MITYNG 12/186/2012

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO



Święta coraz bliżej. To czas magiczny i wyjątkowy. Dla wielu to okres gorączkowych przygotowań, nadziei i miłości. Święta to również czas, gdzie ożywają wspomnienia, zarówno te dobre, jak i złe. U wielu z nas, szczególnie w początkowym okresie trzeźwienia, wracają jak bumerang wyrzuty sumienia, ból, wstyd i tęsknota.
Doświadczając feerii barw, zapachów i dźwięków pamiętajmy, że złe nastroje i burze psychiczne są dla nas zgubą (Wielka Księga str. 57). Nie zapominajmy, że święta mają przede wszystkim aspekt duchowy.
Dostaliśmy szanse na nowe, lepsze życie, „oczyśćmy się więc z przewin, wraz z najbliższymi, prosząc Stwórcę, aby zechciał wskazać nam drogę oraz umocnił nas w tolerancji, cierpliwości, uprzejmości i miłości” (Wielka Księga str. 71).
 Nie zapominajmy o tych, którzy wciąż jeszcze cierpią. Być może warto zadzwonić, zaprosić, porozmawiać.   Wszak Bóg, jakkolwiek Go pojmujemy, pomaga właśnie poprzez ludzi.
Wigilia i okres świąteczny to również dni składające się z 24 godzin.          Pamiętajmy, że w PIK-u przy telefonie czekają osoby chętne do pomocy.

Spokojnych, radosnych i trzeźwych Świąt w gronie bliskich osób
w imieniu Redakcji Biuletynu MITYNG
Bartek


Moje doświadczenia jakie przekazuję innym

Nie chcę filozofować jak rozwinęła się moja choroba, jak doszło do kompletnej degradacji mojego życia. Wiem na pewno, że nie mogę polegać na sobie i na własnych doświadczeniach z przeszłości.
AA oferuje mi nowy sposób życia, polegający na zaufaniu drugiemu człowiekowi i wspólnocie. Moje doświadczenia, które pragnę przekazać innym wynikają z wnikliwej obserwacji moich przyjaciół z AA. Czy to świadomie czy nie, każdy z nas jest przez innych ludzi jakoś postrzegany -
„Jak cię widzą, tak cię piszą”. Ta informacja zobowiązuje do bezustannej samokontroli i dyscypliny. Osoby, które spotykam w życiu, swoim zachowaniem przekazują mi informację o swojej godności i dostojności lub niechlujstwie i niedbalstwie. Bezkrytyczna, lecz uważna obserwacja przynosi mi wiele informacji o nich. To co nie podoba mi się u innych, jest także moim problemem – „ Przypatrz się sobie”. Bardzo ważne – to umiejętność słuchania innych, polegająca na nie przerywaniu wypowiedzi. Należy dać do zrozumienia, że słucham i wiem, o czym jest mowa. Wypowiedź bywa nieraz śmieszna i świadczy o wielkiej niedojrzałości, wręcz o głupocie. W takiej sytuacji mogę okazać współczucie i wyrozumiałość. W żadnym razie nie wolno mi się naśmiewać, denerwować czy krytykować, udzielać rad. Mogę jedynie okazać współczucie i pokorne zrozumienie. W rozmowach towarzyskich staram się za wszelką cenę być prawdomówny – to co na języku jest zgodne z własnym sumieniem. Każde kłamstwo, jakiego się dopuszczę, to niespokojna noc i złe samopoczucie. Staram się zwracać uwagę na osobiste relację z innymi. Jak traktuję innych ludzi: czy okazuję im niechęć i pogardę, udając lepszego niż jestem? Czasem jestem zaborczy i pragnę kimś zawładnąć.  Innym razem jestem nadmiernie uległy, schlebiam innym lub nadskakuję licząc na dobre traktowanie lub uznanie, na które nie zasługuję. W pogoni za sensacją popełniam wiele błędów, czasem bolesnych i nie do naprawienia, na przykład przekazanie nieprawdziwej informacji czy oszczerstwa. Bardzo trudno przyznać się do winy, trzeba wiele dni, zanim zdobędę się na odwagę i przeproszę, przyznając się do własnej głupoty i bezmyślności. To uświadamia mi, jak niezwykle ważna jest samokontrola w wyrażaniu opinii czy ocenianiu innych. Żyjąc wśród ludzi dostaję dobro, na które nie zasługuję. Zawsze przyjmuję miłe wydarzenia z radością i staram się okazać wdzięczność za wszystko. Okazuję lojalność wobec życzliwych, miłych i życzliwych kolegów. Nie odrzucam ani nie potępiam tych, którzy czynią nieświadomie zło. Daję do zrozumienia, że nie pochwalam tych zachowań i jeśli to możliwe, mówię o moim niezadowoleniu z tego powodu. Podstawową zasadą w AA jest konieczność niesienia posłania innym potrzebującym. Należy pomagać w każdy możliwy sposób, na jaki mogę sobie pozwolić. Pomagając nie oczekuję nagrody ani zapłaty. Staram się, aby każda pomoc oparta była na bezinteresowności i wynikała z potrzeby serca. Opisane wyżej doświadczenia wprowadzam z całą mocą w życie rodzinne i towarzyskie. Bardzo ważnym doświadczeniem na mojej drodze trzeźwienia jest samodyscyplina. Jeśli mam żyć zgodnie z tradycjami, być człowiekiem uczciwym to bez zdyscyplinowania samego siebie ani rusz. Wymienione doświadczenia związane są z moją moralnością i duchowością. Są to niezmiernie ważne doświadczenia związane z pełnieniem służb w AA. Każda służba uczy mnie odpowiedzialności, uczciwości i bezinteresowności. Bez samodyscypliny jest trudno wykonywać jakąkolwiek pracę na rzecz AA. To ja mam obowiązek zadać sobie pytanie: czy wywiązuję się dostatecznie z powierzonych mi zadań. Mityng to miejsce, gdzie powinienem rozwijać jak najlepiej każde wymienione doświadczenie, to miejsce gdzie mogę dzielić się radością i nadzieją na lepsze życie. Na mityngach zachowuję powagę i jestem świadom potęgi choroby alkoholowej. Biorę czynny udział w pracach grupy - mityngi spikerskie, informacyjne czy rocznicowe. Dla mnie trzeźwienie to ciągły rozwój, to dążenie do zmiany samego siebie. Na zakończenie nadmienię o konieczności posiadania sponsora i być sponsorem – jest to niezwykle ważny element w dążeniu do trzeźwości.
Z życzeniami pogody ducha Jan alkoholik.



DOPÓKI NIE PIJESZ WSZYSTKO JEST MOŻLIWE

a więc o tym, że moje trzeźwe święta mogą być udane.
Moje pierwsze trzeźwe święta nie były udane, chociaż spędziłem je w bezpiecznym miejscu. Przebywałem wtedy na oddziale terapii zamkniętej uczestnicząc w mityngach AA. Wstydziłem się usiąść przy stole, towarzyszył mi lęk, niepokój, wyobcowanie, skrępowanie. Moja wieloletnia samotność, poczucie winy, czyli wstręt do samego siebie powodowały takie emocje, że gdyby nie pomoc i wsparcie kolegów, w tym też terapeutów i WSPÓLNOTY AA, nie poradziłbym sobie i poszedłbym pić. Najgorsze to spędzać święta samotnie użalając się nad sobą. Moje poczucie inności, wyobcowania, pychy nie pozwalały mi nigdy zbliżyć się do innych ludzi i poprosić o pomoc, nawiązać jakąkolwiek bliższą relację. Tak było też podczas tamtych świąt, byłem zamknięty w sobie, ukrywałem uczucia, które mi towarzyszyły, a niektórych nie rozumiałem, nie znałem siebie i tego, co sie ze mną działo. Nie wiedziałem co to znaczy trzeźwe święta i jak je spędzać, skoro piłem alkohol 26 lat . W dzieciństwie nie miałem żadnych wzorów, a nawet jeżeli były jakiekolwiek, to moje picie dawno je wypaczyło. Od pierwszych miesięcy mojej trzeźwości, kiedy zaczynałem funkcjonować normalnie w społeczeństwie i być między ludźmi w różnych sytuacjach na trzeźwo, towarzyszyła mi WSPÓLNOTA AA. WSPÓLNOTA- to konkretni ludzie na mityngu, w służbach, na warsztatach, a także sponsor i telefon, który podnoszę zamiast kieliszka. Przyjaźń, partnerstwo, poczucie przynależności to określenia, których nigdy nie czułem. Nie przedstawiały dla mnie wartości. Lekarstwem na mój lęk przed odrzuceniem i niskim poczuciem wartości okazały się służby w AA. Dzięki aktywnemu uczestnictwu w życiu wspólnoty przełamuję swoje słabości, i jest to dobra kuźnia dla mojego wypaczonego charakteru i osobowości. ŻYCZLIWOŚĆ, CIEPŁO, WYROZUMIAŁOŚĆ, którą otrzymuję od przyjaciół, a szczególnie obcą mi dotychczas bezinteresowność, staram się okazywać i przekazywać w codziennym życiu. Moje kolejne drugie i trzecie święta Bożego Narodzenia spędzałem na mityngach z rodziną - czyli z AA. Paradoksalnie zostałem skazany na to, zostając sam na ulicy poprzez moje picie.
Być może ludzi, których spotykam na mojej drodze nie tylko w AA, postawił mi Bóg - ja w to wierzę. Pół roku temu w pracy poznałem swoją partnerkę, z którą mieszkamy razem. Kolejne święta spędzę z nią i jej rodziną, na mityngach oraz z przyjaciółmi spoza AA . Moje życie się bardzo zmieniło. Wierzę, że DOPÓKI NIE PIJĘ, WSZYSTKO JEST MOŻLIWE - nawet to, że święta mogę spędzać bez flaszki i że mogą być udane. Dotarło do mnie, że powodem wszystkich moich problemów jestem Ja sam, ale przy pomocy programu mogę siebie zmieniać. Nie myślę o piciu, raczej o tym co mogę zrobić, aby być lepszym człowiekiem. Gdybym nie uwierzył i nie zaufał komuś ,kto pokazuje mi cały czas drogę w AA, nie spędzałbym żadnych świąt ani nie pisał tych słów. Zaufanie to ryzyko, które mi się opłacało, aby przeżywać i czuć święta na trzeźwo.
Pozdrawiam  AA



MUSZĘ PRZEKAZYWAĆ POSŁANNICTWO – ŻEBY SAMEMU NIE ZATONĄĆ!

Witajcie! Mam na imię Tomasz i jestem alkoholikiem.
Już podczas mojego uczestnictwa w pierwszym mityngu AA odczuwałem zrozumienie, które okazywano mi od pierwszej chwili trwania mityngu. Było to uczucie, jak gdyby syn marnotrawny powrócił wreszcie do domu i powitany został przez miłującego go ojca.
Ale nie tylko on, także moi bracia i moje siostry cieszyły się z powodu mojego powrotu do domu. Chociaż wzrastałem w dobrze sytuowanej rodzinie, to muszę stwierdzić, iż było to dla mnie całkowicie nowe przeżycie – nikt bowiem dotychczas nie rozumiał mnie tak dobrze, jak właśnie nowo zdobyci przyjaciele.
Przy pomocy tychże przyjaciół udało mi się przez przeszło cztery lata pozostać suchym. Kupowałem wszystko z literatury, co tylko było osiągalne i studiowałem tą literaturę. Z dzisiejszego jednak punktu widzenia muszę stwierdzić, że nie pojąłem jej tak dobrze, jak należało.
Na początku uczestniczyłem w mityngach codziennie, a w późniejszym okresie raz w tygodniu. Wraz z inną Uczestniczką założyliśmy Grupę, mającą swe mityngi w niedzielny poranek – co inni Uczestnicy przyjęli raczej dość sceptycznie, jeżeli już nie wrogo. Na uczestnictwo w innych mityngach „zabrakło” mi nagle czasu, co na pewno bardzo zmiękczyło tworzące się fronty.
No dobrze, po wybuchu konfliktu i moim stwierdzeniu, że w zasadzie nie potrzebuję już wcale pomocy ze strony Grupy, poszedłem swoimi drogami i w krótkim czasie – co było zresztą do oczekiwania – przeżyłem swój pierwszy nawrót do choroby.
Po mniej więcej roku czasu doszedłem wreszcie do przekonania, że bez pomocy nie uda mi się ponownie zostać suchym. Wstyd z powodu obietnic, które składałem przede wszystkim sobie samemu, a prawdopodobnie także i moja pycha bardzo długo kazały mi czekać na chwilę, w której na nowo odnalazłem drogę do Grupy.
Tam, ku swemu najwyższemu zaskoczeniu, przyjęto mnie z otwartymi ramionami i nie usłyszałem najmniejszego słówka wyrzutów. Sytuacja ta była dla mnie zupełnie niezrozumiała, ale pokazała mi, że podobne problemy pojawiają się u wielu i co powodowało, że każdy wpadkowicz mógł liczyć się ze zrozumieniem – chociaż w tamtym okresie, mnie samemu trudno było zrozumieć samego siebie.
Zacząłem od nowa przyjmować Posłannictwo i znowu udało mi się trzy lata żyć bez alkoholu. Jednakże do tego, aby Posłannictwo to przekazywać dalej, nadal nie potrafiłem się zmobilizować. Moje zawodowe dokształcanie oraz kariera zawodowa były dla mnie prawdopodobnie ważniejsze. Dzisiaj uważam, że po prostu jeszcze na ten czas nie skapitulowałem. W każdym bądź razie, usamodzielniłem się i stwierdziłem, że moje uczestniczenie w AA koliduje z moją działalnością zawodową. To co nastąpiło, było z dzisiejszego punktu widzenia logicznym następstwem – wszystkie niepowodzenia począłem topić w alkoholu.
Po kilku następujących po sobie odtruciach, samotny w wielkim domu oraz niezliczoną ilością wpadek na grzbiecie zjeżdżałem coraz głębiej w uzależnienie, zaniedbując całkowicie mój własny interes. Na sam koniec, wracając pewnego niedzielnego popołudnia z pracy do domu, wylądowałem w rowie przydrożnym. Do dnia dzisiejszego nie mogę zrozumieć, jak to się stało.
W końcu przemogłem się, zwinąłem swój interes i poszukałem pomocy w jakiejś klinice. Nie potrafiąc już samemu dojechać do kliniki, poprosiłem o pomoc i tym razem przyjęty zostałem przez inną Grupę AA.
Dzisiaj bardzo aktywnie uczestniczę w przekazywaniu Posłannictwa, moje oczekiwania wobec siebie samego spoczęły na bardzo niskim poziomie, ale ja sam jestem niezmiernie zadowolony. Po przeszło czterech latach uzyskałem nareszcie możliwość ponownego starania się o prawo jazdy. Jest to pierwsza widoczna oznaka sukcesu w moim nowym życiu, na której mogę zabazować dalszą odbudowę tego, co z własnej winy utraciłem.
Dzisiaj, po wyratowaniu mnie z moich kłopotów, siedzę na tym wielkim statku ratowniczym i nie mam wcale zamiaru opuszczać go i wyjść na ląd, jak to tak często wcześniej robiłem. Płynę tym statkiem wzdłuż i wszerz wypatrując, czy nie widać gdzieś wyciągniętej ręki tonącego. Staram się wówczas pochwycić tą błagającą o pomoc dłoń, by ratować nowego Przyjaciela z jego topieli.
Dzisiaj doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że muszę przekazywać nasze Posłannictwo, aby przypadkiem – w sposób nieprzemyślany – nie wpaść samemu w niebezpieczeństwo i nie zatonąć na zawsze.
Tomasz



MOJE DOŚWIADCZENIE JAKIE PRZEKAZUJĘ INNYM

  Moje doświadczenia jakie przekazuję innym to moja obecność na mitingu Anonimowych Alkoholików, że nie piję i mówię że można nie pić i żyć i być wolnym człowiekiem. Bardzo lubię chodzić na detox i do zakładu karnego, to są dla mnie takie miejsca, gdzie mogę się podzielić z takimi jak ja cierpiącymi alkoholikami, którzy znaleźli się na detoksie lub w zakładzie karnym. Ja też tak żyłam - byłam na detoksie, choć wtedy nie czułam, że jestem alkoholiczką, bo ja nie piłam wynalazków itd. Myślę, że to, że nie siedziałam w Zakładzie Karnym to był cud. Na dzień dzisiejszy wiem i czuję, że to moja Siła Wyższa mnie prowadziła i zaoszczędziłam sobie i moim dzieciom cierpienia. Mówię innym o sobie, o tym co robię, żeby nie pić czyli jak to było ze mną. Też o tym, jak ciężko mi było przyznać się do tego, że jestem alkoholiczką, a jeszcze ciężej było mi poprosić o pomoc drugą osobę. Ja - taka „wielka” - myślałam, że sobie poradzę i nikt mi nie będzie potrzebny, z żadną babą nie będę pracować i mówić jej o sobie. Przecież ja jestem święta, tylko inni są winni temu, że piłam. Żadnych służb nie będę brała, bo nie mam na to czasu, mam dzieci, muszę się jeszcze uczyć, żeby mieć dobrą pracę... tak myślałam sądząc, że mam sposób na swoje życie Ale przyszedł czas, że to okazało się zgubne i nie działa, że nie tędy droga. Choć nie piłam już 5 lat, musiałam poprosić o pomoc i zacząć pracować na programie 12 kroków z moją sponsorską, by zobaczyć jaka jestem i co mną powodowało, że tak żyłam i co robić, żeby się zmieniać Dziś wiem, że to była bardzo ważna decyzja w moim życiu. Piękna droga nie jest łatwa, ale daje efekty… I tym mogę się dzielić, że jestem, trwam i stosuję się, jak tylko umiem, do tego co mówią inni. Chodzę na mitingi, choć nie piję parę lat, codziennie rano czytam Codzienne Refleksie, proszę o trzeźwości umysłu moją Siłę Wyższą. I zmienia się moje życie. Będąc na mityngu w zakładzie karnym mogę podzielić się nie tym, jak piłam, gdy kiedyś chciałam błyszczeć i myślałam, jaki to ja jestem kozak, z kim to ja nie piłam, kogo znam itd. Wiem, że to nie o to chodzi - teraz mówię, że dzięki temu, że nie piję, że uwierzyłam w to, co robili inni przede mną, którzy są szczęśliw i że ja też mogę zmieniać swoje życie i jak dziecko uczyć się jak żyć i poddać się temu… Drugi człowiek - taki sam jak ja   jest moim lustrem i w pozytywnym i negatywnym słowa tego znaczeniu Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie innej drogi życia dla siebie. Wszystko się zmienia w moim życiu, układają się relację z moimi dziecimi, moim partnerem i rodziną a wcześniej wydawało mi się, że to przez nich tak się dzieje ze mną i mocno wierzyłam, że po pierwsze to mój partner jest do zmiany. Dzisiaj wiem, że to nie tak, że to ja mam nad sobą mocno pracować. Dzisiaj nie jestem sama, mam wokół siebie ludzi mi życzliwych i prawdziwych przyjaciół. Gdzie indziej mogłabym o sobie powiedzieć, że sobie nie radzę, jestem słabym człowiekiem, nie wiem jak mam żyć, co mi się w życiu udało? Miting jest dla mnie takim miejscem, gdzie mogę być sobą, gdzie wielokrotnie czułam, że ludzie wiedzą co mi jest, nawet gdy nic nie mówiłam, bo się bałam czy wstydziłam. A do mnie trafiało to, co mówią inni o podobnych sprawach, z którymi i ja się borykałam. Czułam się szczęśliwa i wdzięczna za to miejsce, łzy szczęścia cisnęły się do oczu. Gdy mówię o tym, co robię, żeby nie pić, daję nadzieję innym, że to działa. Ja uwierzyłam tym, którzy byli przede mną i dzielili się swoim doświadczeniem i też tego życzę innym, mówiąc, że jest nadzieja, że warto spróbować, bo może i ja będę tą szczęściarą... W moim przypadku to zadziałało, jestem szczęśliwa, że tak żyję, nawet mi się nie śniło że mogę być takim człowiekiem i żyć tak jak teraz. Do tego potrzeba było mi dużo czasu, cierpliwości, wiary i nadziei. Wiara i odwaga czyni cuda. Jestem wdzięczna za wspólnotę       AA i że na mojej drodze Siła Wyższa postawiła mi Alkoholika, żebym mogła uczyć się żyć i wdzięczność swoją okazywać tym, że służę sobą i oddaję to, co inni mi dali za darmo. Wygrałam życie. Dziękuję, że jesteście. Pozdrawiam.



UCZCIWOŚĆ


"Uczciwość jest źródłem, z którego pijemy trzeźwość". To lapidarne zdanie ze skarbnicy Anonimowych Alkoholików jest zdaniem nawrotnym do stwierdzenia, że kłamstwo jest siostrą nałogu.



Krok 12

Ten program DZIAŁA!
Choroba alkoholowa wyłączyła mnie z życia na 8 lat. Niebawem, bo 13.02.2013 r. miną cztery lata odkąd nie piję. To, czego doświadczyłam poprzez łaskę trzeźwienia, możliwość rozwoju duchowego i pracę nad sobą za sprawą programu AA 12 kroków i 12 tradycji oraz wsparcie przyjaciół z AA jest jak CUD.
Napiszę parę słów o moim życiu, aby móc odnieść się do treści i znaczenia 12 Kroku.
Wchodząc w związek małżeński miałam czyste serce, przepełnione miłością i oddaniem, czułam w sobie gotowość tworzenia rodziny i poświęcenia dla niej. Alkohol był w moim życiu, ale nie był najważniejszy i nie miałam z nim problemu. Skoncentrowana byłam na wychowaniu dzieci, wyznając zasady, jakie wpajali mi rodzice i wiara katolicka: uczciwość, empatia i szacunek dla innych ludzi, odpowiedzialność i, w drugiej kolejności, praca zawodowa. Pragnęłam żyć skromnie w miłości, wzajemnym szacunku i partnerstwie (taki przykład wyniosłam z domu). Z biegiem czasu okazało się, że jest to niemożliwe, ponieważ nie spełniałam oczekiwań mojego męża.
Tak było przez wiele lat. Różniliśmy się zasadniczo pod wieloma względami, odnośnie wychowania dzieci, a przede wszystkim w tym, że ja uważałam (tak jest po dziś dzień), że to nie pieniądze są w życiu najważniejsze. Moje emocje i brak akceptacji tej różnicy między nami sprawiał, że oddalałam się od męża emocjonalnie, co wyrażało się w moich negatywnych odczuciach, takich jak złość, uraza, poczucie krzywdy, a nawet nienawiść. Z biegiem lat czułam, że jestem tym życiem zmęczona i nieszczęśliwa. I tak zaczęłam sięgać po alkohol.
Moje małżeństwo trwało 25 lat, w tym czasie urodziłam moich dwóch synów, których bardzo kocham. Obecnie to są dorośli mężczyźni. Dziś jestem szczęśliwa, bo ich odzyskałam, odzyskałam ich zaufanie i miłość, i mocno wierzę w to, że zawdzięczam to modlitwie, pokorze, uczciwości i wspólnocie AA, pracy nad sobą przy pomocy sponsorki i programu AA, a także pragnieniu życia w trzeźwości i powrotu do zdrowia.
Trzeźwienie jest dziś dla mnie pierwszą wartością.
Moje poświęcenie (dziś to wiem) było wypaczone, byłam nadwrażliwa, uległa i zbyt mało
stanowcza. Nie potrafiłam wówczas zadbać o siebie, tłumacząc sobie, że wszystko co robię, to dla dobra rodziny i dla zadowolenia męża. I co zrobiłam? Podjęłam jedną z najgorszych decyzji w życiu. Odeszłam od mojego zawodu pielęgniarki. Mąż uważał, że zbyt mało zarabiam.
Moja praca przy opiece nad chorymi ludźmi przynosiła mi wiele satysfakcji i zadowolenia.
Pomoc chorym sprawiała mi radość, szczególnie w chwilach, kiedy widziałam uśmiech na ich twarzach i ulgę w cierpieniu. Mimo to zrezygnowałam. Podaję ten przykład z mojego życia nie dlatego, by pokazać jaka byłam wspaniałomyślna, lecz dlatego, że patrząc wstecz widzę w sobie wartości o których mówi Krok 12, a które straciłam wskutek alkoholizmu i do których dziś, dzięki łasce, miłosierdziu Bożemu i przyjaciołom AA powracam. Mało tego, mogę wzrastać i rozwijać się duchowo, oddać z radością i wdzięcznością to co dostałam od Wspólnoty (doświadczenie, siłę i nadzieję, że można żyć BEZ ALKOHOLU) poprzez moje zaangażowanie w służby, a przez to nieść posłanie dla takich alkoholików jak ja i pomagać im ratować zdrowie i życie albowiem alkoholizm jest chorobą PODSTĘPNĄ i ŚMIERTELNĄ, o czym przekonuję się niejednokrotnie. Praca w służbach pomaga mi, bo jest mi zwyczajnie łatwiej żyć na co dzień i radzić z własnymi słabościami czy w różnych, szczególnie trudnych sytuacjach. Sprawia, że moje życie jest bogate, ciekawe, satysfakcjonujące i pożyteczne. Mam kontakt z ludźmi, od których kiedyś stroniłam.
Biorąc udział w Zlotach Radości, warsztatach, mityngach, konferencjach mam okazję jeździć po Polsce i poznawać nowe miejsca, co zawsze lubiłam robić, a co też odebrał mi alkohol. Czuję się coraz lepiej sama ze sobą. Widzę w sobie pozytywne zmiany. Nabieram więcej odwagi i pewności siebie. Mam świadomość tego, ze staję się lepszym i bardziej wartościowym człowiekiem. Wracam do mojej zdrowej tożsamości, a zmiany, które u siebie widzę, jak spokój i pogoda ducha, jasny i trzeźwy umysł czy możliwość podejmowania świadomych decyzji przynoszą mi wielką radość życia. Czasami są to trudne i bolesne decyzje, o czym świadczy fakt, że jestem po rozwodzie, ale nie piję, a moje kontakty z najbliższa rodziną, synami i moją mamą są bardzo bliskie. Dziś moje kontakty z eks-mężem są poprawne, rozmawiamy ze sobą bez urazy, dzieci lubią spędzać ze mną i moim obecnym partnerem wspólnie czas.  Wszyscy jesteśmy dla siebie wsparciem, a w oczach widać iskierki radości, a nie łzy tak jak wówczas kiedy piłam. Dzięki temu,że nie piję, pracuję na programie, rozwijam się w służbie AA, wszyscy wracamy do zdrowia - ja i moja rodzina. Odbudowanie zaufania,odpowiedzialność, wiarygodność i uczciwość jaką osiągam będąc we Wspólnocie i nieustanne dążenie do rozwoju i trzeźwości to najważniejsze dla mnie wartości. Dziś pamiętam kim jestem - alkoholiczką i wiem, że Bóg powołał mnie do nowego życia, gdyż mam nieść posłanie i pomagać innym. Tym, którzy cierpią wskutek picia i nie tylko.
Dzięki, że Jesteście, bez Was, przyjaciół AA nie byłoby to możliwe!!!


24h i nieustającej
POGODY DCHA!

Anonimowa Alkoholiczka



MOJA PIERWSZA KONFERENCJA

Kiedy mój sponsor zaproponował mi wyjazd na konferencję Służb Regionu AA Warszawa, pytając czy chciałbym zobaczyć na czym to polega oraz nawiązać nowe znajomości, zgodziłem się. Pomyślałem, że jeżeli jestem częścią naszej wspólnoty, to byłoby to interesujące, a nawet wskazane doświadczenie. W drodze na konferencję moja radosna ekscytacja dość szybko zaczęła przeobrażać się w dobrze mi znane uczucie niepokoju w żołądku. Stało się to za sprawą mojej bujnej wyobraźni, gdyż przed oczami miałem obraz sielankowego pikniku, gdzie wszyscy z uśmiechem od ucha do ucha, w garniturach poklepując się po plecach, rozmawiają o krokach, tradycjach Sile Wyższej itp… . Mandatariusze, Rzecznicy… jakbym jechał na spotkanie europosłów ja, zwykły herbatkowy z siedmiomiesięczną trzeźwością. Co ja im powiem…? Gdy dojechaliśmy na miejsce, ochłonołem nieco, gdyż napotkani tam ludzie byli tacy jak ja – trzeźwiejący alkoholicy. Sprawdziły się słowa sponsora, który do znudzenia nieraz mi powtarzał, że nie ma MY, WY, lub JA i ONI. Razem tworzymy Wspólnotę i wszyscy jesteśmy równi, bez względu na pełnioną służbę. Kiedy okazało się, że nikt mnie nie pożarł żywcem, weszliśmy na salę i zajęliśmy miejsca. Po ceremonii rozpoczęcia odbyła się autoprezentacja uczestników, którzy kandydowali do podjęcia służb. Nie miałem nawet pojęcia, że takowe istnieją. Ciężko mi w tej chwili wymienić ich nazwy, gdyż po tak ogromnym zastrzyku informacji jaki mój biedny, powracający do zdrowia mózg otrzymał tego dnia, trochę mi się jeszcze to myli. Jednym z dalszych punktów programu były warsztaty dotyczące niesienia posłania w formie krótkich wypowiedzi, gdzie uczestnicy dzielili się swoimi doświadczeniami i nadzieją. Oczywiście, kiedy wreszcie zdobyłem się na odwagę, aby zabrać głos, czas warsztatów dobiegł końca. No cóż, może następnym razem. Po obiedzie nadszedł czas na głosowanie na kandydatów do służb. Po głosowaniu ogarnęło mnie zdziwienie gdyż niektórzy głosujący mandatariusze, jak i nowo wybrani służebni opuścili spotkanie, a puste krzesła znacząco zaczęły się rzucać w oczy. Szkoda, gdyż właśnie rozpoczynał się raport rzeczników intergrup, skarbnika i redaktora „Mityngu”. Niezrozumiałe było to dla mnie tym bardziej, gdyż motywem przewodnim konferencji był temat: „ Przyszłość AA - nasza odpowiedzialność”. Ja jednak zostałem, dzięki czemu dowiedziałem się, co się dzieje z pieniędzmi, które mandatariusz mojej grupy skrupulatnie zanosi do intergrupy. Dowiedziałem się o powstaniu nowej intergrupy, oraz istnieniu grup, o których dotychczas nie słyszałem;  o prośbach i apelach. Nie żałuję, że ten sobotni dzień spędziłem wśród przyjaciół, którym dalsze losy AA nie są obojętne. A, co dla mnie najważniejsze, kolejny dzień nie piłem.

Robert Alkoholik



Przebudziłem się po latach

 Przebudziłem się po latach. Tak, spałem wiele lat w pijackim śnie. Naprawdę to nie budziłem się w ogóle, byłem w jakiejś kapsule egoizmu, do której zabrałem swoje przyjemności, alkohol, nikotynę, psychotropy, sex, bujanie w obłokach. Inteligencją, której zdaniem wielu osób mi nie brakowało, badałem rzeczywistość i stwierdzałem, że wszystko jest nie tak, że nic nie kontroluję, świat mi się wali, a właściwie to wszystkie siły są mi przeciwne. Po długich ciągach pijackich, gdy fizycznie dochodziłem do siebie, wołałem, że nigdy więcej nie napiję się. Niestety, moje perpetum mobile trwało dalej. W wieku 40 lat pierwszy raz się ocknąłem i zobaczyłem , że są ludzie, którzy nazywają siebie alkoholikami. Mówili oni o tym, że jest sposób na to, by nie pić alkoholu. Poznałem I Krok programu AA. Rytuał czytania kroków na mitingach przez wiele lat nie pozwolił mi ruszyć dalej.      Może przez jakiś czas wierzyłem, o zgrozo, że mogę robić12 krok, pomagać innym. O! jak było to złudne. Przecież cały czas szukałem tylko ulgi dla siebie.
W tamtym czasie w moim życiu dominowało użalanie się i jakaś forma pokory, tylko, wobec kogo? Utrzymywałem abstynencję, ale paliłem dużo papierosów, brałem leki przeciw depresyjne, wynalazki np. Kudzu, czytałem książki o znamiennych tytułach „Jak pozbyć się lęku”,„Toksyczny wstyd”, „Wewnętrzne przebudzenie” i co? I nic się nie zmieniało. Cud nie następował, a ja znowu się schowałem za lekami, a potem za alkoholem.
Zapiłem po dziesięciu latach abstynencji od alkoholu. To musiało nastąpić - przyszedłem drugi raz na miting, ale już jakoś inaczej. Przede wszystkim z otwartością i gotowością, choć wtedy nie potrafiłem tego nazwać. Zacząłem szukać siły większej niż ja sam, wstąpiłem do kościoła, modliłem się tam po swojemu, ja - stary ateista. Byłem zdeterminowany, poszedłem na terapię do Poradni Leczenia Uzależnień, póżniej na terapię grupową z psychologiem. To wszystko też było mi potrzebne. Najważniejsze nastąpiło jednak, gdy pojechałem kilka razy na spotkanie Intergrupy, usłyszałem coś nowego i trafiłem na warsztaty sponsorowania.   Tam otworzyłem oczy na program AA, znalazłem mojego pierwszego sponsora i poprosiłem go o pomoc w pracy na programie 12 Kroków. Pragnąłem postępu duchowego. Zacząłem się zmieniać. Komputer w mojej głowie, zresetował się, zacząłem wierzyć i czuć co mam robić, zamiast myśleć o tym, jak ułożyć puzzle w swojej głowie. Poczułem, że nie jestem sam, Bóg jest ze mną i działanie jego czuję poprzez. Zobaczyłem ludzi uśmiechniętych i przychylnych mojej osobie. Oni wcześniej też byli, tylko ja ich nie widziałem.         Przebudziłem się, co jest niewątpliwie łaską, którą otrzymałem od mojej Siły Wyższej. I co dalej? Co otrzymałeś, darmo oddaj innym, tak mniej więcej jest napisane, więc już wiem co mam robić. Nie mogę na powrót zamknąć się w kokonie egoizmu. Modlę się, żyję programem AA, porządkuje życie osobiste, otwieram serce na innych, słucham intuicji - to wszystko pomaga mi dawać miłość innym. Niedługo minie 7 lat, jak drugi raz przyszedłem na miting prosząc o radę innych alkoholików. Otrzymałem dużo więcej, niż sobie mogłem wyobrazić i za to jestem wdzięczny. Bez pierwszego mitingu nie byłoby drugiego mitingu i tych samych szczerze witających mnie alkoholików. Skąd to wiem? - Obudziłem się!

Janusz alkoholik



PRZEKAZYWANIE SWOJEGO DOŚWIADCZENIA INNYM

Mam na imię Marek i jestem alkoholikiem. Do AA przynależę od trzech lat. Od samego początku słyszałem na mityngach,że między innymi dzielimy się doświadczeniem. Uznałem, że skoro nie mam żadnego doświadczenia to nie muszę się odzywać. Patrzyłem z podziwem na weteranów, którzy pięknie przemawiali. Czułem duchowość płynącą z ich ust. Pragnąłem też tak pięknie mówić. Pycha przeze mnie przemawiała, bo chciałem, żeby inni mnie słuchali z takim zachwytem jakbym był co najmniej mesjaszem. Wyłapałem sobie kilka takich ładnych zwrotów z wypowiedzi bardziej doświadczonych uczestników i używałem ich jako swoich. Jakież było moje zdumienie, kiedy zobaczyłem,że nikt mnie nie słucha z otwartymi ustami a wręcz przeciwnie – patrzą z politowaniem. Czarę goryczy przepełniło pytanie jednego z przyjaciół: skoro jesteś ateistą, to skąd wypowiedzi o Bogu na mityngach? Zamurowało mnie.    Zamurowało, ale odebrało mi komfort opowiadania cudzych doświadczeń. Do dziś jestem mu za to wdzięczny. Na jednym z mityngów podjąłem służbę herbatkowego. Nie pasowała mi jednak ta grupa i po kilku miesiącach przestałem na nią chodzić. Było mi jednak wstyd,że rzuciłem służbę i nie mówiłem o tym nikomu. Dziś wiem,że to też jest jakieś doświadczenie i dzielę się nim z innymi. Jestem mandatariuszem na jednej z grup. Jeżdżenie na intergrupę jest bardzo ciekawym doświadczeniem. Bardzo mi służy, bo poznaję nowych ludzi, mam poczucie przynależności, czuję się potrzebny itd. Podobnie jest ze służbą prowadzącego. Zbrodnią by było nie podzielić się tym z drugim alkoholikiem. Wszystko, co dostaję w AA jest mi potrzebne i uważam,że nie mogę tego zatrzymać dla siebie, tylko muszę w myśl słów Billa W. „przekazać dalej”.
Pisząc artykuł do „Mityngu” także dzielę się swoim doświadczeniem.
Pogody ducha i 24 godzin
Marek AA



STARE NAWYKI I PRZYZWYCZAJENIA... Krok XII zmienia je

Są to przeszkody przed niesieniem posłania, które niczego nie zmieniają, nie przyczyniają się do zmian na lepsze życie wymagające odpowiedzialności, poświęcenia i zrozumienia potrzeb tych, którzy wciąż jeszcze cierpią.
Cierpienie jest przyczyną niewiedzy, niechęci we wspólnocie AA. Wspólnota jest oparta na służbach i działaniu w służbach, co daje rozwój duchowy. Ponad 20 lat służba jest moją zaletą i radzę sobie z większością wad. Źle się słucha krytyki, pouczeń, myślenia za kogoś. Zajmują się tą przyziemnością ci, którzy nic nie robią albo zazdroszczą. Można takie wady zamienić na zalety, ale trzeba zajmować się służbą i wykonywać ją najlepiej jak można. Ważna jest motywacja w grupie do uczestnictwa we wszystkich poczynaniach i kształtowanie swoich cech charakteru. Grupa macierzysta staje się jak rodzina, a w rodzinie nie ma tajemnic. Jest zaufanie i wspieranie się. Postawa inspektora niczego nie daje. W jednej grupie pracowałem nad kształtowaniem postaw i wypracowałem po pięciu latach powrót do rodziny i miałem odwagę przyjąć odpowiedzialność za swoje życie. AA uczy, wychowuje wszystkich bez wyjątku. Nie ma w AA miękkich krzeseł, wygodnych foteli, ale jest wspaniała praca kształtująca mnie do życia w trzeźwości.
Po przebudzeniu duchowym zajmowałem się w niesieniu posłania tym, co daje doświadczenie w przekazywaniu takiej wiedzy innym AA. Miałem już podopiecznego w drugim roku życia w trzeźwości i pracowaliśmy ze sobą dwa lata. Była porażka i były wyciągnięte wnioski na przyszłość. Następna praca z podopiecznymi stała się dojrzalsza. Dzisiaj nie piją po kilkanaście lat, chodzą na mityngi i przede wszystkim pełnią służby od początku, bo na tym polega pomoc w działaniu. Spłacamy dług wdzięczności za dar trzeźwości, bo jeśli zapominamy, wracamy na start albo nie wracamy w ogóle…
Miejsca takie jak: detoks, bezdomni, przychodnie, więzienia i areszty śledcze, nowe grupy powstające są miejscami dla nas i naszego zaangażowania się we wspólnocie AA. Czytanie literatury, praca ze sponsorem i uczestnictwo w mityngach to czynności podstawowe dla naszej trzeźwości i osiągania przebudzenia duchowego.
Staramy się nieść posłanie, rozwijamy się i wzbudzamy zaufanie u nowicjuszy. Służenie doświadczeniem gwarantuje utrzymanie trzeźwości, pobudza wyobraźnię nowicjuszy. My także byliśmy kiedyś na starcie i otrzymaliśmy wsparcie innych w AA. Tak jest, tak było i tak będzie i niczego nie zmienimy na łatwiejsze, ale możemy zmieniać, by żyć inaczej, bezpieczniej i radośniej.
Za wspólnotę AA dziękuję codziennie swojej sile wyższej – Bogu. Każdy pojmuje ją na swój sposób. Niesienie posłania łączy nas, łączy nasze wysiłki i staje się siłą do działania. My w AA doskonalimy siebie, bo nie musimy być doskonałymi. Nie żałujmy niczego, dawajmy siebie, a nie zabraknie chęci i możliwości. Pogody ducha AA.

Andrzej



Sposób na zatwardziałych pijaczków...

Wyzwolenie z choroby alkoholowej przychodzi do człowieka, który chce przynależeć do AA i być odpowiedzialnym za swoje życie przy wsparciu AA. Wyznałem przed Bogiem, sobą i drugim alkoholikiem swoją bezsilność wobec uzależnienia się od myśli o alkoholu, mowy alkoholowej i czynów pijackich, które dręczyły mnie, a przeze mnie także moje otoczenie.    Stałem się gotowy do odpowiedzialności wobec AA przez swoją przynależność do AA. Wyznałem tę prawdę sercem, nie kryjąc żadnej osobistej motywacji czy interesowności.
 Sytuacja moja - zatwardziałego pijaczka - umożliwiła mi wgląd we własne serce.  Prawda ukryta w moim sercu została ujawniona światu. Odnalazłem wreszcie swoje miejsce w AA. Mogłem być zrozumiany i mogłem liczyć na fachową pomoc. W czasie terapii odkrywałem następne prawdy w sercu, które prowadziły mnie we właściwym kierunku. Już na terapii dołączyłem do grupy AA. Chodziłem na mityngi i byłem szczęśliwy, że mogę wreszcie przynależeć do grupy AA. Kiedyś próbowałem, ale to nie był ten czas i miejsce. Wróciłem dzięki prawdzie ukrytej w moim sercu. Czułem się od razu bezpiecznie, pomimo różnych okoliczności, waśni i sporów w grupie. Moje życie stawało się inne, ciekawsze i pociągające. Mogłem korzystać z nowych doświadczeń.
Po zaprzestaniu picia czułem, że nic nie muszę, lecz wszystko mogę czynić z przyjemnością. Doświadczałem przeciwności losu, ale tylko rozumowo. Uczuciowo byłem zaangażowany w życie grupy i pracę nad sobą poprzez uczestnictwo w mityngach, czytanie literatury AA i niesienie posłania wszędzie tam, gdzie nas potrzebowano. Nie marnowałem czasu na głupoty, bo byłem cały czas pochłonięty pracą zarobkową, mityngami, służbą i niesieniem posłania innym. Uprawiałem działkę przydomową, dbałem o siebie, dużo czytałem literatury uzupełniającej mój rozwój duchowy i psychiczny. Powoli, ale skutecznie zmieniałem swój stosunek do ludzi, życia w trzeźwości i do przeszłości. Nie potrzebowałem już ani obwiniać, ani usprawiedliwiać.
Na terapii rozwiązałem swój problem alkoholowy w pierwszym, drugim i trzecim kroku. Uczciwość pomagała mi przełamywać bariery strachu, winy czy uraz. Gotowość na zmiany była podstawą do stawiania kroków w nowe, trzeźwe życie. Nie musiałem się spieszyć, martwić o jutro, bo dzisiaj pracowałem solidnie z grupą AA. Mieliśmy sponsora w grupie, który wszystko organizował w sposób prosty i zrozumiały. Został także moim sponsorem i powiernikiem duchowym. Obdarzyłem go zaufaniem.
Wróciłem do modlitwy i medytowania nad tym, o czym czytałem. Opłacało się zmienić sposób myślenia i rozwiązywania problemów. Starałem się zmieniać swoje postępowanie w taki sposób, by jak najlepiej dbać o siebie. Program 12 kroków AA był mi pomocny. Dawał rozwiązania bez walki. Zrozumienie moich potrzeb płynęło z serca do rozumu.
Dobre przewodnictwo duchowe w grupie AA jest gwarancją rozwoju. Zrobiłem porządek z zębami, odzyskałem prawo jazdy i nawiązałem kontakt z rodziną w Warszawie. Miałem po dwóch latach podopiecznego – księdza – z którym praca pozwalała mi na dowartościowanie swoich skromnych poczynań. Wiedziałem czego chcę i pragnę. Pracowałem i przygotowywałem się codziennie do dalszej drogi w upragnionej trzeźwości. To, co wydawało się niewygodne, okazywało się tylko niezrozumieniem woli bożej. Teraz liczyli się wszyscy. Miałem już przyjaciół, nie tylko w AA, ale także w Al-Anonie. Życie stawało się coraz weselsze i ciekawsze. Błędy mogły być wpisane w scenariusz życia w trzeźwości, bo bez nich nie byłoby postępu. Liczyło się zaangażowanie, przynależność do AA i odpowiedzialność w grupie. Byłem skarbnikiem, ze dwa lata myłem szklanki, prowadziłem mityngi, poznawałem także Pismo Święte. Moje serce śpiewało mi radośnie i pogodnie.
Miałem już wizję powrotu do Warszawy. W mojej głowie powstawał plan stworzenie grupy AA, układała się jej nazwa. Wiedziałem o tym, że moje miejsce jest we wspólnocie AA i miałem gotowość do działania. Rodzina mnie chciała i po szesnastu latach wróciłem do nich, a do Warszawy po dziewięciu latach. Najpierw była praca zawodowa, mityngi w różnych grupach i po roku założyłem nową grupę AA na Pradze, gdzie mieszkam. Nie byłem sam. Miałem zgodę i wsparcie proboszcza. Byli chętni AA i zaczęliśmy pracę na programie dwunastu kroków. Byli chętni do służb i moje poprzednie doświadczenia okazały się właściwe i pomocne. Tak rozpoczynał się nowy etap wchodzenia w życie, pracę i odpowiedzialność. Wola boża wobec nas i siła do jej spełnienia dawały nadzieję na lepsze życie we wspólnocie AA. Nowe służby, sponsorowanie, organizowanie warsztatów tematycznych, zaprzyjaźnianie się z innymi AA wystarczało na kontynuowanie tego, co najważniejsze, bo utrzymanie trzeźwości wymaga zaangażowania i poświęcenia. Nie ma nic za darmo w życiu. Albo chcę tego, albo żyję po staremu. Wybór należy do mnie.
Ja wybrałem życie w trzeźwości i jego treść oraz cel w niesieniu posłania cierpiącemu alkoholikowi, każdemu bez wyboru. Jest wiele przygód w AA, które są przeżyciami trwałymi. Są ogniska, rocznice, zloty radości, warsztaty, intergrupa, region, konferencje służb i dużo wspaniałych przeżyć. Stałem się szczęśliwym alkoholikiem po zaprzestaniu picia i mam dzisiaj prawo wyboru, prawo do wiary i prawo do życia z Bogiem.
Powrót został wynagrodzony uczciwą pracą nad sobą i dzięki wspólnemu zaangażowaniu w AA. Takich darów nie można marnować, nie mają ceny, ale mają trwałą wartość duchową. Kontakt z uczuciami jest najważniejszy. Życie emocjonalne także jest unormowane. Warto tylko jeszcze poprawiać to, co można i cieszyć się każdym darowanym dniem bez alkoholu.
Życzę wszystkim w AA wytrwałości i zaangażowania w działaniu. Życzę także sukcesów w niesieniu posłania wszystkim niezdecydowanym. Wspólnota AA uratowała mi życie.

Andrzej



Kącik poetycki


Z radością przedstawiamy nasz mały kącik poetycki i zapraszamy do dzielenia się Waszą Twórczością.

Posłanie
------------
gdy krzykiem i gniewem
codziennym odejściem
sączącym się w ciało
płynnym zniszczeniem
jesteś
dać mogę nadzieję
na ciszę
nie pustkę milczenia
czy oddech przed wyciem
lecz spokój
gdy sobą z miłością
już będziesz
 …nareszcie

Agnieszka



Dla Ciebie

------------

zapalę dla Ciebie świecę
na stole pachnącym sianem,
przełamię dla Ciebie opłatek
mimo, że się nie znamy
Tobie cierpiący samotnie,
wśród klęski przegranej walki
człowieka w starciu z nałogiem,
za bezsilność
- zapalę płomień
kiedy przełamię opłatek
niech pękną Twoje iluzje,
tej walki nie wygrasz samotnie,
samotnie
- można tylko umrzeć