MITYNG - Koncepcje

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


 

            Koncepcja 9

 

Czyli o tym aby prowadząc oświetlać drogę sobie i innym, a chcąc przewodzić nauczyć się posłuszeństwa wobec wspólnego sumienia i zasad AA

 

            Wraz  ze zdrowymi i właściwymi metodami wybierania, na każdym szczeblu struktury, dobrzy przywódcy są nieodzowni dla naszej przyszłości i bezpieczeństwa. Pierwotne

przewodzenie służbom, pełnione przez założycieli AA, musi z konieczności być kontynuowane przez członków Rady Powierników Anonimowych Alkoholików - tekst jeszcze nieautoryzowany

 

            Zanim zacznę omawiać swoje rozumienie Koncepcji Dziewiątej chciałbym przedstawić kilka cytatów pochodzących z Kroku 11 w „12x12”. A oto one:

Czy nie lubowaliśmy się w bujaniu w obłokach? A teraz, już trzeźwi, czyż nie robimy często tego samego? Więc może naszym problemem nie była wyobraźnia, lecz niemal kompletna niezdolność do skierowania wyobraźni ku właściwym celom. / str. 100 /

... odpowiedzi, które wydają się pochodzić od Boga, w rzeczywistości są nieświadomą racjonalizacją naszych własnych pragnień.

... w  najlepszej wierze stara się narzucić swoją wolę w każdej sytuacji żywiąc wygodne przekonanie, że postępuje według szczególnych wskazówek Boga. Mając takie złudzenie, mimowolnie może spowodować wiele zmartwień. /str. 103/

Mam nadzieję, że te kilka słów wyjaśnia dlaczego tak wiele troski nasza wspólnota poświęca tematowi przywództwa w AA. To stały problem, którego niestety nie da się rozwiązać raz na zawsze. Czas i rotacja sprawiają, że stale potrzeba nowych przywódców potrafiących własnym przykładem pokazać drogę do lepszej przyszłości, zapewniających ciągłość naszego posłannictwa. Widzimy wtedy, że służba dla innych / - bardziej niż realizacja osobistych pragnień /  staje się pożyteczna zarówno dla wspólnoty jak i samego zainteresowanego. Trudno o wskazanie bardziej efektywnej drogi rozwoju duchowego.

Przez wiele lat nie byłem zainteresowany korzystaniem z rad życiowych, przewodnictwa duchowego. Nawet nie odczuwałem takiej potrzeby. Imponowała mi postawa "człowieka, który się kulom nie kłaniał". Wydawało mi się, że jestem samowystarczalny intelektualnie. Liczne porażki życiowe nie zmieniały tej iluzji. Piłem by zapomnieć o kłopotach. Za to nieraz miałem wrażenie, że zostałem obdarzony specjalnym darem pozwalającym przewodzić innym. Chętnie podejmowałem się kierowania grupą ludzi nie bacząc na konflikty, które powstawały z mej przyczyny. Szczególnie w sprawach rodzinnych nie chciałem słuchać życzliwych podpowiedzi. Ale, co dziwne, nawet niepowodzenia nie były w stanie zmienić myślenia o mych umiejętnościach. Przyczyny znajdowałem bardziej w warunkach zewnętrznych niż w sobie i swoich cechach charakteru. Stąd trudno się dziwić, że tak długo musiałem cierpieć zanim trafiłem do wspólnoty AA. Dopiero tu zaczął się proces przemian.

      Pamiętam czas, gdy po powrocie z turnusu terapeutycznego w Strzyżynie, pełen entuzjazmu, zapytałem kolegę o trochę dłuższym stażu w trzeźwieniu czy poznał już literaturę AA. Odpowiedź była charakterystyczna. Odbył terapię w ośrodku, ponad dwa lata nie pije, na mityngach dzieli się tym jak udaje mu się zachować trzeźwość i nie wydaje mu się aby znajomość literatury AA była potrzebna. Zresztą jej fragmenty są często czytane na mityngach. Jednak „dla dobra sprawy” zgodził się wziąć udział w powstaniu nowej grupy, której celem będzie poznawanie naszej literatury. Wkrótce dołączyli kolejni koledzy. Grupa rozpoczęła pracę a ja poczułem się jednym z jej założycieli, a nawet „mózgiem”. Początkowo wszystko układało się doskonale. Nawet na spotkaniu intergrupy była podawana jako przykład pracy. Jednak zapału starczyło krótko; po pewnym czasie zaczęło ubywać członków a nowi jakoś się nie kwapili do poznania programu i nie zasilali grupy. Coś, co wydawało się darem od Boga rozpadało się. A potem i ja odpuściłem. Zresztą przyjąłem nowe zobowiązania w służbach Regionu. A w grupie nie było już komu przejąć pierwotnie pełnionego przez nas obowiązku. Grupa jeszcze przez jakiś czas funkcjonowała ale w końcu i tak zakończyła działalność. W ten sposób przekonałem się, że nawet szczere intencje założycieli nie uchronią przed upadkiem, jeśli cel grupy nie jest związany z celami intergrupy ( Koncepcja 1) a tylko wypełnia nawet szlachetne ambicje założycieli, a w tym przypadku ….. moje. Gdy ambicje i cele się kończą, grupę porzuca się niczym skórkę zjedzonego banana. Czasami grupa pozostawiona sama sobie zupełnie nieświadomie kontynuuje działalność w pozaaowskim kierunku. Rodzi się apatia i ignorancja - najgorsi wrogowie trzeźwości. Na mityngu panuje nuda, zniechęcenie. Nikt nie zadaje sobie trudu aby mówić jak program na nich działa a raczej jak się żyje niezależnie od programu. Oczywiście w takich warunkach trudno oczekiwać odpowiedzialnego traktowania ciągłości posłannictwa AA i to jest stały problem, z którym spotykają się nasi powiernicy.

     Powoli uświadamiamy sobie, że sprawność naszej wspólnoty zależy od poświęcenia i zaangażowania mandatariuszy czy delegatów. Od tego, na ile uda im się zainteresować grupę życiem AA. Czy zadbaliśmy o nowicjuszy, by po odpowiednim czasie byli gotowi przejąć pałeczkę w sztafecie posłannictwa i odpowiedzialności? Czy nauczyliśmy ich sięgać do skarbnicy doświadczeń zawartych w Tradycjach i Koncepcjach? Kiedyś kolega mi tłumaczył. Oprócz grupy, którą odwiedzam istnieje jeszcze cały świat AA. Tylko ode mnie zależy, czy chcę z tego skorzystać. Czy chcę nauczyć się prostych zasad według których należy żyć. /warto spojrzeć na str 331 w książce "Anonimowi Alkoholicy wkraczają w dojrzałość"/ Świadomość wspólnoty z całego świata jest raczej większa niż pojedyńczej grupy, w której bywa, że z programem AA mieszają się interesy różnych formacji mających odmienne cele i środki niż nasza wspólnota. W konsekwencji zdarza mi się nieraz słuchać wyraźnie zbyt długich wypowiedzi, w których nie potrafię znaleźć choćby drobnego odniesienia do programu AA.

    Ale ostatnio mieliśmy jaskółkę zmian. Aż z niedowierzaniem przyglądałem się ogromnemu zainteresowaniu jakie pojawiło się z opublikowaniem sprawozdania z 18 Światowego Mityngu Służb. Okazuje się, że aowcy autentycznie pragną AA i chętnie sięgają za lekturę przybliżającą w łatwy sposób problematykę i cel służb. Ale wróćmy na nasze podwórko. Wiele lat temu, gdy w Warszawie powstawało  AA, grup było niewiele. Wtedy niepotrzebne były struktury służb. Wystarczyło, że ktoś dał pomysł, ktoś poparł i inicjatywa nabierała życia. Wszyscy się znali osobiście. Nowi, którzy pojawiali się na mityngach w naturalny sposób słuchali zaleceń i doświadczeń weteranów, a ci samorzutnie stawali się przywódcami. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy powstała intergrupa warszawska a później w 1993 roku Region Warszawa. Przełom nastąpił w 1998 roku gdy Konferencja przyjęła Kartę Konferencji Regionu Warszawa. Pierwotne przewodnictwo weteranów zostało zastąpione przez sumienie Konferencji i jej struktury jak Rada Regionu czy zespoły regionalne. Już Bill i dr Bob mieli świadomość, że nie mogą bez końca przewodzić wspólnocie. Przez moment nawet oni nie chcieli stanąć twarzą w twarz z potrzebą takiej zmiany. Trudno im było przyjąć, że to co było dobre w przeszłości, z pewnością nie jest wystarczające w obecnej fazie rozwoju. W eseju publikowanym w 1959 r. w Grapevine Bill W. zawarł kilka sugestii dla nas. Przypomniał, że żadna wspólnota nie może dobrze funkcjonować bez zdolnych przywódców na wszystkich poziomach, i AA nie jest wyjątkiem. Skłonność do wypaczania tradycyjnego powiedzenia „zasady przed osobistymi ambicjami" powoduje szukanie ludzi o jak najbardziej rzetelnej wizji, moralności i motywach. Zapominamy, że wspólnota AA nie jest wspólnotą świętych. W rzeczywistości nikt z nas nie jest idealny. Jedno co nam trzeba, to wybrać najlepszych. Dobrzy przywódcy, pełni poświęcenia potrafią na tyle skutecznie połączyć swoje plany i dążenia we wspólnym działaniu, że reszta z nas chce ich wesprzeć i pomóc w pracy. Oczywiście wymaga to wielu konsultacji i jasności motywów. A tym miejscem są nasze zespoły regionalne. Dobry plan lub pomysł może wyjść od każdego, kto zechce się tam pojawić i poświęcić trochę czasu na sprawy wspólnoty. Czy może być lepszy sposób na wyrażenie wdzięczności wspólnocie za swą trzeźwość? Gdy pomysł otrzyma odpowiednie wsparcie, oczywiście pod warunkiem, że takie działania mieszczą się w ramach Tradycji AA wystarczy go realizować. Później dokonujemy ponownej oceny sytuacji i zastanawiamy się, czy nasze przewidywanie sprawdziły się. Jednakże nie wolno torpedować zamierzeń innych tylko z samej przekory. Dobro wspólnoty jest najważniejsze. Każdy, kto chce przewodzić, musi zastanowić się, czy doraźne korzyści nie spowodują ogromnych niebezpieczeństw w przyszłości? Nie wolno zapomnieć o szkodliwych konsekwencjach, które mogą tworzyć nierzetelny obraz naszej wspólnoty. Stawka jest wysoka. Szczególnie dotyczy to relacji ze społeczeństwem. Musimy przewidzieć, że prosząc o dotację do własnej działalności przedstawiamy się jako wspólnota, która nie szanuje własnych zasad. Z drugiej strony wiemy jak pieniądze korumpują i odwracają uwagę od zasadniczych celów. Albo działalność służb informacyjnych. Brak dyżurnego w PIKu może spowodować, że ktoś nie otrzyma niezbędnej pomocy. Jest jeszcze osobny rozdział przywództwa. To sponsorowanie. Jak nigdzie indziej sprawdza się zasada: prowadzimy przykładem, z miłością traktując próby i wysiłki innych. I nic też nie przynosi więcej osobistej satysfakcji jak dobrze spełniany 12 Krok. Uczestniczymy w duchowej przemianie nowego przyjaciela a często również całej rodziny. Tylko Bogu mogę podziękować za szansę zmiany swego życia we wspólnocie AA.

Pozdrawiam pogodnie Marek Warszawa 3 01 2006