Wydanie specjalne.

MITYNG

Biuletyn Regionu Warszawa
JUBILEUSZ 10 - LECIA 28 PAŹDZIERNIK 2002

DO UŻYTKU WEWNĘTRZNEGO


Na prośbę Redakcji kilku naszych przyjaciół napisało swoje wersje ulubionych wierszyków z lat młodości.

Ukazały się one we wcześniejszych wydaniach biuletynu.

 


 

...Opowiadamy sobie wzajemnie tragedie życia, w naszych własnych historiach widzimy absurdalność swoich poczynań i śmiejemy się razem. Myślę, że częściowo to ulga pozwala nam śmiać się, a częściowo zaufanie, bowiem śmiech pochodzi ze świadomości tego, że ktoś inny naprawdę rozumie, jakie szaleństwo jest w alkoholizmie. Myślę też, że śmiejemy się, ponieważ jesteśmy zadowoleni z życia, w tłumie innych równie zadowolonych. Ktoś to nazwał nawet śmiechem z niebios...

/fragment publikacji/

 


 

PANI SŁOWIKOWA

Płacze pani słowikowa w gniazdku na akacji
Mąż z mityngu o dziewiątej miał być na kolacji.
Dba o siebie skrupulatnie, planu dnia się pilnie trzyma,
A tu już po jedenastej a słowika nie ma.

Kolacja czeka bogata w witaminę be,
Jak się spóźnia, łamie halty, może być źle!
Współuzależniona jestem i się niepokoję,
To jego spóźnienie, ale ja się boję.

Może mu się co zdarzyło, słowikowa w gniazdku kwili,
Z forsy oskubali i na piwko namówili!
To przez zazdrość, to skowronek z bandą pijaczątek!
Forsa głupstwo - odpracuję, trzeźwość to majątek.

Nagle zjawia się pan słowik, poświstuje, skacze,
Gdzieś ty bywał, gdzieś ty latał, przecież ja tu płaczę!
A pan słowik słodko ćwierka - Wybacz moje złotko,
To z mityngu z kolegami wracałem piechotką.
A ciekawie było z nimi, że aż w duszy miło,
Więc spacerkiem szliśmy razem, tak to się złożyło.

O trzeźwości i o życiu wszyscy rozmawiali,
A na koniec do Wesołej ludzi zapraszali!

Na sobotę do Wesołej, po chwile radości,
Wielu ludzi tam już było, znowu będzie dużo gości.
Będą inni ze Wspólnoty, pojedyńczo, rodzinami,
Po mityngu jest zabawa i ognisko z kiełbaskami.

Co ty na to moja droga? Pofruniemy tam, kochanie?
A w niedzielę, gdy się wyśpisz, podam ci śniadanie.

 

Władysław i Ewa
 


 

„Lokomotywa”

Stoi pod sklepem, pijany chyba,
Jest ociężały, pot z niego spływa.
Tak to już bywa!
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Pijany odór z ust jego bucha.

Buch, jak gorąco!
Uff, jak nużąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie.
Klin by się przydał, bo się rozsypie.

Zmartwień bez liku podoczepiali,
Wielkie i ciężkie. Jakby ze stali.
I pełno lęków w każdym kłopocie.
A dwa dni temu leżał tam w błocie.

I żona w domu znowu nakrzyczy.
No i kierownik chce go rozliczyć.
W ukryciu tylko puste butelki
I strach o przyszłość, ach taki wielki.

A jego winy, och jakie duże,
Bo przed nim tylko deszcze i burze.
A zmartwień jego jest ze czterdzieści,
Sam nie wie nawet co się w nich mieści.

Lecz choćby przyszło tysiąc lekarzy
I jego troski każdy rozważył
I każdy nie wiem jak się wytężał,
Nie wytrzeźwieje, taki to ciężar.

Nagle - myśl,
Nagle - błysk,
Jakiś - duch,
Nogi - w ruch!
Ruszył na mityng jak żółw ociężale,
Noga za nogą, bo nie chce wcale.
Szarpnął swe ciało, ciągnie z mozołem,
A wszyscy mówią mu - witaj, cześć, czołem!
Codziennie, niezmiennie, tam musi iść,
A dłonie tak drżą, jak osiki liść.
A skądże to, jakże to, czemu tam gna,
To wiara, nadzieja ciągle tak pcha.

Bo człowiek to nie lokomotywa,
Pijane życie szybko zużywa.
Najlepsza jest stacja - nazwa Wspólnota
Zjechać tam można gdy jest ochota.
I znowu, i znowu na mityng AA
Po zdrowie, po zdrowie, to trzeźwość Ci da!

Choć Autor dawno już nie pijany
W gronie przyjaciół dobrze jest znany

 


 

AOSIA

Jest taka jedna Aosia
Zwą ją Aosia - Samosia
Bo wszystko sama, sama, sama,
Ważna mi dama!

Wszystko sama lepiej wie,
Całkiem sama trzeźwieć chce.
Dla niej mityng, książka, AA
Nic nie znaczą, to "gdzieś" ma.

Zjadła wszystkie rozumy,
Ma w sobie dużo fałszywej dumy
Na mityngi nie chodzi, bo po co?
Sama wszystko umie. - no to co?

A jak zapytać Aosi:
Ile jest kroków w AA? - Osiem.
A kto to był Bill W.? Król.
A co daje terapia? - Sól.
A gdzie leży Akron? - Nad Wartą.
A wszyć Esperal warto? - Tak! Warto.

Bo o haltach wszystko wie.
I antikol sama zje.
"Kroki" sama przerobi,
No i wszystko sama zrobi.

Kto by się tam uczył, pytał,
Dowiadywał się i czytał.
Kto by sobie głowę łamał,
Kiedy może sama, sama.

Toś ty taka mądra dama?
... A pijany, to kto?
JA! SAMA!

 


 

CHORY KOTEK

Pan kotek był chory i leżał w barłogu
i przyszedł pan doktor - witaj nałogu
Źle bardzo - i łapkę wyciąga do niego
Wziął za puls pan doktor poważnie chorego
I dziwy mu prawi - zanadto się piło
Co gorsza nie mleczko, coś mocnego było.
Źle bardzo, gorączka, źle bardzo koteczku
Oj długo ty długo poleżysz w łóżeczku
I nic pić nie będziesz, żadnych alkoholi
Broń Boże koniaków, wina czy jaboli
I piwka nie można - zapyta koteczek
Lub po kropelce markowych wódeczek?
Broń Boże! Kroplówki i abstynencja ścisła
Od tego pomyślność w leczeniu zawisła.
I leżał koteczek, choć skręcało mu kiszki
I prawie zobaczył cztery białe myszki
Patrzcie jak złe opilstwo, kotek przebrał miarę
Musiał więc nieboraczek srogą ponieść karę
Tak się i z wami dziateczki stać może
Od pijaństwa - strzeż was Boże

Władysław z inspiracji Michała

 


 

Pan Hilary

Biega, krzyczy Pan Hilary
Gdzie są zacne me zamiary?
Miał już nie pić trzy tygodnie,
Miał już nosić czyste spodnie!
Miał pracować i zarabiać,
Miał nikomu nie zawadzać!
A tymczasem moi mili
Coś go pędzi, coś go pili.
Szuka w spodniach i w surducie,
W prawym bucie, w lewym bucie.
Szuka w pralce i w apteczce,
Nawet szuka w swojej teczce.
Już podłogę chce odrywać
Już policję zaczął wzywać,
By szukali tej butelki,
Bo ją znaleźć kłopot wielki!
Kiedyś schował tam, w kominie,
Innym razem zaś w pianinie.
Szuka wszędzie, dom przewraca,
Byle było coś na kaca.
W głowie szumy i zawroty,
Może wypić - na zgryzoty....
Nagle zerknął do lusterka,
Nie chce wierzyć... Znowu zerka.
A w odbiciu jakaś zjawa
W kształt butelki się przedstawia.
Pan Hilary mózg wytężył,
Wszystkie siły w sobie sprężył.
Jeszcze raz w kieszenie sięga ......
Co ma znaczyć ta mitręga?
Szuka zwolna, a dokładnie ....
Czego szuka? Kto to zgadnie?
Chyba znalazł, pot się leje...
Pan Hilary już się śmieje!
To książeczka jest malutka,
Bardzo cienka, lecz składniutka.
Tam mityngi są spisane,
Pan Hilary pędzi na nie!
Jaki morał z tego? Wiemy!
Gdy szukamy to znajdziemy!
Sieć mityngów w całym kraju,
W Gdańsku, Mińsku, Biłgoraju.
Wszędzie dobrze, bo w gromadzie!
Pan Hilary rękę kładzie
Na swym sercu i powiada -
We wspólnocie wódce biada!

 


 

Inwokacja

Wspólnoto - miłości moja - Ty dałaś mi zdrowie
Ile cię cenić trzeba, ten tylko się dowie,
kto Cię poznał.
Dziś wielkość Twą w całej ozdobie widzę
i opisuję, bo żyję dzięki Tobie.
Ty co zrzeszasz ludzi na calutkim świecie
I mnie pod swoje skrzydła przyjęłaś
jak własne dziecię,
Gdy tarzałem się w bagnie,
przez wszystkich odtrącony,
Bez wiary, bez nadziei, przez Boga opuszczony.
Gdy żyłem w wielkim strachu i w ciągłej rozterce,
Wtedy gdy najbardziej szlochało me serce.
Wtedy gdy nie znałem miłości, ni pokory,
Gdy przez dzień i noc całą trapiły mnie zmory,
Stanęłaś na mej drodze jak anioł na niebie
I nic nie pytając, przyjęłaś do siebie.
I dałaś nowe życie - miłość i nadzieję,
I doprawdy nie wiem jak to się wszystko dzieje,
Że powróciła wiara i ufność do ludzi,
Że praca nad samym sobą wcale mnie nie trudzi.
Że radość wielką czuję gdy pomagam drugiemu,
Że się przyglądam bez złości, w lustrze,
odbiciu swemu.
Że w domu swoim czuję miłość i zrozumienie,
Że dzięki programowi czyste mam sumienie.
Że głośno umiem mówić co w danej chwili czuję,
Że nawet za porażki Bogu dziś dziękuję!
To wszystko dzięki Tobie, Twemu programowi,
Przyglądam się dziś sobie, innemu człowiekowi.
I tylko jedno wielkie jest moje pragnienie,
To bym mógł trwać przy Tobie, aż po ostatnie tchnienie!
 



Ja i zwierciadło

Czy próbowałeś kiedyś, kolego,
stanąć przed lustrem,
z rana samego?
I szczerze patrząc na swe odbicie
dziękować Bogu na nowe życie?
Ja, na początku swego trzeźwienia,
zerkałem w lustro podczas golenia.
I widząc ryło smutne, ponure,
prałbym to ryło konopnym sznurem!
Z upływem czasu patrzyłem śmielej,
nieraz nazwałem go przyjacielem.
Mniej było złości do tego ryła,
nieraz mówiłem - ty mordo miła.
Dzisiaj, gdy tylko z łóżka wyskoczę,
z miłym uśmiechem przed lustro kroczę.
Z radością witam tę mordę miłą,
dzień rozpoczynam z nadzieją, siłą.
Nie wiem - puenta, morał, czy wniosek,
o jedno Boga gorąco proszę.
By dnia każdego, na codzień, w święta,
witała mnie w lustrze twarz uśmiechnięta!
I z serca życzę Wam przyjaciele,
byście w swe lustra patrzyli śmielej!
 



Kaczka pijaczka

Nad rzeczką opodal krzaczka
Mieszkała kaczka-pijaczka,
Lecz zamiast trzymać się rzeczki
Robiła pijackie wycieczki.

Raz poszła więc do kuzyna
"Daj mi szwagierku kieliszek wina".
Potem melina była po drodze,
Gardziołko wyschło, piekło ją srodze.
Tylko szklaneczka, jedna malutka,

Starczy do zmroku - to była wódka.
Czy gryzła się kaczka okropnie,
Że pije alkohol pochopnie?
Być może, niekiedy, czasami, lecz hardo,

Gdy zagryzała chlebkiem z musztardą.
A potem znowu schodziła z rzeczki,
Ruszać na nowe swoje wycieczki.
Aż wreszcie znalazł się kupiec:
Na swą rocznicę chciałby ją upiec!
6 lat trzeźwości właśnie obchodzi,
Będą znajomi, starzy i młodzi!
Na stole soki i mineralna,
A na brytfannie leży normalna
Pieczona kaczka, cała w buraczkach.
Taka to była kaczka-pijaczka!
Nie pij już wcale, nie sypiaj w wannie!
Bo kiedyś możesz piec się w brytfannie!