MITYNG 01/223/2016

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


BEZSILNOŚĆ

Bezsilność  idzie  w  parze  z  akceptacją. Akceptacja na życie i własne niedoskonałości. Krok 1 Programu AA to podstawa  mojego  dzisiejszego  życia.  Żałuję, że tak długo zajęło mi zaakceptowanie tego, że nie będzie alkoholu w moim życiu, jeśli chcę być trzeźwy. Łatwiej było mi zaakceptować to, że jestem alkoholikiem, niż to, że do końca życia nie będę mógł pić normalnie. „Normalnie” – żart, że nie będę mógł pić. Bycie trzeźwym to praca każdego dnia. Praca mozolna i trudna, ale dającą satysfakcję. Tak jak jest napisane w Obietnicach AA. One się kiedyś spełnią, tylko trzeba poczekać raz krócej raz dłużej. Ta praca trwa do dziś. Nie powiem, początki moje były ciężkie. Cały czas walczyłem  ze  sobą,  ze  swoją  bezsilnością  do wszystkiego.  Ogólnie  wyłem  każdego dnia, bo było mi bardzo ciężko. Nawet próbowałem  szukać  pomocy  w  Sile Wyższej  (czytaj:  Bóg),  ale  wtedy  nie byłem jeszcze gotowy na to spotkanie. Musiało minąć sporo czasu nim ponownie połączyłem się z moją Siłą Wyższą. Pamiętam,  jak  podejmowałem  decyzje o  tym,  aby  się  wyprowadzić  do  syna i  zamieszkałem  sam.  Wyprowadziłem się, bo bałem się, że zapiję, kłócąc się z byłą żoną. Każdy z boku mówił mi, że jestem cholernym egoistą, skoro tak robię. Moja Mama, dziwiła się, co ja wyprawiam. A  ja  po  prostu  chciałem  być trzeźwy.  Ale  to  był  dopiero  początek. Najgorsze dla mnie były rozstania z synem. Nie mieszkaliśmy razem, a on potrafił mi powiedzieć  przed  zaśnięciem, abym  wrócił  do  domu. Tłumaczyłem mu, że mieszka z nim wujek i ja nie dam rady tak mieszkać. On odpowiadał mi, że wujka wygonimy, tylko wróć. Zaciskałem wtedy zęby, aby się nie rozpłakać. Biłem się z myślami, kłócąc się ze sobą,  co  mam  zrobić. To  był  dla  mnie kolejny  przykład  mojej  bezsilności. Nie  mogłem  synkowi  obiecać  tego,  co chciał. Ale zawsze mu mówię, że go kocham, że jestem blisko i to, że nie mieszamy razem nie przeszkadza, aby mógł do  mnie  w  każdej  chwili  zadzwonić, abyśmy się spotkali.Chociaż minęło już kilka lat nadal widzę, jak bardzo mogę być bliski dnia, kiedy znowu mogę wrócić do picia. Jak muszę uważać, dbać o siebie i swoją trzeźwość. Nie  chcę  już  być  pijanym  i  prowadzić pijane życie. Bardzo podoba mi się teraz moje życie. Trzeźwe, prawdziwe życie. Nie życie pijane, marzeniowe. Dziś wiem, że nie mogę i nie chcę sięgnąć po ten  przysłowiowy  pierwszy  kieliszek. Będąc  na  terapii,  chodząc  na  mityngi i słuchając innych osób zacząłem przekładać  Krok  Pierwszy AA  i  bezsilność na swoje trzeźwe życie. Po latach szarpania się z eks-małżonką, niekończącej się sprawie rozwodowej, poddałem się. Nie chciałem walczyć. Uznałem bezsilność.  Ktoś  pomyśli,  że  wygrała.  Może i  tak,  ale  w  jej  myśleniu.  To  ja  byłem zwycięzcą.  To  ja  byłem  spokojniejszy i nie przenoszący swoich emocji na całą rodzinę.  To  ja  miałem  lepszy  kontakt z  synem,  chociaż  utrudniony.  Jak  się z  nim  spotykałem,  to  nie  miałem  pretensji do niego. Bo co on mógł zrobić? Jest jeszcze za mały, w dodatku mieszka z mamą. Dziś się cieszę z jego obecności,  z  każdej  chwili,  kiedy  razem  spędzamy czas. Nawet, jeśli przyjedzie do mnie  tylko  na  2  godziny  i  będzie  grał na kompie, to i tak jesteśmy razem, blisko  siebie.  Dotykamy  się,  rozmawiamy.  Kiedy  nocuje  u  mnie  i  wieczorem czytam  mu  książkę  to  jesteśmy  razem. Chcę napisać jeszcze o jednym uczuciu, które  mi  towarzyszyło,  kiedy  ostatnio czytałem synowi książkę. Oprócz tego, że  czułem  bliskość,  to  jeszcze  on  sam z siebie przytulił się do mnie i leżał mi na moim ramieniu słuchając tego, co czytam. Dawno tak nie byliśmy blisko siebie. Ciepło bijące od nas mogłoby nagrzać nie jeden wyziębiony pokój. Bezsilność to „fajna” rzecz. Oczywiście nie poddaję się ze wszystkim. Rzeczy, które mogę, zmienić - zmieniam, ale tych, których nie mogę zmienić, to zostawiam. Tak jak jest napisane W Modlitwie o Pogodę Ducha: „abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, ...odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić...” Ile razy ta krótka modlitwa wypowiadana przeze mnie oszczędziła mi nerwów i zdrowia. Ale żeby tak było, trzeba było uznać i zaakceptować bezsilność. W domu też wielokrotnie korzystam z tej mądrości. Chociaż od czasu do czasu próbuję walczyć, to i tak jest lepiej niż kilka lat wstecz. Wtedy to ja chciałem, aby było „po mojemu”. Na warsztatach krokowych terapeutka powiedziała mi „Marcin bądź leśniczym, co dba o swoje zwierzęta a nie leśniczym, co na nie poluje”. Słowa te bardzo wziąłem do serca. Dziś nie ,,poluję” na dzieci i nie szukam, co nabroiły. Nie chcę się zemścić za to, że nie wyszły z psem. Złoszczę się, ale próbuję rozmawiać, tłumaczyć. Nie zawsze mi się to udaje, ale staram się. Już nie robię sobie projekcji, co zastanę W domu i nie nakręcam się. Tu też postanowiłem w jakimś stopniu uznać bezsilność. Ale rozmawiam z dziećmi, tłumaczę im. Raz uda mi się lepiej, raz gorzej. Jak jest gorzej, to żona mi to mówi. Dziś, jak jestem trzeźwy mogę dokonywać wyboru. Mogę podejmować decyzje. I co najważniejsze dziś mogę żyć w zgodzie ze sobą i starać się żyć w zgodzie z drugą osobą. Dziś mogę pomóc i sam poprosić o pomoc. Bycie trzeźwym to dar wyboru. Jestem po prostu wolnym człowiekiem. Jak pisał i obiecał terapeuta, który prowadził bezsilność na odwyku „Wybór - Wolność, Wolność -Wybór”. I tak ja dziś funkcjonuję. Jestem wolny i mogę dokonywać wyborów. I ja dziś wybieram czy być trzeźwym, czy wrócić do picia. Dziś akceptuję się, jakim jestem. Oczywiście nie raz jestem ze sobą na nie, ale każde takie spotkanie siebie w rozkroku daje mi siłę do pracy. Dziś swoją niemoc staram się zamieniać na siłę na trzeźwienie. Bo mi alkoholikowi dziś ta siła jest potrzebna. Bo kiedy przychodzi kryzys i chce mi się krzyczeć, to szukam w sobie tej siły. Jak jej nie mogę znaleźć, proszę o pomoc. Najpierw Pana Boga, później drugiego człowieka. I mając pomocną dłoń przełamuję wszystko, co mnie boli. Życie jest tak krótkie, że chcę się cieszyć nim każdego dnia, pamiętając, kim jestem.

Marcin AA


KONCEPCJA I (z archiwum Mityngu)

Najwyższym autorytetem dla światowych służb AA powinno zawsze pozostać zbiorowe sumienie całej naszej Wspólnoty, wobec którego służby ponoszą ostateczną odpowiedzialność Kilka lat temu odwiedzali nas W Warszawie Włosi. Byli na spotkaniu w Wesołej, kilku mityngach oraz na specjalnym spotkaniu w lokalu przy ulicy Staszica/ dawne miejsce spotkań zespołów regionalnych, jeszcze zanim otrzymaliśmy lokal przy ulicy Berezyńskiej. Zwróciłem szczególną uwagę, jak często podkreślali rolę służb i Koncepcji. Posługiwali się często obrazem stołeczka szewskiego o trzech nogach symbolizujących trzy legaty: ZDROWIENIE, JEDNOŚĆ i SŁUŻBA. Uświadamiali nam, że Wspólnota skutecznie wypełni swoje przeznaczenie pomocy zarówno sobie jak i cierpiącym alkoholikom jeśli z należytą uwagą będą traktowane wszystkie elementy Programu AA: Tradycje, Koncepcje i Kroki. Pokazywali plastycznie, że stołek przewróci się albo ulegnie deformacji gdy w rozwoju świadomości AA czegoś zabraknie lub rozwinie się nierównomiemie. Praktyka dnia dzisiejszego niestety potwierdziła te spostrzeżenia. Służby i koncepcje służb są często pomijane i odrzucane. Trudno więc mówić o wypełnianiu zaleceń. A przecież to ważne. Chodzi o to, aby osoby służebne podejmowały zadania nie zmuszające do łamania deklarowanych zasad ( Kroki, Tradycje) ale równocześnie aby podjęte działania były skuteczne. Koncepcje opisują sposoby działania służb w AA, mając na uwadze aby cenne doświadczenia przeszłości i płynące z nich lekcje, nigdy nie zostały zapomniane czy zagubione. By mówić o Koncepcji Pierwszej, wypada wpierw przypomnieć czym są i jak powstały Koncepcje AA. Bill, który jest autorem ich wszystkich wyjaśnia to mniej więcej tak: Do tej pory on i dr Bob prowadzili sprawy Wspólnoty na podstawie autorytetu wynikającego z pozycji założycieli Wspólnoty. Mając świadomość przemijania, szczególnie po ujawnieniu choroby dr Boba, postanowili jak najszybciej przekazać tę władzę w "dobre ręce". Były już pewne doświadczenia. Tradycja II sprawdziła się. Przewodnicy, zaufani słudzy ponosili odpowiedzialność wobec członków grupy biorących udział w sumieniu grupy. Nieraz ich osobiste zdanie musiało zostać podporządkowane woli tegoż sumienia. Koncepcje przyjęte przez Konferencję Służb AA rozszerzyły sens Tradycji II. I tak od 1955 roku sumienie grupy decyduje nie tylko o sposobie funkcjonowania grupy, ale również ma szansę decydować o AA jako całości. Warunkiem jest udział reprezentatywnych przedstawicieli W sumieniu Konferencji. Koncepcje opisują zasady, które właściwie już dawno weszły W tradycję naszych służb, ale nigdy przedtem nie zostały Wyraźnie wyrażone ani spisane. Na przykład: Prawa Decyzji, Uczestnictwa, Apelacji czy Petycji zapewniają jasność podejmowanych czynności. Koncepcje kładą nacisk na jakość przygotowania do kolejnych służb oraz próbują nakreślić taką strukturę, w której wszystko może działać jak najskuteczniej, aby nie dochodziło do niekontrolowanej nieuzasadnionej władzy. Oczywiście nie odbyło się bez trudności. Wielu ówczesnych powiemików stanowczo sprzeciwiało się zwołaniu Konferencji AA. Widzieli chaos i zacietrzewienie uczestników różnych spotkań wspólnotowych. Obawiali się, że nie dojdzie do uformowania sumienia, wobec którego mieli stać się odpowiedzialni. Uważali, że ryzyko jest ogromne, że Konferencja zakończy się nieszczęściem. Jednak obawy, co do kłopotów, jakie mogą wyniknąć na Konferencji były w większości bezpodstawne. Rezultaty przeszły najśmielsze oczekiwania. Olbrzymie napięcie i stres nie załamały uczestników. Potwierdziło się, że grupy AA mogą i biorą pełną odpowiedzialność za służby. Choć Koncepcje napisane przez Billa opisują pierwotnie służby światowe to ich duch dosyć łatwo da się przenieść na naszą Konferencję Krajową czy Regionalną. Przeciętny członek AA, zaabsorbowany życiem własnej grupy i swoją działalnością w ramach Dwunastego Kroku, rzadko posiada wiedzę o służbach poza swoją grupą. Trudno mu pamiętać, kto w naszym Regionie pełni aktualnie służbę powiernika czy delegatów. Nieraz przekonany o Boskiej opiece nad naszą Wspólnotą nie angażuje się w jej funkcjonowanie. Gdy rozmawiam o tym z przyjaciółmi słyszę - oni tam się kłócą, wyzywają, nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Jest w tym trochę racji, lecz uświadamiam sobie, że nawet najbardziej zacietrzewieni któregoś dnia za-przestaną walki. Sam to przeżyłem. Natomiast, czy całe życie uda się uciekać przed problemami? Wątpię. Całe szczęście, że istnieją członkowie AA którzy swoją służbą wyrażają wdzięczność za pomoc w odzyskaniu życia i zdrowia. Oni na swojej drodze trzeźwości mają wyjątkową okazję zetknąć się z Koncepcjami służb i oczywiście z Koncepcją Pierwszą nierozerwalnie związaną z Tradycją Drugą. Tradycja Druga, podobnie jak Wszystkie Tradycje AA, jest esencją doświadczeń płynących z działania pionierskich grup. Jej zasady są krystalicznie jasne - to grupy AA posiadają ostateczną władzę. Przywódcy wypełniają jedynie obowiązki powierzone przez sumienie grupy. Choć z drugiej strony przyznać trzeba, że najczęściej do nich należy inicjatywa. Przypominam sobie jak powstawał nasz Region i jego pierwsze Konferencje. Ile było we mnie obaw czy to zadziała? Jeszcze więcej wątpliwości było przy opracowaniu Karty Konferencji Regionu Warszawa. Tysiące pytań, rozmów, konfiiktów i ustaleń a nadto najważniejsza kwestia. Czy Konferencja Regionu przyjmie Kartę? Jest wiele analogii z Konferencją z 1955 roku w Stanach a naszą Konferencją Regionalną w Aninie, na której 28 paździemika 1998 roku została przyjęta Karta Konferencji. Od tej pory jedynym głosem AA w naszym Regionie stała się wola Konferencji wyrażona jej sumieniem. Nabiera znaczenia poszukiwanie powszechnej zgody. Niewątpliwie przyczynia się do tego praca zespołów regionalnych gdzie można w praktyce wypracować wspólne stanowisko a następnie swym działaniem wprowadzić w czyn. Oczywiście przy akceptacji ze strony Rady Regionu czy Konferencji. Miałem niewątpliwy przywilej uczestniczyć w tej Konferencji. W ten sposób sami członkowie AA dbają o swoje interesy, stają się odpowiedzialni za istnienie Wspólnoty, za jej obraz o oczach społeczeństwa. Pewnie do dzisiaj wielu AA ma wątpliwości do tego, czym naprawdę jest sumienia grupy. Nie zawsze członkowie grupy są na tyle świadomi i odpowiedzialni, by troszczyć się o własne sprawy przez wybranych przez siebie mandatariuszy. Można spotkać głosowania, po którym część grupy pozostaje niezadowolona lub obojętna. W grupie zaś panuje ignorancja zasad AA, apatia i dążenia do władzy w oparciu o zewnętrzne instytucje. Duchowa świadomość wspólnego celu i zbiorowa mądrość wtedy zanika. Jednak w grupach świadomych swych zasad wybierany jest mandatariusz, który zna nastawienie członków swej grupy. Tę świadomość przenosi na forum intergrupy. Po akceptacji i często wzbogaceniu proponuje się wnioski Radzie Regionu i Konferencji Regionalnej. Tam następuje dalsza debata i propozycja dla służb krajowych. Wola Konferencji reprezentuje świadomość, że pewne działania są dobre dla przyszłości całej naszej wspólnoty, ale jej korzenie sięgają oczywiście podstawowej grupy. Jej wola stała się sugestią dla dużo większego obszaru działania. Wszyscy się z tym zgodzili. Byłem kilka razy świadkiem, gdy uczestnicy Konferencji zgadzali się jednogłośnie w pewnych kwestiach i za każdym razem miałem specyficzne uczucie uczestniczenia w czymś podniosłym, pełnym miłości i wzajemnego szacunku. Nikt wtedy nawet nie usiłuje chować uśmiechu, wszyscy są zadowoleni. Myślę sobie, że jest to moment, w którym zapraszamy Boga do siebie. Ufamy, że to On ujawnia się poprzez naszą jednomyślność. Wierzymy Jemu, wierzymy sobie, wierzymy naszej zbiorowej mądrości. A Włochów nadal proszę o przypomnienie, że potrzeba mi pełnego rozwoju.
Pozdrawiam pogodnie Marek
Warszawa 26 maja 2005 r.


PROCEDURKI DO PROCEDUREK I PROCEDURKAMI POGANIAJĄ

(piszę to w niedzielę, w czasie „prywatnym”, jak niektórzy określają to, co dzieje się poza AA, tak, jakbym w AA była uzależnioną pacjentką, uczestniczką AA, alkoholiczką, a poza AA nią nie była. Jakby to, co mówię i piszę w AA, było tylko wyznacznikiem mojej trzeźwości, a nie to, co dzieje się w mojej rodzinie i jak ona funkcjonuje. Wyrażam równocześnie zgodę na wydrukowanie moich myśli w biuletynie, ale tylko w MITYNGU, jeśli Redakcja uzna moje pisanie za potrzebne). No to zaczynam: Jak wyżej w temacie - pierwsza moja myśl, która pojawiła się w mojej głowie, gdy wróciłam do tematu ,,likwidacji zespołów, bo one nic nie robią”: ,,Tak, zrobiło mi się przykro, bo ocena jest krzywdząca. Krzywdzi tych, którzy czas i serce temu poświęcają. Poczułam płynącą zawiść i nietolerancję od osób, które nie uczestniczą, a krytykują. I kolejna myśl: Zatem może znajdzie się ktoś w Regionie AA Warszawa, kto zlikwiduje grupy, na których spotyka się 2-3 alkoholików i „gadają” nie wiadomo, o czym (brak ,,sprawozdań”) w dodatku wciąż zapijają? Jest chętny jakiś?” - To oczywiście moja ironia zakrywająca złość na takie pomysły. Pytano mnie o zdanie (aż się boję, bo jeśli nie będzie ,,po linii” znów zostanę okrzyknięta. .. -jak?, sami wiecie - wstawcie odpowiednie słowa). Ale często mówię o sobie, że jestem odważna i jestem, - zatem do rzeczy: Gdy trafiłam do AA usłyszałam: „chcesz coś robić dla innych, to rób. Bo służby mają nauczyć ciebie powrotu do ludzi (bardziej górnolotnie - do społeczeństwa), od których wóda cię odgradzała”. Zatem pytanie pierwsze, drugie i trzecie do pomysłu likwidacji czegokolwiek:
1. Po co nam służby?
2. Jakie te służby mają być?
3. W jaki sposób JA CZUJĘ SIĘ POTRZEBNA, gdy służę i w jaki sposób JA WRACAM DO „LUDZI” dzięki służbom?
4. ... kolejne pytanie moim zdaniem jest zbędne i komplikujące.
Nie dam tu odpowiedzi. Każdy w swoim sumieniu niech odpowie sam. Bo motywy służb są rozmaite, tak jak rozmaici są alkoholicy. Przytoczę tylko krótką opowieść z mityngu nad morzem, na którym byłam kilka lat temu, gdy odpoczywałam z rodziną na urlopie: Uczestnikiem grupy była osoba, w której ciele i psychice alkohol poczynił takie szkody, ze żal było patrzeć: bełkotliwa mowa, rece niesprawne, w oczach rzadko pojawiał sie błysk rozumienia. Ale chciała ta osoba SŁUZYĆ/ Bardzo chciała! Grupa zaczeła sie zastanawiać, jak jej ze służb nie wykluczać. Jak pomóc poczuć sie potrzebnym. Bo bycie potrzebnym każdemu człowiekowi przedłuża życie. Nie tylko alkoholikowi. Zatem przyjaciele z grupy, (bo tak można uczciwie nazwać osoby troszczące sie o innych) zaczeli zastanawiać sie: Prowadzący? Nie, przeciez nikt nie rozumie, co mówi. Mycie szklanek? Nie, bo przecież je potłucze, trzesą sie ręce. Rzecznik, mandatariusz? Też nie - przecież najczęściej ta osoba nie wie, co sie wokół niej dzieje. Strach tez dać klucze od sali - może zgubić. Zatem grupa szukając odpowiedzi stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Aż ktoś krzyknął: MAM! Niech zostanie ,,strażnikiem światła. Wręczyła grupa pudełko zapałek człowiekowi, który nade wszystko pragnął służyć. Wręczenie odbyło się uroczyście, z powagą i z honorem. Pokazano, gdzie leżą w szafie świeczki. Wytłumaczono przyjacielowi, jak tę służbę ma pełnić' „Stawiasz świeczkę na stole, gdy już ktoś jest w sali. Przed rozpoczęciem mityngu zapalasz ją, a po zakończeniu gasisz i chowasz do szafy Opowiadający tę historię powiedział, że nigdy wcześniej nie widział takiego ognia w oczach u nikogo. To ogień radości z bycia potrzebnym. Nie na temat opowieść moja? Hmmm, a kto ze służby krajowej, regionu, intergrupy pojedzie na tę grupę i odważy się powiedzieć: ,,Zlikwidujcie tę służbę! Ona jest niepotrzebna! To może przecież robić prowadzący!” No tak..., kto może zabronić (rozwiązać zespoły) spotykać się alkoholikom, którzy będą chcieli coś wspólnie zrobić, pogadać, wypracować? A jeśli nie będziemy chcieli przekazywać „sprawozdań” jakichkolwiek, to co? Wyrzucą nas z AA? Na siłę coś wymyślać? Po co? Bo czemu te sprawozdania miałyby służyć?
1. Pompowaniu swojego Ego - „jak świetnie pracujemy dla dobra wspólnego”?
2. Wykazywania się ze swojej „ważności””?
3. Umiejętności pracy w zespole?
4. Pomaganiu innym - angażowanie i wspieranie - w powrocie do ,,ludzi”, (społeczeństwa), poczucia bycia potrzebnym?
5. Czy bycia ze sobą, trzeźwymi?
Znów niech każdy odpowie w swoim sumieniu. Ja te pytania zadaję sobie przy obejmowaniu każdej służby. Nie unikam powrotu do służb na grupie, kiedy nie ma osób, które mogłyby je pełnić (zbyt mała liczba uczestników, ograniczenia okresu abstynencji, warunki wypracowane  rozmaitych poradnikach, regulaminach). Nie przyszło mi nigdy do głowy powiedzieć, że ja oto jestem „ponadto” -już swoje odsłużyłam. Idę na dyżur, bo realizuję 12 Krok, chodzę na mityngi i służę, bo one uczą mnie pokory i pozwalają realizować Program AA. Czy robię z nich sprawozdania? Nie. Zespoły powstały z potrzeby. Na konferencjach, spotkaniach regionu, intergrupach nie da się wypracować konkretów. Wyobraźcie sobie tę dyskusję w gronie 50-100 osób. I jak by to wyszło? W jakim gronie można konstruktywnie działać? W gronie do 8-10 osób czy 100-200? Czy ,,lecimy”, na jakość czy ilość? I czy każda kadencja Zespołów ma czymś zaistnieć W historii AA? Czy raczej spotkajmy się, pogadajmy o literaturze? A gdy przyjdzie pomysł w tym zakresie - zaczniemy działać? Nie rozumiem tego pędu do stworzenia regulaminowo-sprawozdawczo-organizacyjno AA - nie uważam, by to służyło pracy nad sobą. Nie zastanawiało mnie nigdy, co ja napiszę w sprawozdaniu, gdy pracowałam z zespołem literatury. Ważne dla mnie było to, że wśród przyjaciół pożartowałam, pośmiałam się, popracowałam - byłam! A że przy okazji coś fajnego nam wyszło - to tylko radość! A rozciągłość Rady Regionu i troska o krótsze jej trwanie przypomina mi bardzo, jak to bardzo dbaliśmy o czas w trakcie picia - a choćby do rana i mocno! Nie żałowaliśmy czasu. Oj nie. A teraz pobyć wśród trzeźwych przyjaciół to takie trudne? Uciekać, chować się, wzdychać i przebierać nogami - „kiedy to się skończy”? W każdym razie - moim zdaniem sprawozdawczość na spotkaniach zabija ducha AA i RR trwa zbyt długo zdaniem niektórych, bo zajmujemy się sprawozdawczością, a nie rozwiązywaniem problemów, jeśli takie się pojawiają. Jeśli ich nie ma można spotkać się w gronie, wypić kawę czy herbatę i miło porozmawiać, bez nadęcia i bez wymyślania problemów tam, gdzie ich nie ma. A sprawozdania? Jest Emitent, Co Gdzie Kiedy?, biuletyny regionalne. Pamiętacie wciąż opowieść o ,,strażniku światła”? Ja tak. I tego będę się trzymać. Jak długo będę żyć.
Z pozdrowieniami Gosiali.


JAK ROZWIĄZUJĘ TRUDNE SYTUACJE ŻYCIOWE ?

Patrząc na swoje życie z perspektywy czasu i dzieląc je na pijane i trzeźwe, widzę jaka zmiana nastąpiła we mnie. Kiedy piłem byłem najważniejszą osobą na świecie, Wpatrzony w siebie i patrzący tylko na swoje potrzeby. Taki cholerny egoista. Nie obchodziło mnie nic, ani nikt. Nie potrzebowałem pomocy, bo po co, jak sam wszystko umiem najlepiej. Nie było trudnych sytuacji życiowych, ponieważ gorzała mi je rozwiązywała. Wtedy tak myślałem. Ależ się myliłem, jak bmąłem dalej i jeszcze bardziej pakowałem się w kłopoty. Miało być tak pięknie a było co raz gorzej. Ale wtedy też myślałem, że nie jest tak źle. Pamiętam jak zostałem przywieziony na izbę wytrzeźwień i z pogardą patrzyłem na inne osoby i mówiłem sobie, że ja tu nie pasuję i jestem lepszy niż oni. Kiedy rodzina wyciągała do mnie rękę, aby pomóc, ja ją odrzucałem albo przyjmowałem, ale tylko po to, aby ich udobruchać i dalej pić. Jakie było rozczarowanie mojej mamy, gdy po wyrzuceniu przez eks-małżonkę z domu, przygarnęła mnie, a ja w „nagrodę” przychodziłem do domu pijany. Wypijałem, co mieli w barku i okradałem rodziców. Ogólnie nie potrafiłem w tamtym życiu radzić sobie z tym, co mnie otaczało. Nie potrafiłem prosić o pomoc. Teraz kiedy patrzę na to trzeźwymi oczami, jestem przerażony tym, co robiłem i jak się zachowywałem. Na szczęście to już było, ale pamiętam o tym, abym wiedział do czego mogę wrócić ponownie, jak sięgnę po alkohol. Po trafieniu na detoks i później, gdy byłem na terapii nastąpiła zmiana mojego myślenia i zachowania. Nie to, że od razu wszystko było cacy. To, że mnie wyprowadzono na prostą ze zdrowiem i byłem wyzerowany nie oznaczało, że nagle się zmieniłem. To był i jest długotrwały proces, który już trwa ponad 7 lat. I sądzę, że jeszcze długo będzie trwał. Dziś widzę, kilka czynników, które mi pomogły i pomagają. Na pewno jest to terapia oraz program AA. Są to moi bliscy i rodzina. Jest to powrót do wiary i odnalezienie swojej Siły Wyższej, a także nauczyłem się prosić o pomoc. Proszenie o pomoc to jest moje „mistrzostwo świata”. Nie było łatwo. Musiałem się złamać W środku, aby móc poprosić o pomoc. Program AA czyli Program 12 Kroków, to moja furtka na świat. Dzięki temu programowi nie tylko jestem trzeźwy, ale także wprowadzam go w swoje życie osobiste. Jest mi łatwiej zrozumieć niektóre rzeczy, a także pozwala mi na zrezygnowanie z czegoś nie tracąc swoich wartości. Odnalezienie swojej Siły Wyższej pozwoliło mi na uwierzenie, że nie jestem sam i że jest ktoś tam na górze co ma na mnie oko i mnie wspiera. Kiedy jestem W kryzysie to w każdej chwili mogę się pomodlić i poprosić o pomoc. I nie ważne czy jestem w pracy, w domu czy na mieście. Wiara dała mi też możliwość wyboru. Dała mi umiejętność słuchania drugiego człowieka. I wiem, że jak mam problem mogę się zwrócić do drugiej osoby o pomoc. Tak jest właśnie we Wspólnocie AA. Tam czuję się jak w jednej wielkiej rodzinie. Chociaż ta moja nowa rodzina jest tak zróżnicowana, to jednak wszyscy moi znajomi z AA są bliscy. Czuję się w ich towarzystwie bardzo dobrze i kiedy doskwiera mi problem i mam trudne sytuacje życiowe, to przychodzę i dzielę się tym wszystkim. Mityng to miejsce, gdzie mogę wyrzucić z siebie wszystko, co mnie boli, ale także mogę podzielić się swoją radością. Dziś uważnie słucham tego, co mówią do mnie inni. Dziś potrafię, na spokojnie podej-mować decyzje. Oczywiście nadal we mnie siedzi dawny Marcin, który nie raz mi przeszkadza. Ale potrafię z nim dojść do ładu, a gdy zaczyna rozwijać skrzydła przy pomocy bliskich mi osób, próbuję go okiełznać. Jest to trudne, ale wykonalne. Przez kilka lat trzeźwienia, życie dało mi naukę pokory. Ależ ja miałem z tym na początku problem. Nie chciałem się godzić na niektóre sytuacje, walczyłem, tylko po co. Po co walczyć jak nie mam na to wpływu. Modlitwa o Pogodę Ducha to moja równoważnia życiowa. Jest taka prosta a taka mądra i przydatna. Dzięki Niej Wiem, że nie mam po co walczyć, skoro nie mam na to wpływu. Żebym miał odwagę, abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrość, abym odróżniał jedno od drugiego. Oczywiście nadal moje życie nie jest usłane różami i nadal mam jakieś tam problemy, ale dziś potrafię je rozwiązywać. Potrafię poprosić o pomoc, potrafię słuchać innych, którzy chcą mi pomóc. Najważniejsze jest to, że dziś wiem, że samemu nic nie zrobię lecz przy pomocy drugiego człowieka, drugiego alkoholika mogę naprawdę dużo. Cierpliwość i pokora to moi dwaj nowi sprzymierzeńcy. Dzięki nim ja się zmieniam. Na dobre. Ale też wiem, że jeszcze dużo przede mną pracy. Bo każdy dzień przynosi mi coś nowego i nie zawsze sobie potrafię z tym poradzić. Nadal niestety zdarza mi się zranić bliską mi osobę słowami. Takich zdarzeń już jest bardzo mało, ale nadal się zdarzają. Na pewno jest lepiej w porównaniu z tym, co było. Podsumowując moje życie jest teraz łatwiejsze i bardziej spokojne. Jestem otwarty na inne osoby. Problemy próbuję rozwiązywać przy pomocy drugiego człowieka, bo tak jest łatwiej, a jak sobie już z tym nie radzę i nie może mi pomóc druga osoba zwracam się o pomoc do mojej Siły Wyższej. Wtedy powierzam się Jej, wierząc, że będzie tak, jak powinno być. Życzę wszystkim, którzy będą czytać to co napisałem, aby dali sobie szansę i jeśli nie będą sobie radzić W życiu, aby zwrócili się o pomoc. I nieważne czy to będzie ktoś bliski, rodzina, kolega lub koleżanka, czy mityng AA. Razem jest o wiele łatwiej rozwiązywać problemy życiowe, które niestety zawsze będą się pojawiać w naszym życiu.
Marcin AA.


MINĘŁO KILKA LAT W SŁUŻBIE...

Minęło kilkanaście dni od czasu, gdy w Konstancinie, razem z przyjaciółmi utworzyliśmy krąg, wzięliśmy się za ręce i wspólnie odmówiliśmy modlitwę o Pogodę ducha, która prócz polskiego, zabrzmiała również w innych językach, m.in.: angielskim, łotewskim, ukraińskim, mołdawskim, bułgarskim. 44 Konferencja Służb Krajowych zakończyła swoje obrady. Zakończył się również mój trzyletni udział w Komisji Literatury i Publikacji. Te trzy lata minęło szybko. Przygoda, jaką była służba na poziomie służb krajowych dobiegła końca, dzięki niej bardziej umocniło się we mnie przekonanie, że jesteśmy jedną Wspólnotą. Dzięki udziałowi w naszych konferencjach gości zagranicznych doświadczyłem tego, że problemy we Wspólnocie bez względu na granice kraju są takie same. Kraje, w których Wspólnota jest młodsza od naszej, borykają się z trudnym okresem dojrzewania, podobnie jak u nas kilka lub kilkanaście lat temu. W krajach z dłuższą tradycją AA są również problemy ze służbami, też zastanawiają się jak lepiej zaradzić problemowi z anonimowością w sieci, jak dotrzeć z posłaniem AA do szerszego grona alkoholików. A więc nie jesteśmy wyjątkiem. Dzięki tej służbie lepiej poznałem i zrozumiałem działanie struktur AA. Miałem szanse lepiej poznać powiemików i delegatów z innych regionów. Zapoznać się z powiemikami klasy A, o których wcześniej mogłem czytać w sprawozdaniach. Dziś lepiej rozumiem wspólne dobro. Zatarły się granice między,, my w regionie Warszawa i tamci”. Czuję, że jesteśmy jedną Wspólnotą, bez względu na miejsce działania. W służbie wyrabiałem cierpliwość, której niejednokrotnie mi brakowało. Uczyłem się tego, że w niektórych przypadkach pośpiech nie jest wskazany. Niektóre sprawy lepiej odłożyć do realizacji na późniejszy termin, a niektóre działania komisji pozostaną do realizacji naszym następcom, ważne jest zachowanie ciągłości. Dodatkowe bonusy zbierałem w postaci nowych znajomości, poczucia bliskości z drugim człowiekiem, nawiązania kilku nowych przyjaźni. Uczenie się akceptacji na inne poglądy, i choć zdarzało się, że czasem mieliśmy inne zdania, staraliśmy się wypracować wspólne stanowisko. Pozostaje mi jeszcze przekazać zebrane materiały mojej następczyni i życzyć jej powodzenia w służbie. Czy będzie chciała korzystać z mojego doświadczenia?- nie wiem. Jeżeli będzie potrzebować mojej pomocy, to gotów jestem służyć swym doświadczeniem. Jestem przekonany, że dobrze sobie poradzi, i znajdzie w komisji działkę, w której będzie mogła się przydać, czego z całego serca życzę. A ja będę mógł trochę odetchnąć. A to oznacza, że będę chodzić na mityngi i znów będę podejmował się służb na grupie. Będę mógł angażować się w działania, na które wcześniej nie starczało czasu np. udział lub pomoc w organizowaniu lokalnych warsztatów tematycznych, niesieniu posłania na detoks i wielu innych. Tak, więc do zobaczenia na szlaku.
Pogody ducha -Robert AA


MOJA BEZSILNOŚĆ

Piłem alkohol przez 30 lat. Początkowo potrafiłem jeszcze zdecydować czy sięgnąć po alkohol czy nie. Z tym, że decyzja o zrezygnowaniu była narzucona wymogami zewnętrznymi (np. różnego rodzaju zobowiązaniami). Nie była natomiast podyktowana wewnętrznymi motywami (wartości, uczucia, zainteresowania, wartościowe cele). Efektem decyzji o rezygnacji z picia była złość, wybuchowość, konfiiktowość. Uważałem przy tym, że sam jestem w stanie sobie poradzić. Rozumiałem przez to ograniczenie częstotliwości jak i ilości picia, bo nie zamierzałem całkowicie przestać pić. Także wtedy, gdy zdolność podejmowania decyzji pić czy nie pić zaczęła zanikać. Alkohol przestał być napojem, a stał się potrzebą. Wszystkie przedsięwzięcia, zajęcia podporządkowane były temu, abym mógł się napić. Dotyczy to także zainteresowań. Preferowałem te, które dało się pogodzić z piciem. Np. bardzo lubiłem teatr (i nadal tak jest). Tylko, że pójście na spektakl wykluczało alkohol. Natomiast turystyka, choćby weekendowe wyprawy do Puszczy Kampinoskiej albo kibicowanie występowi reprezentacji nie wykluczały picia. Co więcej, w moim ówczesnym przekonaniu alkohol był niezbędny i uatrakcyjniał takie sposoby spędzania czasu. Dlatego rezygnowałem na rzecz alkoholu z wielu ciekawych i doniosłych przeżyć. Bogatych w wartości moralne, etyczne, duchowe. Nieistotne było dla mnie, kiedy piłem, gdzie, z kim, w jakich okolicznościach. Towarzyszyła temu również moja niezdolność do przerwania picia, czyli ciągi. To jest właśnie moja bezsilność wobec alkoholu. Nie istniały żadne skrupuły, hamulce. Uporczywe myślenie nad ranem, jak uzasadnić swoją nieobecność w pracy, abym mógł kontynuować ciąg, zabezpieczanie sobie alkoholu w miejscu pracy, na spotkaniach i uroczystościach, szczególnie wtedy, gdy alkohol, jeśli w ogóle był to w niewielkich ilościach. Moja bezsilność to również niezdolność przewidywania, kiedy będę pił, jak długo (wbrew wszelkim zamiarom i przekonaniom, że będzie to niewielka ilość alkoholu np. jedno piwo). Picie bez względu na konsekwencje, które mogły być nieodwracalne, a nawet tragiczne. W miejscach i sytuacjach stanowiących zagrożenie również dla życia lub powodujących inne bolesne skutki. Różne formy kontrolowania i zapanowania nad alkoholem: czasowe abstynencje i późniejsze ,,nadrabianie zaległości”, picie, W moim ówczesnym przekonaniu, tylko w „sprzyjających ku temu sytuacjach” potwierdzają moją bezsilność. Alkohol zawsze był motorem i celem wszelkich moich poczynań wbrew ogólnym normy zachowania (nie mówiąc już o wyższych wartościach i uczuciach: miłość, przyjaźń, szacunek), które dla innych były naturalne, a np. uroczyste wydarzenie i jego doniosłość to coś innego niż alkohol. W ostatnich latach nie szukałem szczególnych okazji. Każdy powód był dobry. Nawet fakt skończenia pracy i pójście na spacer. Nawet park, winda i klatka schodowa, gdy wracałem z nową butelką o różnych porach w dzień i w nocy. Liczył się tylko pretekst do picia, a obecność alkoholu była dla mnie najlepszym pretekstem. Piłem wbrew wszelkim wartościom, zasadom moralnym, etycznym, godności osobistej. Nie liczyłem się z poszanowaniem innych, ich uczuciami, doniosłością sytuacji, uszanowaniem miejsc, własnego domu, gościnności bliskiej lub zaprzyjaźnionej osoby czy miejsca pracy. Godziłem się na upokorzenia, utratę twarzy, lekceważenie mojej osoby, niechęć, odrazę, bo takie uczucia wywoływałem - także u najbliższych mi osób, co jeszcze bardziej wzmagało ich ból i jeszcze bardziej czuli się przeze mnie zranieni. Nie liczyło się również moje własne bezpieczeństwo. Dziś wszystkie moje działania zmierzają w kierunku ugruntowania przekonania mojej bezsilności wobec alkoholu. Służą temu mityngi, warsztaty i inne zajęcia. Uznanie mojej bezsilności to fundament, na którym buduję trzeźwość, a doglądanie tego fundamentu sprawia, że mam większe szanse, aby moja trzeźwość nie rozsypała się. Dlatego zawsze, bez względu na okres trzeźwienia, a minęło już 6,5 roku, będę dbał o wspomniane fundamenty i wszystko, co na nich buduję. Takie powracanie do korzeni, w moim przypadku, jest konieczne. Na zakończenie dodam, że właściwe rozumienie mojej bezsilności ma także zastosowanie w moim obecnym, codziennym życiu. Odwołam się do ,,Modlitwy o Pogodę Ducha”, a zwłaszcza do jej pierwszej części. Bardzo pomaga mi godzić się z tym, na co nie mam wpływu i akceptować to, czego nie jestem w stanie zmienić.
Pozdrawiam,
Wojtek AA , Warszawa


BEZSILNOŚĆ

Krok Pierwszy, który mówi o bezsilności wobec alkoholu, to uznanie oczywistych faktów występujących u alkoholika. Ta bezsilność, to rozpoznanie i uznanie mojej klęski życiowej, osobistej porażki i własnego upadku. Bezsilność jest bowiem skutkiem. Przyczyną zaś są moje oczekiwania, gdy życie nie nagina się do moich zachcianek i warunków, jakie stawiam. Modlitwa o Pogodę Ducha ma ścisły związek z uznaniem bezsilności i z Pierwszym Krokiem. Pomaga zrozumieć, że jako człowiek jestem ograniczony i nie muszę mieć wszystkiego. Pomaga mi, jak sobie z tym radzić. Ciągle mi się wydawało, że bez zmiany sposobu życia mogę zapanować nad własnymi uczuciami i reakcjami otoczenia, a mechanizm uzależnienia utwierdzał mnie W tej iluzji i poczuciu mocy. Sądziłem, że jeśli się zmieni, to wszystko wokół mnie - sytuacje, ludzie i sprawy. To wówczas będzie dobrze! Tylko ja nie chciałem się zmienić. Przełomowym momentem było zobaczyć to miejsce, w którym znalazłem się czyli swoje dno i zdać sobie sprawę, że nie mogę tam zostać, bo inaczej zginę, ale to wymagało wytężonej pracy na Programie AA. Zrozumiałem, ze samo deklaratywne przyznanie się do bezsilności niczego nie załatwia. Bowiem samo uznanie nie powoduje zmian, ale może być ważnym impulsem do wysiłku, aby się zmienić stosując zasady AA. Jak z tego wynika, to przyznanie się do bezsilności i do tego, że jest się alkoholikiem, to nie jest samoczynny czynnik uzdrawiający, ale jest to pierwszy krok, który prowadzi nas ku wyzdrowieniu, tą drogą jest nasz Program 12 Kroków.
Powodzenia, Jasio ,, Szampon ”


ZZA KRAT
TO JEST OPOWIEŚĆ CZŁOWIEKA, KTÓRY ZROZUMIAŁ I... ŻYJE NA
TRZEŹWO, A BYŁO BEZNADZIEJNIE:

Mam na imię Darek i jestem alkoholikiem. W 25 roku życia utraciłem kontrolę picia i od tej pory piłem nałogowo niemal nieprzerwanym ciągiem. Jednak z „przerwami” na detoxy domowe i szpitalne. Taki cug trwał 11 lat, aż do momentu, kiedy popełniłem ciężkie przestępstwo i trafiłem na 17 lat do więzienia. Dzisiaj jestem 44 letnim facetem z potwornym bagażem doświadczeń. Przebywam 8 lat W ZK. To efekt głównie choroby alkoholowej. Jestem po dwóch terapiach. Uważam, że trwale zaleczyłem się, lecz do hura-optymizmu daleka droga. Droga dla trzeźwiejącego alkoholika jest pełna prób, pokus, niebezpiecznych sytuacji. Cały czas muszę pracować i pilnować się, aby nie zapić. Jednak dość ufnie patrzę w przyszłość. Mam dług mentalny i moralny wobec ogromnej rzeszy ludzi, których skrzywdziłem swoim pijanym do tej pory życiem, ale wobec siebie mam też rachunki do wyrównania i do tego jest mi potrzebny sponsor, z którym przerabiam Program 12 Kroków. A teraz opowiem, jaki mam dziś stosunek do życia. To trudne i kłopotliwe pytanie dla kogoś takiego, jak ja gdzie dużą część życia przetraciłem na pijaństwo, czego konsekwencją jest długi wyrok, rozpad rodziny i odebranie komuś życia. Nie chciałem tego, ale stało się, trudno z tym żyć... Poruszając powyższy temat chcę uczciwie i z pokorą powiedzieć, że słowo szacunek to pierwsze, co mi przychodzi do głowy i w dużej mierze jest adekwatne. Mam nadzieję, że nie jest to po niewczasie. Hipokryzją byłoby mówić, że dzisiaj mój stosunek do życia jest taki, jak w czasie, kiedy byłem czynnym alkoholikiem. Przeplatają się różnorakie odczucia i uczucia. Obecnie jest znośnie, biorąc pod uwagę sytuację i stan zdrowia mówię tu w odniesieniu do życia stricte fizycznego. Byłem przerażony, kiedy trafiłem do ZK i odcięto mnie od alkohol. Zaczęło się myślenie wielotorowe i rzeczywistość stała się bolesna i prawdziwa. Problemem większym dziś jest życie ,,wewnętrzne”. Jestem „od środka” dalej rozdarty i mam mnóstwo pretensji, ale już tylko do siebie, a nie jak kiedyś za „całe zło” obwiniałem wszystko i wszystkich tylko nie siebie. Dzisiaj patrzę na życie faktycznie jak na dar, który każdy z nas otrzymał, kwestia tylko jak indywidualnie go wykorzystujemy i właśnie w tym momencie serce rozrywa frustracja i nasuwa się pytanie:  Dlaczego Ja? Dlaczego dopiero totalny upadek na własne dno, moje dno, otwiera mi oczy? Tu znowu pojawia się przysłowiowe światełko w tunelu, bo słowo żyję, myślę, jestem świadomy i trzeźwiejący, to uważam, że moja Siła Wyższa, opatrzność dają mi kolejną szansę na lepsze, godne jutro i lepszego siebie, ufam, że tak jest. Wielu nie miało takiego szczęścia, alkohol zaprowadził ich na cmentarz, a ja wciąż żyje i dopóki jest szansa na lepsze życie nadal istnieje. Więc mój stosunek do życia na dzisiaj to szacunek. Jego kruchość, kruchość życia sprawia, że żal mi każdego ,,przepitego dnia i każdej chwili”. Natomiast życie na trzeźwo to fenomen, który jest dla mnie i to nawet w ZK. Dziękuje Bogu, że rano budzę się i z nadzieją może nawet z pewnością siebie patrzę na jutro i przyszłość. ..
Pogody Ducha Darek D


TRADYCJA ÓSMA

„Działalność we Wspólnocie AA powinna na zawsze pozostać honorowa; dopuszcza się jednak zatrudnianie niezbędnych pracowników w służbach AA” Mam na imię Tomek i jestem alkoholikiem. Tradycja 8 pokazuje mi, że wiele z tego co posiadam obecnie, zostało mi dane dzięki Wspólnocie i drugiemu człowiekowi. Wszystko to otrzymałem bezinteresownie i dzięki poświęceniu swojego własnego czasu innego członka Wspólnoty AA. Tak też rozumiem działalność honorową we Wspólnocie. Nie wyobrażam sobie, że teraz kiedy sam pomagam innym w myśl zasady „darmo otrzymałeś - przekaż dalej” mógłbym żądać zapłaty. Program AA jest duchowy nie materialny i profity jakie otrzymuje dzięki temu są zawarte właśnie w tej sferze. Dzięki temu, że sam, jako sponsor przekazuję to, co otrzymałem od drugiego alkoholika mogę czerpać właśnie z duchowości tego Programu. Dlatego czynnie uczestniczę w służbie na grupie, intergrupie czy w niesieniu posłania np. na „detox”, a wcześniej do więzienia. Druga część Tradycji ósmej mówi o zatrudnianiu niezbędnych pracowników w służbach AA i tak się też dzieje. W BSK (Biuro Służby Krajowej) zatrudniani są też alkoholicy. Wykonują oni prace związane z kolportażem literatury czy inne prace biurowe lub porządkowe. Wtedy taka praca nie jest związana z niesieniem posłania. Dla mnie najważniejsza jest świadomość tego, że mam stosować tę Tradycję w duchu bezinteresownego pomagania drugiemu człowiekowi, tak ja sam tę pomoc otrzymałem. Dzięki temu ja też mogę cieszyć się z każdego nowego dnia zachowywać Pogodę Ducha i mieć świadomość, że nie ja jestem najważniejszy (egocentryzm), ale drugi człowiek. Dzięki temu coraz częściej Tradycję Ósmą przekładam na grunt rodzinny. Przestaję egoistycznie wymagać od najbliższych, że jeśli ja coś zrobiłem dla Was, to teraz Wy macie być przynajmniej wdzięczni za to. Kiedyś, gdy moja Małgosia robiła sobie dzień wolny w pracy (pracujemy razem), to natychmiast ja również chciałem mieć wolne. Świadomość życia duchowego przyszła wraz z pracą właśnie na Programie 12 Kroków i 12 Tradycji. Teraz, gdy przestałem myśleć W kategoriach, że za cokolwiek zrobię mam być nagradzany i przestałem mieć oczekiwania moje życie się zmienia. Najważniejsze jest to, że moja Rodzina na tym korzysta i wspólnie żyje nam się lepiej i o to chyba chodzi.
Pozdrawiam serdecznie,
Tomek AA


TRADYCJA DZIESIĄTA

Tradycja Dziesiąta wydaje się bardzo prosta w swoim przesłaniu i myślę, że tak jak pozostałe, zabezpiecza AA przed takimi ignorantami i reformatorami jak ja. Dlaczego tak piszę? To bardzo proste. Pamiętam swoje początki we Wspólnocie AA, kiedy nie znając właściwie wypróbowanych i działających do dzisiaj zasad, chciałem wprowadzać jako prowadzący na mityngu zmiany. Zmiany te miały służyć jednemu celowi, jedynie słusznemu. Mojemu celowi. Abym się wyróżnił, był zauważony, był lepszy od innych. A to czy zmiany te miały służyć innym na mityngu, nie miało większego znaczenia. W ten sposób funkcjonowałem przez większość swojego życia, mając w pogardzie i lekceważeniu ogólnie przyjęte zasady, które służyły wszystkim a nie tylko mi. Trudno się dziwić, gdyż jak się okazuje egoizm i arogancja a także zbyt wysokie mniemanie o sobie składa się na istotę mojej choroby. Tradycja Dziesiąta, tak myślę, przestrzega wszystkich alkoholików przed próbowaniem zajmowania się we Wspólnocie AA innymi celami niż ten, który mamy i który nas łączy. Tak jak jest napisane w naszej Preambule, ten cel jest jasno określony - „trwać w trzeźwości i pomagać innym w jej osiągnięciu”. Towarzystwo Waszyngtona wypróbowało na samym początku, jak wyczytałem W naszej literaturze tworzenie grup, w których zajmowano stanowisko w sprawach politycznych, religijnych i użyczano imienia AA do celów spoza Wspólnoty AA. Skończyło się to rozpadem. Bo jak mówi doświadczenie - czyli sprawdzona mądrość - po szkodzie. Jeżeli nie będzie wspólnego celu, nie będzie nas nic łączyło, rozejdziemy się, przestaniemy istnieć. Pamiętam mityng, w którym kiedyś uczestniczyłem. Był to mityng rocznicowy grupy i był na nim po raz pierwszy przyjmowany nowicjusz do Wspólnoty AA. Wszystkie wypowiedzi skupiały się na indywidualnych refieksjach związanych z rocznicą. Natomiast żadnej wypowiedzi skierowanej do nowicjusza. Na początku, chociaż nic nie rozumiałem, potrzebne było kilka życzliwych słów nadziei. Myślę że jemu także. Natomiast sam milczałem, bo tak byłem skupiony na sobie. Po pewnym czasie zrobiło mi się cholemie wstyd, ale było już za późno. Mityng się skończył, a ja i nikt inny nawet do niego nie podszedł. Pamiętam, jak sponsor na samym początku podpowiadał mi, abym po mityngu podszedł do nowoprzybyłego i spróbował zamienić z nim parę życzliwych słów; tak od serca, po ludzku, bez wymądrzania się. Przecież u mnie to zadziałało i może dlatego dziś nie piję i żyję. Nasz jedyny cel to trwanie w trzeźwości, wzajemna życzliwa pomoc bez egoistycznych własnych ambicji i przekazywanie informacji na zewnątrz, że AA istnieje, działa i może pomóc. Wszystkie inne pozostałe cele mogą nas poróżnić i oddalić od siebie. Głoszenie swoich własnych opinii na tematy religijne, polityczne, ekonomiczne itp. mogę pozostawić na czas po mityngu i poza AA, abym sobie i innym we Wspólnocie nie szkodził. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Kim ja jestem abym wyrażał jakiekolwiek opinie, jako jedynie słuszne narzucając je innym? Nawet jeżeli nie dotyczą AA? Wszystkowiedzący już próbowałem być i nie chcę dalej grać roli Boga.
Mariusz


MOJE PIERWSZE 3 KROKI

W Kroku Pierwszym rozwiązałem swój podstawowy problem; wreszcie przyznałem, że jestem bezsilny wobec alkoholu i w konsekwencji do niezdolności do kierowania swoim życiem. W Kroku Drugim znalazłem rozwiązanie: Siłę Większą, która może przywrócić mi zdrowie! Natomiast w Kroku Trzecim dowiaduję się, jak skorzystać z tego rozwiązania powierzając swoje życie i swoją wolę opiece Boga jakkolwiek go pojmuję! Krok Trzeci podnosi kwestię samowoli i jej stopnia, w jakim kierujemy się w naszym życiu. Każdy z nas wiele wycierpiał przez swoją samowolę, ale teraz pragnie czegoś lepszego. Co mam robić? Po pierwsze przestać udawać wszystkowiedzącego, najmądrzejszego zarozumialca. Zrozumiałem, że powinienem rozwiązać w sobie pokorę. Przez lata stopniowej utraty kontroli nad piciem i niezdolność do kierowania swoim życiem, dowiodły, że samowola mi nie służy, wręcz prowadzi do całkowitego upadku. Akt powierzenia w Trzecim Kroku jest wyrazem pokory, ponieważ Boski Plan zaczynam przedkładać nad swoje własne zamiary. Jest to najlepsze lekarstwo na moją samowolę i pychę. Pokora polega na uznaniu mojego miejsca na świecie. Powinienem zrozumieć, że chociaż w życiu podejmuję wiele decyzji i działań, to nie ja decyduję o ich rezultacie. Bóg zawsze daje nam to, czego potrzebujemy, a nie to czego chcemy. Wielu alkoholików przekonało się, że gdyby dostali to czego by pragnęli, nie wyszłoby to im na dobre. A przez co poznajemy Jego wolę?:
I - przez modlitwę i medytację;
II - przez obietnice;
III- dzięki sponsorowi i przyjaciołom
IV - literaturze;
V - 12. Krokowi.
Kochani, Krok Trzeci wcale nie mówi, że wszystko co mamy zrobić, to oddać i powierzyć Bogu. Bowiem ten Krok nie zdejmuje ze mnie odpowiedzialności za działanie. Powierzać, to ja powinienem rezultaty, a nie działanie. Ba, nie dość tego, że mam te działania energicznie i konsekwentnie podejmować, to staram się, by były zgodne z tym czego oczekuje, jak mniemam, moja Siłą Wyższa (Bóg). Krok Trzeci łączy się, bowiem ściśle z Modlitwą o Pogodę Ducha. W tym procesie powierzania chyba najtrudniejsze jest pogodzenie się z tym, ze możemy nie dostać tego czego chcemy i wówczas pomaga nam właśnie ,,Modlitwa o Pogodę Ducha”, a także modlitwa do Trzeciego Kroku, która jest zawarta w V rozdziale „Wielkiej Księgi”.
Z miłością - Jasio