MITYNG 06/216/2015

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


DZIAŁANIE W JEDNOŚCI

Kiedy dostałam propozycję napisania do biuletynu „Mityng” na temat: „działanie w jedności gwarantem naszego istnienia” skojarzyłam go od razu z formułą jednego celu: „gdy ktokolwiek, gdziekolwiek potrzebuje pomocy, chcę by napotkał wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń AA i za to jestem odpowiedzialny” oraz z preambułą AA: „Naszym podstawowym celem jest trwać w trzeźwości i pomagać innym alkoholikom w jej osiągnięciu." Spotkałam się ostatnio na mityngach z różnymi sporami na temat, kto może w nich uczestniczyć, kto może się wypowiadać, co może czytać itp. Odniosłam wrażenie, że zapominamy o podstawowym celu istnienia wspólnoty AA i jakie były pierwotne założenia samego Billa i Boba, że właśnie naszym podstawowym celem jest trwanie w trzeźwości i pomoc innym alkoholikom w jej osiągnięciu. Tych będących i nie będących w naszych szeregach. Jeśli powrócimy do korzeni i zacznie przyświecać nam jeden cel i nie będziemy komplikować, zachowamy to w prostocie, unikniemy wielu sporów i nieporozumień, zaczniemy kierować się wyrozumiałością, miłością i empatią do drugiego człowieka. Z literatury i mojego doświadczenia wynika, że na mityngu AA ma prawo być każdy, kto uważa, że ma problem alkoholowy. Ale nie mam prawa zostawić bez pomocy nikogo, kto jej potrzebuje, czy to będzie narkoman, lekoman czy osoba z rodziny alkoholika. Powstały grupy wsparcia dla Anonimowych Narkomanów, grupy Al-Anon, lekomanów oraz inne i moim obowiązkiem jest o istnieniu takich grup poinformować człowieka potrzebującego pomocy, porozmawiać, poświęcić chwilę czasu na wsparcie. Gdy AA zacznie rozwiązywać problemy całego świata, odchodząc od jednego celu wspólnoty to powstanie chaos. Zachowanie podstawowych spraw w prostocie pozwala uniknąć wielu nieporozumień. My, Anonimowi Alkoholicy nie mamy antidotum na całe zło tego świata. Jeśli ulegniemy takiemu złudzeniu, będziemy przegrani. Naszymi głównymi wrogami we wspólnocie jest pycha, strach i gniew. Jedyną siłą obronną przeciw nim jest braterstwo, harmonia i miłość. Na straży naszego dobra stają również tradycje, z których pierwsza wyraźnie mówi nam, jaki mamy cel: „Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików”. Aby zaistniało wspólne dobro, musi nastąpić dobro jednostki aby zaowocowało w całości. W moim przekonaniu i doświadczeniu osiągam ten stan poprzez pracę nad sobą, realizując program dwunastu kroków ze sponsorem, przez czytanie Wielkiej Księgi, realizację dwunastu tradycji ze sponsorem, czytanie i zgłębianie poradnika służb oraz literatury AA. Tam jest wszystko wyraźnie i dokładnie napisane. Powrót do korzeni rozwiązuje wiele sporów i nieporozumień.
Justyna


NIE MOŻEMY ŻYĆ SAMOTNIE

Majowy długi weekend spędziłam w Pokrzywnej. Z dużą grupą przyjaciół ze Wspólnoty wybraliśmy się na Ogólnopolski Zlot Radości. Zachwycające miejsce, spokój lasu, urocze ośrodki wypoczynkowe nad wodą sprzyjały wspólnym spacerom. Mityngi w różnych salach od rana do późnej nocy. Każdy mógł wybrać coś dla siebie. Dla mnie nieocenione były wieczorne spotkania w naszych domkach. Ciekawe rozmowy i dużo radości zacieśniły jeszcze bardziej więzy przyjaźni między nami. Ja ciągle czuję niedosyt takich spotkań, gdzie mogę chłonąć spokój, optymizm i życiową mądrość doświadczonych aowców. Uroczystość otwarcia Zlotu w amfiteatrze wzbudziła we mnie duże wzruszenie. Wspólna Modlitwa o Pogodę Ducha dała mi poczucie jedności i motywację do jeszcze pilniejszej pracy nad sobą. Tak dużo ludzi żyje w trzeźwości już wiele lat i wciąż są wśród nas. Widziałam szczęście w ich oczach i czułam piękną energię płynącą z ich serc. Mityng „Zdroju” był bardzo interesujący. Dostrzegłam jak ważne zadanie spełnia dzielenie się doświadczeniem, swoimi myślami i uczuciami, tworząc artykuły do naszych czasopism. Dla takich osób pisanie może być wypełnieniem pustki, pasją, treścią życia. To też niesienie posłania. Poznałam nowych przyjaciół. Serdecznych, otwartych ludzi, z którymi znów chciałabym się spotkać. Mam nadzieję, że będzie okazja na następnym Zlocie. Przez te trzy dni przeżyłam wspaniałe wrażenia, zyskałam cenne informacje i ogromne wsparcie. Moja droga trzeźwienia we Wspólnocie AA nie jest długa i nie jest pozbawiona zakrętów. Jestem jednak przekonana, że jest właściwa i prowadzi w dobrym kierunku.
Ula AA


TRADYCJA SZÓSTA

Grupa AA nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsięwzięciom, ażeby problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu. Mam na imię Zbyszek i jestem alkoholikiem. W moim życiu prywatnym sprawy finansowe i ambicjonalne zawsze odgrywały pierwszoplanową rolę. Całe moje pijackie życie polegało na tym, że świat kręcił się wokół mnie. Po terapii, gdy zachłysnąłem się abstynencją, gdy zacząłem porządkować sprawy materialne, postanowiłem, że finanse, które przepijałem przeznaczę na działalność Klubu Abstynenta i moje poczynania zjednoczą nas wszystkich w trzeźwości. Zapomniałem o rodzinie, nie mówiłem gdzie wychodzę (poza zdawkowym „na mityng”), nie tłumaczyłem się z wydawanych pieniędzy, uważałem, że za trzeźwość trzeba płacić. Wraz z kilkoma przyjaciółmi chciałem czynić wielkie rzeczy na rzecz trzeźwości (wyedukowany na terapii uważałem się za profesjonalistę). Jak pomyślałem, tak zacząłem funkcjonować (moje działanie miało świadczyć o zaangażowaniu w działalność na rzecz krzewienia trzeźwości wśród alkoholików, np: organizowanie wspólnych ognisk integracyjnych, imienin, zabaw, pielgrzymek), przy okazji ubiegając się o dotację z zewnątrz np: Urzędu Gminy, oczywiście pod nazwą wspólnoty AA. Dzisiaj już wiem, że Rodzinny Klub Abstynenta to nie wspólnota AA i ma inne zadania. Dla mnie trzeźwe życie zaczęło nabierać nowego znaczenia w momencie rozpoczęcia pracy ze sponsorem na programie Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji. Zacząłem rozumieć znaczenie Tradycji. Dziś wiem, że połączenie AA z czymkolwiek, powoduje niezgodę i kłótnie, a pieniądze wywołują emocje i spory, czyli godzą w jedność naszej Wspólnoty. Miałem przyjemność założenia z przyjaciółmi nowej grupy w mojej miejscowości. Założenie grupy wiązało się ze znalezieniem lokalu, ale za co („wydzierżawienie za duży koszt – brak doświadczenia”) – pozostał wynajem. Grupa została założona na plebanii. I wszystko „ok” poza jednym – ksiądz nie chciał za wynajem żadnej opłaty – ale po około dwóch miesiącach zażyczył sobie pomocy w pracach gospodarczych przy kościele i uczestnictwa naszej Grupy w mszach św. W tym momencie zrozumieliśmy, że nie wolno nam przyjmować dotacji z zewnątrz, a pomoc w pracy przy kościele, czy uczestnictwo we mszy św. to jest indywidualna sprawa każdego z nas. Na ponownym spotkaniu z księdzem uzgodniliśmy opłatę za wynajem i w tej chwili sprawa jest jasna (bez żadnych innych zobowiązań). Oczywiście wytłumaczyliśmy księdzu, że wszystkie inne sprawy nie mogą odrywać nas od głównego celu wspólnoty AA: niesienia posłania alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi, czyli piątej tradycji, a do wspólnoty AA może przyjść każdy, kto pragnie przestać pić zgodnie z trzecią tradycją. Szósta Tradycja uczy mnie jak odróżniać moje sprawy ambicjonalne od głównego celu AA. Uczęszczając na mityngi, pełniąc służbę we wspólnocie AA i dbając o moją trzeźwość, niosąc posłanie cierpiącym alkoholikom nie zapominam o rodzinie. Potrafię rozróżnić i pogodzić dobro wspólnoty z rodzinnym, oddzielić sprawy materialne od spraw ducha. Decydując się na działanie, najpierw poprzedzam je wspólnymi planami i uzgadniam z rodziną. Znajduję czas dla wspólnoty i dla rodziny akceptując rzeczywistość. Tradycja Szósta wyraźnie mnie ostrzega i chroni przed samowolą i nadgorliwością w moich poczynaniach.
Pozdrawiam – Zbyszek AA


GDYBY AA PRZESTAŁO ISTNIEĆ

Pewnego razu zastanawiałem się co by było, gdyby AA przestało istnieć, ot tak, po prostu na skutek nieporozumień, kłótni, bogactwa lub władzy. Wydawało mi się to absurdalne ale czy nie niemożliwe? Aż włosy zjeżyły mi się na głowie od takich myśli. Co stałoby się ze mną? Fundamentem naszego istnienia jest jedność. Bill W wielokrotnie o tym przypominał. Jedność to najcenniejsza spuścizna naszych doświadczeń. Podstawa naszego istnienia. Czy jako drobna jednostka mam wpływ na budowanie jedności całego AA? Oczywiście, że tak. Kluczem jest poświęcenie. Tradycja pierwsza wyraźnie o tym mówi. Uczy mnie patrzeć na różne sprawy nie tylko przez pryzmat własnej osoby i swoich korzyści. Aby zdrowieć muszę podporządkować się pewnym regułom. Na początku poświęcam swój egocentryzm. Podejmowanie służb jest znakomitą szkołą, w której uczę się rezygnować z zachowań mogących zagrozić jedności w grupie. Dobrze jest, gdy jako służebny (na wszystkich poziomach służb), wsłuchuję się w głos sumienia grupy. Istotny jest też głos mniejszości, który niejednokrotnie może zwrócić uwagę na bardzo istotne kwestie, które inaczej mogą zostać pominięte przy realizacji przedsięwzięć w ramach piątej tradycji. Zachowania typu ,,To już było obgadane, nie było ciebie wcześniej więc nie masz racji” lub ,,to już wcześniej ustalono więc koniec kropka” na pewno nie służą budowaniu jedności. Dobrze jest, gdy dyskusje trwają dotąd, aż wątpliwości zostaną rozwiane. Przed nami kolejna Konferencja w Ożarowie. Bardzo ważne wydarzenie w regionie. Czy jako służebny dobrze się do niej przygotuję, czy zapoznam się ze wszystkimi materiałami na konferencję, czy mam wystarczającą wiedzę na temat wniosków jakie będą głosowane? Czy zrobiłem wystarczająco dużo aby moja grupa, intergrupa, zespół regionalny czuły ważność wydarzenia jakim jest konferencja? Jeżeli na te pytania mogę odpowiedzieć tak, to mój udział w budowaniu jedności jest wystarczający.
Robert AA


CO JA TU ROBIĘ???

Na imię mam Franek, jestem alkoholikiem. Do niedawna na samo słowo alkoholik reagowałem bardzo gwałtownie. Od razu denerwowałem się, zaprzeczałem i unikałem rozmów na ten temat. Działo się tak, ponieważ przez cały swój okres picia myślałem, że ja nie mam z tym problemów. Cały czas tłumaczyłem sobie, że przecież ja gdy chcę to nie piję. Pić zacząłem w wieku siedemnastu lat. Na początku wydawało mi się, że alkohol poprawia mi nastrój. Wydawało mi się, że po alkoholu moje problemy znikają. Piłem z tym chorym przeświadczeniem przez wiele lat. Nie zauważyłem jak przez to odwraca się ode mnie rodzina, jak znikają przyjaciele. Myślałem, że oni nie są mi potrzebni. Przecież czepiają się, że za dużo piję. I tak, sam jak palec użalałem się jak to wszyscy są dla mnie niedobrzy, pocieszając się kolejnymi butelkami alkoholu. Z tych butelek wybudowałem sobie mur. Odgrodziłem się od tych wszystkich „złych” ludzi, którzy moim zdaniem nie mieli racji. Nie chciałem by ktoś przeszkadzał mi pić. I piłem nie zauważając nawet, że ten alkohol nie poprawia humoru, że problemy nie znikają, a przez picie jest ich coraz więcej. I piłem myśląc, że wszystko jest w porządku, bo przecież ja nie jestem alkoholikiem! Moja sielanka nie trwała długo. Po trzynastu latach picia trafiłem do więzienia na jedenaście lat za przestępstwo, które popełniłem pod wpływem alkoholu. To wtedy osiągnąłem dno. Psycholog w więzieniu namawiała mnie na terapię. Pamiętam, jak mówiłem jej, że mi to niepotrzebne, bo ja nie jestem alkoholikiem, przecież nie piję cztery lata. Po wielu rozmowach, dla świętego spokoju, zgodziłem się na terapię. Dziś jestem za to wdzięczny. Sam potrafiłem wymyśleć tysiące powodów, aby na terapię nie trafić, zupełnie jak wtedy, gdy usprawiedliwiałem swoje picie. Na terapii po raz pierwszy poszedłem na mityng. Siedziałem i słuchałem tych, którzy mówili o sobie: jestem alkoholikiem. Na początku zastanawiałem się: co ja tu robię??? Przecież ja już tyle lat nie piję. Myślę, że Siła Wyższa sprawiła, że zacząłem słuchać i coraz bardziej identyfikowałem się z każdym z tych alkoholików. Na mityngach słyszałem historie tak podobne do mojego życia i picia. Na mityngach szybko zrozumiałem, że samo niepicie nie wystarczy by być trzeźwym. Zapragnąłem zmienić siebie i swoje życie. I to właśnie we wspólnocie dowiedziałem się, że dzięki programowi dwunastu kroków będę mógł żyć w trzeźwości. Dziś dzięki tym krokom powoli odkrywam przed sobą i drugim człowiekiem jaka jest prawda o mnie. Dziś dzięki Wspólnocie powracam do Boga, od którego się odwróciłem. Niebawem kończę terapię, ale wiem, że to dopiero początek drogi do trzeźwienia. Dziś wiem, że uczestnictwo we Wspólnocie Anonimowych Alkoholików pomoże mi w trwaniu w trzeźwości. Za to chciałbym podziękować.
Ja Franek alkoholik


W SŁUŻBIE NABIERAM DOŚWIADCZENIA

Witam, na imię mam Wanda i jestem alkoholiczką. Pierwszy raz na konferencji byłam jesienią 2010 r. w Milanówku. Jej tematem była „Służba mandatariusza - świadomość i odpowiedzialność". Taki był też temat głównego warsztatu. Miałam tremę przed mówieniem przez mikrofon i w takim tłumie ludzi podzielić się swoim doświadczeniem. Jednak przełamałam strach i zabrałam głos. To było moje pierwsze podzielenie się doświadczeniem w takim miejscu. Cieszyłam się z pokonania lęku. Dowiedziałam się więcej na czym polega służba mandatariusza. Zrozumiałam, że ta służba nie polega na wpłacaniu pieniędzy na intergrupie. Zobaczyłam, że mandatariusz decyduje o ważnych sprawach w AA, np. o tym czy mamy mieć dwudniową konferencję albo czy powołać służbę Koordynatora bazy mityngów i redaktora książeczek mityngowych. Ta służba to bycie łącznikiem pomiędzy grupą a resztą AA. Zobaczyłam również w jaki sposób wybieramy służby. Mam też możliwość usłyszeć co kandydat do służby w regionie sobą reprezentuje, gdyż każdy przedstawia się publicznie. Pamiętam jak wybieraliśmy prowadzącego konferencję, jeszcze wtedy ta służba nazywała się czermen. Wybieraliśmy wtedy pomiędzy dwoma kandydatami, jeden był z intergrupy "Atlas", a drugi z "Sawy". Od kiedy uczestniczę w konferencjach rzadko kiedy się zdarza, żeby do służb kandydowały dwie osoby. Przeważnie jest po jednej i to stanowi problem, ponieważ nie mogę sobie porównać, który kandydat jest bardziej przeze mnie widziany na służbę. Tak jest niestety we wszystkich strukturach AA. Oprócz konferencji jesiennej z 2010 r. uczestniczyłam jeszcze w konferencjach w Milanówku na wiosennej, a następnie w Rembertowie, Łomiankach, Świdrze, Ożarowie Mazowieckim, Łomży i w zeszłym roku w Ożarowie – pierwszej dwudniowej. Po kilkukrotnym składaniu wniosku o dwudniową konferencję w 2013r. został zaakceptowany przez mandatariuszy. Na konferencji w Łomiankach w 2012r. zgłosiłam się i zostałam wybrana do służby Sekretarza Regionu. Zapisywałam przebieg tych konferencji w Świdrze, Ożarowie, Łomży i w Ożarowie. Notowałam również to, co się działo na spotkaniach Rady Regionu. Dzisiaj śmieję się, że przez czwartą konferencję mogłam wszystkich widzieć, bo siedziałam przy stole "prezydialnym", a w czerwcu zasiądę na widowni, bo tamta służba skończyła mi się :-) Brakowało mi zasiadania między ludźmi. W zeszłym roku zgłosiłam się i zostałam wybrana do służby Przewodniczącej zespołu ds. literatury. Tak samo jak w Łomiankach czułam się spięta, kiedy miałam zaprezentować swoją kandydaturę. Na szczęście udało mi się pokonać lęk. Dla mnie bardzo dużo się wydarzyło w naszych konferencjach i cieszę się, że mogę nabierać doświadczeń. Widzę też różnice w konferencjach jednodniowych i dwudniowych. Pamiętam, że na tych jednodniowych program był bardzo napięty, bo musieliśmy zmieścić się w ramach czasowych. Był tylko jeden warsztat, na którym nie mieliśmy czasu podzielić się wieloma doświadczeniami. Czułam taki przesyt wszystkiego, że aż ciężko mi było skoncentrować się na ostatnich punktach programu. Na dwudniowej mamy więcej czasu na dzielenie się doświadczeniem, jest więcej warsztatów i mamy możliwość przemyślenia jaką decyzję podjąć następnego dnia przy wybieraniu służb. Żeby uczestniczyć w takiej konferencji rezerwujemy sobie tylko jeden weekend w roku, a przedtem musieliśmy sobie zajmować całe dwie soboty. Musimy pamiętać, że mamy rodziny, które chcą spędzić z nami czas. Życie to nie tylko konferencje. Dlatego dobrze, że tylko raz w roku mamy takie konferencje. Tymi wspomnieniami i doświadczeniami chciałam się podzielić.
Wanda AA


AL-ANON
MOJE ŻYCIE RODZINNE

Około półtora roku temu, gdy przyjęłam to, co oferuje wspólnota Al-anon, nie rozumiałam sensu programu. Przez tak krótki czas dotarło do mnie, że stawiając na rozwój można żyć pełniej, spokojniej, radośniej, pomimo problemów codziennego życia. Mój tata jest czynnym alkoholikiem, natomiast partner alkoholikiem niepijącym. Dziś wspólnota Al-anon i jej program dają mi nadzieję i wiarę na lepsze jutro. Zaczęłam dostrzegać piękno wokół mnie jest to dar od mojej Siły wyższej. Dzięki współpracy ze sponsorką otwierają mi się oczy, umysł i serce. Współpraca z moją Doradczynią Duchową i uczestnictwo w Al-Anon dają mi narzędzia do skutecznego radzenia sobie z problemami życia rodzinnego. Nie użalam się nad sobą. Pogoda Ducha mnie nie opuszcza pomimo, iż oprócz choroby alkoholowej cierpię również na inne. Uczę się na własnych błędach, przez spotkania z najbliższymi dostrzegam moje wady i zalety. Zaakceptowałam moją bezsilność, gdy poddałam się Sile Wyższej, nabrałam Pogody Ducha i akceptacji. Jestem bardziej zadowolona z siebie, akceptuję innych takimi jakimi są, częściej przebaczam, nie wracam do przeszłości. Przebaczenie jest podstawą uzdrowienia i szczęścia. Uczę się miłości do siebie i innych. Zastanawiam się dokładnie co należy zrobić. Z uśmiechem staram się witać dzień, pracuje nad sobą i staram się nie wtrącać do życia innych, nie poprawiać ich, nie krytykować i być bezstronną. Bywa różnie, czasem trudno, ale narzędzia, które mam, stosuję w swoim życiu. Jestem wdzięczna za każdą nową osobę na programie, witając ją życzliwym esemesem, i za te osoby, które już tu są. Każdego kolejnego dnia staram się być lepsza wykorzystując wczorajsze doświadczenie i ofiarowuję je innym, dzielę się nim na tyle, na ile potrafię. Zmieniam na lepsze siebie, nie innych.
Kasia z Piły.


ZLOT RADOŚCI W POKRZYWNEJ
30 LAT ZDROJU

Na gorąco podzielę się swoimi wrażeniami z mojego kolejnego Zlotu Radości. Rezerwacji miejsc dokonałem wcześniej, gdyż lubię planować swoje wyjazdy. Na Zlotach bywałem sam bądź z żoną, a na ten wybraliśmy się z trzynastoletnią wnuczką. Przyjechaliśmy na Zlot aby wspólnie dobrze bawić się i spędzić mile kilka dni w rodzinnej atmosferze. Gospodarze sprawnie nas zakwaterowali i bez problemu dostaliśmy obiad, chociaż nie był w planie. To było miłe zaskoczenie. Spacerkiem po obiedzie dotarliśmy na miejsce otwarcia zlotu, do amfiteatru. Frekwencja była niewielka. Pomyślałem sobie, gdzie podziały się te tłumy z Torwaru? Jesteśmy tu pierwszy raz, pogoda nam dopisuje, otwarcie Zlotu jest pod gołym niebem. – Jak na jubileusz 30 - lecia Zdroju, te kilkaset osób stanowi nieliczne grono sympatyków naszego biuletynu Zdrój i Wspólnoty AA. Brakowało mi tego poczucia wielkości naszego AA. Na mityngu Zdroju, wspomnieniami podzielili się poprzedni redaktorzy, a ja po raz kolejny przypominam sobie historię naszego biuletynu. Od samego początku w AA jestem wiernym czytelnikiem Zdroju. Zawsze ceniłem sobie słowo pisane i pamiętam, jak trudno było mi w tamtych latach zdobyć pierwsze numery, nie wszystkim chętnym starczało, nakłady były nieliczne - 49 egz. i powielane nielegalnie. Ubolewam, że dziś mimo legalnego profesjonalnego druku, czytelnictwo Zdroju maleje, nakład nie rozchodzi się w całości, rośnie liczba numerów „archiwalnych”. Przypuszczam, że przyczyną po części jest język naszego biuletynu. Od ‘86 r. zmienił się nam język „pisany i mówiony” - z programu wyzdrowienia został tylko program zdrowienia. Zadaję głośno pytanie: Czy nie czas na powrót do korzeni, na przywrócenie nadziei, która była na początku i jest w naszym Programie? Nadzieja zapisana jest na kartach oryginalnej Wielkiej Księgi, która jest historią tysiąca mężczyzn i kobiet uzdrowionych z alkoholizmu. Czyżby rację miał Wally P, archiwista z GSO, że po latach w AA program przenoszony ustnie „z pokoju do pokoju mityngowego” zmienił się, coś utracił? W Stanach dostrzeżono to na początku lat dziewięćdziesiątych, u nas dopiero teraz, wcześniej nie potrafiliśmy tego nazwać. A tak właśnie działa zabawa w „głuchy telefon”. W czasie ustnego przekazywania programu, z „wyzdrowienia” ostało się „zdrowienie” czy nawet przekształciło się w trzeźwienie lub w dążenie do trzeźwości. Może warto wrócić i u nas do korzeni, do początków AA. W Stanach taki ruch zaczął się na początku lat dziewięćdziesiątych – nazywa się to BACK TO BASICS. My w Woźniakowie organizujemy od 10 lat warsztaty, korzystając z tych doświadczeń amerykańskich, też wracamy do korzeni, do czasów, gdy w naszej Wspólnocie był program wyzdrowienia, ale teraz odradza się. Warto o tym informować i robić to, co sugerował nam nasz powiernik kl.A w Ryni na Zlocie Radości w 2002 roku, abyśmy języka terapeutycznego nie przenosili na mityngi AA. Na mityngu zamknięcia Zlotu zabrałem głos. Zacząłem - jestem członkiem Wspólnoty AA od ósmego września 1986 roku, od dziesiątych urodzin mojej najmłodszej córki, a tematem było: Trzeźwienie w rodzinie. Trzymam z AA, aby wytrwać w trzeźwości do końca swoich dni i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu. Niosę też program nadziei wyzdrowienia z alkoholizmu na Ukrainę. Staram się dzielić tym, co odkrywam, aby być użytecznym dla Wspólnoty, dla rodziny i dla Boga. Zawsze wiedziałem, że przekora była moją największą wadą. W AA stała się zaletą. Byłem uparty i starałem się udowodnić sobie, że "wszystko da się zrobić", tylko trzeba nad tym pracować. Po dwóch zapiciach w AA postanowiłem sprawdzić na sobie ten Program. Jeżeli w Stanach ponad milion osób wyzdrowiało z alkoholizmu, to w Polsce jest też to możliwe - tak sobie pomyślałem, tylko trzeba pracować zgodnie z „instrukcją” /czytaj: zgodnie z 12x1 2/. Dziś nie jestem już osamotniony, już wielu innych wyzdrowiało z alkoholizmu i niosą to posłanie nadziei innym, już mają swoich sponsorowanych, pomagających innym w powrocie do zdrowia. Nasze myśli czasem wolniej, czasem szybciej, ale zawsze materializują się, jeśli nad nimi pracujemy. Trzymam z AA. Niech Bóg nam błogosławi i prowadzi – zatem do zobaczenia na mityngu AA.
Adam z AA wdzięczny
za trzeźwość od 1.10.’86.