MITYNG 06/180/2012

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO



Witajcie,

    Od kwietniowej Konferencji Regionalnej pełnię służbę redaktora Biuletynu Mityng i z duszą na ramieniu piszę swój pierwszy wstępniak. Czerwcowy temat to ‘Współpraca a nie łączenie się’. Temat trudny, tym bardziej cieszę się, że napłynęły do nas artykuły od osób chcących podzielić się swoim doświadczeniem. Chciałbym jednak nawiązać do pierwszego członu – Współpraca.
    Pamiętam, że Mityng był moją pierwsza lekturą, gdy z poczuciem całkowitej życiowej porażki,  pełen lęków przekroczyłem próg AA. Wszystkie pozostałe książki były kompletnie niezrozumiałe i wydawały się być dla ‘zaawansowanych’ w trzeźwieniu alkoholików. W Biuletynie znalazłem coś dla siebie – cytat, który do mnie trafiał, artykuł nowicjusza z którym się utożsamiałem, historię człowieka, który podnosząc się uświadomił mi, że jest nadzieja na lepsze życie, rysunki które wyśmiewały mój egocentryzm, niedojrzałość, bądź inne wady tak charakterystyczne dla alkoholizmu. Niektórych rzeczy oczywiście nie rozumiałem, ale to co znalazłem mi wystarczało i powodowało, że czytając od deski do deski, czekałem na kolejny miesiąc i kolejne wydanie, w międzyczasie znajdując coraz to nowe, jakoś bliskie i znajome słowa, które z czasem stały się punktem zaczepienia.
    Popchnięty do działania, nie inaczej, zaczęły się moje pierwsze służby – mycie szklanek, prowadzenie mityngu, a od jakiegoś czasu zespół literatury. Właśnie tam uświadomiłem sobie, że nic się samo nie robi i że te parę kartek, rysunków i artykułów to praca zespołowa. Wbrew pozorom żmudna, ale jak każda służba, rozwijająca, ucząca bezinteresownej odpowiedzialności i dająca satysfakcję. Właśnie dlatego piszę o współpracy i proszę Was o pomoc we współredagowaniu i pisaniu. Dzielcie się proszę z nami swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją. Jestem pewien, że jest jeszcze wiele nienapisanych historii oraz doświadczeń w tematach przewodnich miesiąca.
Najbliższe tematy to:
    Lipiec - Wdzięczność
    Sierpień - Osobista inwentura
    Wrzesień - Pokora w działaniu
    Październik - Akceptacja gwarantem trzeźwości
    Listopad- Czym jest dla mnie medytacja
    Grudzień - Moje doświadczenia jakie przekazuję innym
    Styczeń 2013 - Bezsilność
Chciałbym również podziękować Redaktorom i wszystkim sympatykom Biuletynu Mityng za wkład i zaangażowanie (korekta, składanie, rysunki, dyżury, informacje, archiwum, etc) prosząc jednocześnie o wsparcie.
www.mityng,net
redakcja@mityng.net
Życzę pogody ducha Bartek



Współpraca a nie łączenie się.

    Jestem alkoholikiem, mam na imię Marek. Gdy przyszedłem do Wspólnoty wszystko było dla mnie nowe i niezrozumiałe. Bardzo chciałem poznać mechanizmy trzeźwienia, pragnąłem dowiedzieć się jak TO działa, w jaki sposób tysiące alkoholików wraca do zdrowia. Dużo czytałem, chodziłem na mityngi, podjąłem się służb, jeździłem na intergrupy. Stałem się wręcz zachłanny na wiedzę. Nadmienię, że zanim wstąpiłem do AA podjąłem terapię w jednej ze stołecznych przychodni. I tu pierwszy raz zetknąłem się z próbą „łączenia” AA z czymś spoza Wspólnoty. Widziałem jak jedna z grup AA musiała opuścić przychodnię, gdyż kierownictwo przychodni usiłowało narzucić grupie swoje reguły. Tu zobaczyłem postawę ludzi, znających Tradycje i zasady AA. Tu usłyszałem, że ktoś już próbował coś takiego robić i nie wyszło, więc po co tracić energię na rzeczy z góry skazane na porażkę.
    Preambuła AA jest dla mnie najważniejszym przesłaniem i wraz z Dwunastoma Tradycjami wskazuje mi drogę. Z literatury AA dowiedziałem się w jakich bólach rodziły się Tradycje i mają one dla mnie ogromną wartość. Nie usiłuję ich w żaden sposób naginać do zaistniałych sytuacji. Są one dla mnie na tyle przejrzyste, że nie wymagają dodatkowej interpretacji. Z Preambuły i Tradycji dowiaduję się co robi AA, a czego nie robi.
    Współpraca a nie łączenie się. W Preambule jest napisane „Wspólnota AA nie łączy się z żadną sektą, wyznaniem...”. W myśl tego zapisu mityng powinien być pozbawiony cech religijnych. Skąd w takim razie w okolicach Świąt Wielkanocnych dzielenie się jajkiem? Dlaczego w okolicach 24 grudnia na mityngach następuje dzielenie opłatkiem? Rozumiem, że jesteśmy krajem katolickim ale w myśl Tradycji 5 każda grupa ma jeden główny cel. NIEŚĆ POSŁANIE ALKOHOLIKOWI, KTÓRY WCIĄŻ JESZCZE CIERPI. W moim odczuciu mityng powinien się odbyć w normalnej formie a świętowanie zostawmy w domu. Czy 1 maja będziemy śpiewać na mityngach Międzynarodówkę? Może 11 listopada przyniesiemy flagi na mityng i zaśpiewamy Pierwszą brygadę? Niestety moje wnioski o zaniechanie świętowania nie uzyskały aprobaty „starszyzny” ponieważ „od zawsze był opłatek i żaden smarkacz nie będzie wprowadzał swoich rządów”. Było to oczywiste złamanie 5 Koncepcji, ale nie wiedziałem jak się przebić przez ten mur uprzedzeń. W przypadku przychodni byłem dumny z postawy doświadczonych aowców, ale w przypadku świętowania na mityngach zobaczyłem, że nawet Ci, którzy podzielali moje zdanie nie chcieli zająć stanowiska w obawie przed konfliktem z grupą. I tu się kłaniają Tradycje pierwsza i dwunasta. Pierwsza mówi, że nasze wspólne dobro jest najważniejsze, a dwunasta o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami.
    Dziś znam Kroki, Tradycje i Koncepcje ale kilka lat temu nie miałem pojęcia o co tu chodzi. Dziś muszę pamiętać, że na każdym mityngu pada pytanie „czy jest na sali osoba, która nie była przyjmowana do Wspólnoty?”. Muszę pamiętać, że zawsze ktoś może podnieść rękę. Muszę pamiętać, że ta osoba przyszła prosto z pijanego życia i to co zobaczy i usłyszy musi być jasne i przejrzyste.
    Będąc na mityngach tematycznych i informacyjnych z radością obserwowałem jakie wrażenie  robiła na słuchających wypowiedź któregoś z przyjaciół z AA. Różne organizacje same proszą o zorganizowanie takiego mityngu. Współpracą jest niesienie posłania na detoks. Te wszystkie działania są wypełnieniem Tradycji 5, której istotę właśnie w maju będziemy mieli okazję zgłębiać. Pogody ducha i 24 godzin.
Marek



Współpraca pomiędzy AA i innymi programami leczenia alkoholików.

Charles A.Aharon, dyrektor regionalny Fundacji na rzecz badań nad alkoholizmem i uzależnieniami od leków. Region Jezioro Erie London, Ontario Kanada GV kwiecień 71 r
    W styczniu 1971 roku minęło 20 lat od mojego pierwszego kontaktu z AA. Patrząc wstecz uświadamiam sobie dziś, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń mojego życia. Tak jak wielu innych, mogę dziś po prostu stwierdzić fakt, że to doświadczenie zmieniło moje życie, nadało mi nowy kształt i kierunek. Poznanie Wspólnoty było punktem startowym pracy całego mojego życia. W tym czasie byłem na studiach podyplomowych. Kontakt z AA sprawił, że zafascynowałem się problemami alkoholizmu w naszym społeczeństwie oraz siłę terapeutyczną Wspólnoty, co sprawiło, że w tym kierunku zwróciłem swą pracę naukową. Szczęśliwym trafem, dwa i pół roku później zaproponowano mi utworzenie pierwszego centrum leczenia odwykowego w London ( Ontario, Kanada ). Chcę powiedzieć, że to AA ukształtowało moje poglądy na temat programów terapeutycznych, a trzeźwi dzięki AA przyjaciele, którzy dzielili się ze mną doświadczeniem i opiniami, ukierunkowali moje stanowisko na temat alkoholizmu i alkoholików.
    Przygotowując się do tego artykułu rozwinąłem parę własnych pomysłów, żywiąc nadzieję, że przynajmniej niektóre z nich będą wartościowe i oryginalne. Na szczęście przyszło mi do głowy, by przejrzeć ostatnie roczniki GRAPEVINE ( światowy biuletyn wspólnoty AA - przypis redakcji), by być zorientowany na bieżąco, co się w AA dzieje. Przerzuciłem więc wszystkie z 12 numerów z 1969 roku odkładając na bok te, w których było cokolwiek związanego z moimi "odkryciami". Wyobraźcie sobie moją konsternację, gdy okazało się , że w ośmiu z dwunastu numerów nie tylko że poruszane były tematy, ale zawarte były w całości moje "oryginalne" pomysły plus wiele innych, które nie przyszły mi do głowy. W ten sposób pozbyłem się fantazji, że powiem coś oryginalnego. Uspokaja mnie fakt, że większość odkryć i nowych idei związanych z relacjami międzyludzkimi, to w rzeczywistości odkrycia powtórne. Ale mają one wartość, gdyż pokazują, że ludzie o różnych osobowościach mogą dochodzić własnymi drogami do pewnej wspólnej prawdy. Słyszałem nawet kiedyś, że sama AA jest powrotem starej idei - wiekowym przesłaniem miłości - wyrażonym w nowym, współczesnym języku i przystosowanym do potrzeb szczególnej grupy ludzi.
    Jestem przyzwyczajony do występowania przed profesjonalistami i mówienie im o AA. Poświęcam wtedy wiele czasu niektórym postawom moich kolegów po fachu, które jak sądzę, uniemożliwiają im współpracę z AA. Dziś zamierzam zaryzykować i opisać parę postaw trzeźwych alkoholików, które według mnie szkodzą tej współpracy z drugiej strony.
    Ale zanim wkroczę na te pole minowe, nieco się zabezpieczę: pozwólcie mi wyrazić głęboką wiarę, że filozofia AA jest nie do podważenia. Chcę się zmierzyć jedynie z indywidualnymi poglądami i działaniami, które jednak występuje na tyle często, że przez słabo poinformowanych mogą zostać odebrane jako wyraz stanowiska całego AA.
    Pierwszym warunkiem udanej współpracy pomiędzy AA i terapią jest duch dobrej woli rodzący się ze wspólnoty celu: być pomocnym cierpiącym alkoholikom. Układ najbardziej korzystny powstaje wtedy, gdy obie strony uzupełniają się nawzajem, a nie walczą ze sobą. Aby utrzymać ducha współpracy, na pierwszym miejscu musimy stawiać bezpieczeństwo alkoholika, któremu pomagamy: od początku musimy dbać o jakość naszych związków. Wydaje mi się, że zbyt często próby współpracy przekształcają się w pole walki, na którym każda strona próbuje udowodnić wyższość swych metod. Gdy tak się dzieje, to ofiarą bitwy pada alkoholik.
    Można wymienić wiele cech osobistych korzystnie wpływających na współpracę, ale sądzę, że najważniejszą z nich jest pokora. Każda strona musi mieć świadomość własnych ograniczeń, zaufanie do uczciwości partnera i dopuszczać możliwość, że można się od niego czegoś nauczyć. Osobiście nie wierzę, że trzeźwy alkoholik musi być ekspertem w sprawach alkoholizmu, choć tak się czasem zdarza. Uważam, że członek AA jest ekspertem w dziedzinie własnego doświadczenia i sposobu pracy nad programem. Gdy idzie dalej, wygłaszając opinie na temat alkoholizmu w ogóle czy roli alkoholu w społeczeństwie, gdy angażuje się w programy edukacyjne lub profilaktyczne itp, to ryzykuję utratę wiarygodności i zaufania w oczach profesjonalistów.
    Znacznie bardziej jestem skłonny uznać członka AA jako eksperta od programu zdrowienia. W tej dziedzinie posiada on dużą wiedzę, umie pomagać - i to jest miejsce na współpracę. To, że w AA wyrażane są opinie na temat alkoholizmu jest całkiem zrozumiałe, ale opinie te nie mają najczęściej żadnego znaczenia dla współpracy przy niesieniu pomocy. Przeciwnie, teoretyczne dysputy stanowią często powód jej zerwania. Obie strony, próbując działać wspólnie, muszą pamiętać o aowskiej zasadzie otwartości umysłu. Kolejny pogląd, na tyle częsty by o nim powiedzieć, to tendencje wielu członków AA by uważać alkoholików za specjalny gatunek, wymagający specjalnego traktowania i uwagi.
    Z takiej postawy rodzi się często powtarzana opinia, że tylko alkoholik jest w stanie zrozumieć innego alkoholika i pomóc mu. Zgadzam się, że alkoholicy mają na tym polu znaczną przewagę, ale sądzę też, że ani nie gwarantuje im to samo w sobie sukcesu, ani nie jest dowodem na to, że tylko alkoholik może nawiązać kontakt a alkoholikiem.
    Jestem pewien, że wielu z was może przypomnieć sobie wielu alkoholików, których nie mogliście zrozumieć i trudno było im pomóc. Zauważyłem, że niektórzy w AA, widząc ten problem, próbują go tłumaczyć mówiąc: "On nie jest gotów" lub "nie osiągnął jeszcze dna". Ale gdy z podobnym problemem ma do czynienia profesjonalista, to wyjaśniają " a czego się spodziewaliście? on nie jest alkoholikiem". Stykając się z takim stanowiskiem często odpowiadam: " to prawda, że nie wiem jak to jest być alkoholikiem, ale nie wmówicie mi, że nie wiem, co to jest strach, poczucie winy, wstyd, zło, niepewność, rozpacz. Takie uczucie przeżywa każdy człowiek". Dalej mówię, że mamy chyba więcej wspólnego niż myślimy. Jesteśmy braćmi w naszych słabościach. Wielkość AA jest pewna i nie potrzebuje wzmocnienia przez wypominanie niepowodzeń innym.
    Z tej samej półki pochodzi następny problem, dlaczego tak łatwo wierzymy w to, co mówią pewne osoby i grupy? Jakie potrzeby zaspokajamy przyjmując bezkrytycznie wypowiedzi innych? Alkoholicy często uważają się za artystów od przekonywania innych i powinni wiedzieć, że jednym z najlepszych sposobów na to jest mówienie innym tego, co chcą usłyszeć. Pijący alkoholik próbuje często zwrócić uwagę i zainteresowanie przyjaciół z AA opowiadając im o nieudanych próbach uzyskania pomocy na terapii, jeżeli tylko wyczuje podatny grunt.(Oczywiście na terapii będzie opowiadał tę samą historię, jak to AA nie potrafiło mu pomóc.)
    Jestem przekonany, że powinniśmy - po obu stronach - weryfikować takie opowieści przed wydaniem sądów. Zdarzają mi się pacjenci, którzy próbują racjonalizować swoje osobiste niepowodzenia dyskredytując AA. A ja, dzięki temu, że wiem więcej o AA od nich, mogę odpowiedzieć, że to czysty absurd.
    Chciałbym teraz przedstawić parę sugestii dla tych, którzy mają okazję współpracować z programami terapeutycznymi. Jeżeli to tylko możliwe, starajcie się poznać założenia programu i sposoby realizacji. Być może korzystne będzie zorganizowanie spotkania z przedstawicielami personelu, by wymienić poglądy na temat terapii. W ten sposób będziecie mieli szansę odpowiedzieć na pytanie: czy program terapii jest do zaakceptowania z punktu widzenia AA. Jeżeli nie i nie ma szans na jego zmianę - to być może będzie lepiej powiedzieć: " Z przyjemnością pomożemy waszym pacjentom na ile będziemy w stanie - ale jak skończą terapię" Uważam, że taka postawa jest o niebo lepsza niż próby równoległej pracy z przekonaniem, że terapia jest zła. Zniszczenia wynikające z takiej wojny nie spadną na zamieszanego w nią cierpiącego alkoholika. Miałem kiedyś okazję być na mityngu AA, na którym spiker mówił między innymi, że Anticolu nie stosuje nikt poważny i że mój ośrodek terapeutyczny jest bezużyteczny. Oczywiście spiker ma prawo do własnych poglądów i pewnie też do przedstawiania ich. Ale co mogę zrobić poza przeżuwaniem żalu, jeżeli obok mnie siedzi mój pacjent-alkoholik, mający zaufanie do mnie i moich kompetencji, a którego długo namawiałem by poszedł do AA i w końcu zgodził się mi towarzyszyć na pierwszym mityngu? Nic, być może poza podkreśleniem wolności w AA i odwoływaniem się do otwartości umysłu, jako ważnego zalecenia AA. Jeszcze krótko o dwóch sprawach dotyczących współpracy. Pierwsza to problem trzeźwych alkoholików za Wspólnoty zatrudnionych jako terapeuci. Będąc w takiej pozycji muszą nauczyć się godzić ze sobą parę spraw. Chyba najtrudniejszą jest poradzenie sobie z pokusą bycia znawcą i rzecznikiem AA na terapii, i odwrotnie. Wierzę, że alkoholicy - terapeuci będą na tyle mądrzy by chodzić na mityngi dla własnej trzeźwości a nie w czyimś imieniu. Zresztą nie potrafię wymyśleć innej przyczyny chodzenia na mityngi.
    Sprawa druga: z moich obserwacji wynika, że niektórzy członkowie AA traktują terapię jako łatwe pole do robienia Dwunastego Kroku, jako śmietnik do którego można ewentualnie wrzucić podopiecznego. Nie odmawiam nikomu pomocy w ośrodku, ale gdy trafia do mnie taki pacjent to czuję, że nie otrzymał należytego sponsorowania w AA. Na koniec chciałbym podzielić się paroma uwagami odbiegającymi od głównego tematu: sprawami o których napiszę, jestem osobiście zainteresowany i chętnie usłyszałbym co o nich sądzą inni.
    Sądzę, że nie tylko ja mam trudności z nadążaniem za zmianami technicznymi i społecznymi jakie zaszły w ciągu lat istnienia AA.. Społeczeństwo, w którym AA się narodziło różniło się znacznie od dzisiejszego. To, że Wspólnota nadąża za zmianami jest świadectwem, że w chwili powstania bardzo wyprzedzała swoje czasy. Ale tempo zmian w świecie współczesnym ciągle wzrasta i coraz trudniej jest nie zostać w tyle. Zasady AA są ponadczasowe i niezmienne, ale mogą zmieniać się znaczenia słów i sposoby działania. AA byli pionierami rozwoju nowego podejścia do ludzkich problemów i historycy w przyszłości opiszą ich wpływ na dziedziny życia związane z pomaganiem innym. Zastanawiam się ostatnio, czy istnieje sposób, by AA włączyło do swojego repertuaru działań niektóre techniki i psychologię - nawet jeśli te techniki powstały poza AA. Chodzi mi o nowe metody pracy w grupie. Myślę, że jedną z najsilniejszych stron AA jest zdolność przekonywania o konieczności podporządkowania życia pewnym podstawowym zasadom. Myślę też, że Wspólnota mogłaby wzbogacić swój zasób środków. AA mówią co trzeba zrobić, ale osobiście uważam, że mogliby o wiele więcej wiedzieć jak to zrobić. Dotyczy to szczególnie radzenia sobie z kłopotliwymi uczuciami, przeszkadzającymi w kontaktach międzyludzkich i osobistym rozwoju. Mam wrażenie, że dla sporej liczby członków AA długość abstynencji jest o wiele ważniejsza od jakości trzeźwości, dla której nie wystarcza samo zaprzestanie picia. Zapytać się siebie "jaki jestem" to dużo trudniejsze niż wiara, że gdy zachowujemy abstynencję to wojna jest już wygrana.
    Oczywiście program 12 Kroków stawia nieustannie na jakość trzeźwości równoznaczną z jakością życia, ale nie znajduje to pokrycia w postawach sporej grupy alkoholików i co za tym idzie, w atmosferze niektórych mityngów. W każdej grupie ludzi istnieje pewien sposób bycia, który ułatwia utożsamianie.
    W AA jest specyficzny język i styl. Niektóre grupy mają własne, niepisane tradycje. Są grupy, w których jest źle widziane mówienie o lęku przed ludźmi, niezdolności do pracy czy nawet zrozumieniem niektórych części programu, bycie smutnym, nieszczęśliwym, źle się poczuć - nawet jeśli to prawda. Albo opowiadasz o wielkich sukcesach albo nie odzywasz się w ogóle.
    Przychodzi do mnie wielu członków AA- zarówno nowych jak i weteranów - zaniepokojonych, że coś jest z nimi nie tak. Mówią, że lubią i potrzebują AA, ale program nie działa w ich życiu tak, jak u innych. Są często nieszczęśliwi, co powoduje nerwowość na mityngach, strach, że będą musieli coś przeczytać lub powiedzieć. W rezultacie wychodzą zmęczeni i zniechęceni. Myślę, że są inni, gdyż rzadko słyszą, że ktoś swobodnie przyznaje się do takich uczuć. Czują się winni, lub co gorsza, dochodzą do przekonania, że całe gadanie o szczęściu i zadowolenie to puste słowa. Trudne uczucie i brak odwagi to typowe doświadczenie przychodzących do AA. Apatia, zanik entuzjazmu i okresowe zwątpienie to nierzadkie przypadki wśród starszych stażem. Można sobie z nimi poradzić, jeżeli tylko przyznamy się do nich i podzielimy z innymi.
    Możliwość by to zrobić zależy od otwartości grupy. Według mnie, sukces w AA to nie wyeliminowanie trudnych momentów z życia, ale rosnąca ufność, że w miarę stosowania w życiu programu, będzie wzrastać zdolność radzenia sobie z nimi, nie absolutne usunięcie bólu, ale poczucie, że można go przeżyć. Tolerancja dla problemów związanych z używaniem alkoholu jest w AA zwykle wysoka, ale nie zawsze obejmuje ona inne problemy życiowe. Ale przez otwarte dzielenie się prawdą, członkowie AA mogą otwierać się na przyjmowanie pomocy i jednocześnie pomagać innym czującym to samo.
    W ostatnich latach nauki społeczne dokonały znacznego postępu w dziedzinie stosunków międzyludzkich. Rozwinięto proste i efektywne metody pomagające być bardziej otwartym w relacjach z innymi. Taki trening byłby z pewnością pomocny wielu AA. Ukończenie go nie daje żadnych specjalnych przywilejów i nie czyni nikogo profesjonalistą - to tylko osobiste doświadczenie, choć może być ważne i wartościowe. Może uwolnić nas od trzymania się sloganów tylko dlatego, że są często pożyteczne. Może skłonić do zauważenia i przyznania do problemów emocjonalnych, zaowocuje to większą wrażliwością na problemy innych. Członkowie AA z takimi doświadczeniami mogą wznieść nowe wymiary do pracy swych grup i co najważniejsze, pogłębić poznanie samych siebie i lepiej stosować program.
    Na sam koniec jeszcze o współpracy: - bazą dla niej jest świadomość, że prawdziwa miłość i tolerancja nie zna wyjątków. Nie może być ograniczona do członków jednej grupy. Musi obejmować każdego człowieka.



MÓJ PIERWSZY DYŻUR

Mam na imię Maciek i jestem alkoholikiem. Jeden z moich kolegów z mityngu zaprosił mnie ostatni raz na dyżur telefoniczny do naszego PIK-u przy ulicy Brazylijskiej 10 w Warszawie. Dyżur pełniła między innymi nasza grupa. Nie czułem lęku ani obawy, kierowałem się jedynie ciekawością - o co chodzi z tymi dyżurami, dlaczego mandatariusz tak często apeluje o chętnych i ich zazwyczaj nie ma. O co dokładnie chodzi z tymi służbami, po co mi jest to potrzebne. Jaki to ma związek z moim trzeźwieniem. Postanowiłem w końcu pójść.
Gdy przyszli dyżurni bardzo życzliwie mnie powitali i przyjęli, zaparzyli kawę i od razu wytłumaczyli na czym polega dyżur telefoniczny. Okazuje się, że nie muszę mieć nie wiadomo jakich doświadczeń, że jestem tam aby udzielać informacji i być może porozmawiać z kimś, kto tego potrzebuje tego tak samo jak ja. W oczekiwaniu na telefon cały czas rozmawialiśmy o trzeźwieniu, lęku, złości, służbach, o AA. Tam właśnie mogłem się w miłej i życzliwej atmosferze czegoś więcej się dowiedzieć o wspólnocie. Po mityngu często nie ma na to czasu i odwagi. Dyżurni, którzy przyszli mieli już jakieś doświadczenie i mogłem się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy od nich. Być może, gdybym nie poszedł, nikt by mnie nie przekonał, że nie jest za wcześnie dla mnie nie tylko na taką służbę, ale na służbę w ogóle. Okazuje się, że boję się służby, bo boję się odpowiedzialności i boję się czegoś czego nie znam. Nie chciałem się podjąć służby na grupie, bo uważałem, że to dla mnie za wcześnie i że nie dam sobie rady. Myślę, że koledzy mnie przekonali, że się myliłem. Obiecałem sobie, że przyjdę na kolejny dyżur. Ważne jest również to, że poznałem kolejnych kilka życzliwych i miłych osób. Takimi się dla mnie stali po tym dyżurze, choć wcześniej ich nie znałem. Pozdrawiam wszystkich i zapraszam do PIK-u.
Maciek alkoholik.



Dlaczego chodzę na mityngi.

    Napisz jeśli chcesz do naszego regionalnego pisma, dlaczego chodzisz na mityngi?-tymi słowami pożegnał mnie tydzień temu przyjaciel na grupie „kontakt”. Pytanie na które, jak mi się wydawało mogę odpowiedzieć jednym zdaniem, poruszyło we mnie całą masę wspomnień. Ale może od początku. Mój pierwszy kontakt ze wspólnotą AA datuje się na rok 1993. Pamiętam pierwszy mityng jak przez mgłę a w zasadzie jego pierwszą część. Na przerwie uciekłem pełen buntu, gniewu i złości tam, „gdzie pieprz rośnie”. Musiałem jeszcze sobie  tym „pieprzem”, „spieprzyć” życie. Po czterech latach wróciłem na kolanach prosząc o pomoc. „RONDO WIATRACZNA”, „białe siostry”, zawsze kilkadziesiąt osób, chodziłem systematycznie. Na początku częściej przysypiałem niż słuchałem, ale po trzech miesiącach zorientowałem się że nie piję. Ze snu wybudził mnie przyjaciel z AA. Delikatnie nie narzucając się zaczął ze mną rozmawiać na przerwach. Mówił takie rzeczy, które wprawiały mnie w zdumienie. Mówił o sobie, o historii Wspólnoty, o wartościach, o tym czym jest dla niego program dwunastu kroków. Mijały miesiące i lata a Ja utrzymywałem abstynencję. Celowo piszę nietrzeźwiałem, ale o tym w następnym materiale. Przyjmowałem kolejne służby, pracowałem ze sponsorem nad pierwszymi krokami. Nie udało mi sie zdmuchnąć piątej świeczki. Po prawie pięciu latach zapiłem. Mój ciąg trwał osiem lat ze wszystkimimi konsekwencjami. Dlaczego zapiłem?! "Nie wracają do zdrowia ludzie którzy nie mogą lub nie chcą całkowicie poddać się temu prostemu programowi. Zazwyczaj są są to mężczyźni i kobiety, którzy z natury swojej nie są zdolni do zachowania uczciwości wobec samych siebie". ANONIMOWI ALKOHOLICY str.49.
    Znalazłbym dziesiątki wytłumaczeń bez większego wysiłku na to dlaczego wróciłem do picia, ale po co?...
    Odpowiedz jest powyżej. 26 - lipca ubiegłego roku nad ranem wypiłem swój ostatni alkohol. Tego samego dnia przyjechał do mnie do domu trzeźwiejący od wielu lat alkoholik. Był przy mnie przez wiele godzin. Podziwiam, jak on zniósł te wypowiadane przeze mnie brednie tamtego dnia. Z tego co on mówił zapamiętałem słowa o obsesji i przymusie picia, 25- godzinach, 90- ciu mityngach w dziewiędziesiąt dni i zapewnienie, że mam wybór- pójść do sklepu monopolowego albo na mityng. Wybrałem drugą możliwość. Nie piję alkoholu od 9- ciu miesięcy i 18 dni. Przyjacielu z "kontaktu"- co do twojego pytania dlaczego chodzę na mityngi to odpowiem ci jednym krótkim zdaniem- MAM WYBÓR.
Anonimowy Alkoholik
Ps. O tym jak wygląda moje życie obecnie, jaką wartość stanowi dla mnie wspólnota AA, jak traktóję pracę ze sponsorem napiszę do kolejnego numeru naszego pisma.



Mam na imię Mirka. Jestem alkoholiczką.

Mam na imię Mirka. Jestem alkoholiczką. Nie piję wprawdzie 16 lat, ale w AA jestem dopiero 2 lata. Ostatnio wyjechałam do sanatorium. Tam postanowiłam uczestniczyć w miejscowych mityngach. Życzliwość z jaką  przyjęto mnie zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Od razu poczułam się jakbym tych ludzi znała od zawsze. Spotkałam się tam z rzeczą mi nieznaną. Otóż, podczas mityngu prowadzący mówił o symbolach Wspólnoty Anonimowych Alkoholików i wyjaśniał ich znaczenie. Myślę, że jest to ważne dla każdego nowego członka AA i dlatego chciałabym zacytować ten tekst:
„(...) Ta świeca, która stoi przede mną to płomień nadziei na lepsze jutro, na rozpoczęcie nowego, lepszego, trzeźwego życia. Życia bez alkoholu. W tym samym czasie gdzieś na drugim końcu Polski albo świata, na mityngu AA pali się świeca i ona łączy wszystkich uczestników Wspólnoty AA tak samo, jak łączy nas jeden problem.
    Leży przede mną kapelusz. Tutaj spotyka się nasza odpowiedzialność i pieniądze. Ten kapelusz to nadzieja, szansa dla tych, którzy jeszcze do nas nie trafili. Jeśli trafią to zastaną przynajmniej jednego z nas chętnego do pomocy.
    AA - te dwie litery alfabetu pisane wielkimi literami to symbol naszej Wspólnoty. Anonimowi  Alkoholicy to bezpieczeństwo nasze i naszych rodzin, dlatego anonimowość, czyli to kogo w tym pomieszczeniu zobaczyliśmy powinno pozostać na tej sali. Od nas i od naszej odpowiedzialności zależy przyszłość nas wszystkich i naszej wspólnoty.
    Spotykać też będziemy wielbłąda jednogarbnego-dromadera, który dla nas oznacza program 24 godzin. Skoro wielbłąd może wytrzymać 24 godziny bez wody na pustyni, to my możemy wytrzymać 24 godziny bez alkoholu.
    Spotkamy się  z trójkątem wpisanym w okrąg i umieszczonymi na jego ramionach napisami: Zdrowienie, Jedność, Służba.(...)”
    Wprawdzie wiadomo, że od jakiegoś czasu wielbłąda-dromadera nie uważamy  za symbol wspólnoty AA, to mnie i  tak podoba  się taki  sposób prowadzenia mityngu.                 
    Będąc daleko od domu (400 km), bardzo wyraźnie doświadczyłam siły Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Nieistotne było kim jestem, z jakiej miejscowości przybywam. Ważny był cel, dla którego tam się znalazłam i jedność, dzięki której poczułam się jak w domu, wśród swoich, bliskich mi ludzi. Pogłębiłam również wiedzę o symbolach  AA i zrozumiałam jakie to dla mnie  ważne.




Bądźmy przyjaźni dla naszych przyjaciół.

    Uczestnicząc w warsztatach konferencyjnych w Sochaczewie (18.04.2009) zadawałem sobie pytania: Co to znaczy być przyjaznym dla naszych przyjaciół? Czy taka nacechowana językiem serca postawa otwartości może sprawić, że będą oni jeszcze bardziej przyjaźni dla mnie i dla nas? Miałem jeszcze szereg podobnych pytań. Tak jak to powiedziałem na konferencyjnej sali, gdzie zabrakło czasu do wypowiedzi (a może mojej natychmiastowej gotowości) podczas warsztatów, postaram się teraz podzielić swoimi refleksjami i przemyśleniami.
    Tak to się w moim życiu stało, że konsekwencją mojego picia jest to, że od kilku już ładnych lat jestem pod nadzorem kuratorów sądowych i społecznych. Miałem ich wielu – mężczyzn i kobiety, w różnym wieku, o różnym stopniu świadomości o istocie uzależnień. W pierwszych miesiącach mojego kontaktu z nimi cechowała ich wielka nieufność, wręcz czasami może pewna wrogość w stosunku do mnie alkoholika. Podchodzili do mnie jak pies do jeża. Czasami czułem się jak na przesłuchaniu na komendzie. Trudno wtedy mi było nazwać ich moimi przyjaciółmi. Większość z nich jednak słuchało moich opowieści o zmianach jakie w sobie obserwuję, o chorobie alkoholowej, o Wspólnocie AA     .... Zawsze starałem się wpleść choć pojedyncze zdania, czy też myśli w odpowiedziach na ich rutynowe pytania. W czasie naszych spotkań “podrzucałem” im egzemplarze biuletynu Mityng, czy też kolejne wydania Wieści z AA. W miarę upływającego czasu i kolejnych moich trzeźwych dni zaobserwowałem  nawiązującą się niepostrzeżenie nić porozumienia pomiędzy nami. Słuchali mnie z zaciekawieniem, a służbowe kontakty nabrały jakby bardziej przyjaznego charakteru.
    Może ktoś powie czy też pomyśli, że budowałem przy okazji swój obraz – tak żeby lepiej wypaść w ich sprawozdaniach. Tysiące wypowiedzi przyjaciół na mityngach pokazują mi jak ważne są intencje z jakimi przystępuję do wykonywania określonych działań. Mogę przy tych moich opowieściach pysznić się, wywyższać siebie jakby wypinając pierś “do orderów”, ale także mogę, chowając w kąt swoje osobiste ambicje by być “gwiazdą AA”, z otwartym sercem dzielić się swoim doświadczeniem i być może pomóc alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi ... Sam nie mogę z racji pracy, którą wykonuję uczestniczyć w mityngach informacyjnych organizowanych przez nasz Region i dlatego tą drogą postanowiłem wpływać na stopień świadomości grupy kuratorów sądowych. Takie działanie jest niejako moją powinnością.     Może dzięki temu kolejni alkoholicy trafią na salki mityngowe i będą mieli okazję skorzystać z tej samej szansy, którą mnie kiedyś dano. Mnie także na mój pierwszy mityng skierował profesjonalista.
    Dziś podczas spotkań z moją kuratorką słyszę, że bardzo lubi rozmawiać z trzeźwiejącymi alkoholikami, że wiele czerpie z naszych wypowiedzi, że daje to jej inspirację i nowe doświadczenie, które może wykorzystać w swojej codziennej niełatwej pracy. Z pewnością mogę stwierdzić, że kroczę dobrą drogą spłacając dług wdzięczności wobec wspólnoty oraz profesjonalistów, którzy mnie pośrednio do niej skierowali. A co więcej obserwuję, że nasi przyjaciele z grona profesjonalistów stają się coraz bardziej przyjaźni dla mnie i dla nas.
Andrzej 04




II Otwarte Warsztaty Kroków Anonimowych Alkoholików.
Intergrupa Łódź
"Dwanaście Kroków zawiera niewiele wskazań absolutnych"
Jak to widzi Bill", str. 191

Krok IV  "Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny".

    Pierwszy spiker mówił o swoich doświadczeniach w aktualnej pracy nad tym krokiem. "W zrobieniu IV Kroku towarzyszyły mi problemy. Początkowo, gdy przyszedłem do wspólnoty, ten krok przerażał mnie, szczególnie to, że mam wydobyć z siebie wszystkie swoje brudy, wrócić do złego życia. Dzisiaj wiem, że obrachunek moralny zawiera też dobre rzeczy. Poznaję ten program ze sponsorem. Nad nim obecnie pracuję, a  głównie zajmuję się uczciwością np. na któreś spotkanie poszedłem nieprzygotowany i  przyznałem się otwarcie sponsorowi do tego, że nic nie napisałem. Spotkało się to ze zrozumieniem i miłością. Dzisiaj nie szukam wymówek, gdy sobie z czymś nie radzę. Myślałem kiedyś, że sfera seksualna będzie największym problemem. Dzisiaj widzę, że są to np. moje relacje z Bogiem i bliskimi."
    Drugi spiker przepracował już IV krok. "Uważałem, że robi się go raz w życiu i zamyka się przeszłość. Dzisiejsza spikerka zmusiła mnie do ponownego przyjrzenia się temu. Usiadłem i zacząłem pisać jeszcze raz. Spojrzałem wstecz na swoją rodzinę. Mówiłem, że się rozwiodłem, a dzisiaj widzę, że porzuciłem rodzinę, uciekłem, zdradziłem. Dzisiaj jak znam program, jest mi trudniej pisać, bo w literaturze znajduję wymówki żeby się usprawiedliwić. To są ogromne wrota, otwarcie drzwi nie wystarcza, trzeba wejść dalej i uporządkować swoje życie."

    Wypowiedzi:
- co to znaczy, że "zrobiłem" obrachunek moralny. To jest czas dokonany, zamknięty, ja  go robię ciągle i będę robił do końca życia - codzienny obrachunek moralny zawarty jest w Kroku X, a ten gruntowny jest w Kroku IV. Z przeszłością należy się rozliczyć, nie zatrzaskiwać za nią drzwi. Chcę zobaczyć co jest we mnie złego, a co dobrego. Dla mnie IV Krok jest fundamentem do działania. Muszę przyjrzeć się temu co było i wyznaczyć nowe, dobre kierunki działania. To ma mnie uwolnić od przeszłości i przygotować do dalszego działania
- obrachunek moralny to nie tylko wypisanie naszych wad, ale też przyjrzenie się temu, co jest we mnie dobre. Czy udało mi się za pierwszym razem zrobić ten obrachunek gruntownie? Doświadczenie i dalsze stosowanie programu pozwala mi się przyjrzeć temu z innej perspektywy, powracam do gruntownego obrachunku ponownie.
    Krok IV jest rozliczeniem przeszłości od początku, od dzieciństwa, teraz wracam do niego przy pracy ze swoimi sponsorowanymi,
- przepracowałem ten krok dwa razy, ale widzę potrzebę pracy jeszcze raz,. Wcześniej nie miałem możliwości zrobienia go ze sponsorem, opierałem się na literaturze. Intuicja i błogosławieństwo Boga (jakkolwiek go rozumiem) podpowiedziały mi, żeby najpierw przepracować urazy, bo wiele dzisiejszych spraw ma swoje umocowanie w dzieciństwie, przeszłości. Są one połączone ze strachem i lękiem. Na przykład zachowania seksualne. Myślałem, że chodzi o krzywdy wyrządzone innemu człowiekowi. Czy można go zrobić bez sponsora? Tak, ale to jest bardzo czasochłonne i bolesne. Teraz robię po raz drugi, bo chciałem się z tym podzielić ze swoim sponsorowanym. Technicznie wyglądało to tak, że pojechałem na morze, położyłem Wielką Księgę, pomodliłem się, poprosiłem o otwartość umysłu i szczerość i zacząłem pisać.
- do IV Kroku jeszcze nie przystąpiłam, ale poprosiłam o sponsorowanie druga osobę, bo boję się zrobić go sama. Chcę zrobić IV Krok, żeby żyć szczęśliwie, naprawić swoje stosunku z najbliższymi.
- mam sponsora od niedawna i to on kazał mi przyjechać na warsztaty. Nie przerabiałem nigdy programu. Cieszę się, że tu jestem i mogę słuchać waszych doświadczeń,
- program jest po to, żeby przebudzić się duchowo, podstawą do tego jest przyjrzenie się sobie w IV Kroku.
 
V Krok "Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów".

Spiker:
"Starałem się zrozumieć ten krok. Uderzyła mnie rozbieżność w nazewnictwie w kolejnych krokach: błędy, wady charakteru, braki. Dowiedziałem się, że są to zabiegi literackie, wprowadzone przez Billa po to, aby nie powtarzać tych samych słów. Zastanawiałem się jak przeprowadzić to technicznie: wyznaliśmy Bogu - byłem niewierzący, jak mam wyznawać Bogu, skoro on wie o mnie więcej, niż ja sam; sobie - gdy wyznawałem drugiemu człowiekowi, to słyszałem tez siebie. Chodzi tez o kolejność: Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi. Wynika to chyba z szacunku, że Bogu na początku, bo jest najważniejszy. Wyznanie drugiemu człowiekowi to jest kwestia od pradawna stosowana. . Mówię o urazach, krzywdach, aby doszukać się istoty moich błędów. Istotą moich błędów jest moje ego - rozpasane, samowolne. Uważałem, że to ja jestem siłą sprawczą i tylko ja decyduję o tym, co robię. Żyłem bez Boga, bez kodeksu zewnętrznego. Po wyznaniu przychodzi ulga, ale strach nie mija. Potrzebna mi jest wdzięczność i odwaga. W moim kościele poprosiłem kapłana o spowiedź, opowiedziałem mu o wszystkim, co zebrałem. Jest to bardzo istotny krok - wyznanie drugiemu człowiekowi, świetnie, jeżeli to jest sponsor. Dzisiaj nie zaryzykowałbym stwierdzenia "idź do spowiedzi", ma to być drugi człowiek: alkoholik, kapłan, terapeuta."

    Wypowiedzi:
- twoja wypowiedź przypomniała mi moje błędy i ich istotę, widzę jak zachowuje się na trzeźwo:
jestem wybuchowy, nie potrafię opanować swoich emocji. Ogarnia mnie lęk przed własnymi słabościami,
- mam takie doświadczenia, żeby powiedzieć to komuś, kto to zrozumie. Ja byłem bardzo pokaleczony przez to, że druga osoba nie wykazała zrozumienia, jej interpretacja zraniła mnie,- ja wyznałem istotę swoich błędów na mitingu. To był błąd, bo potem spotkałem się z szykanami, wyśmiewaniem,
- miałem ogromną barierę, żeby wyznać to duchownemu. Dojrzewałem do tego stopniowo, a potem poczułem się lekko,
- nie należy robić tego bez przygotowania, to powinno być przemyślane, zorganizowane. Uprzedziłem rodzinę, co robię i że mogę się zachowywać w sposób nienaturalny,- w wyborze osoby pomogła mi Wielka Księga, w której jest sugestia, żeby nie robić tego z osoba bliską, bo można ją urazić.
- piąty krok jest po to, żeby samemu sobie powiedzieć, żeby siebie lepiej zrozumieć,
- jeżeli pracuję na programie ze sponsorką, to naturalną konsekwencją jest wybór jej na osobę, której wyznaję istotę swoich błędów.

VI " Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru"

Spiker
Do budowania domu potrzebny jest fundament, którym są poprzednie kroki. Jestem osobą wierząca, koncepcja mojego Boga jest ujęta w Dekalogu. Muszę znać i realizować wszystkie kroki, mam żyć uczciwie, poznałem siebie w Kroku IV. Nie mogę zostawić dla siebie żadnych wad, oddaję Bogu wszystkie.
Wypowiedzi:
- ten krok jest dynamiczny, nie mogę czekać, aż ta gotowość na mnie spłynie, w poprzednich krokach przyglądałem się swoim wadom i istocie błędów.
- na początku wymówką dla mnie było to, że nie byłem całkowicie gotowy i nie chciałem oddać wszystkich wad charakteru. Ja mam być bardziej uważny, mam podjąć działanie, przyglądać się sobie,
- tłumaczyłem swoje wady swoją chorobą: jestem nieodpowiedzialny, bo jestem alkoholikiem, jestem nieuczciwy, bo jestem alkoholikiem itd.,
- stawanie się gotowym, to proces, dojrzewanie do tego, aby zmieniać swoje postępowanie. Bóg ujawnił mi wady charakteru, o których nie chciałam wiedzieć lub pamiętać, zobaczyłam to w Kroku VI i oddałam Bogu. Nie te wady, które ja chciałam oddać, ale te które Bóg uzna za właściwe mi odebrać. Te, które przeszkadzają mi być użytecznym dla innych ludzi.

Podsumowanie i refleksje po warsztatach:
- uzyskałem wiele istotnych  informacji, które pomogą mi w pracy na programie,
- utwierdziłem się w tym, że dokonałem słusznego wyboru przychodząc na warsztaty. Na mitingach mówi się o krokach 1 - 3, później 10 - 12, pomijane są te środkowe kroki. Tutaj usłyszałem doświadczenia,
które pomogą mi w pracy na programie,
- jestem po raz pierwszy na warsztatach, nie wiedziałem jak to się odbywa. Uzyskałem bardzo dużo, bo zrozumiałem, ze jest to program do wdrażania w życiu codziennym,
- jako sponsor wyciągnąłem wniosek dla siebie, żeby potraktować to jako zadanie, aby zalecać swoim podopiecznym udział w takich warsztatach, dla mnie ważne jest doświadczenie osób, które dopiero zaczynają, pokazuje mi to, jak ten program działa, sponsor ma być osobą, która jest w stanie poprowadzić osobę podopieczną przez program,
- zawsze na warsztatach usłyszę coś, co jest ważne, będę dalej propagować tę wiedzę poprzez własne wypowiedzi i aktywne działanie w służbach,
- jestem trochę smutny, że jest nas tak mało, że inni nie chcieli skorzystać,
- na początku działało prawo nowości, ludzie przychodzili z ciekawości. Nie należy się zniechęcać i konsekwentnie realizować warsztaty dalej, - AA jest wspólnotą alkoholików w działaniu, warto o tym mówić i dzielić się swoim doświadczeniem, zastanowić się nad tym, co jeszcze mogę zrobić dla alkoholika, który wciąż jeszcze cierpi,



Z korespondencji mailowej:
 
1. Jakie konkretne działania podejmuję wobec osób nowoprzybyłych?
2. Czy uważam, że nowicjuszem powinni zająć się " inni, lepiej do tego
przygotowani " ?
 
Jeśli chodzi o takiego nowicjusza, który pierwszy raz przybył na mityng, to wg mnie może i powinien się nim zająć każdy, kto pierwszy go zauważy.
Ja na widok takiej osoby przede wszystkim witam się i przedstawiam, okazuję zadowolenie, że ją widzę, że nie ma nic niezwykłego w tym, że tu przyszła.
Idealnie jest, gdy mogę natychmiast taką osobę czymś zająć, np. proszę, by pomogła mi rozłożyć obrusy albo wyjąć z szafy kubki na kawę, chcę by poczuła się jak u siebie, a nie jak gość. No, ale to nie zawsze tak wypadnie.
   Przyznaję, że w czasie mityngu skupiam uwagę na nowej osobie, obserwuję ją, słucham bardzo uważnie co mówi i JAK mówi i jeśli mam jej coś do przekazania, to zabieram głos a ‘propos kierując oczywiście swoją wypowiedź do wszystkich.
    Jacy “inni” mogą być “lepiej przygotowani” do takiego przyjęcia nowicjusza na wejściu? Każdy ma swoje doświadczenia, każdy dzięki nim jest przygotowany.
    Ważne, żeby nowa osoba poczuła się dobrze – że ktoś jej słucha, że nikt nie ocenia, że wszyscy są jej życzliwi...
    Ważne, żeby nowa osoba wyszła pokrzepiona i z nadzieją.
Najważniejsze, żeby nowa osoba zechciała przyjść i przyszła na następny mityng.
 Pozdrawiam z Wilczej - Ewa



Moje pierwsze warsztaty w Zakładzie Karnym  i Areszcie Śledczym.
 
    Jestem bogatszy o doświadczenie mityngu w Zakładzie Karnym  i o warsztaty niesienia posłania Anonimowych Alkoholików do Zakładów Karnych i Aresztów Śledczych.
    Zaczęło się od podjęcia decyzji uczestnictwa w mityngach na Białołęce w listopadzie 2010. Najpierw była rozmowa z Dowódcą Służby Więziennej, później trafiłem na listę wchodzących. Stałą przepustkę otrzymałem na rok 2011 r i mam ją przedłużoną na 2012 rok.
    Dla mnie służba w Zakładzie Karnym to przywilej, poczucie poświęcenia i akceptacji. Mam dobre relacje z pracownikami, widzę ich zadowolenie i poszanowanie. Przez ponad rok byłem  łącznikiem Intergrupy d/s Zakładów Karnych i prowadzącym mitingi w dwóch grupach w Zakładzie Karnym Białołęka. Moja służba łącznika polegała na zgłaszaniu potrzeb uczestniczenia alkoholików zza murów w mityngach, aby nieść posłanie. Ponadto starałem się o zwiększenie środków finansowych na literaturę (po kilku burzliwych spotkaniach  kwota dofinansowania została podwyższona do 50 zł miesięcznie). Znaleźli się także chętni na niesienie posłania do Zakładów Karnych i na kwietniowym mitingu było nas pięcioro plus szesnaście osób z Zakładu Karnego. Na mityngach czytamy kroki, tradycje i omawiamy wspólnie to co było, co się zmieniło i co się dzieje dzisiaj – jaka jest różnica gdy nie uciekamy w nieświadomość i nieodpowiedzialność. Widać rodzącą się nadzieję dzięki uczestnictwu alkoholików w mityngach. Pisząc ten artykuł jestem zadowolony z konsekwencji swojego działania w tej służbie, jestem przekonany o zasadności działania i dawania siebie.     Mam konkretne, pozytywne  zwroty z działania, otrzymałem bukiet miłych słów od Pani Marzeny – psychologa, która na warsztatach w Ożarowie Mazowieckim dziękowała nam za współpracę. Zakład Karny Białołęka ma pożytek ze współpracy z członkami Wspólnoty AA. To cieszy, daje poczucie przynależności i odpowiedzialności. Kto gdziekolwiek wyciąga pomocną dłoń tym, którzy tego potrzebują  ten nigdy nie zostaje bez wzajemności. AA działa dzięki tym, którzy są odpowiedzialni w działaniu. Wspólnota wzrasta i rozwija się. Mamy kontakt ze wspólnotami z Ukrainy i Słowacji,  pomożemy im, ponieważ chcą być wspierani doświadczeniami z Polski. Wspierajmy się wzajemnie we wszystkich poczynaniach, bo możemy zaoszczędzić potrzebującym wielu lat piekła w niewiedzy o tej śmiertelnej chorobie. Życzę wszystkim konsekwencji i wytrwałości w działaniu. Na nas czekają poważnie chorzy ludzie. Pozdrawiam wszystkich i zachęcam do działania na terenach Zakładów Karnych i Aresztów Śledczych. Życzę Pogody Ducha i zadowolenia z trzeźwości.
Andrzej
Dziekujemy również Kasi i Darkowi za sprawozdanie z Ogólnopolskich Warsztatów Łączników z ZK w Ożarowie.




Moje odczucia z Ogólnopolskich Warsztatów Kolporterów na Górze Św. Anny.

  Warsztaty odbyły się 23 – 25.03.2012 r. w klasztorze na Górze Świętej Anny. Były to moje pierwsze warsztaty kolporterów, na które pojechałam jako kolporter literatury grupy AA „Wisła” w Warszawie. Warsztaty zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Poznałam dużo ciekawych ludzi, a z niektórymi nawet się zaprzyjaźniłam. Zdobyłam mnóstwo wiadomości o naszej pięknej literaturze. Każdy dzielił się wiedzą i doświadczeniem, w bardzo ciekawy sposób wypowiadali się pracownicy BSK. Z ich wypowiedzi dowiedziałam się jak nieść posłanie, co to znaczy czystość stolika kolportera AA i jak piękną literaturę posiadamy w naszej wspólnocie. Dzisiaj wiem, że jest to bardzo ważna służba, dzięki której osoby zainteresowane mają dostęp do literatury. Jako kolporter muszę w sposób odpowiedzialny docierać z nią wszędzie tam gdzie jest na nią zapotrzebowanie.
    Po raz kolejny przekonałam się, że we wspólnocie są osoby, na które zawsze można liczyć i otrzymać od nich potrzebną pomoc. Teraz wiem jak mam nieść posłanie i w jaki sposób mogę radzić sobie w trudnych chwilach. Warsztaty dały mi wiele wrażeń i pozytywnych emocji. Poczułam tam „Ducha Wspólnoty AA”. Każdy przyjaciel jest jak brat i wyciąga pomocną dłoń potrzebującym. Rozmowy w przerwach scalały całość i uzupełniały moje wiadomości. Dzisiaj wiem, że służba kolportera jest bardzo ciekawa, ale zostać nim może osoba, która włoży w nią swoje serce. Żeby zachęcić kogoś do nabycia naszej literatury sama muszę ją czytać i być z nią za pan brat. W wolnych chwilach odbywałam spacery i zwiedzałam ciekawe miejsca w okolicy Góry Świętej Anny. Sprzyjała nam piękna pogoda a krajobrazy, które widziałam były fantastyczne. Najbardziej wzruszyłam się na zakończenie warsztatów. Tego co tam widziałam i słyszałam nie da się opisać słowami, po prostu trzeba być tam osobiście. Przekazanie świecy Regionowi Białystok, który zorganizuje następne takie warsztaty w trzeci weekend marca 2013 roku w Orzyszu, ta radość i serdeczność wyciskały łzy z oczu. Aż żal było się rozstawać. Jednym z zaproponowanych tematów będą sprawy techniczne, czego mi brakowało na tych warsztatach. Z przyjaciółmi, których tam zapoznałam utrzymuję teraz kontakt. Piotruś wysłał przepis na białą kiełbaskę, Adaś ciągle pozdrawia, a mnie pozostaje życzyć wszystkim „Pogody Ducha” i do zobaczenia za rok.
Zosia