MITYNG 09/195/2013

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO



Będę dobrze postępował, nie będę się wstydził.

Kiedy przeczytałem w Biuletynie „Mityng” kolejny temat przewodni pomyślałem, że mogę podzielić się swoim doświadczeniem.
Jestem alkoholikiem, więc także egoistą. Myślę o swoich potrzebach, swoich powinnościach, a potrzebach innych dużo mniej. Pomyślałem, że skoro jest mi trochę wstyd przed sobą, to dobrze byłoby coś zrobić, żeby to zmienić. Przełamuję swoje lenistwo, czyli jedną z podstawowych wad mojego charakteru.
Kiedy miałem 17 lat, byłem już czynnym alkoholikiem, pojechałem do urzędu gminy, żeby wyrobić dowód tymczasowy. Pani, która wypełniała dokumenty, zapytała mnie, czym się zajmuję, jakie mam wykształcenie, gdzie mieszkam. Zrobiło mi się cholernie wstyd, bo nigdzie się nie uczyłem, nie pracowałem i byłem na utrzymaniu mojej Babci, która mnie wychowywała. Pamiętam wzrok tej pani, kiedy przyjechałem za rok, miałem już osiemnaście lat i powiedziałem jej to samo, przy okazji wyrabiania dowodu osobistego - nie uczę się, nie pracuję, jestem na utrzymaniu mojej Babci. Miałem osiemnaście lat, a nic się nie zmieniło. Dalej byłem nieodpowiedzialnym, leniwym, egoistycznym, rozkapryszonym dzieckiem, uzależnionym od alkoholu.
Zezłościłem się na tę panią z urzędu, bo przez chwilę było mi wstyd, choć nie przed samym sobą. Nie umiałem wtedy przeżywać wielu uczuć, więc i te, jak inne, zapiłem alkoholem. Wtedy zapominałem, zagłuszałem swoje sumienie.
Przez 26 lat swojego picia wyrobiłem do perfekcji nawyk uciekania przed odpowiedzialnością za to, co zrobiłem i czego się wstydziłem. Mimo to, nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby coś zmienić w życiu. Swój ostatni wstyd przeżyłem przy okazji Piątego Kroku. Opowiadałem sponsorowi o najgorszych rzeczach, jakich dopuściłem się w swoim życiu, określałem istotę swoich błędów - egoizm, egocentryzm. Sponsor mnie zatrzymał i zapytał, co teraz czujesz? – WSTYD odpowiedziałem. Po raz pierwszy poczułem wstyd, ale nie chowałem się. Nie poszedłem zły napić się, by odegnać uczucia. Przeżywałem swój wstyd i nie uciekłem. Usłyszałem bardzo proste i niezwykle mądre słowa, które zostały mi w głowie – nie będziesz źle postępował, nie będziesz się wstydził.
Dzisiaj uczucie wstydu bardzo często informuje mnie, jakim jestem człowiekiem. Jeżeli wstydzę się przed samym sobą, to jest szansa, że to zmienię. W pracy szef mi mówi, że jestem niedokładny, niecierpliwy, brakuje mi umiejętności. Boję się krytyki, oceny czy odpowiedzialności, a jednak pracuję. Przychodzę i staram się dobrze wykonywać pracę. Przełamuję swoje słabości. Pomogły mi w tym i pomagają służby we wspólnocie AA, program i sponsor.
Stałem się bardziej odpowiedzialny za siebie i swoje życie. Nie muszę czekać na cud i żyć kosztem innych. Dawniej, w początkach trzeźwości, wstydziłem się 11- tu lat swojej bezdomności, że żyłem jak szczur w kanale. Dzisiaj mamy z partnerką własne, wspólne mieszkanie. Razem pracujemy i godnie żyjemy. W tym roku kończę naukę w szkole średniej i na pytanie, jakie mam wykształcenie, odpowiem teraz bez poczucia wstydu. W urzędach już nie wstydzę się pytań, gdzie mieszkam, kim jestem i co robię. Staję się dzięki Wspólnocie AA wartościowym i uczciwym człowiekiem. Wychowywała mnie Babcia, nie miałem rodziców. Rodziców zastąpiła mi wspólnota AA, która mnie wychowuje. Dzisiaj jestem wdzięczny za swoją pierwszą służbę herbatkowego. To był mój pierwszy, zupełnie nieświadomy krok, by poczuć się potrzebnym i pożytecznym człowiekiem. Już przestałem się wstydzić przeszłości. To ona stanowi mój bank doświadczeń, który pokazuje, gdzie mogę wylądować, gdybym zacząć pić.
Pozdrawiam i życzę sobie i wszystkim odwagi, aby siebie zmieniać
Mariusz – alkoholik



Moje widzenie wstydu

Jestem alkoholiczką i mam na imię Wanda.
Od czasów dzieciństwa wstydziłam się wielu sytuacji, w których nie umiałam sobie poradzić. W najprostszych sprawach trudno mi było zwrócić się o pomoc, np. gdy nie byłam w szkole, bałam się zapytać kogoś z klasy czy nauczyciela, co było na lekcjach. W domu chowałam się, gdy przychodzili goście, ponieważ wstydziłam się ludzi. W weekendy u dziadków wstydziłam się zapytać, czy mogę zobaczyć ich książki, więc grzebałam w regale samowolnie. Nie było to dla mnie przyjemne, bo bałam się, że mnie złapią i nakrzyczą. W efekcie znowu się wstydziłam, bo wiedziałam, że zachowałam się niewłaściwie.
Jako nastolatka wstydziłam się odezwać w szkole, więc z nikim nie rozmawiałam.Wstydziłam się chodzić do toalety szkolnej, więc cierpiałam i bałam się, że nie wytrzymam i narobię sobie wstydu.
Kiedy zaczęłam pić alkohol, przestałam się wstydzić. Czułam się wtedy kimś wyjątkowym, byłam towarzyska, lubiana, radosna. Wtedy niczego się nie obawiałam. Kiedy trzeźwiałam, wracał wstyd i kompleksy. Często robiłam rzeczy, których nie byłabym w stanie robić na trzeźwo. Na trzeźwo trzymałam się zasad, które dostałam w domu, swojej religii. Obserwując siebie dzisiaj zauważyłam, że wstydziłam się nawet pić, bo zawsze potrzebowałam się odpowiednio do tego przygotować. Kupowałam alkohol tam, gdzie mnie nikt nie znał. Wolałam to trzymać w tajemnicy. Nie miałam odwagi przyznać się bliskim do swojego picia.
W AA jestem szósty rok, nie piję już 4 lata. Jestem coraz bardziej otwarta, chociaż nadal potrafię zamykać się w sobie, tak jak w dzieciństwie i w okresie dojrzewania. Są sytuacje, w których wstydzę się poprosić o pomoc. Staram się jednak przełamywać te trudności. Nie muszę się wstydzić prosić o pomoc, ponieważ jest to elementem mojego życia. Nie jestem wszechwiedząca i wszechmocna.
Oczywiście, nadal zdarza mi się wstydzić, kiedy coś zaniedbam czy złamię swoje zasady. Wtedy staram się naprawić swój błąd, aby uniknąć poczucia winy.
Dzisiaj mogę rozmawiać na trzeźwo, wypowiadam się na mityngach oraz kontroluję swoje zachowanie. Nie potrzebuję już alkoholu, który dawał tylko złudną ulgę.
Wanda AA



KROK PO KROKU

Na wielu mityngach starsi stażem aowcy napominają „nie rób rozkroku”, to znaczy nie przeskakuj kroków. Mamy sierpień, kiedy to piszę i czytamy Ósmy Krok. Wszyscy zastanawiają się, jak to jest z tą listą osób, które skrzywdziłem, kogo na niej umieszczać, kogo nie warto lub nie trzeba. Mam i ja swoją listę w głowie. Nie jest ona może zbyt długa, ale mój problem dotyczy nie tyle liczby osób, ale bardziej wielkości wyrządzonych im przeze mnie krzywd i związanego z tym pytania – JAK mam im zadość uczynić?
Jak mam zadośćuczynić dzieciom, że przez kilka lat nie miały ojca, matce, że nie miała syna, ojcu, że zawiodłem jego nadzieje, ale też jak mam oddać pieniądze, które ukradłem komuś, kto nie wiem nawet, gdzie teraz mieszka, jaki ma nr telefonu i nie pamiętam dokładnie, ile tego było. Bo było to już prawie dwadzieścia lat temu.  A przecież mądrzejsi ode mnie doświadczeniem wypełnienia tego kroku mówią jasno: nie da się nic przegapić, nie możesz czegoś sobie odpuścić, bo wtedy to wszystko nie zadziała. Nawet jedna pominięta krzywda niweczy wysiłek wszystkich innych załatwionych spraw. O tym sam się już przekonałem.
Z tej kradzieży sprzed wielu lat już się spowiadałem, nawet w Watykanie, sądząc, że to bardziej pomoże – i oczywiście po chrześcijańsku otrzymałem odpuszczenie grzechu. Starałem się przez kilka lat, dać temu, kogo okradłem zarobić lepiej i więcej, bo miałem taką możliwość, niż komukolwiek innemu, kto wykonywałby dla mnie takie same zlecenia. Potem sam sobie, jak rasowy alkoholik, racjonalnie tłumaczyłem, że tym samym jestem w porządku i sprawę załatwiłem. Mimo, że nie wyznałem nic nikomu, nie poszedłem do tego, kogo skrzywdziłem, w otwartości i uczciwości, aby zaoferować mu takie zadośćuczynienie. Dlaczego? Bo się bałem. Bałem się, że mi nie wybaczy, bałem się jego gniewu, krzyku, obelg i słusznego wyrzutu. Bo to on miałby rację, a ja musiałbym się do tego z pokorą przyznać. Bałem się? Do dziś się boję. Dlatego pomimo tylu zabiegów, kiedy piszę Czwarty Krok, nie zapominam o tym zdarzeniu, o tej wyrządzonej krzywdzie. Ona ciągle jest ze mną, choć odpuszczona, jak wierzę, przez Boga w sakramencie spowiedzi i pokuty. Program mówi mi, że dla mnie samego jeszcze nie jest odpuszczona – ja przed sobą nie jestem z niej rozliczony, a jeśli się to nie dopełni, zatrzymuje mnie w wędrówce przez Dwanaście Kroków ku „przebudzeniu duchowemu”.
Gdzie więc sposób i ratunek? Myślę i czuję, że w Krokach właśnie. W Krokach po kolei. Krok po kroku, rok po roku, jeśli będzie trzeba. Nie wiedziałem, jak przestać pić. Uznałem swoją przegraną w „walce” z alkoholem i… przestałem pić. Jak obiecywał mi Pierwszy Krok. Dziś czuję się zdrowy i poprawiam swoja kondycję, jak obiecał mi Drugi Krok. Pokonuję różne trudności w życiu dzięki temu, że po uznaniu istnienia Siły Wyższej, pozwoliłem Jej, w kolejnym Kroku, działać w moim życiu – nie naciskam, odpuszczam, jak nie znajduję rady, daję czas czasowi i z dystansem wracam do problemu, kiedy Bóg już „podpowiedział” mi, jak. Piszę z pomocą sponsora Czwarty Krok i wymieniam ludzi, którym uczyniłem krzywdę. Ale na razie tylko ich wymieniam!
Uczciwie grzebie w swojej pamięci i konkretnie - zdarzenie po zdarzeniu, zapisuję, co komu jestem „winien”. Nie czas jeszcze na odpowiadanie sobie, co mam z tym zrobić. Przede mną jeszcze Cztery Kroki, zanim będę musiał to wiedzieć. A Program mówi, że dopiero w Ósmym mam stać się gotowy działać. Program jest mądrzejszy ode mnie. Wierzę, bo już tego doświadczyłem na pierwszych trzech Krokach, że praca na nim naprawdę mnie zmienia. Wierzę więc, że gdy dojdę w tych zmianach do Ósmego Kroku będę miał odpowiedź na te pytania, które już dziś mnie dopadają, kiedy opisuję wyrządzone innym krzywdy. Tylko cierpliwości w pracy. Jak powiedział mi jeden góral, po mityngu w Zakopanem: „ największą wadą alkoholika jest brak cierpliwości”. I tym ten mądry i trzeźwy alkoholik pomógł i pomaga do dziś mnie, dziś trzeźwemu alkoholikowi.
Horst



Być dobrą częścią pięknego świata
 
Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
 
Kartka i długopis. Tylko tyle i aż tyle. Aż tyle, bo to długo trwało, zanim rzeczywiście miałem przed sobą tę kartkę i w dodatku pragnąłem ją wypełnić. Wydawało mi się, że ten Krok, chociaż brzmi tak prosto: zrobić listę skrzywdzonych osób, należy do tych, które mogę robić przez całe życie. Problem polegał na tym, że dla mnie oznaczało to nie robić ich przez całe życie, a jedynie o nich gadać, zastanawiać się nad nimi i ciągle odkładać konkretne wykonanie na kiedyś. Znaczy się na „święty nigdy".
Okazało się, zresztą jak w przypadku wszystkich innych Kroków, że po prostu muszę go zrobić. Muszę, jeśli chcę zdrowo funkcjonować i normalnie żyć. Jeśli chcę korzystać z obietnic Programu, to muszę coś robić (co za odkrycie! A tylu mi mówiło – „w AA nic nie musisz"). Że mi się nie chciało? A komu by się chciało, jeśli zaraz za tą listą zobaczyłby jakąś gotowość do zadośćuczynienia? Och, jak cudownie byłoby robić listę osób, które mnie skrzywdziły i co do których mam się stać się gotowy, pójść i wygarnąć, co o nich myślę. A tu? Znowu będę wracać do starych grzeszków i jeszcze - co za zgroza - przepraszał!
Jednak stało się coś, co mi w tym Kroku (jak i w innych pomogło). Po pierwsze od Kroku Trzeciego moje życie powierzyłem Bogu.  A także – wolę; tę nawet na pierwszym miejscu. Jeśli więc czegoś mam chcieć, czegoś w życiu pragnąć, to wynikać to powinno z jakiejś mojej relacji z Bogiem. Wszystko, co robię, od wykonania Kroku Trzeciego, robię we współpracy z moim Bogiem. W końcu - słowo się rzekło...
Tymczasem ja miałem tendencję do pracy z Bogiem, w modlitwie, w zawierzeniu, tylko tam, gdzie to wskazywał Krok. Nie było zapisu o Bogu w Kroku - ja jak automat przestawałem Go mieszać w tę sprawę. Jak to było z Krokiem Czwartym.
Dopiero co powierzyłem Mu swoją wolę i życie, a potem zaraz rękawy do góry i dawaj samemu się bawić z obrachunkiem moralnym, czy inwentaryzacją samego siebie. I cóż się dziwić, że nie wychodziło.
Podobnie z Krokiem Ósmym - jedynie z więzi z Bogiem płynie dla mnie taka siła, która nie tylko pozwoli mi w pokorze i spokoju, w prawdzie i miłości, ten Krok wykonać, jeśli chodzi o sporządzenie listy, ale także stać się gotowym. Czy mogę być gotowym do zadośćuczynienia, jeśli nie stawiam tego aktu w świetle Bożym? Gdy nie patrzę z perspektywy mojej więzi z Siłą Wyższą? Gdy nie ufam, że to On mnie najlepiej poprowadzi?
Modlitwa jest zatem u źródła każdego mojego Kroku - także i tego. Modlitwa pozwoliła mi lepiej, szczerzej i prawdziwiej przygotować tę listę.
Drugą sprawą była praca w Kroku Czwartym. Lista Kroku Ósmego zaczęła bowiem powstawać niejako „sama", gdy pracowałem nad tabelą uraz, jaką Wielka Księga poleca i sugeruje do wykonania, w ramach robienia Kroku Czwartego. Sponsor podpowiedział mi, żebym w tej tabeli, po tym, gdy już zapisałem, do kogo i z jakiego powodu żywiłem, bądź żywię, urazę dopisał, czy przypadkiem ja sam nie krzywdziłem tej osoby. Byłem poruszony. Prawie w każdym wypadku sprawdzało się to samo! Ja żywiłem urazę do osób, które sam skrzywdziłem. I to był początek mojej listy do Kroku Ósmego.
A kartka i długopis, gdy pojawiły się na stole przede mną i tak wyglądały przerażająco. Ech, warto było wlewać w siebie te hektolitry? - pomyślałem, stawiając na tej kartce pierwsze litery. Dzisiaj wiem, że warto było zrobić tę listę. Stać się gotowym. I zacząć naprawiać to, co schrzaniłem. Nagroda przychodzi czasem szybciej, a czasem wolniej. Ale zawsze się pojawia. To poczucie szczęścia, Pogody Ducha i pogodzenia się ze sobą, światem, ludźmi i Panem Bogiem. Poczucie spokoju. I bycia dobrą częścią pięknego świata.



Wstyd pod maską cwaniary

Wstyd… Uczucie to ciągnęło się za mną latami. Najpierw wstydziłam się za matkę, którą zbierałam pijaną spod sklepu, później za to, że to ona mnie odbierała z posterunków policji czy ze szpitala. Wstyd często zakrywałam maską cwaniary. Tak, to była zdecydowanie moja ulubiona maska. Udawałam, że mnie nie obchodzi, co ludzie mówią czy myślą. Wymyślałam sobie różne hasła, na przykład: „Nieważne co mówią, ważne że mówią!”.  Bo liczyło się tylko to, bym była w centrum uwagi.
Od najmłodszych lat robiłam różne głupie rzeczy, często wstydliwe, często krzywdzące innych ludzi, tylko po to, by mnie zauważono, zaakceptowano, pokochano. Chciałam być tą fajną, tą wyjątkową, tą jedyną w swoim rodzaju. Cena tego zazwyczaj była wysoka – poczucie winy, kac moralny nie dawały mi spokoju. Ile to razy bałam się spojrzeć w oczy ludziom, którzy dzień wcześniej widzieli mnie pijaną? Ileż to razy zmieniałam towarzystwo, bo wstyd mi było się pokazać dawnym znajomym? Ciągle uciekałam - przed konsekwencjami, przed poczuciem winy, strachem, przed ludźmi i przed samą sobą. Nie chciałam się zatrzymać, bo wtedy musiałabym się sobie przyjrzeć, zastanowić, może nawet coś zmienić! A ja nie chciałam, bo wydawało mi się, iż tak jest łatwiej.
Tak naprawdę, dopiero pasmo cierpień przyprowadziło mnie do AA. I na pewno poczucie wstydu. Już nie miałam do kogo uciekać. Poza jedyną przyjaciółką, która też już miała mnie powoli dość, nie miałam nikogo. Teraz, kiedy patrzę na tamtą siebie, czasem nie pojmuję, dlaczego mi to tyle zajęło. Dlaczego musiałam wycierpieć tyle upokorzeń, by zderzyć się z rzeczywistością? Chyba właśnie dlatego, że inaczej nie byłabym w stanie uczciwie podejść do swojego alkoholizmu. A to właśnie bezwzględna uczciwość i otwarty umysł były mi niezbędne do tego, bym mogła szczerze  przyjrzeć się sobie, swoim przekonaniom i zachowaniom. I dopiero zrobienie Kroku 5 uwolniło mnie od ogromnego poczucia winy i wstydu. W końcu przebaczyłam sama sobie.
Magda z Dublina


Drodzy przyjaciele

Wielkimi krokami zbliża się Zlot Radości z okazji 40-lecia AA w Polsce.
Trzy lata temu Grupy AA Regionu Warszawa podjęły decyzję o organizacji Zlotu Radości, z okazji 40-lecia AA w Polsce, który ma odbyć się na Torwarze, w dniach 15-17 sierpnia 2014 roku.
Gdy usłyszałem o zlocie z okazji 40-lecia, pomyślałem – „jacyś ONI zadecydowali o zlocie, to niech ONI sobie go zorganizują”. Jednak bliższy kontakt z koordynatorem przy okazji Konferencji Regionu uzmysłowił mi, że ONI to ja, to moja macierzysta grupa AA, że to wszystkie grupy AA Regionu Warszawa. I to ja i moja grupa AA odpowiada za przygotowanie zlotu. Podjąłem się służby w zespole sekretariatu zlotu i zajmuję się informacją w tym zespole.    
24.04.2013 koordynatorzy zespołów i łącznicy podzespołów spotkali się na Torwarze, aby fizycznie zapoznać się z miejscem, gdzie będzie odbywał się Zlot 40-lecia. Ogrom obiektu uzmysłowił mi, jak dużo osób będzie potrzebnych do obsługi tego zlotu, szczególnie w służbach informacji, porządkowej i kosztów organizacyjnych.
Grupy AA Regionu Warszawskiego dokładają starań, aby sprostać organizacji zlotu. Na dzień dzisiejszy funkcjonuje już schemat organizacyjny (przedstawiony obok).
Coraz więcej grup deklaruje swój udział w organizacji zlotu – jest zadeklarowanych już 29 na 300 istniejących w Regionie AA Warszawa. Gorzej jest z indywidualnymi deklaracjami uczestnictwa, pomimo wykładanych list na konferencjach regionu, uczestnictwa służebnych w spotkaniach poszczególnych Intergrup, a także grup AA. Sprawia to pewien dyskomfort, gdyż zespół organizacyjny zapowiada próbę generalną służebnych zlotu na początku 2014 roku, w celu zapoznania się z obiektem. A wierzcie mi, jest z czym się zapoznawać. Jest tam mnóstwo zakamarków i korytarzyków. Sam byłem i widziałem, ale nie zabłądziłem – bo szliśmy w grupie z przewodnikiem.
 Mam nadzieję, że moje doświadczenie zachęci, czytających te słowa, do podjęcia służby przy organizacji zlotu.
Wiesiek AA, zespół sekretariatu.



Warsztaty sponsorowania „Program jest tylko jeden”

Są różne sugestie i zalecenia sponsorów, ale Program AA jest tylko jeden – ten, który działa i który jest przekazywany dalej.
Na warsztaty sponsorowania, zorganizowane w lipcu 2013 roku przez grupę AA „12-kwadrat”, przyjechało z różnych stron Polski ponad 150 osób szukających dla siebie nadziei i konkretnych rozwiązań. Ciekawy i naprawdę obszerny program warsztatów obiecywał ucztę dla wszystkich tych, którzy spragnieni są programu AA i potrzebują zmiany w życiu. Niestety, nie wszyscy spikerzy odpowiedzieli na pytania zawarte w tematach, a samych tematów i zagadnień było tak dużo (podobnie jak zaproszonych spikerów), że w czasie trwania warsztatów można było je, co najwyżej zarysować. A szkoda!
Oto kilka fragmentów wypowiedzi spikerów:
Kto może być moim sponsorem? Spiker opowiedział o tym na bazie krążących w AA stereotypów oraz obalającego je własnego doświadczenia. Ale najważniejsze zawierało się w dwóch punktach: moim sponsorem może być alkoholik, który realizuje program 12 Kroków w zgodzie i z duchem AA w oparciu o Wielką Księgę oraz ma sponsora; a także alkoholik, który ma oparcie w Sile Wyższej, bo to on ma mi pomóc znaleźć kontakt z moją Siłą Wyższą.
Jak wygląda praca ze sponsorem? Sponsorowanie to „chodź ze mną, zróbmy to razem”. To dokładna instrukcja do codziennej realizacji. Zaczynamy od codziennych sugestii (kilka punktów do wykonania w ciągu dnia). Ja, jako sponsor też je robię, żeby być wiarygodnym. Do pracy są potrzebne trzy rzeczy: uczciwość i otwarty umysł (jestem otwarty na nowe rzeczy, miejsca, ludzi, przekonania, koncepcję Siły Wyższej) oraz gotowość (mogę nawet chcieć mieć sponsora, nawet go znaleźć i poprosić o pomoc, ale potem nie jestem w stanie wykonać nawet prostych zaleceń). Prawdziwa gotowość to inaczej dar desperacji (jestem gotów zrobić wszystko, żeby zmienić swoje życie – codzienne sytuacje życiowe to weryfikują). Tak naprawdę nieważna jest metoda pracy, bo to prosty program miłości – przekazuję to, co sam dostałem. Program robiłem kilka razy, w różny sposób, na różnych materiałach. Weryfikacja następuje w życiu, w sytuacjach zagrożenia – życia, bezpieczeństwa materialnego i uczuciowego. To nie sponsor, ale Program zrobił ze mną „czary-mary”.
Sponsorowanie kobiet. Samo ujęcie tematu zostało – zwłaszcza przez kobiety-alkoholiczki – uznane za dość kontrowersyjne. Czyżby sponsorowanie kobiet wyglądało inaczej niż mężczyzn? Na szczęście Program AA działa bez względu na płeć, wiek, wykształcenie i stan posiadania. 
Co mi dał Program? Nowe życie, życie bez lęku. Bałem się wszystkiego, ludzi, Boga. Jeździłem wszędzie, na zloty, rocznice, tylko nic nie zmieniałem w swoim życiu. Alkohol przestał być problemem w moim życiu, ale… nie chciałem już żyć. Dziś patrzę na rzeczywistość taką, jaka jest, a nie na moje o niej wyobrażenia. Kiedyś nie chciałem widzieć ile mam szczęścia w życiu. Przełomem był 4 Krok i przyjrzenie się moim urazom. Wtedy coś pękło. Uratowała mnie wdzięczność. To życie i to, co mam, teraz mi się podoba. Program daje mi to, że jestem uczciwy, muszę być! A potem podopieczni dają mi równowagę. 
Tekst na ulotce informacyjnej o warsztatach obiecywał, że w trakcie i po nich będzie można znaleźć sponsora. I są osoby, które faktycznie „ze sponsorem wyjechały". I może to jest najbardziej wartościowy owoc tego spotkania.
Spisała KAA



Już nie chce mi się słuchać złych wróżb o służbach
 
Miało być o wstydzie. Nie wiem czy na temat, ale czasami wstydzę się, gdy…
Kolejny raz i kolejny słyszę: „Nie ma służb!” „Grupa rozleci się!” – straszą ci, którzy już dawno przestali przychodzić na mityngi i dawno stwierdzili, że oddali z nawiązką to, co wzięli. No cóż, pewnie AA rozpadnie się, gdy i ja przestanę przychodzić. Tak? Jestem tego pewna? Ha! A może to ja zacznę znów być pępkiem świata i to ja zacznę ustawiać świat wokół siebie? A może to ja w rozpaczy nieudanych własnych rządów pójdę ścieżką, którą kiedyś opuściłam i znów stanę się szmatą nasiąkniętą alkoholem? A może zwyczajnie skończę ze sobą, bo już znudzona i zmęczona jestem tym ciągłym chodzeniem na grupę, intergrupę i wysłuchiwaniem: „Nie ma służb, AA rozpadnie się”.
Ależ „pyszne” myśli mnie nachodzą! Tekst, który napisałam jakiś czas temu jest wciąż aktualny i chcę go dziś przywołać. Wciąż spotykam ludzi, którzy SĄ, trwają i niosą posłanie tym, którzy tego potrzebują na mityngach, sponsorują, trwają na dyżurach telefonicznych, on-line, chodzą na detoksy, do szpitali bez zbędnych instrukcji i regulaminów. Służby to pokora. Służby to nie służbiści, którzy nas odpytują z zadań. Służby, to gotowość bycia razem w chorobie i w wychodzeniu z niej. Z radością i chęcią – do takiego AA przyszłam i w takim AA chcę być, jak kiedyś to opisałam. Z przynależności do takiego AA jestem dumna:
Zamknięta sala
Chyba rok temu, albo dwa... W każdym razie pogoda była identyczna jak dziś - szaruga, ciemno i zimno. Zapodziały się gdzieś na plebanii klucze od salki, w której spotyka się moja grupa macierzysta. A w zamkniętej salce - szafka z materiałami do prowadzenia mityngu. Wszyscy gorączkowo szukali kluczy, z całych sił. Gospodarz sali przepraszał i dokładał starań, by klucze znalazły się jak najszybciej. Godzina rozpoczęcia zbliżała się, chętnych do uczestnictwa w mityngu coraz więcej zbierało się pod salką. Wreszcie ktoś powiedział: Dostaliśmy klucz od innej sali! Z uśmiechami na twarzach i ulgą w sercach ruszyliśmy w jej kierunku. A materiały? Materiały do prowadzenia mityngu leżały w całkiem innej części obiektu. Mityng nie odbył się? Ależ skąd! Ktoś pobiegł do samochodu, przyniósł „Codzienne Refleksje”. Ktoś sięgnął do kieszeni - wyjął książeczkę adresową naszego regionu, gdzie drukowane są Kroki, Tradycje i Preambuła. Ktoś przypomniał sobie, że ma ze sobą Wielką Księgę w samochodzie. Na plebanii nie trudno o świeczkę. 7 Tradycję spełniliśmy rzucając „grosze" do czapki z daszkiem z brezentu, którą ktoś zdjął wchodząc do sali. Byłam świadkiem dyskusji: „Laminaty”* czy strony w książkach? Z czego łatwiej, lepiej, „poprawniej” korzystać przy prowadzeniu mityngu? Czy jest to takie ważne?
Dla mnie, uczestniczki AA ważne jest, by ktoś czekał w sali o omówionej godzinie w umówionym miejscu. Ważne, aby nowoprzybyły kogoś z nas tam spotkał. Ważne, by mityng odbył się i by uczestnicy czuli, że są razem w swojej chorobie.
I jeszcze jedno - dla dociekliwych: szklanki, kawa, herbata, paluszki też były niedostępne. Jakoś nie umarłam z głodu i pragnienia przez te dwie godziny. Nie zauważyłam też, by ktokolwiek inny był rozczarowany brakiem herbaty czy kawy. No cóż, przynajmniej nie przeszkadzał szumiący czajnik, siorbanie i stukanie łyżeczkami o szklanki, no i... nie trzeba było myć tych szklanek w zimnej wodzie. J”
Listopad 2010”
Pozdrawiam Gosiali
Sierpień 2013


Pokonferencyjne refleksje przed konferencją pisane
 
Jest mi dane, praktycznie w przeddzień październikowej XL Konferencji Służb Regionu Warszawa AA w Łomży podzielić się refleksjami z kwietniowej, dwudniowej XXXIX konferencji w Ożarowie Mazowieckim. Przybrałem na niej, bez żadnej sztuczności i udawania, jak to kiedyś bywało, najprzeróżniejsze autentyczne role: zdrowiejącego od kilkunastu lat alkoholika, mandatariusza jednej z grup, nie po raz pierwszy a może i nie ostatni, rzecznika jednej z intergrup i doraźnego, niczym nieskrępowanego w wyrażaniu swych odczuć obserwatora dla potrzeb spisania tych refleksji.
Zadziwiła mnie wielce i jeszcze bardziej ucieszyła liczna frekwencja uczestników. Co prawda, nie waliły nieprzebrane tłumy mandatariuszy wszystkich 320 grup z regionu, ale i tak było nas znacznie więcej niż w poprzednich latach, że wspomnę tylko o blisko (70???)  służebnych, uczestniczących w konferencji po raz pierwszy.  Ze wzruszeniem przyjmowali oni podczas prezentacji powitalne brawa od wypełnionej po brzegi sali. Takich emocjonalnych chwil, pełnych wesołości i radości, zadumy i refleksji, wewnętrznego spokoju i akceptacji, ale też nerwowości i podekscytowania czy też zwykłego ludzkiego zmęczenia i zniecierpliwienia, było znacznie więcej.
Program konferencji był obszerny i napięty, dobrze więc, że mieliśmy prawie pełne dwa dni. A obejmował on wystąpienie zaproszonego gościa Darka z Radomia, który przekazał nam swoje doświadczenia w pracy w służbach AA i wypowiedź byłego delegata narodowego Tomka, który zdradził nam kulisy przyznania Warszawie roli gospodarza Światowego Mityngu Służb AA w 2014 roku.  Były w nim również wystąpienia delegatów służb krajowych, służb regionu i rzeczników intergrup, które przerywane były ekscytującymi wyborami do służb: delegata do komisji finansowej służb krajowych, skarbnika regionu, opiekuna PIK-u, redaktora biuletynu „Mityng” i archiwisty regionu. Pojawił się na konferencji jeszcze jeden ważny temat – Zlot 40-lecia. Podczas prezentacji obejrzeliśmy krótki film reklamowy, nieco pompatyczny i lukrowany (święta zwykle takie bywają), ale przekonywający.
Warsztat „Sponsorowanie siłą Wspólnoty AA” był dobry pomysłem. Namacalnym dowodem tej tezy był uszczęśliwiony młody AA, który na niedzielnym warsztacie powiedział, iż pokonał lęki i poprosił drugiego o sponsorowanie; i taką pomoc otrzymał.
Podziękowania, które na zakończenie konferencji padły zza stołu prezydialnego, pod adresem zaproszonego gościa, organizatorów z intergupy „Wars” i tych wszystkich, którzy dołożyli swoją cegiełkę do zorganizowania i przeprowadzenia konferencji pełne były odczuwalnej życzliwości.
Niezapomniany był dla mnie krąg pożegnalny stworzony na zielonych terenach okalających dom rekolekcyjny przez ponad setkę uczestników konferencji, który zadziwili wielce spacerowiczów Ożarowa swoją liczebnością i wzbudzili w nich zdumienie, gdy pełnym głosem zawołali do swojej Aowskiej Siły Wyższej „Boże, użycz mi pogody, abym godził się z tym, czego nie mogą zmienić...”.
Jak bardzo chciałbym, abym takimi niezapomnianymi wrażeniami mógł dzielić się z każdej następnej konferencji służb naszego regionu.
Paweł AA



OBIETNICE AA

Obiecywanie to był nieodłączny składnik mojego pijanego życia. Gdy kończyłem ciąg to obiecywałem, że "nigdy więcej". Gdy zaczynałem pić obiecywałem, że będę uważał, że tym razem skontroluję siebie, że nie urwie mi się film. Moje życie było usiane złamanymi obietnicami, a ja ciągle obiecywałem i piłem. Najłatwiej było obiecać, szczególnie pod wpływem wstydu w rozpaczliwym stanie ciała i finansów. Gdy przyszedłem do Wspólnoty i nauczyłem się słuchać (co trochę trwało), usłyszałem wzmianki o obietnicach AA. Pomyślałem wtedy, że Kroki i Tradycje to
coś konkretnego, wymagającego działania. Ale Obietnice ? Były zbyt ulotne, mogły się nie zrealizować. Miałem zagwarantowane, że jeżeli nie wypiję pierwszego kieliszka, to się nie upiję tylko to było pewne.
W AA poradzono mi, abym nie zajmował się rzeczami którymi nie chcę, ale zachował je w pamięci na przyszłość. Dziś po latach we Wspólnocie, coś z Obietnic zaczyna do mnie docierać. Nie wypiłem pierwszego kieliszka i jestem trzeźwy to się spełniło. Obietnice AA mówią mi dziś, że trzeźwość może oznaczać: "nową wolność i nowe szczęście".
Wolność od lęku. Wolność wyboru. Wolność bycia sobą i radość zaakceptowania swojego człowieczeństwa. Wolność bycia tym, kim chcę być, bez udawania. Szczęście czystego trzeźwego życia. Nie uwolnienie od bólu i smutku, nie wolność od problemów i kłopotów ale wolność pokonywania ich i szczęście wynikające z faktu, że nie muszę być doskonały i nic nikomu udowadniać. Mogę powierzyć swoje życie Bogu i dzięki temu rozwiązać problemy i uzyskać odpowiedź na wątpliwości.
Wolność by zejść z drogi do samozniszczenia. Szczęście, że jest się użytecznym członkiem społeczeństwa. Radość przekazywania posłania nadziei.
"Nie będziemy żałować przeszłości ani zatrzaskiwać za nią drzwi". Gdy przebrnąłem przez Krok Czwarty zauważyłem, że w stosunku do siebie czuję nie tylko wstyd, lęk, użalanie nad sobą, poczucie winy i bezwartościowości, ale także zadowolenie z tego kim jestem.
Zaakceptowałem swoją przeszłość jako część mnie samego i dzisiaj jestem w stanie lubić siebie, a nawet kochać. Moją przeszłość widzę jako kuźnię, w której wykuwało się to kim jestem.
"Pojmiemy sens słów pogoda ducha i zaznamy spokoju". Cisza w oku cyklonu. Pewność, że nawet najgorsze minie, i , że cokolwiek ci się zdarza , może przynieść dobro. Dni rozpaczy i lęku przed wszystkim to już przeszłość.
"Bez względu na to jak nisko upadliśmy, dostrzeżemy, że i z naszego doświadczenia mogą skorzystać inni". Pragnienie by służyć innym zrewolucjonizowało moje życie. Nawet z tak głębokiego dna na jakie ja spadłem mogłem wnieść swój znaczący wkład: moje unikalne doświadczenia, siebie. Nie muszę się porównywać, zastanawiać czy spadłem dostatecznie nisko moje doświadczenie pomaga innym. Wystarczy, że znajdzie się choć jeden alkoholik, któremu pomogę poradzić sobie z chorobą. "Zaniknie uczucie bezużyteczności i pokusa rozczulania się nad sobą". Bezużyteczność? Rozczulanie nad sobą? To trucizny które mogą pojawić się w mym umyśle, ale dziś potrafię je zidentyfikować i nie nurzać się w nich. Są dla mnie sygnałem i znakiem ostrzegawczym, mówiącym, że z moim myśleniem jest coś nie w porządku. "Bardziej niż sobą zainteresujemy się bliźnimi". Poprzez dawanie siebie, dzielenie się doświadczeniem buduję skarbiec miłości. Paradoksem Wspólnoty jest to, że mogę w niej cokolwiek otrzymać jedynie gdy daję to innym.
Zdolność do współczucia w (bólu, ale i w radości) chroni mnie przed egocentryzmem, koncentracją na własnych sprawach i utratą kontaktu z Bogiem jakkolwiek Go pojmuję. "Zniknie egoizm". Każdy dzień przeżyty w zgodzie z programem AA poszerza mą wiedzę o tym, kim jestem i kim chciałbym być .Szukając i ucząc się odnajduję w sobie dawno zagubione dziecko . "Zmieni się cały nasz stosunek do życia". Gdy piłem, to byłem w stanie zauważyć butelki w połowie puste. Dziś korzystam w pełni z życia. Jestem wolny od zamroczenia. Odnajduję swoje zdolności.
Widzę moje życie jako nieustanne uczenie się, wzrost duchowy przygotowujący do innego życia po fizycznej śmierci. Ładne skarby ziemi nie wystarczą, by nasycić w pełni moją duszę - i nie jest to dla mnie próba pocieszenia się, ale radosna pewność .  Jak na byłego ateistę to dość radykalna zmiana .
"Opuści nas strach przed ludźmi i niepewnością materialną". Tak jak kiedyś, ciągle żyję wśród ludzi, a moja przyszłość materialna nie jest wcale pewna. Ale dziś nie ma we mnie lęku. Jeżeli jestem winien pieniądze w banku, to, ostatecznie, bank ma większy problem niż ja! Płacę tyle ile zdołam i przecież nikt mnie za to nie zamorduje. Pewnie, że kłopoty materialne nie są przyjemne Ale nie przejmuję się nimi. Problemy finansowe stają się proste gdyż, nie działając pod wpływem paniki nie podejmuję już złych decyzji. A lęk przed ludźmi?
Uczę się kochać ludzi, a gdzie jest miłość, tam nie ma lęku. "Znajdziemy intuicyjnie sposób postępowania w sytuacjach, których dotąd nie umieliśmy rozwiązać". To była wielka sprawa uwierzyć swojej intuicji. Długo nie mogłem i nie chciałem słuchać wewnętrznego głosu. Nieustannie i wielokrotnie analizowałem swoje decyzje i działania, i w ten sposób popadałem w paraliż, nie mogąc wykonać ruchu. Dziś nie boję się popełniać błędów. Ufam swoim motywacjom i intuicjom. Nic mnie nie blokuje. Gdy nie wiem jak postąpić radzę się innych. Modlę się o przewodnictwo i powracam do Trzeciego Kroku. "Nagle zaczniemy pojmować, że Bóg czyni dla nas to, czego sami dla siebie nie byliśmy w stanie uczynić". W moim życiu ta świadomość pojawiła się rzeczywiście nagle. Spojrzałem na te wszystkie lata przez które powstrzymywałem się od picia nawet przed wstąpieniem do AA, i zobaczyłem jak nieustannie byłem prowadzony i chroniony. AA uratowało mi życie. Dało nowe spojrzenie i cel istnienia. Wierzę, że to Bóg, tak jak Go rozumiem, poprzez członków Wspólnoty pracował nade mną i doprowadził do dzisiejszego dnia, do poczucia przynależności, zadowolenia z życia we własnej skórze i z własnym umysłem. Dziękuję Bogu i Wam wszystkim za to, że tu jestem. Kocham Was.
Pełen wdzięczności członek AA.



Zza krat

Szanowna Redakcjo!

Mam na imię Piotrek, jestem alkoholikiem. Pragnę podzielić się z wami radością. Otóż od 2009r. przebywam w ZK. Podczas odbywania kary uczęszczam na mityngi AA w różnych Zakładach Karnych. Począwszy od Chełma poprzez Białą - Podlaskę, gdzie ukończyłem terapię w Krasnym Stawie. Obecnie jestem w oddziale zamkniętym w Zabłociu podlegającym pod ZK w Białej Podlaskiej. W dniu 25-11-2012 r wspólnie z kilkoma AA postanowiliśmy utworzyć nową grupę tym bardziej, że tutaj jej nie było. Nazwaliśmy ją „Świt”. Wybraliśmy  spośród nas rzecznika, skarbnika i mandatariusza. Skontaktowaliśmy się z przyjaciółmi z AA z Intergrupy Podlasie- Region Lublin i zaprosiliśmy ich na mityng otwarty na dzień 20-01-2013. To było wspaniałe spotkanie, gdzie oprócz AA naszej nowopowstałej grupy i przyjaciół z wolności byli też pracownicy administracji ZK w Białej Podlaskiej. Lada dzień nasza grupa będzie oficjalnie zgłoszona. Natomiast my AA grupy „Świt” spotykamy się w każdą niedzielę, o godzinie 15-tej na mityngu, gdzie pracujemy na programie. Dzielimy się swoimi doświadczeniami, a co jakiś czas ktoś z AA z wolności odwiedza nas przychodząc na mityng niosąc nam posłanie. Nasza grupa na dzień dzisiejszy liczy ponad dwadzieścia osób, ale nowicjuszy przybywa, z czego bardzo się cieszę. Jestem szczęśliwy, że mogę uczestniczyć w czymś co pozostanie po tym jak już wyjdę na wolność, że coś dobrego zrobiłem wspólnie z kolegami z AA i tym z wami się chciałem podzielić. Podziękowania dla AA- Witka , Stefana, Marka, Mirka, całej Intergrupie Podlasie.
Z życzeniami pogody ducha,
Serdecznie pozdrawiam,
Piotrek alkoholik



Gawęda alkoholika

Kilka  lat  temu  uczestniczyłem w warsztatach, w których celem jednego  z  zajęć  było  złapanie  w  przestronnym  pokoju  osoby  uciekającej przed  gromadką  ludzi  z  opaskami  zawiązanymi  na  oczach.  zadanie okazało się dosyć trudne. uciekinier sprytnie  omijał  ślepo  działających łowców  aż  do  chwili,  gdy  ktoś  dał hasło  aby  połączyć  ręce.  teraz  złapanie  uciekiniera  okazało  się  dziecinną zabawą, właściwie sam wpadł w powstałą sieć. cel został osiągnięty.
to  zdarzenie  przypomniałem  sobie ostatnio  podczas  pobytu  w  sanatorium. Mrozy tamtej zimy nie zachęcały do wieczornych spacerów a zajęcia kulturalne nie  były przewidziane.
Perspektywa  samotnego    oglądania w  pokoju  seriali  telewizyjnych  też nie wydawała się atrakcyjna. na tablicy ogłoszeń wywiesiłem karteczkę z propozycją gry w brydża. choć z trudem, czwórka się znalazła i kilka wieczorów spędziliśmy w świetlicy na emocjonujących rozgrywkach, ale  szczególnym  hitem  okazało  się prezentowanie  w  świetlicy  nagrań muzycznych z samochodowej półki. Rozpoczęły  się  spontaniczne  tańce, a w przerwie na zmianę płyty pojawiły się śpiewy. teraz turnus przestał się  dłużyć.  atmosfera  wyraźnie  się ożywiła. wszyscy byli zadowoleni.Można zadać pytanie, po co opowiadam te historie, co to ma wspólnego z Programem aa? Myślę, że zadziałała  tu  zasada  z tradycji  Pierwszej.
Nasze  wspólne  dobro  sprawia  zadowolenie  każdemu  z  nas,  nadaje  sens upływającym chwilom. oczywiście  obawiałem  się,  jak  zostaną przyjęte  moje  inicjatywy.  ale  się udało.
do dziś przeżywam obawy w podobnych  sytuacjach  ale  dzięki  Programowi aa mam świadomość, że nie wszystko w życiu musi mi się udać w  takim  stopniu  jak  bym  sobie  życzył. Rosnąca wiara w działanie siły wyższej pozwala wyprzeć lęk przed nieznaną  sytuacją.  dodaje  otuchy.
Będzie tak jak ma być.
Przy okazji zadaję sobie czasami pytanie, czy aby godnie żyć potrzebuję sądów  innych  ludzi?  –  i  myślę,  że może nie są niezbędne, to jednak nie zaszkodzi bez emocji wysłuchać, co  myślą o nas i naszym postępowaniu inni. Jest wtedy szansa na osiągnięcie  satysfakcjonującego  porozumienia.  Mnie  uczestnicy  turnusu  mile podziękowali.
MZ