MITYNG 05/179/2012

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO



Mamy nareszcie długo oczekiwany maj. Na Konferencji Regionu Warszawa wybraliśmy potrzebne służby (choć nie wszystkie), wyznaczyliśmy kierunek naszego posłannictwa. Zobaczyliśmy też jak wiele jest do zrobienia w pracy nad sobą jak i dla wspólnoty. Przekonujemy się, że mamy  nowy stosunek do alkoholu, który  jest prawdziwym darem od Boga. I to jest właśnie cud!!! Już nie musimy walczyć z piciem ani też się bronić przed pokusami... doświadczenie duchowe... będziemy przeżywać tak długo. dopóki zachowamy odpowiedni stan ducha  / WIELKA KSIĘGA str. 73/  A  przed nami szczególnie radosne dni - to Zlot Radości Regionu AA Warszawa w Pułtusku (26.05.2012), a wczesniej Ogólnopolski Zlot Radosci - Święto ZDROJU w Sielpi (11-13.05.2012). Będą uśmiechy, uściski, radość i optymizm.



Moje pierwsze 24 godziny.

Jestem alkoholikiem, mam na imię Jacek. Chciałbym podzielić się z Wami moimi pierwszymi 24 godzinami, trwającej do dziś abstynencji. Była końcówka stycznia 2011 roku. Od około 2 lat mieszkałem na pustostanach i piłem praktycznie codziennie. Różne ilości w zależności od tego ile udało się danego dnia „załatwić” pieniędzy lub alkoholu. Trwałem w tej beznadziei życia i pijackim amoku całkowicie zaślepiony, bez żadnej wizji czy też nadziei na powrót do „normalnego życia”. Wydawało mi się i wmawiałem sobie, że takie życie mi pasuje, że jestem wolny i mogę robić wszystko, na co mam ochotę, nie musząc się nikomu tłumaczyć gdzie byłem, co i robiłem.
Z dnia na dzień, po każdym przepitym dniu czy nocy czułem się coraz gorzej fizycznie. Praktycznie nic nie jadłem, tylko piłem. Coraz bardziej doskwierały mi różnego rodzaju bóle całego ciała, objawy abstynenckie stawały się nie do zniesienia. Słyszałem o ośrodkach, które pomagają takim jak ja, lecz nie chciałem tracić tej pozornej wolności. Ośrodek to obowiązki, których nie chciałem mieć i oczywiście koniec picia, co w moim odczuciu było nie do przyjęcia. Nie wyobrażałem sobie życia beż alkoholu, który jak mi się wydawało ( byłem przekonany) „daje” mi tyle dobrego. Dodaje odwagi, śmiałości, pomaga mi zasnąć, dodaje sił do działania. I przede wszystkim daje mi poczucie przynależności, którego tak mi przez całe życie brakowało. Jak mogłem z niego zrezygnować? Jak wspomniałem, jednak z dnia na dzień czułem się coraz gorzej, aż pewnego poranka myślałem, że to już koniec? Gdy obudziłem się i leżałem w swoim barłogu na pustostanie zobaczyłem, że prawie nie mogę się ruszyć. Nawet oddychanie sprawiało mi ból. Nie mogłem ani wstać ani leżeć. Wszystko mnie bolało, każda kość, każdy kawałek ciała. Klatka piersiowa cała ruszała się w rytmie bicia serca. Przeraziłem się śmiertelnie. Zacząłem prosić Boga – jakkolwiek Go pojmuję, aby nie pozwolił mi umrzeć w takim miejscu. Wówczas od razu pomyślałem o ośrodku, o którym widziałem od dawna, a tak się broniłem, aby tam nie trafić. Prosiłem kompanów, z którymi mieszkałem, aby pomogli mi się tam dowlec, ponieważ sam na pewno nie dałbym rady. Pomogli. Gdy stałem przed bramą ośrodka i czekałem na przyjęcie mnie na Detox wyglądałem jak wrak człowieka. Ważyłem 46 kg, byłem brudny, śmierdzący, w podartych łachach. Nie pamiętam, co się ze mną działo przez 2 dni. Spałem. Pamiętam tylko, że dostałem dość dużą dawkę proszków, po których zasypiałem jak dziecko w ciepłej sali i czystej pościeli. Po detoxie zostałem w ośrodku przez 11 miesięcy, ukończyłem tam terapię. Dziś wynajmuję mieszkanie, pracuję i naprawdę żyję.
Pozdrawiam – alkoholik Jacek



Nasze wspólne dobro.

    Powyższy tytuł to motyw przewodni jednego z wydań „Zdroju”. Jest to temat dla mnie niezwykle istotny, bo jak zapisano w Tradycji Pierwszej, „nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików”. Będąc zatem alkoholikiem muszę postępować w AA tak, by swoim zachowaniem nie doprowadzić do rozpadu Wspólnoty, bo z własnego doświadczenia wiem, że bez wsparcia grupy AA moja trzeźwość, a nawet moje życie byłyby zagrożone. Jako widomy znak znaczenia naszego wspólnego dobra niech świadczy fakt, że jedności AA poświęcona była listopadowa 40. Konferencja Służby Krajowej AA.
    Oczywiście podjęcie takiego tematu nie oznacza, że dzisiaj jedność Wspólnoty AA w Polsce jest  zagrożona. Mimo tego, od czasu do czasu warto o tym porozmawiać, bo z jednością sprawa ma się podobnie jak z miłością - nie hołubiona, nie pielęgnowana może w najmniej spodziewanym momencie ulecieć jak motyl. 
    Dzisiaj spora liczba polskich grup AA nie uczestniczy aktywnie w życiu Wspólnoty AA, co być może dzisiaj jeszcze jedności AA nie zagraża, ale  takie postawy „stania na boku”  do cementowania jedności Wspólnoty AA  z całą pewnością nie przyczyniają się, i raczej trudno by takie postawy traktować jako przejaw troski o dobro wspólne. A przecież obok takich postaw grupowych, tu i owdzie dają się także zauważyć dość częste zachowania indywidualne, które dobro wspólne mają – delikatnie mówiąc – na bardzo dalekim planie.
    Na jedność AA może mieć wpływ wiele czynników. Chciałbym skupić się tylko na jednym z nich: na stosowaniu w życiu AA zasad określonych  zarówno w Krokach, jak i w Tradycjach oraz w Koncepcjach. Czy faktycznie, przestrzeganie tych zasad przez indywidualnych członków Wspólnoty AA, jak i przez całe grupy AA, może mieć aż tak istotny wpływ na naszą jedność? Czy łamanie tych zasad może zagrozić naszemu wspólnemu dobru, jakim jest Wspólnota AA?
    Często w AA słyszę takie stwierdzenia: „Przychodzę na grupę by trzeźwieć, a do tego potrzebne mi są Kroki. Dajcie mi spokój z Tradycjami”. Albo takie wypowiedzi: „Nie zawracajcie nam głowy Tradycjami – jesteśmy jako grupa niezależni, nic nie musimy. My sami najlepiej wiemy co jest dla nas, dla  naszej grupy dobre, a co złe”. Albo taki pogląd: „Po co komu Koncepcje. Tyle lat o nich nie słyszeliśmy i było dobrze. To zasady dla służb światowych, a my za ocean się nie wybieramy”. Słysząc takie stwierdzenia pojawia się w mojej głowie fala pytań. Czy z zasad AA mogę – bez negatywnych skutków dla siebie i dla Wspólnoty - dowolnie wybierać  tylko to co mi pasuje, co mi odpowiada w danej chwili (bo to wszystko sugestia, a w AA ponoć nic nie muszę)? Czy moje, Tadeusza AA, trzeźwienie będzie dojrzałe i czy tym samym jestem w stanie skutecznie przyczyniać się do umacniania naszego dobra wspólnego, nie stosując jednocześnie w swoim postępowaniu ducha Kroków, Tradycji i Koncepcji?
    Moje doświadczenie jest takie, że jeżeli mam budować i wspierać nasze wspólne dobro – ja, Tadeusz AA - powinienem stosować w praktyce wszystkie zasady AA. Jeżeli z programu AA będę wybiórczo stosował tylko niektóre z tych zasad, tylko te które mi odpowiadają, to prędzej czy później doprowadzę do trudnej czy wręcz niebezpiecznej sytuacji we Wspólnocie AA. A takie trudne, emocjonalne sytuacje na ogół „rozwalają” poczucie bezpieczeństwa, poczucie jedności AA, niszczą nasze dobro wspólne. Historia AA w Polsce zna przypadki, kiedy takie trudne sytuacje groziły wręcz rozpadem Wspólnoty.
    Za tym co piszę, że tak trzeba, przemawia także historia i wcześniejsze doświadczenie Wspólnoty AA. Przecież podczas historycznej II Międzynarodowej Konwencji AA w St. Louis w 1955 roku jej uczestnicy  przyjęli deklarację o przejęciu przez WSZYSTKICH Anonimowych Alkoholików pełnej odpowiedzialności za WSZYSTKIE Trzy Legaty, przekazane Wspólnocie AA przez jej założycieli.
    W tym miejscu może ktoś zapytać, no dobrze, ale jaki związek z jednością Wspólnoty AA może mieć przestrzeganie (bądź nie) zasad zawartych w Dwunastu Krokach AA?  Przecież Kroki to mój, indywidualny program zdrowienia, program duchowego rozwoju indywidualnego członka AA? A więc?
    Dla mnie, Tadeusza AA, ten związek pomiędzy stosowaniem w moim życiu Programu Dwunastu Kroków, a naszym wspólnym dobrem jakim jest Wspólnota AA, jest oczywisty i łatwo zauważalny. Przecież w miarę poznawania Programu Dwunastu Kroków i praktycznego stosowania zawartych w nim zasad, staję się – co dostrzegają także najbliżsi -  wyraźnie innym człowiekiem, lepszym, spokojniejszym, bardziej uważnym na potrzeby innych ludzi. Czy taka pozytywna zmiana w oczywisty sposób nie powoduje, że ludzie przebywający ze mną czują się bardziej bezpieczni, czy nie jest rzeczą oczywistą że obecnym, wyważonym zachowaniem, znacznie bardziej przyczyniam się do budowania dobra wspólnego, niż wtedy kiedy agresją reagowałem na każdą  uwagę pod moim adresem?
    Zatem zdrowienie według Programu Dwunastu Kroków AA jest dobrym i mocnym gwarantem spójności i jedności Wspólnoty AA, bo nie spotkałem się z przypadkiem, by ktoś kto w pełni żyje tym programem, naraził na szwank te tak istotne dla trzeźwiejącego alkoholika wartości. Napisałem, jeżeli ktoś „w pełni żyje tym programem”, bo w tym pełnym, właściwym rozumieniu ducha Dwunastu Kroków AA tkwi sedno problemu.
    W ostatnich latach miałem okazję zajmować się historią AA w Polsce, przeprowadziłem dziesiątki rozmów z osobami tworzącymi naszą historię, znającymi także doświadczenia innych krajowych Wspólnot AA, mam także swoje obserwacje z wieloletniego pobytu w AA, prowadzonych warsztatów itp.
    Jeden z bohaterów opisywanych wydarzeń charakteryzując minione lata powiedział m.in. tak: „To fantastycznie, że Ruch AA w Polsce tak szybko się rozwinął.  Ale za ten ogromnie szybki - niespotykany nigdzie indziej na świecie - rozwój, była ogromna cena. To szybkie powstawanie tak dużej ilości nowych grup AA wpłynęło dość destruktywnie na charakter i głębię Ruchu AA w Polsce, którego skutki odczuwamy do dzisiaj. W tamtych latach grupy AA powstawały jak grzyby po deszczu, ludzie mieli bardzo krótką trzeźwość, mało aowskiego doświadczenia jak trzeźwieć, więc dzielili się tym co znali - opowiadali jak pili. I w wielu grupach AA pozostało tak do dzisiaj, ja nazywam to „terapeutyzacją” mitingów AA, kiedy mówcy przez większość czasu do znudzenia opowiadają jak pili lub dzielą się tzw. „smutkami i radościami”. W przecież w AA dzielimy się, a przynajmniej powinniśmy dzielić się, doświadczeniem, siłą i nadzieją - jak trzeźwiejemy, jakie problemy napotykamy w realizacji Programu 12 Kroków i jak te problemy pokonujemy,  jak zmieniamy się na lepsze, jak naszym najbliższym żyje się z nami coraz bezpieczniej”.
    Zdaniem wielu z moich rozmówców, a podzielam w znacznej części ten pogląd, we Wspólnocie AA w Polsce zauważa się także kilka innych, szczególnych cech w realizacji Programu Dwunastu Kroków AA. Są to cechy różniące nieco nasze doświadczenia od dzisiejszych doświadczeń np. amerykańskich czy brytyjskich (chociaż bardzo podobne do ich doświadczeń sprzed kilkudziesięciu lat), które mają, a przynajmniej mogą mieć, dość istotny wpływ na rozumienie i realizację całego programu zdrowienia AA, co pośrednio może mieć niekorzystny wpływ na jedność AA, na nasze wspólne dobro.
    Dla przykładu, wielu Anonimowych Alkoholików, z którymi rozmawiałem, zauważało subtelne różnice w rozumieniu Pierwszego Kroku. Twierdzili oni, że we Wspólnocie AA w Polsce zbyt często kładło się (i kładzie nadal) nacisk przede wszystkim na bezsilność wobec alkoholu i nie kierowanie swoim życiem w okresie picia. Znacznie mniej uwagi przywiązywało się (i przywiązuje) do kwestii niekierowania własnym życiem już po zaprzestaniu picia (lub to niekierowanie życiem błędnie interpretuje). W wyniku czego zdarza się, że alkoholik popełniał (i popełnia) istotny błąd uznając, że jak przestał pić wszystko w jego życiu samo się ponaprawia.
    Inną kwestią, o podobnie możliwych, negatywnych konsekwencjach, jest obecne tłumaczenie na język polski Kroku Drugiego. Wiktor – w rozmowie przeprowadzonej przy okazji zbierania materiałów do książki o historii AA w Polsce – twierdził, że nieco żałuje iż przed laty był zbyt mało asertywny, bo zbyt mało trzeźwy, i ustąpił przed psychologicznym autorytetem, gdyż dzisiaj uważa, że takie tłumaczenie to błąd o możliwych negatywnych konsekwencjach, który także może utrudniać ludziom lepsze trzeźwienie. W czym rzecz? Otóż takie tłumaczenie Kroku Drugiego, że chodzi o przywrócenie „zdrowia”, a nie że mowa „tylko” o przywróceniu „zdrowego myślenia” („zdrowego rozsądku”, „zdrowia umysłowego”, itp.),  może sugerować alkoholikowi – zdaniem Wiktora - że Siła Większa ma zasadniczą rolę w przywracaniu alkoholikowi zdrowia, że Krok ten przenosi cały ciężar wysiłku związany z jego trzeźwieniem na rzecz Siły Większej. W Kroku Trzecim pojawia się już Bóg, jakkolwiek Go ktoś pojmuje, i często dzieje się tak, że bardzo wielu Anonimowych Alkoholików zrobiło pierwszą połowę Kroku Pierwszego (przyznaliśmy się do bezsilności wobec alkoholu), poszło się wyspowiadać i myśli, że Pan Bóg za nich wytrzeźwieje, bez  specjalnego wysiłku z ich strony (ja właśnie wpadłem w taki stereotyp myślenia).
    Na to co dotąd napisałem, nakłada się dość częste mylenie przez polskich AA duchowości programu Dwunastu Kroków AA z religijnością. Wiem co piszę, bo sam tego doświadczyłem i często to obserwuje podczas mitingów, a szczególnie podczas prowadzonych warsztatów na ten temat. Nie rozwijam szerzej tej kwestii, bo o tych sprawach pisałem już wielokrotnie. Są to zagadnienia, które opacznie rozumiane, mogą wywoływać (i często niestety wywołują) niepotrzebne emocje. A niedobre emocje – powtórzę - nigdy nie sprzyjają umacnianiu dobra wspólnego.
Reasumując, wspomniana przed chwilą „terapeutyzacja” części mitingów, kwestia wcześniej opisywanej, nie zawsze właściwej interpretacji drugiej części Kroku Pierwszego (przestaliśmy kierować własnym życiem), czy właściwego rozumienia Kroku Drugiego (przywracanie zdrowego myślenia), zdarzające się dość często przypadki mylenia duchowości programu AA z religijnością, mają, a przynajmniej mogą mieć, istotny wpływ na rozumienie programu AA, a w konsekwencji na jakość zdrowienia wielu AA. Jeżeli do tego dodać małą znajomość, by nie powiedzieć praktyczny brak wiedzy na temat sponsorowania u wielu członków AA – wszystko to dopełnia obraz możliwych niedokładności w rozumieniu i stosowaniu w życiu Programu 12 Kroków AA.
     Jaki to ma związek z jednością AA, z naszym dobrem wspólnym? Ano taki, że bez zrozumienia istoty duchowości programu AA, nie „przerabiając” rzetelnie i systematycznie Dwunastu Kroków AA, nie zmieniam siebie, nie zmieniam swojej osobowości, a potem najbliżsi  mówią (jeżeli w końcu zdobędą się na odwagę), że swoim zachowaniem przyczyniam się do destrukcji relacji i tych osobistych, i tych zawodowych, ale także swoim zachowaniem „rozwalam” relacje we Wspólnocie AA. Tyle o związku Dwunastu Kroków AA z naszym dobrem wspólnym – a „dotknąłem” tylko omawianej kwestii.
    Czy nie warto porozmawiać o tym szerzej? Czy nie warto poświęcić tym sprawom nieco uwagi, zważywszy jakie znaczenie mają one dla mnie, i dla naszego dobra wspólnego?
    Doskonałą okazją do dyskusji o tych sprawach może być najbliższa 41. KSK,  której temat wiodący brzmi; „Grupa AA fundamentem Trzech Legatów”. Bo faktycznie grupa AA była, jest i będzie podstawowym  i najważniejszym miejscem we Wspólnocie AA. Od tego jak „pracuje” grupa AA w znacznym stopniu zależy moje wyzdrowienie. Ale by 41. KSK przyniosła oczekiwane owoce, powinna być poprzedzona dyskusją w grupach AA, w Intergrupach i w regionach AA, jak praktycznie rozumiany i realizowany jest na danym terenie Legat Pierwszy – „Zdrowienie”, ucieleśniony w Dwunastu Krokach AA i bezpośredniej pracy z ludźmi w ramach 12-tego Kroku.
Tylko taka wcześniejsza „ogólnoaowska” rozmowa, może pozwolić na zorientowanie się w „temacie”, co w mojej grupie robię dobrze, a co nieco mniej. Ale taka wcześniejsza dyskusja także może umożliwić, iż decyzje w tej sprawie podejmowane przez 41. KSK będą rzeczywistym głosem zbiorowego sumienia całej naszej Wspólnoty AA.
    Wydaje się także, iż takie działania mogę  przyczynić się również do mojego lepszego zdrowienia, a jednocześnie do umacniania naszego dobra wspólnego, jakim jest Wspólnota AA.
Tadeusz AA



Moje pierwsze 24 godziny.


Mam na imię Marek i jestem alkoholikiem. Dziś to brzmi banalnie ale gdy wypowiadałem te słowa na początku swojej drogi to nie trafiało to do mojej świadomości. Uważałem,że jestem ja i ONI. Nie odczuwałem przynależności do AA i nie identyfikowałem się z osobami ze Wspólnoty. Ciągle byli ONI a ja gdzieś z boku,zupełnie nie pasujący do tego towarzystwa.
W niedzielę Wielkanocną trafiłem na jeden z mityngów. Traf chciał,że była akurat 6 rocznica jednego z przyjaciół. Gdy przeszliśmy do części uroczystej przyjaciel zdmuchnął świeczki,rozległy się brawa,przyjaciel dziękował wszystkim za wsparcie a wszyscy mu życzyli 24 godzin. Nic z tego nie łapałem. Dlaczego tort a nie pójście na pizzę? Dlaczego 24 godziny a nie 15 czy 37? W przerwie podszedłem do solenizanta,podałem mu rękę i powiedziałem,że 6 lat to dla mnie abstrakcja bo ja nie pije też 6 ale miesięcy. I tu usłyszałem coś bardzo ważnego! Przyjaciel powiedział,że na drodze do sześciu lat też było sześć miesięcy a sześć lat uzbierało się z malutkich 24 godzin.
Teraz dopiero doszło do mnie dlaczego życzymy sobie 24 godzin. Zacząłem pytać przyjaciół o ten program I co najważniejsze zacząłem go stosować. Kupiłem sobie codzienne Refleksje i czytając je rano proszę Siłę Wyższą o wytrwanie w trzeźwości tylko dziś. Od przyjaciół dowiedziałem się,że wczorajszego dnia a jutro nie wiem co będzie,więc mam żyć tym co jest dzisiaj.
Z perspektywy czasu widzę jak bardzo mi pomógł program 24 godzin. Jest on skuteczny nie tylko w utrzymaniu abstynencji. Można go stosować także w innych sytuacjach. Dziś jestem pewien,że wstąpienie do AA,pełnienie służb i uczestnictwo w mityngach uratowało mi życie. Życzę wszystkim 24 godzin.
Marek



Warsztaty w SIELPI

    Chciałbym podzielić się z Wami moimi refleksjami i spostrzeżeniami z warsztatów byłych i obecnych powierników Służby Krajowej jak również rzeczników regionów, które odbyły się w dniach od 9 do 11 marca w Sielpi.     Od razu po przyjeździe zakwaterowałem się, zjadłem szybką kolację, przywitałem się ze znajomymi: wymiana uśmiechów i kilku zdań - poczym udałem się na pierwsze, wieczorne spotkanie.
    Tematem wiodącym mityngu było „Sponsorowanie także w służbie naszą odpowiedzialnością’’. Wypowiedzi uczestników spotkania rozszerzyły moją wiedzę oraz świadomość na temat sponsorowania nie tylko alkoholik alkoholikowi, ale także o sponsorowaniu po skończonej służbie.     Nowo wybrany służebny bardzo często pozostaje zostawiony sam w pełnieniu służby i to może być przyczyną dość szybkiego wypalania i zniechęcania do dalszego pełnienia jakiejkolwiek formy niesienia posłania alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi. Duże znaczenie w pełnieniu jakiejkolwiek służby w AA ma zaznajomienie się z daną służbą, zanim pojawi się chęć jej pełnienia. W tym momencie dużą rolę może odegrać osoba, która pełniła już ten rodzaj służby, może podzielić się swoim doświadczeniem w służbie z kandydatem na służebnego, a także sponsorowaniem w pełnieniu służby. W trakcie tego spotkania zadawane były także pytania do Dyrektora BSK i Rzecznika Rady Powierników Służby Krajowej, którzy w miarę swoich możliwości i wiedzy, bardzo chętnie na nie odpowiadali. Coraz bardziej przekonywałem się o słuszności tego rodzaju spotkań i wymiany doświadczeń. Służą one w moim przypadku do rozszerzenia wiedzy na temat struktur AA, finansowania we Wspólnocie, a także dużej wymiany doświadczeń pomiędzy uczestnikami ze wszystkich regionów AA w Polsce.
    Następnym ze spotkań, w których brałem udział był warsztat na temat „Grupa fundamentem Trzech Legatów”, który będzie przewodnim tematem zbliżającej się Konferencji Służby Krajowej AA w Polsce.
    Na samym początku z wypowiedzi uczestników wyłania się problem braku jedności na konferencjach regionalnych i to jest jeden z większych mankamentów naszej Wspólnoty, ponieważ jednym z naszych Legatów jest Jedność. Przez pryzmat tych wypowiedzi zobaczyłem brak sponsorowania w służbie, a także sponsorowania grupa grupie. Moim zdaniem, to są między innymi powody, że nie ma chętnych do podejmowania służby we Wspólnocie. Jedną z sugestii, które usłyszałem w trakcie tego warsztatu jest to, aby pogłębiać wiedzę na temat służb i AA poprzez uczestnictwo w warsztatach Tradycji. Dużą rolę odgrywa w tym działaniu intergrupa, w której spotkaniach biorą udział mandatariusze poszczególnych grup, przenosząc doświadczenia z warsztatów na swoje grupy. Jeden z uczestników warsztatu poddał pod rozwagę: czy lepiej wybrać na siłę służebnych, czy odstąpić od wyboru. Co jest lepsze dla danej grupy, intergrupy, regionu? Jak się ma to do jedności AA, jeżeli w jednej miejscowości są np. dwie grupy i nie potrafią współdziałać między sobą, wymieniać się doświadczeniami, a wręcz rywalizują, co jest oznaką braku jedności? Następny uczestnik warsztatów poruszył sprawę realizacji programu AA na mityngu tylko przez dwie godziny.
    Grupa AA powołana jest do tego, aby nieść posłanie na zewnątrz, sugerował także, jak zrobić to efektywniej i z korzyścią dla alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi, tematy te powinny być poruszane na inwenturze grupy.
Następnym bardzo ważnym dla mnie było spotkanie, które nie zostało zaplanowane w programie warsztatów, a wynikło z potrzeby danej chwili. To spotkanie rzeczników regionów. Spotkaliśmy się w gronie trzynastu przedstawicieli regionów. Na tym spotkaniu był także obecny Dyrektor BSK. Spotkanie rozpoczęło się od wymiany doświadczeń, którymi dzielili się rzecznicy.
    Mówiliśmy o problemach, które dotykają bezpośrednio nasze regiony, a w ostateczności całą Wspólnotę AA. Okazuje się, że mamy bardzo podobne problemy w regionach ze służbami, z niesieniem posłania i dlatego postanowiono na tym spotkaniu, że będziemy utrzymywać stały kontakt na płaszczyźnie rzeczników regionów, wymieniać się na bieżąco swoimi doświadczeniami, informować o rzeczach i spotkaniach, które dzieją się w danym regionie. Postanowiliśmy być w stałym kontakcie. Doszliśmy do wniosku, że ma to służyć jedności AA, taki cel przyświecał temu spotkaniu. Moje osobiste odczucia są bardzo pozytywne i pozwalają patrzeć ze spokojem w przyszłość. Wydaje mi się, że zadziałała w tym momencie Siła Wyższa, która jest obecna w naszej Wspólnocie. Wymiana tych doświadczeń ma skutkować lepszym rozumieniem naszej Wspólnoty, a także natychmiastową wymianą doświadczeń. Po ostatnich zniechęceniach, które dopadły moją osobę, po tym spotkaniu nie mam żadnych wątpliwości co do słuszności służenia na różnych poziomach służb.
Maniek



Moje pierwsze 24 godziny.

Moje pierwsze 24 godziny
Był taki czas, gdy doszedłem do takiego stanu, że aby przeżyć kolejny dzień, lub nawet kilka godzin, musiałem napić się. Było mi obojętne czy to wódka, piwo, czy tanie wino, byleby miało procenty i pozwoliło uciec od siebie i otaczającej mnie rzeczywistości. Potem przychodził kac i świadomość, że wszystko muszę przeżywać od nowa. Wreszcie miałem tego dość. Udałem się do poradni odwykowej w moim mieście, aby zaaplikować sobie anticol. Próbowałem już tego sposobu  kilkakrotnie, ale bez większych rezultatów, zawsze wracałem do picia. Tam po wstępnej rozmowie, skierowano mnie do lekarza ogólnego w celu wystawienia zaświadczenia, że mogę przyjmować "antabus". Dostałem też informację o mityngach AA w moim mieście. Prawdę powiedziawszy, nie wiedziałem nic o wspólnocie, bardziej wierzyłem w „magiczne białe tabletki” niż w moc mityngu. Do spotkania było kilka godzin i był to dla mnie problem, jak przeżyć ten czas bez alkoholu, bo ręce jeszcze się trzęsły, w głowie kołatały się myśli i w gardle zasychało. Przypomniałem sobie o mojej siostrze, która od roku mieszkała gdzie indziej niż ja, przez ten okres byłem u niej ze trzy-cztery razy, by pożyczyć pieniądze na alkohol. Wiedziałem, że ona już mi nie da forsy, a tym bardziej nie poczęstuje niczym z procentami. Spędziłem u niej kilka godzin, opowiedziałem jej, że chcę iść na mityng, że spróbuje nie pić. Choć wydaje mi się, że nie bardzo wierzyła w moje zapewniania. Przecież słyszała to już tyle razy. Nadeszła upragniona godzina. Poszedłem pod wskazany adres. Po drodze modliłem się, żeby nie uciec z pod drzwi. Gdy przyszedłem na miejsce, zobaczyłem grupę ludzi, którzy stali przed wejściem, już nie było odwrotu. Rozpoznałem jednego znajomego i zapytałem go: „czy to tu?”. Z aprobatą skinął głową. Zostałem na swoim pierwszym mityngu. Podczas spotkania i po jego zakończeniu zajęto się mną troskliwie. Dostałem ulotkę adresową, ludzie opowiedzieli swoje historie, poczułem się tam dobrze i bezpiecznie. Dostałem tez nadzieję, że można nie pić. Nabrałem sił, by nie napić się przez kolejną dobę. Była też ciekawość,   Jeśli przyjdę drugi raz na spotkanie, czy tez będą tacy zadowoleni i roześmiani? Zacząłem nie pić jeden dzień, potem kolejny itd... Zbliża się moja kolejna rocznica. Dziś prowadzę normalne życie, mam rodzinę, dom, pracę, rzeczy o których marzyłem. Choć są problemy dnia codziennego, uczę się je rozwiązywać. Coraz częściej się uśmiecham i mówię o sobie, że jestem szczęśliwym człowiekiem. A wszystko to, że jakiś czas temu postanowiłem poprosić o pomoc i spróbować przeżyć swoje pierwsze 24 godziny bez alkoholu.
Pozdrawiam serdecznie, życząc Pogody Ducha - Robert



Warszawa; 14 kwiecień 2012
Warsztaty Tradycji 1-3

TRADYCJA 1:
Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików.
TRADYCJA 2:
Jedynym i najważniejszym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko zaufanymi sługami, oni nami nie rządzą.
TRADYCJA 3:
Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.
KILKA MYŚLI Z NASZEJ LITERATURY
•    Tragedią naszego  życia jest to, jak głęboko musimy cierpieć, nim nauczymy się prostych prawd, według których należy żyć.  "Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość" str. 331
•    Egoizm, egocentryzm, koncentracja na samym sobie. To właśnie jest,  jak sądzimy, zasadnicze źródło naszych kłopotów.  AA str 52
•    Światowa centrala AA nie jest do wydawania rozkazów. W istocie przekazuje ona doświadczenie AA.     JTWB   str.   273  
•    Takie doświadczenie doprowadziło nas do przekonania,  że zbiorowe sumienie grupy, wspomagane radami starszyzny,  na dłuższą metę okaże się rozsądniejsze niż jakikolwiek przywódca. 12x12   str.   136
•    A więc my, alkoholicy musimy przede wszystkim wyzbyć się egoizmu. Musimy tego dokonać za wszelką cenę, gdyż inaczej egoizm zabije nas.  AA  str .53
•    I tak oto już na samym początku ręka opatrzności wskazała nam, że każdy alkoholik zostaje członkiem wspólnoty wtedy, kiedy on sam to zadeklaruje. 12x12 str. 145
•    Chcemy po prostu, byś miał tę samą wspaniałą szansę  osiągnięcia  trzeźwości, z jakiej my już skorzystaliśmy. Tak  więc stajesz sięczłonkiem AA dokładnie w chwili, gdy  zadeklarujesz chęć przynależności. 12x12 str. 139
•    Któż odważy się być sędzią, ławnikiem i katem cierpiących  współbraci? 12x12 str.  141
                                  WYPOWIEDZI UCZESTNIKÓW WARSZTATÓW
•    Nasze wspólne dobro to sumienie grupy
•    Są różne mitingi i różne ‘obyczaje’ na nich panujące jednak wszędzie czuje się jedność. Na mitingach spotykamy różne osobowości ale wspólnota łączy wszystkich.
•    Problemy i zagrożenia których doświadczamy powodują, że ludzie chcą być w grupie. Tradycje chronią wspólnotę przede mną (tendencje do ‘usprawniania wspólnoty).
•    Tradycje są też dla mnie, nie tylko dla grupy
•    W imię jedności objąłem funkcję prowadzącego w grupie której groził rozpad przez panujący chaos i brak chętnych do służb. Po mnie dołączyli kolejni służebni, grupa przetrwała i istnieje.
•    Jedność to też rodzina. To troska o dzieci i żonę. Nie ja jestem najważniejszy
•    Czułem się źle na innych grupach bo było nie po mojej myśli. Pokora. Musiałem się dostosować do jedności.
•    Tradycje zaistniały w moim życiu nie w momencie gdy przestałam pić ale dopiero gdy poczułam wdzięczność do wspólnoty. Poczułem się zaakceptowana. Później przyszło działanie i rozwój (tolerancja, odpowiedzialność, otwartość, pokora). Rozwijam się dzięki innym ludziom, nie dzięki sobie.
•    Wiele lat nie rozumiałem pierwszej tradycji. Nasze wspólne dobro to jedność w AA, w domu, w pracy.
•    Kroki i tradycje przekładają się na życie na zewnątrz. Za błędy popełniane w AA nie ma kar i konsekwencji. Zawsze można liczyć na wsparcie kogoś bardziej doświadczonego kto pomoże i powie – daj czas czasowi.
•    Gdy każdy obstaje przy swoim wszyscy przegrywają. Nie ma wygranych. Rodzina daje mi poczucie, że czuję się potrzebny. Podobnie jest z AA.
•    Odnalazłem miejsce w życiu i w rodzinie dzięki wspólnocie. Należy dzielić się dobrem i miłością – np. nakryć stół, pozmywać, zrobić coś dla innych.
•    W Bogu znajdę oparcie jeśli się na Niego otworzę. Podobnie jest we wspólnocie.
•    Jestem pod wrażeniem zdolności oratorskich Billa W gdy mówił o drugiej tradycji i ograniczaniu zapędów do rządzenia ‘weteranów’.
•    To że nie mogłam rządzić uczyło mnie pokory.
•    Zostałem sekretarzem pomimo obaw i wielu braków. Poprosiłem o pomoc której mi udzielono dzięki czemu krok po kroku uczyłem się warsztatu do pełnienia moje służby.
•    Sumienie grupy to nie tylko głosowanie ale również przygotowanie i uświadomienie aby głosować dojrzale.
•    Nie ma autorytetów poza Bogiem. Muszę uważać abym sam dla siebie nie stał się ‘autorytetem’.
•    Służba uczy organizowania się i planowania czasu.
•    Dojrzałość to znajdująca się na stole podczas mitingu literatura AA, nie zaś wydawnictwa kościelne.
•    To dzięki służbom AA dotarło do Polski
•    Służby powinny być służebne, a nie rządzące. Dzięki czemu przyciągają kolejnych.
•    Służba dała mi odwagę wyrażać swoją opinię – m.in. przed pijanym szefem
•    Służby w AA pozwoliły mi odkryć w sobie predyspozycje zupełnie inne niż te wdrukowane przez rodziców. Odpuściłem rzeczy które mi się nie udają. Szukam pozytywów. Robię to co potrafię.
•    Poddawałem się wpływowi innych osób. Bałem się powiedzieć nie. To się już zmieniło. We wspólnocie uczę się bycia konkretnym i zdecydowanym mężczyzną.
•    Krwawiący diakoni narzucają nam swoją wolę ale to od nas zależy co z tym zrobimy.
•    Ci co zdają służbę stoją z boku i po ciuchutku pomagają.
•    Służymy, a nie zarządzamy.
•    Rzeczy które słyszałam od ‘autorytetów’ były często sprzeczne. Zaczęłam szukać i wybierać co dla mnie najlepsze
•    To niesamowita ulga dla nowicjusza, gdy słysze, że jedynym warunkiem przynależności do AA jest chęć zaprzestania picia.
•    Jestem w AA dzięki trzeciej tradycji – bo nikt nic nie wymagał
•    Bóg mnie kocha. Przyprowadził mnie do AA.
•    Jeżeli dziecko zapragnie, poczuje miłość matki
sprawozdanie napisał B AA



z forum
internetowego

Jest to odpowiedź  na pytanie o nowicjusza i weterana.
Ja jestem stanem pośrednim.
Blisko cztery lata żyję bez alkoholu, plączę się po pierwszych trzech Krokach, nie mam sponsorki i nie czuję potrzeby posiadania takowej. Początkowo przestrzegałam pilnie wszystkich zaleceń dla trzeźwiejących alkoholików – teraz nie wszystkich, bo już wiem, które mnie nie dotyczą. Sądzę, że wiem. Pracowałam nad sobą również tylko na początku. Teraz zadowalam się (?) uświadomieniem sobie własnych wad i nic z nimi nie robię.
Znam podstawowe reguły AA i wiem co nieco o historii naszej Wspólnoty, ale nie zgłębiam literatury aowskiej, nie interesuję się “imprezami” AA. Właściwie cały mój kontakt z AA to mityngi. Do tej pory raz (dosłownie jeden raz) podjęłam się trudnego zadania – podzieliłam się poza mityngiem doświadczeniem z inną alkoholiczką, ale chyba nic z tego nie wyszło, bo dziewczyna zniknęła. Gdybym miała się określić czy jestem widzem czy uczestnikiem, powiedziałabym – widz, który nieśmiało włącza się do gry i... odskakuje.
Przekonanie o tym, że nie jestem już nowicjuszem, stało się zupełnie niedawno i nagle.
Było niedzielne przedpołudnie, jasny słoneczny dzień. Stałam w ogonku aut pod czerwonym światłem. Ni z gruszki ni z pietruszki pomyślałam, że dane mi jest cieszyć się dniem, słońcem, jazdą samochodem, bo jestem trzeźwa i równocześnie uświadomiłam sobie, że właśnie DANE MI JEST, bo sama to niewiele robię. Cztery lata temu jakaś siła wyższa odjęła mi obsesję picia i sprawiła, że w ogóle nie interesuje mnie alkohol, nie mam ochoty na alkohol, prawie zupełnie zniknął żal po stracie... Jestem wolna od alkoholu.
I uświadomiłam sobie, że równie nagle to się może skończyć – jestem tylko pyłkiem zależnym od jakiejś siły wyższej! Jakaś siła niczym wielka przyjazna dłoń wydobyła mnie i unosi ponad oceanem wódy, ale i w każdej chwili może mnie upuścić – a ja ani łodzi ani latawca nie zbudowałam.
I właśnie ten moment – w niedzielne słoneczne przedpołudnie, w ogonku samochodów pod czerwonym światłem – ten moment wydaje mi się końcem odcinka “nowicjusz” i początkiem odcinka “stan pośredni”.

Pozdrawiam Ewa



z forum
internetowego

Witam
Chcąc pozostać trzeźwą nie mogę sobie pozwolić na REAGOWANIE spontaniczne. Tak czuję. Bo spontanicznie, bez zastanowienia to ja już reagowałam... Najczęściej kupując znieczulenie... Bardzo się staram najpierw myśleć, potem działać. Nie zawsze mi się to udaje, niestety.
Dziś miałam sytuację , kiedy nie wiedziałam jak zareagować.
Jak przyszłam do pracy płakała moja przyjaciółka, Nie chciałam jej pytać o co chodzi bo wiedziałam, że to ją sprowokuje do kolejnych łez, znam ją.
Przytuliłam tylko i powiedziałam, że wszystko będzie dobrze.
Później okazało się, że jej mama jest śmiertelnie chora. Przygnębiła mnie ta wiadomość i całą swoją gorycz, złość wyładowałam na innej koleżance. Ta zapytała mnie, co takiego zrobiła, że tak nieładnie się do niej odzywam.
W pierwszym odruchu zareagowałam tak  jak za czasów picia - zwaliłam winę na nią. Powiedziałam, że zadaje głupie pytania i mnie to irytuje. Ale po chwili naprawdę szczerze ją przeprosiłam.
Powiedziałam, ze nie wiem sama o co mi chodzi...Może to ta zła wiadomość, a może to, że mamy dziś dużo więcej pracy...
Wiecie, że to były moje PIERWSZE, szczere przeprosiny? Niesamowite uczucie. Jednak najważniejsze jest to, że POMYŚLAŁAM!  I skutek był taki, że koleżanka doczekała się zasłużonych przeprosin. Myślę, że wpływ na to miała przeczytana i PRZEMYŚLANA dzisiejsza, poranna refleksja. Cieszę się, że tak to się skończyło. Następnym razem jednak, chciałabym pomyśleć  ZANIM komuś dokuczę.

Ewelina-alkoholiczka



z forum
internetowego

Co jeszcze mogłem zrobić?

W którymś z niedawnych postów była mowa o  kolegach, których zabrał alkoholizm zanim wypełnił się ich czas. Młodych ludziach.
On był już w kwiecie wieku, dzieci miał samodzielne. Brakowało mu paru lat do emerytury. Nie był moim kolegą - zaledwie znajomym. Na spotkaniach pojawiał się sporadycznie. Bardziej polegał na terapii i pomocy profesjonalistów. Częściej zaczął zjawiać się po utracie pracy może z rok temu.
Chyba...? ... nie utrzymywał abstynencji?
Typowy "ładowacz akumulatora" - zabierał głos żeby opowiedzieć jak niesprawiedliwy jest świat w którym nie można znaleźć pracy, albo dzielił się innym swoim cierpieniem. Ale mówił też, że jest to jedyne miejsce gdzie czuje się akceptowany. Jeśli był - przychodził tuż przed rozpoczęciem i po odmówieniu "MoPD" zaraz znikał więc trudno było nawiązać z nim kontakt.
Od dłuższego już czasu nie poświęcam uwagi "ładowaczom" - chcę czas poświęcony "śmiesznopodziemnej" inwewtować tak by zwiększał dobro wspólne. Za największą korzyść z niepicia uważam zdolność do świadomego dokonywania wyborów - nawet jeśli wybieram zaniechanie działania. Daję uwagę tym którzy też coś starają się do tego wspólnego dobra dołożyć.
Jego zauważałem, może przyciągał mnie jego specyficzny, głęboki smutek - poza tym nie starał się zwracać na siebie uwagi jak ma większość "ładowaczy" - zabierał głos zazwyczaj pod koniec gdy już zapadała cisza i nie było chętnych do wypowiedzi.
Powiesił się.
Huczą mi w głowie wszystkie te fragmenty z WK o pomaganiu sobie nawzajem. Ów komunał na ostatniej stronie każdej broszury o wyciągniętej dłoni AA -za co właśnie ja mam być odpowiedzialny.
Nie byłem zobowiązany - nie mam poczucia winy, ale John Done zawsze już będzie miał rację - "kiedy odchodzi człowiek ginie świat".
A.P.



MOJA METODA NA ZWĄTPIENIA

                        Mam na imię Leszek i jestem alkoholikiem. Nie piję pięć lat. Tyle samo lat jestem we Wspólnocie. Nigdy nie zapiłem, chociaż w tym czasię doświadczyłem kilka osobistych tragedii – śmierć córki, śmierć mamy. Jednak nie byłem wolny od zwątpień w sens istnienia AA. Dzisiaj cieszę się, że były one /i za pewne będą/ tylko chwilowe. Starając się być na co dzień szczerym i w miarę uczciwym względem samego siebie i drugiego człowieka potrafię, a przynajmniej staram się te swoje wątpliwości wykorzystać w pozytywny sposób dla siebie i Wspólnoty. W pierwszych miesiącach mego nie picia tak bardzo byłem pochłonięty sobą, że zapomniałem o Wspólnocie i jej programie. W konsekwencji nie dostrzegałem drugiego człowieka. Dopiero po stracie córki doceniłem siłę Wspólnoty, dostrzegłem ile ona dla mnie znaczy. Doświadczyłem to poprzez wsparcie jakie otrzymałem od ludzi będących we Wspólnocie. Od tamtej pory zacząłem widzieć, słyszeć oraz współczuć drugiemu człowiekowi. Dostrzegłem człowieka jako istotę potrzebującą wsparcia od innego człowieka. Zacząłem solidaryzować się z innymi członkami Wspólnoty i nie tylko. Zacząłem coraz bardziej doceniać zalety programu AA. Bardzo poważnie i osobiście „podszedłem” do zrozumienia i realizacji pierwszego kroku. W tamtym czasie i również teraz pomaga mi to gdy realizuję i głęboko wierzę w jego skuteczność. To głównie zależy od mojej uczciwości wobec samego siebie. W skutek zaniedbań i nie pielęgnowaniu w sobie programu AA poprzez sporadyczne chodzenie na mityngi nie dzielimy się doświadczeniami, które są ważnym elementem zdrowienia. Dlatego właśnie na własne życzenie jest we mnie bardzo mało pokory, miłości, tolerancji, wyrozumiałości, umiejętności bądź niechęci do zaakceptowania mądrości programu AA. Po prostu nie rozumiem, nie potrafię się pogodzić, a tym bardziej przyznać się do bezsilności. W konsekwencji zacząłem mierzyć drugiego człowieka własną miarą. A przecież program mówi, że każdy z nas ma prawo do własnego zdania, oraz do własnego punktu widzenia. Drugi człowiek też może mieć problemy, rozterki i tak jak ja POTRZEBUJE  WSPARCIA. Moja nieumiejętność wysłuchania do końca drugiego człowieka powoduje, że staję się człowiekiem wszystko  i najlepiej wiedzącym.      W takich chwilach mam po raz kolejny przypominać sobie Krok Pierwszy i nie tylko. Dlatego zrozumiałem jak bardzo dużo uwagi poświęca się w programie POKORZE. W jej zakres wchodzi także SKROMNOŚĆ. Tak jak przy obrachunku moralnym tak i w rozmowie z drugim człowiekiem mam być szczery aż do bólu. Zrzucić z siebie maskę pozoranta. Nie udawać tego kim nie jestem. Mam pamiętać, że to grupa przez którą mówi siła wyższa ma ogrom możliwości niesienia pomocy choremu na alkoholizm. Dzisiaj wiem po co były te moje chwile zwątpienia. Musiałem dać sobie czas i za sprawą programu AA zrobić po raz kolejny obrachunek /nie tylko moralny/ i jeżeli do tego potrzebny był i jest drugi człowiek to mam to czynić i korzystać z jego wsparcia. Wsparcia drugiego człowieka. Wiem też, że to moje chore projekcje, wyolbrzymianie pewnych spraw, oraz nadgorliwość powodują w mojej głowie zamęt. Dlatego aby mieć mniej wątpliwości moim obowiązkiem jest starać się zrozumieć Desideratę, która mówi mi, że jesteśmy ludźmi i każdy z nas ma swoją opowieść. Mam spojrzeć na drugiego człowieka poprzez jego uzależnienie, a nie jak on wygląda, jak się wysławia czy też zachowuje. Tylko w ten sposób stanę się bardziej tolerancyjnym człowiekiem, zdrowiejącym alkoholikiem. Wiem także, że to ja dokonuję wyborów i ode mnie zależy jak bardzo będę zaangażowany w program AA. Także w realizację jego 12-ty kroku. Gdy będę postępował uczciwie względem programu zapewne zagości we mnie na stałe tak upragniona Pogoda Ducha, czego i Wam   DRODZY    PRZYJACIELE   życzę !!!
Nadal pragnący być trzeźwym
Leszek Alkoholik



Dwukrotnie chciałem zrezygnować. - Zza krat

Na samym początku chciałbym pozdrowić wszystkich Przyjaciół z za krat ,całą redakcję Mityngu całe grono terapeutów z Atlantisu w Warszawie
Mam na imię Marek jestem alkoholikiem i narkomanem mam 33 lat .Przebywam od 1999 r ZK obecnie w Kamińsku . Odsiaduję wyrok za morderstwo którego nie popełniłem Ala brałem w nim udział. Pragnął bym się  podzielić z osobami co przyszły na swój pierwszy mityng oraz terapię w różnych jednostkach. Mój kontakt  z alkoholem zaczął się gdy miałem 12 lat .Początkowo popijałem wina z kolegami nie smakowały mi w ogóle, ale lubiłem ten stan ,dawał mi on odwagę i śmiałość. Odkąd pamiętam sprawiałem swojej rodzinie wiele problemów i kłopotów. Nie wiem dlaczego ale lubiłem przebywać w towarzystwie starszych kolegów gdzie piliśmy alkohol to mi imponowało ,szybko zostałem przyjęty do grona chłopaków którzy mieli już za sobą wyroki i odsiadki. Powoli uczyłem się złodziejskiego fachu. Po alkoholu nie bałem się nikogo i niczego bo wiedziałem że mam za sobą chłopaków  i zawsze mogę na nich liczyć. Kradłem ,napadałem, czułem się bezkarny wiedziałem że policja nic mi nie może zrobić. Moja passa nie trwała zbyt długo ,nie chodziłem do szkoły zainteresował się mną Sąd Rodzinny, nie przejąłem się tym zbytnio nadal piłem ,kradłem aż trafiłem do Zakładu Wychowawczego, wtedy poczułem strach i lęk bo obok mnie nie było kolegów i alkoholu który dodawał mi odwagi, a koledzy bezpieczeństwo zostałem sam. W Zakładzie Wychowawczym szybko się zaaklimatyzowałem zdobycie alkoholu nie było problemem kradzieże i ucieczki stały się normą. Spędziłem tam 6 lat nie ukończyłem szkoły. Wróciłem do Warszawy, gdzie siostra załatwiła mi szkołę, z początku chodziłem do szkoły ,byłem grzeczny nie chciałem sprawiać  siostrze kłopotów bo była za mnie odpowiedzialna. Minęło kilka miesięcy znów zacząłem rozrabiać ale jakoś udało mi się skończyć szkołę. W 1997r po raz pierwszy wziąłem narkotyki spodobało mi się to mieszałem narkotyki z alkoholem stawałem się bardzo agresywny, powoli wszyscy zaczęli się ode mnie  odsuwać  już nie miałem sił chciałem popełnić samobójstwo. Rodzina chciała mi pomóc, ale ja nie chciałem. Stałem pod sklepem ,żebrałem o drobne na najtańsze wino, stoczyłem się na dno mając 19 lat czułem pogardę do siebie. Zaczęło się najgorsze trafiłem do ZK Białołęka. Początki w ZK były ciężkie nie mogłem  spać zostałem skazany na 3 lata. Obiecałem najbliższym że teraz będzie inaczej że się zmienię. W ZK poszedłem do szkoły i pracy po odsiedzeniu połowy wyroku dostałem warunkowe zwolnienie. Po opuszczeniu więzienia ciesząc się wolnościom szybko wróciłem do poprzedniego życia zacząłem kraść pić ćpać. Po ośmiu miesiącach na wolności kolejny areszt. Byłem załamany  i za swoje niepowodzenia winiłem wszystkich dokoła. Stanąłem  pod przysłowiową ścianą nie wiedziałem co zrobić ze swoim życiem .Dowiedziałem się że są spotkania dla uzależnionych mityngi ale ja nie uważałem siebie za alkoholika, nie chciałem się po prostu do tego przyznać bo wstydziłem się kolegów co siedzieli i mnie znali, że zostanę wyśmiany. Sporo czasu upłynęło zanim poszedłem na swój pierwszy mityng, zbliżała się sobota byłem podenerwowany ,kiedy funkcjonariusz otworzył drzwi i powiedział ,,mityng" wybuchnął w celi śmiech, myślałem, że zapadnę się pod ziemię szybko wyszedłem z celi i dotarłem na mityng. Zobaczyłem kilka kobiet z wolności stanąłem z boku czułem się dziwnie, kiedy zaczęło się. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to że trafiłem do sekty chciałem uciec, ale zostałem .Prowadzący zadał pytanie czy jest ktoś po raz pierwszy na mityngu i spojrzał się na mnie ,zrobiłem się czerwony na twarzy niepewnie podniosłem rękę, zapytał się czy mam problem z alkoholem i czy chcę przestać pić powiedziałem ,,tak '' i dostałem brawa nie bardzo wiedziałem za co słuchałem tych ludzi niezbyt uważnie i w duch zacząłem się śmiać z tego co mówią. Po pewnym czasie chodzenia na mityngi coś zaczęło do mnie docierać kiedy przyjaciel opowiedział o swoich doświadczeniach, a ja miałem sporo podobnych. Po pewnym czasie postanowiłem opowiedzieć swoją historię jak mając 21 lat znalazłem  się na dnie. Wyrzuciłem całe bagno z mego życia nie zostałem wyśmiany ani skrytykowany poczułem ulgę na sercu że mogłem podzielić się z innymi doświadczeniem. Pamiętam swoją pierwszą rocznice będąc w AA nie wiedząc ze takie coś istnieje. Gdy przyjaciółka przyniosła tort byłem wzruszony i poleciały mi łzy niby faceci uważają się za twardzieli i nie płaczą ale to tylko jest mit ..  Nawet tu są słabi  ludzie co, lecz tego nie okazują bo udają twardych. Kiedy dmuchałem świece miałem jedno marzenie które się spełniło. Od tego momentu życie nabrało sensu i szedłem powoli drogą, która proponuje AA. Odsiadując 15 -letni wyrok dochodziły kolejne sprawy uzbierało się 26 lat do odsiadki, nie potrafiłem sobie z tym poradzić miałem chwilowe załamanie i dokonałem samouszkodzenia,  nie myślałem racjonalnie. Na szczęście miałem wielu przyjaciół którzy wciągnęli do mnie pomocną dłoń jakoś się pozbierałem i przypomniałem sobie moje marzenie. Zostałem wybrany na prowadzącego mityng ,na początku nie chciałem myślałem, że sobie nie poradzę ,ale dzięki przyjaciołom z wolności udało mi się i poświęciłem czas na prowadzenie mityngów. Pragnę oddać to co dostałem za darmo. W późniejszym czasie zostałem przewieziony do Płocka gdzie prowadziłem mityng i niosłem posłanie innym alkoholikom. Po jakimś  czasie  kolega powiedział mi że mogę jechać na terapię do Warszawy bez chwili wahania zgłosiłem się do psycholog gdzie poprosiłem o skierowanie na terapię, szybko dostałem termin terapii byłem zadowolony. Na terapii w Mokotowie nie mogłem przyzwyczaić się do otwartych cel większość wyroku spędziłem w zamkniętych celach .byłem pewny że doskonale sobie poradzę przecież wiedziałem czy jest choroba alkoholowa, prowadziłem przez parę lat mityngi,  a tak naprawdę  nie miałem o tym zielonego pojęcia. Na zajęciach grupowych było ciężko dwukrotnie chciałem zrezygnować twierdząc, że jest mi nie potrzebna. Miałem na szczęście znakomita terapeutkę Dużą Gosię ona miała dobry wpływ i potrafiła mnie zachęcić do pracy nad sobą. Nie było łatwo pojawił się bunt, agresja, jakoś udało się skończyć terapię. Po ukończeniu terapii została mi otwarta grupa R2 i dostałem się do pracy. Przez okres trzech lat chodziłem na  grupę wsparcia i mityngi, które później prowadziłem. Myślałem, że jestem mocny i nie dotyczy mnie alkohol i narkotyki, ale byłem w błędzie i wziąłem narkotyki. Przez chwilę czułem ulgę, ale nie trwało to długo, miałem wyrzuty sumienia, że oszukuję samego siebie i przyjaciół którzy wyciągnęli do mnie pomocna dłoń. Po dwóch latach podjąłem decyzję, że ponownie pójdę na terapię . Gdy byłem na terapii poczułem się za pewnie znałem cały schemat, zacząłem rozrabiać. Nie wiem dlaczego mnie nie usunięto z grupy kiedy dostałem dyplom ukończenia terapii w głębi ducha uważałem, że na niego nie zasługuję bo swoim zachowaniem powinienem dać innym przykład, a tak nie było. Nie zapomnę słów które powiedziała mi Marzenka, która wręczała mi dyplom aby dał mi on wiele do myślenia, Poczułem się głupio i nie wiedziałem co mam powiedzieć wziąłem sobie jej słowa do serca, zacząłem się zachowywać normalnie. Dzięki terapii  i mityngom nauczyłem się słuchać innych ludzi, nie krytykując ich, potrafię bezinteresownie  pomagać innym, szanować ludzi, ale musze się jeszcze wiele nauczyć. Kiedyś jeden z moich przyjaciół Krzyś powiedział mi: "Nie stawiaj sobie zbyt wysoko poprzeczki, bo jej nie przeskoczysz, tylko nisko abyś mógł ją przeskoczyć''. Już nie stawiam wysoko poprzeczki. Dziś jestem szczęśliwym człowiekiem, mimo tego, że jestem zamknięty, ale tak naprawdę czuje się wolny i mam poczucie, że mam nowe życie .Kiedyś uważałem że wiara w Boga dobra jest dla starych ludzi, dziś się modle do Boga (tak jak Go pojmuję), a w Piśmie Świętym odnajduje wiele elementów z naszego programu, nie zapominam o czytaniu literatury AA. Mimo tego że nie mam zbytnio dostępu do literatury, ale wysyła mi ją moja przyjaciółka Ula za co jej serdecznie dziękuję. Niestety nie chodzę tutaj na mityngi są tutaj jakoś inaczej prowadzone próbuję coś robić w tym kierunku. Chciałbym by inni też mieli szansę zobaczyć, że można zmienić swoje życie. Jest na pewno warto  mi się to udało i nie mam zamiaru wracać do starego życia, za wiele straciłem młodych lat za kratami. Po kilku latach odzyskałem zaufanie rodziny, którą zawsze kochałem, a nigdy nie potrafiłem tego okazać. Dziś wiem, że rodzina jest najważniejsza  w moim życiu. Musiałem wiele lat spędzić za kratami aby to zrozumieć. Cieszę się że mogłem podzielić się swoim doświadczeniem. Pozdrawiam wszystkich zza muru i życzę wszystkim pogody ducha oraz wytrwałości w trzeźwości .
Marek alkoholik narkoman