MITYNG 04/178/2012

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO



Przedruk z relacji 14 Europejskiego Mityngu Służb AA.

Wystąpienie inauguracyjne

Służba: nasza przyszłość i odpowiedzialność

Julio E., Dział Międzynarodowy, GSO Nowy York
Dobry wieczór. Mam na imię Julio i jestem alkoholikiem. Jestem zaszczycony i wdzięczny za przywilej zwrócenia się do was dzisiaj wieczorem na początku 14 Europejskiego Mityngu Służb, którego tematem jest "Służba: nasza przyszłość i odpowiedzialność".
Droga, która przywiodła mnie tutaj dzisiaj od beznadziejnego pijusa do wdzięcznego członka personelu GSO USA/Kanady. Nie byłaby możliwa bez służby. Służba w mojej trzeźwości jest drogą, którą nie zawsze podejmowałem ochoczo. nie była to także droga, którą sam stworzyłem. Było wielu, którzy wskazywali mi drogę, którzy z mozołem torowali ją. Im i tym, którzy kroczyli przed nimi, jestem całkowicie wdzięczny.
We wstępie do "Podręcznika Trzeciego Legatu", później nazwanego Podręcznikiem Służb AA, nasz współ¬założyciel Bill W. napisał:
Nasz Dwunasty Krok - niesienie posłania  jest podstawową służbą, jaką oferuje Wspólnota AA; jest to nasz główny cel i główny powód naszego istnienia. Dlatego AA jest czymś więcej niż zbiorem zasad, jest Wspólnotą alkoholików w działaniu. Musimy nieść posłanie, w przeciwnym razie zginiemy sami, a ci którzy nie poznali prawdy mogą umrzeć. Dlatego służbą AA jest wszystko, co pomaga nam dotrzeć do kogoś cierpiącego - poczynając od samego działania w ramach Dwunastego Kroku, od telefonu za dziesięć centów i filiżanki kawy, do Biura Służby Krajowej AA. Całkowita suma tych wszystkich służb to nasz Trzeci Legat.
    Co zwraca moją szczególną uwagę, to słowa „Wspólnotą alkoholików w działaniu”. Ma to dla mnie podstawowe znaczenie. Moja trzeźwość, w tej chwili, będzie odzwierciedlała i będzie wynikała z tego, jak byłem aktywny w moim życiu w AA. W podobny sposób AA jako Wspólnota, będzie odbiciem tego jak aktywni są jej członkowie, jako Wspólnota musimy nadal nieść posłanie nadziei. Samozadowolenie dla alkoholika może oznaczać śmierć. Dla AA jako całości, oznaczałoby to w zasadzie to samo. Nasze pismo The Grapevine, swój ostatni numer poświęca samozadowoleniu i na okładce jest obrazek mężczyzny spokojnie czytającego na swoim krześle, tyle że to krzesło stoi na środku torów kolejowych. Moim zdaniem, to znakomity obraz.
    Inna część cytatu z Billa W., która mnie urzeka, to „służbą AA jest wszystko, co pomaga nam dotrzeć do kogoś cierpiącego”. W swoim "egocentryzmie" zawsze czułem. że nie mam nic, czym mógłbym się podzielić lub dać. Miałem szczęście znaleźć życzliwego sponsora, który zauważył, że może jest ktoś, kto nie może zachować trzeźwości, bo nie wie, jak to zrobiłem, że nie piłem tego dnia. Moja droga do dzbanka z kawą również była dobrym nauczycielem. Dzięki tej prostej służbie, której na początku mocno się sprzeciwiałem poczułem, że jestem częścią grupy. Inne możliwości służby poszerzyły moje horyzonty i sprawiły, że poczułem się częścią jeszcze większej Wspólnoty. Nadal muszę koncentrować się na tym, co mogę zrobić i szukać sposobów, jak być przydatnym i maksymalnie służyć moim przyjaciołom bez koncentrowania się na swoich ograniczeniach i nie czyniąc z nich wymówki, że z tego powodu nie uczestniczę w służbach. Są rzeczy, które przychodzą łatwo, inne zadania, które mogą stanowić większe wyzwanie, ale wszystko sprowadza się do tego, aby to, co robię robić najlepiej jak z miłością zauważyłby mój sponsor "to nie chodzi o ciebie". Przez kilka pierwszych lat nie potrafiłem wyjaśnić, dlaczego służba sprawdza się w moim przypadku, ale czułem że "AA sprawdza się dla tych, którzy działają dla AA, jak później usłyszałem z czyichś ust.
    Tak więc, co z naszą przyszłością i odpowiedzialnością? Cóż myślę, że dla większości z nas jest jasne, że bez pracy służb przyszłość byłaby wątpliwa. Jasne jest także to, że jest to nasza odpowiedzialność. Wiem, że teraz robię za kaznodzieję dla ludzi. którzy są zaufanymi sługami, ale kiedy myślimy o naszej przyszłości wierzę, że musimy stawiać wyzwania samym sobie bez przerwy sprawdzając naszą wizję przyszłości i to, jak postrzegamy swoją odpowiedzialność.
Czy aż tak bardzo przyzwyczailiśmy się do naszych dróg, że nie poszukujemy nowych. Dzięki którym dotrzemy do alkoholika obojętnie gdzie on się znajduje?     Kiedy patrzymy w przyszłość powinniśmy być elastyczni jednocześnie nie stając się tak wyluzowani, że nasze metody i nasze posłanie mogą zostać rozwodnione. Powinniśmy zachowywać stabilność nie stając się tak sztywnymi, że nie możemy się zgiąć, aby sprostać zmieniającym się potrzebom alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi. Powinniśmy nadal badać nowe drogi współpracy z profesjonalistami działającymi na polu alkoholizmu nie tracąc naszej tożsamości i celu. Powinniśmy znaleźć inne drogi, aby informować ludzi o AA o tym co robimy i gdzie jesteśmy. Musimy rozważyć nowe pomysły, nowe poglądy tak samo jak zrobili to pierwsi członkowie.
    AA jest częścią tego bez przerwy zmieniającego się świata i tak jak zmienia się świat i sposób w jaki się w nim komunikujemy. AA także powinno wypatrywać znaków na horyzoncie. Są miliony cierpiących alkoholików, którzy jeszcze muszą znaleźć rozwiązanie. Musi być nowa droga, aby do nich dotrzeć. Muszą znaleźć się nowe odpowiedzi na niektóre stare pytania. Przyszłość AA jest w waszych rękach i moich rękach i wszystkich członków AA na całym świecie. Recepta, która działała w przeszłości to "znajdź potrzebę i zrealizuj ją". Ten cel i wizja mogą przenieść nas w przyszłość.
    Dla tych wszystkich, którzy już pełnią służbę wizja powinna zawierać znajdowanie dróg, aby zaangażować w działanie członków AA. Czyż nie byłoby wspaniałe, gdyby wszyscy członkowie AA mieli możliwość ujrzenia pełnego obrazu służby? Ci którzy wybierają ścieżkę służby będą wzbogacać swoją trzeźwość dziesięcio¬krotnie dzięki witalności całego programu a ci którzy nie wybierają jej będą lepiej poinformowani.
    Służbą w AA może być wiele rzeczy. Od waszych obowiązków jako delegaci na tym mityngu. do czyszczenia czajnika do kawy w grupie macierzystej, ale wszystko to odgrywa rolę w umożliwieniu tego, aby cierpiący alkoholik wszedł dzisiaj do sali i znalazł to, co ja znalazłem kilka lat temu: posłanie nadziei i cudowne nowe trzeźwe życie. Służba jest tym, co umożliwi alkoholikom znalezienie AA w przyszłych latach.
    W tym aowskim sposobie życia mamy trzy wspaniałe i trwałe Legaty: Zdrowienie Jedność i Służbę. Są to jednakowo ważne boki trójkąta, ale w służbie moim zdaniem zbiegają się wszystkie. Dla mnie służba to wdzięczność w działaniu.
Dziękuję.



TRADYCJA IV

KAŻDA GRUPA POWINNA BYĆ NIEZALEŻNA WE WSZYSTKICH SPRAWACH, Z WYJĄTKIEM TYCH, KTÓRE DOTYCZĄ INNYCH GRUP LUB AA JAKO CAŁOŚCI

Mam na imię Grzegorz, jestem alkoholikiem i narkomanem.
         Przez ponad siedem lat abstynencji uważałem, że Tradycja IV pozwala grupie na wszystko, albo prawie wszystko co sumienie grupy sobie zażyczy - czy aby na pewno? Gdzie jest ta cienka linia, od której grupa powinna podporządkować się wspólnemu celowi?)
         Czy pamiętam jaki jest główny cel Wspólnoty AA?
Okazało się, że jest on ściśle powiązana między innymi z Tradycjami I, II, III,V,VII itd
Jeżeli grupa nie działa dla wspólnego dobra, jej liderzy są grupą trzymającą władzę, nowicjusze mają się podporządkować, pieniądze z kapelusza są przeżerane lub co gorsza przeznaczana na opłatki lub inne zbędne rzeczy, to zapewne taka grupa działa na szkodę Wspólnoty.
Przypomina pijącego alkoholika, który robi co mu się żywnie podoba nie patrząc na innych. Ktoś powie, że każda grupa może robić co chce jeżeli, tak postanowiło sumienie grupy i pewnie ma rację, tylko jak się to się ma do innych Tradycji. Przypomina mi to mnie samego, kiedy piłem, robiłem co chciałem, kiedy byłem w abstynencji robiłem, co chciałem, a kiedy zacząłem wdrażać w życie Program i Tradycje, to poczułem wolność, nie samowolę i dobre samopoczucie.
    Każdy musi przestrzegać jakiś zasad moralnych i norm społecznych, ja i moja grupa również.
Tradycja IV jest kolejna tradycją która strzeże Wspólnotę przed takimi typkami jakim ja byłem: samolubny, samowolny, kochający tylko siebie, z dłuższym stażem abstynencji, który był niejednokrotnie argumentem na wymuszenie swojego chorego „ja” na grupie. Mało mnie interesował główny cel grupy, jakim jest niesienie posłania alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi, bardziej byłem zainteresowany ciastkami na grupie, zrobieniem wigilii za pieniądze Wspólnoty itd.- takie sobiepaństwo
    A na „zewnątrz”, czy sąsiedzi pozwolą, abym puszczał głośno muzykę po 22.00? – pewnie że nie!
    Jeździłem bardzo długi czas samochodem nie przestrzegając przepisów ruchu drogowego z ograniczeniami prędkości włącznie, tak jak ja sam bym był uczestnikiem ruchu, a inni kierowcy będą tolerować moje zachowanie na drodze. Okazało się że nie, nie tolerują i po czasie zdałem sobie sprawę, że działałem na szkodę wszystkich uczestników ruchu drogowego.
    W moim domu również nie mieszkam sam, mieszkam z żoną i dziećmi.
Każdy jest niezależny pod wieloma względami, ale wszyscy żyjemy pod jednym dachem i każdy oprócz swojej niezależności patrzy jak wpłynie to na naszą wspólną całość.
Pozdrawiam z Opola



Gdyby nie nasze siostry?

 Kiedy przychodzi nowicjusz na swój pierwszy mityng, prawie za każdym razem znajdzie się „witający”, który opowie historię o tym: jak to Bill W. zaczął rozmawiać z dr. Bobem S. - jak nie pić, i od tego momentu datuje się pierwszy mityng AA.
 Do tej pory nie zwracałem na to uwagi. Tę historię znam w krótkiej i w dłuższej wersji też. Umknęło mi jednak coś dość ważnego, co do tej pory wiedziałem, może bardziej podświadomie, a może wypierałem z powodu swoich uprzedzeń.
Porządkując szafkę z moją literaturą wyciągnęła mi się dawno kupiona ulotka, jeszcze wydana przed 1995 rokiem, a więc nie do końca koszerna. (obecnie jest częścią książki pt. "Doktor Bob i dobrzy weterani") Lubię ją oglądać bo jest taka prosta, mało wygładzony tekst, ma plamy i jest pokreślona ołówkiem. Tytuł: „Ostatnie wystąpienie Billa i Boba”.
    Otworzyła mi się na tej właśnie historii - jak doszło do pierwszego mityngu pomiędzy dwoma alkoholikami. Billem Willsonem a doktorem Robertem Holbrookiem Smithem, zwanym żartobliwie Bobem i czytam: Opowiada dr. Bob. (Bill) …Zdawał sobie sprawę, że mógłby uniknąć kłopotów i swojego obsesyjnego stanu, gdyby spotkał drugiego alkoholika, także chcącego nie pić, aby móc z nim porozmawiać. W hallu hotelu Mayflower zobaczył na tablicy telefon do proboszcza Waltera Tunksa – naszego przyjaciela, zadzwonił do niego i poprosił go, o kontakt z jakimś członkiem Grupy Oxfordzkiej.     Proboszcz dał mu zatem listę dziewięciu, czy też dziesięciu członków tego stowarzyszenia.
    Bill zaczął do nich dzwonić, ale bez sukcesu. Jednych nie było bo wyjechali, inni byli akurat na towarzyskim przyjęciu, albo w złym humorze …czy coś w tym rodzaju. Bill zbliżał się do końca podyktowanej mu listy, gdy jego wzrok padł na nazwisko pani Seiberling-naszej drogiej przyjaciółki Henrietty. Bill zadzwonił do niej i opisał swój stan. „Niech pan natychmiast do mnie przyjedzie” – odpowiedziała. „Zjemy razem obiad”. Podczas obiadu Bill opowiedział jej wyczerpująco swoją historię, zaś Przy końcu Henrietta stwierdziła: „Mam dla pana kogoś odpowiedniego”. Zadzwoniła do mojej żony Anny, (opowiada Bob)mówiąc iż poznała kogoś, kto mógłby mi pomóc i że powinniśmy się natychmiast spotkać. „Może nie dzisiaj, odpowiedziała moja żona”. Henrietta jednak nie ustępowała. „Niech się spotkają dzisiaj. Wiem że to pomoże Bobowi”. Anna starała się jednak odłożyć to spotkanie, ale Henrietta była nieugięta. Anna zwierzyła się jej w końcu, że opuściły ją już wszystkie siły i jest w bardzo kiepskim stanie, związanym z moim alkoholizmem. Ostatecznie wizyta została ustalona na następny niedzielny dzień, zresztą DZIEŃ MATKI.
    Złożyłem żonie obietnicę, że z nią pójdę, ale tak naprawdę to serdecznie żałowałem, że idę. Nie miałem ochoty rozmawiać z jakimś głupcem czy niewiadomo z kim. „Obiecałem ci, że pójdę, ale skończymy to, jak najszybciej można” – powiedziałem Annie. Rzeczywistość okazała się inna. Spotkaliśmy się o siedemnastej a skończyliśmy kwadrans po dwudziestej trzeciej. Ja po przeczytaniu opisu tej historycznej chwili doznałem olśnienia! Czyżby AA nie powstało w ogóle, gdyby nie dwie uparte al - anonki?
Nie żartuję, czytałem, że w USA zbadano, że najwięcej alkoholików trafiło do AA z „polecenia” swoich najbliższych. Nie tylko żon. Również przyjaciół. W innych publikacjach z kolei doczytałem się, że: „żadna, nawet najlepsza publikacja, książka czy agitacja nie nakłoni skuteczniej do AA niż przyjaciele AA”.
Czemu więc nie słyszałem dotąd o mityngu informacyjnym z okazji np.: 5 rocznicy grupy? Może oprócz tortu zaprosić kościelnego, sprzątaczki kościoła, może dozorczynię z mojego bloku, może sprzedawcę ze spożywczego, który nieźle na mnie zarobił przez lata picia – powinien być trochę wdzięczny i przyjść! Może grupy AA zbyt się zamknęły w sobie? A może tylko ja? Fakt, na „wyjazdach” to się spotyka miejscowych urzędników na rocznicach. Ale tu w mieście? Czasem tylko ksiądz jedynie wpadnie pokropić i to rzadko. No! Na Ostrobramskiej to ksiądz, nawet fajny kawał opowiedział. O Gaździe i turyście.
    Kilka grup głosowało też, czy otworzyć mityng AA, żeby mogły przyjść osoby spoza AA na rocznicę, czy nie. Nie zawsze otwierano. Może zmienił się nasz główny cel? Wracając do mojej starej broszury, chciałbym jeszcze kilka zdań przepisać, bo wydają mi się ważne w związku z tematem naszej Konferencji Regionalnej. Opowiada, nadal dr. Bob o swoim pierwszym spotkaniu z Billem W.: Bill swoje myślenie nastawił na kierunek służby. Ja – nie.
    Nie mogłem zrozumieć, co się ze mną dzieje. Robiłem przecież wszystko to, co mi inni przyjaciele radzili. Sądziłem ponadto, że czyniłem to szczerze. Nadal wszakże nadmiernie piłem. Jednak pamiętnego, niedzielnego spotkania, Bill powiedział mi coś, czego mi oni nie powiedzieli:
”SPRÓBUJ POMÓC KOMUŚ INNEMU”
pozdrawiam - lechu02



Warsztaty powierników.
Koncepcja pierwsza.

Najwyższe uprawnienia dla służb AA w Polsce powinny zawsze mieć oparcie w zbiorowym sumieniu całej naszej wspólnoty, wobec którego służby ponoszą ostateczną odpowiedzialność.
Pytania:
1.    Co rozumiem pod pojęciem „zbiorowe sumienie Wspólnoty AA jako całości?” a sumienie zbiorowe regionu, intergrupy, grupy AA?
2.    Czy potrafię tą wiedzę przekazać innym a jeżeli byłaby taka potrzeba czy potrafię przekonać innych (grupę, intergrupę, region) i istocie i ważności „słuchania” tego zbiorowego sumienia w życiu Wspólnoty AA?
3.    Jak rozumiem, że najwyższe uprawnienia (władza) służb AA powinny mieć zawsze oparcie w sumieniu zbiorowym wspólnoty?
4.    Jak rozumiem, że służby AA ponoszą ostateczną odpowiedzialność wobec tego sumienia zbiorowego?
5.    Czy „wspólne sumienie” działa w mojej grupie (intergrupie, regionie, Służbie Krajowej? Podaj przykłady.
6.    Czy odbywamy spotkania sumienia grupy, intergrupy, regionu (np. inwentury czy mitingi robocze) i zachęcamy wszystkich AA do uczestnictwa w nich?
7.    Czy przekazujemy poglądy tego sumienia zbiorowego na spotkaniach intergrupy, regionu, Służby Krajowej? W jaki sposób?
8.    Czy moja grupa, intergrupa, region stosuje się do sugestii płynących ze struktur AA (z intergrupy, z regionu, od Służby Krajowej)?

Warsztat prowadził Witek, powiernik z Regionu Łódź.
    Zbiorowe sumienie Wspólnoty AA (regionu, intergrupy, grupy AA) jest wypracowywane. By „usłyszeć” głos sumienia zbiorowego w jakiejkolwiek kwestii należy dzielić się z innymi pełną informacją oraz osobistymi sposobami widzenia omawianych spraw. Postępowanie zmierzające do osiągnięcia wspólnego poglądu na jakąś sprawę wymaga otwartości wypowiedzi i wysłuchania głosu mniejszości. A przede wszystkim przestrzegania Tradycji AA. Inaczej mówiąc, „sumienie zbiorowe” oznacza, że wszelkie istotne informacje w konkretnej sprawie zostały rozważone, wszystkie punkty widzenia przedyskutowane, zanim podjęto decyzję. Nie koniecznie musi być wypracowane, niekiedy potrzeba czasu na wykształcenie się uzgodnionego poglądu. Działania Wspólnoty AA (regionu, intergrupy, grupy AA) w kwestiach drażliwych postępują wolno- zniechęcająco do formalnych ruchów (np. głosowań), zanim nie pojawi się klarowny sens działania, który uzyskał poparcie znaczącej większości. Głos „sumienia zbiorowego” powinien być przekazany do wiadomości członkom Wspólnoty, i wracać. Podejmowane decyzje są kompromisem, nie są one ostateczne. Głos zbiorowego sumienia, w miarę nabywanych doświadczeń, będzie w ocenie niektórych spraw zmieniał się. Są sprawy w rozwiązaniu których nie ma jednej „prawdy”. Głos sumienia zbiorowego znajduje także swoje odzwierciedlenie w strukturach AA i w uprawnieniach przyznanym służbom AA na poszczególnych poziomach struktur naszej Wspólnoty. Członkowie Wspólnoty powinni wiedzieć, z czego wynikają i w czym mają oparcie uprawnienia dla naszych służb. Na to pytanie odpowiada Koncepcja Pierwsza. Uprawnienia są przekazywane (grupa AA, intergrupa, region, Służba Krajowa, świat). I przed tym sumieniem zbiorowym służby AA ponoszą całkowitą odpowiedzialność. Sumienie zbiorowe powinno być jedyną i ostateczną wyrocznią we wszystkich sprawach AA.



Znaczenie Tradycji AA w życiu domowym.

 Podstawą do tego artykułu stały się zapiski sporządzone w czasie warsztatów odbytych w PIKu na Berezyńskiej 17 w sobotę 4 09 2004 roku. Było nas niewielu uczestników. Czyżby temat był zbyteczny? - mam wątpliwości. Przecież na mityngach ciągle słyszę o kłopotach rodzinnych, nieporozumieniach w domu. A może fakt wypowiedzi na mityngu jest na tyle skuteczny, że już nie trzeba nic zmieniać w stosunkach domowych? - O tym niech myślą Ci, co nie przyszli. My, po krótkim wprowadzeniu w tematykę tradycji usłyszeliśmy przestrogę aby nie lekceważyć anonimowości. Jeden z kolegów powiedział, że choć od chwili zaprzestania picia stosunki w domu się wyraźnie poprawiły to zdarzały się nieprzyjemne kontakty z ludźmi spoza AA nie potrafiących sobie wyobrazić zmian w postawie. W domu atmosfera jest nie do opisania. Wraz z żoną i dziećmi tworzą pewną całość, w takiej rodzinie chce się przebywać i dla niej trudzić. Następny kolega na prośbę syna ma gdzieś jechać. Ważne by sobie pomagać, jego sytuacja rodzinna jest trudna. Nie wie jak będzie dalej z żoną, nie ma oczekiwań lecz dla dzieci musi być stale gotowy. Dzisiaj jak nigdy zdaje sobie sprawę, że w nieporozumieniach rodzinnych nie ma wygranych, są jedynie przegrani, pokaleczeni, szczególnie dzieci, choć i on źle się czuje. Ciekawą propozycję przedstawił kolejny uczestnik. W tradycjach zamienił słowo - wspólne dobro - na rodzina itd.. itp... W ten sposób powstał dla mówiącego nowy, ciekawy program postępowania. Następny kolega, znany z nerwowego charakteru, taki raptus i choleryk zmienił się na tyle, że ktoś w rodzinie chwalił się, że jak ojciec został aowcem to nic go nie rusza. Wiele trudności napotyka nasza koleżanka. W domu piją, nie dają potrzebnego wsparcia. Czasami dodatkowe parę groszy sprawia, że samopoczucie się polepsza, ale zbyt rzadko. Domownicy potrafią śmiać się nawet z prób modlitwy, ma kłopoty ze snem. Powierza Bogu swoje kłopoty, szanuje zwyczaje innych ale jednak zadowolenia w życiu brakuje. Jeden z synów pokazał, że można się zmienić - ale to mało. Trudno żyć z rodziną innemu uczestnikowi warsztatów. Chciałby zorganizować chociażby grilla, nic się nie udaje. Każdy z domowników żyje swoim życiem, brak jakiejkolwiek jednomyślności. Jakże fajnie mogłoby być, gdyby każdy dawał do domu to, co potrafi najlepiej. Obawia się, że w domu pojawia się "trawka". Nie można się porozumieć bo wszyscy kłamią. Żona stale przyjmuje postawę za dziećmi, jest wyraźnie manipulowana. Ważne okazało się spojrzenie na życie rodzinne poprzez 12 tradycji. Jasno widać brak spójności działań, niechęć do dialogu, materializm. Wiele nowych wartości zostało wprowadzone w innej rodzinie. Było ciężko, ale gdy przyjaciel przestał pić zmieniły się stosunki w domu. Kiedyś syn chciał uciekać z domu, bo jedynym autorytetem była wola ojca. Dzisiaj ma być tak jak chce Bóg, nauczyli się dialogu. Przekonał się o miłości dzieci, które odwiedzały go szpitalu pełne czułości. Warto żyć inaczej, bez alkoholu. Warsztaty wytworzyły chyba specyficzną atmosferę bo usłyszeliśmy słowa, że rodzina to Bóg. Chwilę potem ktoś inny wspominał, że był dosyć daleko od religii, a jednak chodzili z dziećmi do kościoła. Później to się rozwiało; jeden z synów wybrał w szkole etykę zamiast religii. W innej wypowiedzi mogliśmy odnaleźć Boga z 2 tradycji. Jeśli jest zgoda i porozumienie, możemy mówić o sumieniu grupy i oczekiwać, że Bóg jest z nami. Jeśli brak porozumienia to możliwe, że odwróciliśmy się od Boga / człowieka /. Nasze racje okazały się ważniejsze niż miłość. Nie bez przyczyny egoizm i egocentryzm, koncentracja na samym sobie jest wskazywana w Wielkiej Księdze jako przyczyna wszelkich niepowodzeń. Warto pokusić się i odnaleźć nowy sposób pojmowania uczestnictwa w świecie swego Boga. To nie podpisane papiery stanowią o rodzinie a jedynie pragnienie życia w niej i dla niej. Nikt nie lubi być oszukiwany albo żyć w piekle wzajemnych wymówek. Każda rodzina ma swój klimat i zwyczaje. Nie wolno wchodzić do cudzego domu bez szacunku dla tego domu. Nie wnosi się swojego Boga do cudzego kościoła. Kto wie, czy nie bardzo ważne jest przekazywanie tradycji rodzinnych młodszym pokoleniom, zaufania do partnera. Świadomość miłości jest najcenniejszym darem jaki możemy przekazać. Musimy przy tym pamiętać, że fakt pewnego funkcjonowania rodziny nie może być nakazem dla innej. - Podejdź do płota, jako ja podchodzę. Jeśli nauczymy się dysponować tym co mamy, to pewnie nie będziemy musieli żyć na koszt innych. Osiągnięcie wyższego statusu jest często opłacane rezygnacją z własnych zasad życiowych. Choćby bogaty małżonek. Zdarza się, że pragniemy bogactwa aby uniezależnić się od Boga. Warto też pamiętać, że rodzina to nie małpy w klatce, nie potrzeba rozgłosu. Nie wszyscy w rodzinie są szczęśliwi mając alkoholika. Na koniec pamiętając, że zarówno grzech jak i miłość są wynikiem dobrej współpracy, poszukujemy w sobie takich intencji, by nasze działanie mogło być naszym darem dla naszego Boga.



Proste nie znaczy łatwe.
Czyli co parzenie kawy ma wspólnego z trzeźwością?



BOX 459 2011
Tłunaczenie nieautoryzowane B.
Na początku mego trzeźwienia nie potrafiłem uznać mądrości wiszących na ścianach w salach mityngowych. W pogardzie miałem te wszystkie „prawdy objawione” oraz ludzi którzy je głosili. Wątpiłem również w to, że te proste frazy mogłyby w jakikolwiek sposób pomóc mi zmienić moje życie, które stało się pobojowiskiem.
Mnie to nie dotyczyło. Ja byłem inny, a moje problemy były większe. Nie wierzyłem w to w jaki sposób „nie komplikuj”, „jeden dzień naraz”, „daj czas czasowi” czy „działaj powoli ale działaj” miałyby polepszyć moje życie. Nawet jeśli innym uczestnikom mityngów to się najwyraźniej udało.
Na szczęście, stanąwszy w końcu w drzwiach AA nie miałem już więcej odpowiedzi. Czułem się totalnie pokonany. W dużej części dlatego, że alkohol nie był już dla mnie ambrozją, która uspokaja myśli i pomaga znosić niedogodności życia. Prawdę powiedziawszy, picie zaczęło przynosić zgoła odwrotny efekt. Pijąc nie potrafiłem już uciec od siebie co było mym głównym celem. Myśli pędziły. Picie doprowadzało mnie do obłędu, jednak było jedynym rozwiązaniem jaki do tej pory miałem. Myślę, że to był moment mojego życia, który mogę nazwać punktem zwrotnym. Miałem szczęście. Byłem gotowy aby słuchać i miałem wolę aby przyjąć pomoc którą oferowali Ci dziwnie szczęśliwi ludzie. Oczywiście, że pewne rzeczy które słyszałem wydawały się głupie i na mój rozum nie miały nic wspólnego z byciem trzeźwym. Niemniej, wykonywałem je. Byłem już zbyt zmęczony aby walczyć i nie miałem lepszego pomysłu na siebie.
Znalazłem sponsora, grupę macierzystą, parzyłem kawę, witałem, sprzątałem po mitingu, modliłem się rano i wieczorem, czytałem Wielką Księgę, realizowałem program 12 Kroków, codziennie dzwoniłem do sponsora, chodziłem na mitingi i jeszcze raz mitingi.
W jakiś sposób moje życie zaczęło się zmieniać na lepsze. Nie potrafię powiedzieć dlaczego tak się działo ani w jaki sposób robienie rzeczy takich jak bycie w miejscu i o czasie w którym powiedziałem że będę miało okazać się mieć ogromny wpływ na moje życie.
Co ma wspólnego uścisk dłoni czy robienie kawy z trzeźwością?  Dla mnie to kwestia drugorzędna. Myślę że esencją programu i powodem dzięki któremu moje życie zmieniło się na lepsze jest fakt, że ważne jest to co robiłem, a nie to co czułem czy myślałem. W końcu mnie oświeciło, że wszystkie frazy, sentencje i sugestie dotyczą działania które mam podejmować. Nie potrafię przypomnieć sobie czy kiedykolwiek usłyszałem coś czego nie byłbym w stanie zrobić. Oczywiście musiałem mieć gotowość aby robić to dokładnie. To była ta trudna część – Proste, nie znaczy łatwe. Nie lubię podawać ręki witając się. Na dużych mitingach ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę to zabieranie głosu jednak to robię. Te czynności nie zależą od tego co ja myślę czy czuję, tylko od tego że je po prostu wykonuję.
Momenty kiedy walczę to momenty gdy zapominam aby nie komplikować. Narzędzia duchowe które otrzymałem są bezużyteczne gdy je ignoruję. Gdy przestaję działać po swojemu i zaczynam robić tak jak opisuje nasza literatura i wg wskazówek sponsora doświadczam ulgi, od siebie samego. Świat wygląda przyjaźniej, moje życie staje się lepsze. Dziś staram się pamiętać aby nie komplikować. Popełniam wiele błędów, które przypominają mi o pokorze. Daleko mi do doskonałości ale nie muszę być doskonały. Życie ciągle się toczy. Wiele dobrych rzeczy, wiele złych i sporo gdzieś pomiędzy nimi.
Kiedy robię co do mnie należy, nie muszę się martwić co będzie gdy już skończę swoją część. Nie ja tutaj rządzę. Mogę zmierzyć się z lękiem z wiarą w Siłę Wyższą która nigdy mnie nie opuściła. Mogę też więcej wnosić do życia niż brać. To takie proste.

                                    Scott N.
                                    Ames, Iowa



Czarna dupa – czyli co Cię nie zabije to Cię wzmocni.

Chciałbym podzielić się z Wami swoimi doświadczeniami ponieważ czuję się bezsilny. Bezsilny nie tylko wobec alkoholu ale i wobec przeciwności losu. Mówi się, że każdy alkoholik musi osiągnąć swoje dno aby mieć motywację do trzeźwienia. Myślałem, że moje dno to diagnoza specjalistów z poradni leczenia uzależnień, która szczerze powiedziawszy nie była dla mnie zaskoczeniem. Przez kolejne 2,5 roku starałem się trzeźwieć sam ale sami wiecie jaki skutek przynosi samotna walka. Nie zapiłem ale byłem kłębkiem nerwów. W końcu z poczuciem totalnej porażki trafiłem do AA. Nie podobało mi się ale instynkt samozachowawczy (teraz to nazywam Siłą Wyższą) kazał mi się tego trzymać. Nie piję od 4 lat. Rok temu rozpadło się moje małżeństwo. Żona doszła do wniosku, że przerosła ją moja choroba i że chce być szczęśliwa. Staram się ją zrozumieć, choć ślubowaliśmy „w zdrowiu i w chorobie”. Musiałem wyprowadzić się z domu. Zmieniłem miasto. Zaczynam wszystko od początku i nie mogę się z tym pogodzić. Codziennie myślę o córce która ma 4 lata i którą odwiedzam raz na 2-3 tygodnie ze względu na odległość. Chciałbym to ratować ale nie mam na to wpływu – Niech się dzieje wola Twoja, a nie moja Panie. Jakby tego było mało, niedawno straciłem pracę i jest mi bardzo ciężko. Nie chcę się jednak użalać, chcę Wam powiedzieć co robię aby to wszystko przetrwać. 
Szukam pomocy, bo wiem, że Bóg pomaga przez innych ludzi i pomaga tym którzy coś robią. Często chodzę na mitingi, znalazłem sponsora który temperuje moją niecierpliwość, spotykam się z księdzem który specjalizuje się z sprawach rodzinnych, odwiedzam psychologa dziecięcego aby dowiedzieć się jak mogę unormować relację z córką, niebawem rozpocznę terapię, znalazłem też dobrego terapeutę. Zarejestrowałem się w urzędzie pracy, codziennie wysyłam cv i chodzę na rekrutacje. W międzyczasie łapie różne dorywcze fizyczne prace. Od jakiegoś czasu prowadzę miting, również piszę do naszego biuletynu i tłumaczę Grapevine. Chodzę do kościoła i modlę się do Boga, wiem że chce dla mnie dobrze. Dużo tego wszystkiego, ale wiem też że to konieczne aby się nie załamać. Upokarzające jest dla mnie to, że nie mam z czego żyć, że muszę pożyczać pieniądze aby pojechać do córki. Straciłem wszystko, jestem życiowym bankrutem ale się nie poddaję. Alkohol nic nie zmieni. W międzyczasie poznałem dużo życzliwych i pomocnych ludzi w AA. Z niektórymi z nich spotykam się po mitingu. To miłe gdy dzwonią pytając z zainteresowaniem co dziś u mnie słychać. Powoli buduję siatkę znajomych. Muszę przestać żyć przeszłością choć to bardzo trudne. Muszę teraz zadbać o siebie zamiast żyć czyimś życiem. Wszystko to wiem, ale rozum swoje a serce swoje. Stąd we mnie duży wewnętrzy konflikt i wciąż dużo bólu, żalu i tęsknoty. Boję się czy uda mi się odbudować swoje życie.
Staram się pamiętać że nie ma wczoraj, nie ma jutra. Jest dzisiaj. Staram się żyć uczciwie i nabierać do siebie szacunku. Mam nadzieję, że z Bożą pomocą wstanę z kolan.
Boże, użycz mi pogody ducha…



Drodzy przyjaciele

- Zza krat

Tym razem, aby do was napisać, nie potrzebowałam już żadnej zachęty ani wsparcia. Po prostu już nie jestem sama, bo mam was i dlatego zapragnęłam podzielić się z wami spostrzeżeniem, a mianowicie: siedzę w celi, przeglądając wszystkie mitingi, jakie obecnie posiadam, uświadomiłam sobie coś bardzo istotnego. Każdy z nas w mniejszym lub w większym stopniu, poznał smak samotności, cierpki smak. Czy nie masz wrażenia że często  czujesz się samotny? Jakbyś żył na wyspie, a stały ląd z innymi ludzkimi był bardzo daleko od Ciebie. Nie ma żadnej łączności między wami. Masz listonosza, sprzedawczynię przy kasie w sklepie i właściciela domu, który przychodzi regularnie  po czynsz. Jednak radości nie masz rządnej. Dawniej, być może było inaczej. Byłeś dzieckiem otoczonym ciepłem i miłością w rodzinie. Byłeś młody, beztroski i wesoły wśród rówieśników. Dawniej w radosnym kręgu przyjaciół, szczęśliwy bliskością kochanego człowieka. Jednakże mosty przyjaźni i miłości bywają szklanymi mostami, łatwo się roztrzaskują. Możesz być sam, lecz NIE WOLNO ci być samotny. Samotności nie może być śmiertelną raną w twoim sercu. Tylko ty możesz coś zmienić. Musisz swoją miłością i trzeźwością budować pomosty ku innym. Pomosty miłości i trzeźwości potrzebują dużo cierpliwości, ale to się opłaca. Na nich leży twoje… i moje szczęście. Niestety wśród nas przebywają ludzie, którzy wciąż cierpią.  Każde niepowodzenie powiększa katastrofę. Najdrobniejsze cierpienie powoduje panikę. Przyzwyczaili się wszyscy dramatyzować. Nie zapominaj o istnieniu dobra, które każdego dnia życia trzeźwości, może przynieść ci radości. Są tysiące małych spraw, na które w pijanym życiu, nie zwracałeś uwagi. Nie psuj swoich dni złym humorem, za wczorajszy pijany dzień kwaśną miną cierpiętnika.  Żadna noc nie może być taka czarna, żeby nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być tak beznadziejna, żeby nie było można odkryć oczy. Pogódź się z życiem, takie jakie ono jest. Zawsze gdzieś w trzeźwym dniu, czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimę. Zawsze i wszędzie w każdej społeczności i przy każdej pracy, przychodzi taki moment, kiedy masz wszystkiego dość. Wydaje ci się, że dłużej tego nie wytrzymasz. Praca, która na początku napawała cię takim zapałem,  staje się nużąca. Ludzie, z którymi zaczynałeś, pełen podziw wobec nich, okazuję się nie znośnymi. Jeśli ulegasz tym nastroją, staniesz się dla innych człowiekiem bez wartość, niezdatnymi do niczego. Szczęście i sukcesy będziesz miał dopiero wtedy, gdy nauczysz się, że trzeba wytrwać. Za dużo mówi się dziś o sile pieniądza, a zbyt mało o sile woli, o sile by wytrwać. Za dużo mówi się dziś o sile pieniądza, a zbyt mało o sile woli, o sile by wytrwać. To tajemnica wszystkich zwycięstw. Z tego miejsca, z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia, Życzę sobie i wam pogody ducha przez cały koleiny rok, oraz wytrwałość, która prowadzi do zwycięstwa w każdym trzeźwym dniu.
                                                           Sylwia AA - Kamczatka



Grupa AA fundamentem trzech legatów.

Sprawozdanie z warsztatu

Warsztat odbył się dnia 11.02.2012 o godz. 15 00 w Pik na Brazylijskiej 10. Zorganizowała go intergrupa "Sawa".
Jego temat brzmiał: "Grupa fundamentem trzech legatów AA". Poprowadził go Lechu. Uczestniczyło ponad 15 osób.
Na początku przywitaliśmy się modlitwą o Pogodę ducha. Następnie prowadzący wyjaśnił cel tego warsztatu.
Celem było przybliżenie mandatariszom tematu wiosennej konferencji, który będzie ponownie omawiany. Chodzi o to by nasi mandatariusze mieli głębszą świadomość dlaczego grupa stanowi fundament AA.
Zostały przygotowane pytania pomocnicze do tego warsztatu:
1) Co zrobić, by przekonać dużą część grup AA, że niesienie posłania przez grupę AA to nie tylko mityng?
2) Co zrobić, by docierać do grup AA "stojących na boku" i jak zchęcić je do udziału w życiu wspólnoty AA
a) w spotkaniach intergrup,
b) w służbach poza grupą dyżury w PiK, na detoksie, w ZK, w spotkaniach informacyjnych o AA, na mityngach innych grup
czy podczas warsztatów.
Można też było się wypowiadać nie tylko w kwestii tych pytań. Przede wszystkim podkreślano, że na grupie istotna jest literatura AA, której fragmenty z reguły są omawiane w czasie mityngów. Drugi element to służba, dzięki której grupa może działać w zgodzie z 12 tradycjami. Często też mówiono, że dużo zależy od służby mandatariusza, który przekazuje różne istotne sprawy z AA jako całości. Wspominano też dużo o naszych założycielach AA, dzięki którym mamy możliwość do dzisiaj nieść posłanie w każdym miejscu. Stąd ważne są nasze legaty, takie jak zdrowienie, jedność i służba. Poruszano też kwestię problemu ze służbami. Może on być spowodowany częstym brakiem przekazu doświadczeń poprzednich służebnych.
Nie pomijano też 12 koncepcji, które też pomagają utrzymać fundament wspólnoty. Na koniec prowadzący zasugerował by na grupach mówić o naszym warsztacie. pożegnaliśmy się modlitwą o Pogodę ducha.
                                                                                                Spisała Wanda AA