i wracali do alkoholików. Ja jako uzależniony od seksu miałem niewielkie szanse poradzić sobie z tym w AA, tak jak alkoholik ma niewielkie szanse wytrzeźwieć w otoczeniu ludzi może nawet życzliwych i starających się go zrozumieć, ale nieuzależnionych. Potrzebowałem miejsca, gdzie mogłem otworzyć się do końca a także, co ważniejsze, pomocy w pełnym rozpoznaniu wzorca uzależnienia i związanych z nim zachowań. Potrzebowałem ludzi, wśród których nie czułem się odmieńcem, zboczeńcem czy wariatem.
Jestem przekonany, że nie da się trzeźwieć wybiórczo z jednego uzależnienia. Przeżyłem czas, gdy niesiony euforią wyzwalania się z obsesji seksualnej niemal zupełnie odszedłem z AA. Zapłaciłem za to powrotem do picia. Co więcej, okazało się, że zaprzestanie picia, które wcześniej przechodziłem niemal bezboleśnie na erotycznym haju, teraz stanowi poważny problem i do AA trzeba wracać na kolanach. Z drugiej strony, trudno zaprzestać picia tylko ze strachu przed powrotem obsesji seksualnej. Chore próby wygrywania jednego uzależnienia przeciw drugiemu odsłaniały moją pychę, nieustanną chęć kierowania swoim życiem i były praktyczną szkołą bezsilności. A sposób wyjścia z takiego uwikłania można znaleźć chyba jedynie w trzecim kroku.
Jako alkoholikowi i uzależnionemu od seksu potrzebne mi są obie wspólnoty. Na szczęście SLAA działa w oparciu o zmodyfikowane dla jej potrzeb 12 kroków AA i, prędzej czy później, oba programy się schodzą. Chcę jedynie powiedzieć, że całe moje bolesne doświadczenie mówi mi, że w SLAA nie da się wytrzeźwieć z alkoholizmu. I odwrotnie. Choć jest to trudne, to powierzając się Bogu mogę równolegle korzystać w pełni z obu wspólnot.
Istnieje tendencja organizowania w AA mityngów dla pewnych specyficznych środowisk i problemów. Byłem na paru i nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem że mityngi te nie naruszają jedności AA, tzn. że prawo uczestnictwa na takim mityngu, nawet zamkniętym, ma każdy alkoholik. Przyznam się, że nie byłem na żadnym takim mityngu związanym z problemami seksu - będąc w SLAA nie miałem takiej potrzeby. Ale doskonale wyczuwam intencje: wiem jak trudno otwierać się np. osobom homoseksualnym samotnie w środowisku osób heteroseksualnych. Może takie grupy AA pomogą niektórym w rozwiązywaniu ich problemów bez konieczności radykalnego utożsamienia w SLAA. Bycie gejem nie musi od razu oznaczać uzależnienia od seksu; to ostatnie polega dokładnie na tym, co powiedział Bill W. o alkoholizmie - na obsesji i kompulsji, a nie na rodzaju konkretnych zachowań. Z własnego doświadczenia wiem, że trzeba upaść bardzo głęboko, by móc mówić o niektórych męskich problemach w obecności kobiet i że jest to niekiedy bardzo trudne. Jest też niestety tak, że specyfika tematyki seksualnej ściąga czasem różne dziwne osoby - ciekawskich, erotomanów-słuchaczy, trzynastokrokowców itp. i naturalne jest, że ludzie z bolesnymi przeżyciami starają się chronić swoją intymność. Ale wiem też jak łatwo o poczucie ekskluzywności i wyższości w zamkniętym środowisku, trzeźwiejącym „lepiej” i „głębiej”.
Drogowskazem dla mityngów, także tych specjalnych, są tradycje AA, szczególnie zaś pierwsza i piąta, i niech służą jak najlepiej tym, którym są potrzebne. Jeżeli mityng jest mityngiem AA to jego specyfika ma jedynie pomóc uczestnikom w realizacji pragnienia zaprzestania picia. Działanie takiego mityngu musi się z konieczności do tego ograniczyć. Takie mityngi mogą być błogosławieństwem dla tych, którzy natykają się w czwartym i piątym kroku na problemy wymagające pomocy innych osób z podobnymi doświadczeniami, bez konieczności rozpraszania się pomiędzy różne wspólnoty, w których czasami trudno im się do końca zidentyfikować. Ale to za mało dla kogoś kto ma inne niż alkohol, poważne uzależnienie.
Bo dla alkoholików i uzależnionych od seksu ich macierzyste wspólnoty są niezbędne do życia. 
AA

Tradycja SIÓDMA
Zakończyłem właśnie swoją kolejną służbę - Skarbnika Regionu, i przyznam szczerze, że miałem początkowo większe mniemanie na temat mojej wiedzy o finansach Wspólnoty AA, przynajmniej tu, w naszym regionie. W pierwszym miesiącu pełnienia jej, nie potrafiłem bezbłędnie wpisać cyfr i podliczyć ich. Wiele razy poprawiałem i zamazywałem korektorem. Arkusz był niechlujny i nieczytelny. Poza tym zajęło mi to kilka dni. Wpadłem na pomysł, że stworzę arkusz kalkulacyjny Excela, z poprawnie zadanymi funkcjami podliczającymi słupki, ale nie umiałem tego zrobić. Zostałem zmuszony wziąć kilka lekcji i udało się. Robiłem go kilka dni, potem jeszcze poprawiałem. Czegoś się „przy okazji” nauczyłem w tym AA. Potem to już była dziecinna zabawa, podliczało się niemalże samo. No i bez błędów. Pod koniec drugiego roku, podliczenie miesiąca zajmowało mi 2 godziny. Dobry wynik! Po kilku miesiącach spostrzegłem, że zdawanie relacji finansowych w okresie między Konferencjami jest mało wiarygodne, ponieważ nie można porównać rok do roku, odnieść się do podobnych okresów rozliczeniowych. Zaproponowałem Radzie Regionu, aby rozliczenia zawsze robić od początku roku do dnia sprawozdania. Od stycznia do kwietnia (wiosennej konferencji), i od stycznia do września (jesiennej konferencji). Taki sposób pozwolił mi porównać bieżący rok do ubiegłych pod względem otrzymanych darowizn jak i nasilenia wydatków w zależności od różnych zdarzeń. Spostrzegłem, że datki Intergrup spadają, gdy w okresie letnim są urlopy, gdy nasilają się wyjazdy delegatów na Ogólnopolskie spotkania tematyczne, ponieważ są dofinansowywane przez Intergrupy i grupy AA. Natomiast faktury za media w naszym PIKu, przychodziły bezwzględnie  na stałe kwoty, które należało uregulować w terminie. W tych letnich okresach, datki były mniejsze niż koszty utrzymania PIKu i służb Regionu. No cóż, Grupy są niezależne, Intergrupy też, nakazać wysokości wpłat nie można, ale rachunki trzeba płacić i to nie na dowolne kwoty. Trzeba też planować działania Regionu, a tym samym wydatki, ale jak to planować? Moim zdaniem, czasami Intergrupy zapominały, że kiedyś zadeklarowały swoje uczestnictwo w Regionie, że chciały PIKu, że zgodziły się na koszty utrzymania Regionu. Może w przyszłości, staranniej należałoby się przyglądać, temu, „co jest najważniejsze”. Oczywiście dofinansowanie delegata, jest bardzo ważne, czasem jego relacja ze spotkania Ogólnopolskiego bardzo ubogaca działanie służb na naszym terenie. Tylko że z tymi relacjami jest dość cienko. Wiem to od redaktora MITYNGU. Czasem musi zamieszczać ponownie archiwalne materiały bo brakuje nowych. Najczęściej twierdzą, że sprawozdania udzielili ustnie. Było fajnie! Mamy na szczęście pewien zapas finansowy, (stale utrzymywaną rezerwę z poprzednich lat) na koncie i w takich przypadkach wyrównujemy braki, które potem uzupełniamy kiedy wpłaty wzrastają. Opisany przykład wskazuje jednak, że grupy i Intergrupy nie zawsze robią „celowe składki” na dofinansowanie swojego przedsięwzięcia. Sięgają po prostu do kasy i dysponują, zapominając o zachowaniu równowagi. Nie zamierzam pouczać ani ganić nikogo, jednak pragnę podzielić się swoimi wnioskami dotyczącymi sposobu i podziału kapelusza. Doszedłem Przy tym do kolejnego wniosku, że pieniążki wrzucane do kapelusza na tej czy innej grupie nie są pieniążkami tejże grupy AA. Są według mnie wspólnym dobrem całej Wspólnoty. Grupa jest jedynie upoważniona do sugerowanego podziału. Nikt chyba, wrzucając kilka groszy do kapelusza nie myśli o tejże grupie i braku kawy. Może się mylę, ale ja mówię o swoim stosunku do AA. Troszkę jeżdżę na rocznice Grup, na zabawy i przyjęcia z okazji Rozpoczęcia niesienia posłania przez tę że grupę. Jedne są skromne, inne bogatsze, ale często dopiero na rocznicy dowiadywałem się o istnieniu takiej grupy, bo z dobrowolnych darowizn na Region to nie wynikało. A przecież każda grupa zabiega, o umieszczenie w naszej książeczce dresowej i w Internecie, to się samo nie robi.  To tez jest nasze wspólne dobro. Wielu z naszych przyjaciół poświęca swój czas i pieniądze, aby tego dokonać, opłacają swoje abonamenty, zaniedbują rodzinę czy hobby. Czy wówczas można mówić o samofinansowaniu się? Są to pytania bez adresata, bardziej w mojej głowie, w sercu, bardziej skierowane do mojej świadomości niż do konkretnej grupy. Nie raz słyszałem od mandatariuszy pytanie: po co nam płacić na tę Intergrupę czy Region? Co z tego mamy? Najchętniej odpowiedziałbym – „naukę bezinteresowności”. Choć nie wszystko mi się podoba, to chcę być w tym towarzystwie. Samotność - dobrze znam. Brałem kilkakrotnie udział, w warsztatach Tradycji. Generalnie większość uczestników mówi jednogłośnie, niemalże to samo: samofinansujemy się jako AA! Od kiedy zainteresowałem się finansami słucham także powierników w służbach Krajowych. Ku mojemu zaskoczeniu podano informację z danych „PARPA” (Państwowa Agencja Rozwiazywania Problemów Alkoholowych), że dofinansowało w ubiegłym roku, Anonimowych Alkoholików na kwotę miliona dwustu tysięcy! No i wylazło szydło z worka. Te grupy, które przyjmowały od magistratu, dofinansowanie swoich rocznic, wyjazdów, zostały ujęte w tej statystyce. Być może urzędnicy miast, gmin chcieli się wykazać dobrym sercem, lecz ujęli to w swoich sprawozdaniach dla osiągnięcia lepszych wyników.  „Łatwo jest być dobrym za cudze pieniądze”? Czy nadal można mówić, że grupa jest niezależna i może robić co chce? Fajnie że mają WIELKĄ rocznicę i nie piją – to bardzo ważne, ale może szkodzą pozostałym?  Bill napisał: „każda grupa AA może siebie nazywać aowską, pod jednym warunkiem: że nie zwiąże się z inną organizacją lub instytucją”. Podobnie alkoholik, „może u nas być jeśli tylko pragnie zaprzestania picia”. Bo jeśli pragnie czegoś innego… Na szczęście, jak to w AA bywa, Bóg czuwa nad nami. Zespół Informacji Publicznej działa bardzo prężnie, dotarł z posłaniem do władz „PARPA”. Tradycja o naszej niezależności finansowej została przyjęta bardzo poważnie i ze zrozumieniem. Pewnie spowoduje to kontrolę wydatków lokalnych urzędów. Może łatwiej będzie pozyskać przychylność  agencji „PARPA” niż dotrzeć do serca niektórych członków AA. Innym zagadnieniem są ciągle pojawiające na stołach mityngowych, ogłoszenia o różnych pseudoaowskich wyjazdach do świętych miejsc. Zawsze zwrócenie uwagi rozkładającemu wznieca emocje i bunt. Przecież każdy z nas poszukuje Boga, więc co w tym złego? Klasztor X czy Y, oferuje pobyt za jedyne …..złotych, w tym modlitwa gratis. Mądrość AA mówi: „rób co tylko się da, abyś tylko nie pił”. Ja też próbuję wielu sposobów niepopularnych w AA. Jednak na forum AA znacznie bezpieczniej oferować jedynie posłanie i program AA. Jedynie to, co sprawdziło miliony alkoholików takich jak ja, co zostało sprawdzone i potwierdzone. Poza tym skąd, kto wie jak zostaniemy ujęci w kolejnych statystykach? Moje indywidualne sposoby działają tylko na mnie. Nie dam gwarancji na powodzenie innym, prowadząc ich swoją własną ścieżką, którą każdy z nas i tak ma, lub mieć powinien. Trudno nie być wdzięcznym kościołowi za wsparcie, za otwarte drzwi wielu sal mityngowych, terapeutom którzy za niezbyt wielkie wynagrodzenie wspierają nas w trzeźwości, psychiatrom, ośrodkom pomocy i włodarzom urzędów udostępniającym nam obiekty. Serdeczne Bóg zapłać w zdrowiu i szczęściu wszystkim naszym przyjaciołom. Nie zapominajmy jednak co mówi choćby ulubiona Desiderata przyszyta do AA: „tak dalece jak to możliwe, nie zarzekając się siebie, pozostań w dobrych stosunkach z innymi ludźmi”. Nie zarzekając się swoich zasad, czytaj siebie. Pozostań sobą. – Taaa. Często odnoszę wrażenie, że jestem w mniejszości, w swoich poglądach, a już na pewno nie umiem ich      prezentować. „swoją prawdę głoś jasno i spokojnie”.
Pozdrawim spokojnie czytelników i zapraszam do treningu.                          Lechu02

CZY JA W AA COŚ MUSZĘ?
W przerwie mojego pierwszego mityngu podszedł do mnie człowiek i z życzliwością powiedział do mnie: - Słuchaj stary, w AA nic nie musisz, wystarczy tylko, że przyjdziesz na mityng.
Powiedział do mnie wtedy jeszcze wiele rzeczy, ale ja zapamiętałem tylko to jedno zdanie. Trzecia Tradycja brzmi: „Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.” I to dokładnie oznacza, że NIKT w AA nic nie musi. Więc jednak człowiek na pierwszym moim mityngu miał rację…
W tym czasie uchwyciłem sie tej zasady jak tonący brzytwy i wcale nie zdając sobie z tego sprawy, z uporem stosowałem ją  z mentalnością Kalego.
To znaczy, ja oczywiście nic nie musiałem, natomiast KTOS MUSIAŁ. Musiał przyjść, otworzyć salkę, przygotować spotkanie, poprowadzić mityng, pełnić jakaś służbę itd. Mnie się po prostu wszystko należało. To jeszcze nie wszystko. Na mityngach mówiono, że istnieje cos takiego jak Program 12 Kroków. Jest  też napisane o tym i w naszej literaturze. Mówiono, że powinno się ten program realizować. No tak, ale to już wymagało jakiegoś wysiłku… a przecież „ja w AA nic nie musze”.
Żałuję czasami, że na mityngach nie udziela sie rad, bo może dużo wcześniej dowiedziałbym się, że i owszem – ja w AA nic nie muszę, ale to oznacza, że jeżeli nic nie będę robił (oprócz przychodzenia na mityngi), to też nie mam prawa oczekiwać jakichkolwiek efektów. Przez jakiś czas wierzyłem w „magię mityngów”, ponieważ takie bieganie z jednego na drugi było dla mnie sposobem na utrzymanie abstynencji. To wydawało mi się wtedy największym problemem. Przychodząc na mityng użalałem się, jak to mi w życiu ciężko, a jak jeszcze usłyszałem, że ktoś ma gorzej ode mnie to już miałem gwarantowaną poprawę nastroju. Jakoś do głowy mi nie przyszło, że tak naprawdę to zamieniłem butelkę na mityng, ponieważ wcześniej alkohol dawał mi ulgę w cierpieniu i poprawę nastroju, a później mityng dawał mi to samo. Po jakimś czasie dowiedziałem sie, że słowo MUSZĘ w różnych odmianach użyte jest co najmniej 57 razy w Wielkiej Księdze.
Jakże byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem sie, że również w jednej z Tradycji użyte jest słowo MUSIMY, a ja o tym nie miałem pojęcia, chociaż miałem za sobą kilkaset „odczytań” tej Tradycji na mityngu, oczywiście bez najmniejszego przykładania uwagi do tego. Kiedyś w odpowiedzi na to, że w AA nic nie muszę, usłyszałem, że oczywiście, mam rację, ale żyć też wcale nie muszę. To mnie uderzyło i dało do myślenia. Teoretycznie – może, ale praktycznie nie da sie żyć bez żadnych obowiązków. W którymś momencie w czasie realizacji Programu ze sponsorem uświadomiłem sobie, że ja jednak muszę i to dużo. Muszę np. przekazać dalej, to co dostałem, czyli postarać się o podopiecznych, z którymi będę również realizował Program 12 Kroków. Ta myśl na początku mnie przerażała……JA będę MUSIAŁ komuś pomóc?.... Mniej więcej po roku pisania tzw. „dzienniczka wdzięczności” doszedłem do wspaniałego, wręcz epokowego dla mnie odkrycia. Uświadomiłem sobie, że mogę być ogromnie wdzięczny, za to, że mam szansę pomóc drugiemu człowiekowi, bo chyba o to w gruncie rzeczy w życiu chodzi, abym był użyteczny dla innych i jeszcze miał z tego radość. Wracając do pytania z tematu. Dziś uważam, że nikt w AA nic nie musi. Oprócz mnie.
Krzysztof z Opola

Komisja Literatury Służby Krajowej AA zwraca się z prośbą o dzielenie się doświadczeniem w tematach takich jak :
„Moja grupa macierzysta” „Duchowość w AA”. Spisane doświadczenia można wysyłać na adres e-mail aa@aa.org.pl  i adres biuletynu „Zdrój”.
Zwracamy się tak że z prośbą o nadsyłanie swoich historii osobistych do trzeciego wydania książki „Anonimowi Alkoholicy”

Komisja Literatury Służby Krajowej AA prosi, aby historie osobiste polskich AA proponowane do zamieszczenia w kolejnym, polskim wydaniu „Anonimowych Alkoholików” spełniały  następujące warunki:
• historia osobista ma ukazać własną drogę upadku, czyli rozwój choroby alkoholowej, ma ukazać własną bezsilność wobec alkoholu. Powinien tak że być zaakcentowany moment zwrotny w życiu /otrzymane posłannictwo AA/. Przede wszystkim ważne jest ukazanie procesu trzeźwienia, czyli rozwoju duchowego w oparciu o program 12 Kroków AA.
• historia osobista ma być całkowicie anonimowa. Autor ma być nie identyfikowalny. W tym celu historię osobistą należy opatrzyć pseudonimem lub innym imieniem oraz w tekście pozmieniać nazwy miejscowości itd.
Komisja Literatury zastrzega sobie prawo doboru historii osobistych


DWANAŚCIE KONCEPCJI DLA SŁUŻB AA W POLSCE.
(KRÓTKA FORMA).

        W 2011 roku uczestnicy 40-tej Konferencji Służby Krajowej AA zaaprobowali krótką formę tekstu „Dwanaście Koncepcji dla służb AA w Polsce”. Ten tekst, to dotychczasowe „Dwanaście Koncepcji dla służb światowych AA”, w których – nie zmieniając ich istoty – jedynie dostosowano nazewnictwo poszczególnych służb AA do polskich realiów. Doprecyzowano także tłumaczenie pojedynczych wyrazów, np. w Koncepcji Pierwszej zapisano „najwyższe uprawnienia służb AA”, zamiast dotychczasowych „najwyższa władza służb AA”. Oba tłumaczenia słowa „authority” są językowo poprawne - ale o jakiej władzy służb można mówić w AA, kiedy wszystko w naszej Wspólnocie jest jedynie sugestią, itp.  Oczywiście tych wszystkich adaptacji dokonano za zezwoleniem  „AA World Services, Inc.”.
        Przede wszystkim zmieniono tytuł, gdyż dotychczasowe określenie, że Koncepcje są zasadami obowiązującymi służby światowe AA, było często rozumiane, że dotyczą one tylko tych służb za oceanem, tam w Nowym Jorku. Mimo, iż Bill wielokrotnie podkreślał, że pod pojęciem służb światowych AA należy rozumieć „służby AA na wszystkich poziomach naszych struktur”, panowało dotąd dość powszechne przekonanie, że Koncepcje nie dotyczą polskich służb AA. Więc wzorem Brytyjczyków nazwaliśmy je „Koncepcjami dla służb AA w Polsce”.
        W tym adaptowanym tekście, zamiast Konferencji Służb Ogólnych, zapisano Konferencję Służby Krajowej AA w Polsce, zamiast Rady  (Zarządu) Służb Ogólnych mamy Radę Powierników, zamiast spółek - Fundację BSK i Radę Fundacji, zamiast komitetów - komisje KSK, zamiast GSO mamy BSK, itd.
        W preambule tekstu „Dwanaście Koncepcji dla służb AA w Polsce” zapisano, iż „mają one zastosowanie w pełnieniu służby na wszystkich poziomach struktur AA w Polsce – w Służbie Krajowej AA, w regionach AA, w intergrupach AA oraz w grupach AA”.
        Oznacza to po prostu, że tam gdzie w Koncepcjach mowa o Konferencji, na poziomie regionu AA, należy przez to rozumieć uczestników konferencji regionalnej, a tam gdzie mowa o powiernikach należy rozumieć służby regionu.
        Na poziomie intergrupy AA, Konferencja to odpowiednik spotkania mandatariuszy grup AA, a zapis o powiernikach należy odnosić do służb intergrupy.            Na poziomie najważniejszym, czyli w grupie AA, synonimem  Konferencji są jej członkowie, a odpowiednikiem  powierników służby grupy.
        W preambule podkreślono także, iż „stosowanie zasad zawartych w Dwunastu Koncepcjach ma także znaczenie dla osobistego rozwoju indywidualnego członka AA”. Dla przykładu, takie zasady zawarte w Koncepcjach: by nawet w trudnych sprawach dążyć do jednomyślności, by z uwagą wysłuchiwać głosu mniejszości, by nie pozbawiać nikogo „prawa do uczestnictwa”, by zamiast emocjonalnych polemik spokojnie przedstawiać własny punkt widzenia na jakąś sprawę, by utrzymywać dobre relacje osobiste z innymi, by posiąść umiejętność szukania kompromisu - stosowane w życiu poza AA, mogą znakomicie ułatwić układanie dobrych relacji zarówno rodzinnych, jak i zawodowych.
        Należy mieć nadzieję, że Koncepcje AA w obecnej wersji, zostaną upowszechnione we Wspólnocie AA w Polsce, przyczyniając się do jeszcze lepszej służby Anonimowym Alkoholikom, co z kolei pozwoli na jeszcze skuteczniejsze niesienia posłania cierpiącemu  alkoholikowi.                                            
                                                       Rada Powierników Służby Krajowej AA w Polsce


DWANAŚCIE KONCEPCJI

DLA SŁUŻB AA W POLSCE.

(KRÓTKA FORMA).

    Niniejsza skrócona wersja „Dwunastu Koncepcji dla służb AA w Polsce” zastała zaakceptowana przez Konferencję Służby Krajowej AA w Polsce.
       Poniższe Koncepcje mają zastosowanie w pełnieniu służby na wszystkich poziomach struktur AA w Polsce – w Służbie Krajowej AA, w regionach AA, w intergrupach AA oraz w grupach AA.
         Stosowanie zasad zawartych w Dwunastu Koncepcjach ma także znaczenie dla osobistego rozwoju indywidualnego członka AA.

1.    Najwyższe uprawnienia dla służb AA w Polsce powinny zawsze mieć oparcie w sumieniu zbiorowym całej naszej Wspólnoty, wobec którego służby ponoszą ostateczną odpowiedzialność.

2.    Konferencja Służby Krajowej AA w Polsce jest niemal we wszystkich sprawach aktywnym głosem i skutecznie działającym sumieniem całej naszej społeczności.

3.    Aby zapewnić skuteczne przewodzenie, powinniśmy przyznać tradycyjne „Prawo do Decyzji” każdemu elementowi służby AA – Konferencji, Radzie Powierników, Radzie Fundacji, Biuru Służby Krajowej, komisjom KSK oraz ich personelowi  i osobom zarządzającym.

4.    Wszystkie poziomy służby AA powinny mieć przyznane tradycyjne „Prawo do Uczestnictwa”, pozwalające na głosowanie proporcjonalne do ponoszonej odpowiedzialności.

5.    Na wszystkich poziomach naszej struktury powinno obowiązywać tradycyjne „Prawo do Apelacji”, gwarantujące wysłuchanie głosu mniejszości i wnikliwe rozpatrzenie skarg.

6.    Konferencja Służby Krajowej AA w Polsce uznaje, że główna inicjatywa i odpowiedzialność za większość spraw związanych ze służbami AA  powinna należeć do  obdarzonych zaufaniem członków Konferencji, działających jako Rada Powierników Służby Krajowej AA w Polsce.

7.    Statut i regulaminy Fundacji BSK AA w Polsce są instrumentami prawnymi, upoważniającymi  Powierników do kierowania i prowadzenia spraw Wspólnoty AA. Karta Konferencji nie jest dokumentem prawnym; opiera się na tradycji, a jej  skuteczność zależy od dobrowolnych datków  członków AA i posiadanego budżetu.

8.    Powiernicy są planistami głównych działań Wspólnoty AA w Polsce. Zarządzają finansami AA i sprawują nadzór nad  Fundacją BSK AA, zachowując prawo wyboru jej Zarządu, otaczając opieką wszystkie poziomy służb AA w Polsce.

9.    Dla naszego przyszłego funkcjonowania i bezpieczeństwa nieodzowne jest dobre przywództwo w służbach. Przewodzenie służbom, pierwotnie sprawowane przez Założycieli, powinno być sprawowane przez Powierników.

10.    Z każdą służbą w jednakowym stopniu powinny wiązać się odpowiedzialność i uprawnienia, których zakres powinien być zawsze wyraźnie określony.

11.    Powiernikom powinno się zawsze zapewnić dobór optymalnych zespołów, komisji,  dyrektorów służb, członków zarządu, personelu i konsultantów. Przedmiotem najwyższej troski zawsze pozostaną: ich skład, kwalifikacje, procedury wyboru oraz uprawnienia i obowiązki pełniących służbę.

12.    We wszystkich swoich poczynaniach Konferencja Służby Krajowej AA w Polsce ma się kierować duchem tradycji AA, dbając o to, by sama nigdy nie stała się ośrodkiem niebezpiecznego bogactwa lub władzy. Podstawową zasadą finansową ma być zapewnienie wystarczających funduszy operacyjnych i rozsądnej rezerwy budżetowej. Żaden z członków Konferencji nie może mieć nieuzasadnionej władzy nad innymi. Wszystkie ważne decyzje powinny być podejmowane w drodze dyskusji i głosowania, i - jeśli to tylko możliwe - jednomyślnie. Działania Konferencji nigdy nie mogą powodować pociągnięcia jej członków do odpowiedzialności karnej lub wywołania publicznej polemiki. Konferencja nigdy nie będzie rządziła i - tak jak Wspólnota, której służy -  na zawsze pozostanie demokratyczna w duchu i działaniu.

    „Przedruku i adaptacji Dwunastu Koncepcji Anonimowych Alkoholików     dokonano za zezwoleniem  „AA World Services, Inc.”.

Do grup AA, intergrup AA, regionów AA.

    Uczestnicy 40. Konferencji Służby Krajowej AA w Polsce przyjęli nową Kartę Konferencji i nowy Regulamin Pracy SK. Główne zapisy w obu zmienionych „dokumentach” zmierzają do jeszcze mocniejszego, jeszcze bardziej efektywnego wsparcia grup AA, w ich niesieniu posłania cierpiącemu jeszcze alkoholikowi. Dla przykładu, jedno z zapisanych rozwiązań przewiduje możliwość zgłaszania przez poszczególne grupy AA, intergrupy i regiony AA pytań i problemów, którymi - zdaniem wnioskodawców - winna zająć się KSK.  Pytania te można przesyłać drogą pocztową lub mailową na adres Biura Służby Krajowej. Sugeruje się, aby oprócz samego pytania w zgłoszonych wnioskach znalazł się bardzo krótki, góra dwa trzy zdania, opis problemu, jeżeli oczywiście pozwoli to lepiej naświetlić jego tło.
    Spośród zgłoszonych pytań, delegaci pracujący w Komisji Organizacyjnej dokonają wyboru tych, które dotyczą najistotniejszych i najbardziej aktualnych problemów Wspólnoty AA, i które będą przedmiotem prac wszystkich komisji podczas każdej następnej Konferencji Służby Krajowej. Wybrane pytania i problemy zostaną opublikowane w sierpniowej „Skrytce 2/4/3”, po to by uczestnicy KSK mogli te problemy przedyskutować na spotkaniach grup, intergrup, regionów – jeszcze przed rozpoczęciem Konferencji. Aby uczestnicy najbliższej KSK byli w jeszcze większym stopniu „głosem sumienia zbiorowego całej naszej Wspólnoty”.
    Dlatego zwracamy się do służb regionów i intergrup AA, apelujemy do wszystkich grup AA, mówcie nam co jeszcze - Waszym zdaniem - powinniśmy zrobić, by ułatwić niesienie posłania, by to niesienie posłania uczynić jeszcze bardziej efektywnym, napiszcie jakie bariery zniechęcają Was do obecności w strukturach naszej Wspólnoty, jakie jeszcze działania - Waszym zdaniem - winna podejmować Służba Krajowa AA w Polsce, by grupa AA była rzeczywiście najważniejszym miejscem we Wspólnocie AA.

                                                Rada Powierników Służby Krajowej AA w Polsce.

Adres:

Biuro Służby Krajowej AA w Polsce
Ul. Chmielna 20, 00-020 Warszawa
e-mail: aa@aa.org.pl


Z forum internetowego.
........ aby zwycięztwo nad nimi ....

 1 .Na początku przyszło mi trzeźwieć
z alkoholem w domu rodzinnym . Pił tata i brat. Dziś po latach brat był już trzy razy w zakładzie karnym, za to, że bił rodziców i rozwalał meble. Eh, to  było trudne odmawiać im i powiedzieć "Już nie pije." Potem po kilku miesiącach abstynencji kolejne niezrozumienie w rodzinie „Dlaczego      chodzę na mityngi do ”ALKOHOLIKÓW” skoro nie piję.?” No właśnie, mityngi ratują mnie od zapicia i stabilizują moje emocje.

2. Zerwałam też kontakty z moimi pijącymi przyjaciółmi - czynnymi alkoholikami, narkomanami, karanymi. Tak mi powiedzieli w AA i tak zrobiłam. To było dla mnie takie uczucie żalu po stracie. Wkrótce nawiązałam nowe znajomości w AA, na studiach, w pracy. Z perspektywy czasu wiem, że znacznie więcej przyjaźni, ciepła i bliskości doświadczałam w nowych głębszych znajomościach. Starałam  się być przyjaciółką dla moich przyjaciół. Dotrzymuję słowa, pomagam, umiem prosić o pomoc, porozmawiać, a także zadzwonić do przyjaciela i spytać  „Jak sie czujesz? Może czegoś potrzebujesz?” Umiem też przeprosić, gdy popełnię błąd lub moje zachowanie kogoś obrazi.

3. Trzeźwe życie nabrało kolorów. Dziś bez znieczulaczy potrafię znieść  trudności - np. pogrzeb bliskich - dużo już moich bliskich odeszło. W tym miesiącu 3 pogrzeby. To smutne, lecz Bóg ich zaprosił. Przecież sama nie wiem, kiedy mnie zaprosi. W takich chwilach jednoczę sie z ich rodzina i przyjaciółmi. Staram sie być dla nich wsparciem. Pomocna, bo trzeźwa. I modlę się o zrozumienie tych wydarzeń.

4. Przeżyłam też leczenie poważnej choroby - HCV . W wieku 21 lat miałam 3/4 wątroby marskiej. I malutkiego synka w kołysce. Czułam złość i ból emocjonalny. A to była tylko konsekwencją mojego wcześniejszego picia i niewłaściwego trybu życia. Modliłam sie wtedy do Boga, i pytałam dlaczego? Płakałam przy śpiącym
synku. Leczyłam sie i dziś wątroba pracuje prawie idealnie. Do prawdziwego szczęścia potrzebuję jeszcze
umiejętnej pokory,
Wiktoria

TRDYCJA I
Nasze Wspólne Dobro Powinno Być Najważniejsze, Wyzdrowienie Każdego Z Nas Zależy Bowiem Od Jedności Anonimowych Alkoholików.

Mam na imię Grzegorz jestem alkoholikiem i narkomanem
     Biorąc udział w Warsztatach na temat 12 kroków AA, które odbyły się w Woźniakowie w 2010 r zrobiłem awanturę koledze z długim stażem abstynecji. W moim mniemaniu, nie miał on zielonego pojęcia o programie 12 kroków AA.
Wtedy już pracowałem ze sponsorem nad naszym progamem i starałem się wdrażać go w swoim życiu.
    Cała awantura trwała dwa dni i odbywała się na oczach nowicjuszy, którzy patrzyli na to wszystko i nie rozumieli co się dzieje.
    Minął jakiś czas i w 2011 r spotkaliśmy się ponownie na warsztatach. Ten sam kolega zadeklarował, że poprowadzi i przygotuje całe warsztaty. Nie dotrzymał obietnicy. Pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że zrobię mu taką samą awanturę, poniżę go przy wszystkich i przejmę prowadzenie warsztatów. Dzięki Bogu program uczy mnie najpierw myśleć a potem działać.
Nie rozpętałem awantury. Pomogłem w prowadzeniu warsztatów bez udowadniania, kto ma rację i kto lepiej zna program. Nawet razem zrobiliśmy rocznicę. Co w zeszłym roku było nie do pomyślenia.
    Tradycję pierwszą staram się przedkładać na grunt „prywatny”.
W moim domu często słyszałem od żony, że myślę tylko o sobie, że jak jest chora to nawet nie ma kto jej herbaty zrobić o innych rzeczach nie wspomnę.
Ze starszą córką też zabrakło kontaktu bo mało się interesowałem jej osobą.
    Zacząłem wprowadzać tę tradycję w domu czyli „traktuj innych tak jak chcesz być traktowany”:
- do żony kochanie, buzi, rozmowy, randki, herbatki,
- do córki zamiast telewizji wspólne odrabianie lekcji, basen.
Nagle „Nie wiem jak to się stało, ale działa: żona nie buczy, córcia uśmiechnięta - proste rzeczy. Jestem członkiem rodziny jak sam nazwa wskazuje nie Panem, bo przecież nie mam monopolu na mądrość i nie wiem co dla innych jest najlepsze (a szkoda hi,hi).
W pracy wygląda to bardzo podobnie, pracuję w grupie i nie wyobrażam sobie współpracy gdyby nie nasze wspólne dobro i pomaganie sobie nawzajem.
Tradycja Pierwsza to kolejne narzędzie na ukracanie mojego wynaturzonego egocentryzmu i ambicji, wyciągnięta na grunt „prywatny” daje mi poczucie przynależności i miłości w innych sferach mojego życia a nie tylko w AA, lub nie daj Boże, tylko na mitingach AA.
Pozdrawiam gorąco z Opola

Konferencja w Sielpi
Udział w K.S.K. był dla mnie ciekawym doświadczeniem, choć miałem obawy czy podołam przypadającym obowiązkom (przydałby sie poradnik służb). Z niecierpliwością zaglądałem do skrzynki na listy w oczekiwaniu na materiały dotyczące konferencji. Wreszcie je otrzymałem i miałem czas na zapoznanie sie z nimi. Wnioski i rekomendacje były jasno i precyzyjnie Napisane. Widać było ze poświęcono sporo czasu na komisjach między konferencjami, by wszystko było zapięte na ostatni guzik. Nadszedł oczekiwany dzień wyjazdu. O umówionej godzinie ruszyliśmy w drogę wszyscy ,,Petki''- pierwszy raz na konferencji więc czułem sie raźniej. Znamy sie ze służb w regionie. Bez większych przygód dotarliśmy na miejsce. Zakwaterowanie kolacja i spać bo jutro pierwszy dzień obrad. Przydzielony byłem do Komisji Literatury i w jej pracach brałem udział. Z wystąpień zaproszonych gości, przedstawicielki PARPY,  przedstawiciela Centralnego Zarządu Zakładów Karnych, oraz przedstawicielki AL- Anon dowiedziałem się jak współpracę z AA  odbierają inni. Jest dobrze,  ale by było lepiej, jeszcze wiele pracy przed nami. Cennym doświadczeniem było wystąpienie Delegatów Narodowych i ich relacja z E.M.S. Wygląda na to że jesteśmy wysoko cenieni w strukturach europejskich.  Swoje wystąpienie miał też delegat z polskojęzycznych Grup AA w Europie. Bardzo podobały mi sie wystąpienia gości z zagranicy. Wzruszyły mnie wystąpienia Delegatów z Ukrainy prezentujących pierwsze wydanie Wielkiej Księgi w ich ojczystym języku. Były też wystąpienia Delegatów z Łotwy, Słowacji i Białorusi. Delegatki z Bułgarii opowiadały, że w ich kraju też rozwija się AA. Mają już 16 grup w całym kraju. Ujęła mnie skromność Anglików wypowiadających sie w temacie Konferencji .Czas mijał szybko i to co dobre szybko sie kończy. Nadszedł dzień wyjazdu. Jeszcze tylko po obiedzie wspólne pożegnania , uściski dłoni i misiaki. Udział na konferencji sprawił że struktury stały mi sie bliższe i nie są to już dla mnie anonimowi ludzie dający sprawozdania ze Skrytki. Swymi doświadczeniami mam zamiar podzielić się na regionie, intergrupie, oraz na swojej grupie.
Do zobaczenia na szlaku - Robert  AA

- Zza krat

Cześć. Mam na imię Czesław i jestem alkoholikiem. Chciałem z Wami się podzielić tym, jakie wiodłem życie, życie burzliwe, nieuczciwe, pełne pychy i goryczy, gdzie alkohol odgrywał decydującą rolę. Zacznę od tego, że do 7 roku życia wychowywałem się w rodzinie, w której matka i ojciec nadużywali alkoholu. Bardzo często w trakcie tych pijatyk dochodziło do tego, że ojciec bił matkę. Bardzo się wtedy bałem i często płakałem, bo byłem bezradny, gdy ojciec katował matkę. Jednak zawsze po tych awanturach udawało im się w jakiś sposób pogodzić. Wtedy czułem się trochę bezpieczniej, choć wiedziałem, że jutro czy po jutrze powtórzy się to samo. Dla mnie najważniejsze było to, że dziś będzie spokój. Czasami mojemu ojcu udawało się nie pić kilka dni, wtedy nawet był z niego równy gość. Byłem wtedy szczęśliwy i uradowany ba znajdował czas dla mnie. Nie trwało to jednak długo, ale czas, kiedy ojciec i matka byli trzeźwi był najszczęśliwszym okresem, jaki z tamtego kawałka życia pamiętam. Dziś wiem, że oboje byli alkoholikami. W końcu matka nie wytrzymała tego wszystkiego, po czym poznała nowego mężczyznę, wzięła mnie i wyprowadziła się. Ojciec został sam, a ja miałem nowego „wujka”, bo tak go nazywałem, nowy dom i kilka miesięcy normalnego życia. Właśnie po tych kliku miesiącach matka wróciła do swojego nałogu, zaczęła nie wracać na noc do domu, a mężczyzna, którego poznała nie rozumiał, co się dzieje. Z tych pojedynczych nocy zaczęły się robić nieraz tygodnie. Często jej szukaliśmy, w efekcie, czego odnajdowaliśmy ją na melinie kompletnie pijaną. To była kompletna porażka, jaki ja czułem wtedy wstyd i złość zarazem, że moja matka nie potrafi żyć normalnie jak większość ludzi. Nie wiedziałem wtedy, że alkoholizm to choroba, w której człowiek traci kontrolę nad własnym życiem. Na skutek swojego picia matka straciła pracę i wtedy w domu prawie jej nie było, bywała na jakiś melinach. W tym okresie bardzo często jeździłem do swojej ciotki chrzestnej i opowiadałem, co się dzieje, że matka pije, nie wraca na noce do domu. Czułem, że ona mnie rozumie i chce w jakiś sposób mi pomóc. Wtedy miałem 9 lat i stało się, pierwszy raz zasmakowałem alkoholu. To był rok 1990. Pamiętam, że mojego kolegi ojciec jeździł do Niemiec i gdy przyjechał przywiózł wódką i piwa w puszcze. Gdy nie było jego rodziców zaprosił mnie do domu i dla zabawy odkręciliśmy butelkę wódki i wzięliśmy po łyku, z w końcu polaliśmy sobie po ¾ szklanki tej wódki i wypiliśmy. Do tego dorzuciliśmy po pół puszki piwa. Pamiętam, że kręciło mi się w głowie i poszedłem do domu, mieszkałem piętro wyżej. W domu nikogo nie było, bo matka była na melinie, a jej konkubent pracował. Nikt się mną nie interesował. Usłyszałem, że kolega mnie wołał, więc podszedłem do okna stanąłem na parapecie i wypadłem z okna na ogródek. Nic mi się nie stało, ale cały czas kręciło mi się w głowie. Wstałem i poszedłem do domu spać. Obudziłem się dopiero następnego dnia. Oczywiście matki nie było. Pojechałem do ciotki powiedziałem, że matki od kilku dni nie ma w domu. To był ostatni raz, kiedy byłem w tamtym domu. Moja ciocia powiedziała, że już nie wrócę do domu i będę mieszkał u niej. Byłem zadowolony ba nikt tam nie pił alkoholu, na i miałem też dwóch kuzynów i kuzynkę do towarzystwa. Przez dalsze 6 lat było wspaniale w między czasie matce zabrali prawa rodzicielskie, a ciotka została moim prawnym opiekunem, ja chodziłem do szkoły uczyłem się bardzo dobrze, nie miałem żadnych problemów z nauką. W 1996 roku zdałem egzaminy i przyjęli mnie do technikum spożywczego. W tym właśnie czasie nie wiem, z jakiego powodu moja ciotka zaczęła pić alkohol, na początku na przyjęciach, urodzinach czasem coraz częściej w weekendy. Wszystko zaczęło odbijać się na mnie i moim kuzynostwie. Obsesja picia mojej ciotki przenosiła się w picie codzienne, wraz z nią pił jej mąż. To był koszmar, znowu zaczęły się awantury. Przypomniało mi się dzieciństwo. W tym czasie mój ojciec nie pił od dwóch lat i założył rodzinę, miła wtedy troje dzieci i dał im to, czego ja nie miałem ciepło i miłość. Dowiedziałem się, że ojciec chodzi na mityngi AA. W domu, w którym mieszkałem był koszmar, znowu miałem lęki i obawę dnia jutrzejszego. W szkole mi szło nieźle. Zapisałem się też na treningi koszykówki, aby jak najmniej czasu spędzać w domu. Od tego momentu moje życie zaczęło się zmieniać. Zaczynałem chodzić na boisko i grywać w kosza, tam też poznałem nowych kolegów. W trakcie tych meczy pili oni alpagi i mi też proponowali, ale odmawiałem. W końcu po paru namowach uległem i się napiłem. Zauważyłem, że po wypiciu alkoholu zaczynam mieć dobry nastrój i jestem rozmowny. Te picia boiskowe były coraz częstsze, z mi to pasowało, bo nie interesowało mnie już tak bardzo to, co się dzieje w domu. Alkohol przytłumiał przykre uczucia, przez co robiłem się obojętny na wiele wydarzeń. Z czasem na boisko chodziłem tylko po to, aby się napić alkoholu, zacząłem zaniedbywać szkołę i treningi koszykówki. Popadałem w coraz większą obsesję picia, piłem już nawet w szkole na przerwach, przez co miałem coraz większe kłopoty. Zacząłem też opuszczać zajęcia szkolne. Z czasem zaczęło mi brakować pieniędzy na alkohol i wdałem się w towarzystwo złodziei, z którymi zacząłem dokonywać przestępstw: włamań, kradzieży i rozbojów. Większość pieniędzy zacząłem przeznaczać na alkohol i imprezy, dyskoteki. Kłopotów zaczęło się robić coraz więcej, z gdy było ich więcej, ja coraz więcej piłem. Gdy było mi źle i smutno piłem, gdy były chwile radości też piłem. Alkohol okazał się receptą na wszystkie zło i problemy. Nawet się nie spostrzegłem, kiedy w wieku 18 lat potrafiłem wypić ok. 8 nalewek tzw. wiśniówek, a do tego kilka piw, a to wszystko stało się w bardzo krótkim okresie 1 roku. W końcu ze szkoły musiałem zrezygnować, bo więcej mnie w niej nie było niż byłem, a jak byłem to pod wpływem alkoholu. Coraz bardziej zacząłem brnąć w świat przestępczy. I stało się, zostałem zatrzymany przez policję za dokonywanie rozboju, ale nie zostałem aresztowany. Następnie po krótkim okresie czasu znowu mnie zatrzymano za dokonanie włamania i za kradzież. Oczywiście przestępstw tych dopuściłem się będąc pod wpływem alkoholu. Miałem trzy sprawy w toku i liczyłem się z tym, że mogę pójść do więzienia. Fakt popełnienia przestępstw pod wpływem alkoholu i dalszych konsekwencji z tym związanych niczego mnie nie nauczył. Jak piłem alkohol tak dalej go nadużywałem tyle, że więcej niż zwykle. Moje picie stało się codziennością. Mając 19 lat dostałem wezwanie do wojska, no i zgłosiłem się. Tam piłem więcej niż normalnie poza koszarami. Gdy dostawałem przepustki to nie wracałem z nich, ponieważ w moim mieście piłem, i z tego powodu nie chciało mi się wracać. Praktycznie cały czas byłem w ciągu alkoholowym, pamiętam, że w lutym dostałem następną przepustkę to po przyjeździe, gdy wpadłem w ciąg piłem do maja ok. 3 miesięcy, aż do momentu zatrzymania przez żandarmerię wojskową. Zawieźli mnie do prokuratury i zamknęli do aresztu na 2 miesiące. Areszt mi przedłużyli o 1 miesiąc i w tym czasie trafiłem przed oblicze Sądu Wojskowego., Zostałem skazany na karę 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i uchylili areszt, kazali też jechać do jednostki. Po opuszczeniu aresztu, natychmiast poszedłem do sklepu monopolowego i kupiłem ¾ litra wódki i 2 piwa, chcąc w ten sposób wynagrodzić sobie tym, pobyt w więzieniu. Po wypiciu części tego alkoholu moje myślenie ulegało zmianie Bogdy byłem na stacji PKP, to zamiast spytać, o której odjeżdża pociąg do miejscowości gdzie jest jednostka, to pytałem, o której odjeżdża do rodzinnej miejscowości i tam też się udałem. Znowu zaczęły się kłopoty, bo był kolejny niepowrót i kolejna sprawa wojskowa. W sumie uzbierałem ok. 2 lat pozbawienia wolności. Gdy jeden z nich odsiadywałem drugi zdążył zaprosić wierzyłem w swoją inteligencję, że dzięki temu szybko uda mi się wyjść na wolność. Przeczytałem kilka książek prawniczych i dzięki temu udało mi się odroczyć sprawę i przedłużać ją tak długo aż zdążę wyjść. Gdy wyszedłem to oczywiście musiałem się napić i tak wpadłem w kolejny ciąg, o sprawach wojskowych i tych wcześniejszych zapomniałem. 3 kolejne sprawy, na których w ogóle nie byłem zakończyły się i o dziwo z każdej dostałem wyrok w zawieszeniu. Wisiały nade mną już tylko wyroki wojskowe, ale umiejętnie się ślizgałem, aby je odbyć. Zamiast być wdzięcznym Bogu za łaskę, to w tym pijackim amoku nie potrafiłem tego uszanować. Zresztą ja nawet nie szanowałem już nikogo ani siebie, ani innych. Mając lat 21 znałem prawie każdą melinę dookoła mnie, łamanie prawa było codziennością. Zaczęło się, że Gdynie było pieniędzy piłem spirytus salicylowy. Utrzymywałem się głównie z kradzieży, włamań, rozbojów i wymuszeń. Dzięki mojej przestępczej działalności miałem pieniądze na alkohol. Nie trwało to wszystko długo, bo policja coraz bardziej interesowała się mną. Gdy piłem traciłem czujność, a cały czas wydawało mi się, że dzięki wrodzonej inteligencji, nigdy mnie nie złapią. Jakie to było zgubne, znowu mnie zamknęli za te wyroki wojskowe, a do tego dochodziły kolejne zarzuty. Moja sytuacja prawna była bardzo kiepska, 3 wyroki w zawieszeniu, 4 nowe sprawy w toku i obecny wyrok do odbycia. Wiedziałem, że tego wszystkiego dorobiłem się dzięki spożywaniu alkoholu, bo tak naprawdę po trzeźwemu nie popełniłbym żadnego przestępstwa. Zresztą za każdym razem, gdy siedziałem przysięgałem sobie, że nie będę pił alkoholu, bo cały czas siedzę. Niestety alkohol okazał się silniejszy ode mnie. Podczas tej odsiadki znowu zacząłem kombinować, przedłużać sprawy, aby się wyłgać wymiarowi sprawiedliwości i oczywiście składałem przysięgo abstynenckie. Po raz kolejny mi się udało, z tym, że wychodząc miałem 5 lat wyroku do odsiadki w apelacji. Uwierzyłem, że siła mojego umysłu jest większa od siły wyższej. Oczywiście wychodząc zapomniałem całkowicie o przysięgach, jakie składałem, o tym, że nie będę pił. Gdy siedziałem w więzieniu pomagał mi ojciec, a gdy wyszedłem i zacząłem pić znowu się mną zainteresował. Powiedział mi, że mam ogromny problem z piciem, ja zaprzeczyłem, że nie, że mogę nie pić, kiedy tylko chcę. Poprosił żebym poszedł z nim na mityng AA, zrobiłem to żeby się ode mnie odczepił. Będąc na tym mityngu nie rozumiałem, po co Ci ludzie w ogóle mi opowiadają takie rzeczy, co pili i co robili, a na pytanie „czy chcesz przestać pić?” odpowiedziałem – tak. Dostałem brawa, choć zrobiłem to wbrew sobie nie chciałem przestać pić. Byłem później jeszcze na paru mityngach, ale dla spokoju, aby ojciec nie truł. Dzień przed mityngiem nie piłem, aby w miarę wyglądać, ale zaraz po robiłem to, co umiałem najlepiej – piłem i kradłem, aby mieć na alkohol. Chyba 3 razy policja mnie złapała na gorącym uczynku, były to kradzieże, więc mi odpuszczano i dawano dozór policji. Pamiętam, że po kilkunastu dniach picia poszedłem podpisać dozór p, a ten policjant mi mówił, że jestem pijany, odpowiedziałem, że wczoraj były urodziny kolegi i może jeszcze czuć. Kazał mi dmuchnąć w alkomat a tam okazało się, że mam 4, 57 promila alkoholu, to była 10.00 rano. Tego dozoru nie udało mi się podpisać. Wychodząc z komendy urodziła mi się myśl w głowie, że muszę coś ukraść, akurat pod komendą stał mercedes……………  z niego listwy i lustra, więc sobie wziąłem. Byłem tak pijany, że nie interesowało mnie to, że ten samochód stoi przed komendą, liczyło się tylko żeby zdobyć pieniądze na alkohol. Niestety nie udało mi się, w ciągu kilku sekund zostałem zatrzymany przez policję gdzie przedstawiono mi zarzuty. Gdy mnie puszczał alkohol na dołku to myślałem, że umieram, bóle głowy, lęki Kołatanie serca, wymioty, drżenie rąk, a w nocy koszmary senne, poty, płytki sen. Myślałem, że się rozlecę. Pamiętam, że jak na komendzie dali mi do podpisania protokoły to nie mogłem podpisać, bo tak mi ręce dygotały. To był mój ostatni pobyt na wolności. Wiedziałem, że tym razem nie uda mi się szybko wyjść, zaczęły spływać wyroki i kończyć się sprawy. Na skutek mojego picia dorobiłem się 15 lat i 9 miesięcy wyroku, a dzięki łasce sądu po wydaniu wyroku łącznego 9 lat i 10 miesięcy. Przez pierwsze 5 lat mojego siedzenia nie robiłem ze sobą nic, totalna bezczynność, nie użalałem się nad sobą, bo wiedziałem, dlaczego tak się stało. Zawsze próbowałem się usprawiedliwiać, bo dopadały mnie wyrzuty sumienia, choć nie zawsze było to w zgodzie z mym samym. Wiedziałem, że muszę coś ze sobą zrobić, bo nawet w więzieniu pomimo tego, że nie piję cały czas coś mnie dręczy. Nie wiedziałem nic o trzeźwieniu. Cały czas żyłem tylko w abstynencji, że wszystkim dokoła walczyłem. Byłem agresywny i nerwowy. W międzyczasie w 2006 roku miałem jechać na terapie alkoholową, ale nie doszło to do skutku gdyż Sąd nie wyraził zgody, bo miąłem sprawy w toku. Terapie mi zdjęli, a później zapomnieli, a ja się o nią nie upominałem bp myślałem, że jestem alkoholikiem i, że muszę się z tym pogodzić. W połowie 2008 roku chyba dzięki Sile Wyższej wróciła mi poczytalność, bo zacząłem myśleć o sobie i o tym żeby coś ze sobą zrobić. Napisałem prośbę o przyjęcie mnie do szkoły na Mokotowie. W 2009 roku zostałem przyjęty i zawieźli mnie do niej. Bardzo mi zależało żeby skończyć tą szkołę, w międzyczasie wezwał mnie wychowawca i powiedział, że wypadałoby pójść na tą terapię, bo teraz jest…. Zgodziłem się, ale po ukończeniu szkoły, choć przyznam, że nie za bardzo mi to odpowiadało. Muszę przyznać, że odkąd przyjechałem do szkoły żyłem w więzieniu w miarę uczciwie i było mi z tym dobrze. Nie miałem wyrzutów sumienia, lęków i żadnej obawy. Czułem się dobrze. Skończyłem szkołę na przyszedł czas terapii. Nie ukrywam, że nie chciałem na nią iść, choć miałem duży problem z alkoholem, no i byłem i jestem alkoholikiem. Przekonała mnie do tego pani Magda i Marzena z oddziału szkolnego i jestem im za to wdzięczny i dziękuję im. Dziś jestem na oddziale terapeutycznym ‘Atlantis” i bardzo się cieszę z tego. Dopiero tutaj uświadomiłem sobie dokładnie, kim jestem, ale także, kim byłem, jakie poniosłem straty i konsekwencje związane z piciem alkoholu. Zobaczyłem też, jaki byłem samolubny, agresywny i pyszny, ale też ilu ludzi skrzywdziłem. Mam wspaniałą terapeutkę panią Agnieszkę, która mnie prowadzi, jest bardzo wyrozumiała i cierpliwa. Uczę się też pokory, której nigdy w sobie nie miałem. Do terapii podchodzę z sercem i się przykładam, chodzę też na mityngi grupy „Mokotów”. Dopiero teraz zrozumiałem, co ludzie na mityngach przerabiają, przekazują wiedzę i doświadczenie jak zdrowieć i jak żyć godnie. Wielu rzeczy jeszcze nie rozumiem, ale wierzę, że Bóg jakkolwiek go pojmuję wskaże mi drogę. Uwierzyłem też w ludzi „trzeźwiejących alkoholików’, że można żyć uczciwie, tylko trzeba tego chcieć. Wiele jeszcze przede mną pracy i wysiłku, który muszę włożyć w to, aby trzeźwieć. Wierzę tym razem, że mi się uda. Dzisiaj dla mnie najważniejszą wartością jest trzeźwość”. Dziękuję p. Agnieszce za pracę i wysiłek, jaki wkłada w moje zdrowienie- jestem jej za to wdzięczny. Wiem też, że to Wspólnota AA jest mi potrzebna abym czynił postępy i że trzeźwiejący alkoholicy mają to, czego ja nie mam – doświadczenia, a bez ich pomocy mogę znowu zabłądzić. Tym chciałem się z Wami podzielić. Pragnę też podziękować wszystkim ludziom, którzy przychodzą na mityngi grupy „Recydywa” Mokotów i tym z zewnątrz i tym przebywającym w ZK, dziękuję Wam za wsparcie, nadzieję i doświadczenie. Życzę Wam wszystkim wytrwania w trzeźwości i wiary oraz pogody ducha. Dzięki, że jesteście.
Alkoholik Czesław.