MITYNG 07/193/2013

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO



Zwróciem się do Niego w pokorze…

Mam na imię Adam, jestem alkoholikiem. Zaakceptowanie tego, co teraz napisałem o sobie, kosztowało mnie wiele upokorzeń: Jestem alkoholikiem. W tej chwili napisałem to spokojnie, bez nieprzyjemnego uczucia niższości, jakie te słowa wywołały we mnie, gdy musiałem je wypowiedzieć pierwszy raz. Nareszcie zdałem sobie sprawę, że porażki i upokorzenia, których doznawałem w przeszłości, były efektem mojej pewności siebie, fałszywej dumy, zwanej też pychą, a wiązało się to z kompletnym brakiem pokory. Aby moje doświadczenia nie wzbudzały kontrowersji, abym nie wprowadził jakichś nieporozumień i po części abym nie został opacznie zrozumiany – zacznę od nazewnictwa. Czym dla mnie jest pokora i upokorzenie? Jaka jest różnica pomiędzy tymi pojęciami, których wcześniej nie rozróżniałem? Opacznie pojmowałem pokorę, która kojarzyła mi się z przysłowiem: pokorne ciele, dwie matki ssie... Nie rozumiałem, co to znaczy być pokornym.
Po pomoc sięgam do słownika języka polskiego.  
Pokora. Stan psychiczny, polegający na odczuwaniu własnej małości, niższości; uniżona postawa wobec kogoś, czegoś; brak buntu wobec przeciwności; potulność, uległość, uniżoność.
Tyle słownik. A co wielka Księga, co Bill mówi o pokorze?
Zacytuję kilka zdań z Opowieści Billa: „...znalazłem się nagle w blasku słońca… Zdałem sobie nagle sprawę, że przemiana na lepsze może zacząć się w tejże chwili... W taki to sposób doszedłem do przekonania, że Bóg przejmuje się naszymi ludzkimi sprawami, o ile tylko my, ludzie, dostatecznie tego pragniemy. Nareszcie przejrzałem, poczułem, uwierzyłem. Łuski pychy i uprzedzenia opadły z moich oczu. Ujrzałem nowy świat. Uderzyło mnie nagle prawdziwe znaczenie przeżyć, gdy zwiedzałem katedrę w Winchester. Na chwilę, przelotną chwilę, potrzebowałem wtedy i pragnąłem Boga. W pokorze zapragnąłem, by był ze mną – i oto przyszedł On do mnie. Wkrótce jednak poczucie Jego obecności przytłumił zgiełk tego świata i zgiełk wewnętrzny. I tak już zostało. Jakże ślepy byłem i nadal jestem!”.
Zachęcam do odnalezienia tych zdań na stronie 10, a z następnej strony zacytuję jeszcze tylko dwa zdania:
„...Mój przyjaciel obiecywał, że kiedy dopełnię tych podstawowych warunków będę w stanie osiągnąć następny etap „komunikowania się” ze Stwórcą i będą mi dane nowe środki do uporania się z moimi problemami. Niezbędnymi warunkami, aby ustanowić i zachować nowy porządek rzeczy były: wiara w potęgę Boga, wystarczająco dobre chęci, uczciwość i pokora. Proste, ale nie łatwe.” Tyle z Wielkiej Księgi.
Moje myślenie zmieniło się pod wpływem alkoholu i wiedzy o alkoholizmie otrzymanej na mityngach AA. Dziś w pełni utożsamiam się z myśleniem i odczuciami Billa. Po wysłuchaniu na mityngach historii tych, którzy mówili o sobie, że są alkoholikami i już nie piją po kilka miesięcy, nadal miałem trudności z utożsamieniem się jako alkoholik. Ledwo dopuszczałem do swoich myśli prawdę usłyszaną o sobie odjednego z uczestników mityngu: to co nam powiedziałeś o sobie, świadczy, że też jesteś alkoholikiem.
Rzeczywistość i alkohol szybko uświadomiły mi, że przegrałem walkę o nauczenie się umiarkowanego picia. Uświadomiłem sobie, że ci z AA mają rację. Mnóstwo prób z alkoholem wykonanych do tej pory, aby nauczyć się „pić normalnie”, mimo wielu zwycięstw w sumie dały porażkę. Dlaczego?
Nie dopuszczałem do swych myśli prawdy, że już jestem alkoholikiem i NIGDY nie nauczę się pić alkohol umiarkowanie. Powoli akceptowałem prawdę, że tylko nie wypijając pierwszego, nie upiję się nigdy. Na dziś nie jest mi znany przypadek, aby ktoś, kto raz utracił kontrolę nad ilością wypijanego alkoholu, powrócił na stałe do picia umiarkowanego. ...Ta prawda jest znana od czasu, gdy człowiek po raz pierwszy wytłoczył wino z winorośli....
Dopiero teraz, po ostatnim pijaństwie, zaczynałem pojmować i rozumieć sens iprzyczynę swoich porażek. Na chwilę uwierzyłem, że tylko jakaś Siła większa od nas samych może powstrzymać mnie przed wypiciem „jednego drinka”. Wierzący nazywają Ją Bogiem i do Niego zwróciłem się w pokorze o jeden trzeźwy dzień. Na początku postanowiłem to zrobić przez cztery miesiące i poczekać na efekt mojego kolejnego doświadczenia z niepiciem ponad miesiąc. Chciałem sprawdzić na sobie, czy wspomagając się codziennie modlitwą przekroczę magiczną dla mnie granicę 30 dni bez jednego kieliszka.
W pamięci miałem już takie przypadki. Gdy doznawałem porażki i miałem kłopoty przez pijaństwo, to w głębi serca w tym momencie prosiłem Boga o pomoc. Gdy kłopoty minęły, zapominałem, Kogo i o co prosiłem, a sukces przypisywałem swojemu intelektowi i temu, że dobrego pijaka nie opuszcza szczęście. Żartowałem sobie z uwag najbliższych osób. Po kolejnej porażce posłuchałem podpowiedzi mojej mamy, że sam sobie nie poradzę i powinienem skorzystać z doświadczeń tych, co pili nawet więcej ode mnie, a dziś już nie piją po kilkanaście miesięcy i spotykają się w poniedziałki w salce przykościelnej. Rezygnacja z samowoli i kolejna porażka zaprowadziły mnie na pierwszy mityng. Poszedłem tam po kolejnej wpadce, aby dowiedzieć się, co robić, aby wymusić na sobie ponad miesięczną przerwę bez alkoholu, a dalej „to sobie sam poradzę”. Takie było na początku moje widzenie problemu z alkoholem. Mając na karku 41 lat nie umiałem żyć w trzeźwości, więc postanowiłem nauczyć się, chciałem ratować siebie i rodzinę.
Na pierwszy mityng poszedłem z żoną. To było dla mnie ważne - dodała mi odwagi. Pokornie ją poprosiłem, aby pomogła mi znaleźć grupę ludzi takich, co nie piją. Bardzo ważne wtedy były dla mnie informacje usłyszane na mityngu. Kto, gdzie, co, ile pił i ile już nie pije. To pozwoliło mi uwierzyć, że i ja, gdy „będę alkoholikiem”, to też mogę przestać i zacząć nowe życie w trzeźwości, robiąc to wszystko, czego dowiedziałem się od AA na temat alkoholizmu.
Rzeczywistość i alkohol uświadomiły mi, że ja już dawno przegrałem walkę o powrót do picia umiarkowanego. A tylko nielicznym udało się w samotnej walce pokonać nałóg. Dopiero po dwóch porażkach, z pokorą na kolanach zacząłem prosić Boga o jeden trzeźwy dzień, o 24 godziny bez kropli alkoholu.
Dziś jestem przekonany, że to On od tego momentu pomaga mi każdego dnia wytrwać w trzeźwości i co najważniejsze, ja każdego dnia wieczorem, przed zaśnięciem również na kolanach z pokorą dziękowałem i dziękuję Bogu za trzeźwość, za pomoc i opiekę.
Z mozołem uczyłem się rozpoczynać i kończyć dzień modlitwą, ale jestem przekonany, że to było i jest moje pierwsze trzeźwe działanie na początku każdego dnia. Jutro, zrobię to, czego nauczyłem się w AA. Prosić i dziękować Bogu za każdy dzień. ... i za to co mi nie smakuje, też Tobie Boże dziękuję - taką prostą modlitwę z mojego dzieciństwa przypomniałem sobie w AA.
Adam Ch.


- pytania początku drogi

LEKARZ

 
            W jaki sposób dotarło do Ciebie, że możesz mieć problem z alkoholem. Jak zareagowałeś i czy podejmowałeś jakieś działania poza programem AA, aby choroba się nie rozwijała?

Nie pamiętam, kiedy dotarło do mnie, że mogę mieć problem z nadużywaniem alkoholu. Miałem wystarczająco dużo sygnałów i dowodów, że piję inaczej niż inni, że w kontakcie z alkoholem staję się jakimś demonem, działam wbrew wszystkiemu, co dobre i ważne dla mnie. Nie wiedziałem, dlaczego tak się dzieje – nie rozumiałem tego. Sądzę jednak, że kiedy dotarło do mnie, że jestem alkoholikiem, to zareagowałem wtedy tak, jak w każdej trudnej dla mnie sytuacji – poszedłem się napić. Tylko tak umiałem reagować, zarówno na radość, jak i na smutek. Każdy powód był dobry, żeby się napić, a gdy go nie było, piłem bez powodu – bo przecież zawsze można się napić...

Twój pierwszy mityng AA – dlaczego przyszedłeś, co sprawiło, że pozostałeś i jesteś w AA? Czy jedyny warunek uczestnictwa w AA, jakim jest chęć zaprzestania picia, ma dla Ciebie znaczenie?

To Wspólnota AA przyszła do mnie, kiedy znalazłem się na leczeniu odwykowym. Tam odbywały się obowiązkowe dla pacjentów mityngi, prowadzone przez alkoholików z zewnątrz, potem prowadzili je sami pacjenci. Pozostałem w AA, bo ujęła mnie prawda, jaką czułem w niektórych wypowiedziach i zbieżność doświadczeń, a także identyfikacja przeżyć i stanów emocjonalnych, jakie sam przeżywałem. Czułem się wśród swoich. Poza tym chciałem przestać pić, a Program AA był moją ostatnią deską ratunku, wszystkie poprzednie sposoby, jakie stosowałem, aby uwolnić się od alkoholu zawiodły.

Anonimowość jest fundamentalną podstawą wszystkich Tradycji AA. Jakie ma znaczenie dla Ciebie w realizacji programu AA i czy jej przestrzegasz. Jak?

Kiedy mówisz o sobie na mityngach czy ujawniasz swój zawód, wykształcenie, pozycję społeczną i inne osobiste sprawy? Czy należy to robić i czy zdarzyło Ci się mieć jakieś przykrości lub korzyści z ujawnienia swojej poza alkoholowej tożsamości?

Trzecia Tradycja określa tylko, że ja sam mogę przynależeć do AA pod jedynym tylko warunkiem – kiedy mam chęć zaprzestania picia. Nie ma nawet żadnego obowiązku, aby stwierdzono u mnie chorobę alkoholową. Tak naprawdę to emocjonalną tożsamość alkoholika poczułem dopiero po długim czasie uczestniczenia w mityngach. Dopiero Tradycja Dwunasta mówi o anonimowości, jako o duchowej podstawie wszystkich tradycji. Jest fundamentalna dla bezpieczeństwa każdego AA. Często jest łamana i bywa frazesem, takim bon motem aowskiej nowomowy. Niejednokrotnie sam ją łamałem, ale na warsztatach Tradycji dużo dowiedziałem się od innych – jak jej przestrzegać, jak dbać o anonimowość innych, aby zachować swoją. Sądzę, że wiele tu zależy od osobistej kultury, dyskrecji i naturalnej potrzeby dochowania powierzonej tajemnicy czy informacji.

Jeżeli mam przyrodzoną skłonność do plotkowania, obgadywania innych, manipulowania i wścibstwa to anonimowość będzie tylko pustym hasłem. Ja sam wykonałem sporą pracę, aby dbać o powierzone mi sprawy innych i nigdy nie rozmawiam o tym, co usłyszałem, zobaczyłem, kogo widziałem na mityngach.

Wykonuję zawód powszechnego zaufania – jestem lekarzem. Dopóki starałem się nie podkreślać w żaden sposób tego faktu, byłem postrzegany tak, jak każdy uczestnik mojej grupy. Nigdy nie powiedziałem wprost, jak zawód wykonuję. Jednak wszyscy dziwnym trafem wiedzieli, że ja to doktor... Zmieniło to w oczywisty sposób stosunek wielu osób do mnie. Myślę, że jestem przynajmniej przez część uczestników mojej grupy postrzegany oczywiście jako alkoholik, ale też lekarz. Nie jest to dla mnie dziś żaden problem a wręcz przeciwnie, pomaga w kontaktach z innymi alkoholikami. Być może wielu pomyśli, że skoro doktor nie pije i da się z nim pogadać, nie wstydzi się swojej choroby to i dla mnie jest szansa. Mnie osobiście nic złego nie spotkało, kiedy wprost powiedziałem, że jestem lekarzem, ale jestem też niepijącym alkoholikiem. Myślę też, że łatwiej mi jako lekarzowi dochować tajemnicy, zadbać o anonimowość, powierzone prze innych sprawy. Kodeks mojego zawodu wymusza na mnie dochowanie w tajemnicy powierzonych informacji, mam to niejako we krwi. Ale zaznaczam, nie jestem święty...

Każdy z nas jest niepowtarzalny i wyjątkowy. Czy wobec tego AA nie odbiera Ci indywidualności? Czy jest dla Ciebie? Powiedz krótko dlaczego?

AA jest dla każdego kto pragnie żyć w wolności od alkoholu. Nie musi nawet być alkoholikiem. Program AA sprawił, że uspokoiłem się, kiedy zaakceptowałem fakt KIM JESTEM. 12 Kroków AA to nie jest dziś dla mnie sposób na niepicie, to jest sposób na taką zmianę moich postaw, myślenia i odczuwania, aby mieć wystarczającą siłę duchową, by sprostać wszystkiemu, co życie przyniesie. Dla niepijącego i nieuzależnionego człowieka brak rozwoju nie stanowi żadnego bezpośredniego zagrożenia życia. Dla mnie alkoholika zaprzestanie lub zaniedbanie rozwoju, zaniechanie działania to zagrożenie śmiertelne. Chcę żyć, chcę być lepszym człowiekiem, chcę aby innym było ze mną dobrze. W tym znaczeniu, ale też z wielu innych powodów, program AA jest dla mnie. Decyzja wyboru AA jako drogi powrotu do społeczeństwa i człowieczeństwa była najlepszą, jaką wżyciu podjąłem. Nie jestem szczęśliwy, że jestem alkoholikiem, jestem szczęśliwy że poznałem program AA i że mogę żyć dzięki niemu tak, jak pragnę.

Co chciałbyś dziś powiedzieć komuś, kto pragnie przestać pić i nie wie od czego zacząć? Co robisz obecnie, aby przyciągnąć do AA innych?

Jest prosty sposób, aby dać sobie szansę na uwolnienie od obsesji picia. Zaprzestań walki z alkoholem i idź na mityng AA z otwartym sercem i gotowością do zmiany samego siebie. Korzystaj z mityngów jak najczęściej, rozmawiaj z innymi i słuchaj innych alkoholików. Nade wszystko działaj na rzecz innych, nie myśl za wiele o sobie, czytaj literaturę AA i ciesz się każdym dniem bez alkoholu, nawet jeżeli masz inne problemy. Ja zrobiłem to, co powiedziałem wcześniej. Wybrałem życie w prawdzie, uczciwe i oparte na bezinteresownej pomocy innym. Przestałem walczyć i burzyć, zacząłem budować nowego siebie w oparciu o program AA.

Dla każdego alkoholika jest gdzieś mityng, na którym powinien być i grupa, która czeka na nowego uczestnika. Moje obecne życie jest dowodem na to, że Bóg nie rzuca kłód pod nogi tym, którzy przyjmują z wdzięcznością dar trzeźwości i działają, aby go utrzymać i przekazywać innym. Każdy alkoholik przestaje kiedyś pić, niektórym udaje się to jeszcze za życia to jedno z naszych aowskich powiedzonek. Ja robię wszystko, co mogę, aby przeżyć bez alkoholu tylko najbliższe 24 godziny. A jutro? Będę robił to samo tylko trochę lepiej.



Czy stosuję zasady aa we wszytkich moich poczynaniach?
Żeby stosować zasady AA we wszystkich  poczynaniach,  najpierw  musiałam je poznać. Nie  byłoby  to możliwe,  gdybym  nie  przyjęła  programu  duchowego,  jaki  Wspólnota AA  mi  ofiarowuje.  Za  każdym  razem,  gdy  odstawiałam  alkohol,  nic  się nie  zmieniało,  dalej  postępowałam  źle,  nie  umiałam  funkcjonować w społeczeństwie. Prędzej czy później, wracałam do picia z jakże potężną siłą. było tak również wtedy, gdy po odwyku zaczęłam chodzić regularnie na mitingi AA – minimum raz w tygodniu, do tego terapia  dwa  razy  w  tygodniu,  codziennie Klub Abstynenta... Mnóstwo zajęć, szumu i zamieszania, że niby coś robię i  postanowienia,  że  będę  uczciwa, a wokół mnie i w mojej głowie był nadal chaos. Nie spełniła się żadna obietnica AA,  o  której  czytałam  w  jednym z tekstów.  Rozczarowanie i lęk przed piciem oraz samo pragnienie zaprzestania picia nie wystarczyło. Moja wewnętrzna walka trwała około 9 miesięcy. Moje picie  spowodowało,  że  przyszłam  do Wspólnoty, ale  dopiero moje rozczarowanie samą abstynencją, spowodowało, że  poprosiłam  drugą  alkoholiczkę,  aby pomogła mi w pracy nad Programem 12 Kroków. Przestałam  chodzić  na  terapię,  do  klubu,  przestałam  robić  mnóstwo  niepotrzebnych  rzeczy.  Nie  potrzebowałam już  wiedzy.  Potrzebowałam  praktyki, musiałam  się  dowiedzieć,  jak  tę  wiedzę i to wszystko, o czym słyszałam na mitingach, wprowadzać w swoje życie. Podjęłam służbę, dzięki której mogłam się uczyć funkcjonowania na zewnątrz. Zadawałam sobie mnóstwo różnych pytań.  Służba  gospodarza  nauczyła  mnie podawania  ręki  drugiemu  człowiekowi  i  fajnie  było  robić  to  na  mitingach, ale  w  pracy  miałam  koleżanki,  którym nie podawałam ręki, bo tej nie lubiłam, a inna gadała głupoty, tamta była gruba, a  jeszcze  inna  była  brzydka.  Dlaczego nie  mogę  podawać  ręki  wszystkim  ludziom, tak jak na mitingu? Jednak w końcu nauczyłam się witać z moimi koleżankami i moimi sąsiadami.  Została  mi  jeszcze  jedna  sąsiadka, nad  którą  jeszcze  muszę  popracować, a  może  bardziej  precyzyjnie,  popracować nad sobą. Moje koleżanki wcale się  nie  zmieniły.  Dlaczego  nie  mogę  słuchać, co ludzie do mnie mówią, tak jak słucham drugiego alkoholika? Oczywiście,  że  mogę  –  to  zależy  tylko  zależy ode  mnie,  czy  zechcę  słuchać,  rozmawiać  i  traktować  ludzi  z  szacunkiem  i nie oceniać ich. Dziś wychodzi mi to częściej i łatwiej, bo  podjęłam  się  służby  prowadzącej. Kiedyś  nie  wiedziałam,  ile  kosztuje cukier, myślałam, że jest za darmo, bo nigdy  go  nie  kupowałam,  czynsz  za mieszkanie, że są różne opłaty... Dopiero jako skarbnik to odkrywam i zaczynam wrzucać do kapelusza więcej niż 1 zł, bo dziś wiem, że to za mało, aby utrzymać  całą Wspólnotę AA i nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi. W  domu  zaczęłam  płacić  rachunki  za internet, telefon. Nie zarabiam kokosów, zarabiam mniej niż w okresie, w którym  piłam. Nie jest problemem, ile zarobię, problem  to  egoizm,  rzeczy  materialne, które  bym  chciała  mieć,  a  których  nie potrzebuję. Dzięki pracy z moją sponsorką poznaję swoją duchowość. Ona za darmo, bezinteresownie,  przekazuje  mi  swoją  duchowość, dzieli się  swoim doświadczeniem, siłą i nadzieją! Za darmo pomaga, poświęca mi swój czas, JA też mogę za darmo pomagać. Dzięki temu, że poznaję trzy Legaty AA – Zdrowienie, Jedność i  Służba.  Poznaję  Program  12  Kroków i 12 tradycji poprzez pracę ze sponsorką,  podejmuję  służbę  i  przychodzę  na mitingi po to, aby  dzielić się doświadczeniem,  a  nie  na  kawę  czy  herbatę. Dzięki  temu,  że  to  wszystko  poznaję, potrafię  funkcjonować  w  społeczeństwie  –  czasem  lepiej,  czasem  gorzej.  Z różnym skutkiem uczę się na swych błędach, wyciągam wnioski, myślę, dokonuję wyborów.  Dziś nie potrzebujępółśrodków. Na 100% wykorzystuję to, co oferuje mi wspólnota AA.
Pogody ducha :)
Malwina AA
Z archiwum biuletynu Zdrój



Co mi dała służba organizatora Zlotu Radości AA?
 
Kiedy dowiedziałem się, że nasza Intergrupa mogłaby zorganizować Regionalny Zlot Radości AA, przeraziłem się. Strach przed nieznanym (nigdy nie byłem nawet uczestnikiem takiej imprezy) po prostu mnie przerastał. Jednocześnie czułem cichutki wewnętrzny głos „Spokojnie - dacie radę”. To słowo „dacie” miało dla mnie kluczowe znaczenie. Uzmysłowiłem sobie, że przecież nie jestem sam. Wokół mnie jest wielu ludzi, którzy chętnie pomogą. Tylko trzeba ich poprosić, czasem trochę zachęcić, a nawet delikatnie popchnąć do działania. Do tego potrzeba było z mojej strony trochę pokory, wiary i entuzjazmu, którym mógłbym zarazić. Wdzięczność do Wspólnoty AA, o której tak chętnie i często mówię, przekuć w konkretne działania. Słowa mojego sponsora „Jeżeli Bóg tak zechce - zrobimy to wspólnie” rozwiały resztki moich wątpliwości, ale czy do końca...
Gdy mijał czas i nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego miejsca, czasem brakowało mi wiary. Wkradało się zwątpienie i byłem bliski rezygnacji. Jednak Bóg czuwał i w odpowiednim momencie przemówił głosem ludzi, którzy pomyśleli, pojechali, zobaczyli i wszystko stało się jasne. Mamy ośrodek. Trzeba dalszych, energicznych działań, bo czas nagli. Okres niemowlęctwa minął. Trzeba brać sprawy w swoje ręce i ruszyć głową i inną częścią ciała.
Prosiłem bez żenady ludzi o pomoc i wskazówki, bo sam nie jestem we Wspólnocie. Pełniąc służbę chcę się nią dzielić. Pomocny mi był bardzo Program 12-stu Kroków i wsłuchanie się w sumienie Intergrupy. Tradycja I miała być hasłem Zlotu i mottem mojego działania. Wszelakie sprawy dotyczące jak? co? gdzie? kiedy? starałem się uzgadniać z sumieniem Intergrupy, Zespołem Organizacyjnym i Radą Regionu. Jak najmniej samowolki, bo to nasze wspólne święto i wspólne decyzje i działania. Tematy warsztatów i mityngów pozostawiłem w gestii prowadzących zespołów i zaprzyjaźnionych wspólnot DDA/DDD i AL-ANON). Służba organizatora, w moim odczuciu, nie powinna polegać na narzucaniu swojej woli, ale na umiejętnym posklejaniu wszystkiego w całość. Potrzeba mi do tego minimum pokory, chęci do działania, umiejętności korzystania z pomocy innych i wiary. Cech tych nabywam pracując na Programie 12-stu Kroków, a w służbie próbuję je stosować. To naprawdę działa. W pewnym momencie w mojej chorej głowie pojawiło się zagrożenie dla mojej jakości trzeźwienia. Moje ego miało się czym karmić i pozwoliłem mu na to przez krótki czas. Służąc z wdzięczności i dzieląc się  służbą, (na co uczula mnie mój sponsor) mój egocentryzm został sprowadzony do rozmiarów akceptowanych przeze mnie i otoczenie. Dałem szansę innym być aktywnymi członkami Wspólnoty.
Dziś z pokorą, na jaką mnie stać dziękuję Bogu (jakkolwiek go pojmuję), że miałem szansę sprawdzić, jak w moim przypadku działa Program AA w służbie. Wiem, że tych szans mogę (gdy tylko zechcę) mieć dużo więcej.
„Pytaj Go podczas porannej medytacji, co możesz zrobić dla kogoś, kto jeszcze jest chory.”
Kiedy nadszedł dzień Zlotu moja wiara i pokora znów zostały wystawione na próbę. Od prawie doby lało i było przeraźliwie zimno (jak na tę porę roku) więc pewne atrakcje rekreacyjno-sportowe nie dojdą do skutku. Frekwencja też stała pod dużym znakiem zapytania. W tej sytuacji powierzenie się Bogu nabrało szczególnego znaczenia. „Boże użycz mi Pogody Ducha - to ona jest najważniejsza, na nią mam wpływ. Odwagi - potrzebnej do zmian scenariusza. Mądrości - do pogodzenia się z faktami”.
Doskonała lekcja pokory, cierpliwości i spojrzenia na zdarzenia z innej strony. Dzięki tej „złej” pogodzie frekwencja i czynne uczestnictwo w warsztatach i mityngach pozwoliło wymienić się doświadczeniami ludzi z różnych Intergrup i Regionów. Byliśmy bliżej siebie. Ja osobiście czułem bijące serce AA. Przy tego typu imprezach zawsze pojawia się problem pieniędzy. Sprawy bardzo ważne i nie zawsze zgodne z moimi wyobrażeniami, poglądami i zachciankami. Również w tym przypadku sumienie grupy (Intergrupy) zdecydowało o minimalnej odpłatności Zlotu. Oczywiście nic na siłę, wszystko oparte na dobrowolności, ale w ramach odpowiedzialności za VII Tradycję. Na mityngach nie pojawił się kapelusz, ponieważ uczestnictwo w nich było otwarte dla wszystkich, także dla tych, którzy nigdy nie mieli styczności z AA i naszą Tradycją Samowystarczalności, która często bywa niezrozumiana we współczesnych czasach.
Negocjując z właścicielem ośrodka koszty wynajęcia lokalu na czas Zlotu zapewniałem o naszej wspólnej odpowiedzialności i trzeźwym podejściu do spraw finansowych.
Dzięki uczestnictwu we Wspólnocie i korzystaniu z Programu AA, próbuję na powrót stać się członkiem rodziny i społeczeństwa, w którym obowiązują pewne reguły. Wiem, że dziś nie chcę żyć na czyjś koszt. Jeśli ja ustalam repertuar, to płacę też za jego wykonanie i odpowiednią jakość (lepszą lub gorszą).
Zestawiając zyski z jednej, a straty i zagrożenia z drugiej strony, bezapelacyjnie wygrana leży po stronie zysków. Jestem częścią tej wygranej. Przede wszystkim przygotowania do Zlotu pozwoliły mi bardziej uwierzyć w siebie, przełamywać swoje lęki, wzmocnić moją wiarę w działanie Siły Większej i Wyższej. Zasady przed osobistymi ambicjami. Miałem doskonałą możliwość oddania maleńkiej części długu Wspólnocie, który ciągle zaciągam. Nabrałem więcej siły, wiary i nadziei. Tymi wartościami chcę się dzielić we Wspólnocie i poza nią, w domu, w pracy i gdziekolwiek jestem. Dzięki temu doświadczeniu nasz wspólny, rodzinny urlop przekładany przez długie lata ma realne szanse dojść do skutku. Zacząłem (wspólnie z żoną przy akceptacji córki) działać w tym kierunku. Przeszkody, które się piętrzyły w moim chorym umyśle (firma, klienci, pieniądze) zeszły na dalszy plan. Wspólne dobro (w tym przypadku rodzina) jest najważniejsza. Program AA i doświadczenia w służbie przełożyć na życie rodzinne to był dla mnie zawsze trudny orzech do zgryzienia. Poprzez to doświadczenie stał się łatwiej przyswajalny, mniej zaskorupiony i taki jakiś swojski.
Zaangażowanie w służbie przez wiele lat było mi pomocne w utrzymaniu abstynencji. Dziś czynię to z wdzięczności, na jaką mnie stać. Co dzień wdzięczność ta wzrasta wraz z rozwojem świadomości, że dzięki Wspólnocie mam szansę na bycie lepszym ojcem, mężem, szefem, synem, bratem i tylko ode mnie zależy czy zechcę z tego skorzystać.
Pogody Ducha A.A.



Pora porozmawiać o pieniądzach (czyli rozważania na temat Tradycji 7)
 
Jest jedno miejsce, w którym pieniądze i duchowość łączą się doskonale i bez zgrzytu. Tym miejscem jest kapelusz na mityngowym stole.
Pieniądze są tematem tabu. Tematem nieeleganckim, kłopotliwym, wstydliwym i wywołującym ogromne emocje. Gentelmani o pieniądzach nie rozmawiają. Ale alkoholicy, zwłaszcza anonimowi alkoholicy, jednak powinni. Bo to temat naszej osobistej odpowiedzialności!
Jestem osobą dość oszczędną (ostatnio również z konieczności), unikam nieroztropnego wydawania pieniędzy, wielu rzeczy po prostu nie kupuję, wielu sobie odmawiam. Od lat wrzucam do kapelusza AA tę samą sumę. Któregoś razu usłyszałam apel jednego z alkoholików, apel, który kazał mi zastanowić się nad moim udziałem w finansach mojej Wspólnoty. Rzecz dotyczyła inflacji i podwyżek. Oczywiście, jestem świadoma podwyżek, boleśnie świadoma. A jednak nie przyszło mi do głowy, że skoro za komorne, prąd i gaz, bilety, paliwo, pieczywo, jajka, buty i książki muszę płacić dużo więcej niż 3 lata temu, to i wydatki Wspólnoty wzrosły (bo Wspólnota też musi zapłacić za komorne PIKu, siedziby BSK, za prąd i telefon kontaktowy, za udział swoich przedstawicieli w niezbędnych spotkaniach i konferencjach, za wydawnictwa). Złotówka czy dwie wrzucone do kapelusza pięć lat temu mogły robić wrażenie hojności (przede wszystkim na mnie samej), ale teraz wypadają dość blado. Bill W. napisał w książce „Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość”, że jest jedno miejsce, w którym sprawy materialne i duchowe łączą się doskonale i bez zgrzytu. Tym miejscem jest kapelusz na mityngowym stole. Dziś zaczynam rozumieć, że żeby zdobyć się na odpowiedzialne zachowanie finansowe wobec Wspólnoty, która uratowała mi życie i stale utrzymuje je na wysoce satysfakcjonującym poziomie, muszę być naprawdę przebudzona duchowo – tylko wtedy jestem w stanie przekroczyć moje ograniczenia, moje wady (lekkomyślność, skąpstwo, egocentryzm, egoizm, racjonalizowanie). Bez duchowego przebudzenia usprawiedliwiam swoją postawę wybiórczo i tendencyjnie wytykanym działaniem moich współbraci (wrzucają jeszcze mniej), oglądam się na innych (niech ktoś coś z tym zrobi, niech ktoś się poczuje), tropię cudzą niegospodarność (na co poszły moje pieniądze?!). Ale z rozbudzoną świadomością mogę już wziąć odpowiedzialność za moją własną postawę i dostosować osobistą realizację 7 Tradycji do realiów i do własnych możliwości (uczciwie wycenionych). I jak najbardziej mogę rozmawiać o pieniądzach. Bo mając uczciwy finansowy wkład w istnienie AA nie muszę niczego się wstydzić ani ukrywać.
Kasia AA


Zanim powstało BSK i mieliśmy literaturę aprobowaną przez GSO, w trzeźwieniu pomagała książeczka – biała lub niebieska. Ja mam białą, ta została wydana w 1989 r. Z prawdziwym wzruszeniem sięgnęłam do tekstów, które towarzyszyły moim pierwszym krokom w trzeźwość. Były wskazówkami, jak i co robić. Zaczerpnęłam z niej – ku pamięci:

PIĘTNAŚCIE MYŚLI POD ROZWAGĘ ALKOHOLIKOWI, KTÓRY STOI WOBEC POTRZEBY WYPICIA ALKOHOLU.

Alkoholik, który wciąż tęskni do uciech życia, jakie znał kiedyś, nie potrafi jednak wyobrazić sobie życia bez alkoholu – jest osobą najbardziej nieszczęsną na świecie. Trapi go przemożna obsesja – myśli, że stanie się cud, zapanuje nad sobą i będzie zdolny do prawidłowego, sterowanego picia napojów alkoholowych.
Trzeźwość jest w twoim życiu sprawą najważniejszą; bez żadnych wyjątków. Sądzisz, być może, iż ważniejsza od trzeźwości jest twoja praca lub twoje życie domowe, czy też wiele innych spraw.
Pomyśl jednak: jeśli nie osiągniesz trzeźwoś­ci to prawdopodobnie utracisz pracę, rodzinę, zdrowie, a może nawet życie. Im bardziej jesteś przekonany o tym, że wszystko w życiu zależy od twojej trzeźwości, tym większą masz szansę na to, by stać się i pozostać trzeźwy. Jeśli uważasz, że inne sprawy są ważniejsze – niszczysz swoje szanse.
Zanim wypijesz – pomyśl!
1. Nieustannie akceptuj fakt, że masz wybór jedynie pomiędzy „pijanym piciem” a funkcjonowaniem w życiu bez najmniejszych nawet ilości alkoholu.
2. Pielęgnuj i ochraniaj w sobie wielką radość z tego, że miałeś to szczęście, iż zrozumiałeś, zanim stało się za późno, że z Tobą jest tak źle.
3. Wiedz i pamiętaj, że będą się powtarzać (przez jakiś czas po zaprzestaniu picia) w naturalny i nieunikniony sposób (może to trwać długo) doznania takie, jak:
a) świadome, uporczywe pożądanie alkoholu (drinka);
b) nagłe, niemalże przymuszające impulsy, myśli, żeby się teraz, zaraz napić;
c) tęsknota, nie za alkoholem właśnie, ale za tym ożywieniem i ciepłem, które odczuwałeś po jednym czy dwóch kieliszkach.
4.  Okresy, w których nie pojawia się pokusa wypicia, wykorzystuj na to, aby wzmacniać swoje postanowienia, że nie wypijesz, kiedy ta pokusa się pojawi.
5. Rozwijaj i ćwicz codziennie taki plan myślenia i działania, według którego przeżyjesz ten dzień bez alkoholu, niezależnie od tego, co cię wzburzy lub jak silne „stare” pragnienie wypicia zacznie cię dręczyć.
6. Nie pozwalaj sobie nawet na małą chwilkę myślenia, jaka to szkoda, jaka niesprawiedliwość, że nie mogę sobie wypić tak, jak tak zwani normalni ludzie.
7. Nie pozwalaj sobie ani na myślenie, ani na mówienie o jakiejkolwiek przyjemności, jaką przeżyłeś, według swojego wyobrażenia, dzięki piciu.
8. Nie dopuszczaj do siebie błędnej myśli, że jeden czy dwa kieliszki mogłyby polepszyć sytuację, a przynajmniej ułatwić jej przetrwanie. Postaw w to miejsce inną myśl –„ jeden kieliszek pogorszy sprawę – jeden kieliszek spowoduje upicie się, a może i ciąg picia”.
9. Pomyśl o tym, jak stosunkowo nietrudna jest twoja sytuacja: czasami spotykasz ludzi niewidomych czy innych ciężko poszkodowanych inwalidów – jakaż byłaby radość takiego człowieka, gdyby mógł odzyskać wzrok w zamian za wyrzeczenie się wszelkiego alkoholu. Zastanów się, jakie to szczęście, że twój problem jest tak prosty i mały.
10. Dbaj o to, aby radować się trzeźwością, jako szczególną sprawnością: jak to dobrze być wolnym od wstydu, upokorzenia i wyrzutów sumienia; jak to dobrze być wolnym od strachu, obawy przed konsekwencjami, zakończonego właśnie pijaństwa lub pijaństwa nadchodzącego, któremu nigdy przedtem nie byłeś w stanie zapobiec; jak to dobrze być wolnym od natrętnych myśli, takich, jak: co ludzie sobie o mnie pomyślą, albo co tam szepczą o mnie; od ich użalania się nad tobą lub ich pogardy,
jak dobrze jest być wolnym od lęku przed samym sobą.
11. Staraj się pamiętać o przyjemnych przeżyciach, jakie zawdzięczasz trzeźwości, np.: a) zwykły apetyt do jedzenia i możliwość normalnego spania; zadowolenie po obudzeniu, że żyjesz, że byłeś wczoraj trzeźwy i że – jakie to wspaniałe – pozostaniesz również dzisiaj trzeźwy.
12. Utrwalaj w sobie skojarzenia pewnych pojęć:
a) niech ci się picie alkoholu kojarzy z wielką biedą i nikczemnością, wstydem i największym upokorzeniem, jakiego kiedykolwiek doznałeś;
b) łącz w myślach picie alkoholu, jako jedyną rzecz, która może zniszczyć znalezione dopiero co szczęście i zabrać twoją osobistą godność.
13. Bądź wdzięczny: a) że możesz mieć tak dużo dobrego „po tak niskiej cenie”; b) że nie musisz pić; c) że AA istnieje, a ty znalazłeś drogę do AA jeszcze w porę;
d) z powodu tego, że jesteś jedynie ofiarą choroby zwanej alkoholizmem, że nie jesteś degeneratem, nienormalnym słabeuszem, że nie wybrałeś sobie sam tego losu ofiary, ułomności, ani nie jesteś osobą o wątpliwym zdrowiu umysłowym;
e) że skoro dokonali tego inni, ty również osiągniesz to, że nie będziesz chciał pić, ani odczuwał potrzeby picia, obywając się bez tego.
14.  Poszukaj sposobów pomagania innym alkoholikom – nie zapominając o tym, że najistotniejszym sposobem pomagania innym jest – samemu trwać w trzeźwości.
15. I  nie zapominaj o tym, że gdy ciężko na sercu, gdy została osłabiona twoja odporność, a umysł cię zadręcza i jesteś uwikłany – bardzo pokrzepiająca jest obecność prawdziwego i rozumiejącego przyjaciela, który ci towarzyszy; w AA masz takiego przyjaciela.



Zza krat

Zaczęły spadać moje maski

Byłam ciężkim typem! Trudno mi było zdobyć się na pokorę, utożsamić się z ludźmi na mityngach. Przyszłam do AA, jako młoda dziewczyna i wielu rzeczy, które stają się udziałem „doświadczonych” alkoholików, jeszcze nie zaliczyłam. Jeszcze… Trudno mi było zaakceptować moją chorobę, na mityngach siadałam gdzieś z tyłu, żeby kartka z Krokami do mnie nie dochodziła, żeby nie musieć niczego czytać, żeby nie uczestniczyć. Niby wierzyłam ludziom z AA, ale chciałam po swojemu. Nie piłam już kilka lat, a jednak ciągle coś było nie tak, ciężko mi było się odnaleźć w normalnym środowisku.
Któregoś razu po mityngu podszedł do mnie znajomy i zaproponował, żebym z nim pojechała do więzienia na mityng. Chyba zobaczył we mnie kawałek siebie, może coś mu podpowiedziało, że bez drastycznych środków się nie obędzie, że trzeba mnie rzucić na głęboką wodę i wtedy – albo załapię, albo nie… Na początku wcale nie było łatwo. Poszłam raz i na jakiś czas przestałam. Jeszcze ciągle czułam się lepsza. Jeszcze nie doświadczyłam różnych rzeczy. Ale coś mnie ciągnęło w tamtą stronę. Nie rozumiałam tego, dzisiaj wiem, że ciągnęła mnie Siła Wyższa. Szłam tam, by zaświadczyć własnym przykładem, że jak człowiek chce, to, jeśli tylko będzie nad sobą pracował, może zmienić swoje życie. Ale miałam też cień nadziei, że dzięki temu może wreszcie coś zmieni się w moim życiu. Środowisko więzienne i życie „ulicy” były mi znajome, w takim otoczeniu się wychowałam. Jako dziecko w wolne dni zamiast nad rzekę czy na plażę, jeździłam do kryminału, na widzenia do ojca. A mimo to, gdy zaczęłam jeździć na mityngi, po prostu… się bałam. Że będę tam sama z wolności, że wszystko spadnie na mnie, że będę musiała mówić. Na mityngach na wolności nic nie musiałam, mogłam się schować za innymi, mogłam być gościem. Tu nie było wyjścia, byłam gospodarzem, to ja musiałam wszystko zorganizować. Czasami nikt się nie odzywał, więc musiałam sobą zapełnić cały czas. Trzęsłam się. Na początku w ogóle nie wiedziałam, co i jak mam mówić.
Przychodziły tam różne dziewczyny i nagle się okazało, że… są jak moje lustro. Wcześniej myślałam, że jestem cwana, a tu się okazało, że są cwańsze ode mnie. Chciałam trochę błysnąć. Sądziłam, że mogę zaimponować opowieściami o tym, kogo to ja znam i gdzie to ja tańczyłam. Ale odbiór był taki, że było mi zwyczajnie głupio. Te dziewczyny mnie po prostu uczyły – swoimi reakcjami. Przełom nastąpił, gdy zobaczyłam, jak bardzo tam na mnie czekają. To było niesamowite odkrycie, że ja jestem im potrzebna. Właśnie z tym, z czym przychodzę, a czego się przecież wstydziłam: z moim lękiem, z moimi doświadczeniami, nawet z moją niewiedzą.
Powoli zaczęły spadać moje maski. Zobaczyłam, że wcale nie jestem taka, jak mi się wydawało: lepsza, twarda, cwana. Mówiłam o sobie i o tych lękach, które czuję. Dziewczyny też powoli się otwierały, zabierały głos. Widziałam, że to działa. Miałam stałą motywację do tego, żeby się zmieniać, stawać coraz lepszą. Służba dawała mi kopa: że mam iść tam z czymś, że muszę się więcej dowiadywać, żeby być dla nich pożyteczną. Zaczęło się też zmieniać moje życie. Bo okazało się, że to naprawdę działa w obie strony.

Ewa

Weteranoza

Schorzenie  występujące  tylko  wśród niepijących  alkoholików,  które  rozwija się podstępnie, przebiegle i trwale zaburza funkcjonowanie dotkniętego nim alkoholika w obrębie AA i społeczeństwie.
Pierwsze  objawy  pojawiają  się  czasem już  po  kilku  latach  od  odstawienia  alkoholu.  trwa  zazwyczaj  bardzo  długo i  pogłębia  się  wraz  z  podejmowaniem przez  dotkniętego  nią  alkoholika  coraz to  nowych  służb  dla  –  jak  sądzi  chory  – „wspólnego dobra”.

Objawy.

1.  Poczucie misji i posiadania jedynie słusznej prawdy dla rozwiązania problemów AA.
2.  Kolekcjonowanie służb na wielu grupach,  nieprzeparta  potrzeba  ich  pełnienia, przekonanie o swojej nieomylności i  wyjątkowości,  działanie  za  wszelką cenę w myśl zasady – po mnie choćby potop. Poczucie bycia niezastąpionym.
3.  tworzenie własnych recept i sposobów trzeźwienia, nieliczące się ze zdaniem innych.
4.  Manipulowanie innymi dla własnych korzyści  i  dorabianie  „racjonalnych” argumentów.
5.  bezkrytyczna  wiara we własne możliwości, częste podejmowanie wyzwań, co do których nie ma się predyspozycji, pycha i zapatrzenie w siebie.
6.  „Mówię, co myślę i nikomu nic do tego,  mam  prawo  do  własnego  zdania, zdanie innych liczy się, jeżeli jest takie, jak  moje”  –  to  klasyczna  werbalizacja zaawansowanej weteranozy.
7.  Nietolerancja i fałsz ubrane w maskę życzliwości  i  chęci  niesienia  pomocy, skłonność do plotkowania i chęć posiadania wiedzy o wszystkich i o wszystkim
8.  Arogancja ukryta pod płaszczykiem pogody ducha i uprzejmości
9.  udawana pokora i ponowne patrzenie na innych z góry.
Wymienione  wyżej  objawy  to  jedynie najpoważniejsze sygnały rozwijającego się schorzenia, wymagają dalszej obserwacji.

Sposoby leczenia.

1.  Choroba jest zaraźliwa, jeżeli w grupie jest choć jeden dotknięty weteranozą, mogą  zachorować  wszyscy.  Wskazane jest nakazanie dotkniętemu schorzeniem uczestnictwa w 120 mityngach codziennie bez prawa zabierania głosu.
2.    Zaproponowanie  nauczenia  się  na pamięć  Wielkiej  Księgi  (będzie  trochę spokoju zanim to się stanie)
3.    Przeprowadzenie    z  udziałem  dotkniętego  weteranozą  mityngu  spirytystycznego  z  udziałem  dr  Boba  i  Billa  – innych nie posłucha
4.  Stworzenie grupy NWAA (Niereformowalnych  Weteranów  Anonimowych Alkoholików)  i  powierzenie  każdemu służby  honorowego  Dożywotniego Służebnego  (hDS).  Jest  szansa  na  powstanie takich grup w każdym mieście.
Konieczne jednak wprowadzenie zakazu uczestnictwa w takich grupach nowicjuszom.

Rokowania.

Co  do  wyleczenia  –  ciężkie. Bóg,  jakkolwiek Go każdy pojmuje,  może uczynić to, czego sami dla siebie nie możemy uczynić. W  tym cała nadzieja.