MITYNG 10/95 Marzec/Kwiecień

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


 

PREAMBUŁA AA

(Kim są Anonimowi Alkoholicy?)

 

Anonimowi Alkoholicy są wspólnota mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się nawzajem swoim doświadczeniem, silą i nadzieją, aby rozwiązać swój problem i pomagać innym w wyzdrowieniu z alkoholizmu. Jedynym warunkiem uczestnictwa we wspólnocie jest chęć zaprzestania picia. Nie ma w AA żadnych składek ani opłat, utrzymujemy się sami z naszych dobrowolnych datków. Wspólnota AA nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, partią lub instytucją, nie angażuje się w żadne publiczne polemiki, nie zajmuje stanowiska w jakichkolwiek sporach. Naszym najważniejszym celem jest trwać w trzeźwości i pomagać innym alkoholikom w jej osiąganiu.

 


 

DWANAŚCIE KROKÓW AA

 

1.   Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

2.   Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.

3.   Postanowiliśmy powierzyć naszą wolą i nasze życie opiece Boga (jakkolwiek Go pojmujemy).

4.   Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.

5.   Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotą naszych błędów.

6.   Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

7.   Zwróciliśmy się do niego w pokorze, aby usunął nasze braki.

8.   Zrobiliśmy listą osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

9.   Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim,  wobec których to było możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.

10. Prowadziliśmy nadal obrachunek osobisty, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.

11. Dążyliśmy przez modlitwą i medytacją do coraz doskonalszej więzi z Bogiem (jakkolwiek Go pojmujemy), prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłą do jej spełnienia.

12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

 


 

12 TRADYCJI AA

 

1.   Nasze wspólne dobro powinno być najważniejsze, wyzdrowienie każdego z nas zależy bowiem od jedności Anonimowych Alkoholików.

2.   Jedynym i najważniejszym autorytetem w naszej wspólnocie jest miłujący Bóg, jakkolwiek może się On wyrażać w sumieniu każdej grupy. Nasi przewodnicy są tylko naszymi sługami, oni nami nie rządzą.

3.   Jedynym warunkiem przynależności do AA jest pragnienie zaprzestania picia.

4.   Każda grupa powinna być niezależna we wszystkich sprawach, z wyjątkiem tych, które dotyczą innych grup lub AA jako całości.

5.   Każda grupa ma jeden główny cel, nieść postanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi.

6.   Grupa AA nigdy nie powinna popierać, finansować ani użyczać nazwy AA żadnym pokrewnym ośrodkom ani jakimkolwiek przedsiąbiorstwom, ażeby problemy finansowe, majątkowe lub sprawy ambicjonalne nie odrywały nas od głównego celu.

7.   Każda grupa AA powinna być samowystarczalna i nie powinna przyjmować dotacji z zewnątrz.

8.   Działalność we wspólnocie AA powinna na zawsze pozostać honorowa, dopuszcza się jednak zatrudnianie niezbędnych pracowników w służbach AA.

9.   Anonimowi Alkoholicy nie powinni nigdy stać się organizacją, dopuszcza się jednak tworzenie służb i komisji bezpośrednio odpowiedzialnych wobec tych, którym służą.

10.  Anonimowi Alkoholicy nie zajmują stanowiska wobec problemów spoza ich wspólnoty, ażeby imię AA nigdy nie zostało uwikłane w publiczne polemiki.

11. Nasze oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu, musimy zawsze zachować osobistą anonimowość wobec prasy, radia i filmu.

12.  Anonimowość stanowi duchową podstawą wszystkich naszych tradycji, przypominając nam zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami.

 


 

Zasady mityngu

 

Każdy mówi o swoich doświadczeniach i przeżyciach, nie teoretyzuje, nie krytykuje innych ani nie ocenia. Nie udzielamy rad. Wypowiedź może ujawniać własne doświadczenia w sytuacjach podobnych do przedstawionych przez innego uczestnika mityngu.

 


 

... dzielimy się doświadczeniem, siłą i nadzieją ...

 

Dziewięć miesięcy mojej trzeźwości to moje wielkie osiągnięcie. Przez ostatnie 10 lat najdłuższa moja abstynencja to 3 miesiące i to na Esperalu. Być może, że najbliżsi mieli nadzieję, że tym razem będzie dłużej. Ja nie myślałam ile to czasu potrwa. Ja byłam już bardzo zmęczona i piciem i życiem. Pierwsze swoje kroki skierowałam do Poradni Odw. na Jagiellońskiej. Pomimo, że znałam personel, to szarpały mną uczucia wstydu i dumy (źle pojętej w pijanym myśleniu). Nie wyraziłam zgody na Anticol. Z poprzednich lat wiedziałam, że nie boję się ani Anticolu ani Esperalu. Przyjęłam propozycję aby spróbować popracować nad sobą na Oddziale Dziennym na Łokietka. Wciąż pamiętałam ile dobrego robił mi alkohol. Ile spraw mi załatwiał, wciąż nie wierzyłam, że jest ON silniejszy ode mnie. Liczyłam dni kiedy wreszcie minie miesiąc (taką abstynencję obiecywałam sobie na odpoczynek) i znów stanę do "walki". Był to bardzo ciężki miesiąc. Uczucia szarpały mną a ja nawet nie potrafiłam ich nazwać. Gdy pojawiły się problemy mocno tęskniłam do alkoholu. Ciągle wierzyłam, że jest to mój przyjaciel jedyny. Na tamten czas byłam przeświadczona o tym, że ktoś taki jak Ja nie zasługuje na nic lepszego niż to co mnie spotkało, że nie jestem warta troski i życzliwości. Wstyd, poczucie winy, lęk i myśl o własnej bezwartościowości były dla mnie często przytłaczającym bagażem. I tak, dokopując sobie przeżyłam miesiąc. Całe 31 dni - 744 godziny bez alkoholu. Ustąpiłam namowom psychologa i wybrałam się na mityng AA. Było to dla mnie (jak na tamten czas) ogromne przeżycie. W głowie miałam bałagan. Tej nocy nie mogłam usnąć. Wszystko nad czym pracowałam przez 20 lat picia zachwiało się. Poznałam faceta, który był dla mnie przyjacielem i terapeutą. Wraz ze swoją żoną dużo opowiadał mi o swojej drodze trzeźwienia. Mogłam słuchać godzinami. Ale wewnętrznie pragnęłam czegoś innego. Nie wystarczały mi opowieści terapeuty i innych alkoholików. Chyba buntowałam się wtedy na te ciągłe opowieści jaki kto był gdy pił. Nadal oglądałam się za siebie. Nadal nie umiałam żyć bez alkoholu. W stanie rozterki pojechałam na obóz terapeutyczny. Tam poznałam swoją przyszłą sponsorkę. Dopiero praca ze sponsorem pomału ukazała mi okrutną prawdę jak bardzo jestem uboga w uczucia. Dziś jestem pełna podziwu dla tej kobiety za cierpliwość dla mnie a także jestem wdzięczna, bardzo wdzięczna za to wszystko co dla mnie zrobiła. To właśnie ONA postawiła mnie na drodze, którą teraz idę. Gdy podjęłam obecny program leczenia (grupa terapeutyczna na Grochowskiej) miałam iskierkę nadziei, że zobaczą "swoje światło w tunelu". Pomimo, że od 10 lat wiedziałam o swoim uzależnieniu, to dopiero niedawno uznałam je i zaakceptowałam. Dziś wiem na pewno, że sama abstynencja to dla mnie za mało. Dziś pragną trzeźwieć. Bardzo się cieszę, że zrobiłam pierwszy krok w swojej życiowej podróży do innego lepszego życia.   Jakże   bliskie   stały   się   dla   mnie   sowia przysłowia, że: "każda tysiącmilowa podróż zaczyna się pierwszym krokiem". Dziś   na   pytanie   terapeutki   "Co   czujesz?"   nie odpowiadam ciągle - nie wiem. Coraz mniej miotają mną i rozsadzają mnie uczucia. Nieocenione korzyści dają mi spotkania grupowe. Przeżycia innych są dla mnie lustrem w którym widzę siebie. Ułatwia mi to pozbycie się tego, co ukryłam przed samą sobą. Straciłam dawne otoczenie. Jako niepijąca nie pasowałam do Nich. Bałam się samotności. Dziś wiem ile dają mi mityngi AA, ile ludzi jest wokoło mnie. Mam szansą odzyskać wiarę w ludzi, czuję się potrzebna. We Wspólnocie znalazłam zrozumienie i oparcie. Dziś mam pewność, że nie mam pustki w sobie. Dziś wiem, że miejsce po alkoholu zapełnia Program Wspólnoty. PROGRAM NA MOJE ŻYCIE Dziś mocno wierzę w słowa które gdzieś przeczytałam: ... alkoholizm to jedyna choroba, w trakcie leczenia której człowiek staje się lepszym" Nie było lekko. DROGA, którą przeszłam do dziś, nie była usłana kwiatami, choć róże też były, ale były i kolce. Dziś jestem ogromnie wdzięczna. Marzenie, że przygotowała mnie do tego, że to jest ciężka droga, ale możliwa do przejścia. ONA to właśnie dała mi nadzieją, a wszyscy wokoło mnie wiarę w Swoje Siły. Dziękuję Wszystkim naraz i każdemu po kolei. Proszą bądźcie ze mną nadal w mojej podróży.

Czarna - alkoholiczka

 

Na imię mam Grażyna, jestem alkoholiczka. Po raz pierwszy wzięłam do ust alkohol mając 15 lat, a upiłam się mając 16 lat. Uzależnienie od alkoholu następowało z biegiem lat. Doszło do tego, że za­częłam pić krótkimi, a następnie długimi ciągami. Za sobą mam dwa nieudane małżeństwa i dwoje dzieci. Córka z pierwszego dziś ma 18 lat, a syn z drugiego małżeństwa 9 lat. Moje picie, które bardzo się pogłębiało, doprowadziło mnie do psychicznego i fizycznego wyczerpania, oraz strasznych dla mnie konsekwencji. Sąd ograniczył mi prawa rodzicielskie, co było dla mnie okropnym dołkiem psychicznym i moralnym. Córka miała odejść do babci, a synowi groził dom dziecka. Dzieci odwróciły się zupełnie ode mnie. Ogarnął mnie strach przed samotnością i straszne poczucie winy. Kilka lat chodziłam do Poradni Przeciwalkoholowej po anticol. Kuracją tę przerywałam swoimi ciągami alkoholowymi. Tam też dowiedziałam się o wspólnocie AA, ale przez pewien czas opierałam się z pójściem do grupy. Piłam dalej! Po kolejnym ciągu, kiedy osiągnęłam dla siebie największy dołek - strach przed samotnością i utratą dzieci zdecydowałam się pójść do AA. Sama jednak nie miałam odwagi. Błagałam swoją córką, a ona po raz ostatni wyciągnęła do mnie rękę, aby mi pomóc. Na pierwszy mityng poszła ze mną i dzięki jej za to. Na dziś w AA jestem ponad dwa lata. Nie piję dokładnie 22 miesiące. Miałam jeszcze będąc w AA tzw. wpadki, które uświadomiły mi, że jestem alkoholiczką.  Na dzień dzisiejszy  mam odzyskanąpełną władzą rodzicielską. Jestem razem z dziećmi, które z dnia na dzień coraz bardziej wierzą w moją trzeźwość. Odzyskują powoli ich zaufanie i miłość. W domu panuje spokój, którego kiedyś mało moje dzieci zaznały. Jestem z mężem w separacji ponad 4 lata. Na początku mojego trzeźwienia nachodził nas po alkoholu, robiąc awantury. Dziś tego nie ma. Swoją konsekwencją doprowadziłam do spokoju w domu. Dziś uczą się nowego życia w trzeźwości i w miarą jak umiem, zmieniam swoje postępowanie, dając przykład dzieciom. Mam pewne kłopoty i problemy z dziećmi, ale próbuję to powoli naprawiać. Dzięki terapiom, dzieci też robią postępy. Jestem dobrej myśli i wierzę, że wszystko powoli będzie się nam układać. Powiedzenie "daj czas czasowi", to najlepsze lekarstwo, które dostałam w AA. Ponieważ jestem świadoma, że nie chcą być z mężem, czeka mnie sprawa rozwodowa. Wierzę w to, że i to powoli będę mieć poza sobą. Na dziś najważniejsza jest moja trzeźwość o którą bardzo dbam. Wiem, że jeśli będę trzeźwa, to moja siła wyższa pomoże mi rozstrzygać wiele moich problemów i kłopotów. Jestem pewna, że gdybym nie znalazła się we wspólnocie AA, nigdy bym nie osiągnęła tego co dziś mam. Dzięki doświadczeniom innych trzeźwiejących alkoholików, uczę się nowego życia. Mam wielu przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć w trudnych dla mnie chwilach. Dziś jestem szczęśliwa, że nie piję i jest mi z tym bardzo dobrze, czego życzę z całego serca wszystkim cierpiącym alkoholikom.

Grażyna

 

Tak to już jest w naturze, że po pierwszym kroku następuje drugi. Dzisiaj już wiem, że ja bałam się. Znając treść 2-go kroku zastanawiałam się w jaką to Silę Większą Marzena będzie kazała mi uwierzyć. Przecież przez cale lata picia Ja byłam Siłą dla siebie. Własne ręce i brzytwa były moją Siłą. Gdy podejmowałam próby abstynencji zaszywając Esperal - wierzyłam, że wygram z NIM i tak go zapiję, a On nic mi nie zrobi. Wierzyłam, że jestem silniejsza od tych, którzy umierali, bądź zostawali kalekami. W trakcie przerabiania pierwszego kroku dotarło do mnie jak błędne było moje rozumowanie. Niemniej jednak ciężko było mi pozbyć się myśli, z którymi tak bardzo się zżyłam przez wszystkie lata. Gdzieś tam kołatała mi się myśl, że przecież ja mogę iść inną drogą do trzeźwości, czyż nie napisał Mickiewicz: "Szukajcie źródła jasnego płomienia, Szukajcie nowych, nieodkrytych dróg" Oczywiście wybrałam sobie to, co mi pasowało. Przestałam uczęszczać na mityngi, zostałam bez sponsora, na terapeutę buntowałam się, telefon zamilkł. A ja leżałam i szukałam NOWYCH, NIEODKRYTYCH dróg. W tym to właśnie czasie "wpadły" mi w ręce moje notatki i myśli z Kongresu AA. Już pierwsze słowa zatrzymały moje zbuntowane myśli. Otworzyły mi się oczy. Słowa te napisała moja ręka, myśli i uczucia też były moje własne. Gdy czytałam to po raz pierwszy po kilku miesiącach ścisnęło mnie "coś" za serce. Doznałam olśnienia. Sama napisałam: ... "Gdzie nie spojrzę, widzę uśmiechnięte twarze, życzliwość i serdeczność aż wali mnie po oczach. To jest piękne. Podoba mi się ten świat. Jakaż OGROMNA SIŁA jest w tej masie szczęśliwych ludzi..." Skoczyłam do góry z radości. Przecież ja 1 lipca zobaczyłam Siłę Większą ode mnie. Było to dla mnie cudownym odkryciem. Już wtedy znalazłam SWOJE źródło jasnego płomienia, SWOJĄ nową, nieznaną mi DROGĘ. Odpadł ze mnie bunt. Wróciłam na mityngi, zaczęłam uważnie szukać sponsorki, całą sobą pragnęłam pracować dalej, ja - uwierzyłam, że Siła Większa ode mnie może przywrócić mi zdrowie. W trakcie pracy nad 2-gim krokiem zaczęły dziać się dziwne rzeczy w moim życiu. Może nie rzeczy w pełnym tego słowa znaczeniu. Zaczęłam przeżywać sytuacje, które już kiedyś mnie spotkały. Teraz dane mi było przeżyć to jeszcze raz, od początku do końca. Gdy pojawiała mi się taka sytuacja nie mogłam sobie przypomnieć jak to się skończyło wytłumaczenie na mój brak pamięci było tylko jedno: Ja po prostu upijałam się. A teraz cieszę się, że mogę przeżyć to wszystko na trzeźwo i powiększać swój KAPITAŁ DOŚWIADCZEŃ. Długo myślałam, że abym Ja poczuła przyjemność, satysfakcję czy sympatię to musi wydarzyć się coś WIELKIEGO. Dziś czuję satysfakcję, gdy moja 6-letnia córeczka tuli się do mnie i opowiada mi wrażenia z przedszkola. Czuję przyjemność, gdy słyszę od ludzi, że widzą duże zmiany we mnie.Czują zadowolenie i sympatię, gdy patrzę na uśmiechniętą twarz w lustrze. To jestem Ja. Właśnie taka jaka jestem.

* przeżyłam obłęd myślenia o błędzie jaki popełniłam, że spowodowałam wypadek,

*   przeżyłam chorobę córki i matki,

*   przeżyłam odrzucenie,

*   przeżyłam awarię, którą spowodowałam w pracy,

*   przeżyłam krytykę

i wiele, wiele innych sytuacji, które kiedyś były dla mnie wspaniałym pretekstem. Teraz ja - alkoholiczka, przeżyłam to wszystko bez alkoholu, od początku do końca. Jestem pełna podziwu dla Siebie. Nie zawsze udaje mi się "wypolerować czarną myśl" ale coraz częściej próbują. Jedno robią na pewno i udaje mi się. Jeżeli chcę popatrzeć na czubki butów (co robiłam gdy zdarzało mi się nie pić przez kilka dni) to teraz takie buty stawiam na szafę.

Czarna - alkoholiczka

PS. Bardzo się cieszą, że jestem cząstką WSPÓLNOTY.

 


 

28 stycznia 1995

"Drugie podejście"

 

Moja przygoda ze Wspólnotą zaczęła się 1 lipca 1993 r. Byłem tam "wepchnięty" przez lekarzy i terapeutów. Dla świętego spokoju poszedłem na swój pierwszy mityng. To co ujrzałem było dla mnie szokiem!... "Dyrektorzy - Profesorzy", samochody, kawa - pełna ława, wszystko super-hiper - nadmanganian potasu -krótko mówiąc - niepojęte. Gdzie ci alkoholicy!? Mówiono, więc i ja "nawijałem" co mi ślina na język przyniosła. Moja gadana była na zasadzie: gdy jest się rzadko lub po raz pierwszy na mszy w kościele, nie znając kolejności obrządku "papuguje" się za innymi, tj. momenty kiedy należy uklęknąć, wstać czy przeżegnać się itd. Więc i ja robiłem to co inni. Przede wszystkim plotłem o d. Marynie byle gadać. Oczywiście nie słuchając innych. Bo i po co. Mityngi traktowałem jak spotkania towarzyskie, gdzie można nachlać się kawy lub herbaty, pogadać itd. A prawdę powiedziawszy, miałem watę w uszach i było mi wszystko obojętne, no może nie tak do końca, bo czasami pomogłem posprzątać czy też przygotować np. salę do spotkania. Oczywiście wierzyłem, że trzeźwieję, a te zapicia to pryszcz. Uzdrawiałem wszystkich, jak Kaszpirowski, wmawiałem żonie, że się leczę, że przecież chodzę na spotkania AA. Dziś wiem, że darła się we mnie pycha, egoizm, głupota!!! A ja trzeźwiałem przez duże "G" i święcie wierzyłem w moje trzeźwienie - a jak. Przecież chodziłem na spotkania - gadałem, piłem kawę, no więc trzeźwiałem całą gębą! Idąc tak tą fałszywą drogą aby dalej: piłem, biłem, oszukiwałem, zacząłem popadać w kłopoty. Odeszła żona z dzieckiem, odcięto mi światło, itd. A tu do Świąt Bożego Narodzenia zostało niewiele czasu, i tak dowiedziałem się o możliwości wyjazdu na "leczenie" do Stanomina (czytaj wczasy). Przybrałem więc maskę człowieka bardzo chorego i zacząłem zabiegać o skierowanie do ośrodka. W międzyczasie znalazłem partaninę u człowieka też pijącego i tak się zaczęło... picie - robota, robota - picie i tak na okrągło. "Załatwiłem" ponowne przyłączenie energii elektrycznej, żona wróciła. Dalej chodziłem na mityngi - "wynosząc" z nich tyle co przedtem, czyli nic. Jednakże dalej oczekiwałem na "zaproszenie". Wynikało to już nie z chęci ucieczki, a jakiejś potrzeby (świtającej w podświadomości) leczenia, jednakże potrzeba była tak słaba jak "domek z kart", bo gdy otrzymałem zaproszenie (a było to na początku 1994 roku) na leczenie wystarczyło zwierzenie się przy kielichu swym pseudo-przyjaciołom, aby po którymś tam kielichu nabrać pewności, że nie jestem żadnym alkoholikiem i niepotrzebne jest mi jakieś tam "więzienie" na własną prośbę. Do tego nadeszło to nie wtedy kiedy mnie to pasowało, a "im". Tak więc nie jadę do żadnego ośrodka, dalej chleję, leję, oszukuję. Po drodze zaliczając rozwód, oczywiście z jej winy. Mityngi stały się "be" - bo po co zawracać sobie głowę jakimiś nawiedzonymi? Ja nie jestem alkoholikiem! A co! I tak nadszedł lipiec 94, zacząłem "hamować", znalazłem dobrą robotę za dobrą kasę. Dalej zapijając, rzadziej - ale skutecznie, tj. oszustwa, olewając "wszystkich i wszystko", mając na wszystko "dobry bajer"; i tak do grudnia, gdzie "coś" kazało mi zrobić rachunek zysków i strat. Rezultat - szok - wszędzie wóda, po stronie plusów prawie zero... Był to ostatni dzwonek i nagle przypadkowe spotkanie - a może nie? Może to miłujący Bóg postanowił dać mi ostatnią szansę, Bóg który mnie nie opuścił - a mógłby to zrobić, dałem miliony powodów aby mógł to zrobić! Dziś wiem, że mógłby... A jednak szansa za którą będę Najwyższemu dziękował do końca i którą postaram się wykorzystać, muszę ją wykorzystać!!! Spotkałem przyjaciela przez duże "P", który wskazał mi drogę powrotu do wspólnoty. Zrobił to w sposób dla siebie charakterystyczny - nazywam to pogodną złośliwością i tak z pełnymi portkami (strach przed przyjęciem, przed drugim podejściem) poszedłem na mityng pod długiej przerwie, strach przed przyjęciem... Bałem się tego okropnie!!! Tworzyłem chaotyczne projekcje na temat mojego zachowania na daną okoliczność, fakt, może mnie spotkać... To w jaki sposób zostałem przyjęty "przy drugim podejściu" przekroczyło wszelkie moje oczekiwania... Uściski, pytania o zdrowie, zainteresowanie moją osobą jakbym był długo oczekiwanym gościem - który niesie dobrą nowiną, czy coś w tym rodzaju... Po prostu niepojęte, niewytłumaczalne, brak mi słów abym mógł to określić - to było przeżycie którego nigdy się nie zapomina!!! Dalej wszystko potoczyło się jak w pięknej bajce... Mityng spikerski, na który przyszedłem był również momentem przełomowym. Oto na salę wchodzi spiker, spiker którym okazuje się być człowiek, którego przed laty skrzywdziłem. A on! Podchodzi do mnie, wita się ze mną - jak witają się starzy przyjaciele. Zupełny szok. Źle się poczułem (zrobiło mi się słabo). To co opowiedział o swoim życiu, to pomimo różnicy wieku (jest starszy) to lustro mojego własnego życia. Efekt - biała noc, łzy powodem których jest rachunek tych wszystkich krzywd wyrządzonych przeze mnie, których nie będę mógł już nigdy naprawić - bezsilność. Kupuję poradnik 12 kroków AA. Zaczynam walkę przy jego pomocy - z samym sobą, walkę która gdyby nie przyjaciele z AA oraz mój "sponsor" - zakończyłaby się śmiercią - zwykłą ucieczką przez alkohol! Dopiero oni wszyscy uświadomili mi, że trzeźwieć (czy tego chcę czy nie) to długa droga i jeżeli nie pogodzę się z tym, to wrócę tam skąd przyszedłem, a dokąd za żadne pieniądze nie chcę wracać! Tak więc jestem na etapie pierwszego kroku, nie spieszę się, niech trwa nawet 100 lat jeżeli taka jest wola mojego Pana Boga Wszechmogącego bylebym nie tknął już nigdy alkoholu! Są też malutkie plusiki. Muszę się pochwalić moimi małymi sukcesikami, bo inaczej skręciłbym się. A są to: wczoraj jeszcze nie potrafiłem się z małego drobiażdżku uśmiechnąć - dziś tak. Wczoraj każdy najmniejszy problem wzbudzał we mnie lęki przeradzające się w paniczny strach i okropne wizje - dziś potrafię (może nie w pełni) panować nad tym i powierzać swoje problemy Miłującemu Bogu - TAK, TAK I JESZCZE RAZ TAK!!! Czego i wszystkim z całego serca życzę.

Grzegorz - Anonimowy Alkoholik

 


 

W moim życiu alkoholika często stosowałem mechanizmy obronne. Nie potrafiłem okazywać prawdziwych uczuć, chowałem się za murem obronnym. Te wszystkie mechanizmy służą do ukrycia uczuć jakie w danej chwili przeżywam. Czynią niemożliwym innym ludziom oraz nam samym poznanie prawdy o sobie: jaki jestem i co naprawdę przeżywam i czuję. Jednym ze sposobów poznania swoich mechanizmów obronnych jest mityng. Ileż to razy słyszałem na mityngu przyjaciół, którzy mówiąc o sobie mówili o mnie. Ta konfrontacja pokazywała mi jaki jestem. Dużo trudniej jest zakłamać i zignorować taką ilość osób, które mówią prawdę o sobie, która dotyczy jakby mnie. Stare porzekadło mówi "jeśli dziesięć osób twierdzi, że masz ogon, to się obejrzyj i sprawdź. Zbawienne działanie mityngu, to odkrywanie samego siebie, ono zastępuje mi iluzję i samooszukiwanie się. Ileż to razy opanowywała mnie złość na mityngach, a przecież to nie było celem mityngu. Przecież złość jest jednym z wielu uczuć i bywa przez wielu z nas używana jako bardzo wygodny mechanizm obronny. To mityngi konfrontowały mnie z wieloma uczuciami, z którymi nie miałem żadnego kontaktu. Zrozumiałem, że gdy lepiej poznam siebie, kim jestem, jakie uczucia przeżywam, to poszerzam swoje możliwości zmiany siebie. Poznałem będąc w AA przyjaciół, którzy bardzo zmienili swoje; zachowania, myślenie, działanie, niezależnie od tego czy byli starzy czy młodzi. Zrozumiałem, że i ja mogę uczyć się nowych zachowali i innego postępowania w życiu, gdy jestem aktywny, gdy na mityngach mówię prawdę o sobie, gdy nie przedstawiam swoich racji. A tak w ogóle to najlepszym sposobem poznania siebie jest uczestnictwo w mityngu. To mityngi służą mojemu rozwojowi. Bo przecież gdy mówię o sobie, lepiej poznaję własne uczucia i mechanizmy obronne. Cudowne, że te nasze spotkania nie są spotkaniami grup ludzi wzajemnie siebie oskarżających, dających sobie rady czy obrzucających się epitetami. Mityngi leczą chorą duszę, kiedy alkoholik zdobywa się na odwagę mówienia prawdy o swoich uczuciach. Wówczas lepiej poznaje siebie i innych.

 


 

Więcej optymizmu

 

Minęło już ładne parę lat jak uczęszczam na mityngi. Bywają różne lecz najbardziej nie lubię smutnych, bez cienia nadziei, pełnych narzekań, pesymizmu. Czy alkoholik to czasem nie takie cacuszko, co to aby żyć to musi mieć problemy, jak nie ma to sobie wymyśli, a jak wymyśli to musie je rozwiązywać, jak nie może to się użala nad sobą. Tak serio traktuje siebie w tym co robi, że gęba mu tężeje, kark sztywnieje, a pięści same się zaciskają. Nudzi niemiłosiernie, absorbuje ponad miarę. Chodząca bania problemów. A taki mądry, że aż przemądrzały. A może by tak pozmywał szklanki po mityngu, to by mu trochę powietrza zeszło. No, ale on ma ważnejsze sprawy do załatwienia - bo swoje.

AA

 


 

Kurier Świąteczny

 

W gardle sucho, swędzi ucho, w oczach mrowie, szumi; w. głowie niby w lesie i pić chce się. Gdy człek wstanie, na śniadanie, zamiast kawy, sok cierpkawy ssie z cytryny przez godziny. Brr! do kata i herbata nie pomaga , ciągła zgaga, szczęki cale odrętwiałe, zęby bolą. jakby solą wysmarował je konował Chęć do jadła gdzieś przepadła i zaledwie łyżek ze dwie, buraczniaku lub dla smaku, czegoś z rożna przełknąć można. Choć się straci, pal je kaci! bo w kłopocie o robocie z tego trudu ani dudu. Pani żona wciąż skrzywiona, przez dzień cały rznie morały; a tu człowiek nawet po­wiek, zawstydzony wobec żony, nie śmie wcale w tym zapale przykrej bury, wznieść do góry. Interesa niech do biesa z żydków zgrają się schowają; niech brodaty czeka raty, trudna rada! tak się składa,   wszędzie bieda, nikt dziś nie da; więc Szmulowi nie stanowi że w terminie gdy upłynie, na papierze, procent bierze. Oh tępicie ! ażeby cię! człowiek panie nie jest w stanie drapnąć z cicha do kielicha, gdy zobaczy   namawiaczy, co wciąż w uszy z całej duszy,  krzyczą na cię! Pijże bracie! Lecz cierp ciało, co się chciało!  niech tam sobie żonka dziobie, niechaj z biura przyjdzie bura, ja dziś przecie za nic w świecie, z łóżka mego wygrzanego, na podłogę wstać nie mogę. Jedyny sposób uniknienia tych przykrych przypadłości, byłby: nie pić wcale, gdyby nie ta maleńka przeszkoda, że daleko łatwiej napisać moralny artykuł o smutnych skutkach biby, niżeli uciec od takowej, gdy się sposobność nadarzy.

Świąteczny.

 


 

Przedstawiamy naszą grupą

 

Orlik

 

Grupa "Orlik" jest najstarszą istniejącą Grupą AA w dzielnicy Praga Południe, choć istnieje dopiero 3,5 roku. To AA-wcy - Seweryn, Piotr, Marek, Andrzej W. uznali, że jest potrzeba uruchomienia grupy AA w ich dzielnicy, która była białą plamą na mapie warszawskiego AA. Za zgodą gospodarza Ks. proboszcza Uczciwka grupa ruszyła w październiku 1991 roku. Do Małych Tradycji Grupy należą mityngi otwarte o tematyce rodzinnej. Mityngi odbywają się w każdą niedzielą o godz. 11.00 - co ułatwia jednoczesne korzystanie z porannej Mszy Św. Dobranie właściwego czasu spowodowało, że w pierwszym roku uczestniczyło w mityngach około 50 osób (potem powstały w Warszawie Grupy o tej samej porze). Obecnie Grupa stała się bardziej kameralną, w której uczestniczy 15-20 osób mieszkańców os. Gocławia. AA-wcy z tej grupy byli między innymi inicjatorami powstania Intergrupy SAWA, biuletynu "Mityng", rozprowadzają ulotkę z tekstem Baltimorskim w placówkach zdrowia oraz kościołach. Grupa założyła Księgę Pamiątkową, w której odnotowane są ważniejsze wydarzenia dotyczące naszej Wspólnoty.

Andrzej W.

 


 

Mam na imię Krzysztof -jestem alkoholikiem.

 

Jest kilka grup w Warszawie, które śmiało mógłbym nazwać swoją.

-    Moją grupą jest ODRODZENIE, bo to tam zostałem przyjęty do Wspólnoty.

-    Moją grupą jest WISŁA, bo przez ponad rok prowadziłem na Nowowiejskiej Mityngi Spikerskie.

-    Moją grupą jest KROK TRZECI, bo to tam właśnie przyczołgałem się, po moim ostatnim (do dziś) zapiciu.

-    Moją grupą jest MOKOTÓW, to jestem jej mandatariuszem i tam właśnie, w więzieniu na Rakowieckiej uczyłem się nowego spojrzenia na ludzi i zrozumiałem co znaczy podstawowa zasada AA, "że mam szukać tego co mnie łączy z ludźmi, a nie tego co nas dzieli". Ale tak naprawdę moją grupą jest KAMCZATKA, bo byłem w niej od początku istnienia. Trzy lata temu razem z Antosiem i Kazikiem pojechałem na spotkanie z ówczesnym Naczelnikiem Aresztu Śledczego na Olszynce Grochowskiej, Krzysztofem Kubiakiem, aby namówić go na stworzenie grupy AA. Wiedzieliśmy, że zna on problem choroby alkoholowej - był nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie poznał działalność AA w Zakładach Karnych. Było to dziwne spotkanie. Odniosłem wrażenie, że naczelnik nie bardzo wierzy w sens stworzenia takiej grupy. Z drugiej strony, do pomocy w naszej działalności obligowało go zalecenie ówczesnego Szefa Centralnego Zarządu Zakładów Karnych, dr Pawła Moczydłowskiego, który od początku swojej działalności popierał naszą Wspólnotę. Na zakończenie naszego spotkania (chyba po to aby nas zniechęcić) Naczelnik kazał zamknąć nas pojedyńczo w celach z osadzonymi tam kobietami. Trafiłem do celi, gdzie siedziały trzy dziewczyny: Janeczka, Bożena i trzecia, której imienia nie pamiętam. Siedziałem w celi i zastanawiałem się "co ja tu robię". Dziewczyny patrzyły na mnie z boku. Panowała cisza. Zacząłem mówić im o sobie - kim jestem, co robię, co wiem o chorobie alkoholowej, jak wyglądało moje dotychczasowe życie. Opowiedziałem im jak wyglądało moje "dno", jak upadłem i jak dzisiaj się z niego próbuję podnieść. Milczały, ale od czasu do czasu widziałem, że wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. W pewnym momencie Bożena zaproponowała, że zrobi herbatę. Dostałem wtedy pierwszy raz taką herbatę, że nie mogłem jej pomieszać - tyle było w niej fusów. I wtedy dziewczyny zaczęły mówić o sobie. Nagle okazało się, że w wielu momentach identyfikują się z tym, o czym przed chwilą mówiłem. Mówiły wszystkie naraz i wzajemnie się przekrzykiwały. Wtedy zaproponowałem im spotkanie na pierwszym mityngu informacyjnym, który będziemy organizować w niedalekiej przyszłości. Powiedziały, że przyjdą. Kiedy wypuszczono nas z cel i porozmawiałem z Antosiem i Kazikiem, wiedziałem, że to był dobry pomysł z tym przyjazdem. Ustaliliśmy z naczelnikiem dzień i godzinę spotkania i tak to się zaczęło. Na pierwszy mityng przyszły wszystkie dziewczyny z cel, które wcześniej odwiedziliśmy. I kilka takich, które przyszły po to, aby zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi. Pierwsze mityngi odbywały się w czwartki. Od początku spotykaliśmy się w świetlicy, na którą przerobiona została jedna z cel. Pierwszym rzecznikiem grupy, która przyjęła nazwę KAMCZATKA została Bożena. W trakcie pierwszych mityngów siedzieliśmy po obu stronach stołów - z jednej strony dziewczyny, z drugiej Antoś, Kazik i ja. Ale któregoś dnia dziewczyny ustawiły stoły na środku sali i od tamtej pory siadamy już razem dookoła. Ponieważ w tym samym czasie powstała grupa POWIŚLE, a Antoś był bardzo z nią związany (chyba był współorganizatorem), na jego prośbę zmieniliśmy dni naszych spotkań na KAMCZATCE. Od tamtej pory mityngi odbywają się w piątki. Dziś nie ma już tych dziewczyn, z którymi zaczynaliśmy. Wiele wyszło już dawno na wolność, część przewieziono do innych Zakładów Karnych. Została tylko "Babcia". Dziś rzecznikiem grupy jest Bernardetta a mandatariuszem Teresa, która wyszła z naszej grupy i dziś jest już na wolności. 3 lutego będzie uroczysty mityng z okazji 3-ej rocznicy naszej grupy. Jak co roku, dziewczyny przygotują salą i mam nadzieją, że znowu z wolności przyjedzie mnóstwo przyjaciół. I ja tam bądę, bo nie wyobrażam sobie, że miałoby mnie nie być na uroczystym mityngu MOJEJ GRUPY.

Krzysztof Alkoholik - zwany Napoleonem

 


 

Puszkin, 12.02.95

Drogi Andrzeju!

 

W końcu znalazłem czas, żeby napisać parę słów do Ciebie. Pracy mam tu dużo, a obowiązuje mnie nienormowany dzień pracy. Więc i wieczorem mogą mi głową zawracać. Więc pieniędzy za darmo tu nie biorę, muszę się narobić. Spotkałem się z Wiktorem, którego pewnie znasz. Ma zdjęcie z ogniska w Wesołej, kiedy z Antosiem grają z naszymi dziewczynami w piłkarzy. Byłem już na trzech mityngach. Od pierwszego mityngu wstąpił we mnie spokój i po prostu poczułem się tu jak u siebie, wśród przyjaciół. Mam gdzie chodzić, porozmawiać na nasze tematy. Mam tu również kościół, ksiądz jest Polakiem, ale mityngów mi bardzo brakowało. Nie krytykując nikogo, tematy wśród ludzi z którymi pracuję są trzy: wódeczka, dziewczynki i pieniądze. Akurat te co mnie w ogóle nie interesują. Tu na mityngach na których byłem, zauważyłem, że większość jest niewierzących. I przyjaciele mają problemy z Siłą Wyższą. Dla większości jest to grupa. Nasza wiara mówi, że gdzie dwóch lub trzech spotyka się w Moje imię, tam ja jestem. Czyli wszystko jest w porządku dla każdego. Jak wiesz tu jest prawosławie i katolicy. Piszę o tym dlatego, że tu właśnie złapałem mądrość programu, mimo że jesteśmy różnych wyznań rozmawiamy w sumie o tym samym. Ja do swojej wiary też dopiero dochodzę, znaczy się, w pełnym zaufaniu w prowadzenie Boże w dużych i małych sprawach. Szukam tego jak przemawia do mnie Bóg i zauważyłem że im bardziej szukam, tym więcej znajduję. Jedno co zauważyłem, to to, że bardzo mi jest potrzebna pokora, już parę razy złapałem się na tym, że krytykuję innych i oceniam. A wiem, że może mnie to zgubić. Jedno z naszych haseł mówi: "jeden rok, jeden krok", więc ja w tym roku pracuję nad pierwszym, jest on dla mnie najważniejszy, szczególnie ludzie z którymi mieszkam, po pracy robią sobie drinki, piją piwo, robią to normalnie. Ale wiesz ja ze swojego domu w ogóle wyeliminowałem alkohol, a tu jest on bardzo blisko mnie. Może to wyglądać, że się od nich izoluję, czy ich ignoruję, a ja po prostu nie chcę być w tych oparach, szczególnie że i palą i wychodzę do swojego pokoju. Ale skoro Bóg mnie tu przysłał to i pomoże mi tu wytrwać. W każdą środę łączę się z wami modlitwą, myślami uczestniczę w mityngu. Pozdrów wszystkich znajomych. Najserdeczniejsze pozdrowienia i uściski przesyła

Władek

 


 

Propozycje tematów mityngowvch - 144 tematy

 

Tematy mityngów są w większości cytatami z książki "12 Kroków i 12 Tradycji" lub myślami przewodnimi jej akapitów. Tematy są ułożone chronologicznie zgodnie z tokiem książki, co może ułatwić odnalezienie fragmentu odpowiadającego tematowi.

 

KROK PIERWSZY

"Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem"

 

1.   Co uważam za swoje "dno"?

2.   Zaufanie do siebie jest bezwzględną przeszkodą w rozgrywce z alkoholem.

3.   Jakie sprawy zawaliłem przez alkohol?

4.   Jak przygotowywałem się do picia?

5.   Picie kontrolowane.

6.   Działania, które trudno mi było wykonywać bez alkoholu.

7.   Komfort picia.

8.   Cztery możliwości dla alkoholika: śmierć, więzienie, obłęd, trzeźwość.

9.   Choroba ciała, umysłu, ducha.

10. Bezsilność - fundament trzeźwości.

11. Żyję tu i teraz czy rozpamiętuję przeszłość lub projektuję przyszłość.

12. Czy na pewno jestem alkoholikiem.

 

KROK DRUGI

"Uwierzyliśmy, że siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie"

 

1.   Próby zaprzestania picia.

2.   Czym jest dla mnie Siła Większa ode mnie?

3.   Bardziej duchowy niż religijny charakter Wspólnoty AA.

4.   Sytuacje, w których uważałem, że wiem lepiej niż inni, że jestem mądrzejszy.

5.   Demaskując grzechy innych mogłem uniknąć przyglądania się własnym niedostatkom.

6.   Co przeszkadza mi w uwierzeniu czy ugruntowaniu wiary?

7.   Jakie są moje wątpliwości dotyczące Siły Wyższej?

8.   Co oznacza dla mnie powrót do zdrowia"?

9.   Sytuacje w życiu kojarzące mi się z wiarą.

10. To czego zmienić nie mogę.

11. To co zmienić jestem w stanie.

12. Zakres moich i boskich "kompetencji".

 

KROK TRZECI

"Postanowiliśmy powierzyć naszą wolą i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek go pojmujemy"

 

1.   Jak powierzać swoją wolę i życie opiece Boga - czy muszę to wiedzieć by robić Krok trzeci.

2.   Mogę wierzyć i jednocześnie być daleko od Boga.

3.   Pragnienie zaprzestania picia z pomocą AA jest początkiem Kroku Trzeciego.

4.   Im bardziej jestem gotowy podporządkować się Sile Wyższej, tym bardziej staję się niezależny.

5.   Jestem przekonany, że moja inteligencja, wsparta silą woli, zapewni mi kontrolę nad własnym samopoczuciem oraz gwarantuje sukces.

6.   Zależność od grupy AA lub od Siły Wyższej nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

7.   Problemy, obecnie jeszcze bardziej dotkliwe, po odstawieniu uśmierzającego ból kieliszka.

8.   Dopiero bowiem wtedy, kiedy próbuję pogodzić moją wolę z wolą Boga, zaczynam używać jej właściwie.

9.   Niech się dzieje wola Twoja a nie moja.

10. Jak stawiałem się w miejscu Boga?

11. Pozostałe kroki drogą realizacji decyzji Kroku Trzeciego.

12. Cały program Dwunastu Kroków wymaga stałego i osobistego wysiłku w stosowaniu się do jego zasad.

 


 

Czy jest denaturat? Nie ma. To poproszą jakieś inne wino.

 

©   ©   ©   ©   ©

 

Jak wypiję pół litra, to czuję się jak nowo narodzony. Taki silny i wypoczęty? Nie mogę wstać i czekam, aż mnie ktoś przewinie.

 


 

Wszystko co powinniśmy wiedzieć, aby korespondować z innymi alkoholikami znajdującymi się w więzieniach

 

Max M. członek Komitetu d/s Zakładów Karnych rejonu Ithaca, Nowojorskiej Intergrupy, koresponduje przez ostatnich siedem lat z członkami AA znajdującymi się za murami więzień. Tutaj w pytaniach i odpowiedziach dzieli się swoim doświadczeniem z trudnej ale satysfakcjonującej pracy według 12-kroków.

 

Pyt. Jak ty zacząłeś. Jak się wtedy czułeś?

Odp. Wiedziałem o dziale zajmującym się tą korespondencją znajdującym się przy CCS i posiadającym listą więźniów, którzy chcieli tej korespondencji. Napisałem i dołączyłem się do tego. Kiedy z GSO przyszło nazwisko pierwszego korespondenta byłem przestraszony. Co mu mogą powiedzieć? Nigdy nie lubiłem pisać, chociaż bardzo lubiłem dostawać listy. Na początku było bardzo ciężko napisać pierwszy list. Teraz po pewnym czasie nabrałem wprawy i idzie mi to coraz lepiej. Staram się wcześniej przemyśleć to co mam napisać. Kiedy siadam do tego, właściwe słowa same zostają na papierze.

Pyt. Czy więźniowie zdają sobie z tego sprawą?

Odp. Wierzą w to. Nigdy nie żałują na to czasu i nie znam różnicy między wykroczeniem a zbrodnią. Nigdy nie pytam się o to co robili wcześniej i oni też zwykle nie mówią mi o tym. Większość twierdzi, że ich pobyt w więzieniu jest konsekwencją ich picia i to jest wystarczająca dla mnie płaszczyzna porozumienia.

Pyt. Czy ty i twoi korespondenci honorują anonimowość każdego z Was?

Odp. Tak. Po pierwsze nie koresponduję z więźniami z mojego stanu. GSO nie przysyła mi takich nazwisk. Moimi korespondentami są ludzie z 17 Północnych Stanów. Nigdy także nie podaję swojego nazwiska ani domowego adresu. Jeżeli chodzi o moich korespondentów wiem trochę o nich, znam ich imiona i numer więzienny.

Pyt. Czy władze więzienia otwierają i czytają wasze listy?

Odp. W niektórych stanach robią to, ale staram się nie pisać nic, co by miało jakikolwiek związek z przestępstwem. Listy od więźniów nie są otwierane. Wiele stanów żąda   jednak   aby   koperta   nosiła   stempel więziennej cenzury jeżeli pochodzi od więźnia.

Pyt. O czym twoi korespondenci najczęściej piszą?

Odp. Wielu więźniów ma wyraźne zdolności pisarskie. Dostają wiele listów napełnionych humorem, ale także niedolą i nieszczęściem. Niektórzy chcą się dzielić historią swojego życia. Inni chcą pomocy w dotarciu do AA, gdy wyjdą z więzienia. Jeszcze inni desperacko poszukują duchowego przewodnictwa. A wielu chce tego co i ja, ale bez AA-wskiej bzdury. Wtedy piszę im uczciwie, dlaczego piszę do wielu i co ja mogę im zaoferować -moje doświadczenia, moją siłę i nadzieją odzyskaną dzięki pracy nad AA-wskimi 12 krokami. Niektórzy przerywają korespondencję, ale nie znaczy to, że są mniej poważni. Po prostu są zablokowani przez sprawy dziejące się w więzieniu. Tam, gdzie zasiane jest ziarenko AA, tam zawsze mam nadzieją, że coś wzejdzie.

Pyt. Czy oni lubią twoje listy?

Odp. Po pierwsze, zawsze staram się odpowiadać na wszystkie pytania moich korespondentów. Staram się relacjonować fakty z mojej osobistej historii i dodawać coś nowego w każdym następnym liście (rosnąć). Zwykle staram się napisać parę słów o pracy jaką dokonałem nad 12 krokami i dołączyć parę pytań w odpowiedzi.

 

Mój list składa się zwykle z jednej zapisanej kartki maszynopisu, do której dokładam 3 strony innych materiałów, tak że list waży około uncji. Nigdy nie wysyłam dodatkowych materiałów na początku. Kiedy to już robię zawsze się pytam czy przydały się do czegoś. Co wysyłam: wycinki z gazetek, kopie artykułów AA-wskich, rysunki - te są szczególnie ciepło witane. Nigdy nie wysyłam pieniędzy, jedzenia oraz innych rzeczy o które więźniowi czasami proszą. Niesienie pomocy i nic więcej - jest moim przewodnikiem.

"BOX" - tłumaczyła Irmina

 


 

Prezentacja:    Służba; Czemu potrzebne są służby.

 

Fr. Carvalho de Oliviera - Brazylia

 

Wspólnota Anonimowych Alkoholików pełni jedną, zasadniczą rolę - przenosi przesłanie do stale cierpiących alkoholików. To jednokierunkowe działanie nakłada na nas obowiązek pełnienia tej służby przez maksimum efektywności. Angażowanie w nasze działania innych, aktywnych i wielorakich poczynali może pociągać za sobą oderwanie nas od celów a wysiłki nasze ulegają osłabieniu, nie jesteśmy ekspertami jeżeli idzie o chorobę alkoholową. Jest to pole działania lekarzy, mężczyzn i kobiet zajmujących się tym problemem na gruncie wiedzy. Nie jesteśmy doradcami, kaznodziejami, reformatorami itd. Wszystko czym dysponujemy to nasze doświadczenie płynące z picia i program, który dopomógł nam wyjść z alkoholizmu. Program, który można odnieść do każdego kto ma pragnienie zaprzestania picia. Ta jedyna możliwość jaką jesteśmy w stanie związać z naszym członkostwem oznacza, że każdy, gdziekolwiek się znajduje, z jakiejkolwiek klasy społecznej pochodzi, niezależnie od jego wieku, płci, warunków socjalnych, wyznania czy opinii może cieszyć się członkostwem AA i trwać w trzeźwości. Przenosimy nasze przesłanie, gdyż postępując najlepszą drogą, jesteśmy świadomi własnej trzeźwości. Przenosząc przesłanie - chronimy życie, nasze własne życie, bo dla nas alkoholizm to śmierć. Obecnie dysponujemy nieocenionym skarbem naszej trzeźwości, ale jest to unikalny i bardzo znamienny rodzaj skarbu. Nie odniesiemy korzyści z niego jeśli nie podzielimy się naszymi doświadczeniami z innymi ludźmi. Musimy dokonać wymiany doświadczeń płynących z naszej trzeźwości z przyjaciółmi - alkoholikami. Więcej, wymiana doświadczeń płynących z trzeźwości z tymi, którzy potrzebują pomocy działa i na naszą korzyść - nasza trzeźwość wzrasta i postępuje. To tak jak gra - daj i bierz. Wymieniamy nasze doświadczenia aby trzeźwieć jeszcze bardziej. Krok dwunasty, poprzez pracę służb wzbogaca nasze zdolności do budowy nowych idei i osiągania przez nas wzrastającej efektywności trafiania do stale cierpiących alkoholików. Współpraca między członkami AA w ramach przenoszenia przesłań jest sposobem na rozwiązanie konfliktów wszelkiego rodzaju, jakie mogą powstać wewnątrz wspólnoty. Mamy jeden cel, a jest nim alkoholik, który cierpi bezustannie. Mamy wiele dróg do osiągnięcia sukcesu. Przede wszystkim taką drogą jest okazanie miłości. Miłość jest przeciwieństwem egoizmu, uczucie to jest samopoświęceniem bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Służyć jako AA to kochać wspólnotę, bo ona uratowała nam życie. Służba bez miłości do naszych przyjaciół alkoholików rzadko będzie korzystna. Z tego też powodu wierzymy - służba jest prawdziwym wyrażeniem naszej miłości, poprzez działanie. W "Podręczniku Służb AA" Bill pisze - "Służba AA jest niczym innym jak pomocą dla cierpiących przyjaciół - czerpaniem ze wszystkich możliwości, wypływających z 12 kroku. Od rozmowy telefonicznej za 10 centów do filiżanki kawy, a dla działania na terenie kraju czy terenie międzynarodowym poprzez biuro naczelne służb AA. Sumą tych służb jest nasz trzeci zapis służb". Służba jest niczym innym jak tym co może być zdziałane dla przenoszenia przesłania w sposób efektywny, wewnątrz i poza grupą AA, a jedynym celem jest dotarcie do stale cierpiącego alkoholika. Aby dawać efekty, musi opierać się na 12 tradycjach. Służby każdego rodzaju są konieczne dla osiągnięcia naszego głównego celu. Żaden z rodzajów pracy w ramach służb nie może być uważany za bardziej ważny od innych. Sprzątanie i wietrzenie pomieszczenia, w którym odbywają się mityngi, parzenie kawy czy ustawianie krzeseł są w każdym calu tak samo ważne jak praca przy przygotowywaniu mityngu służb światowych. W chwili gdy członek grupy AA pomaga przy organizacji mityngu grupowego, on (lub ona) wypełnia dobrze niezbędne powinności - nawet gdy nikt nie zjawi się na mityngu i mityng nie może się odbyć. Służba jest podarunkiem jaki otrzymaliśmy od naszej siły wyższej a jednocześnie przywilejem wszystkich członków AA. Zdarza się zazwyczaj, że nie każdy korzysta z tego podarunku i przywileju. Jest wiele osób we wspólnocie AA, którzy nie chcą przyjmować na siebie odpowiedzialności za służbę, ale są dobrymi członkami, cudownymi ludźmi i trwają stale w trzeźwości. Kochają wspólnotę i są wdzięczni za wspólnotę, ale nie otrzymali wezwania od Boga do pełnienia służby. Są naprawdę szczęśliwi, bo są trzeźwi, ale nie odczuwają potrzeby udziału przez swoją aktywność, co więcej, oni nawet spełniają służbę jakiegoś rodzaju, oni służą jako przykład. Ale przykład nie jest jedyną i najlepszą drogą do przekonywania innych - przykład jest tylko drogą. Tego rodzaju członkowie uczestniczą w mityngach na których często i radośnie spotykają nowicjuszy, są częścią grupy i dla nich jest to pełne zadowolenie. Niech ich Bóg błogosławi. Są też członkowie, którzy podejmują pracę na rzecz służb wkrótce po wstąpieniu do AA. W szybkim czasie chcą wykorzystać swoją rutynę dla przyjemnego, spokojnego działania grupy, co więcej, wzrasta ich zainteresowanie tym co się dzieje wewnątrz grupy, żywo angażują się do dyskusji i konwersacji z członkami, stale poszukują czegoś nowego, dodatkowej aktywności, w której chcieliby brać udział. Zdobywają zaufanie grupy i wkrótce stają się zaufanymi pomocnikami. Również im niech Bóg błogosławi. Przyszłość wspólnoty AA uzależniona jest od naszych możliwości utrzymania przekazywania przesłań do tak licznej grupy alkoholików jak to jest możliwe. Aby wypełnić to zadanie musimy stosować się do tego programu uzdrowienia; musimy utrzymywać naszą wspólnotę w formie zjednoczonej a samych siebie w gotowości do wykonywania naszych pierwszoplanowych zadań. Nadejdzie taki dzień, że nie będziemy już dłużej działać. Nowa generacja przejmie od nas odpowiedzialność za pełnienie służby i będzie przenosić pracę na poziom lokalny, narodowy i międzynarodowy. Dlatego naszym zadaniem jest sponsorować młodszych członków. Nasza ukochana wspólnota musi żyć i stale wzrastać. To będzie nasze dziedzictwo. Naszą nadzieją na przyszłość jest fakt nadejścia dnia, w jakimkolwiek miejscu na świecie, znajdzie się członek AA przekazujący przesłanie i deklarujący - jestem odpowiedzialny. W chwili gdy ktokolwiek, gdziekolwiek potrzebować będzie pomocy, chcę aby pomocna dłoń AA wyciągnęła się ku niemu, i to jest powód, dla którego jestem odpowiedzialny. Nie wykluczone, że jest to tylko marzenie. Ale marzenia sprawiają nadejście prawdy. I to jest ten cud, że wszyscy tu jesteśmy teraz, trzeźwi i szczęśliwi.

 

"PŁACIĆ ZA WŁASNE POTRZEBY; JAK RADZIMY SOBIE WE WŁASNEJ GRUPIE"

 

Gerry F. z Humboldt, Saskatchewan, pełniący służbę mandatariusza Zachodniej Kanady,

 

stanowczo zaprzecza "kaczce dziennikarskiej", jakoby "wraz z procesem trzeźwienia nasze kieszenie stają się głębsze, natomiast ręce krótsze" według jego spostrzeżeń "większość z nas była pasażerami na gapę korzystającymi z podróży pojazdem ciągnionym przez trzeźwe "woły robocze". Tak było, gdy piliśmy, natomiast w miarę trzeźwienia coraz większą satysfakcją zyskujemy z poczucia, iż sami możemy płacić za własne potrzeby. ... Podjęliśmy decyzję, że samowystarczalność dotyczyć będzie nie tylko najniższego poziomu tj. mityngów naszej grupy, lecz również wyższych poziomów działalności tj. intergrupy, działalności w szpitalach, regionu, służby krajowej itd." Tymczasem już na najniższym poziomie koszty rosną. Ambicją każdej grupy jest lokal położony jak najbliżej ośrodków rehabilitacji, węzłów kolejowych tzn. w miarę możliwości centralnie, a to kosztuje. Na mityngi przychodzi coraz więcej "cierpiących" ze skierowaniami ośrodków terapeutycznych, szpitali, kuratorów a więc przede wszystkim "po podpis". Często grupie nie starcza na kawę, herbatę i opłacenie lokalu. Tymczasem ruch nasz zyskuje coraz większe uznanie, a kasa staje się coraz uboższa. W tej sytuacji nasza intergrupa podjęła szereg kroków zaradczych. Przede wszystkim dokładne zapoznanie uczestników mityngów jakie są potrzeby i dokładne rozliczenie z zebranych środków pod pełną, dokładną i drobiazgową kontrolą. Na mityngi otwarte, spikerskie, na które przychodzi niekiedy wielu zainteresowanych spoza Wspólnoty i na których jedynym, ale za to pokaźnym składnikiem kosztów jest opłata za pomieszczenie, staramy się zapoznać praktycznie z naszym zwyczajem "krążącego kapelusza", zastrzegając się, że chodzi tu tylko o symboliczne datki na bieżące, konkretne potrzeby, natomiast zawsze pożądany jest umiar i rozsądek. Bezwzględnie unikamy wyłudzania pieniędzy, czy też ustalania opłat za wstępy na jakiekolwiek imprezy, w których organizowaniu bierzemy udział. Apele o "kapelusz" są zwykle skuteczniejsze, gdy drobiazgowo wyliczone zostaną kwoty i ich składniki na konkretne zamierzenie, niż gdy zwracamy się wyłącznie o datki, gdyż "potrzeby są olbrzymie, a my przecież musimy nieść posłanie wciąż jeszcze cierpiącym". Jeśli uczestnicy mityngu są w pełni przekonani o celowości zamierzenia oraz o rozsądnym wydawaniu zgromadzonych środków i braku rozrzutności związanej niekiedy z chęcią dodania sobie splendoru, wówczas "kapelusz" może dokonać dwóch okrążeń. Na początku i przy końcu mityngu. Pamiętać jednak należy, że oprócz modelu "pasażera na gapę", funkcjonował również i to niekiedy równolegle, lub przemiennie, model "jednodniowego milionera", kiedy nie liczyły się koszty, ważny jedynie był cel - doprowadzenie się do "błogostanu". Nie doprowadzajmy się i teraz do stanu "samorozkoszy". Nauczmy się żyć rozsądnie i "kochajmy się jak bracia" lecz sprawdzajmy rachunki jak Żydzi". Larry N. z Imperial Beach, Kalifornia, podsumowuje swoją wypowiedź sentencją "Na naszej grupie coraz więcej miłości i coraz mniej pieniędzy. Pamiętać jednak powinniśmy, że nasze grupy, intergrupy i regiony nie mogą przekształcić się z ośrodków kształcenia naszej osobowości w przedsiębiorstwa organizujące wspaniałe widowiskowe imprezy. Pamiętajmy iż przesłaniem dwunastego kroku jest nie tylko niesienie posłania, a jednakowo stosowanie wszystkich zasad AAowskich nie tylko podczas dwu godzin mityngu lecz również w życiu prywatnym, w tym na zebraniach intergrupy i regionu, a służba w AA nie może być sposobem na kompensację niezaspokojonych normalnie ambicji. "GOTOWOŚĆ WYRZECZEŃ" (nadaje ton Światowej Konferencji Służb AA) W 1951 roku pierwsza Światowa Konferencja Służb AA zainicjowała "pięcioletni okres próbny". Bill W., współzałożyciel, przewidywał, że jakkolwiek nikt nie powinien zabierać oficjalnie głosu w imieniu AA, to jednak Konferencja może z czasem stać się przynajmniej echem AA. Gdy Delegaci ze Stanów Zjednoczonych i Kanady, przygotowujący się do 44 corocznego zgromadzenia Konferencji, mającego się odbyć w hotelu Holiday Inn, Crowne Płaza w Nowym Jorku. ... glos AA staje się. silniejszy niż kiedykolwiek. Tematem corocznej konferencji jest "Gotowość do wyrzeczeń" i jak z okazji poprzednich konferencji, wezwanie do bezkompromisowej samokrytyki. Poprzednio uczestnicy skupiali się na ocenie zalet i wad struktury konferencji. Tym razem atak skierowany winien być na Duchowy Obrachunek zgodnie z inspiracją 12 Tradycji. Bill W. widział to w "... szeregu wyrzeczeń, których... musimy dokonać indywidualnie i zbiorowo, jeśli tylko AA ma utrzymać się przy życiu i funkcjonować normalnie". Weteran Kerry L., który jako delegat ze stanu Nebraska w latach 60-tych ciągle był pod wrażeniem wstrząsu, jaki nastąpił na konferencji w 1969 r. Przez kolejnych 11 lat przed konferencjami, wpływały inicjatywy zmiany proporcji w stosunku liczby mandatariuszy - niealkoholików do alkoholików w Radzie Głównej Służby Krajowej. W 1938 roku żaden z alkoholików nie miał więcej niż 3 lata trzeźwości. Nie wierzono też sobie wzajemnie. W rezultacie ustalono, iż w Radzie zasiądzie 8 działaczy - niealkoholików i 7 alkoholików. W owym roku wielu uczestników pod przewodnictwem Billa W. odczuło, iż zgromadzili wystarczającą ilość doświadczenia, popartą wieloletnią trzeźwością, aby sprawy powoli przejmować we własne ręce. Liczba alkoholików, utożsamiających się z AA oraz mityngów rosła już wówczas lawinowo. Zrodziła się myśl, aby liczbę mandatariuszy powiększyć z 15 do 21, a przede wszystkim, aby odwrócić proporcje. Dać wreszcie przewagę alkoholikom nad działaczami w stosunku 2:1, tj. 14 alkoholików i 7 działaczy. Mówi Kerry "moje wspomnienia są bardzo żywe, przede wszystkim ze względu na zamieszanie związane z propozycją i troską o przyszłość AA. W wieku 32 lat byłem najmłodszym, najmniej ... doświadczonym. Bill W. był dla mnie bożyszczem. Ideałem od pierwszej chwili gdy tylko go ujrzałem. Nagle -poczułem, że nie wszyscy mówią tym samym głosem. Byłem zdumiony, słysząc oskarżenia oponentów:"... odgrywa szopkę, ... chce wszystkich przekabacić dla własnych interesów,... samolubny zarozumialec". Cały dzień słuchałem obrad. W kółko to samo. Odbyły się próbne głosowania. Sądażowe. Wydawało się, że oponenci Billa W. mają przewagę. Tej nocy, nie mogąc spać, wyszedłem na korytarz. Nie chciałem budzić żony, aby nie wiedziała o moich dylematach i związanej z tym bezsenności. Chciałem spacerując, zwrócić się do mej Siły Wyższej z prośbą o radę przed ostateczną decyzją. Z najwyższym zdumieniem stwierdziłem, że nie jestem osamotniony. Niektórzy spacerowali, inni siedzieli na podłodze, opierając plecy o ścianę. Następnego dnia zebraliśmy się na rozstrzygające głosowanie. Pamiętając o sądażowych głosowaniach dnia poprzedniego, nie mogłem wyjść ze zdumienia. Przeszła propozycja, która jeszcze poprzedniego dnia nie miała najmniejszej szansy. Po dłużej, niż dziesięciolecie trwających deliberacjach, struktura konferencji została zmieniona jednoznacznie w sposób bezprecedensowy i niewyobrażalny. Spojrzałem na twarz Billa W. Niezapomniane wrażenie. AA z okresu ząbkowania weszło w wiek dojrzałości. Bill W. miał pełne prawo poczuć, iż wykonał swe dzieło życiowe, zrobił wszystko, co mógł zrobić". A więc tym razem uczestnicy konferencji zadadzą sobie szereg podstawowych pytań. Czy we współczesnym świecie musimy w dalszym ciągu utrzymywać anonimowość jako kamień węgielny naszego ruchu? Czy jesteśmy nadgorliwi w unikaniu środków masowego przekazu w oparciu o zasadę własnego przykładu bez reklamowania własnych osiągnięć? Czy zawsze musimy się ugryźć w język, zanim wypowiemy się na temat ogólny dotyczący wspólnego dobra i kontrowersji, które dotyczą również nas jako członków społeczności? Na ile jesteśmy skrępowani "12 Koncepcjami" działania Służb AA? (Chodzi o trzecią i czwartą zasadę Prawa do Decyzji i Udziału Służb w rozwiązywaniu bieżących zadań i problemów AA). Lista pytań jest długa, lecz na końcu pozostają dwa najważniejsze. Nasze podstawowe zadanie. Jak skutecznie niesiemy posłanie ciągle jeszcze cierpiącym? Nie można zlekceważyć żadnego z niezliczonej mnogości sprzecznych nieraz poglądów i opinii. Wszystkie nie pasujące do siebie, lecz złożone w końcu z zegarmistrzowską dokładnością jak modne obecnie "Puzzles", mogą stworzyć panoramiczny obraz tego, czym jest teraz AA i czy sterujemy w odpowiednim kierunku do zadań czekających nas w XXI wieku. Tu drugie pytanie. Czy to co robimy, możemy robić lepiej, a jeśli tak, to w jaki sposób? Dotarcie do wspólnego zdania, nie drogą głosowania, gdzie nierozsądna większość przegłosowuje rozsądek, lecz drogą ugody, gdy każdy ma prawo veta, to droga długa i żmudna, lecz gwarantująca, iż niczyje interesy nie zostaną pogwałcone, gwarantująca skuteczność i nieśmiertelność AA. Mniejszość nie może być zlekceważona. Tzw. "grupowe sumienie" to zbiorowa zdolność do odróżniania dobrego od zła. Czasem lepiej cofnąć się o krok, aby dwa następne nie zostały postawione w złym kierunku. Dobro ogólne ważniejsze od zasad. W tym roku, kiedy 133 uczestników z prawem głosu - delegatów, mandatariuszy i dyrektorów, łącznie z członkami Biura Światowej Konferencji i Redakcji pisma "Grapevine" - będzie trudziło się nad wypracowaniem wspólnego ......................  ostatniego mandatariusza, działacza, niealkoholika Bernarda Smitha, wypowiedziane na konferencji w 1954 r.: "Nie ma już teraz potrzeby, aby troską konferencji była trzeźwość jej uczestników. Natomiast istnieje wielka potrzeba dotarcia do alkoholików, którzy jeszcze cierpią i to w niewielkiej odległości, wprost w zasięgu naszej ręki, w budynku sąsiadującym z naszą salą posiedzeń. Potrzebujemy umożliwić trzeźwienie dziecku, które ma się urodzić dziś wieczór, a już przez okoliczności miejsca i czasu skazane jest na alkoholizm. Należy pomyśleć, aby w oparciu o 12 Kroków możliwe było nawet w następnych stuleciach zbawienie tych alkoholików, którzy w AA znajdą to, co nas przywróciło do życia".

 

BOX 4/5/9News and Notes from the General Service Office of AA, vol 40, No 2

tłumaczył RKS

 


 

Tłumaczyli pracownicy Fundacji "Wspólnota" - anonimowo     Styczeń/Luty 1995

 

MITYNG SAMOTNIKÓW I INTERNACJONALISTÓW

POWYŻEJ NASZYCH OCZEKIWAŃ

 

(Weteran Carl O. Olsen (LS) z Pompano Beach na Florydzie

 

Byłem trzeźwy zaledwie parą tygodni, kiedy po raz kolejny przytrafiła mi się życiowa katastrofa, albo jak to wówczas odbierałem - a mianowicie miałem jechać do domu mojej byłej "lepszej połowy" do innego stanu i miasta, gdzie nie znałem absolutnie nikogo. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej odebrałem na mityngu mój biały medalion. Opowiedziałem sponsorowi o swoich lękach związanych z tym wyjazdem, bo obawiałem się, że ponownie utracą dwa tygodnie abstynencji. Udało mi się już wytrzymać bez picia przez wiele tygodni i nawet miesięcy, ale zawsze natrafiałem na zdarzenia i problemy, z którymi jak sądziłem, poradzą sobie lepiej, kiedy na chwilę odejdą od programu. Przed zapiciem powstrzymywało mnie moje myślenie i racjonalizacja. Przy pomocy sponsora i grupy AA udało mi się przebrnąć przez takie chwile i obecnie mam 38 lat nienaruszonej trzeźwości. Im częściej chodziłem na mityngi, tym bardziej zaczynałem odczuwać ową niezrozumiałą moc, która wpłynęła na to, że chciałem bardziej poznać siebie i żyć nowym życiem. Na mój proces trzeźwienia złożyły się ból i  radość. Dzisiaj moje zachcianki nie są już na pierwszym miejscu i nie są celem samym w sobie. Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Poświęcam wiele czasu na wsłuchiwanie się w moją Siłą Wyższą i proszę o wskazówki, których oczekują. Otrzymuję je wcześniej czy później - ale zawsze nie w tym czasie o którym myślałem i inaczej niż się tego spodziewałem. Jestem szczęśliwym człowiekiem, pełnym miłości, którą otrzymałem wbrew moim najśmielszym oczekiwaniom. To wspaniałe, że umiem przepraszać, kiedy popełnię błąd, to wspaniale że codziennie potrafię patrzeć ludziom prosto w oczy. Szukam więcej dobra w ludziach, których spotykam i wierzę, że jest to zgodne z wolą mojej Siły Wyższej. Jestem krótkofalowcem, uprawiam kwiaty i spędzam wiele czasu przy komputerze. Od 35 lat jest w szczęśliwym związku małżeńskim z kobietą, którą poznałem w AA. Wszystko to i niezliczone dobrodziejstwa o jakich mi się nawet nie śniło, uzyskałem dzięki temu wspaniałemu sposobowi życia. Dzięki temu, że korzystałem z zasad AA najlepiej jak tylko potrafiłem i zawsze starałem się nieść pomoc tym, którzy mieli mniej szczęścia ode mnie. Kiedy jestem w kontakcie z innymi ludźmi, mam możliwość dzielenia się tym, co osiągnąłem i tym co dał mi Program AA. Jestem starym człowiekiem, mam 83 lata. Ha !!! Przyp. tłum. "biały medalion" - w AA amerykańskim za poszczególne okresy trzeźwienia członkom Wspólnoty, na mityngach uroczyście wręcza się okazjonalne medaliony, każdy w innym kolorze w zależności od czasu trwania trzeźwienia.

 

PRACA Z INNYMI

 

(Dave  (Big Dave) Rabin  (LS) z Modesto  w Kalifornii mówi:

 

Mam 45 lat. Od 8 lat jestem na rencie inwalidzkiej z powodu guza na mózgu i padaczki. Zawsze uczęszczałem na wiele mityngów, ale po przejściu na rentę obniżyło się bardzo moje poczucie wartości. Sponsor z 39-letnim stażem trzeźwienia powiedział mi, że jeżeli będę pracował z innymi, to nie będą samotny i tak też się stało. Zaangażowałem się bardzo w pracę w AA. Miałem na to czas. Często nie mogłem ruszyć się z domu, ale nigdy nie byłem sam. Odkryłem, że kiedy potrzebują pomocy i o nią poproszę, to ją otrzymam. Powiedzieliście ml, już na samym początku, że wszystkie moje potrzeby będą spełnione; niektóre zachcianki również! I to się sprawdziło. To prawda, że moje zdrowie nie jest takie, jakiego bym sobie życzył, ale korzystając z 12 Kroków i 12 Tradycji AA mogłem przez cały czas żyć programem 24 godzin. Trzeźwy i wolny - a nie w depresji i nie pogrążony w smutku. Inny weteran AA, który poruszył me serce powiedział, że dojrzewamy w bólu i cierpieniu. Wielka Księga mówi, że ból jest kamieniem węgielnym dojrzewania. I w ten sposób ja stale wzrastam.

 

Nowy Sponsor Samotników Jack Carte z White Sulphur Springs w West Vlrglnla mówi:

 

Byłem trzeźwy od 1965 do 1977, później miałem problemy i zapiłem. Teraz jestem trzeźwy od czterech lat. W tym czasie odzyskałem raz jeszcze szacunek do samego siebie i szacunek do ludzi, którzy byli w takim samym dołku jak ja. Pokochałem nasz wspaniały program, który raz jeszcze poruszył mnie do głębi. Wierzą, że mogę pomóc innemu Samotnikowi a jednocześnie i pomóc sobie.

 

Veronica Cleary z Belfast County, N.lreland (LS) pisze:

 

Kiedyś byłam bardzo samotna i wyobcowana i nie czułam się członkiem tego Wszechświata. Dziś wygląda to trochę inaczej. Jakkolwiek miałam niedawno nawrót takich samych odczuć. Życie niosło ze sobą wiele trudności. I zauważyłam, że nie reaguję na nie w sposób właściwy. Problemy piętrzyły się, a ja pozwalałam by to wszystko wpływało na mnie destruktywnie. Chaos emocjonalny, który mnie owładnął, spowodował we mnie prawie całkowitą pustkę. Wierzę w to, że bez programu i Wspólnoty nie dałabym sobie rady. Odkryłam, że to ja sama oddalam się od Boga i ludzi; skoncentrowana wyłącznie na sobie i nie akceptująca siebie. Był to okres koniecznego samooczyszczenia. Przeprowadziłam sama ze sobą rozmowę czy w ogóle ufam Bogu? Dzisiaj wiem już, że ufam. Widocznie, nie mam już wyboru, albo przyjmę Jego duchowe wsparcie albo umrę. Nie wydaje mi się, że mam jakikolwiek wybór. Bóg przemawia przez innych ludzi - odkryłam to podczas korespondowania z osobami, które poznałam w AA. I to właśnie oni odpowiedzieli na wszystkie moje wątpliwości.

 

WYRAŻANIE WDZIĘCZNOŚCI

 

Nowy Sponsor Samotników Barbara Oshesky z Clayton w Georgii mówi:

 

Chciałabym być wpisana na listę Sponsorów Samotników. Jestem aktywnym członkiem AA od stycznia 1975 r. Dziękuję Ci, Boże! Mieszkam na odludziu i członkowie AA są rzadkością w Appalachach w Północnej Georgii. Ale nie dziwi mnie to, że i tutaj jest wielu, którzy potrzebują AA. Wielką dla mnie radością będzie dzielić się doświadczeniem i otrzymywać aowskie posianie od Samotników, Domatorów i Internacjonalistów. Dwadzieścia lat temu, kiedy mieszkałam w Niemczech również byłam członkiem LIM-u.

 

Od Domatorki Syl C. Tully w Hyde Park w Vermoncie.

 

Jestem trzeźwa od 1973 r. Nadal czynnie koresponduję w AA i od czasu do czasu jadę do miasta na zakupy, często odwiedzam przyjaciół z AA, z którymi odbywam pogaduszki. W naszej małej społeczności widać działalność Wspólnoty. Przede wszystkim, chciałabym wyrazić swoją wdzięczność za nieustającą działalność LIM-owi. Kiedy po raz pierwszy przyszłam do AA i w nim pozostałam, byłam Samotnikiem przez 4 lata, to poprzez LIM zaczęłam pisać aowskie listy. Dzięki temu brałam udział w kilku mityngach w Australii, po dwu i pół letnim pobycie w miejscu, które dzisiaj nazywa się Mikronezją. W Australii odnalazłam kilku moich korespondentów, ale większość z nich pochodziła z kontaktów z LIM-u, z korespondencyjnej grupy z mityngów   Word Hello. Przybywa mi lat również i w trzeźwieniu -jest to korzystne z wielu powodów. Ale starzenie się daje mi się również we znaki. Tak długo jak tylko będę miała zdolność widzenia, będę korespondowała z przyjaciółmi w AA.

 

Internacjonalista David Pinyerd z Melbourne na Florydzie, pisze:

 

Nasz statek zawinął do portu. Zatelefonowałem do swojej mamy, która mnie powiadomiła, że otrzymałem listy od ludzi z całego kraju. Wiem, że jest to korespondencja od przyjaciół podróżników z AA, którzy odnaleźli moje imię w spisie LIM. Jestem wdzięczny tym wszystkim, którzy dzięki programowi wyciągnęli do mnie rękę. Na moim biruku leży "Wielka Księga", "12 Kroków i 12 Tradycji" oraz "Uwierzyliśmy..." Mam kilkanaście innych książek z tej dziedziny, z których codziennie czerpię mą silę. Ale ponad wszystko muszę być blisko Wspólnoty. Tu, gdzie jestem bez przerwy mam przykłady, co mogłoby mi się przydarzyć, gdybym sięgnął po pierwszy kieliszek. To mnie przeraża. Często brakuje mi tego, co mógłbym usłyszeć na mityngu i co pomogłoby mi ujrzeć moje problemy we właściwym świetle. Kiedy zadzwoniłem do domu i dowiedziałem się, że zależy wam na listownym mityngu ze mną -poczułem się wspaniale.

 

Kontakt w Porcie - John Grey, St. Augustine na Florydzie, mówi:

 

Dzięki każdemu z was, dzięki aowskiej literaturze, dzięki Sile Wyższej, 13 sieprnia otrzymałem medalion z okazji 20-lecia trzeźwości. Z tego 12 lat spędziłem jako Internacjonalista pracując na statkach i holownikach dalekomorskich. Co innego można robić na morzu, jak nie korzystać z literatury AA! Oby morza były dla was łaskawe i aby nigdy nie opuszczały was siły.

 

Była Samotniczka, obecnie Sponsor Samotników, Keith Kelly pisze z Bloomington w Indianie:

 

Piszę, aby powiadomić was o zmianie mojego adresu i statusu. Już zakończyłam pracę w Korpusie Pokoju na Fidżi - były to najwspanialsze dwa lata mojego trzeźwienia. Co ważniejsze chciałabym wyrazić moją wdzięczność dla AA, LIM-u i wielu nowych przyjaciół, których poznałam korespondencyjnie w Bunidawa i w Suva na Fidżi. Vunidawa jest oddalonym centrum rządowym w interiorze na Wielkiej Wyspie Viti Levu. AA nie było tam znane. Jedyny mityng odbywał się raz w tygodniu w Suwa, odległym o 4-5 godzin jazdy autobusem, na który nie zawsze można było liczyć. Po raz pierwszy w moim 10-letnim stażu w AA, nie mogłam udawać się na mityngi wtedy, kiedy ich potrzebowałam. Wasze drukowane mityngi były jak zesłane przez samego Boga. LIM, Grapevine i wiele listów od nowych przyjaciół z AA pomogło mi żyć i pracować jak pełnowartościowemu i trzeźwemu członkowi społeczeństwa. Nie wiem, jak wam dziękować !

 

Od Domatora Bił/a Griffina w Nocoma w Teksasie:

 

Miałem trudności w korespondowaniu poprzez LIM. Bóle prawej ręki uniemożliwiały mi pisanie. Lekarz przepisał mi nowe lekarstwo i na razie ono mi pomaga. W trakcie pisania tego listu nie odczuwałem żadnego bólu. LIM jest jak krwioobieg dla mojego aowskiego serca. Tak więc, ktokolwiek do mnie napisze, może liczyć na szybką odpowiedź. Trzeźwieją bezpieczniej, bo poprzez LIM jestem blisko AA. Jestem głęboko wdzięczny LIM-owi.

 

Od samotniczki Ann Jasper z Maniłoby w Kanadzie:

 

Moją pierwszą miłością jest AA, ponieważ wskazało mi drogę do Siły Wyższej. Dotąd nic mi nie pomagało. Kocham być alkoholiczką i wierzyć w program 12 Kroków, który leczy z picia i chorego myślenia. Mieszkam na dalekiej północy, gdzie można się dostać wyłącznie samolotem. Ludność tutaj, to tylko 3 tys. mieszkańców. Ale wierzcie, albo i nie ale na naszych mityngach jest zaledwie po 2 osoby. Alkohol jest tu trudno dostępny i myślenie na temat picia jest utopią - "nie pozwalamy pić, więc nie mamy tutaj problemu". To oczywiście nie jest prawdą. Uczę w 3 klasie i kocham swoją pracę i bycie tutaj, mimo wszystko. Albo Bóg jest wszystkim albo niczym. W tej chwili sypie śnieg, ale niezależnie od tego wybieramy się łódką na drugi brzeg jeziora, na kolację w prawdziwej kanadyjskiej chacie. Dziękuję za to, że jesteście. Przesyłam wam słowa miłości i dziękuję za łaskę naszej Sile Wyższej.

 

Sponsor Samotników Terri Vitt z Sonomy w Kalifornii:

 

W zeszłym roku na wiosnę i w lecie byłam tak chora, że nawet nie mogłam napisać do moich przyjaciół z AA. Ale oni cały czas pisali do mnie wspierając mnie i przysyłając słowa miłości. We wrześniu obchodziłam swoją 10-tą rocznicę trzeźwienia. Nie czułam się na siłach aby się tym cieszyć, bo właśnie wróciłam ze szpitala i czułam się najpodlej jak dotąd przez wszystkie swoje lata trzeźwienia. Ale jestem tu, by Wam powiedzieć, że niezależnie od tego, co z nami zrobiła choroba, to jeżeli tylko nie będziemy pili to wszystko zmieni się na lepsze! Na skutek przebytej choroby odczuwam chroniczny ból, z którym muszę walczyć każdego dnia. Uczę się jak powierzać Bogu i stosować prostotę w życiu w każdych 24 godzinach. Jestem wdzięczna za istnienie wszystkich alkoholików. Chcę mieć to, co osiągnęli ci trzeźwi a ci pijący przypominają mi dokąd nie chcę powrócić. Z pomocą wszystkich alkoholików i Boga odkąd zaczęłam stosować program, odkryłam, że nie muszą dzisiaj sięgać po alkohol.

 

Domator Charles Jimmy Darsey z Savannah w Georgii, pisze:

 

Przystąpiłem do AA w marcu 1992 roku i odtąd każdy mityng był dla mnie wielkim przeżyciem. A teraz odnosi się to LIM-u. Słuchając innych, dowiedziałem się o swoich wadach charakteru. Zdaje się, że mam ich wiele • należy do nich prefekcjonizm. Kiedy próbuję zrobić coś bardzo dobrze, a nie udaje mi się to -ogarnia mnie frustracja, poddaję się i zaczynam to robić byle jak. Unieszczęśliwia mnie to, a wynika to z kolejnej mojej wady samodestrukcji. Wszystko to nie pozwalało mi poprosić kogoś o sponsorowanie. Pytałem przyjaciół z AA jak się znajduje sponsora. Odpowiedź jest zawsze tak samo prosta -wybieram go sobie. Bardzo proszę tych z Was, którzy nie mają jeszcze sposora, którzy mają z tym problemy, aby do mnie napisali. Również proszę tych, którzy mają już sponsorów, aby podzielili się doświadczeniami - jakie mieli trudności z pozyskaniem sponsora.

 

NIEUSTAJĄCE CUDA

 

Internacjonalista Charles M. Minister pisze z San Francisco, w Kalifornii:

 

1   września obchodziłem   16 rocznicę bez alkoholu, bez gorzały. Cudom nie ma końca. Odkąd zacząłem trzeźwieć - dzień po dniu.

 

Kim Portalupi (LS) z Barre w Vermont:

 

Ostatnio wędrowałem 5,6,7,8,9 rok krętą drogą trzeźwości. Na mityngach, na które uczęszczałem jest wiele osób, które mają do 3 lat trzeźwienia, później częstość przychodzenia na mityngi zmniejsza się u nich. Szczęśliwie dla mnie, na początku mojej drogi usłyszałam o tym niebezpiecznym momencie, w którym zaczyna się traktować trzeźwienie zbyt lekko. Ale słyszeć o tym - a robić to, to dwie różne sprawy! Ubiegłej nocy, modląc się na kolanach i dziękując za przebyty dzień, byłam właśnie w jednym z takich nastrojów, kiedy nic nie miało dla mnie żadnej wartości. Dziękowałam również za to, że zabrałam mojego synka po raz pierwszy do niedzielnej szkółki. I nagle uderzyło mnie to, jak ważną sprawą jest to z pozoru błahe wydarzenie! Dla kogoś kto nie jest alkoholikiem zabranie syna do niedzielnej szkółki jest prawdopodobnie niczym szczególnym, może nawet być i czymś kłopotliwym - ale dla mnie alkoholiczki, która 6 lat temu miała zbyt dużego kaca, aby kogokolwiek dokądkolwiek zabrać było to naprawdę wyczynem. Muszę pamiętać, że cuda zdarzają się stale. Trzeba tylko mieć otwarte na nie oczy i serce.

 

Od  Brian'a   Weilbach'a   (LS)   z  Limberly   w Południowej Afryce:

 

Ostatnich parą miesięcy było naprawdę ciężkich, ale przez cały ten czas nie straciłem ani nadziei ani wiary. Problem wynikł z tego, że nie mogłem znaleźć pracy i co za tym idzie nie miałem gdzie spać. Tak więc co wieczór wychodziłem w poszukiwaniu noclegu. Nie było to łatwe, ale około trzech tygodni temu właściciel sklepu monopolowego dał mi dorywczą pracę i jednocześnie pozwolił mi tam mieszkać, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny. Właściciel planuje otworzyć sklep nocny, w którym będę zatrudniony na cały etat. Tak więc wszystko zmieniło się na lepsze, co napełnia mnie wdzięcznością, że nie straciłem wiary i nie sięgnąłem po pierwszy kieliszek. To doświadczenie nauczyło mnie nie tracić nadziei i wierzyć w Siłę Wyższą, bo tylko wówczas znajdziemy ratunek w otaczającym nas świecie...

 

Sam   McCormick,    Domator   z   Innisfail   w Albercie, Kanada:

 

Teraz mam inny powód, dla którego doceniam AA tak bardzo. Kiedy zgłosiłem się na listę Domatorów na mityng Samotników, podpisałem się imieniem i oprócz tego dodałem litery M.SoHK. To jest dowcip, który stosuję od roku. Można to przetłumaczyć jako "Szkoła Mistrzów Mocnego Uderzenia". Skrót ten umieściłem również na swoim papierze listowym i wizytówkach. Kiedy otrzymałem materiały z G.S.O., koperta była zaadresowana do Sean'a McCormick'a M.SoHK. Kocham to! Przyznaję Warn, że macie również poczucie humoru. W drugim roku mojego trzeźwienia zostałem zdiagnozowany jako schizofrenik. Ograniczyło to moje działanie w pewnych sprawach. I są dni kiedy staje się to uciążliwe. Nie zmieniłbym mojego najgorszego dnia z trzeźwienia I bycia schizofrenikiem na najlepszy dzień z okresu picia. Jestem szczęśliwy! Cieszę się, że już jest mi dane żyć takim życiem jak teraz - nawet kiedy dotyka mnie choroba psychiczna. Z pewnością różni się to od mojego poprzedniego życia. Pracownica służby zdrowia oceniła moje życie schizofrenika jako - straszne. Moją reakcją na to był - pusty śmiech. Kobieta, która mnie tak oceniła pracuje z psychicznie chorymi od 20 lat i nadal nie ma pojęcia co to jest prawdziwe wariactwo. Trzy lata temu byłem nienormalny. Tylko alkoholik jest w stanie zrozumieć prawdziwe pomieszanie zmysłów.

 

DZIELENIE S/Ę DOŚWIADCZENIEM POPRZEZ TAŚMY

 

Była Sponsorka Samotników, teraz Domatorska, Diane Young z Madison w Wisconsin pisze:

 

Byłabym    bardzo    wdzięczna    za    zmianę kategorii ze Sponsora Samotników na Domatorkę. Artretyzm na który cierpię, uniemożliwia mi branie udziału w mityngach, na które chodzę coraz rzadziej. Ostatnio otrzymywałam mityngi nagrane na taśmy i szukam innych osób, które mają podwójny problem, tak jak ja - fizyczne niedomaganie i alkoholizm. Które również chciałyby dzielić się swoimi doświadczeniami poprzez taśmy.

 

STUDIOWANIE NA TRZEŹWO

 

Od Davida Barretti, IV, Samotnika w Bradford z Pennsylwanii:

 

Byłem bardzo zajęty w związku z kończeniem studiów. W tym samym czasie pracowałem po 40 godzin tygodniowo, nie mogłem więc pisać do przyjaciół z LIM-u przez kilka miesięcy. Mam dużo zaległej korespondencji, ale zapewniam Was, że pozostajecie w moich myślach i modlitwach. Ten brak czasu był moim dylematem i postanowiłem odezwać się poprzez LIM do Was wszystkich na świecie. Przesyłam radosne i szczere pozdrowienia - przesyłam serdeczności do wszystkich przyjaciół, którzy do mnie napisali, informując że jest wszystko w porządku w Allegheny Mountains. Dzielą mnie zaledwie miesiące od obrony magisterium w Pastorał Counseling a w sierpniu 1995 otwieram przewód doktorski. Jeśli taka będzie Wola Boga!

 

Samotnik Dave Corstarphan pisze z Casuarina w N.T. w Australii:

 

W przeciągu czterech tygodni muszę przedstawić swoją pracę naukową i zdać trzy egzaminy. Wówczas, jak wszystko dobrze pójdzie będę mógł już uzyskać dyplom pielęgniarza. Były to trudne trzy lata, ale warte tego wysiłku. Wygląda na to, że będę mógł wziąć udział w kolejnym programie eksperymentalnym w Tansenih. Moi synowie nie mogą się już tego doczekać. Jak również Jocelyn. Wymagało to będzie przeniesienia się na czas jakiś do Afryki, co samo w sobie będzie fascynujące. Wydaje mi się, że dokonałem dobrego wyboru decydując się na karierę pielęgniarza. Zmiana zawodu w wieku 30 lat nie jest łatwą decyzją życiową, zwłaszcza kiedy bierzemy pod uwagę odpowiedzialność wobec rodziny. CocelBN ma się dobrze. Nasz związek ciągle się rozwija. Muszę stale zdawać sobie sprawę, że nie wolno tego przyspieszać. Taki był przecież powód naszej dwuletniej separacji. Od pięciu tygodni, od kiedy wróciła do mnie, zaczął się nasz związek stabilizować i poprzednia nerwowość zniknęła - co bardzo ułatwia życie. My w ogóle jesteśmy śmiesznymi istotami, gdy w grę wchodzą wzajemne relacje.

 

Mark Andre Singer (LS) z Buffalo w New York:

 

Wróciłem do ojczyzny po trzech latach pobytu za granicą (w Luksemburgu, Zachodniej Afryce, w Korpusie Pokoju w Nigerii i Mawarhinia i ostatnio po dwóch latach pobytu w Istambule). Dzięki mojej Sile Wyższej i AA moja sprawność umysłowa na tyle poprawiła się, że mogłem podjąć studia doktoranckie na University of Mexico w Meksyku. Dziękuję wszystkim którzy napisali do mnie na adres Box 4-5 -9, pomogliście mi niezmiernie. Mam już 7 lat trzeźwienia. To cud.

 

AA - OD PORTU DO PORTU

 

Internacjonalista Mike Flanagan pisze z Hampton w Virginii:

 

Opuściliśmy Wybrzeże Jemenu i przypłynęliśmy do Abu Dubai w tym tygodniu, gdzie mityngi AA odbywają się w Hilton Towers. Ostatnio, kiedy byłem tam na mityngu, po jego zakończeniu przyjaciel Hindus zaprosił nad do hinduskiej restauracji. W Dubai mieszka wielu Hindusów i Pakistańczyków, którzy należą do Wspólnoty. Ta część podróży dłużyła mi się bardzo, zwłaszcza gdy był upał i wilgoć. Ale nie tęskniłem za czasami kiedy dusiłem pracować na kacu w taki upał i to po całonocnej popijawie. ... Właśnie wypłynąłem z Dubai i jestem w drodze do Bahrainu. Dzieje się tam wiele dobrego w zakresie pracy z innymi nad 12 Krokiem.

Dowiedziałem się, że istnieje duży mityng w Arabii Saudyjskiej, w okolicach Aranco. Dowiedziałem się również, że wracamy do Stanów na początku października. Moja rocznica przypada na 13 października tak, że będę ją obchodził w mojej grupie w Hampton, w Virginii.

 

Od Toma Gregoire, Internacjonalisty z Singapuru:

 

Jestem intendentem na statku; alkoholikiem trzeźwiejącym od dwóch lat. Dziękuję Bogu, że istnieje LIM i mój drogi przyjaciel Emil P. ze Sri Lanki, który również jest na programie. Nadal utrzymuję trzeźwość, ale nie było to dla mnie łatwe. Większość osób, z którymi pracuję nie ma nic wspólnego z programem. Jest mi również trudno dotrzeć na mityng, ponieważ w portach stoimy po kilka godzin, albo akurat w tym czasie nie ma żadnego mityngu. Lecz jestem tym marynarzem, który za wszelką cenę chce pozostać w trzeźwości. W grudniu i styczniu udaję się do Lwowa i Wiednia w Austrii. Wskażcie mi drogę do pierwszego lepszego trzeźwego alkoholika w Wiedniu i Lwowie a dam sobie już radę. Wiem, co mam dalej robić.

 

Paul Barton, Internacjonalista pisze na Południowym Atlantyku:

 

Opuściliśmy właśnie wody terytorialne Argentyny i kontynuujemy rejs, który trwa już trzy miesiące. Rejs przebiega w taki sposób, że udało mi się jak dotąd być na jednym mityngu - a był to w Buenos Aires. Jest tam grupa niezłych rozmiarów, uczęszcza na nią około 20 osób. Mityng, jak zwykle zresztą, zesłany był od Boga i byłem wdzięczny za możliwość brania w nim udziału. Kiedy przekroczyłem drzwi, wiedziałem już że jestem wśród przyjaciół. Jestem trzeźwy i utrzymuję równowagę umysłu w trakcie pracy na morzu, głównie dzięki czytaniu starych numerów "Grapevine" i poprzez codzienne proszenie Boga o pomoc w wypełnianiu Jego woli. Dzięki 12 Krokom i kochającemu mnie Bogu, na Zaduszki będę obchodził 9 lat swojego trzeźwienia. Dziewięć lat temu również byłem na morzu, pływając od portu do portu, nie pijąc wówczas "w zaparte", mówiąc sobie "do diabła z tym wszystkim". Zapijałem często. Byłem już wówczas zaznajomiony z programem - AA i czułem, że jestem alkoholikiem, lecz cały czas wiedziałem, że nie jestem jeszcze "takim" przypadkiem jak inni, których czasami słyszałem na mityngach. Podczas tych pijanych rejsów dokonało się to wszystko czego wcześniej jeszcze nie przeżyłem. Dane mi było doświadczyć jak dalece żałosna i niepojęta może być ludzka demoralizacja. Kiedy byłem w hotelu AWOL na Wyspie Tonga, w łóżku zmoczonym własną uryną - osiągnąłem swoje dno alkoholowe. Wszedłem do łazienki żeby zrobić ze sobą porządek i kiedy uchwyciłem swoje odbicie w lustrze, odwróciłem się z obrzydzeniem. Poczułem wówczas, że życie z alkoholem doprowadzi mnie do śmierci ale w tym samym momencie nie wyobrażałem sobie jak można żyć bez picia. W tamtej chwili po raz pierwszy w życiu zacząłem się szczerze modlić, prosząc: "Boże pomóż! Nie stawiam już żadnych warunków ani ograniczeń - a odpowiedź od Boga przyszła do mnie w słowach starszej pani, które zasłyszałem 6 miesięcy wcześniej na mityngu AA: "Paul już nigdy więcej w życiu nie będziesz musiał się tak podle czuć - jeżeli tylko nie dotkniesz tego pierwszego drinka. Tak więc to jedno zdanie odmieniło moje życie. Dało mi ono nadzieję, że jeżeli tylko nie wezmę do ust tego pierwszego drinka, to całe moje życie zmieni się na lepsze. Takiego właśnie wsparcia potrzebowałem wówczas, by wrócić z powrotem na mityngi AA i by ostatecznie odstawić butelkę. I tak właśnie poprzez innych ludzi Bóg przemawia do mnie. Nie ma żadnych "płonących krzewów" - tylko, jak to powiedział gdzieś kiedyś jeden alkoholik - dostajesz siłę by przebrnąć przez wszelkie życiowe problemy  na trzeźwo.

 

Od Internacjonalisty Bil/ego W.McDonalda, w morzu:

 

Piszę ten list z pokładu statku, na którym odbywam rejs, a jest to USNS "Comfort". Robiłem ostatnio podsumowanie paru poprzednich miesięcy mojego życia, całej tej mojej niepewności, trudów życia, separacji od rodziny i przyjaciół. Program jest zawsze osiągalny dla mnie, kiedy go najbardziej potrzebuję. Odbywałem już wiele rejsów w swojej karierze marynarskiej. Ten rejs jest pierwszym rejsem, który odbywam na trzeźwo i po raz kolejny program działa. Moim zadaniem jest tylko podziękować AA i mojej Sile Wyższej za to, że utrzymała mnie w trzeźwości przez te wszystkie stresujące momenty mojego życia. Dziękuję wszystkim wspaniałym osobom z Al Pablo Club w Jacksonvil/e Beach na Florydzie, tym z Guantanaom Bay, z Kuby, z Norfolk czy Virginii, czy gdziekolwiek bądź mnie los rzucał w mojej pracy. Ta Wspólnota sprawdziła się w przypadku mojej osoby i za to właśnie jestem niezmiernie wdzięczny. Mam dowody na to, że moja Siła Wyższa zrobiła dla mnie to - czego ja nie mogłem sam dla siebie zrobić.

 

TRZEŹWIENIE PRZEDE WSZYSTKIM

 

Nowy Samotnik Ramon P.Escano, Jr. pisze z Malitbog Southern Leyte, na Filipinach:

 

Mam 23 lata i trzeźwieję od 24 lutego 1994 r. Jestem członkiem AA. Należę do grupy o nazwie First Cebu Group. Kiedy pojawiłem się w AA 8 miesięcy temu, byłem w strasznym stanie i nie miałem już na nic nadziei. Planowałem spróbować pochodzić do AA przez 3 miesiące i gdyby to niczego nie zmieniło, miałem zamiar skończyć ze sobą. Tak więc poddałem się i zrobiłem solidnie Krok Pierwszy. Nie tylko, że uznałem swój alkoholizm, ale jeszcze zaakceptowałem go. Te trzy miesiące minęły a życie zaczęło nabierać innych barw. Nadal jest we mnie dużo bólu ale chcę za wszelką cenę żyć tym nowym życiem, które zostało mi podarowane. Zdaję sobie sprawę, że mogę robić wszystko w życiu bez bycia "na gazie " lub pod wpływem narkotyków. Obietnice AA powoli zaczynają się realizować w moim życiu. W grudniu będę opuszczał Cebu by udać się na wyspę Leyte, gdzie mój Tato ma farmę. Płynie się tam łodzią ok. 6 godzin i ciężko jest się stamtąd wydostać na codzień. Będę tam zarządzał sprawami, ponieważ jest to moja własność dziedziczna, a ja jako jedyny syn w naszej rodzinie będę kiedyś miał to na własność. W Leyte nie ma mityngów AA, tak więc noszę się z zamiarem przypływania do Cebu raz na trzy tygodnie, by brać udział w mityngu. To będzie dla mnie trudna próba ale wiem, że nic dobrego z tego nie wyjdzie jeżeli się pożądnie nie przyłożę do pracy nad sobą. Tak więc chciałbym zostać członkiem LIM by móc być blisko programu AA, będąc jednocześnie w tak odległym miejscu.

 

Jim Zeller, Samotnik z Indianapolis w Indianie pisze:

 

Jestem trzeźwy i robię wszystko by takim pozostać. Ostatnie dwa łata były niezmiernie ciężkie. Przeszedłem przez rozwód, problemy finansowe a śmierć obojga moich rodziców prawie zaprowadziła mnie na krawędź zapicia. Ale nadal jestem trzeźwy, musiałem więc zrobić dobrze swój Czwarty Krok.

 

Od Tolga Ozsahina (LS) z Istambułu, w Turcji

 

Przeniosłem się do Istambułu, po trzech latach zamieszkiwania z rodziną i utrzymywaniu się w trzeźwości. Mam poczucie niesamowitej wolności ale męczę się często. Mogę być na mityngu AA tylko dwa razy w tygodniu. Nasze grupy AA są bardzo młode stażem, tu w Turcji. Nasza grupa w Istambule ma zaledwie 6 lat. Bardzo byłbym wam wdzięczny za przysyłanie korespondencji na mój nowy adres. Potrzebuję waszego wsparcia. Jestem przemęczony. Każdego dnia pokonuję długie trasy by dostać się do pracy i potem na mityng. Tak więc Boże, dopomóż mi a ja ze swej strony chętnie widziałbym pomoc ze strony Anonimowych Alkoholików.

 

WIELKA KSIĘGA

 

Alex McNeese (LS) pisze z Clearwater na Florydzie:

 

Nie jestem w stanie wyrazić słowami wdzięczności jaką czuję do tych wszystkich osób, które będąc na programie AA, nie piją w każdych 24 godzinach. Moja sponsorka jest jedną z takich osób, która przychodzi mi na myśl, kiedy czuję wdzięczność. Bardzo wcześnie zostałam "zarażona" przez tę osobę zaglądaniem do Wielkiej Księgi. Musiałam przepisywać po kolei wszystkie rozdziały tej Księgi i opisywać w jaki sposób one na mnie oddziaływują. Później siedziałam i odczytywałam to przed swoją sponsorka a ona pomagała mi w zrozumieniu treści i znaczenia słów Wielkiej Księgi. Stopniowo, uwierzyłam iż powracam do równowagi psychicznej i duchowej, kiedy coraz lepiej pojmowałam o czym mówi Wielka Księga. Od początku swojego trzeźwienia bardzo dużo pisałam, tak że kiedy dojdę do pracy nad Czwartym Krokiem - będę miała już niezłą wprawę. Do końca życia będę wdzięczna mojej sponsorce za czas jaki ze mną spędzała w pierwszym roku mojego trzeźwienia. Tkwiłam bowiem w iluzji, że kiedy już tyle piszę i omawiam i pracuję nad Krokami, to mam to wszystko "zaliczone". Nie miałam wówczas pojęcia, że dopiero rozpoczęłam wejście w nowe życie, o którym dotąd nie miałam zielonego pojęcia. Obecnie mam 3,5 roku trzeźwienia, nadal piszę i coraz bardziej otwierają mi się oczy. Jestem ciekawa, czy jest ktoś kto w taki sam sposób pracuje nad Wielką Księgą. Ktoś kto wysyła swoje zapiski do swojego Sponsora Samotników albo dzieli się swoimi spostrzeżeniami ze sponsorem osobiście i otrzymuje później zwroty. Jakiekolwiek dzielenie się doświadczeniem, silą i nadzieją jest zawsze przeze mnie mile widziane.

 

Rosie Rose. Samotniczka z Kunming w Chinach, pisze:

 

Odkąd jestem tutaj sama, w Kunming, zmieniło się całkowicie moje nastawienie do Wielkiej Księgi. Nigdy przedtem nie czułam takiej potrzeby, żeby do niej zaglądać czy czytać ją po raz wtóry. Teraz, odkrywam że czytanie Wielkiej Księgi wycisza mnie przed snem. Nie potrafię przeczytać tylko paru stron z danego rozdziału; łapię się na tym, że wciąga mnie piciorys każdej osoby przedstawionej w Wielkiej Księdze. Kiedy czytam całą historię picia jednej osoby, to czuję się tak jakbym zdobywała nowych przyjaciół, którzy będą mi tutaj towarzyszyć. Pracuję nad programem, staram się być sobą, nikogo nie udaję. I już nigdy nie będę sama.

 

TRZEŹWOŚĆ - PRACA NAD SWOIM WNĘTRZEM

 

Z Cork w Irlandii, pisze Kontakt w Procie. Jerry Hurley:

 

Mam nadzieję, że mieliście dzisiaj dobry, udany dzień. Wiem, że program działa w moim przypadku, ponieważ umiem już żyć "z moją własną głową". Wierzę w to, że trzeźwienie to przede wszystkim praca nad swoim wnętrzem. Na dzisiaj moja Siła Wyższa i program pomagają mi radzić sobie z każdym problemem jaki może się pojawić w życiu. Ale również otrzymałem dar cieszenia się swoim trzeźwieniem, jako że nie jest to "coś", co trzeba ścierpieć lecz codzienne wspaniale doznania. Anonimowi Alkoholicy i moja Siła Wyższa - Bóg, przywrócili mi wolę do życia i bycia aktywnym człowiekiem.

 

Robert Deck (LS) pisze z Van Wert w Ohio:

 

Tego lata, w czerwcu, straciłem nagle bliskiego przyjaciela, który był również na programie. Była to jedna z pierwszych osób, które poznałem kiedy przyszedłem do tej wspaniałej Wspólnoty. Już wcześniej miała ona jedno potknięcie i według mojej oceny (a mógłbym być jej ojcem) miała niesamowicie ciężkie życie, jak na tak młodą osobę. Miała to czego ja pragnąłem - trzeźwość. Kiedy była na programie, to po prostu promieniała. Później doczekała się wspaniałego męża, który traktował ją tak jak na to zasługiwała a Bóg umożliwił jej przyprowadzenie swojego męża na program. Zostałem sponsorem jej męża. O jakiejkolwiek porze dnia czy nocy, kiedy wchodziło się do ich kuchni, na stole zawsze leżały trzy rzeczy. "Wielka Księga", duży dzbanek z kawą i jeszcze jedna Wielka Księga czyli "Biblia". Ta dziewczyna dotknęła mojego serca, w taki sam sposób jak i inna moja podopieczna, którą również straciłem parę miesięcy wcześniej. Ona również zmarła w okrutnych męczarniach alkoholowych po zapiciu. Obydwa zgony odbiły się na mnie w bolesny sposób. Obydwa przypadku uświadomiły mi, że muszę pracować nad sobą w każdych 24 godzinach. Przy pomocy Boga, Jezusa czy Siły Wyższej jakkolwiek ją każdy z nas nazywa musimy pracować nad naszą trzeźwością, bo przecież każdy z nas jest tylko o ten jeden kieliszek od zguby.

 

Sidney C.Bogar, Jr. nowy Sponsor Samotników z Chiang Mai w Tailandii, pisze:

 

Przyszedłem do Wspólnoty w 1977 r. Było to rezultatem związania się z kilkoma grupami w okolicy Filadelfii. Opłaciło mi się działanie według zaleceń kilku wstępnych akapitów z rozdziału Szóstego "Wielkiej Księgi". Nie miałem pojęcia, że człowiek może osiągnąć stan takiego szczęścia, jak stało się to w moim przypadku. Klucz do tego (nie jedyny zresztą), opisany jest wspaniale pod koniec rozdziału dotyczącego Dwunastego Kroku w "12 Krokach i 12 Tradycjach". Szczęśliwe, nowe życie jest jak "otwarte wrota Sezamu" -nagroda innymi słowy, za życie według programu 12 kroków.

 

Homer Paulina Ful/er z Bedfordshire w Anglii pisze:

 

Chciałabym podziękować LIM-owi za wszystkie informacje, które docierają do mnie tą drogą i przybliżają mnie do AA. Nie byłam w stanie dotrzeć ostatnio na mityngi i jest cudownie móc być w kontakcie z wieloma osobami, które mi przybliżają program. Aktualnie przechodzę przez wiele zmian w swoim życiu, a sami wiecie jak to może nas wytrącić z równowagi. Zmiany są cudowne, na lepsze, ale niezależnie od tego przeżywam wiele strachu 'z tym związanego. Wróciłam do swojego męża po 13 latach separacji. Odeszłam 4 lata przed przyjściem do AA. Kiedy nachodzą mnie moje dawne lęki, a zdarza się to czasem, muszę pamiętać, że jestem dokładnie w tym miejscu, w którym Bóg chce żebym się znajdowała. Naprawdę wierzę w to, że podjęłam dobrą decyzję ale i tak muszę przebrnąć przez cały wachlarz uczuć jakie ona niesie ze sobą. Obydwoje chcemy żeby tym razem nam się udało i to bardzo pomaga. Tyle rzeczy wydarzyło się w moim życiu odkąd przyszłam do AA i Bóg przeprowadził mnie przez nie cało. Brakuje mi trochę pracy w służbach AA ale jestem przekonana, iż moja Siła Wyższa - mój Bóg i jednocześnie mój najlepszy przyjaciel ma wszystko pod kontrolą i wie co dla mnie jest najlepsze.

 

Od Internacjonalisty Billa McFana w Seattie w Waszyngtonie:

 

Od 2,5 roku jestem na emeryturze i siedzą na lądzie, po 50-letniej służbie na morzach w marynarce handlowej. Pod koniec lutego 1985 roku przeżyłem swoje przebudzenie duchowe w pewnym pokoju hotelowym w Jokohamie, w Japonii i do dzisiaj jest ono tak świeże w mej pamięci, jakby stało się to zaledwie wczoraj. Po tym doświadczeniu, obsesja picia została mi odjęta, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej. Uważam więc, że było mi trochę lżej w początkowym stadium trzeźwienia, niż innym osobom w AA. Niezależnie od tego usuwanie emocjonalnych defektów spowodowanych moim długoletnim piciem nie nastąpiło szybko i zajęło mi to całe miesiące a nawet i lata, zanim mogłem powiedzieć, że jestem naprawdę zrównoważonym człowiekiem. Szczerze w to wierzą, iż w obecnej chwili jestem całkiem normalnym człowiekiem, jeśli chodzi o sferę emocjonalną. Nie zapomniałem nigdy swojej byłej historii. Tych utraconych miejsc pracy, pięciu nieudanych małżeństw, wyroków za jazdę samochodem po pijanemu i tym podobnych zdarzeń. Nie muszę zresztą wymieniać tych wszystkich historii, bo my alkoholicy, doskonale wiemy o czym ja mówię! Jedyna rada jakiej mogę udzielić tym, którzy szukają nadal wyjścia z tej obsesji picia jest to - aby uświadomili sobie, iż istnieje Siła Wyższa, która czuwa nad nami i chce abyśmy oddali się w Jej ręce, całkowicie, bez żadnych zahamowań. Z postanowieniem, że chcemy wieść trzeźwe życie ponad wszelką miarę. Musimy chcieć to robić dla jedynej osoby - dla siebie. Na zakończenie chciałbym dodać, że dzisiaj jestem emerytem  zdrowym, szczęśliwym, wiodącym spokojne i pełne życie. Po prostu pozwalam całej reszcie świata płynąć obok mnie.

 

ZE SMUTKIEM ZAWIADAMIAMY...

 

Samotnik Allen Strydom pisze z Południowej Afryki:

Nie wiem czy jest wam to już wiadome, ja dowiedziałem się o tym całkiem niedawno. Mój prawdziwy i lojalny przyjaciel z AA, trzeźwy od kilku lat, zmarł w czasie wakacji w Anglii. Nazywał się Norman Walkier - a mieszkał w Olifants Fontien, w Rep. Południowej Afryki. Będzie mi go bardzo brakowało jako mojego sponsora w AA. Jego wsparcie dla wielu członków AA, będzie na pewno odczuwalne. Będzie nam go brakowało.

 


 

WSPÓLNOTA AA DOJRZEWA "Fragment 2"

 

Wielki okrzyk radości przywitał Ojca Eda Dowlinga, kiedy nie bacząc na swoje wielkie kalectwo, podszedł do mównicy. Ojciec Dowling z zakonu Jezuitów w St. Louis jest bardzo dobrze znany Anonimowym Alkoholikom w promieniu tysiąca i więcej mil. Wiele osób biorących udział w Zjeździe pamiętało jego posługi w ich duchowych potrzebach. Najwcześniejsi członkowie AA z St. Louis wspominali jak pomagał w zakładaniu ich grupy. Była ona w przeważającej części protestancka, ale to ani trochę nie zaniepokoiło go (był katolickim kapłanem w przytułkach). Niektórzy z nas pamiętali jego pierwszy artykuł o nas wydrukowany w "The Queens Work" czasopiśmie jego zakonu. Był pierwszym, który zauważył jak bardzo zasady zawarte w Dwunastu Krokach AA, są bardzo zbliżone do reguły św. Ignacego stanowiącej podstawę zakonu Jezuitów). Odważnie i skutecznie napisał do wszystkich alkoholików, a szczególnie do wyznających tę samą, co on wiarę: "Słuchajcie, Wspólnota AA jest dobra. Przyjdźcie i skorzystajcie". Wielu tak postąpiło. Jego pierwsze słowa przekazane na piśmie były dopiero początkiem, cudownie dobroczynnego wpływu, jaki wywarł na nasze towarzystwo, wpływu którego nikt nigdy nie będzie w stanie ocenić w całości. Przemówienie Ojca Eda, skierowane do nas podczas Zjazdu w niedzielny poranek błyszczało dowcipem i głębią. Kiedy przemawiał, przypomniałem sobie jego pierwsze pojawienie się w moim życiu tak żywo, jakby to było wczoraj. Pewnej zimowej nocy 1940 roku, położyłem się spać w Starym Klubie przy Dwudziestej Czwartej ulicy w Nowym Jorku, należącym do Wspólnoty AA użalając się nad sobą oraz nad moim wyimaginowanym wrzodem żołądka. Lois gdzieś wyszła. W blaszany dach nad moją głową wciąż uderzał grad i deszcz ze śniegiem; była to niespokojna noc. W klubie nie było nikogo, za wyjątkiem starego Toma, emerytowanego strażaka, tego nieobrobionego diamentu, wypuszczonego ostatnio z zakładu dla umysłowo chorych w Rockland. Nagle zadźwięczał dzwonek u drzwi wejściowych. "Przyszedł jakiś włóczęga z St. Louis i chce się z tobą widzieć" - poinformował mnie Tom. "O Boże!" - westchnąłem. "Oby nie znowu! I nie o tej godzinie w nocy! No dobrze, przyprowadź go na górę" - dodałem po chwili wahania. Usłyszałem ciężkie stąpanie po schodach. Następnie, niepewnie oparty na lasce gość wszedł do pokoju, niosąc powyginany czerwony kapelusz, który był tak bezkształtny jak liść kapusty i oblepiony mokrym śniegiem. Usiadł w moim jedynym fotelu, a kiedy rozpiął płaszcz, dostrzegłem kołnierzyk duchownego. Zgarnął kosmyk białych włosów z czoła i spojrzał na mnie najbardziej szczególnym wzrokiem, jaki kiedykolwiek widziałem. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, a moje samopoczucie poprawiło się i wreszcie zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że ten człowiek promieniał łaską, której obecność wypełniała cały pokój. Odczuwałem to intensywnie; było to wzruszające i tajemnicze doświadczenie. W późniejszych latach często się z nim spotykałem i bez względu na to, czy byłem radosny, czy też cierpiałem, zawsze przynosił mi to samo poczucie łaski i obecności Boga. Mój przypadek nie jest wyjątkiem. Osoby, które spotykają Ojca Eda doświadczają takiego dotknięcia wieczności. Nic dziwnego, że był on w stanie napełnić nas wszystkich, obecnych w Audytorium Kiel, niepowtarzalnym duchem, w piękny niedzielny poranek. Następnie na mównicę weszła postać, którą niewielu z AA widziało wcześniej, duchowny z Episkopatu, Sam Shoemaker. To właśnie od niego ja i dr Bob na początku naszej działalności wchłonęliśmy większość zasad, które później zostały wyrażone przez Dwanaście Kroków Anonimowych Alkoholików, które są sednem życia w AA. Dr Silkworth przekazał nam konieczną wiedzę na temat naszej choroby, ale Sam Shoemaker przekazał nam konkretny i praktyczny sposób, jak można tej chorobie zaradzić. Pierwszy pokazał nam, na czym polega tajemnica łańcuchów, które nas krępują drugi zaś przekazał nam duchowe klucze, dzięki którym zostaliśmy z tych łańcuchów wyzwoleni. Dr Sam wyglądał jakby był starszy zaledwie o jeden dzień, w porównaniu z chwilą, kiedy prawie dwadzieścia jeden lat temu, spotkałem go po raz pierwszy wraz z jego dynamiczną grupą w parafialnym domu Calvary w Nowym Jorku. Kiedy zaczął mówić, jego wpływ ogarnął nas wszystkich, obecnych w Audytorium Kiel, tak jak niegdyś przed laty Lois i mnie. Tak jak zawsze, nazywał rzeczy po imieniu, a jego płonąca żarliwość, szczerość i kryształowa uczciwość przedstawiała nam jego samego jako przesłanie. Z całą swoją energią i mocą słów. Sam dostosowywał się jednak do naszych możliwości. Oto był przed nami człowiek, który równie chętnie mówił o własnych grzechach, jak i o grzechach kogokolwiek innego. Był on dla nas świadkiem mocy i miłości Boga, jakim mógł stać się każdy w AA. Pojawienie się Sama przed nami było dalszym dowodem na to, że Opatrzność wykorzystała wiele dróg, aby została stworzona Wspólnota AA. Żadna z nich nie była bardziej niezbędna niż ta, którą przetarł Sam Shoemaker i jego towarzysze z Grupy Oxfordzkiej, pokolenie wcześniej. Podstawowe zasady, jakie miała Grupa Oxfordzka były uniwersalne dla całej ludzkości. Niektóre z wcześniejszych postaw i zastosowań G.O. okazały się nieodpowiednie dla celów Wspólnoty AA, a przekonanie samego Sama wobec tych aspektów G.O. zmieniły się później i stały się bardziej podobne do naszych poglądów dzisiaj. Najważniejsze jest to, że wczesna Wspólnota AA przejęła swoje ideały dokonania gruntownego obrachunku moralnego, przyznania się do wad charakteru, zadośćuczynienia za dokonaną krzywdę, oraz pracy wraz z innymi ludźmi - bezpośrednio od Grup Oxfordzkich i bezpośrednio od Sama Shoemakera, ich poprzedniego przywódcy w Ameryce. Sam będzie zawsze obecny w naszych kronikach jako ten, którego natchniony przykład i nauczanie pokazały nam w jaki sposób tworzyć klimat duchowy, w którym alkoholicy mogą przetrwać i następnie wzrastać. Wspólnota AA ma niekończący się dług wdzięczności za wszystko, co Bóg nam zesłał poprzez Sama i jego przyjaciół, w okresie jej niemowlęctwa.

 


 

Jak tzw. "przesłuchy" mają się do naszego Głównego Celu

 

Co to są tzw. "przesłuchy"? Dlaczego niepokoją AA-owców piszących do GSO o wyjaśnienie w tej sprawie? I co najważniejsze, jak one mają się do naszego głównego celu: "być trzeźwym i pomagać innym w osiąganiu trzeźwości". Pojęcie to jest znane od około 1887 r. Słownik Webstera, wydanie 10, definiuje słowo "przesłuchy" jako "niepożądane sygnały w połączeniu komunikacyjnym, spowodowane przesłaniem energii z innego obwodu" - a zatem, gdy na przykład dwóch członków siedzących obok siebie na mityngu AA, prowadzi prywatną, nawet niezbyt spokojną rozmowę... lub gdy ktoś przerywa innemu niegrzecznie albo w sposób niewłaściwy? Nie, nie są to "przesłuchy", o których mowa wyżej, natomiast wyraźny ślad prowadzi do wykazu zaleceń na temat zachowania się na mityngach AA - fałszywie przypisanemu "Serwisowi Światowemu", który (ten wykaz - przyp. tłum.) ukazał się w Central Office Newletters w 1992 r. i od tego czasu był wielokrotnie przedrukowywany i szeroko rozpowszechniony. W jednej ze swych części, poradnik ten stwierdza: "Jakiekolwiek uwagi, pozytywne lub negatywne o czyjejś wypowiedzi, doświadczeniu, życiu, programie lub sądach - jest "przesłuchem" -jest to ingerencja..." Jedynym właściwym komentarzem o czyjejkolwiek wypowiedzi wygłoszonym przez prowadzącego mityng, lub innego członka jest - "Dziękuję za wypowiedź". Członkowie mogą mówić o swoich własnych doświadczeniach, które odnoszą się bezpośrednio lub pośrednio, do wypowiedzi innej osoby". Nawet nawiązanie takie jak: "gdy mówiłeś o... to przypomniało mi moje własne doświadczenie..." są być może niewłaściwe". Te tzw. wskazówki nie pochodziły z GSO. Z pobieżnego badania wynika, że mogą one przenikać do pewnych grup AA poprzez członków uczestniczących także w innych (niż AA - przyp. tłum.) grupach pomocowych, w których pracują przy pomocy 12 stopni.

Na przykład:

1)   W swej literaturze, jedna ze wspólnot   wydała tekst opatrzony nagłówkiem "Sugerowane objaśnienia odnośnie "Przesłuchów" i "Sprzężeń zwrotnych" (adoptowane 12/13/87)". Można tam przeczytać: "Uczestnicząc w mityngach postępujemy w należyty pełen szacunku sposób. Prowadzący (lub spiker) zaprasza obecnych do uczestnictwa. Nie przerywamy jeden drugiemu ani nie angażujemy się w dyskusję - co jest tzw. "przesłuchem". Także nie popieramy wyrażając identyfikowanie się z mówiącym lub uznanie dla niego, ani nie osądzamy czy komentujemy tego co ktoś powiedział lub też nie mówimy innym co robić - co jest tzw.
"sprzężeniem zwrotnym".

2)     Inna anonimowa organizacja w swoich "Sugestiach o Formie Mityngu" prosi uczestników - "Uprasza się o nieprzerywanie nikomu kto mówi, nie komentowanie innych wypowiedzi... i mówienie tylko o sobie"" Jakkolwiek wiele samopomocowych grup przyswaja sobie 12 Stopni i 12 Tradycji AA, to ich praktykowanie różni się od naszego w pewnych aspektach. Jeśli oni mogą czynić odkrycia adaptując program AA to jak "to co jest dobre dla gęsi może być szkodliwe dla "gąsiora"?. Mówi Anna T. z Nowego Jorku, która należy do AA a także uczestniczy w mityngach różnych wspólnot: "Od samego początku, jeden alkoholik mówiąc do drugiego stworzył AA i program zadziałał. Ale na mityngach (innych wspólnot), czuję, że jest uzasadnione przestrzeganie przed "przesłuchami." Ludzie próbują uwolnić się od nadzwyczajnego zakłamania. Gdy ktoś dzieli się, w odpowiedzi na to co powiedziałam, to O.K., ale tylko tak długo jak nie ma nawet śladu cenzury, bagatelizowania, besztania czy głoszenia kazań, wszystko pod pretekstem dzielenia się. Tylko świadomość, że nie ma ryzyka osądzania, daje mi poczucie bezpieczeństwa". Patrząc na problem z punktu widzenia AA, członek GSO mówi - "Porównując opinie, wielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że nieosądzające sugestie, które otrzymaliśmy na mityngach w odpowiedzi na to co mówiliśmy, były bardzo owocne w naszym zdrowieniu. Jeżeli więc jakaś grupa AA zdecyduje się włączyć "zalecenia" odnośnie "przesłuchów" do swoich zasad prowadzenia mityngów, to jest to sprawą wewnętrznego wyboru, zgodnie z sumieniem grupy, oczywiście. Ale proszę, nie mówcie, że tego rodzaju zalecenia pochodzą z GSO.

 B0X "'tłumaczyła Zosia -Al-Anon

 


 

JAK ZAJMOWAĆ SIĘ SOBĄ POWINNI Cl, KTÓRZY ZAJMUJĄ SIĘ POMOCĄ INNYM

 

1.   Bądź dla siebie łagodny.

2.   Przypominaj sobie, że jesteś tylko osobą podtrzymującą, nie czarodziejem. Nie możemy innych zmienić, możemy zmienić tylko nasz stosunek do nich.

3.   Znajdź swoją pustelnię i odwiedzaj ją codziennie.

4.   Dawaj swoim współpracownikom wsparcie, pochwały i otuchę. Naucz się akceptować to samo od nich.

5.   Pamiętaj, że będąc świadkami bólu, z którym się ciągle spotykamy, jesteśmy skazani na to, by czasami czuć się bezradni. Przyznaj się do swojej    bezradności bez wstydu. Samo bycie z kimś i okazywanie mu serdeczności czasem jest ważniejsze niż zrobienie czegoś.

6.   Zmieniaj swoją dzienną rutynę tak często jak możesz.

7.   Naucz się odnajdować różnicę między narzekaniem, które przynosi ulgę i narzekaniem, które wzmacnia negatywny stress.

8.   W drodze do domu skup się na tym co dobrego wydarzyło się w ciągu dnia.

9.   Czerp z własnego źródła. Bądź twórczy, próbuj nowych pomysłów. Bądź zarówno artystą jak i rzemieślnikiem.

10. Używaj przełożonych i współpracowników jako źródła wsparcia zwłaszcza, jeśli chcesz się o czymś upewnić lub coś zmienić.

11. Unikaj rozmów o pracy i profesjonalnego żargonu w czasie przerw i spotkań towarzyskich z kolegami w pracy.

12. Zaplanuj sobie okresy wycofania w ciągu tygodnia i ogranicz wtedy możliwości przeszkadzania Ci.

13. Mów: "taki jest mój wybór" lub "taka jest moja decyzja" raczej niż "muszę" lub "powinienem". Mów "nie" zamiast "nie mogę".

14. Jeśli nigdy nie mówisz "nie", co warte jest Twoje "tak".

15. Pamiętaj, obojętność bardziej rani niż przyznanie się, że już nic więcej nie możesz zrobić.

16. Śmiej się i baw w życiu.

Montay College, Addictons Counselor Education Department

 


 

BILANS DNIA

(Fragment Dziesiątego Kroku Anonimowych Alkoholików)

 

Pod koniec dnia często przed zaśnięciem, wielu z nas sporządza bilans dnia. Warto wtedy pamiętać, ze obrachunek ze sobą jest tylko wykazem błędów i niedostatków Dzień w którym nie zrobiliśmy CZEGOŚ DOBREGO, istotnie byłby złym dniem. Ale przecież w rzeczywistość większość świadomego życia spędzamy konstruktywnie. Nie lekceważmy swoich dobrych intencji, myśli i uczynków Nawet jeśli nie udało nam się coś, w co włożyliśmy wiele wysiłku, należy nam się za to wszystko, kto wie czy nie najwyższa ocena. A wtedy ból niepowodzenia może przekształcić się w cenną wartość: Staje się bodźcem potrzebnym do tego, by iść naprzód. Ból jest kamieniem probierczym rozwoju duchowego, powiedział kiedyś ktoś, kto dobrze wiedział o czym mówi. M) w AA którzy wiemy, że ból nałogu musiał poprzedzać trzeźwość, a później chaos emocjonalny poprzedzał pogody ducha - całym sercem podpisujemy się pod tym stwierdzeniem. Przyglądając się rubryce strat w naszym bilansie dnia, powinnyśmy uważnie zbadać motywy tych myśli i uczynków, które wydają nam się niewłaściwe. W większości wypadków bez trudu dostrzegamy i rozumiemy te motywy. Uniesieni dumą, gniewem, zazdrością, niepokojem lub lękiem, działaliśmy pod dyktando tych uczuć. Teraz trzeba więc uświadomić sobie te złe myśli i uczynki, pomyśleć sobie jak trzeba było postąpić i postanowić, że postaramy się z Bożą pomocą wykorzystać to doświadczenie w przyszłości. No i oczywiście pamiętać o naprawieniu tego wszystkiego, co do tej pory jeszcze zaniedbaliśmy naprawić. Zdarzają się jednak przypadki, gdy jedynie bardzo wnikliwa analiza może na jaw wydobyć nasze rzeczywiste motywy. Zdarza się tak wówczas, gdy w grę wchodzi nasz odwieczny wróg: racjonalizacja, czyli samousprawiedliwienie, które wybiela nasze ciemne postępki Ulegamy wtedy pokusie uwierzenia, że postąpiliśmy w imię słusznych racji i motywów, chociaż wcale tak nie było. Skrytykowaliśmy np. "konstruktywnie", kogoś, kto rzekomo na to zasługiwał, gdy tymczasem rzeczywistym moty­wem było pragnienie wygrania nieistotnego sporu. Albo obgadaliśmy kogoś za jego plecami w przeświadczeniu, że pomagamy innym lepiej go zrozumieć, gdy w głębi duszy zależało nam na wywyższeniu siebie i podważeniu opinii o tamtym. Czasem raniliśmy najbliższych, pozornie w celach wychowawczych, żeby dać im nauczkę, podczas gdy naprawdę chcieliśmy ich ukarać. Popadliśmy w depresję i narzekaliśmy na zdrowie, podczas gdy w istocie chcieliśmy pozyskać współczucie i uwagę innych. Ta przedziwna skłonność umysłu i uczuć przewija się stosunkach międzyludzkich jak okiem sięgnąć. Często nieuchwytne i subtelne przekonanie o własnej słuszności może nadawać ton nawet najmniej znaczącym uczynkom i myślom. Codzienna nauka dostrzegania tych skaz, przyznania się do nich i ich naprawienia jest istotą pracy nad charakterem i godziwego życia. Szczery żal za wyrządzone krzywdy, głęboka wdzięczność za uzyskane dary i gotowość do dalszej poprawy to zalety, do których powinnyśmy zmierzać. Tak rozpatrzywszy miniony dzień, nie pomijając dobrych uczynków i bezstronnie zbadawszy stan duszy, możemy szczerze podziękować Bogu za otrzymane błogosławieństwa i ze spokojnym sumieniem zasnąć.

0; margin-bottom: 0"> Od samotniczki Ann Jasper z Maniłoby w Kanadzie:

 

Moją pierwszą miłością jest AA, ponieważ wskazało mi drogę do Siły Wyższej. Dotąd nic mi nie pomagało. Kocham być alkoholiczką i wierzyć w program 12 Kroków, który leczy z picia i chorego myślenia. Mieszkam na dalekiej północy, gdzie można się dostać wyłącznie samolotem. Ludność tutaj, to tylko 3 tys. mieszkańców. Ale wierzcie, albo i nie ale na naszych mityngach jest zaledwie po 2 osoby. Alkohol jest tu trudno dostępny i myślenie na temat picia jest utopią - "nie pozwalamy pić, więc nie mamy tutaj problemu". To oczywiście nie jest prawdą. Uczę w 3 klasie i kocham swoją pracę i bycie tutaj, mimo wszystko. Albo Bóg jest wszystkim albo niczym. W tej chwili sypie śnieg, ale niezależnie od tego wybieramy się łódką na drugi brzeg jeziora, na kolację w prawdziwej kanadyjskiej chacie. Dziękuję za to, że jesteście. Przesyłam wam słowa miłości i dziękuję za łaskę naszej Sile Wyższej.

 

Sponsor Samotników Terri Vitt z Sonomy w Kalifornii:

 

W zeszłym roku na wiosnę i w lecie byłam tak chora, że nawet nie mogłam napisać do moich przyjaciół z AA. Ale oni cały czas pisali do mnie wspierając mnie i przysyłając słowa miłości. We wrześniu obchodziłam swoją 10-tą rocznicę trzeźwienia. Nie czułam się na siłach aby się tym cieszyć, bo właśnie wróciłam ze szpitala i czułam się najpodlej jak dotąd przez wszystkie swoje lata trzeźwienia. Ale jestem tu, by Wam powiedzieć, że niezależnie od tego, co z nami zrobiła choroba, to jeżeli tylko nie będziemy pili to wszystko zmieni się na lepsze! Na skutek przebytej choroby odczuwam chroniczny ból, z którym muszę walczyć każdego dnia. Uczę się jak powierzać Bogu i stosować prostotę w życiu w każdych 24 godzinach. Jestem wdzięczna za istnienie wszystkich alkoholików. Chcę mieć to, co osiągnęli ci trzeźwi a ci pijący przypominają mi dokąd nie chcę powrócić. Z pomocą wszystkich alkoholików i Boga odkąd zaczęłam stosować program, odkryłam, że nie muszą dzisiaj sięgać po alkohol.

 

Domator Charles Jimmy Darsey z Savannah w Georgii, pisze:

 

Przystąpiłem do AA w marcu 1992 roku i odtąd każdy mityng był dla mnie wielkim przeżyciem. A teraz odnosi się to LIM-u. Słuchając innych, dowiedziałem się o swoich wadach charakteru. Zdaje się, że mam ich wiele • należy do nich prefekcjonizm. Kiedy próbuję zrobić coś bardzo dobrze, a nie udaje mi się to -ogarnia mnie frustracja, poddaję się i zaczynam to robić byle jak. Unieszczęśliwia mnie to, a wynika to z kolejnej mojej wady samodestrukcji. Wszystko to nie pozwalało mi poprosić kogoś o sponsorowanie. Pytałem przyjaciół z AA jak się znajduje sponsora. Odpowiedź jest zawsze tak samo prosta -wybieram go sobie. Bardzo proszę tych z Was, którzy nie mają jeszcze sposora, którzy mają z tym problemy, aby do mnie napisali. Również proszę tych, którzy mają już sponsorów, aby podzielili się doświadczeniami - jakie mieli trudności z pozyskaniem sponsora.

 

NIEUSTAJĄCE CUDA

 

Internacjonalista Charles M. Minister pisze z San Francisco, w Kalifornii:

 

1   września obchodziłem   16 rocznicę bez alkoholu, bez gorzały. Cudom nie ma końca. Odkąd zacząłem trzeźwieć - dzień po dniu.

 

Kim Portalupi (LS) z Barre w Vermont:

 

Ostatnio wędrowałem 5,6,7,8,9 rok krętą drogą trzeźwości. Na mityngach, na które uczęszczałem jest wiele osób, które mają do 3 lat trzeźwienia, później częstość przychodzenia na mityngi zmniejsza się u nich. Szczęśliwie dla mnie, na początku mojej drogi usłyszałam o tym niebezpiecznym momencie, w którym zaczyna się traktować trzeźwienie zbyt lekko. Ale słyszeć o tym - a robić to, to dwie różne sprawy! Ubiegłej nocy, modląc się na kolanach i dziękując za przebyty dzień, byłam właśnie w jednym z takich nastrojów, kiedy nic nie miało dla mnie żadnej wartości. Dziękowałam również za to, że zabrałam mojego synka po raz pierwszy do niedzielnej szkółki. I nagle uderzyło mnie to, jak ważną sprawą jest to z pozoru błahe wydarzenie! Dla kogoś kto nie jest alkoholikiem zabranie syna do niedzielnej szkółki jest prawdopodobnie niczym szczególnym, może nawet być i czymś kłopotliwym - ale dla mnie alkoholiczki, która 6 lat temu miała zbyt dużego kaca, aby kogokolwiek dokądkolwiek zabrać było to naprawdę wyczynem. Muszę pamiętać, że cuda zdarzają się stale. Trzeba tylko mieć otwarte na nie oczy i serce.

 

Od  Brian'a   Weilbach'a   (LS)   z  Limberly   w Południowej Afryce:

 

Ostatnich parą miesięcy było naprawdę ciężkich, ale przez cały ten czas nie straciłem ani nadziei ani wiary. Problem wynikł z tego, że nie mogłem znaleźć pracy i co za tym idzie nie miałem gdzie spać. Tak więc co wieczór wychodziłem w poszukiwaniu noclegu. Nie było to łatwe, ale około trzech tygodni temu właściciel sklepu monopolowego dał mi dorywczą pracę i jednocześnie pozwolił mi tam mieszkać, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny. Właściciel planuje otworzyć sklep nocny, w którym będę zatrudniony na cały etat. Tak więc wszystko zmieniło się na lepsze, co napełnia mnie wdzięcznością, że nie straciłem wiary i nie sięgnąłem po pierwszy kieliszek. To doświadczenie nauczyło mnie nie tracić nadziei i wierzyć w Siłę Wyższą, bo tylko wówczas znajdziemy ratunek w otaczającym nas świecie...

 

Sam   McCormick,    Domator   z   Innisfail&nb