MITYNG 11/185/2012

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO



Czym jest dla mnie medytacja?

    Medytacja to dla mnie stan, kiedy w skupieniu, ciszy i kontemplacji spotykam się z Bogiem. To modlitwa. Trwa dłużej niż kilka minut. Kiedyś liczyłam czas 30-45 minut. Teraz medytuję wtedy, kiedy mam taka potrzebę.
Ludzie, którzy nauczyli mnie medytacji kierują się tym, że regularna i o konkretnej porze jest najbardziej skuteczna. Zgadzam się z tym. Był taki okres w moim życiu kiedy to stosowałam i dawało to najlepszy efekt. Regularne czynności, cokolwiek robię w życiu - jeżeli jest to systematyczne - pomaga mi wzrastać, uczyć się. Mi najtrudniej przychodzi samodyscyplina. Jestem w trzeźwości od niedawna. Dopiero uczę się nowego życia. Dobrze pojmowana dyscyplina jest dla mnie nowym stanem. Dopiero to poznaję i jest to
dla mnie bardzo pozytywne gdy to stosuję.
Medytacja jest dla mnie formą kontaktu z Bogiem. U mnie wygląda to tak - zostaję sama w miejscu gdzie czuję się bezpiecznie. Gdzie jest cisza i dochodzi jak najmniej bodźców dźwiękowych. Może to być mieszkanie, pokój, park. Chodzi o to, żeby przez najbliższe 30-60 minut nikt nie zakłócał ciszy. Wyłączam telefon. Skupiam się na danym momencie i myślę tylko o tym, że jestem tu i teraz, wyciszam się. Swoją medytację opieram często na czytaniu Słowa Bożego, przeważnie z Nowego Testamentu.
Czytam konkretny, wybrany tekst. Wyobrażam sobie miejsce gdzie opisana sytuacja się dzieje i kontempluję. Jak to ma się do mnie? Co Bóg chce mi przez to powiedzieć? Co w tym konkretnym tekście akceptuję, co jest trudne a z czym się nie zgadzam? Czego nie wiem? Rozmawiam z Bogiem, mówię Mu o tym, że np. nie rozumiem dlaczego mam miłować moich nieprzyjaciół i modlić się za nich? Pytam jak to zrobić. Odpowiedzi nadchodzą, czasem nie w tym konkretnym momencie, ale wcześniej czy później odpowiedzi przychodzą.
Tak jest od czasu kiedy się do Boga zwróciłam o pomoc, choć dla mnie to On przyszedł po mnie. Wiem, że moja medytacja jest często nieudolna, nie taka jak bym chciała. Jedno co wiem, że ja chcę to robić - tak jak umiem. Zły zawsze mi podpowiada, nie rób tego, to nie ten moment, nie ten tekst wybrałaś, nie umiesz, to nie tak, za krótko, za długo, nie tak siedzisz itp.
Siadam i robię. Nie dążę do perfekcji, to jest potrzeba z serca. Na to nie ma przepisu. Nawet sama cisza jest dla mnie medytacją. Wsłuchanie się w swój oddech, zamknięcie oczu. Dla mnie to chodzi o to, że ja w tym momencie jestem blisko siebie. Jestem z sobą. To intymny moment. Bóg ma mieszkanie we mnie. Bóg mieszka w nas. W ciszy mogę dostrzec jakie to jest mieszkanie.
Podczas medytacji dziękuje Bogu chociażby za to, że w ogóle mogę to robić, że mam czas, że dał mi to Słowo. Są momenty, że wypowiadam tylko jedno słowo. I nic nie czytam. Zamykam oczy i wypowiadam jedno słowo.
Najważniejsze dla mnie w całym czasie trwania medytacji, jest skupienie i poczucie bezpieczeństwa. Wyłączenie się. Nie myślę o otaczającym mnie świecie bo wtedy nie mogę dotrzeć do siebie. Tu i teraz. W chaosie dźwięków trudno jest usłyszeć Boga. Boga mogę znaleźć tylko w ciszy.
Iza



TRADYCJA XI


Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu: musimy zawsze zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy radia i filmu.

Mam na imię Grzegorz, jestem alkoholikiem i narkomanem.
Moje początki w AA przypominały trochę konspirację, najlepiej czułem się na mitingach zamkniętych, ponieważ było małe prawdopodobieństwo że ktoś wyjawi to, co opowiadam. Na mitingach otwartych nie przedstawiałem się jako alkoholik, bo i po co, taka figura rozpoznawalna w całym Opolu – hi, hi.
Prawda była taka, że moje decyzje i zachowania były podszyte strachem, egocentryzm był wynaturzony do granic możliwości,  wydawało mi się że ktoś wyjawi, że jestem alkoholikiem , wszyscy się dowiedzą, a przecież dawno wszyscy wiedzieli.
Nigdy nie opowiadałem na zewnątrz o AA, częściej mówiłem, że jestem alkoholikiem.     
Czasami wydaje mi się że jestem „ikoną AA w Opolu” hi, hi i dzięki Bogu nasze Tradycje blokują mnie przed wprowadzaniem takich pomysłów w życie, bronią Wspólnotę przed takimi bydlakami. Spotykam czasami weteranów w AA którzy uważają że Tradycje sobie, oni sobie i tym bardziej jestem przekonany aby zapoznać się z Tradycjami i wprowadzać je w życie.
Poza AA staram się żyć, tak aby moi bliscy nie musieli się wstydzić za mnie. Oczywiście nie jest to jeszcze spontaniczne i cały czas muszę się kontrolować aby nie brylować.
Zawsze chciałem być kimś np. sławnym, aby mówiono o mnie i podziwiano, taki w „centrum uwagi”. Chęć sławy i wysokich lotów była i jest głęboko zakorzeniona. W moim przypadku tylko radykalnie wprowadzane zmiany pozwalają mi być w szeregu. Tak naprawdę we wszystkich moich sferach życia doświadczyłem że najlepiej służy mi i ludziom, wokół mnie, bycie zwykłem ojcem, mężem, pracownikiem, typowym i zwykłym członkiem Wspólnoty AA. Moja żona chce mieć kochającego, czułego męża, córki odpowiedzialnego kochającego i mającego dla nich czas ojca. W pracy również wiem gdzie jest moje miejsce, choć przyznaję że nie jest to łatwe, pięć kroków do przodu, dwa do tyłu ale każdego dnia podejmuję ponownie wysiłek aby być lepszym i bardziej pożytecznym dla innych.
      Pozdrawiam z Opola



Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację... Krok XI


Tak jak w kroku dziesiątym robię od razu obrachunek moralny, tak w kroku jedenastym mam przystąpić do modlitwy i medytacji, czyli mam czynnie uczestniczyć w przeobrażaniu swojego życia tak duchowego, jak i moralnego. Tak to rozumiem i tak staram się to realizować. Nie koniecznie muszę od razu iść do kościoła i tam udawać, że się modlę, a najlepiej, aby mnie ktoś przy tym widział, lecz mam modlić się autentycznie. Ja po prostu nie raz rozmawiam z moim Bogiem w różnych sytuacjach i w najmniej oczekiwanych momentach, akurat wtedy, gdy jest to mi najbardziej potrzebne. Kiedyś, jeszcze podczas pijanego życia, też próbowałem modlić się do Boga o to, aby pomógł mi wyjść z pijaństwa, ale jak już nieraz pisałem, nie wierzyłem w to i tego nie chciałem. Dzisiaj staram się już nie prosić o cokolwiek mojego Boga, raczej staram się częściej dziękować za to, że pozwala mi trzeźwieć. Zawsze proszę Go o zdrowie i siłę do dalszego trzeźwienia. Wydaje mi się, że dzięki temu jestem trzeźwiejącym alkoholikiem. Medytacje z kolei, to jest to, co w chwilach, gdy chcę być sam ze sobą, mogę robić, czyli jeśli czegoś nie rozumiem, wtedy właśnie potrzebne jest mi to, abym w spokoju i wyciszeniu mógł się nad tym zastanowić i przemyśleć. Wiem, że ktoś może powiedzieć, że medytować można najlepiej samemu, ja jednak uważam, że podzielenie się jakimś problemem, rozmowa na trudny temat z najbliższą osobą – żoną lub przyjacielem - jest dla mnie bardzo ważna i tak właśnie robię. Już dzisiaj nie chcę za bardzo rozmyślać nad tym, co było, bo jest to dla mnie w pewien sposób zamknięty rozdział, chcę się modlić i modlę się do mojego Boga o utrzymanie swojej trzeźwości, pogody ducha, zgody i spójności w rodzinie oraz o przekazywanie dalej tych wartości. Moją najbardziej odpowiadającą mi modlitwą, przynajmniej na dzisiaj, jest modlitwa o pogodę ducha, która towarzyszy mi na każdym kroku. Jest ona moim najlepszym ultimatum na wszystkie niepowodzenia, smutki i na radości, jakich dostarcza życie. Są w niej na początku słowa „Boże użycz mi pogody ducha...”, jeżeli będę więc miał pogodę ducha, to jeśli nawet wydarzy się coś niedobrego, przyjmę to spokojnie, bez złych emocji. Dalej jest...”abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić...”, co rozumiem w ten sposób, że jeżeli czegoś nie potrafię czy nie mogę zmienić, to na siłę na pewno tego nie zrobię. Nie jestem wszechwładny i tylko spokojne podejście do problemu i pogodzenie się z nim może przywrócić mój spokój i pogodę ducha. Mogę zmieniać tylko samego siebie, co staram się robić i najczęściej dobrze na tym wychodzę. I wreszcie ostatnią część modlitwy, -„...i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego” tłumaczę sobie w ten sposób, bym potrafił odróżniać dobro od zła. To przecież teraz, gdy pracuję nad sobą w oparciu o program AA, powinienem wiedzieć, co jest dobre a co złe. I chociaż nie zawsze mi się to udaje, jednak się staram. Na dzień dzisiejszy lepszy kontakt z moim Bogiem wyraża się przez mój lepszy i przyjazny kontakt z drugim człowiekiem, z umiejętnością godzenia się z niektórymi sprawami. Tylko baczne obserwowanie drugiego człowieka, uważne słuchanie, co mówią inni i zwracanie uwagi na wskazówki z tego płynące, może pozwolić mi na określenie, czy mój kontakt z moim Bogiem się poprawia i czy poznaję Jego wolę wobec mnie. Myślę, że dzisiaj mam coraz więcej sił do spełniania woli mojego Boga i chciałbym zawsze takie posiadać w przyszłości. Wydaje mi się, że poprzez modlitwę i medytację staję się coraz lepszym człowiekiem, spokojniejszym i bardziej otwartym na drugiego człowieka. A wszystko to sprawia, że mój kontakt z moim Bogiem staje się coraz lepszy.

Jak zawsze z wyrazami szacunku i życzeniami Pogody Ducha
Marian AA



KROK XI


Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.

Modlitwa jest najczęściej spotykanym duchowym oparciem powracających do zdrowia alkoholików. Poniższe pytania mogą przy pomocy modlitwy przyspieszyć osiągnięcie tego celu. Jeśli Słowo Boże wzrusza Twoje serce, prędzej czy później, przekonasz się o rzeczywistej więzi z Siłą Wyższą.
Szczerze zapytaj siebie:
1. Czy modlitwa jest dla mnie obowiązkiem, czy przywilejem?
2. Czy podczas modlitwy mam świadomość obcowania z Bogiem?
3. Jak wiele miejsca w modlitwach zajmuje mi wyrażanie wdzięczności i oddawanie czci Bogu?
4. Czy moim modlitwom nie przeszkadza lenistwo, brak konsekwencji i ufności, pośpiech albo niewłaściwa postawa?
5. Czy możliwe, że modlitwy nie docierają z powodu hardości lub braku postawy duchowej?
6. Czy potrafię modlić się w każdej sprzyjającej chwili, czy tylko w określonych porach dnia albo miejscu?
7. Czy potrafię stale utrzymywać postawę modlitewną na tyle, by nawet bez słów wypełniać zalecenie nieustającej modlitwy?
8. Czy stosuję zwyczaj pisemnej lub duchowej modlitwy, pamiętając szczególnie o tych, którzy prosili mnie o wsparcie przed tronem łaski?
9. Czy odmawiam Modlitwę o Pogodę Ducha ze swobodą, ale i należytą czcią, mając pewność, że modlę się zgodnie z wolą Boga?
10. Może ostatnio otrzymuję odpowiedzi na swoje modlitwy? Czy z miłością dziękuję Bogu za zaspokojenie swoich potrzeb?
Moglibyśmy zadać dużo więcej pytań, lecz ufamy, że te DZIESIĘĆ wystarczy, abyśmy zakrzyknęli:
"Boże, naucz nas modlić się"!
Tak więc, gdy uważasz, że twoje modlitwy nie zostały wysłuchane, zastanów się:
1. Może modlę się w złej sprawie?
2. Może proszę, ale w głębi serca czuję, że i tak nie będę wysłuchany?
3. Może oczekuję spełnienia swych próśb natychmiast, zamiast czekać cierpliwie i z pokorą na znak od Boga?
4. Może to, o co proszę, nie leży w moim interesie, a tylko Bóg to wie?
5. Może to, czego pragnę, mogłoby zranić lub skrzywdzić kogoś, kto modli się równie gorąco, jak ja.
6. Może nietrafnie oceniam to, co już otrzymałem od Boga?
7. Spróbuję modlić się za innych, nie tylko za siebie. Może wtedy otrzymam błogosławieństwa daleko wykraczające poza moje dotychczasowe prośby.



Czym jest dla mnie medytacja


Mam na imię Grzegorz, jestem alkoholikiem i narkomanem.

Medytacja - to rozmowa z Bogiem, nastawiona na słuchanie, ale czy na pewno?
Medytacja kojarzyła mi się ze słuchaniem nastrojowej muzyki, twierdziłem że jak medytować to tylko w pięknej scenerii np. góry i piękne widoki. Nie wiem, jakoś nigdy nic się nie działo oprócz dobrego samopoczucia. Przyszedł moment, kiedy zasiadałem ze sponsorem do XI Kroku Anonimowych Alkoholików i to co zostało mi zasugerowane nie bardzo do mnie przemawiało dopóki, dopóty nie zacząłem tego robić. Hasło „żyj dniem dzisiejszym” zmieniło znaczenie, praktykę jaką zastosowałem z brzydkim prostym i nic nie przedstawiającym kamieniem doprowadziła do zaskakujących odkryć.
Nie piję już dosyć długo, jestem dość ogarniętym i silnie osadzonym w rzeczywistości, a tu niespodzianka. Praca z wyżej wymienionym kamieniem uświadomiła mi, że bardzo rzadko jestem osadzony w rzeczywistości, a moment jaki jestem w stanie wyłapać, to zaledwie w parę minut. Więc co ja robię cały dzień, gdzie ja jestem?
Najczęściej w dniu wczorajszym, jutrzejszym, tygodniowym, miesięcznym, napędzany pychą, zawiścią, zazdrością, urazą, lękami, budowaniem swojego wybujałego ego. Początek zaczyna się w Kroku Trzecim gdzie poznaję drogę swojego Stwórcy i decyduję się nią podążać.
Krok Dziesiąty jest niezbędny abym spisał fakty z dzisiejszego dnia, medytacja abym przebił się przez te całe „szambo” i choć na chwilę spojrzał na Krok Dziesiąty z pewnej perspektywy, osadzony w rzeczywistości. Wtedy to już całkowicie inaczej wygląda i niestety nie stawia mnie w dobrym świetle „dobrego człowieka” który tyle w życiu osiągnął. Sprawą jasną jest, że będąc wśród  pięknych gór, które kocham, jestem skupiony na górach, a nie na tym co dzieje się wewnątrz mnie. Jeżeli słucham nastrojowej muzyki, to jak mam „usłyszeć wolę Boga” który jest częścią mego życia? Modlitwa jest mi niezbędna do proszenia o siłę do Jej spełnienia - woli Boga oczywiście. Ostatnio miałem bardzo ciężkie problemy, zupełnie niezależne ode mnie. Lęk który mnie dopadał był przerażający. Sytuacja trwa nadal, natomiast sposób postrzegania nieco się zmienił i myślę że w głównej mierze dzięki Programowi AA, no i oczywiście przyjaciołom. Ponoć poziom lęku się zmniejsza, kiedy jest wiara w Boga, u mnie to działa.

Pozdrawiam z Opola.


Czas mija szybko

Drodzy Przyjaciele, czas mija szybko i przyszedł moment, gdy służbę należy przekazać innym. Blisko dwa lata temu obdarowaliście mnie zaufaniem wybierając Przewodniczącym Zespołu ds. Literatury. Do służby tej miałem się czas przygotować, bo wcześniej uczestniczyłem w pracach zespołu jako łącznik Intergrupy. Byłem więc zorientowany na bieżąco, nad jakimi sprawami i w jakim trybie pracuje zespół. Nie znaczy to, że nie miałem obaw. Wciąż obawiam się rzeczy nowych, lubię być oceniany pozytywnie przez innych, a przecież służba ta – jak każda inna – może pociągnąć za sobą krytykę innych. Nauczony doświadczeniem, że najlepszym sposobem na moje lęki, obawy i wady jest zmierzenie się z nimi, podjąłem służbę.
Podczas spotkań zespołu starałem się, by na bieżąco były przekazywane informacje z prac Służby Krajowej, z prac redakcji Mityngu czy działalności Kolportera, mimo że w pewnym momencie przepływ informacji został zachwiany, utrudniając nam pracę.
Zależało mi na tym, by jak najwięcej łączników Intergrup uczestniczyło w spotkaniach. Niestety nie było idealnie, oczywiście rozumiem kolegów, którzy mają daleko do Warszawy, i nie wymagałem od nich stałego uczestnictwa w zespole. Z miejscowych Intergrup na stałe pracowali przedstawiciele z Sawy, Mokotowa i Warsu.
Jako przewodniczący starałem się, by zespół był żywą częścią regionu.Współpracując z Zespołem ds. Organizacji braliśmy aktywny udział w pracach Konferencji Regionu. Kilka razy prowadziliśmy warsztaty główne, korzystaliśmy też z celnych uwag i sugestii otrzymanych od kolegów z ,,Organizacji” przy tworzeniu broszury poświęconej ,,Służbie w grupie AA’’. W każdą drugą sobotę miesiąca organizowane były warsztaty multimedialne dotyczące 12 Tradycji. We współpracy z zespołem ds. Zakładów Karnych przygotowaliśmy broszurę ,,Mityng zza krat’’, która została przekazana do osadzonych w naszym kraju. Aktywnie uczestniczyliśmy w Zlocie Regionalnym, świętując dwudziestą rocznicę powstania naszego biuletynu. Staramy się brać aktywny udział w organizowaniu 40-lecia AA. Hasło Zlotu „I znów będziemy razem!” to propozycja naszego zespołu. Kilku z nas uczestniczy w pracach zespołów organizujących zlot, a pieniądze zbierane podczas naszych spotkań przekazywane są na konto zlotu.
Myślę, że gdy zabrakło redaktora biuletynu, zespół podołał zadaniu, i do wyboru następnego koordynował prace redakcji. Nie jest to oczywiście moją zasługa, lecz grupki zapaleńców, którzy odwalili kawał ciężkiej i dobrej roboty. Chwała im za to.
To wszystko nie byłoby możliwe bez osób, które tworzą zespół i w każdy drugi czwartek miesiąca o godzinie 18.00 przychodzą na spotkania do Punktu Informacyjno-Kontaktowego przy ul. Brazylijskiej 10 w Warszawie. DZIĘKUJĘ WAM Z CAŁEGO SERCA!
Pracy było sporo i był to dobry okres dla mnie, choć też nie uniknąłem tego, czego się obawiałem. Niejednokrotnie miałem dość wszystkiego, zastanawiając się „a po cholerę mi to wszystko”. Krytykowano mnie za to, że jako przewodniczący zespołu nie podejmuję działań i za to, że działania podejmowałem. Dziś utwierdzam się w przekonaniu, że nie jestem w stanie uszczęśliwić wszystkich. Bilansując zyski i straty, jakie otrzymałem z tej służby, wychodzi mi więcej zysków. Uważam więc, że warto było.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy pomagali mi w służbie, dzieląc się swym doświadczeniem, swoją obecnością i odmiennymi poglądami. Bez WAS nie byłoby niczego. Do zobaczenia na szlaku.

Przewodniczący
Zespołu ds. Literatury Robert AA



NAJWAŻNIEJSZA PODRÓŻ


Tak właśnie robiłem wiele razy w ciągu mojego alkoholowego życia. Nazywałem to odejściem, ale naprawdę było to ucieczką w chwili, gdy zaczynało się robić nieprzyjemnie. A był taki czas, że w związku z tym uważałem się za szczęśliwca. Przez wiele lat byłem marynarzem, widziałem w tym świetne lekarstwo na nietolerancję smutnych ludzi, którzy nie wiedzą jak się upić. Tacy, co kupią butelkę na gwiazdkę i w lipcu nadal będą ją trzymać na dnie szafki, do tego w połowie pełną. Nie rozumiałem ich, a oni nie rozumieli mnie. Dla wszystkich było ulgą, gdy się z nimi żegnałem i na pierwszym lepszym statku wypływałem w morze. Pływałem przez wiele lat, na wielu statkach. W końcu odkryłem, że ludzie morza też nie potrafią mnie zrozumieć. Przynajmniej ci, którzy przyjmowali mnie do pracy i szybko zwalniali. Po pewnym czasie miałem kłopoty z zatrudnieniem się gdziekolwiek. Romans z butelką stał się publiczną tajemnicą. Perspektywy pracy topniały i znikały niczym statki za horyzontem. Nie miałem jak i gdzie uciekać, musiałem stawić czoła prawdzie. Nie mogłem żyć z alkoholem, ani nie potrafiłem żyć bez niego. Zabijał, lecz bez niego chciałem umrzeć. Byłem zagubiony. Cień błądzący bez celu, w przerażająco skomplikowanym świecie. Część życia pływałem jako radiooperator. W tym środowisku nie ma ważniejszego sygnału niż to, że jakiś statek jest w niebezpieczeństwie. Sygnał SOS ma pierwszeństwo przed wszystkim innym. Myślę o Anonimowych Alkoholikach jak o służbach ratowniczych, które usłyszały moje wołanie o pomoc - i nie przeciągając marynarskiej przenośni - doprowadziły do oddziału mojego szpitala. Był bezpieczną przystanią przez wiele miesięcy. W tym czasie lekarze, personel, przyjaciele ze wspólnoty intensywnie przygotowywali mnie do ponownego spotkania ze światem. Ich praca nie była łatwa. Jednak zrobiłem częsty błąd. Pomyślałem, że skoro fizycznie poczułem się lepiej, to moja kuracja jest zakończona. Nie rozumiałem nacisku kładzionego na rzeczy nieuchwytne, duchowe. Wyrażenia takie jak "Zmień swoją postawę", "Żyj dniem dzisiejszym", czy "Myśl pozytywnie" doprowadzały mnie do furii. Co w mojej postawie było złego? Gdyby mi powiedzieli, nad czym mam pracować, byłoby to dużo łatwiejsze. Pozytywne myślenie to chyba smutny żart. Miałem kłopoty domowe i finansowe. Co chwila z przeszłości, którą ledwo pamiętałem, spadały katastrofy prawne oraz uczuciowe. A tu ci mówią “będzie dobrze”. Czy się naśmiewają? Ale to, czego ja nie potrafiłem, im wychodziło. Dzień za dniem dodawali mi odwagi. Dostawałem wiele ciepłych uczuć, radość i tolerancję. I to okazało się zaraźliwe. Dzień po dniu moje problemy zaczęły się rozwiązywać, aż nadszedł dzień, gdy odważnie opuściłem swoją bezpieczną przystań, aby odbudować kolejny dom. Patrząc w przeszłość, była to prawdopodobnie najważniejsza podróż w moim życiu. Gdybym jej nie odbył, nie mógłbym teraz pisać. Jednak tym razem staram się nie zapominać o prostym fakcie. Wspólnota AA uratowała mi życie i bez AA mogę je stracić. Mam swój mityng. Nic prostszego.



Przez modlitwę i medytację szukał trzeźwości


Przez modlitwę i medytację szukał trzeźwości
Światła nikną, płonie tylko świeca, prowadzący czyta na głos modlitwę, a ludzie wokół lekko przymykają oczy. To nie jest zwykłe spotkanie AA. To grupa medytacyjna Jedenastego Kroku spotykająca się w ramach pracy macierzystej grupy, w której przyszło mi trzeźwieć przez ostatnie trzy lata. Nasza Wielka Księga mówi nam “Rozwój duchowy nie jest teorią. Musimy żyć nim”. Lubię te spotkania. Jeśli chcę być naprawdę szczęśliwy, radosny i wolny, jeśli chcę spokoju i pogody ducha, jeśli chcę smakować prawdziwego owocu naszego programu, wtedy muszę pogłębiać swoją duchowość. Medytacja stała mi się środkiem na codzienne zbliżenie do Boga, na wytchnienie w Jego obecności. Często słyszałem o traktowaniu modlitwy niczym koncertu życzeń pomocnego w zrealizowania własnych planów. To nie o to chodzi. Może to głupio tak usiąść i "nic nie robić", szczególnie dla kogoś, kto nie potrafił nawet na krótki moment uspokoić pędzących myśli. A one burzyły spokój, który próbowałem znaleźć. Bardzo mi zależy na poznaniu woli wobec mnie. Gdy się wydaje, że sytuacja jest bez wyjścia, nie do rozwiązania, wówczas wkracza Bóg. Mam czas aby zrozumieć, że to On działa i choćbym czuł się niegodny, nieprzygotowany, muszę wiedzieć, że Bóg obdarza mnie zaufaniem. I odpowiedzialnością. Zastanawiam się, co może przeciwstawić alkoholik pędzącemu, rozszalałemu światu, jeśli nie czystość modlitwy? Wielu brało udział w naszych spotkaniach. Zaczynali od krótkich chwil skupienia, a dzisiaj poświęcają medytacji nawet dwadzieścia minut dziennie. Inni wybierają medytacje nocne. Ale jedni i drudzy osiągają korzyści, jeśli grupowa medytacja jest czymś więcej niż tylko wspólnym oddychaniem. Trzeźwość, według Billa W. to dopiero pierwsze z wielu duchowych przebudzeń. Potrzebuję pogłębiać swą duchowość, by móc stać się człowiekiem, jakim Bóg pragnie mnie uczynić. W tej podróży medytacja staje się pomostem między zaproszeniem Boga do mego życia, a pokładaniem w Nim ufności.


Z korespondencji mailowej


Pewnego dnia, na placu targowym, pośród tłumu ludzi siedział niewidomy z kapeluszem na datki i kartonikiem z napisem: „Jestem ślepy, proszę o pomoc”. Pewien mężczyzna, który przechodził obok niego zauważył, że jego kapelusz jest prawie pusty, zaledwie parę groszy... Wrzucił mu kilka monet, po czym nie pytając niewidomego o zgodę, wziął jego kartonik, odwrócił na drugą stronę i napisał coś... Tego samego popołudnia ten sam mężczyzna znowu przechodził obok tego  niewidomego. Zauważył, że tym razem jego kapelusz jest pełen monet. Niewidomy rozpoznał kroki jego kroki i zapytał go, co napisał na odwrocie kartonika... Mężczyzna odpowiedział:
„Nic, co nie byłoby prawdą. Przepisałem Twoje zdanie tylko troszkę inaczej." Uśmiechnął się i oddalił... Niewidomy nigdy się nie dowiedział, że na jego kartoniku było napisane:
"Dziś wszędzie dookoła jest wiosna... A ja nie mogę jej zobaczyć..."
Puenta: zmień swoją strategię, jeśli coś nie jest tak, jak być powinno, a zobaczysz, że będzie lepiej... Spróbuj dostrzec wiosnę, nawet jeśli czasem jest to bardzo trudne...



ZŁOTE MYŚLI Z MITYNGÓW

- Zmiana złych, nieświadomych nawyków na dobre zajmuje dużo świadomego wysiłku.

- Dla większości ludzi zmiana jest przerażająca.

- Bezwzględna uczciwość jest niesłychanie trudną grą w porównaniu z tymi, w które poprzednio graliśmy.

- Być może dlatego, że tak bardzo chcemy być kochani, obawiamy się prawdy, która może się ujawnić przy pełnym otwarciu.

- W AA mamy to szczęście, że możemy otworzyć swe serca o każdej porze dnia i nocy.

- Kiedy Ty i ja przedstawiamy się jako alkoholicy, to chcemy powiedzieć, że potrzebujemy siebie nawzajem w naszym wspólnym problemie.

- Jak miło jest mieć kogoś, kto przeszedł tą drogą wcześniej, a dziś pokazuje i wyjaśnia stany, których ja też doświadczam.

- Rozumowanie skutecznie oddala stosowanie.



Czym dla mnie jest medytacja w programie AA


Przez tę „modlitwę” i „medytację”, na których koncentrowałem się latami z uporem niewątpliwie godnym dużo lepszej sprawy, nie byłem w stanie pojąć, że przecież ani medytacja, ani modlitwa, nie stanowią istoty Kroku Jedenastego. Tak jak kręcenie kierownicą nie stanowi istoty podróży samochodem. Do auta wsiadam, żeby dojechać w określone miejsce, modlę się i medytuję – w rozumieniu Programu AA – po to, by doskonalić więź z Bogiem; w tekście Jedenastego Kroku czytamy: poprzez modlitwę i medytację. Jeśli potrzebna jest i modlitwa i medytacja, to wynika stąd też prosty wniosek, że to nie jest jedno i to samo.
Wydaje mi się, że z Bogiem nie da się rozmawiać tak, jak z kolegą przez telefon. A jeżeli szukać porównań wśród urządzeń telekomunikacyjnych, to chyba lepszym niż telefon wydaje się krótkofalówka: obie strony mogą zarówno nadawać, jak i odbierać, ale… nie mogą tego robić równocześnie. Modlitwa, to wszelkie techniki, sposoby i metody, dzięki którym mogę do Boga „nadawać”, natomiast medytacja jest zbiorem technik, sposobów i metod, które mają mi umożliwić „odbiór”, słuchanie. Czyli najprościej: modlitwa to ja – Bóg, medytacja to Bóg – ja.
Dla człowieka urodzonego i wychowanego w środku Europy, nawet agnostyka czy ateisty, modlitwa jest pojęciem znanym i oswojonym. Występuje w filmach, telewizji, literaturze; modlą się krewni i znajomi. Z medytacją sprawa jest trudniejsza. Całymi latami słowo „medytacja” wywoływało we mnie natychmiast skojarzenia z Tybetem albo pozycją kwiatu lotosu. Medytacja to była egzotyka. Ale… w pewnym momencie mojego życia Program AA się o mnie upomniał, więc i medytacją musiałem zająć się poważnie.
Na początek przestałem oszukiwać sam siebie i wmawiać sobie, że każda moja chwila zadumy, namysłu, zamyślenia, jest medytacją. Wkrótce okazało się też, że do medytacji potrzebuję spokoju i wyciszenia, to jest ciszy zewnętrznej i wewnętrznej. Nie było mowy o żadnej medytacji, gdy co trochę musiałem wstawać, śpiewać, siadać, recytować, klękać, wykonywać określone gesty, słuchać… Nie było mowy o medytacji w dyskotece, ale i wtedy, kiedy wspominałem zdarzenia z przeszłości i zastanawiałem się, jak wpłyną one na przyszłość albo rozważam, jak rozwiązać trudne zadanie, czekające na mnie w pracy. Niezbędna była cisza – we mnie i wokół mnie.
Kiedy już to wszystko potrafiłem sobie zorganizować, okazało się, że mam problem z koncentracją. Miałem otwierać się na Jego przekaz, nastawiać na słuchanie, ale co chwila łapałem się na tym, że myślę o sprawach ważnych, mniej ważnych, codziennych i innych, a więc znowu czymś jestem zajęty, czyli wewnętrznie hałasuję. Wówczas wymyśliłem, że może mi pomóc skupienie się jednym przedmiocie, zamiast na całym życiu, swoim i innych ludzi, na przyszłości i przeszłości, na problemach zawodowych, zdrowotnych, rodzinnych… Na jednym prostym przedmiocie. Ważne, żeby prostym, żeby nie budził pasji badawczej i ciekawości, żeby nie miał ruchomych części i żebym nie zaczął się zastanawiać, jak to działa. Tak znalazłem kamień. Zwykły. Nawet nieładny. Nic w nim nadzwyczajnego. Jest po prostu nudny. I o to chodziło. Nieco później zacząłem skupiać się na oddechu i to też czasem przynosi dobre efekty – zwłaszcza w długiej podróży pociągiem albo samochodem (pod warunkiem, że ktoś inny prowadzi).
Jedno wydaje mi się ważne – medytować można w różny sposób, z różnych powodów, w różnych celach, ale tu piszę tylko o tej szczególnej medytacji, która jest częścią Programu AA i którą praktykuję w określonym przez Program celu. W związku z tym ma znaczenie skutek moich poczynań, efekt podejmowanego działania albo tych efektów brak. Jeśli moja technika medytacyjna pomaga mi doskonalić więź z Bogiem, to jest dobra, bez względu na to, co sądzą o niej inni. Czytelnikowi pozostawiam znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy można doskonalić coś, czego nie ma, co dotąd nie zaistniało, czyli więź z Bogiem, której nigdy jeszcze nie było…

Meszuge (Październik 2012)


.
TRADYCJA JEDENASTA

„Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie reklamowaniu; musimy zawsze zachowywać osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu.”

W dzisiejszych czasach, kiedy media stały się prawdziwą czwartą władzą, kiedy pojawiły się nowe środki przekazu, takie jak telewizja czy Internet telewizji, Tradycja ta nabiera szczególnego znaczenia osobiście dla mnie, jako alkoholika zaangażowanego w sprawy naszej Wspólnoty, jak i – co oczywiste – dla całego AA. Istnieje bowiem pokusa - nawet jeśli kierujemy się dobrymi intencjami, bo pragniemy zdziałać dla AA coś rzeczywiście dobrego – wykorzystać te środki w sposób, który przekroczyłby pewną cienką granicę. Granicę miedzy przyciąganiem, a reklamowaniem oraz – trywializując - granicę miedzy „byciem widzialnym i anonimowym”, a „byciem zbyt widzialnym i już nie anonimowym”. Tak się pięknie składa, że temat wiodący 19 światowego mityngu służb w Irlandii brzmiał: „Anonimowi, ale nie niewidzialni”. Odnosił się w dużej mierze do Tradycji Jedenastej oraz do kolejnej – Dwunastej – również mówiącej o anonimowości, jako fundamencie naszej Wspólnoty. Zachęcam Przyjaciół do zapoznania się z biuletynem wydanym przy okazji tego wydarzenia, gdyż znajdziemy w nim zapis głosów Anonimowych Alkoholików z całego świata, którzy w irlandzkim Malahide dzieli się swoim doświadczeniem. „…Pokora, wyrażona przez anonimowość, jest największym zabezpieczeniem, jakie Anonimowi Alkoholicy mogą kiedykolwiek mieć” – powiedziała Ingrid z Niemiec, trawestując zdanie z 12x12, gdzie na str. 187 czytamy, że „pokora, wyrażająca się w anonimowości, jest najlepszą z możliwych gwarancją rozwoju AA”. Bardzo bliska jest mi wypowiedz Ingrid – ja także na początku swojej drogi rozumiałem anonimowość w AA jako zabezpieczenie mojej własnej prywatności. Dzisiaj wiem, że anonimowość stała się dla mnie gruntem do pracy nad pokorą. Pracując nad Programem 12 Kroków, będąc w służbach, ciągle staram się zmniejszać drzemiące we mnie pokłady egoizmu i egocentryzmu. Tego szkołą jest właśnie anonimowość, wyrażona w pokornym, anonimowym uczestnictwie w AA, a przede wszystkim w służbach. Ingrid powiedziała w Irlandii pięknie zdanie: „Dzięki naszej anonimowości, wyzbyci wszelkich „światowych zalet”, koncentrujemy się jedynie na jednej definicji: Jestem alkoholikiem”. Bardzo trafiło do mnie to zdanie, gdyż jest w nim kwintesencja ducha Tradycji mówiących o anonimowości. Utkwiła mi też w pamięci wypowiedz Luiz z Brazylii: „Duchową istotą anonimowości jest poświecenie” - kiedy pozostawiamy na uboczu nasze ego, rozumiemy anonimowość w pełnym tego słowa znaczeniu. Dzieje się tak, kiedy rozpoznajemy, że trzeźwość nie jest naszym osobistym zwycięstwem, ale skutkiem przyznania się do naszej porażki, lub naszej bezsilności wobec alkoholu”. Warto, byśmy dbali o to, aby posłanie AA docierało do jak największej liczby cierpiących jeszcze alkoholików. Trzeba, żebyśmy odważnie korzystali z nowych środków przekazu. To już się dzieje także w Polsce. Z radością słucham, jak Przyjaciele z naszego zespołu ds. Internetu odnoszą kolejne sukcesy w kwestii naszej obecności w Internecie. W PIK-u funkcjonuje dyżur internetowy, mamy więc także tą drogą szansę dotrzeć do kolejnych alkoholików, którym można zanieść nadzieje. Z równą radością słucham opowieści Przyjaciół z zespołu Informacji Publicznej – o ich ożywionej działalności i kolejnych mityngach informacyjnych. Na naszym PIK-u wisi gustowny „neon” – baner, z symbolem naszej Wspólnoty, dzięki czemu do PIK-u wchodzą zaciekawieni ludzie „z ulicy”. To wszystko są oznaki, że ciągle rozwijamy się, że stajemy się bardziej „widoczni”. Że przyciągamy, a nie reklamujemy. Gdy przyjaciele z GSO brytyjskiego opowiadali o telewizyjnych spotach informacyjnych AA w Wielkiej Brytanii, pomyślałem, że wspaniale wypracowali swoją dojrzałość i świadomość. że skorzystali z nowoczesnych środków przekazu. I że są w tym odważni. Ale najważniejsze, pomyślałem, to jest to, że na tyle ugruntowali w sobie duchową bazę, duchową podstawę anonimowości, przyciągania, a nie reklamowania, że ze spokojem mogli rozpocząć takie działania. Także i w naszym kraju duch Tradycji leży u podstaw działania służb. Wiec z nadzieją i radością patrzę w nasze „jutro”. I z przyjemnością uczestniczę w łańcuchu służby ugruntowanej Tradycjami przez Przyjaciół ze Wspólnoty.
Tomek AA



MEDYTACJA


Czym jest dla mnie medytacja? Po chwili zastanowienia mogę powiedzieć, że jest to dla mnie świadome szukanie kontaktu z Bogiem takim jak ja Go pojmuję. Pomocna w tym okazuje się też modlitwa, jak zaleca to krok jedenasty. I na tym mógłbym chyba zakończyć. Ale spróbuję szerzej rozwinąć ten temat.
Gdy w AA zetknąłem się z pojęciem medytacji, był to dla mnie temat niezrozumiały i odległy, kojarzył mi się raczej z religiami Dalekiego Wschodu. Modlitwę stosowałem od razu chociażby tę o Pogodę Ducha i przyznam że skutkuje do dzisiaj. Medytacji nie traktowałem poważnie. Po prostu nie umiałem z niej korzystać. Sposobów i rodzajów  medytacji jest wiele i nie zamierzam nikogo przekonywać, że jeden jest lepszy od drugiego. Dziś wiem, że każdy powinien znaleźć swój własny sposób który będzie mu najlepiej odpowiadał.
Na początku drogi, gdzie w moim życiu i głowie panował zamęt, trudno mi było o uczciwą i konstruktywną samoocenę, brakowało mi czasu na wyciszenie i wsłuchanie się w wewnętrzny głos. Potrzebowałem do tego dojrzeć. Musiałem uznać swoją bezsilność, znaleźć i uwierzyć w siłę która mi pomoże oczyścić swą przeszłość, naprawić wyrządzone krzywdy, starać się pomagać innym ludziom. Dopiero wtedy w moim życiu zaczął pojawiać się spokój, pogoda ducha, odwaga, opanowanie. Nie musiałem już tak jak dawniej pędzić przez życie, uciekać przed dniem wczorajszym, ani gonić złudnych marzeń dnia jutrzejszego. Moje życie i relacje z ludźmi zaczęły się zmieniać.
Czym jest dla mnie medytacja? Na to pytanie odpowiedziałem już na początku. Do czego potrzebna mi jest medytacja? Odpowiedz jest prosta tak jak pozostałe elementy programu  - do lepszego i szczęśliwszego życia, czego i Wam z całego serca życzę.
 Robert



Wyzwolenie z choroby alkoholowej przychodzi do człowieka, który chce przynależeć do AA i być odpowiedzialnym za swoje życie przy wsparciu AA. Wyznałem przed Bogiem, sobą i drugim alkoholikiem swoją bezsilność wobec uzależnienia się od myśli o alkoholu, mowy alkoholowej i czynów pijackich, które dręczyły mnie, a przeze mnie także moje otoczenie. Stałem się gotowy do odpowiedzialności wobec AA przez swoją przynależność do AA. Wyznałem tę prawdę sercem, nie kryjąc żadnej osobistej motywacji czy interesowności.
Sytuacja moja - zatwardziałego pijaczka - umożliwiła mi wgląd we własne serce. Prawda ukryta w moim sercu została ujawniona światu. Odnalazłem wreszcie swoje miejsce w AA. Mogłem być zrozumiany i mogłem liczyć na fachową pomoc. W czasie terapii odkrywałem następne prawdy w sercu, które prowadziły mnie we właściwym kierunku. Już na terapii dołączyłem do grupy AA. Chodziłem na mityngi i byłem szczęśliwy, że mogę wreszcie przynależeć do grupy AA. Kiedyś próbowałem, ale to nie był ten czas i miejsce. Wróciłem dzięki prawdzie ukrytej w moim sercu. Czułem się od razu bezpiecznie, pomimo różnych okoliczności, waśni i sporów w grupie. Moje życie stawało się inne, ciekawsze i pociągające. Mogłem korzystać z nowych doświadczeń.
Po zaprzestaniu picia czułem, że nic nie muszę, lecz wszystko mogę czynić z przyjemnością. Doświadczałem przeciwności losu, ale tylko rozumowo. Uczuciowo byłem zaangażowany w życie grupy i pracę nad sobą poprzez uczestnictwo w mityngach, czytanie literatury AA i niesienie posłania wszędzie tam, gdzie nas potrzebowano. Nie marnowałem czasu na głupoty, bo byłem cały czas pochłonięty pracą zarobkową, mityngami, służbą i niesieniem posłania innym. Uprawiałem działkę przydomową, dbałem o siebie, dużo czytałem literatury uzupełniającej mój rozwój duchowy i psychiczny. Powoli, ale skutecznie zmieniałem swój stosunek do ludzi, życia w trzeźwości i do przeszłości. Nie potrzebowałem już ani obwiniać, ani usprawiedliwiać.
Na terapii rozwiązałem swój problem alkoholowy w pierwszym, drugim i trzecim kroku. Uczciwość pomagała mi przełamywać bariery strachu, winy czy uraz. Gotowość na zmiany była podstawą do stawiania kroków w nowe, trzeźwe życie. Nie musiałem się spieszyć, martwić o jutro, bo dzisiaj pracowałem solidnie z grupą AA. Mieliśmy sponsora w grupie, który wszystko organizował w sposób prosty i zrozumiały. Został także moim sponsorem i powiernikiem duchowym. Obdarzyłem go zaufaniem.
Wróciłem do modlitwy i medytowania nad tym, o czym czytałem. Opłacało się zmienić sposób myślenia i rozwiązywania problemów. Starałem się zmieniać swoje postępowanie w taki sposób, by jak najlepiej dbać o siebie. Program 12 kroków AA był mi pomocny. Dawał rozwiązania bez walki. Zrozumienie moich potrzeb płynęło z serca do rozumu.
Dobre przewodnictwo duchowe w grupie AA jest gwarancją rozwoju. Zrobiłem porządek z zębami, odzyskałem prawo jazdy i nawiązałem kontakt z rodziną w Warszawie. Miałem po dwóch latach podopiecznego – księdza – z którym praca pozwalała mi na dowartościowanie swoich skromnych poczynań. Wiedziałem czego chcę i pragnę. Pracowałem i przygotowywałem się codziennie do dalszej drogi w upragnionej trzeźwości. To, co wydawało się niewygodne, okazywało się tylko niezrozumieniem woli bożej. Teraz liczyli się wszyscy. Miałem już przyjaciół, nie tylko w AA, ale także w Al-Anonie. Życie stawało się coraz weselsze i ciekawsze. Błędy mogły być wpisane w scenariusz życia w trzeźwości, bo bez nich nie byłoby postępu. Liczyło się zaangażowanie, przynależność do AA i odpowiedzialność w grupie. Byłem skarbnikiem, ze dwa lata myłem szklanki, prowadziłem mityngi, poznawałem także Pismo Święte. Moje serce śpiewało mi radośnie i pogodnie.
Miałem już wizję powrotu do Warszawy. W mojej głowie powstawał plan stworzenie grupy AA, układała się jej nazwa. Wiedziałem o tym, że moje miejsce jest we wspólnocie AA i miałem gotowość do działania. Rodzina mnie chciała i po szesnastu latach wróciłem do nich, a do Warszawy po dziewięciu latach. Najpierw była praca zawodowa, mityngi w różnych grupach i po roku założyłem nową grupę AA na Pradze, gdzie mieszkam. Nie byłem sam. Miałem zgodę i wsparcie proboszcza. Byli chętni AA i zaczęliśmy pracę na programie dwunastu kroków. Byli chętni do służb i moje poprzednie doświadczenia okazały się właściwe i pomocne. Tak rozpoczynał się nowy etap wchodzenia w życie, pracę i odpowiedzialność. Wola boża wobec nas i siła do jej spełnienia dawały nadzieję na lepsze życie we wspólnocie AA. Nowe służby, sponsorowanie, organizowanie warsztatów tematycznych, zaprzyjaźnianie się z innymi AA wystarczało na kontynuowanie tego, co najważniejsze, bo utrzymanie trzeźwości wymaga zaangażowania i poświęcenia. Nie ma nic za darmo w życiu. Albo chcę tego, albo żyję po staremu. Wybór należy do mnie.
Ja wybrałem życie w trzeźwości i jego treść oraz cel w niesieniu posłania cierpiącemu alkoholikowi, każdemu bez wyboru. Jest wiele przygód w AA, które są przeżyciami trwałymi. Są ogniska, rocznice, zloty radości, warsztaty, intergrupa, region, konferencje służb i dużo wspaniałych przeżyć. Stałem się szczęśliwym alkoholikiem po zaprzestaniu picia i mam dzisiaj prawo wyboru, prawo do wiary i prawo do życia z Bogiem.
Powrót został wynagrodzony uczciwą pracą nad sobą i dzięki wspólnemu zaangażowaniu w AA. Takich darów nie można marnować, nie mają ceny, ale mają trwałą wartość duchową. Kontakt z uczuciami jest najważniejszy. Życie emocjonalne także jest unormowane. Warto tylko jeszcze poprawiać to, co można i cieszyć się każdym darowanym dniem bez alkoholu.
Listopad będzie miesiącem, w którym pogłębiam kontakt z Bogiem, z siłą wyższą. Życzę wszystkim w AA wytrwałości i zaangażowania w działaniu. Życzę także sukcesów w niesieniu posłania wszystkim niezdecydowanym. Wspólnota AA uratowała mi życie.

Andrzej



ZZA KRAT


Witam Was wszystkich!
Mam na imię Jacek, jestem alkoholikiem. Zaczynając swój list do Mityngu, chcę być szczery i chcę też powiedzieć wszystkim, że nie wiem tak naprawdę, o czym mam pisać. Po raz pierwszy piszę do Mityngu.
Obecnie od 11 miesięcy przebywam AŚ Warszawa Mokotów. Będąc tutaj i odbywając swą 22 miesięczną karę pozbawienia wolności, postanowiłem uczestniczyć w terapii alkoholowej i niedawno ją ukończyłem. Była to moja druga terapia w Zakładzie Karnym. Myślę, że była tą przemyślaną, szczerą wobec siebie samego. Dziś to wiem. Jestem zadowolony ze swojego uczestnictwa w terapii mokotowskiej. Potrzebowałem tej terapii dla swojego życia. Dla ratowania swego życia.
Mam 29 lat i chcę trzeźwieć. Wiem, co słowo "trzeźwość" oznacza. Gdy wyszedłem w 2004 roku z Zakładu Karnego będąc już po pierwszej terapii, chciałem zmienić - lepiej zabrzmi - odmienić swoje życie. Zacząłem kombinować, jak to mam zrobić i tak, by z niczego nie rezygnować. Wpadłem na pomysł, że wystarczy ograniczyć swoje picie - kontrolować je. Przez około pół roku szło nieźle. Jednak po pewnym czasie rzeczywistość okazała się być inna i nie pozostawiła mi złudzeń. Doszło do tego, że gdy piłem, miałem już wstręt do siebie, ponieważ nie szanowałem niczego i nikogo. A nie da się przecież tak żyć. Przez wiele lat użalałem się nad własnym losem: nad tym, że pochodzę z rodziny z problemem alkoholowym, z rozbitej rodziny, której się wstydziłem, że w domu nie miałem miłości i bezpieczeństwa. Moje użalanie nad sobą, a także szybkie wstąpienie w pseudo-dorosłość przyczyniło się do mojego uzależnienia. Będąc dzieckiem obiecywałem sobie, że gdy ja będę miał już swoją rodzinę, to będzie ona wyjątkowa, a przede wszystkim NORMALNA. Mówiłem też sobie, że moje dzieci będą szczęśliwe w swym dzieciństwie, bezpieczne i kochane przeze mnie. W każdym bądź razie nie będą miały takiego dzieciństwa i rodzinnego domu, jak ja miałem. Użalanie moje przyczyniło się do picia i takiego właśnie radzenia sobie z problemami. Aż do momentu, gdy to picie zaczęło mi przeszkadzać. Otworzyłem szeroko oczy i widzę, że moje dziecięce obietnice i chęci zmiany czegoś na lepsze w swoim losie i życiu były niczym, ponieważ idę dalej przez życie i nie odstępuję od alkoholu. Był pewien bardzo dla mnie ważny moment w życiu, gdy byłem na wolności - rok 2005. Uważam ten rok za piękny, ale także bolesny i trudny. Jednak następuje zmiana. Alkohol nie daje mi ukojenia, lecz zaczyna przeszkadzać. Rujnuje mą wielką miłość. Próbuję ratować siebie. Na początku nie wychodzi mi to najlepiej. Próbuję różnymi metodami: biorę anticol, chodzę do psychiatry. Zaraz potem zapijam. Nic nie pomaga. Jest już w życiu mi źle. Pozostaje jedno - ostatnie rozwiązanie. Szczerze mówiąc myślałem, że bezsensowne. Ale co mi pozostało? IDĘ PIERWSZY RAZ NA SWÓJ MITYNG. Dziś nie żałuję. Jak się okazało, można nie pić dzięki mityngom i przyjaciołom z AA. Cieszę się wspominając te dni, gdy byłem trzeźwy i posmakowałem tego życia. Dziś przyszło mi odsiedzieć resztę swojego wyrok (jeszcze 11 miesięcy). Pracuję nad sobą - chodzę na tutejsze mityngi i codziennie staram się pamiętać, kim jestem. A jestem alkoholikiem, który chce żyć w trzeźwości. W więzieniu są ludzie podobni do mnie, z takimi samymi problemami, są dla mnie ważni. Są to ludzie, którzy, jak myślę, chcą tak jak ja robić coś ze swoim życiem. Kiedyś wątpiłem w to, że mogę kogoś takiego znaleźć w Zakładzie Karnym. Zmieniłem zdanie. Nawet i dziś, gdy byłem na spacerze, mogłem opowiedzieć innym alkoholikom swój sen, który zaniepokoił mnie i wydał się dziwny ale przyjemny, ponieważ znalazłem w nim rozwiązanie i nie napiłem się. Myślę, że coś pozytywnego dzieje się w mojej głowie. Ludzie tu przebywający i ci, którzy przychodzą z zewnątrz na mityngi AA “Recydywa” Mokotów, są mi bardzo potrzebni. Dodają nadziei. Szczerze za to dziękuję całej Wspólnocie Anonimowych Alkoholików. Życzę Wam wszystkim trzeźwości i wiary. Dziękuję za to, że jesteście.                                
                                    Pozdrawiam Jacek AŚ Mokotów