MITYNG 3/22/97

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


 

PRZEKAŻ DALEJ

 

„...Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego spotkania z Bilem Wilsonem. Miałem za sobą kilka miesięcy trzeźwości i byłem taki podniecony, taki rozdygotany, że spotykam współ założyciela AA, że zalewałem go potokiem słów mówiących, czym jest dla mnie moja trzeźwość i wyrażających moją dozgonną wdzięczność za to, że założył AA. Kiedy się wyczerpałem, ujął moją dłoń w swoją i powiedział poprostu: "PRZEKAŻ DALEJ"......

- z, listu do GSO wg „Pass it on"

 


 

 Odpowiedzialność wspólnoty za stałe informowanie społeczeństwa.

 

W 1956 roku Konferencja Ogólna Służb AA przyjęła zwięzłe stanowisko w kwestii strategii informacyjnej obowiązującej w całej Wspólnocie Anonimowych Alkoholików: We wszelkich kontaktach publicznych jedynym celem AA jest nieść pomoc alkoholikom., którzy wciąż jeszcze cierpią. Nie zapominając nigdy o znaczeniu osobistej anonimowości, uważamy, że cel ten można realizować dzieląc się z alkoholikami, jak również innymi zainteresowanymi, naszymi doświadczeniami poszczególnych członków i całej wspólnoty -w uczeniu się, jak żyć bez alkoholu. Uważamy, że należy w pełni udostępniać nasze doświadczenie wszystkim, którzy przejawiają szczere zainteresowanie. Uważamy ponadto, że wszelkie nasze wysiłki na tym polu winny odzwierciedlać naszą wdzięczność za dar trzeźwości oraz świadomość, że istnieje wiele osób poza AA. z równie wielką powagą traktujących problem alkoholizmu. W 1960 roku Rada Powierników, rozwijając powyższe stanowisko, przyjęła pewne wskazania, dotyczące publikacji informacji o AA w środkach przekazu. Oto niektóre z tych zasad, które równie dobrze mogą mieć zastosowanie do publicznych wystąpień: Publikowane materiały mogą dotyczyć wyłącznie faktów, należy bezwzględnie unikać przechwalania się i dyskredytowania innych grup zajmujących się problemem alkoholizmu, jak również bezpośredniego czy nawet pośredniego angażowania się w jakiekolwiek spory. Powinniśmy uznać, że nasze doświadczenie pozwala nam wypowiadać się na temat alkoholizmu jedynie w odniesieniu, do Anonimowych Alkoholików oraz naszego programu zdrowienia; stąd też wszelkie wypowiedzi odnoszące się do innych czy szerszych aspektów problemu alkoholizmu muszą wyraźnie odwoływać się do kompetentnego źródła spoza AA, z podaniem jego nazwy czy tytułu.

z ulotki pt: "Jak mówić o AA poza AA?"

 


 

Mam na imię Teresa i jestem alkoholiczką. Jestem zwyczajną Teresą, alkoholiczką, a nie „świętą”, jak myślą być może inni.

 

Kiedy zaproponowano mi udział w mityngu spikerskim, to pomyślałam sobie: Co ja mogę tym ludziom powiedzieć? Trzeźwieję sobie cichutko, minęło już 4 lata, nie jestem taka nadzwyczajna, jestem taka sobie zwyczajna. Nie będę mówiła o tym, jakie było moje picie, moja degradacja nastąpiła w zastraszającym tempie, w przeciągu ostatnich 5 lat picia. Straciłam bardzo dożo. Traciłam kolejne prace, zmieniałam je. Moją córkę wychowywali rodzice, bo ja nie miałam czasu na wychowywanie dziecka. Zajmowałam się czymś innym, uczestniczeniem w libacjach i nie byłam alkoholiczką. Miałam, co pranie tak jak taką „szmatę”, jak takie „gównu”, za które się uważałam, bez honoru, bez ambicji, bez godności. Potraktowano mnie jak chorego człowieka i to mi się bardzo spodobało, dlatego, że nawet ja tak o sobie nie myślałam, że jestem jeszcze człowiekiem. Tam na Zakopiańskiej dostałam wielką nadzieję, no i oczywiście zalecono mi mityngi. Ja zastosowałam się do wszystkich poleceń, jakie dostałam, chodziłam na mityngi, terapię i praktycznie codziennie miałam kontakt ze wspólnotą. Miałam indywidualny kontakt ze swoją sponsorką, jeszcze oprócz tego robiłam porządek indywidualnie, więc to, co mi zaproponowała wspólnota, złapałam obiema rękami i ściskałam bardzo mocno. Wykonywałam to, co mi radzono. 90 mityngów w 90 dni, no może nie zaliczyłam w 90 dni, ale w setce się zmieściłam. Bardzo poważnie podeszłam do mojego problemu, chociaż cały czas uważałam, że nie jestem alkoholiczką. Nie chciałam się z tym pogodzić, nie umiałam tego zaakceptować. I tak chodziłam na mityngi i terapię około 9 miesięcy. Był temat o akceptacji, akceptacji mojej choroby. Bezsilność wobec alkoholu uznałam i uwierzyłam, że tu dostanę pomoc, we Wspólnocie właśnie. Natomiast nie mogłam zaakceptować tego stanu. Dziwiłam się jak to można zaakceptować? Później, gdzieś tak po roku, na Wiatracznej, zakładaliśmy grupę i         jako wsparcie przyszliśmy na mityng. Większość stanowili pensjonariusze Domu Pomocy. I ja zobaczyłam swoją przyszłość w tych ludziach, zobaczyłam siebie. Co by było gdybym ja nie przestała pić, gdybym dalej piła, brnęła dalej w swoją chorobę alkoholową? Ja się okropnie przeraziłam i od tamtego dnia przestałam negować cokolwiek, co mi powiedzieli ludzie ze Wspólnoty. Ja w to święcie wierzyłam. Bo ja nie chciałam być taka bezdomna, stara i niczyja. Był to dla mnie szok. Myślałam, co by było ze mną gdybym ja nie przestała pić? Wtedy zobaczyłam siebie i do dziś, gdy ogarniają mnie jakieś wątpliwości, czy chcę „picia kontrolowanego", to przypominam sobie tych ludzi, którzy tutaj siedzieli. Wyjadali fusy od kawy łyżeczkami. Dla mnie to było coś strasznego. Gdy przypominam sobie tych ludzi, to chęć napicia się mija, dobrze wiem, jaki może być mój koniec. Nie mogłam pogodzić się z tym, że jestem alkoholiczką, bo ja nie piłam wynalazków, jeszcze nie wyprzedawałam swojego domu, jeszcze go nie straciłam - domu jako mieszkania, bo rodziny to już praktycznie nie miałam. Tak, chcesz to idź i pij dalej, wszystko przed Tobą. Jak ci nie zależy, to ciebie nikt tutaj nie trzyma. Powiedzieli mi jeszcze, że jestem lewus, że się migam, tak dyskutuję, a jeszcze się wymądrzam. I ty nam nie zawracaj głowy, a sobie tym bardziej. Chcesz pić to idź się dochlaj. Kiedy już nie będzie ci się chciało naprawdę, my będziemy tu na ciebie czekali aż przyjdziesz. Jak już będziesz gotowa. We mnie zrodził się ogromny bunt, każą mi iść pić to ja właśnie tego nie zrobię. Jako alkoholiczką jestem człowiekiem przewrotnym i zawsze muszę powiedzieć nie, zupełnie inaczej niż inni ludzie każą. I tak wytrwałam w tej Wspólnocie i nigdy, nawet przez ułamek sekundy nie żałowałam, że zostałam. To była moja pierwsza decyzja na trzeźwo, bo ja trzeźwa nie byłam w żadnym wypadku, przyszłam na ciężkim kacu. Bo to była moja pierwsza decyzja, że coś muszę z tym fantem zrobić, z tym moim piciem. Cały czas się tego trzymam. Gdy zaakceptowałam siebie jako alkoholiczkę trzeźwienie szło mi łatwiej, łatwiej było mi godzić się z wszystkimi przeciwnościami losu, jakie stawały na mojej drodze. Każdy problem, jaki stanął był problemem olbrzymim, tragicznym, nie do przeżycia, nie do przezwyciężenia. Pierwsze, co zrobiłam, to leciałam na mityng i zanudzałam wszystkich swoimi problemami, swoimi sprawami. A moi przyjaciele cierpliwie mnie wysłuchiwali i dzielili się swoim doświadczeniem. Mieli dużo tolerancji dla mnie. Ja byłam przeokropny człowiek z taką masą problemów. Jak mnie jeden nie chciał wysłuchać, to tam właśnie jakiś drugi się znalazł. Ja dzisiaj znam ok. tysiąca osób ze Wspólnoty. Ktoś, kto był bardziej cierpliwy, zawsze się znalazłby mnie wysłuchać i wspierać. To było moje zwycięstwo, azyl, coś mojego, co sama sobie znalazłam. Tak to sobie wykombinowałam, to było to, co pierwsze, nienakazane przez mamę czy tatę, ale tylko i wyłącznie moje. I dlatego było tak dla mnie ważne. Nie piłam już trzy czy cztery miesiące, moja mama mówi, no ty już nie jesteś alkoholiczką i nie musisz tak ciągle chodzić na te mityngi. Zajmij się domem, rodziną, dzieckiem. Ja się przeraziłam, znów ingerują w moje życie, znów coś mi tam narzucają swojego. To jest moje, i chcą mi zabrać moją wspólnotę, ja nie wiedziałam jak mam powiedzieć tej matce, że to jest dla mnie ważne. No i zamanipulowałam matką, bo ja całe życie byłam dobrą manipulantką. Mówię: wiesz mamo, był dziś na mityngu facet, co trzy lata nie pił i zapił. Mama się przeraziła, no to idź dziecko na ten mityng. Dzisiaj mówię o tym normalnie, że to jest mi potrzebne, bo ja tak chcę. Dzisiaj umiem to wypowiedzieć normalnie, wtedy nie umiałam. Ja nie umiałam oddzielić Boga, kościoła, księży od siebie. Dla mnie to była wielka całość. Jeden z przyjaciół powiedział mi, żebym to oddzieliła, to wtedy będzie łatwiej i faktycznie, ja odnalazłam swojego Boga. Do dzisiaj ciężko mi iść do kościoła na mszę, na nasze msze rocznicowe chodzę bardzo chętnie. Uważam, że to są msze dla nie i ja mam tam prawo być, wtedy nie ma kazań, z którymi ja się zawsze nie zgadzam. To jest msza dla mnie specjalnie, w mojej intencji. Potrzebny był mi Bóg, moja siła wyższa większa ode mnie. Początkowo była to grupa na Zakopiańskiej, Wspólnota, mityngi, potem przyszła kolej na Boga. Ja we wspólnocie nauczyłam się, że ja nie muszę wszystkiego wiedzieć, umieć. Że nie jestem pępkiem świata, Bogiem. Nie muszę wszystkiego załatwiać, jestem normalnym człowiekiem. Zaczęłam się przyznawać, że czegoś nie umiem. Zobaczyłam, że to wcale nie boli, w moim chorym myśleniu uważałam, że to mnie poniża. Ludzie, do których zwracałam się z prośbą, by coś mi wyjaśnili, mówili do mnie z szacunkiem, bo nie psułam pracy, czekałam cierpliwie na wyjaśnienie. To wszystko, co robiłam we wspólnocie, robiłam na zasadzie eksperymentu, eksperymentu na sobie. Dopiero po paru latach przestałam eksperymentować na swoich uczuciach, doznaniach. Przez pierwsze lata to była metoda mojej pracy, musiałam ciężko doświadczać. Całe moje trzeźwienie przychodziło mi bardzo trudno nie było we mnie akceptacji, jak ja mogłam nie kierować czyimś życiem, nie rządzić, całe życie to robiłam. A tu nagłe się okazało, że ja mam nie zmieniać ludzi wkoło, tylko samą siebie. No jakże można tak piękną istotę, ze szlachetną duszą, jeszcze zmienić? Taką jak ja jestem. Okazało się, że wcale nie jestem taka piękna, jestem normalnym człowiekiem. Musiałam dużo przecierpieć, by zrezygnować z tych moich przywilejów, z tego rządzenia. Najpierw to przestałam rządzić swoją córką, która okazała się już dorosła, mając własne zdanie, swoje przyzwyczajenia i żeby ten nasz dom mógł istnieć musiałam ją zaakceptować taką, jaką ona była, bo te lata, kiedy powinnam mieć wpływ na jej wychowanie to ja przepiłam. Jak przestałam pić, to koło mnie stanął człowiek dorosły ze swoimi przyzwyczajeniami i żeby żyć pod jednym dachem to ja musiałam to zaakceptować, bo chciałam byśmy razem tworzyły rodzinę. Następną osobą, której życiem przestałam kierować był mój przyjaciel. Poczułam, że jest fajnie jak się nie kieruje, że ja nie muszę wcale tego robić. Zrozumiałam, że to życie, które wokół się toczy wcale nie zależy ode mnie, od tego czy ja rano wstanę, czy zrobię wszystko za wszystkich. Wszyscy razem wspólnie budujemy to, co się wokół mnie dzieje. Każdy ma prawo swoją cząstkę wprowadzić, to było dla mnie niesamowite odkrycie, bo do tej pory uważałam, że to ja jestem tym trzonem, a to nieprawda, bo każdy człowiek ma swoje uczucia. O tych uczuciach to też się dowiedziałam dopiero na terapii. Że mam uczucia. Jakie uczucia mogłam mieć? Pierwsze to były złość, gniew i to wszystko, gdzieś potem poznałam radość, szczęście. To wszystko się we mnie rodziło. Obchodzimy urodziny we Wspólnocie i ja uważam, że to tak właśnie jest, bo ja się na nowo urodziłam. Na czwartym Kroku uczymy się poznać siebie, jaka ja jestem. Ja wstąpiłam do AA, gdy miałam 38 lat, ja nie wiedziałam, jaka ja jestem, nie znałam siebie, dopiero tam pytano mnie, jaki kolor lubię? Jakie kwiaty? Miałam ogromne trudności z wyciągnięciem z siebie, z głębi duszy, jaka ja jestem w ogóle? Dopiero na tym czwartym Kroku zaczęłam siebie poznawać, jakie ja lubię filmy, jakie książki. Ja sama siebie nie znałam, chociaż miałam 38 lat, doświadczeń życiowych całą masę, byłam już po rozwodzie, po takim pięknym życiorysie - piciorysie. Ja nie wiedziałam, jaka jestem, jakie potrawy lubię, to było wstrząsające. Okazuje się, że nie lubiłam samej siebie, mimo tego, że uważałam siebie za najmądrzejszą, najważniejszą w życiu każdego, kto tylko był koło mnie, to ja byłam tym trzonem. Okazało się, że ja siebie nie lubię. Mieliśmy takiego terapeutę i on mi kazał zrobić doświadczenie z lustrem. Chodziło o to by siąść naprzeciwko lustra i popatrzeć na siebie. Długo nie mogłam tego przejść. Nie mogłam tego zrobić i on mnie kiedyś postraszył, że jeśli nie wykonam tego ćwiczenia to on mnie z terapii wyrzuci. Mam to wykonać i już. Dobrze, zrobię to dla niego. I pierwsze, co zrobiłam to naplułam sobie w twarz, taka była pierwsza reakcja mnie ze mną. Zła była, rzuciłam tym lustrem. Za jakiś czas, z rok później już sobie nie naplułam w twarz, patrzyłam na siebie spokojniej. Jakieś zmiany już we mnie następowały, później się do siebie uśmiechnęłam, ale w dalszym ciągu siebie nie lubiłam. Już chyba ze trzy lata nie piłam, byłam na czwartym kroku i przeżyłam bardzo silny, emocjonalny nawrót choroby. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, bez kieliszka alkoholu funkcjonowałam w innym wymiarze. Mam „malucha", on się nie zatrzaskuje, a ja zamknęłam w środku kluczyki w stacyjce. Do tej pory nie wiem jak ja to zrobiłam. Poprosiłam faceta z parkingu by mi pomógł dostać się do samochodu. Z tej wdzięczności na Placu Szembeka kupiłam butelkę wódki i mu wręczyłam. On mówi do mnie: to niech się teraz pani ze mną napije. Gdy to usłyszałam, zdrętwiałam i mówię, że bez wódki robię takie głupstwa, a co będzie, gdy się napiję? Pojechałam do domu, padłam na kolana i po raz pierwszy poprosiłam! „Boże ratuj". Pomoc zaczęłam dostawać, długo prosiłam Boga, a po tym doświadczeniu z samochodem, przestałam prosić a zaczęłam dziękować. Był to olbrzymi zwrot w mojej terapii, w moim trzeźwieniu. Rozejrzałam się i zobaczyłam, co osiągnęłam. Był to czwarty krok, dostrzegłam, na czym się załamałam; był, co szacunek dla samej siebie. Ja tego nie umiałam przejść. Z tą moją sponsorką zaczęłyśmy od początku, od podstaw i ona powiedziała „Teresa, za co ty się lubisz?". Ja nie umiałam powiedzieć. Tyle lat, po terapiach, tyle mityngów, tyle moich nowych doświadczeń. Ja po trzech latach nie umiałam powiedzieć, co ja się lubię. Tyle spustoszenia dokonał alkohol w moim życiu, moim organizmie, mózgu, że ja nie wiedziałam, za co ja się mogę lubić. Jak mogłam powiedzieć o szacunku do siebie, jak ja się nie lubiłam. Dzisiaj się lubię, szanuję, dzisiaj jestem naprawdę bardzo szczęśliwa. Jak wygląda moje obecne życie? Dzisiaj nie jest łatwo, ale jest pięknie. Mam w zasadzie wszystko poustawiane, wszystko wokół mnie toczy się pod kątem mojego trzeźwienia i mojej trzeźwości i to jest podstawa. Moja córka ma mnie przyhamowywać, gdy przeholuję ze swoimi ambicjami, ma dawać informację, że coś się ze mną dzieje, gdybym ja sama tego nie wyłapała. nauczyłam się tak działać, egzystować, by mieć cały czas spokojne sumienie, to, co robię, robię pod kątem dwunastu kroków. Myślałam, że nie stosuję tych kroków w swoim życiu. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że tak wygląda moje życie - od pierwszego do dwunastego kroku. Boże drogi jak to się stało? Jak się, zadziało, że to tak jest? Jest to dla mnie dobre. Jak przestałam pić chciałam zmienić pracę na lepiej płatną, bo ja już byłam wartościowym człowiekiem? Łapałam się różnych prac, był taki okres, że było ich pięć, mityngi też. Musiałam chodzić na mityngi, bo to mój dom, tlen do oddychania, moje życie. Gdy miałam pięć prac, to przestawałam prosić a zaczęłam dziękować za to, co mam. W tej chwili mam jedną pracę, z której jestem zadowolona. Szefowi często powtarzam, że bardzo się cieszę z pracy u niego. Dziękuję też dobrze pracując. Moja córka jest bardzo dobrą dziewczyną, bardzo się kłócimy, różnimy się często. Wprowadziłyśmy zasadę, że po kłótni zaraz się przepraszamy, u nas niema złości, nie ma cichych dni, u nas są sprzeczki, zwady, spięcia, ale to wszystko trwa bardzo krótko. Myślę, że to dobrze, bo gdybyśmy głaskały się, nie byłoby konstruktywnego działania, nic byśmy ze sobą nie robiły, ona mi zwraca uwagę, ja jej. Życie prywatne to ciężki kawałek, najciężej jest spełniać się w domu, jest między nami zaufanie. Ja ją przeprosiłam za to, że stworzyłam jej horror z życia i uważam, że na dzień dzisiejszy nic więcej nie mogę zrobić. Daję jej dzisiaj poczucie bezpieczeństwa, stabilizację życiową. Nie wrócę tamtego czasu, lat. Szkoda mi tego, że moje życie tak się potoczyło, jak się potoczyło. Natomiast nie żałuję, że jestem alkoholiczką, bo jestem we Wspólnocie. Moje życie dzisiaj jest piękne, bo jestem we wspólnocie, że nie piję. Było dużo buntu we mnie, chciałam ciągle przerabiać te 12 Kroków. Jak je przestałam przerabiać a zaczęłam stosować, wtedy moje trzeźwienie było spokojniejsze, może bardziej pełne? Dzisiaj są tego efekty. Jeśli chodzi o niekierowanie, oni już nie dają sobą manipulować. Ci, co się wokół mnie znajdują, wiedzą, że gdy mówię podniesionym głosem, to chcę jakiś „szwindelek" przemycić. Mówią mi: najpierw to ciszej, a potem zastanów się, co masz do powiedzenia. Niestety nie mogę już ich oszukać i kręcić nimi, ale to też dobrze. Obrachunek moralny? W zasadzie go nie robię. Cały mój dzień przeżywam godnie i zgodnie z naszymi krokami, jak kładę się wieczorem spać, to jestem uśmiechnięta i zadowolona. Znaczy to, że ja wszystko dobrze zrobiłam, bo moje sumienie nie pozwoliłoby mi teraz spokojnie zasnąć, gdybym gdzieś popełniła jakieś świństwo. Dzisiaj po prostu nie opłaca mi się popełniać świństw, kłamać, kręcić, kombinować, dlatego, że nie chcę tego robić, za dużo mam do stracenia. Łatwiej jest mi z czystym sumieniem. Cieszę się, że jestem we Wspólnocie, że nie piję. Moje życie jest nie do porównania z tamtym życiem, jakie wiodłam, kiedy piłam. Nie da się porównać dnia do nocy. Dzisiaj jest pięknie, wszystko wokół mnie układa się pomyślnie, jestem szczęśliwym człowiekiem. Mam siostrę, która cały czas mną rządziła, była wrogiem wtedy, gdy piłam, urządzała mi awantury. Krzyczała, wylewała alkohol, nie miałyśmy wspólnego języka ze sobą. Dzisiaj już umiemy ze sobą rozmawiać, lubimy się, może nawet się kochamy, ale jesteśmy jeszcze zbyt dumne, by to sobie powiedzieć. Otóż pewnego razu ona zadzwoniła do mnie ze straszną awanturą. Nie wiedziałam, o co jej chodzi, krzyczała. Ja do niej spokojnie, cicho, „wytłumaczę ci wszystko" i nasza rozmowa skończyła się spokojnym tonem. Odłożyłam słuchawkę i pomyślałam sobie: ile ja osiągnęłam? Nie dałam się manipulować, pociągnąć w jej emocje, doprowadziłam do tego, że ona zmieniła ton głosu, jakie to wielkie zwycięstwo? Bardzo lubię się uśmiechać, zawsze czuję się dobrze, wspaniale. Mam, za co dziękować Wspólnocie i Sile Wyższej za ten spokój, za to bezpieczeństwo, za tą miłość, która mnie otacza.

Teresa

 


 

Prawdopodobnie odkąd jesteś w AA w Twoim życiu nastąpiło wiele pozytywnych zmian. Wymień jedną, (poza abstynencją) dla ciebie najistotniejszą:

 

* praca zawodowa (awans, stosunki w pracy i zadowolenie z niej)

 Małgosia Żyrardów

* poczucie własnej wartości

Józek Żyrardów

 

* stosunki rodzinne - poprawa

Bogdan Żyrardów

* stosunki rodzinne - poprawą

Maciek Żyrardów

* chęć życia - wiem, po co żyję

Sławek Żyrardów

* rodzina - że jest w całości

Wiesiek Żyrardów

* dobry kontakt z dziećmi

Sławek Żyrardów

* zrozumienie z żoną

Janek Żyrardów

* odkąd trzeźwieję ani dnia nic opuściłem w pracy

Marek Żyrardów

* zmieniłam mój stosunek do ludzi na życzliwy

Małgosia Żyrardów

*  jestem innym człowiekiem - podobam się sobie

Grażyna Żyrardów

* być z ludźmi i cieszyć się z tego i z ich zaufania

Ala Warszawa

* odnowienie zaufania do siebie

Władek (Krok po kroku) W-wa

* odzyskanie wiary religijnej

Jurek

* uzyskałem odwagę do życia

Andrzej Siwy

* relacje z bliskimi AA

 

* nawiązałem kontakt ze swoimi uczuciami

Krzysiek W-wa

* nauczyłem się słuchać innych ludzi

Irek (Krok po kroku) W-wa

* stałem się tolerancyjnym

Darek Konin

* z każdej sytuacji jest wyjście

Jarek Białystok

* nauczyłam się tolerancji

Krysia Siedlce

* trudniej mnie zdenerwować

Jurek Siedlce

* naprawdę pokochałem rodzinę

Benek Ciechanów

* doszedłem do Boga

Rysiek Szpila ~ Sochaczew

* wzrosło moje poczucie własnej wartości

Grzegorz Konin

* zgoda w rodzinie

Adam Inowrocław

* trzeźwość, którą osiągnąłem dla siebie i spojrzenie na świat 7. lepszej strony Stawek Zduńska Wola

* właściwe zrozumienie roli ojca i męża.

Wiesiek Zduńska Wola

* poszerzona świadomość i odzyskana tożsamość

Ewa (Al-Anon) Kutno

Wypowiedzi zebrał korespondent Mityngu

Mirek A

 


 

Dookoła świata.

 

Streszczenie Raportu Końcowego 14-ego

Konferencji Służby Światowej,

które odbyło się w Nowym Yorku, w październiku 1996 r.

 

W końcu października 1996 r., przez pięć dni, obradowała w Nowym Yorku Konferencja Służby Światowej Anonimowych Alkoholików. Było to 14-te takie doroczne spotkanie, z których pierwsze miało miejsce w 1969 roku. Uczestnikami było 43 delegatów z 26 krajów i stref z całego świata, w tym z Argentyny, Australii, flamandzko-języcznej Europy, Wielkiej Brytanii, Islandii, Włoch, Japonii, Meksyku, Norwegii i Rosji. Czytelnicy Grapevine byli zainteresowani tym, że po raz pierwszy gazety i czasopisma AA były obiektem trzykrotnej prezentacji na spotkaniu, wszystkie zaprezentowane przez wydawcę Grapevine. Delegaci z Norwegii (Box 205), Nowej Zelandii (Mainstay) i El Salvadoru (AA on El Salvador) mówili o praktycznych aspektach swych doświadczeń wydawniczych, jak również o sposobach, w jaki ich pisma pomagają propagować wiadomości o AA. Simon R. delegat z Nowej Zelandii, podkreślił te punkty, które świadczą o życiowej ważności pisma w zapewnieniu trwałej formy komunikacji. Gdy chodzi o rozpowszechnianie naszych wiadomości, to słowo pisane pozostaje najbardziej efektywnym środkiem. Najważniejsze okresy wzrostu i wiedzy o naszej Wspólnocie były rezultatem poniższych publikacji: Wielka Księga, artykuł Jacka Aleksandra w Saturday Evening Post, opowiadania w Cleveland Plain Dealer i Readeris Digest - ten ostatni był katalizatorem, który pozwolił na rozpowszechnienie AA w Nowej Zelandii. Wszystkie te publikacje pozwoliły AA przyciągnąć przedtem niewyobrażalną ilość ludzi w różnych miejscach. Dzisiaj jednakże, scena informacyjna jest zasadniczo odmienna. Komunikacja elektroniczna we wszystkich swych formach zrobiła wszystko by wyprzeć słowa pisane. Jest jeszcze jednak słowo pisane, które wytrzymało próbę czasu, informacje o AA są wiadomościami trwałymi. Aby jednak współzawodniczyć, pisane słowo musi być prezentowane atrakcyjnie. Ono musi być zdolne do zwrócenia uwagi w obliczu ogromnego współzawodnictwa komunikacji elektronicznej. Ale czy nie jest nasza informacja informacją duchową - więcej niż błyszcząca okładka, dobre rozmieszczenie czy właściwa pisownia? Oczywiście jest. Ale zwróci ona uwagę czytelnika wcześniej i na dłużej, gdy będzie wyglądała i czytała się dobrze. Poprzez Mityng Służby Światowej delegaci podzielili się doświadczeniem, stanem liczebnym i nadzieją, jak również problemami, ideami i wzrostem - czasie serii warsztatowych spotkań, narad kierowniczych i prezentacji. Poniżej podajemy wystąpienia delegatów na Spotkaniu Służby Światowej.

•••

Dlaczego członkowie AA muszą nieść posłannictwo w służbie? Francisco O. - delegat Brazylii Poszukiwałem trzeźwości, gdy wstąpiłem do AA, lecz wkrótce uświadomiłem sobie, że powinienem naśladować Tradycje, by utrzymać zjednoczoną Wspólnotę, również powinienem wykonywać prace służebną, aby pomóc wciąż cierpiącym alkoholikom i tak czyniąc pomóc sobie i wspólnocie. Rozpocząłem pracę służebną wkrótce po wstąpieniu do Wspólnoty. Około miesiąca po wstąpieniu, moja macierzysta grupa miała wybory. Członek, który został wybrany do sprzątania, porządku i robienia kawy, nie pokazał się na następnym spotkaniu. Ponieważ ja przyszedłem wcześniej, zrobiłem te proste czynności osobiście a potem robiłem je do czasu następnej elekcji. Gdy miałem zaledwie 6-cio miesięczny staż w AA zostałem wybrany zastępcą-koordynatorem Brazylijskiej Narodowej Konwencji AA. Moim zadaniem było pisanie listów. Byłem w służbie. Służba pomogła mi uchronić własną cudowną trzeźwość, wzmocnić moją osobowość (duchowość), umocnić tolerancję i lepiej zrozumieć rzeczywiste i teraźniejsze nadzieje i oczekiwania grup AA i mych towarzyszy w Brazylii. Ja nie myślę o służbie jako o przykrym obowiązku, lecz jako o słodkim przywileju. Musimy być w służbie, aby zachować jedność AA, ponieważ „osobiste wyzdrowienie zależy od jedności AA". Na tej Konferencji Służby Światowej próbujemy wyciągnąć rękę do wciąż cierpiących, gdziekolwiek są. Nie możemy zapominać o duchu jedności. Musimy rozpowszechniać jedyne i unikalne posłannictwo Anonimowych Alkoholików. Osiągniemy ten cel doskonaląc nasze Tradycje. AA będzie trwała wiecznie, ponieważ gdy nasze córki i synowie „będą potrzebować pomocy, chcę by ręka AA tam była". Aby AA trwało wiecznie, potrzebujemy nieść nasze posłannictwo, przyciągać alkoholików do naszych grup. W ten sposób zagwarantujemy trwanie AA. Moja szczęśliwa trzeźwość zależy od służby. Nie ma lepszego sposobu niż praca z innymi alkoholikami. Gdy nie znajdę innego sposobu by nie wypić dzisiaj, szukam alkoholika by pracować z nim. Nasz współzałożyciel Bill W. był pierwszym, który zrobił to w wigilię Dnia Matki w 1935 i ponieważ zrobił to, Anonimowi Alkoholicy trwają i my jesteśmy tutaj. Koncepcje są naszym przewodnikiem do trzeciej spuścizny. Koncepcje - interpretacja światowej struktury AA nie były wynalezione, lecz są raczej owocem doświadczenia. Koncepcje były napisane przez Bil-la W. w 1962 r., siedem lat po Konwencji w St. Louis. Głównym celem Koncepcji jest uniknięcie powtórzenia przeszłych błędów. Społeczeństwo stale się zmienia i AA zmienia się wraz z nim. Ale zmiany nie zawsze oznaczają postęp. Zmiany nie mogą nigdy gwałcić zasady AA. Zachowując nasze zasady, pod przewodem Koncepcji, niesiemy posłannictwo do alkoholików wciąż cierpiących, trzymając AA w jedności. Jest to gwarancją zdrowia, wzrostu i przeżycia naszej ukochanej wspólnoty, i bezpieczeństwa naszej własnej trzeźwości i szczęścia pod kierunkiem naszej Siły Wyższej.

•••

Dlaczego członkowie AA kontynuują posłannictwo dla wyzdrowienia? Elin - delegatka Islandii. Jestem gotowa pomóc każdemu wciąż cierpiącemu alkoholikowi, jakkolwiek potrafię, gdyż w ten sposób mam sposobność spłacić część mego długu tym, którzy pomogli mi w czasie, gdy ja potrzebowałam pomocy. Odkryłam nowe, lepsze życie, gdy uczestniczyłam w moim pierwszym spotkaniu AA, w kwietniu 1979 r. W tym punkcie mego życia próbowałam wszystkiego by przestać pić. Sama nie mogłam tego zrobić. Z pomocą AA, moich przyjaciół AA, mojej Siły Wyższej i programu, byłam dotąd zdolna być trzeźwa przez siedemnaście lat. Gdy po raz pierwszy rozpoczęłam uczestnictwo w spotkaniach AA, żyłam w małej osadzie na północnym wybrzeżu Islandii. Była tam i ciągle jest, mała grupa spotykająca się raz w tygodniu, a ja zostałam częścią jej. Większość czasu było tam tylko dwóch członków na każdym spotkaniu, ale my byliśmy sześcioma alkoholikami w osadzie i okolicy. Przyjaciele ci pomogli mi w rozpoczęciu wyzdrowienia. Przestrzeganie programu i zachowanie posłannictwa w swoim sercu, pozwoliło mi być trzeźwym każdego dnia. By zachować wyzdrowienie, jakiego dokonałam, uczestniczę w spotkaniach dwa razy w tygodniu. Oczy wiście zdaję sobie sprawę, że moje wyzdrowienie może być w niebezpieczeństwie. Uczestniczę w spotkaniach przedstawiając siebie i słuchając innych członków AA. Podtrzymuję równowagę pomiędzy mą siłą i nadziejami. Rozmawiam z moim sponsorem i otrzymuję wskazówki, co do spraw, z jakimi spotykam się w mym codziennym życiu. Nie mam żadnych tajemnic. Jestem zdolna rozmawiać z moim sponsorem o wszystkim, co mam w sercu, ufam też mym przyjaciołom na mityngach. Uczestniczę w spotkaniach mojej macierzystej grupy regularnie i kieruję spotkaniem, co najmniej raz w miesiącu w ośrodku leczniczym, gdzie ludzie rozmawiają o tym, jak żyli przed wstąpieniem do AA i jak zmieniło się ich życie od tego czasu. Staram się uczestniczyć w tylu spotkaniach ile mogę, podróżując po mym kraju, znajdując wiele radości w możliwości podzielenia się mymi doświadczeniami z nowymi członkami AA. Wierzę, że bez nowych członków AA wkrótce zakończyłaby swój żywot. Doświadczenie uczy nas, że wielu ludzi zaczyna pić od nowa, gdy nie ma już AA w ich życiu. To są błędy, których chcę uniknąć. Widząc cuda, jakie zdarzyły mi się w tym czasie dzięki pomocy AA, dodając do tego nadzieję na przyszłość, wzmocnienie mej wiary w program, czyniący mnie szczęśliwą i myślącą, jestem pewna, że jestem na właściwej drodze mego życia. Jak powiedziałam przedtem, mam dzisiaj nowe życie. Mój umysł jest w spokoju, odczuwam więcej miłości i uniesień od i dla mojej rodziny i moich przyjaciół. Gdy piłam, byłam bardzo samotna. W końcu nie miałam przyjaciół i napełniłam rodzinę takim smutkiem, że każdy odwrócił się ode mnie. Obecnie mam wielu dobrych przyjaciół, którym ufam i którzy ufają mi. Jestem wdzięczna za wszystkie zmiany w mym życiu. Dzisiaj mam cudowną rodzinę, męża, który jest również członkiem AA i syna, który wstąpił do AA. Osiągnęłam nowy szacunek do życia, wiary, nadziei i przyjaźni. Za to wszystko jestem głęboko wdzięczna Sile Wyższej i AA.

 


 

Raport z VIII Konferencji

Służb AA Regionu Warszawa

Konwencja Wyborcza

 

Warszawa, 21.06.1997

 

Prowadzący - Marek „Sawa" Z-ca - Jacek „Sawa" Protokolant - Elżbieta „Wars"

 

Program obrad

 

1.Informacje o Karcie Konferencji

2.Zapoznanie uczestników z zasadami wyborów

3.Powołanie komisji skrutacyjnej

4.Informacje zespołu akredytacyjnego

5.Zgłaszanie kandydatów na Powiernika i delegatów do Służby Krajowej

6.Wybór kandydata na Powiernika i Delegatów do S.K.

7.Sprawozdanie z prac poszczególnych Służb Regionu - Warszawa

 

Obrady rozpoczęto wspólnym „Jestem odpowiedzialny" ad. 4. Obecnych było 59 Mandatariuszy („Wars" 12 osób, „Północna" 7 osób, „SAWA" 28 osób, „Mazowsze II" 5 osób, „Południowa" 3 osoby, „Atlas" 4 osoby) Porządek obrad przyjęto jednogłośnie ad 1.w skład Służby Krajowej wchodzą: po 4 kandydatów z każdego Regionu (12 Powierników - 1 z Regionu); Delegat na światowy Mityng Służb - Felek; Delegaci na Europejski Mityng Służb - Wiesiek (Kołobrzeg), Basia (Red. „Zdrój"), Bogdan (BSK) ad 3. skład Komisji Skrutacyjnej: Witek „Atlas" Siedlce, Mirek „Sawa" Żyrardów, Grzegorz „Sawa" Nowy Dwór Skład Komisji przyjęto jednogłośnie ad 5.zgłaszani kandydaci na Powiernika: „Atlas" nie zgłasza, „Mazowsze II" nie zgłasza, „Północna" - Antoś, „Południowa" nie zgłasza, „Sawa" - Marek (Nowy Dwór), „Wars" -Grzegorz (gr. Kolska). Na 59 Mandatariuszy głosowało 58, wszystkie głosy ważne: Antoś - 8, Marek - 31, Grzegorz 19. Kandydatem do Rady Powierników został Marek (Nowy Dwór). Przedstawiono kandydatów na delegatów do Służby Krajowej „Wars" - Kazik i Grzegorz, „Atlas" - Lech i Witek, „Mazowsze II" - Bogdan, „Północna" -Jacek, Piotr, Antoś, „Południowa" - nie zgłasza, „Sawa" Marek (walizeczka), Marek (z Zielonki). Głosowało 59 mandatariuszy, wszystkie głosy ważne. Delegatami zostali: Marek (walizeczka) 41 głosów, Kazik (Z-dy Karne) 39 głosów, Grzegorz (Kolska) 34 głosy, Marek (Zielonka) 33 głosy.

II. Sprawozdanie z prac poszczególnych Służb Regionu Warszawa Literatury - od 6.12.96 r. spotkania raz w m-cu (drugi piątek m-ca) na ul. Wileńskiej 69 godz. 17.00

-          udział w kolportowaniu literatury AA

-          zorganizowanie warsztatów na temat Tradycji I-IV

-          powstają materiały na temat następnych Tradycji

-          przygotowanie ulotki adresowej

-          opieka nad mityngami spikerskimi na ul. Grochowskiej

(spisywanie i publikowanie w biuletynie „Mityng"

Z-dy Karne - praca na bieżąco

-          niesienie posłania więźniom

-          potrzebni współpracownicy - tel. 624-88-69

Finansowa - zgłoszono wniosek o przeznaczanie części pieniędzy Intergrup na potrzeby Regionu (przegłosowano większością głosów) przyjęto program 60-20-10-10, i tak 60 % Grupa, 20 % Intergrupa, 10 % Region, 10 % BSK AA w Polsce

-          zorganizowanie Konwencji Wyborczej (pieniądze pożyczono od

Intergrupy „Sawa")

-          sfinansowanie warsztatów na temat Tradycji

Organizacyjna zorganizowała Konwencję Wyborczą

-          w planach - zorganizowanie XXVI Konferencji S.K.

-          spotkanie trzeci piątek m-ca ul. Wileńska 69 godz. 17.00

ad 2.Z-cą Czermena IX Konferencji Regionalne został Witek (Siedlce) -przegłosowany większością głosów przy 1 wstrzymującym się.

Obrady zakończono „Modlitwą o Pogodę Ducha"

 


 

Młody „otrzeźwieniec"

czyli jak włączyć się w nurt życia

 

Mam na imię George i jestem alkoholikiem. Dzięki lasce Boga i pomocy Wspólnoty AA od 24 grudnia 1978 roku zachowuję trzeźwość. I za fakt ten odczuwam autentyczną wdzięczność. Przestałem pić jako „dojrzały miody człowiek" - w wieku dziewiętnastu lat. Miało to miejsce w San Diego w Kalifornii. W owym czasie we Wspólnocie było bardzo niewielu członków poniżej dwudziestego piątego roku życia - większość mieściła się w przedziale między trzydziestką a pięćdziesiątką („stare ramole"!). Toteż nijak nie mogłem utożsamić się z ich przeżyciami i doświadczeniami - nie siedziałem w więzieniu, nie wyrzucono mnie z pracy, nie utraciłem miłości żony itd. Z podobnych powodów nie byłem też w stanie odnieść do siebie wielu treści zawartych w Wielkiej Księdze. To naprawdę był nie lada problem - czułem się „inny i wyjątkowy”. Któregoś dnia pewien doświadczony członek Wspólnoty zasugerował mi, żebym próbował doszukiwać się raczej podobieństw, a nie różnic. Mądrość tego zalecenia i płynące z niego korzyści uzmysłowiłem sobie w pełni dopiero w czwartym czy piątym roku mojego niepicia. Bo widzicie, cała rzecz w tym, że ja trzymałem się tylko tego, co mi pasowało i było niezbyt uciążliwe. Próbowałem zmienić Program „na swoją modłę"; zamiast się do niego stosować, chciałem, żeby to on dostosował się do moich potrzeb i wymagań. Rezultat takiego podejścia do sprawy - i wynikających zeń działań - był taki, że mimo ciągłego zachowywania abstynencji coraz dotkliwiej pogrążałem się w chorobie i często czułem się nawet gorzej niż wtedy, gdy piłem. Tuż przed zbliżającą się czwartą rocznicą abstynencji wyszedłem z domu z zamiarem upicia się. Ból istnienia, poczucie winy i wyrzuty sumienia osiągnęły wówczas taki stopień intensywności, że nie widziałem dla siebie innego rozwiązania. Wtedy wierzyłem, że zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy -tyle, że pod swoim własnym przewodnictwem i kierownictwem (a przecież nieraz mówiono mi, że kiedy samemu jest się dla siebie sponsorem, to jest się sponsorowanym przez idiotę). Łaska Boża sprawiła, że zanim sięgnąłem po kieliszek, na swojej drodze spotkałem anioła, który do tego nie dopuścił Opowiadam Warn to wszystko po to, żeby podkreślić, że to nie z AA, tylko ze mną coś było nie w porządku. AA nie ma obowiązku nawracać się na mój punkt widzenia - to ja mam przyjąć taki sposób myślenia, jaki proponuje Wspólnota:, jeśli chcę żyć w zdrowiu, w szczęściu i w trzeźwości. To samo dotyczy Wielkiej Księgi: nie wszystko, co w niej napisano, odpowiada zachciankom mego rozbuchanego ego; lecz winienem zgłębiać ją tak długo, aż się w niej (gdzieś, kiedyś) odnajdę - bo to dopomoże mi znaleźć również rozwiązanie. Powiada się u nas, że w Wielkiej Księdze każdy może znaleźć coś dla siebie (rozmaite „odchyłki" dla rozmaitych „świrów").Moje doświadczenia - i jako sponsora, i jako podopiecznego - całkowicie tę prawdę potwierdzają Skupiając się na różnicach i przeszkodach, izolowałem się od ludzi, odsuwałem się od Boga i Programu. Dziś wiem, że nie mogę sobie pozwolić na małostkowość wobec Wielkiej Księgi i Dwunastu Kroków. Zarówno mój problem, (czyli alkoholizm), jak i jego rozwiązanie, (czyli Kroki i Tradycje) mają bardzo konkretnego adresata, nawet, jeśli nie czyni się klasyfikacji na grupy podług specyficznych kryteriów. Teraz, z, ponad piętnastoletnim stażem trzeźwości „na karku", muszę przyznać, iż bardzo cieszę się z tego, że zamiast życia „osobno" wybrałem bycie „oddzielną częścią składową" Wspólnoty. Nareszcie lubię i aprobuję swój los, a swoją trzeźwość wysoko sobie cenię. Posiadam też wszystko, czego kiedyś, na początku, nie zdążyłem - na szczęście! - stracić: kochającą żonę, (która spodziewa się dziecka), własny dom, dobrą posadę, oddanych przyjaciół i rodzinę. Mimo wszelkich różnic i rozróżnień, niechaj dane nam będzie kroczyć razem w przewodnim Świetle Ducha -w pokoju i harmonii.

G.S., Columbia, wg. Grapevine

 


 

Pogrążony w wylewaniu

 

Miałem dwanaście butelek whisky w domu, a moja żona kazała mi wylać je do zlewu, lub gdziekolwiek, co uznałem za wielce niemiłe zadanie. Wyjąłem korek z pierwszej butelki i wylałem zawartość do zlewu, za wyjątkiem jednej szklanki, którą wypiłem. Wyjąłem korek z drugiej butelki i postąpiłem podobnie, za wyjątkiem jednej szklanki, którą wypiłem. Wyjąłem korek z trzeciej butelki i wylałem whisky do zlewu, za wyjątkiem szklanki, którą wypiłem. Wyciągnąłem korek z czwartego zlewu i opróżniłem butelkę do szklanki, którą wypiłem. Wyciągnąłem butelkę z następnego korka i wypiłem z niego zlew, a resztę cisnąłem w szklankę. Wyjąłem zlew ze szklanki, zabutelkowałem drinka i wypiłem nalane. Kiedy już wszystkie były puste, ustaliłem dom jedną ręką, a pozostałymi czterema rękami policzyłem butelki, korki, szklanki i zlew, a gdy przejechał dom - policzyłem je ponownie. Na koniec miałem wszystkie domy w jednej butelce i wypiłem je. Nawet w głowie nie powstała mi myśl, że mógłbym być pijany. Ale ja byłem głupcem sądząc, że pijaństwo, któremu uległem było dłużej do opanowania. J.M.

wg Grapevine październik 1963 r.

 


 

Ziarna nadziei.

 

Gdybym chciał zinwentaryzować mój program dzisiaj, nie oceniałbym go ilościowo - długością trzeźwości. Nie dzisiaj. Dzisiaj oceniałbym go jakościowo, co jest głębsze dzisiaj niż było wczoraj i nie tak głębokie jak będzie jutro - jeśli będę powracał. Kiedy rozmyślałem nad tą jakością trzeźwości, która jest darmowym podarkiem ciągle rozwijającym się, widzę, że moja podróż jest oznaczona pewnymi i niezawodnymi drogowskazami: slogany i zasady, w tym porządku. Na przykład, kiedy trzeźwiałem, pierwszym sloganem, który słyszałem, było i ciągle powracaj, więc powróciłem. Następnie słyszałem „Żyj dniem dzisiejszym" i odkryłem, że dzisiaj mogę obyć się bez drinka. Następnym sloganem, który penetrował moje otumanienie było "Niech się dzieje Twoja wola" Połączyłem z czasem to z ważnym posłaniem na str. 449 Wielkiej Księgi i znalazłem się trzeźwym z nierozwiązanymi problemami, z coraz mniejszą potrzebą zmiany lub doskonalenia ludzi, miejsc i rzeczy. Później były historyjki. Mój pierwszy sponsor słynął z opowieści krótkich, zwięzłych historii łojących skórę mnie i innym. Zapamiętałem szczególnie dwie historie, najdroższe memu sercu i przekazuję je przy każdej okazji. Pierwszą jest wschodnia opowieść, której fabuła toczy się mniej więcej tak: Pewien mnich szedł sobie i nagle usłyszał głośny hałas za sobą. Odwrócił się i zobaczył dwa tygrysy atakujące go. Zaczął biec tak szybko jak mógł, ale doszedł do skraju skały. Ujrzał winorośl zwieszającą się z boku skały, chwycił ją i zaczął schodzić. W połowie drogi usłyszał za sobą straszny hałas pod sobą. Spojrzał w dół i zobaczył dwa inne tygrysy czekające na niego. Spojrzał do góry i zobaczył tygrysy na skraju skały. Zobaczył też, że szczur podgryza winorośl.Wtedy przed swoją twarzą spostrzegł wielką, dojrzałą, soczystą truskawkę wyrastającą z boku skały. Zerwał ją i zjadł z przyjemnością. Nazywa się to „życiem chwilą". Historia ta pozwala mi cieszyć się dniem, kiedy boję się przeszłości lub martwię o przyszłość. Wzmacnia także prawdę, że: wczoraj jest anulowanym czekiem, jutro jest czysty weksel, a dzisiaj to gotówka. Jest też taki okres (zwykle, kiedy jestem głośny, zły, samotny lub zmęczony), kiedy pozwalam ludziom, miejscom lub rzeczom zranić mnie i wtedy zagrożony jest mój, w trudzie wypracowany spokój. Wtedy myślę o następującej historii: Dwóch trzeźwych alkoholików dzieliło ten sam pokój w sanatorium. Jeden był wysoki a drugi niski. Pewnej nocy wysoki musiał się załatwić, ale nie chciało mu się udać na dół do holu do łazienki, więc poszedł do zlewu i załatwił się. Niski, częściowo rozbudzony zobaczył to i jego poziom adrenaliny podniósł się. Rano, następnego ranka, udał się do biura kierownika purpurowy z wściekłości. Podskakiwał, wołając:, „Co to za miejsce? Facet użył zlewu. Ja muszę się golić w tym miejscu!" Był tak wściekły, że wybiegł z biura i pobiegł do najbliższego baru i upił się. Dwa dni później umarł, tylko, dlatego, że facet załatwił się do zlewu. Koniec historyjki, ale nie koniec posłania. Mój sponsor dodał, co następuje: „Czasami nosimy ze sobą zlew, czekając na kogoś, aby go użył, abyśmy mogli oszaleć. Wracaj do nas, AA pokaże ci jak wyrzucić Twój zlew". Jeżeli o mnie chodzi, takie historyjki przygotowywały grunt mojego alkoholicznego umysłu do przyjęcia ziarna nadziei w formie zasad. Nie jestem w stanie stwierdzić, że są to zasady przygotowane w ostatniej części XII Kroku, ale były one zaprezentowane mi przez mądrzejszych ode mnie, w ten sposób: Praktykując Krok 1 przekształcam wadę nieuczciwości w zasadę uczciwości. Praktykując Krok 2 przekształcam wadę rozpaczy w zasadę nadziei. Praktykując Krok 3 przekształcam wadę lęku w zasadę wiary. Praktykując Krok 4, 5, 6 przekształcam wady tchórzostwa w zasady odwagi. Praktykując Krok 7 przekształcam wadę arogancji w zasadę skromności. Praktykując Krok 8, 9 i 10 przekształcam wadę nieodpowiedzialności w zasady odpowiedzialności. Praktykując Krok 11 przekształcam wadę niecierpliwości w zasadę cierpliwości. Praktykując Krok 12 przekształcam wadę egoizmu i sobkostwa w zasadę miłości. Kiedy wszystko jest powiedziane i zrobione, te zasadnicze składniki w mojej osobistej recepcie na życie w trzeźwości nie są cegłami budowli, ale raczej kroplami wody w strumieniu, w którym próbuję się kąpać przynajmniej raz dziennie.

Theodor L., Torrance, Calif.

 


 

Mów za siebie.

 

Stwierdzenie, które najbardziej zaważyło na mnie, gdy po raz pierwszy usłyszałem je na mityngu AA było „wyrażam moją własną opinię". Chciałem podążać za taką linią myślenia. Przez całe moje poprzednie życie, zanim znalazłem Anonimowych Alkoholików, byłem motywowany, na lepsze lub gorsze, opiniami innych ludzi. Moja super wrażliwa skóra płoszyła się przy słownych przytykach, a wnętrzności poruszały się, gdy ktoś rzucił na mnie okiem. Jednakże, później, nauczyłem się bycia autorytetem dla siebie, stosując dla ochrony słów - To moje własne zdanie (opinia). Nigdy nie rościłem sobie prawa, aby być autorytetem dla kogokolwiek w AA, z tego podstawowego powodu, że nie ma nic takiego w AA, za wyjątkiem Wielkiej Księgi.Tak, więc śmiało naprzód i mów, ale purytańsko powtarzając:" Mów za siebie". Mój przywilej swobodnego wypowiadania się w AA uprawnia mnie tylko do bycia autorytetem dla siebie, mojej własnej interpretacji Dwunastu Kroków, jak ja wykorzystuję je i co one znaczą dla mnie w moim zdrowieniu. Poza tym moje znaczenie rozpływa się wśród mojej anonimowości. Moja krótkotrwała pozycja jako autorytetu ze spikerskie-go miejsca, ma tylko wtedy uzasadnienie o ile stanowi przekaz, który może dotrzeć do biednej, roztrzęsionej duszy z audytorium, która zanim ja jako czwarty da-wałem świadectwo, nikomu wcześniej, kto opowiadał o swojej karierze (alkoholowej), nie ufała. Pierwszy spiker pił cztery kwarty dziennie - żaden członek tego nie dokona. Drugi pił tylko wino - sissy. Ale ja - w porządku, nie wiadomo, dlaczego mój ojcowski wizerunek zgadza się z jego wizją. Jesteśmy bratnimi duszami. To jego wewnętrzna potrzeba nadała mi autorytet. Jednak dla mojego bezpieczeństwa. Nie jestem autorytetem dla nikogo, za wyjątkiem samego siebie.

 


 

Usłyszeliśmy na mityngu

 

Nie jestem w programie AA przez przypadek.... AA to jedyny prosty program dla tak skomplikowanego człowieka jak ja...

...Na początku nie lubiłem smaku alkoholu, ale lubiłem to, co robił ze mną, a później bardzo lubiłem alkohol w każdej postaci, ale nie lubiłem, co czynił ze mną......Alkohol był odpowiedzią na moje poczucie wstydu i rozżalenia, smutki i radości, niezrównoważone stany emocjonalne......Lekarz mówił, że jeszcze jeden kieliszek by mnie zabił.

...AA to ostatnia rzecz, która utrzyma mnie przy życiu.

...Gdy uczeń jest gotowy to nauczyciel się znajdzie.

...Powiedziano mi: ”idź na mityng i znajdź sponsora - to działa”...Mój sponsor przypominał mi, abym zawsze pamiętał, jak mieszkałem w „bunkrze" (moje dno) i pobyt na detox.

...Moim sponsorem został AA, który w tym roku obchodzi 30-lecie nowego życia bez alkoholu. Kazał mi robić rzeczy, których nie chciałem robić, chciałem je omijać, ale on był na szczęście uparty.Kazał mi czytać Wielką Księgę i mówił: Patrz, tu jest wszystko to, co ty chciałbyś wiedzieć, tu znajdziesz odpowiedź na wszystkie twoje problemy”...Ja dzisiaj mogę pamiętać, jak kto ma na imię.

...Nie umiałem sobie poradzić z Krokami, bo nie potrafiłem być uczciwy ze sobą....Miałem problem z Siłą Wyższą.....Mój sponsor mówił mi, co mam robić z moim sponsorowanym.....Przez medytację pojawiła się moja Siła Wyższa, a wreszcie mój Bóg...

...W każdym dniu, gdy nie piję, mogę się czuć zwycięzcą......Sponsor nakazał mi podjąć służbę w AA,...Gdy rano wstanę i powiem sobie, że jestem alkoholikiem, to wiem, co mam robić.....str. 116 Anonimowi Alkoholicy - Ciesz się życiem

Wojtek

 


 

Warsztaty tradycji.

17 maja 1997r.

 

Uczestnicy powiedzieli:

TRADYCJA 1

*          Naszym wspólnym celem jest wyzdrowienie bez względu na wiek, pleć czy status majątkowy. Sama nie dałam rady. Zacementowana jedność wspólnoty AA jest szansą dla mnie. Muszę dbać o zabezpieczenie przyszłości AA dla siebie.

*          Najważniejsze słowa to POKORA i ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Budować jedność to dawać, nie tylko brać.

*          Wspólne dobro to zgoda na duchowy program 12x12, to nadzieja naszego trzeźwego życia wynikająca z doświadczeń innych uratowanych alkoholików.Wszyscy cierpimy na jedną chorobę i wspólnie możemy wytrwać w trzeźwości.

*          Nie oceniam innych, pozostawiam to sumieniu grupy.Podaję przykłady pomocne innym.

*          Moje bezpieczeństwo - nikt mnie nie ukarze ani nie wyrzuci, ja również nie mam takiego prawa. Jedność to nie jednomyślność. AA jest na całym świecie.

*          Bezpieczeństwo wynika z jedności, ogranicza moją pychę i zapędy do rządzenia.

 *         Program 12x12 obowiązuje na każdym mityngu AA. Są to reguły, dzięki którym członek AA może wrócić do zdrowia, jeśli się podporządkuje tym prostym zasadom. Szczególnie ważna jest zasada anonimowości.

*          Zmieniła mój stosunek do otaczającej rzeczywistości.

*          Tradycja ta określa mój stosunek do AA jako całości. Ważna jest jedność całej wspólnoty, nie tylko moja osoba. Potęga jest w AA, bez niej nie daję rady. Przypomina mi - bądź skromny.

*          Zabezpieczenie istnienia wspólnoty AA przez moją służbę – moim fundamentem trzeźwości.

*          Jest lekarstwem na moją samotność.

*          Ciężko jest iść pod prąd.

*          Jest tylko jedna literatura AA aprobowana przez konferencję służb AA.

TRADYCJA 2

*          Runął autorytet - narodził się człowiek warty szacunku i przyjaźni

*          Bez gniewu uznaję autorytet grupy.

*          Autorytetem jest program 12x12 jako dany przez Boga. Żadna jednostka nie jest autorytetem.

* Pokora broni mnie przed moją pychą, egocentryzmem. Stoi na straży jedności.

*          Nie mogę być autorytetem – jestem chory, mam za sobą przegrane życie. Kolega, również chory może zapić. Moje życie jest przykładem błędnych decyzji. Mogę się oprzeć tylko opiece Boga jakkolwiek wyraża się w moim sumieniu oraz ufać, że grupa wspólnie pomoże podjąć właściwą decyzję.

*          Nie chcę już być sam dla siebie autorytetem. Inni ludzie pomogą mi odzyskać zdrowie psychiczne oraz trzeźwość.

*          Służba a nie rządzenie pomaga trzeźwieć. Zbiorowa mądrość grupy /czy całego AA / pomogła mi odnaleźć drogę do Boga. Bóg przemawia przez innych ludzi.

*          Tylko Bóg, jako jedyny autorytet się nie myli. Sumienie grupy jest wyrazem Bożych intencji, celności i trafności decyzji. Tradycja ta broni mnie przed samym sobą, przed moimi wadami.

*          Sumienie i głos grupy jest zawsze decydujący w stosunku do jednostki.Osoby funkcyjne służą grupie i mogą być przez grupę odwołani. Należy zawsze kierować się zgodnością z tradycjami AA

*          Na ile uznaję autorytet Boga, na tyle moje życie pozbawione jest lęku

*          To wspaniałe, że w AA nie ma autorytetów poza jedynym Bogiem. Unikamy rozczarowań i dopuszczamy do głosu rozsądek, który jest nam zakodowany przez Stwórcę. Gdy odrzucam swoje ambicje, mogę stać się przydatny dla całej wspólnoty AA.

TRADYCJA 3

*          Wszyscy mogą korzystać z posłannictwa AA, każdy ma szansę.

*          Ta tradycja mówi dla mnie o    tolerancji dla inności i różnorodności. Warunkiem jest wspólny cel.

*          Sam decyduję, czy jestem AA. Daje mi możliwość podjęcia decyzji. Przypomina o odpowiedzialności wobec tych, którzy jeszcze cierpią.

*          Mogą mnie wyrzucić z pracy, domu, wykląć z kościoła - wspólnota AA mnie przyjmie. Ta tradycja to nadzieja na trzeźwe życie dla każdego niezależnie od warunków, w jakich znalazł się cierpiący alkoholik. Może on podjąć próbę odpowiedzialności za swoje życie i chorobę.

*          Nie szukam pretekstu, aby być innym alkoholikiem. Nie widzę potrzeby grup męskich, żeńskich, młodych czy innych.

*AA jest wspólnotą bardzo silną, nie obawia się przyjąć każdego potrzebującego jej pomocy. Dla mnie jest lekcją tolerancji dla innych, z ich wadami i przymiotami.

*          Tradycja ta mówi mi, że moje trzeźwienie zależy tylko od mojej postawy czy chcę nadal pić.

*          Istnieje problem z anonimowością przy przyjmowaniu nowych na mityngach otwartych. Tylko ja decyduję o swojej przynależności do AA.

*          Jest to tradycja, dzięki której pozostałem w AA.Tylko tyle mogłem wówczas zrobić – miałem chęć zaprzestania picia. Nauczyła mnie i uczy nadal tolerancji, inni mogą mieć inne zdanie niż ja. Bardzo lubię tę tradycję.

TRADYCJA 4

*          Niezależność grupy powinna być w zgodzie z tradycjami AA.

Jest istotne by zostały jasno określone małe tradycje grupy. Szacunek wobec każdego członka wspólnoty i jego zdania zapewnia jedność i spokój.

*          Przez uznanie różnorodności chroni jedność AA. Daje każdemu jego drogę do trzeźwości.

*          Ważne jest, aby był widoczny cel każdej działalności grupy, jego związek z podstawowym celem AA i zgodność z tradycjami AA. Daje swobodę w ustaleniu scenariusza

mityngu.

*          Nie należy otwierać mityngów zamkniętych. Mityngi rocznicowe, okolicznościowe czy świąteczne można organizować w innych, umówionych terminach.

*          Ważne jest posiadanie grupy macierzystej, w której podejmuję służbę.

*          Niezależność grupy zależy również od mojej postawy. Jeżeli dzieją się rzeczy niezgodne z tradycjami i ja milczę - jestem odpowiedzialny.

*          Tradycja ta uczy mnie godzić interes grupy z celem całej wspólnoty. Chroni AA przed wykorzystywaniem jej imienia dla innych, nie zawsze zrozumiałych celów.

 

Żadna grupa nie może

REPREZENTOWAĆ CAŁEJ

WSPÓLNOTY ANONIMOWYCH

ALKOHOLIKÓW.

 

*          Jestem odpowiedzialny za obraz wspólnoty AA w kontaktach poza wspólnotą.

*          Posłanie jest ważniejsze od człowieka, który je niesie.

*          Odpowiedzialność za nasze wspólne dobro jest drogą porozumienia. Konieczna jest tu pokora oraz osobiste poświęcenie.

*          Problemy, smutki i radości odnoszą się do pracy nad własnym charakterem.

Raport opracował zespół do spraw literatury AA Region Warszawa

 


 

Praca grupy.

 

Czym jest zbiorowa mądrość (świadome sumienie) grupy?

 

Czym się różni zbiorowa mądrość w pełni uświadomionej grupy od zdania lub opinii grupy podejmującej decyzje większością głosów?

 

Zbiorowe sumienie grupy jest kolektywnym sumieniem jej poszczególnych członków i przez to zapewnia znaczącą jedność opinii w jakiejkolwiek kwestii zanim jeszcze zostaną podjęte konkretne działania. Zostaje to osiągnięte przez członków grupy dzielących się między sobą pełną informacją, osobistymi sposobami widzenia oraz postępowaniem zgodnym z zasadami AA tradycjami

Postępowanie takie wymaga wysłuchania opinii mniejszości oraz otwartości wypowiedzi. Działania grupy w kwestiach drażliwych postępują wolno -zniechęcająco do formalnych ruchów zanim nie wyłoni się klarowny sens jej działania. Stawiając zasady przed osobistymi ambicjami wspólnota wystrzega się dominujących opinii. Można ją usłyszeć dopiero, kiedy dzięki zbiorowej mądrości grupa osiąga pełne porozumienie Jego rezultat jest czymś więcej niż podliczeniem głosów „za" i „przeciw", jest duchowym wyrazem świadomego sumienia grupy. Pojęcie „świadome sumienie grupy" zakłada, że wszelkie istotne informacje zostały rozważone, wszystkie punkty widzenia przedyskutowano zanim zostało przeprowadzone głosowanie.

 


 

Trzecie oko.

 

Nazywam się Larry T. i jestem alkoholikiem. Oprócz tego jeszcze tym i owym, między innymi członkiem grupy Lambda AA. Trzy lata temu nie byłbym zdolny powiedzieć tego nikomu, ale dzięki Bogu i akceptacji siebie znalazłem się w swojej macierzystej grupie. Mogłem stawić czoła tajemnicy, która trzymała mnie w chorobie. Moją datą trzeźwości jest 10 lipca 1991, ale po raz pierwszy przekroczyłem drzwi grupy AA 12 czerwca 1987. Było jeszcze wiele dat trzeźwości między tymi dwiema, ale tylko te pamiętam: tę pierwszą i proszę Boga, tę ostatnią. Moje pierwsze cztery lata w programie cechowało szczere pragnienie by przestać pić i zupełna niemożliwość dokonania tego. Przez te lata chodziłem prawie codziennie na mityngi, w najwyższym stopniu kochającej i opierającej się na Wielkiej Księdze, „zwykłej" grupy. Starałem się ze wszystkich sił pracować nad krokami i robić to, co sponsorzy sugerowali, ale nigdy nie mogłem wytrwać dłużej niż cztery miesiące. W wieku trzydziestu pięciu łat nadal nie stawiłem czoła faktowi, który bardziej niż cokolwiek innego był przyczyną mojego picia: jestem homoseksualistą. Brakowało mi siły i odwagi, którą mam od czasu, gdy widziałem wystąpienia innych gejów; byłem zdecydowany, że tę tajemnicę zabiorę ze sobą do grobu. Tak, więc siedziałem dzień po dniu na mityngach i słuchałem jak inni AA omawiają swoje problemy ze swoimi żonami i dziewczynami i doznają pewnej ulgi zrzucając z siebie część ciężaru, podczas gdy ja siedziałem cicho i czułem się coraz bardziej na uboczu. Teraz już wiem, że orientacja seksualna, z którą jak myślę urodziłem się, nie ma żadnego znaczenia dla przeważającej większości moich towarzyszy AA. Oni po prostu chcieli, żebym zrozumiał program i znalazł szczęście, które sami znaleźli. Ale ja byłem wtedy zbyt połamany, by ryzykować dzielenie się prawdą o sobie. Proszę, nie zrozumcie mnie źle. Wierzę, że każdy, bez względu na rasę, wykształcenie czy sytuację ekonomiczną, orientację seksualną czy jakieś inne czynniki może wyzwolić się z alkoholizmu w jakiejkolwiek grupie na świecie, która przestrzega Dwunastu Kroków, przedstawionych w Wielkiej Księdze Anonimowych Alkoholików. Wiem też, że osiągnięcie tego wyzwolenia zależy bezwzględnie od stawienia czoła prawdzie o tym, kim i czym jesteśmy i że nie byłem w stanie zrobić tego w grupie, do której uczęszczałem, gdy po raz pierwszy znalazłem AA.Tym, co ostatecznie zmieniło postać rzeczy, to fakt, że odkryłem Grupę Lambda. Nie była to jakaś specjalna magia, którą tam znalazłem. To było to, co mi zabrano: ostatnie wymówki dla picia. Moje życie było takim pijanym koszmarem rozpaczy, że zabrakło mi już innych wymówek, ale zawsze mogłem znaleźć oparcie w jednej niezawodnej rzeczy, której inni w mojej grupie nie rozumieli, nie mogli rozumieć, przez co przechodziłem w zmaganiach ze swoją seksualnością. Tę swoją inność odczuwałem jako usprawiedliwienie dla swoich ciągłych potknięć. Gdy przystąpiłem do grupy Lambda, zobaczyłem coś, czego nigdy dotąd nie widziałem, innych gejów alkoholików, którzy pozostawali trzeźwi i prowadzili produktywne życie, pozbawione wstrętu do siebie i użalania się nad sobą, w jakim tarzałem się przez tyle lat. Moja ostatnia wymówka znikła. Wreszcie odnalazłem się. Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że jak większość alkoholików zawsze czułem się inny niż ludzie wokół mnie. To było tak jakbym się urodził z trzecim okiem, pośrodku czoła. Mogę szczesać włosy na dół, żeby je zakryć i udawać, że jestem taki jak inni, ale zawsze wiem, że moje trzecie oko tam jest i że to różni mnie od innych. Gdy wchodziłem zdenerwowany na swój pierwszy mityng AA, byłem przejęty tym, że znalazłem się w pokoju pełnym ludzi z trzecim okiem pośrodku czoła, takich jak ja. Ale gdy mgła opadła zacząłem dostrzegać, że wszyscy w grupie mieli brązowe trzecie oko, gdy tymczasem moje było niebieskie. Potem znalazłem grupę Lambda i po raz pierwszy w swoim życiu znalazłem ludzi z niebieskim okiem. I te oczy były czyste i jasne, zadowolone, że mnie widzą. Jestem pełen radości informując, że jeśli Bóg uzna za stosowne utrzymać mnie w trzeźwości jeszcze przez trzy dni, będę miał dwa lata stałej trzeźwości. Moje życie jest bogate i pełne możliwości, których nie mogłem sobie wyobrazić w czasie czarnej rozpaczy, moich dni pijaństwa. Moja praca, moje zdrowie, moja rodzina i wiele innych rzeczy wróciło do mnie i doświadczyłem radosnej wolności, o której nigdy nie śniłem, że może być moja. To wszystko było możliwe dzięki wytrwałemu postępowaniu według 12 kroków Anonimowych Alkoholików, a nie dzięki grupie Lambda. Ale to właśnie akceptacja i zrozumienie, które tam znalazłem, pozwoliły mi stawić czoła prawdzie o sobie i w ten sposób wreszcie zacząłem się wyzwalać. Alkoholicy chyba bardziej niż większość ludzi czują potrzebę doszukiwania się i uzgadniania podobne go odczuwania. Grupy szczególnych zainteresowań mogą spełniać tę potrzebę. Jeśli nawet tylko jeden alkoholik może znaleźć drogę do wyzwolenia w takiej grupie, to jej istnienie jest usprawiedliwione. Ja jestem alkoholikiem, który to zrobił i jestem nieskończenie wdzięczny za możliwość nowego życia, którą moja specjalna grupa mi dostarczyła. Naprawdę, jestem pewny, że zawdzięczam to życie znalezieniu grupy Lambda, bo to właśnie tam znalazłem AA i to właśnie w AA znalazłem Boga, i to właśnie dzięki łasce Boga znalazłem nową drogę życia.

Larry T wg Grapevine przedruk za pozwoleniem

 


 

Współpraca z placówkami leczniczymi

 

Przeniesiony w czwarty wymiar

 

Posłanie Anonimowych Alkoholików, które możemy nieść do centrów rehabilitacyjnych, jest takie, że to wspólnota AA zmieniła nas z pijących i nieszczęśliwych, w szczęśliwych i trzeźwych, i że może zrobić to samo dla tych mężczyzn i kobiet, siedzących na mityngu, które jest być może ich pierwszym spotkaniem ze wspólnotą Anonimowych Alkoholików. Wielka Księga mówi o nagrodzie w zamian za pomoc, na początku 7 rozdz. pt." Praca z innymi". „Praktyka dowodzi, że nic lepiej nie umacnia niezależności od alkoholu, jak intensywna praca z innymi alkoholikami.Ten sposób jest zawsze skuteczny. Nawet wtedy, kiedy inne zawodzą.". Bill radośnie napisał w „Dwunastu Krokach i Dwunastu Tradycjach", że Anonimowy Alkoholik, który zaczyna "krok dwunasty „jakoś wie, że Bóg umożliwił mu wielki początek i że czuje, że znajduje się na krawędzi nowych tajemnic, radości i doświadczeń, o których nigdy nawet nie śnił". W ciągu kilku lat zaangażowania w pracę centrów odwykowych, miałem przywilej pozostawania trzeźwym oraz odsunięcia od siebie obsesji picia. Czułem się potrzebnym. Kiedy piłem, byłem osobą całkowicie bezużyteczną. Wierzę, że radość, którą odczuwam teraz, wypływa ze służby innym. Czuję, że mógłbym robić mniej dla Anonimowych Alkoholików i być trzeźwym, ale wiem, że nie byłbym tak szczęśliwy w mojej trzeźwości jak jestem teraz. Kiedy ofiarowuję swoją pomoc Anonimowym Alkoholikom, nie tylko pozostaję trzeźwy, ale także otrzymuję dary ducha: pokorę, pogodę ducha i spokój. Wiele spotkań Anonimowych Alkoholików w każdej części kraju potrzebuje wsparcia. Czasami byłem jedynym członkiem wspólnoty z zewnątrz na takim spotkaniu, ale wiem o innych spotkaniach w ośrodkach odwykowych, na których nie pokazuje się nikt, tak, więc ludzie będący „alkoholikami, którzy wciąż cierpią" nie otrzymają tego wieczora żadnej informacji o skuteczności programu AA. Kamieniem węgielnym Wspólnoty Anonimowych Alkoholików jest „jeden alkoholik pomagający drugiemu". Ważność tej krótkiej frazy nie może być niedoceniona. Wielka Księga podaje przykład Billa W., który wszedł do holu hotelu Mayflower w Akron, Ohio, w 1935 r. W jednym końcu korytarza znajdował się bar, w drugim rejestr kościelny. Chociaż był trzeźwy od sześciu miesięcy i czuł się przebudzony duchowo, poczuł ochotę pójścia do baru. Wiedząc, że musi znaleźć innego alkoholika, który by mu pomógł, poszedł do rejestru kościelnego i przez niego ostatecznie odnalazł doktora Boba S. Gdyby nie znalazł innego alkoholika do pomocy, mógłby pójść do baru i napić się. Gdyby się napił, mógłby umrzeć pijany i nigdy nie byłoby Anonimowych Alkoholików. To właśnie, dlatego „jeden alkoholik pomagający drugiemu" jest tak ważny. Wielka Księga, napisana pod koniec lat 30-tych, sugeruje by poszukiwać alkoholików, którzy chcą wyzdrowieć przez pytanie lekarzy, pastorów, księży lub w szpitalach. Dzisiaj jest łatwiej. Pójście na mityng do centrum rehabilitacyjnego jest tak łatwe, jak dostanie listy spotkań. Tam właśnie w tej chwili czekają cierpiący, którzy są alkoholikami i którzy chcą wytrzeźwieć. Rezultat pracy w charakterze pomocnika jest ogromny dla Anonimowego Alkoholika, który ją wykonuje. Wielka Księga nie mówi nam tylko o niepiciu, mówi o „przeniesionym w czwarty wymiar". Stwierdza, że jest to doświadczenie, którego nie można przegapić. Dla mnie jest to rzeczywiście doświadczenie, za które jestem wdzięczny, że go nie przegapiłem.

wg Grapevine

 


 

życie moje...

 

Granice kontrolowanego picia zatraciłam około 5-6 lat wstecz. Zadaję sobie niejednokrotnie pytanie, jak do tego doszło?

Mam na imię Elżbieta i jestem alkoholiczką. Chciałabym opowiedzieć o swoim problemie alkoholowym i o życiu w trzeźwości, które jest krótkie. Trwa ono zaledwie 4 miesiące. Granice kontrolowanego picia zatraciłam około 5-6 lat wstecz. Zadaję sobie niejednokrotnie pytanie, jak do tego doszło? Dość spora liczba moich przyjaciół z AA miała różne problemy, które skłoniły ich do sięgania po kieliszek, jeden, drugi, setny. Popadali w coraz to większy nałóg picia. Ja natomiast jestem dzieckiem urodzonym w czepku. Od wczesnych lat wszystko układało mi się jak w cudownej bajce. Szkoła, studia, cudowni rodzice, później satysfakcjonująca praca. Picie towarzyskie, kontrolowane (nie miałam pojęcia, co to może być kac). Aż nagle pęka złota nić, coś złego zaczyna się dziać w moim życiu. Ta sama kulturalna, sympatyczna Elżbieta zaczyna sięgać po kieliszek coraz częściej i pije coraz więcej. Poznaję właśnie teraz, co to jest ten dotąd nieznany kac. Na razie jeszcze wszystko wygląda niegroźnie. Czas niestety działa na moją niekorzyść. Niepostrzeżenie pojawiają się ciągi alkoholowe. Są one coraz częstsze i dłuższe. Organizm się buntuje. Po każdym ciągu nasilają się bardzo nieprzyjemne torsje, później drżenie rąk i nóg. Po 2-3 dniach objawy chorobowe mijają, zapominam o alkoholu na jakiś okres czasu. Niestety, gdy pojawia się nowa okazja, nie jestem w stanie odmówić wypicia alkoholu. Jestem osobą bardzo wierzącą. Siadam, więc i proszę Boga o pomoc. Proszę, niech wreszcie koszmar picia oddali się ode mnie daleko. Poza modlitwą robię sama przed sobą obrachunek mego pijanego życia. Nie znam, co prawda złożoności choroby alkoholowej, ale z całą stanowczością mogę już teraz stwierdzić, że jestem alkoholiczką. Wódka, nie ja, kieruje i rządzi moim życiem. I cóż robię z tym problemem - NIC. Moje obietnice Bogu, córce i samej sobie nie dają rezultatów. Udaje mi się jedynie wydłużać przerwy niepicia. Po paru miesiącach przerwy w piciu sięgam ponownie po kieliszek. I o dziwo stać mnie na to, abym sobie w pewnym momencie powiedziała STOP - KONIEC, DALEJ NIE PIJĘ. Taka sytuacja bardzo mnie uspakaja. Zaczynam rozważać, że może nie jestem alkoholiczką, przecież stać mnie na picie kontrolowane. Nie upijam się, nie ciągnie mnie następnego dnia do wypicia klina. Wszystko jakby wracało do równowagi. A guzik prawda - po jakimś czasie nowa okazja i już nie ma kontroli w piciu. Jest natomiast ponowny ciąg alkoholowy. Pojawiają się ponownie cierpienia i coraz częstsze zaglądanie do butelki. W tym roku, po ostatnim moim ciągu, który trwał 5 dni, dzieje się coś bardzo dziwnego i niespodziewanego. Bóg otwiera mi oczy i uszy. Teraz wiem, że już dalej nie mogę okłamywać sama siebie. Moje chcenia bycia lekarzem samej dla siebie nie dają rezultatów. Muszą pomóc mi inni. Pierwszym moim krokiem jest udanie się na oddział detoksykacyjny. Zostaje tam udzielona mi pomoc w postaci odtrucia. Terapeuta przeprowadza ze mną wywiad, w trakcie, którego dowiaduję się o terapii i mityngach AA. W trakcie pobytu na oddziale zapoznaję się z lekturą dotyczącą choroby alkoholowej. Nadal jednak mam wątpliwości, jak to może być możliwe, by osoba z tym samym problemem była w stanie pomóc mnie samej. Oto ponowna pomoc ręki Bożej. Trzeciego dnia mojej bytności na detoksie odbywa się mityng AA. Dwie godziny mityngu zmienia moją mentalność o 180 stopni. Rozczulona bardzo wypowiedziami innych, czuję wielką potrzebę zjednoczenia się z tymi ludźmi. Przeżywam coś bardzo pięknego i głębokiego. Następuje we mnie zmiana radykalna. Wiem, że odnalazłam właściwą pomoc, pragnę jednym tchem stać się czynnym członkiem wspólnoty AA. Od momentu odbycia detoksu wzięłam sobie bardzo do serca rady długoletnich stażem AA-owców. Żeby zacząć trzeźwieć i zrozumieć problem trzeźwienia, należy odbyć 90 mityngów w ciągu 90 dni. Ja tak właśnie postąpiłam. Każdego dnia jestem gdzieś na mityngu lub terapii, bo czuję wielką potrzebę być tam ze swoimi nowymi przyjaciółmi. Mówić o swoich problemach, radościach, a co najważniejsze uczyć się od nich nowego trzeźwego życia i brać do siebie ich uwagi, i doświadczenia. Krótki to okres mojego trzeźwienia, lecz jaka kolosalna zmiana następuje w moim życiu. Wiem teraz, że choroba alkoholowa to choroba emocji. Walczę z nimi i to z powodzeniem. Staję się pomału spokojniejsza, cierpliwsza i szczęśliwa bez granic, że mogę podziękować Bogu i wspólnocie AA za każde 24 godziny mojego trzeźwienia. Jest mi tak lekko i dobrze w moim nowym życiu. Życiu bez alkoholu.

Elżbieta AA.

 


 

Sprawozdanie z I Konferencji Służb

Al-Anon w Polsce, która odbyła się

w Poznaniu w dniach 13-14 czerwca br.

 

Program konferencji obejmował: 13.06

Mityng zespołu odpowiedzialnego za stronę organizacyjną Konferencji. 14,06

Spotkanie sprawozdawczo-wyborcze Pierwszy mityng roboczy wybranej Rady Powierników

Mityng dot. Tradycji Al-Anon

Mityng roboczy - krótkie sprawozdanie z obrad Rady Powierników

Spotkanie sprawozdawczo-wyborcze prowadziła Danusia z Gdańska. Rozpoczęło się ono Modlitwą i odczytaniem 12 Stopni i 12 Tradycji Al-Anon. W spotkaniu udział wzięli reprezentanci 9 Regionów i tworzącego się Regionu Suwalskiego. Następnie Maria z Poznania przypomniała jak powstawały służby Al-Anon w Polsce Pierwsze spotkanie służb Al-Anon w Polsce odbyło się 31.8 1991 roku. Uczestniczyły w nim 4 Intergrupy (poznańska, gdańska, warszawska, dolnośląska), następnie dołączyły inne intergrupy - aktualnie jest 11 regionów Al-Anon w Polsce). Służby Krajowe spotykały się raz na kwartał. W czerwcu 1994 roku Al-Anon w Polsce włączył się do wspólnoty światowej Al-Anon rozpoczynając płacić kontrybucję - czyli kwotę równowartości 1 $ na rok od każdej grupy na utrzymanie służb światowych Al-Anon. We wrześniu 1994 roku rozpoczęty się pierwsze rozmowy o potrzebie I Konferencji Służb. W sierpniu 1996 roku nazwa ,,Intergrupa" została zmieniona na nazwę „Region". W drugim półroczu 1996 roku w Regionach zostali wybrani delegaci i ich zastępcy na I Konferencję Służb Al-Anon. Anna z Poznania mówiła o powstającej Radzie Powierników. Rada Powierników Al-Anon w Polsce składa się z; powierników ogólnych (przewodniczący Rady Powierników, z-ca, sekretarz, skarbnik) powierników regionalnych 2 powierników stałych (dyr. Stowarzyszenia, Redaktor czasopisma - nie są wybierani do czasu powołania Stowarzyszenia) Kadencja powiernika trwa 3 lata. Powiernicy w swojej służbie kierują się zasadami i. tradycjami Al-Anon (szczególnie II i IX Tradycją). W czasie kadencji Powiernik nie pełni żadnej innej funkcji (z wyjątkiem reprezentanta grupy). Nie pobiera wynagrodzenia. Koszty uczestnictwa w spotkaniach Rady Powierników pokrywane są z funduszy Służby Krajowej. O wybór do Rady Powierników mogą ubiegać się osoby o pięcioletniej aktywności w służbie, pełniące funkcje w regionach i delegaci regionów do Służby Krajowej. Kandydat na powiernika powinien cechować się- umiejętnością i doświadczeniem w pracy w regionie, zrozumieniem 12 Tradycji i 12 Koncepcji Służby, mieć dobrą wolę do podejmowania decyzji, umiejętność współdziałania z ludźmi. Powinien być twórczym, zdecydowanym, zdolnym do przyjmowania krytyki. Powinien dysponować czasem. Rada Powierników jest gwarantem pracy w grupach, regionach, jest odpowiedzialna za przestrzeganie tradycji. W Komitecie Służb Krajowych wyodrębnione są Komitety, których przewodniczącymi są Powiernicy: d/s finansów, d/s archiwum, d/s struktur i rejestracji stowarzyszenia d/s literatury d/s kontaktów z instytucjami d/s kontaktów ze wspólnotami d/s współpracy z profesjonalistami Bogusia z Poznania (zajmująca się dotychczas literaturą w Al-Anon) przestawiła historię wydawania literatury we wspólnocie w Polsce. Od 1989 roku literatura jest wydawana we współpracy z 5 drukarniami. Od 1980 roku, kiedy powstała w Poznaniu pierwsza grupa Al-Anon jest rozpowszechniana literatura Al-Anon (na bazie literatury tłumaczonej na język polski i przesyłanej przede wszystkim z Kanady). W 1988 została uzyskana pierwsza zgoda Biura Służb Światowych na wydanie „składanki" Al-Anon" W 1991" roku została wydana pierwsza wydrukowana w Zakroczmiu książka,12 Stopni, 12 Tradycji Al-Anon". Jest wydanych 5 książek i 11 broszur. W przygotowaniu do druku jest Poradnik Służb. Jest ogromna potrzeba wydania książki dla Dorosłych Dzieci Alkoholików. Wiesia z Legnicy (skarbnik służb krajowych od października 1994) przedstawiła sprawozdanie finansowe. Basia przedstawiła sprawozdanie z działania komisji d/s kontaktów z Episkopatem i zaproponowała przekształcenie tej komisji w komisję d/s współpracy z Biskupstwami, z powodu małego zainteresowania ze strony Episkopatu. Powołano Komisję Skrutacyjni} i przedstawiano kandydatów do Rady W wyniki: wyborów do Rady Powierników zostali wybrani (i na zamkniętym spotkaniu Rady Powierników podjęli się pełnienia obowiązków): Halinka (Rybnik) - przewodnicząca Małgosia (Radom) - zastępca Ola (Wrocław) - sekretarz Wiesia (Legnica) - skarbnik, przew. komitetu d/s finansów Ela (Poznań) - przew. komitetu d/s archiwum Robert (Szczecin) - przew., komitetu d/s struktur i rejestracji Marysia (Poznań) - komitet d/s struktur i rejestracji Bogusia (Poznań) - przew. komitetu d/s literatury (kolportaż i finanse) Ela (Olsztyn) - komitet d/s literatury Teresa (Gdańsk) - przew. komitetu d/s kontaktów z instytucjami Joanna (Warszawa) - przew. Komitetu d/s kontaktów ze wspólnotami Małgosia (Radom) - przew. komitetu d/s współpracy z profesjonalistami Agnieszka (Poznań) - komitet d/s współpracy z profesjonalistami i spis adresowy Na mityngu roboczym Rady Powierników dokonano podziału funkcji, postanowiono spotykać się, co kwartał i opracować na najbliższe spotkanie plan działania dla Komitetu Służb Krajowych Al-Anon. Uczestnicy Konferencji serdecznie podziękowali dotychczasowemu Komitetowi Służby Krajowej Al-Anon za wkład włożony w powstanie służb Al-Anon w Polsce. Szczególne podziękowania skierowane były do Anny i Marii z Poznania za ich serce i wieloletnie zaangażowanie w życie wspólnoty Al-Anon w Polsce.

 


 

AL-ANON nr.2/11/97

 

Życie rodzinne

 

wypowiedź alkoholika Tekst pochodzi z nieautoryzowanego przekładu Big Book str 439 - 452 roz.dz.i7 (wersja angielska), tytuł od redakcji.

 

Rzecz jasna, że miałem różnego rodzaju problemy. "Gdybyście mieli takie problemy jak ja, też byście pili", tak myślałem.

....Najistotniejsze problemy miałem w małżeństwie. „Gdy byście mieli taką żonę jak moja, też byście pili". Byliśmy z Max dwadzieścia osiem lat po ślubie, kiedy wylądowałem w AA Na początku zapowiadaliśmy się na dobre małżeństwo, lecz w miarę upływu lat i pogłębiania się mego alkoholizmu, żona coraz bardziej kwalifikowała się do Al-Anonu. Na początku mówiła, "Nie kochasz mnie. Dlaczego nie chcesz się do tego przyznać?" Później mówiła: „Ty mnie nie lubisz. Dlaczego nie chcesz się do tego przyznać?" A gdy jej choroba zaczęła osiągać punkt kulminacyjny, krzyczała: „Ty mnie nienawidzisz! Ty mnie nienawidzisz! Dlaczego nie przyznasz się, że mnie nienawidzisz?" Więc przyznawałem. Pamiętam bardzo dobrze jak powiedziałem jej: „Jest jeszcze tylko jedna osoba na świecie, której nienawidzę bardziej niż ciebie. Jestem nią ja sam". Popłakała trochę i poszła do łóżka; to była jej jedyna reakcja na problemy, jaka jej pozostała. Ja również popłakałem sobie trochę, po czym przyrządziłem sobie kolejnego drinka. (Dzisiaj nie musimy już żyć w taki sposób)....Z Max działy się takie rzeczy bynajmniej nie, dlatego, że się o nią nie troszczyłem. Wręcz przeciwnie, mogłoby się wydawać, że troszczyłem się aż zanadto. Wysyłałem ją do czterech kolejnych psychiatrów i żaden z nich nie uczynił mnie trzeźwym. Wysyłałem do psychiatrów również i swoje dzieciaki. Przypominam sobie, że pewnego dnia nawet nasz pies doczekał się diagnozy psychiatrycznej. Wrzasnąłem na Max:,,Co masz na myśli: „Pies po prostu potrzebuje więcej miłości?" Powiedz temu kretynowi, lekarzowi od kotów i psów, że nie jest psychiatrą z Beverly Hills. Jedyne, co chcę się dowiedzieć, to, dlaczego nasz pies moczy się za każdym razem, gdy biorę go na kolana?" /Nasz pies nie zmoczył moich spodni nawet raz, odkąd przystąpiłem do AA, tak samo jak ja /

....Im usilniej pracowałem nad Max, tym bardziej była ona chora. Tak, więc, gdy skończyło się to na oddziale psychiatrycznym, nie byłem nawet bardzo tym zdziwiony. Ale zdumiałem się dopiero wówczas, kiedy zatrzasnęły się stalowe drzwi i to Max była tą osobą, która poszła do domu. Wyglądało na to, że najpierw potrzebna mi będzie konsultacja. Tak się akurat składało, że byłem wówczas najlepszym diagnostą, jakiego znałem, a już na pewno znałem swój własny przypadek lepiej, niż ktokolwiek inny. Tak, więc usiadłem sam ze sobą i zacząłem ustalać fakty związane z owymi konwulsjami: zmiany osobowości, codzienne bóle głowy, poczucie zagrożenia, uczucie zagrażającej mi choroby psychicznej. Nagle wszystko to było jasne: mam guza mózgu i umrę, a wszyscy będą mnie żałowali. Klinika Mayo wydawała mi się odpowiednim miejscem do potwierdzenia mojej diagnozy. Po dziesięciu dniach testów w Mayo, zostałem przeniesiony na oddział zamknięty - niesłychane! To był właśnie ten moment, kiedy zatrzasnęły się za mną metalowe drzwi, a Max była tą, która pomaszerowała do domu. Max przejęła opiekę nade mną, po tym jak obiecałem, że już nigdy więcej nie będę pił alkoholu, nigdy nie wezmę żadnej tabletki, nigdy nie przeklnę i nie będę uganiał się za dziewczynami. Ledwie wsiedliśmy do samolotu, rozpoczęła się awantura o to, że wolno mi wypić darmowego drinka, czy też nie. Max wygrała, nie wypiłem. Ale na Boga, nie odzywałem się do niej i odmówiłem również jedzenia! W takiej właśnie atmosferze Max, ja i nasze dwie córki spędziliśmy Święta Bożego Narodzenia przed ośmiu laty.

....Wiele czasu poświęcałem na pisanie listów, robienie notatek, spisywanie poleceń i spisów zadań do wykonania dla Max, która była nadal oficjalną pielęgniarką w moim gabinecie, odpowiedzialna za to, żeby wszystko szło swoim torem, gdy ja byłem odizolowany. Trzeba być naprawdę chorym, żeby robić coś takiego, ale trzeba być nie mniej chorym, by przychodzić codziennie po te moje polecenia, jak robiła to Max. Dzisiaj nie musimy już tak żyć. Max nadal pracuje ze mną w moim gabinecie, lecz naszą wolę, nasze życie i naszą pracę powierzyliśmy opiece Boskiej.

...W swojej obecności przerabialiśmy na głos Trzeci Krok - właśnie tak, jak nakazuje to robić Wielka Księga A życie staje się prostsze i łatwiejsze, gdy próbuję zmienić moje stare myślenie i zająć się raczej swoim wnętrzem poprzez Dwanaście Kroków, pozwalając by świat zewnętrzny troszczył się sam o siebie.

.... Wydawało mi się, że jedyne, o czym oni gadali na mityngach, to było picie, picie, picie. Aż miałem pragnienie. Ja chciałem rozmawiać o swoich „wielkich" problemach; picie było jednym z mniejszych. I wiedziałem dokładnie, że zrezygnowanie z „jednego drinka każdego dnia niczego szczególnego nie wniesie w moje życie. W końcu, po siedmiu miesiącach, postanowiłem spróbować. Aż do dnia dzisiejszego nie mogę wyjść z podziwu, jak wiele moich problemów, z których większość, w moim przekonaniu, nie miała nic wspólnego z piciem, udało mi się rozwiązać, lub po prostu przestały one istnieć - odkąd przestałem pić.... Przed naszym ślubem, kiedy Max była nieśmiałym, szczupłym podlotkiem, dostrzegałem w niej cechy, których inni być może nie dostrzegali: urodę, wdzięk, radość życia, łatwość w nawiązywaniu kontaktów, poczucie humoru i wiele innych pięknych cech. To wyglądało tak, jakbym miał, zamiast dotyku Midasa, jakiś powiększający wszystko zmysł, który potęgował wszystko, na czym się skupiałem. W miarę upływu lat, te dobre cechy Max rosły i rosły w moich oczach a potem pobraliśmy się i wszystkie te cechy stały się jeszcze bardziej oczywiste i byliśmy coraz bardziej szczęśliwi razem. Lecz w miarę, jak zacząłem coraz bardziej pić, alkohol wydawał się wpływać na to, co oglądałem. Zamiast nadal dostrzegać pozytywne cechy swojej żony, widziałem już tylko jej wady. A im bardziej przyglądałem się tym jej wadom, tym stawały się one większe i pomnażały się. Ilekroć mówiłem jej, że jest nikim, ona wycofywała się coraz bardziej w nicość. Im więcej piłem, tym bardziej ona przygasała....Aż któregoś dnia w AA powiedziano mi, że soczewki w moich okularach działały odwrotnie; „odwagi, aby zmienić" w Modlitwie o Pogodę Ducha znaczy tyle, co zmień siebie, a nie swoje małżeństwo i naucz się akceptować swoją żonę, taką, jaka ona jest. AA podarowało mi nową parę okularów. Ponownie mogę skupiać się na zaletach mojej żony i obserwować jak one się mnożą i mnożą, i mnożą. To samo mogę zrobić z mityngiem AA. Im bardziej skupiam się na tym, jaki jest zły - za późno się rozpoczął, zbyt długie piciorysy, palenie papierosów -tym gorszy on wydaje się być z każdą chwilą. Ale kiedy skupię się na tym, co mógłbym ja sam wnieść do tego mityngu, niż co w nim jest złe - to ten mityng staje się lepszy z każdą chwilą. Dzisiaj, staramy się z Max mówić, co czujemy, a nie, co myślimy. Kłóciliśmy się dużo przez nasze różne poglądy, ale nie możemy się przecież sprzeczać o to, kto co czuje. Mogę jej powiedzieć, że nie powinna myśleć w pewien sposób, lecz zdecydowanie nie mogę jej zabrać prawa do odczuwania uczuć, tak jak ona to czuje. Kiedy bazuje my na uczuciach, poznajemy siebie samych i drugiego o wiele lepiej?

...Nie było łatwo pracować nad naszym związkiem z Max. Wręcz przeciwnie, najtrudniejszy odcinek pracy na programie był przerabiany w moim własnym domu, z moimi własnymi dziećmi i rzecz jasna, z Max. Sądzę, że najpierw powinienem był nauczyć się kochać moją żonę i dzieci, a dopiero w drugiej kolejności nowego członka AA. Stało się jednak inaczej. W końcu, musiałem przetworzyć każdy z Dwunastu Kroków specjalnie pod kątem Max, poczynając od Pierwszego, który mówi: „Jestem bezsilny wobec postawy Max, a moje życie domowe jest poza moją kontrolą", aż do Dwunastego, w którym to starałem się myśleć o niej jak o chorym członku Al-Anonu i traktować ją z miłością, jaką obdarzyłbym nowo przybyłego do AA., Kiedy tak postępuję, układa nam się bardzo dobrze.... Im większe mam oczekiwania wobec Max i innych ludzi, tym mniejsza jest moja pogoda ducha. Sam wyraźnie dostrzegam, jak poziom mojej pogody ducha podnosi się, gdy zmniejszam swoje oczekiwania.

 


 

Te ckliwe slogany

 

Spiesz się powoli. Najważniejsze najpierw. Zostaw, oddaj Bogu. Jeżeli to działa, nie zmieniaj tego.

 

W sanatorium szukamy równowagi i harmonii, zdrowego ciała, umysłu i ducha. Przygnębia obserwacja facetów z AA, poddających się życiu w znośnym trudzie i niewygodzie, zamiast cieszyć się życiem, które jest „szczęśliwe i pożytecznie pełne". My alkoholicy możemy z pewnością wypocząć i zrobić niewłaściwy użytek ze słusznych zasad. Często nowicjusze a nawet weterani cytują slogany, aby uzasadnić i usprawiedliwić niezdrowe a nawet destrukcyjne wybory życiowe. Np. weźmy slogan: „Spiesz się powoli". Wiele osób w najlepszych intencjach używa go jako licencji na próżniactwo lub bierność. Bardzo podobna do tego jest idea:, „Jeśli to działa, nie zmieniaj tego". Jest to pewną oznaką defektu. Wierzę, że jest to usprawiedliwienie letargu i przyczynia się do braku postępu w leczeniu. „Żyj dniem dzisiejszym" jest często mylone ze znaczeniem: "Nie planuj na przyszłość, jakoś się ułoży". Do jakiej to prowadzi katastrofy! Neofita zwykle pada płasko na twarz i kończy wierząc, że „program", lub Siła Wyższa zawiodły. Zapominamy, że Bóg dał nam do użytku rozsądek i że jesteśmy odpowiedzialni za wysiłki wysiłki prowadzące do zdrowej i bezpiecznej przyszłości dla nas i dla naszej rodziny. „Zostaw, oddaj Bogu" prowadzi do strasznej duchowej konfuzji i wypaczenia. Jest tendencją do oglądania się na Boga, żeby wszystko za nas zrobił, to, co powinniśmy zrobić sami. Zapominamy, że „najlepszym miejscem dla modlitwy o kartofle jest koniec motyki", a Bóg pomaga tym, którzy sobie pomagają. Następnie „Najważniejsze, najpierw". Jak smutno, kiedy ludzie budują swoje życie wypaczając ten slogan. Łatwo jest myśleć: „Tak długo jak nie piję, wszystko będzie dobrze". Znam dobrego przyjaciela we wspólnocie, który był trzeźwy przez dłuższy okres czasu. Aktualnie otrzymał diagnozę „poważnej dolegliwości w oddychaniu". Był on palaczem przez wiele lat, a kiedy lekarz zalecił mocno, aby pozbył się tego nawyku, odpowiedział: „Jest to jedna z przyjemności, która mi pozostała". Dodał, że „nie picie" jest jego pierwszym i jedynym priorytetem i ten wysiłek wymaga całej jego energii. I poza tym, jeśli rzuci palenie, może stać się tak nerwowy, że będzie zmuszony znów pić. Tak, więc ten człowiek, którego lubię, siedzi na mityngach, mówi o trzeźwości, ale zabija się tak jakby podjął picie. Boli mnie, kiedy widzę inną ludzką istotę wybierającą samounicestwienie pod pozorem uzdrowienia. Jaki to absurd! Podobnie smutne jest obserwowanie kolegów alkoholików powoli (lub szybko) zabijających się przez brak ruchu, przejedzenie, lub inne ekscesy jak masowa konsumpcja kawy, cukru, tłuszczu itd. Oczywiście naszym głównym celem jest nie umrzeć z alkoholizmu. Ale praca nad zdrowieniem jest także naszą odpowiedzialnością wobec nas samych, innych oraz kochającej Siły Wyższej, Przeżyć nasz alkoholizm, ale umrzeć z powodu innych ekscesów nie jest z pewnością zamierzeniem boskim wobec nas.

Poza tym potrzebuję was wszystkich, aby pozostać trzeźwym.

David

 


 

Jak zniszczyć Al-Anon?

 

1. Nie przychodź na mityngi.

2.         Jeśli przychodzisz, spóźniaj się.

3.         Wyszukuj wady u innych członków grupy.

4.         Nie przyjmuj żadnej funkcji, łatwiej jest krytykować niż zrobić coś samemu.

5.         Jeśli zostaniesz wybrana do komitetu, nie przychodź na mityngi,

6.         Jednak, gdy cię nie wybiorą do komitetu, złość się.

7.         Gdy osoba prowadząca prosi cię o wypowiedź, nie mów nic,

8.         Rób więcej, niż potrzeba. Gdy inni „zakasują rękawy”, aby wykonać pracę, powiedz, że grupą rządzi klika.

9.         Nie płać dobrowolnych datków tak długo, jak to możliwe, albo wcale nie dawaj.

10.       Nie przyciągaj nowych członków, a jeśli to zrobisz, ni k ech będą niezadowoleni tak jak ty.

Area Hightights nr 2/1996, s.11 (tłum. Marysia - „Ariadna" Poznań)

 


 

…z listów do redakcji

 

Miłość kryształowo czysta,

Niczym woda źródlana,

Miłość pełna uniesień,

Splecionych dłoni, pocałunków,

Najpiękniejszymi słowami opiewana,

To chybotliwy płomień świecy,

W świetle promieni słońca,

Miłość spełnionej tęsknoty,

Która nie wiąże łańcuchem,

Jest nieskończenie wyrozumiała,

Miłość - Rzeczywista, to wiara.

 

Mam na imię Zbyszek, jestem alkoholikiem, Bytem nim od lat nie zdając sobie z tego sprawy...

... Ja żyję mityngami i programem 12 na 12. Tęsknie do świata bez krat...

 

... Zaczęłam się tłumaczyć

Bogu, dlaczego zgrzeszyłam. Z lenistwa, opieszałości i niedbalstwa. I nagle dostrzegłam, że Bogu niepotrzebne są moje tłumaczenia. Wystarczy, że przyznam się do winy i wykażę chęć poprawy....

 

... Przecież mam Dwanaście Stopni i Dwanaście Tradycji AL-Anon. Jeżeli będę je tylko stosować w moim życiu, mogę czuć się bezpiecznie. Było to dla mnie tak jasne i odkrywcze jak słońce na niebie...

Ślę Wam postanie miłości Zuzia AL- Anon -Warszawa

 


 

PROPOZYCJA TEMATU MITYNGU GRUPY AA 15 ŚWIATOWY MITYNG SŁUŻB

październik 1988 NOWA ZELANDIA

Zasadniczy temat:

„Służba - podstawa osobistego wyzdrowienia i jedności AA"

Nowe tematy prezentacji i dyskusji:

1.         Rola sponsorowania

-          w leczeniu

-          dla jedności

-          w służbie

2.         Ważność służby

-          w grupie

-          w regionie

-          na konferencji

3.         Zasada rotacji

-          w grupie

-          w regionie

-          na konferencji

4.         Stosowanie XII Tradycji w życiu codziennym

-          wśród AA

-          w miejscu pracy

-          w rodzinie

5.         Dalsze niesienie posłania AA poza wspólnotą przez

współpracę z

-          lekarzami we wszystkich dziedzinach

-          pracodawcami i związkami zawodowymi

-          środkami masowego przekazu

-          innymi przyjaciółmi AA

Wnioski, sugestie, doświadczenia prosimy przesłać na adres: Redakcja MITYNG 03-416 Warszawa ul. Wileńska 69

Zespół do spraw literatury AA Region Warszawa